wtorek, 29 listopada 2016

WSZYSTKO SIĘ POPLĄTAŁO

Piotr Bratkowski

WSZYSTKO SIĘ POPLĄTAŁO

Mój pradziadek słuchał Beethovena i
cesarza Wilhelma; wierzył w rozum Europy.
Gdy Europa nagle wtargnęła do miasteczka
Skałat, przypiął do piersi Żelazny Krzyż
z pierwszej wojny światowej.
Ten krzyż miał go uratować, ciekawe,
czy zdążył go odpiąć, zanim odleciał
w niebo przez komin najbliższego krematorium.

W czterdzieści kilka lat później, po północy
i paru kieliszkach, moi rówieśnicy z Berlina
wypytują o ten
słynny polski antysemityzm.
Tłumaczę, pełen winy, jak to jest, że
my — Polacy, nie lubimy nas — Żydów.

[z książki: Piotr Bratkowski Nauka strzelania, Staromiejski Dom Kultury, Warszawa 1990, str.25]

poniedziałek, 28 listopada 2016

MARZENIA

Dominika Dymińska

MARZENIA

Z samolotu te wszystkie wielkie śmieszne domy
z ogrodami pod miastem wyglądają jak grządki.
Miasteczka  małych domków.
Dla wielu ludzi to małe życie jest szczytem marzeń.
Zazdroszczę im takich marzeń.
Moje marzenia się już skończyły.
A były normalne, też małe.
Zawsze martwiła mnie ich nadmierna skuteczność.
Więc mam odwagę powiedzieć sobie:
porzuć marzenia, jeśli są chujowe.

[przepisane z książki: Dominika Dymińska Danke, czyli nigdy więcej, Wydawnictwo Krytyki Politycznej, Warszawa 2016, str. 31. Danke!]

sobota, 26 listopada 2016

Nie mówię szeptem...

[Warszawa, Bemowo, 25.11.2016]

Baaardzo pracowite dwa dni.

Więcej zdjęć z motywem syrenki już wkrótce na wystawie (wiosną 2017) w pewnym stołecznym muzeum. O czym oczywiście będę informować.

czwartek, 24 listopada 2016

TUJE

Michał Kaczyński

TUJE

zasadzili je normalni ludzie
czytelnicy gazety wyborczej
internauci wegetarianie
młode rodziny z dziećmi

jedli mielone mięso
w bardzo wielu gatunkach
oglądali kanały telewizyjne
na niedawnych polach kartofli
sięgających połonin
szczęśliwickiej górki
gdzie zbłąkany pies
zły i głodny
wściekle ujadał na łęty

żyli w nędzy
na ugorach
wśród nowych budowli
zasadzili tuje
mówili we wszystkich językach
jednak wciąż to samo
mielone 
kręte

budowali dalej
ryli koryta
wieży babel
w odwrotną stronę
do piekła przez piwnice
przez podziemne garaże
wgłąb

pod alejami
pod redutą
wiły się wilgotne koryta
duszne ciemne wyrobiska
huk kilofów
zagłuszał
nawoływania strażników

na hałdach zasadzili tuje
rośliny wiecznie zielone
we wszystkich odcieniach zieleni
zieleni z rozrzedzonej czerni

[wiersz z książki: Michał Kaczyński Szczęśliwice, Raster & Lampa i Iskra Boża, Warszawa 2012, str. 6-7]

środa, 23 listopada 2016

Biblioteka



[Dębica, ul. Rzeszowska, 19.11.2016]

No i właśnie... przydałby się shift w powyższej sytuacji.

Śnieżna aura też mogła by się zdarzyć ;)

Widzę, że muszę jeszcze wrócić do Dębicy na ul. Rzeszowską 15.

Na stronie Camera News at Cameraegg znalazłem "oficjalne" sample z nowego nikonowskiego shifta 19mm. Dupy nie urywają (© Mike Urbaniak), ale też nie wyglądają źle. Na próbę ponaciągałem te jpgi w Ps do rozmiarów podobnych, jakie miały wydruki Innego Miasta i... przy niewielkim wyostrzeniu prezentowały się zupełnie dobrze. Inna kwestia jak bardzo zostały one "przygotowane" przed wrzuceniem do netu? Trudno uwierzyć, żeby ten obiektyw nie miał dystorsji i nie generował winiety...

wtorek, 22 listopada 2016

Wystawa bomba, kto nie widział ten trąba!

Że pozwolę sobie strawestować zakończenie pewnej powieści pewnego autora, który był kiedyś u nas bardzo popularny (i czytany), gdy w czasach PRL-u jego książki były na indeksie, no ale wraz z nastaniem wolności się to skończyło. Mniej więcej 10 lat temu podupadła popularność wspomnianego pisarza wzrosła na chwilę, kiedy ówczesny minister edukacji, a nieco dekadę wcześniej prezes pałkarzy wszechpolskich (przebrał się on obecnie w kostium konserwatywno-liberalnego demokraty), zarzucał napisanej przez zapomnianego autora powieści Trans-Atlantyk "propagowanie pederastii" (...Duża część książki jest o tym, jak główny bohater poszukuje kochanka w Argentynie. Nie wiem, czy tego typu literatura musi być obowiązkowa...). Z przytoczonej wypowiedzi byłego ministra wyraźnie wynika, że rzeczoną powieść czytał lub próbował czytać. Dla obecnej ekipy propagandystów partyjno-rządowych już samo słowo "trans" w tytule byłoby sygnałem ostrzegawczym i powodem do odrzucenia autora.

Przejdźmy jednak do meritum (chciałem w tym miejscu użyć terminu "do rzeczy", jednak zważywszy na szmatławy tygodnik o takiej nazwie...  w jakimkolwiek kontekście nie wypada!). Trochę zdjęć dokumentujących ekspozycję Nareszcie we własnym domu. Dom polski w transformacji, która zamknęła się w zeszłą niedzielę.


















 







poniedziałek, 21 listopada 2016

AMATORSKA FOTOGRAFIA NATYCHMIASTOWA - KWERENDA WITOLDA KANICKIEGO

Na prośbę Witolda Kanickiego, który zajmuje się właśnie projektem badawczym dotyczącym fotografii natychmiastowej, zamieszczam jego anons i prośbę skierowaną do prywatnych użytkowników tej techniki rejestracji obrazu.

W związku z projektem badawczym dotyczącym dziejów fotografii natychmiastowej w Polsce poszukuję osób, które posiadały w okresie PRLu (do 1989 r.) aparat Polaroid (lub pokrewne, np. Kodamatic) i wykonywały nim zdjęcia amatorskie. Ze względów ekonomicznych i politycznych używanie takich aparatów należało do rzadkości, stąd też dotarcie do polskich użytkowników Polaroida sprawia sporo kłopotu. Zainteresowanych pomocą w prowadzonych badaniach uprzejmie proszę o kontakt mailowy (witold.kanicki@gmail.com). Jednocześnie pragnę zaznaczyć, że wszelkie przesłane materiały NIE BĘDĄ W ŻADEN SPOSÓB UPUBLICZNIANE, WYDAWANE, PRZEKAZYWANE DALEJ bez zgody autora/posiadacza zdjęć. Liczę na pomoc i zainteresowanie tematem.

niedziela, 20 listopada 2016

...i Warszawa jest wielka.

Dzisiaj ostatni dzień VIII edycji Festiwalu Warszawa w Budowie oraz wystawy Wreszcie we własnym domu. Dom polski w transformacji przygotowanej przez Instytut Architektury wspólnie z Muzeum Sztuki Nowoczesnej w Warszawie i Muzeum Warszawy. Miałem w tym przedsięwzięciu skromny udział, wybierając fotograficzne  projekty (większość, nie wszystkie) odnoszące się do zawartej w tytule problematyki ekspozycji. Swoje zdjęcia pokazali: Natalia Dołgowska, Krzysztof Eberle, Nicholas Grospierre, Łukasz Kniter,  Jarosław Matla, Agata Pankiewicz & Marcin Przybyłko, Maciej Rawluk, Łukasz Skąpski, Jędrzej Sokołowski i Krzysztof Zieliński. Na wystawie zaprezentowano także mój też mini-cykl Prestiż zrealizowany w podwarszawskim Piasecznie oraz film ...i Warszawa jest wielka, do którego oglądania niniejszym zapraszam!


sobota, 19 listopada 2016

Łosie atakują samotnie

Przypisy

1. Szybki popołudniowy wypad do Rzeszowa (via Dębica) i jeden z jego efektów.

[Rzeszów, ul. Jana III Sobieskiego, 19.11.2016]

2. Bombowce PZL 37 Łoś były tak nowoczesne, że nie nadążały za nimi przedwojenne polskie myśliwce (PZL P.7, PZL P.11a i PZL P.11c). Podczas kampanii wrześniowej wysyłano je więc bez eskorty do nalotów z niskiego pułapu, co przy spotkaniu z Messerschmittami Bf 109 skutkowało dużymi stratami. PZL 37 Łoś był samolotem o faktycznie nowoczesnej konstrukcji, jakkolwiek nie bez istotnych wad. Ze względu na wąski kadłub o małej sile nośnej oraz spory ciężar maszyna nie była łatwa w pilotażu, czego efektem były liczne katastrofy, a rumuńscy piloci - łosie były przed wojną eksportowane do Regatul României - nazywali go "latającą trumną" (skądinąd takiego określenia używano w stosunku do wielu lotniczych wynalazków...).

3. Jeden z moich (wielu) ulubionych wierszy Krzysztofa Jaworskiego:

Krzysztof Jaworski

IDOL MOJEGO OJCA

Idolem mojego ojca jest wujek
z Pińczowa (aktualnie nie żyje), który przeżył
96 lat, bo codziennie rano wypijał o tyle
spirytusu w szklance (tu ojciec pokazuje palcami ile). Ojciec
się martwi, bo pije tylko wódkę. Mama,
ta biedna kobieta, która
poświęciła mi całe swoje dorosłe życie,
na widok alkoholu dostaje drgawek. – Nie 96,
tylko 86 - poprawia ojca.
– Co ty tam wiesz – mówi ojciec, pewny że posiadł
tajemnicę życia wiecznego.
– Nie martw się ojciec – uspokajam ojca i nalewam mu do 
szklanki mazowieckiej żytniej. kiedyś
wysprzedałem wszystkie jego tygryski,
łącznie z »Łosie atakują samotnie«.
No i co ze mnie za syn.
Łosie atakują samotnie.
Mazowiecka żytnia.
Za stary jestem na takie wiersze.

[tekst z książki: Krzysztof Jaworski Czas triumfu gołębi, Pomona, Wrocław 2000, str. 42.]

4. Autorem "tygryska" Łosie atakują samotnie oraz wielu innych książek z tej serii (publikowanych w PRL-u przez Wydawnictwo Ministerstwa Obrony Narodowej) był Bolesław Gaczkowski.


środa, 16 listopada 2016

[Przyśnili mi się]

Jan Satunowski

Przyśnili mi się
wujkowie - wuj Leopold i wuj Mulle (właściwie
kuzyni ze strony mamy), obaj robili mydło
z niczego - przedziwne to były czasy!...

W późniejszym klubie szwaczy mieściła się jeszcze
synagoga,
ale nie wierzyliśmy w Boga -
my, dzieci Karola Liebknechta i Róży Luksemburg,
wierzyliśmy w czerwoną kawalerię i Rewolucję światową.
Wujka Mulle
znam tylko ze zdjęcia, ale wujka Leopolda
zabili nie tak od razu...

                     22 marca 1972

[No i w końcu dotarła do mnie antologia Jerzego Czecha Wdrapałem się na piedestał (wyd. Czarne, Wołowiec 2013), w której znalazły się wiersze rosyjskich autorów publikujących swe teksty w czasach ZSRR w samizdacie. Otwarłem książkę na chybił trafił i trafiłem (nie chybiwszy) na kapitalne utwory Jana Satunowskiego (1913-1982) - o istnieniu tego poety nie miałem wcześniej bladego pojęcia... Przepisany powyżej wiersz znajduje się na str. 113.
Po południu odbieram kompa z serwisu, a ponieważ w międzyczasie trochę fotografowałem, więc dla paddierżki razgawora wkleję nieco najświeższych zdjęć. Oczywiście będę to robić stopniowo, być może nawet i systematycznie?]

wtorek, 15 listopada 2016

Dwa przypisy do "Montrealu" Piotra Bratkowskiego

Przywołany w wierszu utwór "Małego Władzia z Chicago" (był to pseudonim mającego polskie korzenie muzyka Waltera Edwarda Jagiełły, nazywanego także królem polki, który na scenie występował również jako Li'l Wally) brzmi jak poniżej. Warto usiąść wygodnie i zapiąć pasy. Podobno piosenka była w PRL-u zakazana, jakkolwiek można ją było odsłuchać z produkowanych chałupniczym sposobem tzw. pocztówek dźwiękowych (kto jeszcze pamięta ten wynalazek?):


I okładka Strefy skażeń z grafiką Piotra Młodożeńca:

poniedziałek, 14 listopada 2016

Montreal

Piotr Bratkowski

 Montreal

                     Love me because nothing happens
                                                                    L. Cohen

W Montralu, jak pisze Leonard Cohen,
również nic się nie dzieje. Zaczyna się
dzień. Zachmurzenie umiatkowane ze skłonnością
do burz i opadów przelotnych.
Te same twarze. Piję piwo
W restauracji "Harenda", słucham,
jak znajomi rozmawiają o Paryżu. Z konieczności
występuję z pozycji patrioty - nie byłem nigdy
w Paryżu, ani nawet w Montrealu,
w którym podobno również nic się nie dzieje.
Coraz więcej czytam, wszędzie jest podobnie.
Ulice dalekich metropolii przypominają
wielką dzielnicę dworcową. Dlaczego Peru
skurwiło się i dlaczego nie mogę zasnąć.
Po piwie bolą nerki. Mam dwadzieścia lat
i od dawna nie pisałem wierszy. Przedwczoraj
spłonął centralny dom dziecka, czytam
o kolejnym nieudanym zamachu na prezydenta Forda.
Nie mam dokąd pójść dziś wieczorem,
poezję ubrano w kremplinową suknię,
poezja jest w wilgotnych dłoniach tłustych urzędniczek.
W barze kawowym "Poziomka" Edward Stachura
mówi poemat "Kropka nad Ypsylonem". Zapewne
biorą go za szaleńca. Mówimy też o szynce, że 
jest metaforą. Być może szynka jest metaforą Montrealu,
w którym przecież również nic się nie dzieje.
A jednak wciąż toczy się wojna. Między poetami
a pracownikami wyższej użyteczności państwowej. Między
Bobem Dylanem i Małym Władziem z Chicago.
Próbuję śpiewać:
W dniach szóstego czerwca stała się ta chwila
Roberta Kienedego kula go zabiła.
Mam coraz mniej znajomych, coraz mniej przyjaciół.
Życie przytrafia się innym - w tandetnych filmach
i w Montrealu, o którym wiem tylko tyle, że jesienią
okrywa go mgła. Czytam "Dziennik" Witolda Gombrowicza
mimo, że minął kolejny rok - perspektywy wciąż
nie zamykają się w nie dopitej szklance piwa.
Miasto jest martwe, nadchodzi noc,
ścieżką bezsenności skradają się wilki.

                                                                       wrzesień 75

[Obchodzone niedawno gremialnie na facebooku rytuały pogrzebowe po śmierci Leonarda Cohena (myślałem, że w końcu puszczę pawia od tych wszystkich żenadnych wynurzeń...) przypomniały mi o tym wierszu Piotra Bratkowskiego z jego debiutanckiego tomu Strefa skażeń (MAW, Warszawa 1983). To jeden z moich ulubionych tekstów ze wspomnianej książki, w której można znaleźć także grafiki Piotra Młodożeńca!]                                               

niedziela, 13 listopada 2016

W niedzielę trzynastego dwa murale Ojca Świętego...

...przestawiające. Sfotografowałem. Dokładnie 13 listopada 2016. Pierwszy w Jaworznie przy ulicy Północnej, a drugi (przed kilkunastoma minutami) w Lublińcu przy ulicy Targowej. I piszę tego posta w samochodzie na tablecie (a Marek Locher twierdził, źe się nie da takiej operacji przeprowadzić na blogspocie...).


sobota, 12 listopada 2016

Norymberga 1935

Hans Magnus Enzensberger

Norymberga 1935

Wrześniowe słońce wtedy
rzucało długie cienie na łąkę Wöhrder.
Miałem sześć lat, ale zarys mojej sylwetki
był tak ogromny, że się przestraszyłem.
Nie mogłem go przeskoczyć.
A potem. nagle, znikł.
Nik nie chciał odkupić ode mnie duszy.
Pachniało liśćmi i sianem.
Do jesieni trzydziestego dziewiątego
było jeszcze daleko. Pokój się ciagnął
i ciągnął - żadnych przeczuć.
I żadnych ognistych słupów
nad miastem. Zimno było
w cieniu wysokich wież.


[wiersz z tomu Blauwärts (2013) w przekładzie Andrzeja Kopackiego opublikowany w Literaturze na Świecie, nr 11-12/2015 (532-533), str. 355. Tak jakoś mi się to skojarzyło z wczorajszą narodową imprezą, do której przygotowania miałem wczoraj okazję oglądać w Warszawie... Zobaczyć przystrzyżonych na zero millenialsów z biało-czerwonymi opaskami na rękawach flajersów? Bezcenne! Jakkolwiek wcale mi nie do śmiechu...]

środa, 9 listopada 2016

Pojechać do Bratysławy odebrać SITTCOMM AWARD 2016

I spotkać na śniadaniu następnego dnia w restauracji hotelu Tatra... Krzysztofa Jureckiego. Bezcenne! Tak sobie o tym od razu pomyślałem, jednak ten często wykorzystywany na facebooku prześmiewczy szablon nie bardzo pasuje do wspomnianej sytuacji. Krzysztof z uśmiechem przysiadł się do mnie (znamy się chyba z 16 lat...), ja kończyłem jeść sałatkę jarzynową, on torcik czekoladowy i sobie przyjaźnie gwarzyliśmy ponad podziałami (choć zapewne przemilczany protokół rozbierzności byłby spory). Krzysztof z uznaniem wyraźał się o wystawie fotografów FSA w Bratislava Kunsthalle oraz o ekspozycji Sen x Skutočnosť w Słowackiej Galerii Narodowej i zdecydowanie polecał pokaz prac artystki Flor Garduño. Z tego ostatniego wydarzenia zrezygnowałem (protokół rozbieżności), zaś na obszernej prezentacji zdjęć z archiwum Farm Security Administration obserwowałem tłumy młodych ludzi - najwyraźniej trafiłem na jakąś turę wycieczek szkół fotograficznych, którzy namiętnie przefotografowywali wiszące na ścianach zdjęcia (biorąc pod uwagę liczne albumy z materiałem FSA, a także bliki na oprawionych w szkło pracach, czynność ta wydawała się być czystym absurdem...). Wystawa ta, kuratorowana przez Radovana Koderę, była bardzo starannie przygotowana (wydruki do złudzenia przypominały barytowe odbitki), jedynie wybór nie do końca ostrych kadrów Walkera Evansa mógł być dla widzów nieprzyjemnym zaskoczeniem. Prezentowana w Słowackiej Galerii Narodowej obszerna wystawa Sen x Skutočnosť / Umenie & Propaganda 1939-1945, to ekspozycja, która powinna być jak najszybciej pokazana także w Polsce. Obrazy, rzeźby, rysunki, dokumenty oraz fotografie z czasów funkcjonującego przez 6 lat faszystowskiego państwa ks. Josefa Tiso, to dobry przykład do czego prowadzić może zaprawiony katolicyzmem nacjonalizm, majstrowanie przy kulturze i preparowanie narodowej historii (i to wszystko w tak krótkim czasie). Myślę, że ekspozycja o takim ładunku krytycznego spojrzenia nie miałaby szans na zaistnienie pod rządami "dobrej zmiany", a jeżeli nawet ktoś doprowadziłby do jej otwarcia, oskarżono by go o "szkalowanie narodu polskiego" (zdaje się, że są już do dyspozycji stosowne paragrafy). Tymczasem w skręcającej też ostro na prawo Słowacji, wystawa mocno krytyczna wobec narodowej historii - przecież faszystowskie państewko ks. Tiso, to w ogóle pierwsze państwo słowackie - jest możliwa... Chapeau bas (!!!) dla kuratorek tej ekspozycji w osobach: Katariny Bajcurovej, Petry Hanákovej i Bohunki Koklesovej, jakkolwiek szkoda, że obszerny i świetnie przygotowany katalog wypuszczono tylko w słowackiej wersji językowej.

Ponieważ kupiłem wspomniane wydawnictwo, więc teraz kilka stosownych ilustracji (proszę wybaczyć taką sobie jakość reprodukcji, ale to nieobrobione zdjęcia ze smartfona - posta piszę zaś na tablecie, bo mój komputer przebywa od wczoraj na rekonwalescencji w serwisie):





Aha, w Kunsthalle Bratislava trwał też przegląd fotograficznych publikacji (okładki albumów przykrecono do stołu jak podczas Miesiąca Fotografii w Krakowie...), gdzie wypatrzyłem arcyciekawą książkę Tomàša Pospěcha Šumperák, a ponieważ na miejscu nie była dostępna, więc od razu po powrocie zamówiłem tę pozycję w Czeskich Klimatach. Jak tylko dotrze do Krakowa, będę o tym na hiperrealizmie informować.

wtorek, 8 listopada 2016

Trump według diki.pl


I mały chiński bonus rozrywkowy. A jakby tak zsamplować i zloopować nasze Słońce Żoliborza, gdy mówi o "dochodzeniu do prawdy o Smoleńsku"? Może zresztą już ktoś zrobił coś takiego?


czwartek, 3 listopada 2016

SZEJSET

Nie mam pojęcia, w którym momencie to nastąpi, ale na pewno dzisiaj. Zapewne porą przedpołudniową. Nie żebym jakoś fetyszyzował licznik googla, który - jak mi się wydaje - nie jest do końca wiarygodny, ale to przecież jakiś jubileusz. Strzelają korki od szampana (lub prosecco).

W tym roku miałem szczerą ochotę rzucić to w cholerę... Podobno blogi są już passe (jednak nie dlatego chciałem zamknąć hiperrealizm), króluje facebook, bardziej efektywny jest tumblr, a najbardziej popularny instagram, można się solennie porzygać...

Znajomy polecał mi przejście na tumblra, ale siła przyzwyczajenia czy też raczej prawo bezwładu, sprawia, że ciągle sztukuję kolejne wpisy na blogspocie. Większość fotograficznych blogów, które startowały z moim już nie istnieje, albo dogorywają. Mam wrażenie, że ten rodzaj komunikacji (kiedyś entuzjastycznie przez mnie traktowany) nie do końca się sprawdza. 

A teraz sobie jubileuszowo wkleję i skomentuję:

[Piaseczno, kwiecień 2016]

Powyższe zdjęcie, podobnie jak i inne z mini-cyklu Prestiż, zostało wykonane pożyczonym zestawem: Canon 5D Mark II + TS-E 24mm f/3,5 II. Niedawno pojawił się na pewnym serwisie aukcyjnym odpowiednik firmy Nikon, a ponieważ cena była atrakcyjna, więc zacząłem przymierzać się do kupna. Wcześniej jednak postanowiłem sprawdzić oferowane szkło i naświetliłem nim kilka kadrów. I bardzo dobrze zrobiłem, bo shift Nikona to totalna porażka... Wprawdzie znajomi fotografowie od architektury mnie w tym względzie ostrzegali, myślałem jednak, że trochę (jak to oni mają w zwyczaju) przesadzają. Nic z tych rzeczy.

Jak żyć Panie Premierze, pardon, Pani Premier, Panie Prezydencie, Panie Ministrze Obrony Narodowej?!?

wtorek, 1 listopada 2016

Mała piosenka

A.R. Ammons

Mała piosenka

Trzciny drżą 
przed wiatrem

i drżeniem
zdradzają wiatr

[wiersz w przekładzie Pawła Marcinkiewicza wydrukowany w Literaturze na Świecie nr12/2000 (353) str. 235]