niedziela, 9 października 2016

Waverly Place

Richard Estes, Waverly Place, 1980. Olej na płótnie, 35,18 x 80,35".

Obraz o rok późniejszy od wczorajszego. Także (jak widać) namalowany z fotografii. Widoczne na płótnie miejsce wygląda teraz (wrzesień 2014) tak:


No cóż, googlerejestrator wyraźnie się nie postarał... Co wynika oczywiście z konstrukcji tego urządzenia, jakkolwiek preset "kolory Kodachrome" nie byłby chyba zbyt trudny do zaprogramowania?

Zastanawiam się, co jest bliższe naszemu oglądowi realnego, obrazek u góry, czy to coś na dole? 

10 komentarzy:

  1. Google Street View staje się powoli "realnym oglądem". A na pewno bliskim i powszechnym. Sorry za Baudrillarda - nie do końca o to mi w tej refleksji chodzi.

    OdpowiedzUsuń
  2. Kiedyś na zajęciach pokazywałem ulicę Rzgowską, fotografowaną systematycznie dom po domu przez Maćka Rawluka i pewna studentka powiedziała mi, że ten cykl jest jej do niczego niepotrzebny, bo ma przecież do dyspozycji street view... ;))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ciekaw jestem, co Pan odpowiedział owej studentce.

      Usuń
  3. Prawdę mówiąc nie pamiętam, bo mnie zamurowało... Aczkolwiek od tego momentu zadaję ćwiczenie, polegające na ułożeniu narracji ze zdjęć street view i okazuje się, że wcale nie jest to takie proste.

    OdpowiedzUsuń
  4. Ułożenie wypowiedzi wymaga w pierwszej kolejności pomysłu na to, co się chce powiedzieć. Jeśli założyć, że wiem, co mam do powiedzenia, mogę skorzystać z efektu pracy bezdusznych i wszędobylskich maszyn stworzonych do obiektywnego rejestrowania otaczającej nas rzeczywistości. Przyjmę wówczas bardziej rolę kuratora niż fotografa, ale czy sama wypowiedź przez to zubożeje?

    OdpowiedzUsuń
  5. Robiąc dokument można bazować na różnych archiwach. Własnych i cudzych, w tym także tych, które wytworzyły roboty. I tam także napotkać możemy, za przeproszeniem, "punctum"... ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Wybór punctum leży po stronie oglądającego. Studentka znalazła je w zdjęciach robota. W takim razie trzeba powiedzieć, że nie brak jej racji.
    Czy to historia zatoczyła koło? Czy nastały czasy, w których dokumentacja staje się domeną robota wysadzając fotografa z siodła, podobnie jak ten kiedyś wysadził malarza?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To nie do końca prawda, że fotograf stał się taką poważną konkurencją dla malarza. To ładna opowieść, ale przesadzona. Opiera się na dość histerycznej opinii, jaką w początkach istnienia fotografii wydali sami malarze i zasadniczo nie znajduje potwierdzenia w historii. Raczej fotografia zwrotnie wpłynęła na estetykę w malarstwie. Sprowokowała nowe formy widzenia, wrażliwości. A w następstwie zainteresowanie nieznaną czy odrzucaną wcześniej problematyką. Malarstwo miało się dość dobrze, potwierdza to późniejsza awangarda, neoawangarda itd.

      Usuń
    2. Zgadzam się. Jednocześnie zastanawiając się, czy roboty zrobią dla fotografii to samo.

      Usuń
  7. Nie no, ona nic nie znalazła, zresztą na zajęciach cały czas sprawdzała w wiki na tablecie pokazywanych fotografów... ;)
    A wybór punctum lub doświadczenie czegoś takiego, to nie tylko działka osoby oglądającej zdjęcia, ale też kogoś kto w ogóle patrzy np. na krajobraz. Co chyba też pokrętnie (jak to zwykle u niego) tłumaczył Bausdrillard, odnosząc się do koncepcji Barthesa.

    OdpowiedzUsuń

Żeby zamieścić komentarz, trzeba się po prostu zalogować na googlu i przedstawić.