środa, 24 maja 2017

"Z wysokości"

Tak się nazywa ta książką Marcina Sendeckiego, wydana w słynnej fioletowej serii pisma bruLion ("słynnej" "fioletowej serii" "pisma" bruLion...), a na IV stronie okładki znalazłem wczoraj niespodziewanie (niespodziewanie, bo kompletnie o tym fakcie zapomniałem) swoje zdjęcie...


Fotografia została wykonana w okolicach 1990 roku na ulicy św. Wawrzyńca w Krakowie z użyciem Pentacon Sixa, obiektywu Sonnar 180mm f/2,8 (Carl Zeiss Jena), filmu Fotopan HL oraz zapewne (?) statywu. Biorąc pod uwagę perspektywę - zdjęcie zostało wykonane raczej... "z niskości".

Ponieważ książka jest ometkowana, więc wynika z tego, że musiałem ją kupić... Co jest o tyle ciekawe, że - o ile dobrze pamiętam - od kogoś z bruLionu (Marcin Baran? Paweł Filas?) dostałem cały fioletowy zestaw. Tajemnicza historia... Widoczne na metce 18000 zł sprzed denominacji, to obecnie 1,80 PLN.

Osiem lat później tytułowy wiersz Marcina Sendeckiego pożyczyłem (za zgodą autora) przy okazji wystawy w Małej Galerii ZPAF w Warszawie (kierowanej wówczas przez Marka Grygla), która była pierwszą prezentacją materiału z projektu Czarno-Biały Śląsk. Bo właśnie Z wysokości się ta ekspozycja nazywała, a wiersz pojawił się też w wydanym wtedy katalogu. Stare dzieje...

Przeczytałem wczoraj całe Z wysokości i myślę, że książka ta się świetnie broni (czego nie można powiedzieć o kilku innych fioletowych tomikach - ale tym razem bez nazwisk...). Marcin Sendecki odbiera jutro Nagrodę miesięcznika Odra za tom W i jest to - jak sądzę - całkowicie zasłużone wyróżnienie.

wtorek, 23 maja 2017

Dwie przesyłki odebrane wczoraj

które uczyniły ten dzień w miarę znośnym...



Chociaż na pewno nie do końca. Biedny Johann Adolf Hasse, w czasach swej kompozytorskiej i dyrygenckiej aktywności równie sławny na terenach niemieckojęzycznych jak Georg Philipp Telemann (co tam mniej popularni wówczas Bach czy Zelenka...), którego niemal wszystkie rękopisy partytur spłonęły w Dreźnie w 1760 roku podczas oblężenia miasta przez Armię Pruską... William Christie to jeden z moich ulubionych dyrygentów, specjalizujący się w wykonaniach muzyki barokowej, tutaj nie z założonym przez siebie zespołem Les Arts Florissants, lecz ze znacznie starszą Capellą Coloniensis. Akurat słucham tego teraz, a jest to w ogóle premierowe nagranie tej opery... Zupełnie niesłusznie zapomnianej.




I słynna powieść Ernesto Sábato, której poprzedni posiadany przez mnie egzemplarz (edycja z lat '70 Wydawnictwa Literackiego z serii "prozy iberoamerykańskiej") zaczytałem kiedyś doszczętnie. Biorą pod uwagę mnogość i popularność spiskowych teorii, z jakimi mamy obecnie do czynienia w Polsce, trzecia część powieści Sábato, czyli Raport o ślepcach powinna być lekturą obowiązkową w tym kraju...

poniedziałek, 22 maja 2017

"ZAPLECZE WŁADZY" Katarzyny Zolich

od jutra do oglądania w ARTzonie (Ośrodek Kultury im. C.K. Norwida w Krakowie, oś Górali 4). Wystawa odbywa się w ramach Photo Fringe Miesiąca Fotografii w Krakowie, zaś wernisaż będzie mieć miejsce w czwartek 25 maja 2017 roku o godz. 19:00. ZAPRASZAM SERDECZNIE W IMIENIU AUTORKI I SWOIM!

Zaplecze władzy to dokumentalny seria (jej wcześniejsza nazwa to Katalog miejsc niewidzialnych), której tematem są lokale polskich partii politycznych. To także jej dyplomowy projekt w Akademii Fotografii w Krakowie (byłem jego promotorem), który obroniła z oceną celującą. To jak wyglądają te prowizoryczne kanciapy, w których partyjniacy z prawa, lewa i środka snują projekty o zdobyciu władzy i jej utrzymaniu, wiele mówi o jakości polityki w naszym kraju. Czego zresztą dotkliwie teraz doświadczamy... O projekcie pisałem trzy lata temu na hiperrealizmie.









Kiedy już wszystkie dziury w ścianach były wywiercone i zatkane dyblami, zapytałem Kaśkę - DLACZEGO WŁAŚCIWIE NIE ROBIMY SOBIE SELFIKÓW PRZY PRACY???

niedziela, 21 maja 2017

KLUB MELON

Grzegorz Wróblewski

KLUB MELON

Moda na anoreksję... klony piją napój
z ekologicznych, perfekcyjnie rozdrobnionych
robaczków.
Przy sąsiednim stoliku przemoczony mężczyzna.
Twierdzi, że utopił się wczoraj
na przystani promowej w Esbjergu.

*

CLUB MELON

Anorexia chic: clones drinking juice
made from of organic, perfectly processed
worms.
A drenched man at the adjoining table.
He claims to have drowned yesterday
at the ferry landing in Esbjerg.

[wiersz Grzegorza Wróblewskiego oraz przekład na angielski, dokonany przez Piotra Gwiazdę pochodzą z tomu: Grzegorz Wróblewski Zero Visibility. Translated from the Polish by Piotr Gwiazda, Phoneme Media, Los Angeles 2017, str. 20-21. Akurat właśnie dotarła do mnie ta książka, będąca kompilacją dokonaną przez tłumacza z czterech tomów: Dwie kobiety nad Atlantykiem (2011), Wanna Hansenów (2013), Kosmonauci (2015) i Namiestnik (2015). A po jej otworzeniu niemal od razu trafiłem na wiersz Klub Melon, który jakoś wcześniej musiałem ominąć, bo nie zapadł mi w pamięci, co jest dziwne, bo bardzo lubię  takie formy i sytuacje u Wróblewskiego...]



czwartek, 18 maja 2017

Bonowicz, Świetlicki, Wilczyk i Zagajewski

Ciekawy porządek... alfabetyczny oczywiście ;)
Serdecznie zapraszam wszystkich zainteresowanych w najbliższą sobotę 20 maja 2017 roku na Warszawskie Targi Książki, gdzie na stoisku Wydawnictwa a5 od 12:00 będę podpisywać moją książkę Realizm.

środa, 17 maja 2017

Poland's Wars of Symbols

Nie próżnowaliśmy wczoraj w Bremie (przy okazji, bardzo sympatyczne hanzeatyckie miasto). Jestem jednak już z powrotem w państwie, które tak udanie wstaje z kolan. Te powroty na "kamienne Ojczyzny łono", by zacytować poetę, stają się coraz bardziej depresyjne...

niedziela, 14 maja 2017

ZIEMIE ODZYSKANE

Po wielu, wielu latach sięgnąłem do wydanego 14 lat temu Eternitu... Hm, książka byłaby do uratowania, gdybym nad nią dłużej popracował.


Widoczne powyżej zdjęcie miało się pierwotnie znaleźć na pierwszej stronie okładki, jednak Dunio (Paweł Dunin-Wąsowicz) miał inny pomysł. Ten inny pomysł polegał na tym, że Marcin Maciejowski namalował obrazy-okładki do całej serii, bo była to seria Lampy i Iskry Bożej wydana w dziesięciolecie słynnej "filetowej serii" pisma bruLion. Maciejowski malował fizjonomie autorów ze zdjęć (wyłączywszy poetę MLB, który się postawił lub zdjęcia nie dosłał?), a dwa zdjęcia to były moje zdjęcia, jedno (późniejsze) wykonane Grzegorzowi Wróblewskiemu w Kopenhadze w 1999 roku, a drugie (wcześniejsze) zrobione Marcinowi Świetlickiemu w Krakowie, w 1983 roku na ulicy generała Iwana Koniewa (obecnie Armii Krajowej) w miejscu, gdzie obecnie stoi stacja benzynowa Statoil (to może być już zresztą informacja nieaktualna, bo sieć norweskiego koncernu przejęła firma Circle K). Po tym przydługim wstępie przejdźmy do zaanonsowanego w tytule posta wiersza Ziemie Odzyskane, w którym coś mi na końcu zgrzyta, co zapewne można by poprawić...


ps. Dodając etykiety do innych wpisów z tekstami z Eternitu zorientowałem się, że wklejałem już okładkę tej książki... Teraz przynajmniej jest ona lepiej zeskanowana ;))

piątek, 12 maja 2017

Uzupełnienie Zbigniewa Tomaszczuka do "Abandoned Morris"

Które podesłał mi mailem zaraz po publikacji posta z serią Martina Parra. Jak widzimy jest to projekt samochodowy niewątpliwie, jakkolwiek nie samych aut jednak dotyczący... No i gdzie te Syrenki lub Warszawy, o które apelowałem? ;))


Przypomniałem sobie też, że cykl o samochodach z czasów PRL-u zrobił jakoś na początku lat '90 pracujący dla Gazety Wyborczej Jacek Piotrowski i chyba nawet widziałem wystawę z tą serią w Starej Galerii ZPAF (aczkolwiek same zdjęcia - z tego co pamiętam - raczej nie powalały). Wracając do Zbigniewa Tomaszczuka trzeba podkreślić i zarazem przypomnieć, że jest on autorem unikalnego cyklu o polskich punkach, jaki zrealizował na początku lat '80, a który miałem okazję na własne oczy oglądać w galerii Klubu Hybrydy w roku 1983. Pisałem zresztą o tym kiedyś na tym blogu...

czwartek, 11 maja 2017

Z całą stanowczością

Taki ma tytuł wiersz Lecha Dymarskiego, który zeskanowałem z drugoobiegowego tomu Za zgodą autora (Druk: Zakłady Graficzne NOWA, listopad 1980). Polowałem na tę książkę na allegro od pewnego czasu, ponieważ chciałem dotrzeć do chyba najbardziej znanego wiersza Dymarskiego Nasze lokomotywy są coraz lepsze (pamiętałem go z wieczoru Marzec ‘81 spotyka marzec ‘68, recytowanego przez autora), jednak podczas ponownej lektury po trzydziestu sześciu latach... trochę się rozczarowałem. No dobrze, a czy ten wklejony poniżej tekst, nie przypomina Państwu wystąpień naszej Premiery z broszką w klapie? Przez osiem ostatnich lat, Polcy i Polaki...


A okładka tomu Lecha Dymarskiego wygląda tak:

niedziela, 7 maja 2017

Abandoned Morris Minors

Nieznany mi wcześniej zapis Martina Parra z lat 1980-1983, na który natknąłem się w zakupionym ostatnio albumie. Bohater tego cyklu był produkowany aż przez 24 lata (1948-1972), a fabryki Morrisa opuściło ok. 1,3 egzemplarzy modelu Minor (w trzech różniących się nico seriach). Samochód ten opracowany został jeszcze w czasie działań wojennych i wizualnie przypomina inne popularne auta wytwarzane po ich zakończeniu, np. Volkswagena Typ 1 czy Renault CV4. Zdjęcia Parra wykonane zostały na terenie wschodniej Irlandii, a w tym roku ukazały się też jako jeden z fotograficznych zeszytów wydawanych co tydzień przez oficynę Café Royal Books z Sothport (w nakładzie 500 egzemplarzy). I tak sobie pomyślałem, czy ktoś w Polsce zrealizował podobną serię, przedstawiającą np. równie popularne samochody Syrena lub Warszawa? To chyba pytanie z rodzaju tych retorycznych... choć wolałbym się tutaj mylić.

piątek, 5 maja 2017

Mięso jako metafora (8)

Lars Tunbjörk, Munkfors 1989.

Powyższe zdjęcie przefotografowałem z albumu: Lars Tunbjörk Landet utom sig. Bilder från Sverige. Country beside itself. Pictures from Sweden, wyd. Journal, Stockholm 1994 (wydanie drugie). Na końcu książki Lars Tunbjörk zamieścił następujący komentarz do tej fotografii: I asked if I could take a picture. "Sure, but wait", said the man and took plastic packages out of the bag - one with sausage and one with meat.

czwartek, 4 maja 2017

Dwa nowe nabytki i jeden prezent

Zawsze warto zajrzeć do Buchhandlung Walther König w Museum Hamburger Bahnhof lub Martin Gropius Bau, żeby sprawdzić przeceny...




Oczywiście odwiedziłem też Langera Blumqvista i... nie zdecydowałem się na zakup Inflagrante II Chrisa Killipa. Może innym razem. 


Od Tomasza Sosińskiego natomiast dostałem widoczny wyżej albumik (DZIĘKI!). Zdjęcia brutalistycznej architektury w wykonaniu Simona Phippsa wielce interesujące!

wtorek, 2 maja 2017

Mięso jako metafora (7)

Przemysław Witkowski

Wylęgarnia

Mój wujek miał hodowlę pstrągów.
Ze stawów, wyławiane kasarkiem,
trafiały do małych basenów,
w miejsce, które nazywali
wylęgarnią.

Z lewej strony stały baseniki
wielkości małej wanny, na wiosnę
szczelnie wypełnione ikrą.
Spryskiwali ją mleczem, a po miesiącu
wykluwały się z niej rybki.

Jednego dnia, długo po tarle,
padł agregat do natleniania wody
i musieliśmy je wszystkie zabić.
Było późne lato, a one się dusiły
i i tak by umarły.

Pamiętam dobrze stos wnętrzności,
a na nim jedno, dwa, trzy maleńkie,
jeszcze bijące serca.

Nie czułem zupełnie nic. Nic,
poza dziwną fascynacją i satysfakcją
z dobrze wypełnionego obowiązku.

Cieszyłem się, że mogę pracować z ojcem
Ja, dwunastoletni


[tekst Przemysława Witkowskiego skopiowałem ze zredagowanej przez Maję Staśko jednodniówki Wiersze pierwszomajowe, którą można przeczytać na stronie Krytyki Politycznej oraz pisma Wakat]

poniedziałek, 1 maja 2017

1 maja

i mój ojciec Eugeniusz Wilczyk na pierwszomajowym pochodzie w Krakowie. 


Który to mógł być rok? Myślę, że na pewno druga połowa lat sześćdziesiątych. Widać to po strojach manifestantów, fryzurach, tudzież kroju okularów. Ojciec trzyma w ręku swojego Praktisixa z kapitalnym, ostro rysującym Tessarem 80mm f/2,8, którym robiłem zdjęcia jeszcze na początku lat dziewięćdziesiątych... Sądząc po wyglądzie aparatu, nie nosi on jeszcze śladów intensywnego używania (a używany był potem nieustannie). Ojciec mówił mi, że kupił go w roku 1965. Wydaje mi się, że byłem z nim na tym pochodzie i gdzieś w rodzinnym archiwum powinno być zdjęcie, jak trzyma mnie na barana. Może go odnajdę? Widoczna powyżej fotografia jest lekko nieostra i też - jakby ją powiększyć - ma mnóstwo zabrudzeń (zapewne i negatyw był niezbyt czysty, jak i szybki w powiększalniku, przy pomocy którego zrobiono tę odbitkę). Zdecydowałem się nie wyostrzać skanu i go nie retuszować. 

niedziela, 30 kwietnia 2017

Mięso jako metafora (6)

Marek Sobczyk Hommage à Polke, 1999, tempera jajeczna na płótnie, 130 x 180 cm.

[skan z katalogu wystawy Verteidigung der Moderne. Positinen der polnischen Kunst nach 1945. Museum Würth, Künzelsau (5.10.2000 - 24.01.2001). str. 262]

piątek, 28 kwietnia 2017

Mięso jako metafora (5)

George Herbert

MĘCZARNIA

       Filozofowie zmierzyli gór szczyty, 
Zgłębili morza, wzbili się w niebios wyżyny,
Znają źródła rzek wszelkich i sens dziejów skryty;
       Lecz są dwie wielkie, bezkresne dziedziny,
Z którymi umysł winien w bliższą wejść zażyłość,
Zaś mało kto je zmierzył, zgłębił: Grzech i Miłość.

       Kto chce Grzech poznać, niech na Górę wkroczy,
Która zwie się Oliwna: tam ujrzy Człowieka
Tak przez ból miażdżonego, że aż krew zeń broczy
       I z włosów, ciała, szat kroplami ścieka.
Grzech jest owym imadłem, co tłoczy w głąb ciała
Mękę, by żer okrutny w każdej żyłce miała.

      Kto chce znać Miłość, niech spróbuje soku,
Któremu włócznia kata dała upust nowy,
Gdy na krzyżu otwarła ranę w martwym boku;
      I niechaj powie, czy znał smak takowy.
Miłość jest owym słodkim i niebiańskim płynem,
Który dla boga krwią jest; ale dla mnie winem.


[Podczas lektury tego wiersza przypomniał mi się widziany dwa lata temu w Galleria dell'Accademia wizerunek Madonny (nie zapisałem niestety nazwiska malarza, ani też nie zrobiłem komórką zdjęcia obrazu...), która trzyma na ręku małego Jezusa, zupełnie jak przekupka oferująca kawał mięcha na targu...
Wiersz George'a Herberta w tłumaczeniu Stanisława Barańczaka przepisałem z tomu: George Herbert Wiersze wybrane. Wyboru dokonał, przełożył i posłowiem opatrzył Stanisław Barańczak, Wydawnictwo Znak, Kraków 1989, str. 11.]

czwartek, 27 kwietnia 2017

Ameryka jak Polska na "Postcards from America" Marka Powera

Odcinek szósty i ostatni jego "pocztówkowego cyklu" zawiera zdjęcia w mocno rodzimym klimacie, które właściwie bez specjalnego zgrzytu czy dysonansu można by wsadzić do The Sound of two Songs. Z jedną małą różnicą - Power pracował już tutaj cyfrą...

Mark Power, z serii Postacards from America - Pierce, Oklahoma, 11.01.15

 Mark Power, z serii Postacards from America - Okemah, Oklahoma, 11.01.15

Mark Power, z serii Postacards from America - Harrah, Oklahoma, 12.01.15

 Mark Power, z serii Postacards from America - Texola, Oklahoma, 14.01.15

Mark Power, z serii Postacards from America - Checotah, Oklahoma, 11.01.15

Mark Power, z serii Postacards from America - Muskogee, Oklahoma, 11.01.15

W siedzibie lablabu wisi na ścianie jedna z panoram Marka Powera (Lenwood, The Inland Empire, California, 20.01.15), wydruk ma ze dwa metry długości i robi to niesamowite wrażenie!

środa, 26 kwietnia 2017

MIĘDZYNARODÓWKA ŻEBRAKÓW

Robert Rybicki

MIĘDZYNARODÓWKA ŻEBRAKÓW

tam gdzie sraliśmy
tam już byliśmy

ta gdzie się zrzygaliśmy
teren zaznaczyliśmy

co w koszu
to nasze

tam gdzie się urodziliśmy
rosną chaszcze i bluszcz

tam gdzie się kochaliśmy
kisną ścieki miasta

chodzimy tylko do tych barów
gdzie można wyżebrać piwo

by je wyszczać przed ruiną
w trawie na dwa metry

[wiersz z książki: Robert Rybicki Dar Meneli, Biuro Literackie, Stronie Śląskie 2017, str. 72. Zawsze lubiłem poezję zaangażowaną...]

wtorek, 25 kwietnia 2017

RUINA HISZPAŃSKA

Blaise Cendrars

RUINA HISZPAŃSKA

Nawa skonstruowana jest w stylu hiszpańskim XVIII wieku
W wielu miejscach widoczne są rysy
Wilgotne sklepienie jest białe od saletry i nosi jeszcze ślady złoceń
Promienie latarni ukazują w kącie pokryty pleśnią obraz
To Czarna Matka Boska
Wysokie mchy i grzyby jadowicie pręgowane kropkowane usiane
                                      [perłami pokrywają posadzkę sanktuarium
Jest także dzwon z łacińskim napisami


[niniejszy wiersz w tłumaczeniu Julii Hartwig przepisałem z książki: Blaise Cendrars Poezje. Redagował Adam Ważyk, Państwowy Instytut Wydawniczy, Warszawa 1962, str. 128. A książkę kupiłem kilka dni temu na Allegro za... 3 zł (+ koszty wysyłki). Czytelnictwo nam w Polszcze kwitnie, jak widać...
Myślę, że tych którzy znają Realizm, nie zdziwi wcale, iż wiersze Cendrarsa mi się podobają, a powyższy tekst szczególnie.]


Była sobie kiedyś seria książek poetyckich wydawanych przez PIW, "celofanową" zwana - ponieważ faktycznie okładki tomików obkładane były przezroczystą obwolutą ze wspomnianego materiału. Ale już od dawna jej nie ma (choć chyba egzystowała jakiś czas po transformacji ustrojowej?). I komu to przeszkadzało?