środa, 17 marca 2010

Ruiny Detroit cd.


Yves Marchand & Romain Meffre, Ballroom, Lee Plaza Hotel

Kontynuując temat Detroit i wielkomiejskich ruin, wydawnictwo Steidl opublikuje w kwietniu tego roku, album autorstwa fotograficznego duetu, który tworzą Yves Marchand i Romain Meffre (w 2008 o ich wystawie nowojorskiej galerii Point of View pisała na łamach „Świata Obrazu” Anna Cymer). Ta nie wydana jeszcze książka nosi tytuł „The Ruins of Detroit” i zawierać będzie 150 zdjęć. Zanim to jednak nastąpi, możemy już zobaczyć 26 fotografii z tego cyklu na ich internetowej stronie, tak jak w przypadku  Andrew Moore’a w postaci JPG-ów o dobrej jakości (omawianego we wcześniejszym poście). Dobrze je oglądnąć w kontekście zdjęć przywołanego przed chwilą fotografa, ponieważ naocznie można zobaczyć, że ani wybrana metoda pracy (tym razem kamera 4x5”), ani wyraziste w swym kształcie motywy, nie muszą prowadzić do powstania identycznie wyglądających kadrów.

Yves Marchand & Romain Meffre, Downtown Detroit

Samo fotografowanie industrialnych, czy też wielkomiejskich ruin, poza samym aspektem wizualnej atrakcyjności tego rodzaju miejsc, wydaje się być całkowicie logicznym krokiem, jeżeli weźmiemy pod uwagę mocno destrukcyjne przejawy modelu cywilizacyjnego, w którym żyjemy. Ruiny, jako malarski motyw vanitas, mają swoją silną reprezentację w historii europejskich sztuk wizualnych, więc dobrze, że ktoś współcześnie do tego nawiązuje. Dodatkowo, świetnie się składa, że podejmując fotografowanie tego rodzaju tematów, francuscy autorzy (na serwisie Flikr można zobaczyć ich samych, podczas wernisażu wystawy), wolni są w swym myśleniu od modernistycznego paradygmatu, charakterystycznego dla „szkoły düseldorfskiej” i jej adeptów. A więc zdecydowanie kolor, a nie monochromy, zamiast monumentalnego, czy też „monumentalizującego” motywy ujęcia, kadry równie precyzyjnie skomponowane, których konstrukcja jednak, nie jest nachalnie/przejrzyście  symetryczna, zaś rozkład kolorów i padającego światła jest równie istotnym (jak modernistyczna symetria) elementem kompozycji

Yves Marchand & Romain Meffre, Michigan Central Station

Detroit jako „motor city” i ikona amerykańskiego przemysłu samochodowego, padło ofiarą „niewidzialnej ręki rynku”, która rzekomo potrafi harmonizować procesy ekonomiczne kapitalizmu. Oglądając zdjęcia Yves Marchanda, Romaina Meffre, czy Andrew Moore’a, możemy odnieść wrażenie, że jest to relacja z miejsca, doświadczonego żywiołowym kataklizmem. Uznajmy to za pouczający komentarz do popularnego u nas mitu „samosterującej się gospodarki”.

Yves Marchand & Romain Meffre, Packard Motors Plant

3 komentarze:

  1. Ten komentarz został usunięty przez administratora bloga.

    OdpowiedzUsuń
  2. Myślę, że "rozważanie przemijania w odniesieniu do teorii gospodarczych i rachunku ekonomicznego" to tylko jeden z aspektów "nowego dokumentu", który bynajmniej nie jest środkiem wyrazu nowej lewicy, jak piszesz.
    To mój osobisty komentarz, jednak w obu wpisach zwracam też uwagę na - wizualny (czyli "estetyczny")charakter tych wielkomiejskich ruin oraz na podjęcie tematu vanitas, przy pomocy całkiem współczesnych rekwizytów i bez obciążenia konwencjami z przeszłości.
    Jeśli idzie o "starą lewicę", to socrealizm nigdy nie był tutaj zaakceptowaną formą ekspresji. Wręcz przeciwnie zresztą, raczej surrealizm, futuryzm i co tam jeszcze z awangardy.
    Jeśli idzie o socrealizm, to w sztukach plastycznych, przybiera on formę uniwersalną i łatwo rozpoznawalną dla wszelkich systemów totalitarnych, obojętne czy jest to propagandowe malarstwo z czasów ZSRR, III Rzeszy, komunistycznych Chin, czy Korei Północnej (ciągle jeszcze tam powstające).
    Przy okazji, w latach hiperrealistycznego boomu w sztuce amerykańskiej, kierunek ten nazywany był przez krytyków o lewicowych poglądach - "realizmem kapitalistycznym"...

    OdpowiedzUsuń
  3. Ten komentarz został usunięty przez administratora bloga.

    OdpowiedzUsuń

Żeby zamieścić komentarz, trzeba się po prostu zalogować na googlu i przedstawić.