wtorek, 31 stycznia 2017

Oświęcim, ul. Klasztorna

[31.01.2017]

Ciekawe kiedy go nasi postpatrioci* zamalują, albo przynajmniej hasło w dymku? Tak jak to się stało w Żywcu vis a vis stadionu Górala...

[Zdjęcie wyświetla się większe, bo ma długość w pikselach dostosowaną do aktualnej szerokości kolumny. Co podpatrzyłem/sprawdziłem na blogu Wojtka Sienkiewicza. I jakość chyba jest wystarczająca?]

--------
* postpatrioci per analogiam do postprawdy.

poniedziałek, 30 stycznia 2017

Dobranoc i dzień dobry

Wracając wczoraj z Bagieńca już w okolicach śląskiej konurbacji dał się wyczuć charakterystyczny smród. I z każdym kilometrem zjawisko to narastało. Krakowskie suburbia zanurzone były w mgiełce, która oczywiście mgłą nie jest, lecz tym co wylatuje i opada z własnego oraz sąsiedzkiego komina.


Jak widać na powyższym (i poniższym) obrazku hajcowało się w nocy nieźle...


666% normy... Czy muszę pisać więcej ;)

Dzisiaj (i wczoraj też) darmowa komunikacja miejska w Krakowie, ale tylko dla osób posiadających przy sobie dowód rejestracyjny pojazdu. Z tym, że samochody, nawet te liczne diesle z wyciętymi filtrami DPF, są odpowiedzialne za smog tylko w małej części.
Politycy jakoś nie spieszą z reakcją śmierdzący problem, bo przecież ci, co hajcują to ich wierny elektorat... Nie da się wykluczyć, że sami też robią to samo w swoich domach, bo po co przepłacać za bardziej ekologiczne urządzenia grzewcze, skoro wszystko odbywa się de jure.

piątek, 27 stycznia 2017

Zmiany?

Wku*rwia mnie już maksymalnie dotychczasowy wygląd tego bloga... Próbowałem zmienić rozmiar głównej kolumny, ale zdjęcia wcale nie robią się większe... z automatu. Pewnie gdybym zapisał je w odpowiedniej liczbie pikseli (dłuższy bok) i wrzucił w "rozmiarze oryginalnym", byłoby OK. Wydaje mi się, że kiedyś szablon blogspota pozwalał na większy zakres ingerencji w kształt strony, ale może się mylę? Dawno niczego tu nie zmieniałem... Wku*wiają mnie maksymalnie te malutkie foty (może nie trzeba było zmieniać monitora na większy i panoramiczny?) oraz jaśniejsza wokół nich obwódka! Próbowałem też zmienić winietę... To co teraz wisi, to tymczasowa sprawa. Może przerzucić się na tumblra? Tzn. eufemistycznie rzecz ujmując, wyjść z deszczu pod rynnę (oczywiście pomyślałem o słowie g*wno oraz jego odmianach)? Ale dlaczego tak narzekam? Przecież publikuję tu sobie za darmo (a gugiel, wcale nie za darmo mnie podgląda i pozycjonuje moje potrzeby pod kątem ew. korporeklamodawców oraz innych podmiotów...). Spróbuję jeszcze ustawić jedną kolumnę w szablonie, tak żeby zdjęcia były większe i do oglądania, a jak się to okaże niemożliwe, to pie*dolnę tym interesem!

-----

Dotarły do mnie wreszcie wylicytowane jeszcze w zeszłym roku na allegro Elegie Bukowskie i inne wiersze Bertolta Brechta w wyborze i przekładach Ryszarda Krynickiego (III wydanie Nowej z 1980 roku!). No to sobie (i dla Państwa przyjemności) wkleję teraz wiersz Rozwiązanie, który kiedyś na tym blogu pojawił się w tłumaczeniu Piotra Sommera:





Brzmi zdecydowanie lepiej, co nie?

czwartek, 26 stycznia 2017

IRIX story (Suchowola)

[Suchowola, ul. Kupiecka, 21.01.2017]

Do Suchowoli dojechałem, kiedy zaczęło się robić ciemno. No i przez jakieś 15 minut kręciłem po miasteczku szukając muralu, bo nie miałem dokładnych namiarów jego lokalizacji. Pierwsze zdjęcie zrobiłem o 15:30, ostatnie (czyli to, które widać powyżej) o 15:43. W tym czasie ulicą Kupiecką przejechało pięć samochodów, które mam na wariantowych ujęciach. Zakup filtra do Irixa (aż 95mm...) okazał się słusznym krokiem, ponieważ cały czas lekko mżyło i musiałem co pewien czas ścierać kropelki wody ze szkła. Ostatni strzał na podglądzie wyglądał przekonywająco, więc spakowałem sprzęt i udałem się w drogę do Augustowa.

środa, 25 stycznia 2017

Ostfront


[Białystok, ul. Bohaterów Monte Cassino, 21.01.2017]


Natomiast na Südfroncie taki wieczorny komunikat:


Ponieważ poczciwi ludzie palą tutaj w piecach czym popadnie... Polskie przepisy zabraniają spalania śmieci (co i tak nie jest przestrzegane, plastiki są przecież takie kaloryczne...), natomiast już odpadów kopalnianych używać można legalnie (w Czechach nie, dlatego sprzedają to błoto u nas...). Tak samo jak na całkowitym legalu można jeździć dieslem z wyciętym filtrem cząsteczek stałych. Wszelkiemu złu przecież winna jest cywilizacja śmierci, którą siłą narzucić chce niepokalanej Polsce eurokołchoz z siedzibą w Brukseli ;))

wtorek, 24 stycznia 2017

Niech się mury pną do góry...

Na specjalne życzenie Irka M., który podobnie jak ja przeżył szmat czasu na Osiedlu Podwawelskim, zdjęcie mojego ojca Eugeniusza Wilczyka. Tym razem spojrzenie w kierunku północnym, w stronę starych Dębnik - mniej więcej w centrum kadru widać wieżę modernistycznego kościoła, który powstał w latach 30. XX wieku wg. projektu Wacława Krzyżanowskiego.

Eugeniusz Wilczyk, Osiedle Podwawelskie (wówczas noszące jeszcze nazwę Tysiąclecia), wiosna 1971

poniedziałek, 23 stycznia 2017

Wojciech Kozłowski przerywa milczenie

na swoim blogu. Co mnie cieszy, bo lubiłem zaglądać i czytać. A wpisy są tam nieszablonowe, choć tropicielom WIELGIEGO ZPIZGU w polskiej sztuce mogły się nie podobać ;)
Ale ja nie o tym chciałem... Przerwa na moim poletku spowodowana była intensywną działalnością przy przedsięwzięciu, nad którym pracuję od jesieni 2014. Mam już dość sporo materiału z terenów południa Polski, więc teraz przyszła pora na eskapady w kierunku północnym. Czego - przy wektorze skierowanym lekko na wschód - dokonałem w dniach 20-22 stycznia, pokonując przy tej okazji ok. 1600 kilometrów.
No i z tej podróży, tudzież obserwowania krajobrazu ojczystego oraz słuchania zamieszkujących go obywateli (ciągle jeszcze III RP, ale chyba już w pół kroku ku mk. IV), nasuwa mi się smutny wniosek, że polska sztuka współczesna ma zasadniczo lub serdecznie w dupie rodzime realia i wizualia...
Drugi wniosek, także niespecjalnie wesoły, jaki objawił mi się po wizycie w pizzerii U Grubego Benka w Augustowie dotyczy Marka Koterskiego, który może nie jest wybitnym reżyserem filmowym, ale jego obraz Dzień świra jest filmem absolutnie genialnym! We wspomnianym wcześniej lokalu miałem okazję obserwować i podsłuchiwać (- nie było to jakimś nadużyciem z mojej strony, bo darli ryja ile wlezie...) lokalną gimbazę w różnych stadiach wiekowego zaawansowania i jedyna rzecz, jakiej Koterski nie pokazał, czy raczej nie przewidział, to moda na noszenie tzw. odzieży patriotycznej, kurwajapierdolę...
I jeszcze w kwestii genialności, chciałbym na koniec po raz kolejny powiedzieć, że wiersz Krzysztofa Jaworskiego Jesień stulecia zalicza się do tej kategorii!

Poniżej pocztówka z Suchowoli:

czwartek, 19 stycznia 2017

Wystawa "Paralele" w Bunkrze Sztuki

Kuratorowana przez Wojtka Nowickiego, na której pokazane będą m.in. zdjęcia z mojej Świętej Wojny, konkretnie 11 prac dotyczących Krakowa. Niniejszym więc zapraszam na wernisaź, który będzie miał miejsce 27 stycznia 2017 o godz. 18:00. 
W tym samym dniu (co widać na wklejonym poniżej zaproszeniu) otwierają się jeszcze dwie inne wystawy: Zwiastunki chaosu Prabhakara Pachpute & Rupali Patil oraz Maszyna była pod takim wrażeniem, że sama na siebie spadła Justyny Mędrali. ZAPRASZAM SERDECZNIE!


poniedziałek, 16 stycznia 2017

LUDZIE WOLNI NIE ROZMAWIAJĄ O WOLNOŚCI

Mimo, że zmieniły się polskie realia, napisany 34 lat temu wiersz Piotra Bratkowskiego brzmi dziwnie aktualnie...


[z książki: Piotr Bratkowski Nauka strzelania, Staromiejski Dom Kultury, Warszawa 1990, str. 50]

niedziela, 15 stycznia 2017

Szczęść Boże

Taka ulica w Bytomiu na Rozbarku (a bardziej uściślając na Pogodzie), prostopadła do Feliksa Musialika. Po raz pierwszy znalazłem w tych okolicach zupełnie przypadkowo w... 1992 roku (z Nikonem F801s załadowanym Tri-X Panem). I potem przez kolejne lata wielokrotnie tam wracałem. Jadąc dzisiaj od strony Siemianowic Śląskich ulicą Jana Kochanowskiego zobaczyłem, że sporo domów przy Brzezińskiej - można w przybliżeniu (i w oddaleniu) powiedzieć, że jest ona równoległa do Feliksa Musialika - ma już zamurowane okna, co nie wróży nic dobrego... Na ulicę Brzezińską też często zaglądałem. Tym razem jednak pojechałem prosto na Szczęść Boże, żeby przy użyciu Irixa zrobić zdjęcie widocznego poniżej muralu, którego wcześniej nie mogłem w całości sfotografować przy frontalnym ujęciu. I teraz jest git.

[Bytom, ul. Szczęść Boże, 15.01.2017]

sobota, 14 stycznia 2017

Dębica revisited

M.in. w celu przetestowania Irixa. Który, jak myślę, spisuje się bardzo przyzwoicie. Obiektyw jest rewelacyjnie ostry (przy f/11), jakkolwiek - było to zresztą podkreślane w testach - winietuje, co znowuż da się dość łatwo skorygować. 
W kwestii generowania winiety, przypomniało mi się obrabianie skanów z negatywów 4x5" podczas pracy nad Innym Miastem i muszę podkreślić, że właściwie żadne z używanych wtedy przez mnie szkieł (Rodenstocki: 75mm, 90mm i 135mm, pierwszy i trzeci były to apochromaty) nie było od tej wady wolne... Na ale cóż, przygoda z "magią wielkiego formatu" to już dla mnie przeszłość (którą niniejszym serdecznie i uroczyście pozdrawiam wyprostowanym środkowym palcem). Planowana kontynuacja Innego Miasta (do czego jednak z różnych przyczyn nie doszło) miała być realizowana cyfrą.

[Dębica, ul. Rzeszowska, 14.01.2017]

piątek, 13 stycznia 2017

Tak mi się szczęśliwie otwarły "Utwory wierszem i prozą" Andrzeja Bursy w pierwszy piątek trzynastego 2017 roku...


Co przyjmuję jako dobrą wróżbę ;))

Wczoraj dotarł wreszcie do mnie Zapis Zofii Rydet, czyli zawierający zdjęcia z "zapisu socjologicznego" album, jaki przygotował Wojtek Nowicki. Świetna książka, świetna robota! Publikację zamówiłem równo miesiąc temu, ale Poczta Polska, której placówki coraz bardziej przypominają sklepiki z dewocjonaliami (w ramach "dobrej zmiany" powinni już dawno zmienić nazwę na Poczta Narodowa), nie raczyła mnie poinformować o przesyłce...
Zapisie wkrótce tu napiszę, a także do wiosennego wydania magazynu Szum.

środa, 11 stycznia 2017

Witaj w rodzinie!


Przymierzałem się do zakupu Irixa 15mm f/2.4 już od pewnego czasu... Przy tej okazji śledziłem testy tego obiektywu na różnych portalach śrubkologicznych, a po lekturze tychże oraz po oglądaniu zamieszczanych sampli, coraz trudniej było mi się zdecydować... Na całe szczęście Wojtek Sienkiewicz uprzedził mnie w zakupie, a kiedy podesłał mi pierwsze rawy z D810, jasnym stało się dla mnie, że szkło warto nabyć. Co też dzisiaj uczyniłem. 
Obiektyw przyda mi się przy pewnym projekcie (na razie nic więcej o tym przedsięwzięciu), do którego przymierzam się od zimy zeszłego roku. Oczywiście fajnie byłoby posiadać Milvusa 15mm f/2.8, ale to... 12K w PLN (fajnie byłoby mieć te 12K do dyspozycji...). Jeżeli jednak wspomniane szkło Zeissa to tylko bardziej hipstersko opakowany stary distagon, to chyba bym się nie zdecydował...

poniedziałek, 9 stycznia 2017

Gdzie dziś bloków cienie...

Od dawna się tego domyślałem... 21 lat zamieszkiwania w bloku na Osiedlu Podwawelskim  w Krakowie robi swoje ;))
Tak w ogóle, to rzeczone osiedle nazywało się najpierw Tysiąclecia (chyba fundamenty pod pierwszy blok przy ul. Komandosów wylano we wszesnym 1967) podobnie jak - podobne do niego w sensie koncepcji urbanistycznej - blokowisko w dzielnicy Nowa Huta. Krakowscy taryfiarze tłukli niezłą kasę, wożąc niezorienowanych pasażerów raz tu, raz tam. W tamtych latach byly też w Krakowie dwie ulice Emaus (pierwsza w dzielnicy Zwierzyniec, druga w Podgórzu), ale to już zupełnie inna historia.

[Lubin, Aleja Komisji Edukacji Narodowej, 09.01.2017]

sobota, 7 stycznia 2017

Adam Mazur prognozuje w Szumie

Jego tekst z gatunku curatorial fiction byłby nawet śmieszny (jest śmieszny oczywiście), gdyby nie to, że może się okazać bardzo trafioną zapowiedzią tego, co nas czeka m.in od funkcjonariuszy "dobrej zmiany":

Adam Mazur
Nichil obstat


Co najmniej od wakacji 2016 roku rozplotkowany światek sztuki żył zapowiadaną zmianą na stanowisku dyrektor Narodowej Galerii Sztuki Zachęta. Władza, niemrawa jak dotąd w polu sztuki współczesnej, dotrzymała słowa pod koniec 2017 roku – pierwszym od dekad mężczyzną zatrudnionym na stanowisku został dr Piotr Bernatowicz. Nikt nie protestował, gdyż zamiast ustawiać konkurs i manipulować wynikami, ministerstwo postanowiło skorzystać z wypracowanego przez samą Zachętę równie prostego, co skutecznego narzędzia politycznej nominacji. Wszak o politykę także i w tym rozdaniu chodziło. Zwyczajowo nowy dyrektor nie przedstawił publicznie programu, który zdecydował o jego nominacji. „Zrobię to później”, zapowiedział na konferencji prasowej i dodał równie tajemniczo co pojednawczo: „Nie ma instytucji prawicowych i lewicowych, są instytucje lepsze i gorsze”.
Początkowo z Bernatowicza po cichu się podśmiewano, że proboszcz, że nieobyty z warszawskim salonem, że seksmisja, że tak nie można. Nowy dyrektor dziarsko zabrał się do realizowania powierzonej misji przeprowadzenia dobrej zmiany w polu sztuki. „Nie chodzi mi o walkę z ideologią gender czy potyczki z mafią bardzo kulturalną”, mówił w wywiadzie udzielonym „Arteonowi” dyrektor, „lecz o prawdziwą odmianę sztuki współczesnej tak, by dobrze służyła partii i narodowi”. Pół roku po objęciu stanowiska dyrektor Bernatowicz (zaraz po wernisażu wystawy Czapskiego i miesiąc przed otwarciem retrospektywy Kaliny) dokonał gestu tyleż zaskakującego, co w zaistniałej sytuacji logicznego. Powrót do idei Centralnego Biura Wystaw Artystycznych nie był jedynie formalnością, lecz pozwalał wzmocnić kontrolę nad bezradnymi w zderzeniu z lokalną polityką i sztuką współczesną biurami. Zmianie przyklasnęły także galerie komercyjne. Sieć wspierających partnerstwo prywatno-publiczne rozszerzyła się znacząco. Do dwóch działających w Warszawie Biur Wystaw dołączyły kolejne (zaczęło się w Łowiczu). Sieć Biur sterowana przez CBWA realizowała wyznaczone przez resort zadania i świetnie absorbowała środki z programów operacyjnych. Dyrektorzy placówek przyjmowali jak dotychczas wytyczne z centrali (szczęśliwie tym razem wszystko podano czarno na białym i niczego nie trzeba było się domyślać). Zbriefowani przez dyrekcję kuratorzy jak zwykle dobierali pod temat i odpowiednio młotkowali artystów, by program galerii sztuki „się robił”. Zmieniono kilka haseł i dodano kilka nowych truizmów. Co oczywiste, w sztuce pojawiły się nowe wątki ikonograficzne. Modna stała się abstrakcja, rzemiosło, sztuka ludowa oraz sztuka outsiderów (znów nazywana naiwną). „Nie szukaliśmy przepisu na sztukę doskonale średnią, która nikomu by nie wadziła, za to opowiadała Polskę ciekawie i odpowiednio do panującej pogody”, deklarowała podsekretarz MKiDN Monika Małkowska i dodawała: „Ten przepis bowiem przekazała nam poprzednia, pragnąca zachować urzędową ciągłość ekipa”.
Dyrektor Bernatowicz szybko zorientował się, że nie o to przecież w dobrej zmianie chodziło. Wyczuwał fałsz, ale nie wiedział jak mu przeciwdziałać. Dobra zmiana nie mogła sprowadzać się do personalnych roszad w gronie setki osób zrzeszonych w AICA. Do pewnego stopnia imponował mu poziom oportunizmu dawnego establiszmentu i szukających poklasku artystów. „To takie miłe”, myślał i nawet czuł pewną sympatię do przegranych neoliberałów, znów. Sam nie spodziewał się, że krytyka sztuki krytycznej i wszystkiego co krytyczne może zajść tak daleko. „Prof. Piotrowski by się zdziwił” – mówił po pracy przyjaciołom z IHS.
Inauguracja programu „Artysta+” zbiegła się w czasie z likwidacją pierwszego biura. Moment był doniosły, gdyż chodziło właśnie o biuro w Poznaniu. „Osiemset złotych na miesiąc to niewiele” – mówił na konferencji Rafał Jakubowicz – „ale przecież tyle dostawałem za udział w wystawie zbiorowej, co zdarzało mi się maksymalnie dwa, trzy razy w roku. Nie jest więc najgorzej i z ramienia OFSW chciałem serdecznie podziękować dyrektorowi Bernatowiczowi”. Opiniowanie przez Centralną Komisję Artystyczną, kto zasługuje na miano artysty, połączone z wręczeniem odpowiedniego dyplomu, było przyjemnością w porównaniu z negocjacjami prowadzonymi z dyrekcjami rozwiązywanych biur. „Zakładałem tę instytucję 40 lat temu i od tego czasu z niekłamaną przyjemnością ją prowadzę i jeśli tylko zdrowie pozwoli i Opatrzność będzie czuwała, to będę prowadził ją do śmierci. Tak mi dopomóż Bóg” – mówił wyraźnie poirytowany decyzjami CBWA dyrektor Antoni Malczak, a pod petycją za siódmym już przedłużeniem – tym razem bezterminowo – jego kontraktu dyrektorskiego solidarnie podpisali się wszyscy dyrektorzy pozostałych instytucji sztuki. „Biura same się nie zamkną”, główkował Bernatowicz i w momencie iluminacji zadecydował o pozostawieniu na kontraktach obecnych dyrektorów, tyle że bez poddanych im placówek. Początkowo wydawało się to absurdalne, ale dyrektorzy z chęcią przystali na taki układ. Odtąd dyrektorowanie stało się pracą ideową, by nie powiedzieć idealną, i sprowadzało się do wykonywania określonych gestów, przyjmowania odpowiednich póz w fotelach i kuluarach, formułowania okrągłych zdań, charakterystycznego tembru głosu oraz zwyczajowych, poufnych spotkań przy kawie – czasem na uroczystym raucie – z innymi dyrektorkami, oczywiście. „Od początku podobała mi się ta inicjatywa” – zapewniała Joanna Mytkowska w rozmowie prowadzonej przez Karola Sienkiewicza. „Nie muszę już zmagać się z problemem budowy instytucji. Czas, który poświęcałam na syzyfową pracę obecnie przeznaczam na dyskusję z dyrektorami o tym, czym mogłaby być doskonała instytucja sztuki”. Dyrektorzy wskazywali na związany z piastowaną funkcją ciągły stres, naciski ze strony ministerstwa, roszczeniową postawę pracowników, a nade wszystko presję ze strony artystów. „Ciągle im było mało. Wciąż chcieli wystaw i jeszcze, żeby im za nie płacić. Najgorsi byli młodzi i ci od Żmijewskiego” – mówi pragnący zachować anonimowość dyrektor BWA z byłego miasta wojewódzkiego. „Odkąd zabunkrowałam kolekcję, a galerię zamieniłam w kawiarnię, mam nie tylko lepszy kontakt z władzami miejskimi, ale także z artystami” – opowiada wyraźnie zrelaksowana dyrektor Ziółkowska z krakowskiego BWA. „Spotkania na Plantach są dużo milsze i niezobowiązujące, no i nie muszę się już ukrywać w zamkniętym gabinecie, ani tłumaczyć z tych wszystkich kłopotliwych decyzji merytorycznych. Nie muszę nawet odpisywać wymijająco na maile. Plan Bernatowicza to był strzał w dziesiątkę!”. W sukurs Ziółkowskiej przychodzi dyrektor stołecznego CSW Małgorzata Ludwisiak. „To prawda. Koleżanki mają rację. Kwestia instytucji doskonałej to dużo poważniejsze zadanie niż cała ta żmudna administracja instytucją, o kierowaniu pracą licznych wicedyrektorów, podpisywaniu delegacji i sporach z szeregowymi pracownikami już nawet nie wspomnę. Zresztą, realizowałam Plan Bernatowicza zanim to było modne” – dodała od siebie dyrektor Ludwisiak, podkreślając, że kolegia kuratorskie zwoływała nie częściej niż dwa razy do roku, za to nagany wpisywała do akt co najmniej raz na kwartał. Ludwisiak dotknęła palącego sumienie dyrektora Bernatowicza problemu: otóż klub dyrektorów pod parasolem AICA – a z czasem także ICOM – nie rozwiązywał kwestii „szeregowców”. Co zrobić z kuratorami? Co z armią koordynatorów, menadżerów kultury i innych drobnych urzędników sztuki? Nie kwalifikują się ani do programu „Artysta+”, ani do Klubu Dyrektorów. Zarabiająca w okolicach minimum socjalnego większość odeszła zawczasu sama. „Zdziwiłam się, że na kasie w Galerii Mokotów nie tylko zarabiam więcej niż w galerii sztuki, ale też spotykam o wiele ciekawszych i milszych ludzi” – zwierzyła się „Szumowi” anonimowa była koordynatorka projektów artystycznych. „Tylko tych pięciu lat studiów na kulturoznawstwie trochę żal” – dodała po chwili absolwentka specjalizacji „Sztuka w przestrzeni publicznej”. Bernatowiczowi pozostali jeszcze topowi kuratorzy sztuki, a konkretnie pół tuzina pomnikowych profesjonalistów z kręgów Muzeum Sztuki Nowoczesnej w Warszawie. „Zdaliśmy sobie już jakiś czas temu sprawę, że w czasach post-artystycznych nasza praca nie ma sensu” – brzmiało pierwsze zdanie listu skierowanego do Zachęty i podpisanego m.in. przez Kubę Szredera, Sebastiana Cichockiego i Natalię Sielewicz. „Nie wierzymy w sztukę, bo ta przecież się skończyła. Chcemy służyć społeczeństwu. Proszę nam wierzyć, nie jesteśmy cyniczni, demonstrujemy to w każdy weekend i po godzinach pracy” – kończyli klasyczną epistołę, znaną dziś studentom historii sztuki z antologii tekstów podstawowych. Nic dziwnego, że dyrektor Bernatowicz nie chciał – ot tak po prostu – zwalniać błyskotliwych ludzi, którzy mogliby już nie znaleźć pracy odpowiadającej ich ambicjom. Stąd idea powołania działającego przy CBWA Post-Artystycznego Komitetu Kuratorskiego. Początkowo sposób działania PAKK miał w sobie coś z grupy terapeutycznej sfokusowanej na leczeniu uzależnień, ale gdy okazało się, że to droga donikąd zmieniono formułę. „Z inicjatywy dyrektor Marii Anny Potockiej raz w roku Klub Dyrektorów spotyka się z kuratorami PAKK, by wspólnie konferować nad wystawą o roboczym tytule Sztuka w sztuce. To bardzo trudne w dzisiejszej sytuacji zadanie i nie spodziewamy się w najbliższych latach jego rozwiązania” – brzmiał oficjalny komunikat CBWA podpisany przez dyrektora. W głębi duszy Bernatowicz wadził się ze sobą: „Zrobią? Nie zrobią? Jeśliby jednak taką wystawę przygotowali, to chyba będę musiał na czas określony otworzyć krakowski MOCAK. To byłby krok wstecz, którego minister i publiczność by mi nie darowali”. Inna sprawa, że lokale po zamkniętych instytucjach przeznaczono do działań lepiej dostosowanych do potrzeb społeczności i artystów. Kawiarnie, świetlice były najprostsze do ogarnięcia. Część przeznaczono na pracownie, miejsca działań, a nawet lokale socjalne dla artystów i kolektywów artystycznych. Innym przywrócono zapomnianą funkcję realizując modny pomysł anty-gentryfikacyjnej polityki re-industrializacji miast (Fabryka Schindlera, Fabryka Poznańskiego, Trafostacja, Doki…). Ciekawy przykład dał jak zwykle Wrocław, gdzie poniemiecki bunkier służący za siedzibę Muzeum Współczesnego odzyskał dawną funkcję jednostki wojskowej administrowanej przez oddział obrony terytorialnej. „Zamurowanej w piwnicach schronu kolekcji sztuki jako Dziedzictwa Narodowego będziemy bronić do ostatniej kropli krwi” – wykrzykiwał zebranym przed bunkrem dziennikarzom dowódca. Rewolucja dokonała się w trzecim roku, gdy zmęczony sztuką doskonale nijaką w spełnianiu wymogów nowej poprawności politycznej Bernatowicz po konsultacjach z ministerstwem rozpoczął nową fazę dobrej zmiany. Innowacyjność pomysłu docenił nawet sam minister Morawiecki, którego sekretarka wysłała serdecznego maila do dyrektora CBWA. Prowadzona w ramach tzw. Planu Bernatowicza likwidacja instytucjonalnego pola sztuki wydawała się czymś oczywistym i świetnie domykała rozpoczęte jeszcze w 2016 roku obchody jubileuszu awangardy. „To ładny gest” – powiedział na antenie Radia Kraków prof. Andrzej Szczerski – „by na jubileusz awangardy sztuka rozpuściła się w życiu narodu, tego narodu”. Pomyśleć tylko, że wszystko zaczęło się od wspieranego przez CBWA projektu Wyklęci kuratorowanego przez Kamilę Staszak w kierowanym przez Mikołaja Iwańskiego BWA Arsenał w Poznaniu. Ustawiony na daszku nad drzwiami galerii ledowy licznik do złudzenia przypominał słynny „licznik Balcerowicza” z warszawskiego ronda Dmowskiego. Z tą różnicą, że zamiast długu sumował publiczne pieniądze roztrwonione przez instytucje kultury na mierny program i nikomu niepotrzebne wystawy. O dopisaniu odpowiedniej pozycji z budżetu do wyświetlanej na liczniku kwoty decydowała speckomisja. Szybko bijący licznik szczególnie szokował słynących z oszczędności Poznaniaków, którzy raz zlokalizowawszy ukrytą na rynku galerię przychodzili w niedzielę po słodkim pod Arsenał i wyrażali głośno swoje niezadowolenie z tego, że w ich mieście jeszcze działa jakaś instytucja kultury. Głosy słusznego oburzenia dotarły do CBWA i MKiDN. Trzeba było działać. Obawy, że likwidacja instytucji spotka się z protestami środowiska i artystów, jak miało to miejsce w przeszłości, gdy podobne pomysły snuli zatwardziali neoliberałowie w rodzaju prof. Hausnera czy prof. Balcerowicza, udało się rozproszyć sprawdzonym gestem.
Plan Bernatowicza miał swoje konsekwencje także dla prasy artystycznej. Spośród wydawanych w Polsce dwóch magazynów jeden („Arteon”) zdecydował się przekwalifikować i zająć coraz bardziej popularną wśród czytelników sztuką sakralną, a drugi („Szum”) uznał swoją misję za zakończoną i ogłosił rozwiązanie. „Choć przyjęliśmy Plan Bernatowicza z obawami i niedowierzaniem, to skrycie trzymaliśmy kciuki za jego powodzenie” – mówi osoba związana z redakcją kwartalnika. „Wszak od początku wydawania magazynu mieliśmy problem z jakością oferty przygotowanej przez instytucje sztuki. Na kolegiach naszego kwartalnika czasem nawet godzinę zastanawialiśmy się, co może pasować do rubryki ’wydarzenie’. Zwykle nic się nie nadawało. Chcieliśmy nawet dołączyć do rodzącego się nurtu krytyki ekumenicznej, ale wystawy były tak złe, że nie daliśmy rady. Tradycyjna krytyka artystyczna, oceniająca i karząca – to było nasze wołanie na puszczy. Do czasu pamiętnej nominacji”.
PS. Przed świętami karmiąca się wódeczką i śledziem salonowa plotka niosła, że Paweł wygrywa z Piotrem walkę o tron. Tak nam przykro! Być może dobra zmiana wróci do wykoślawionej przez neoliberałów idei merytorycznych konkursów?
[https://magazynszum.pl/krytyka/prognoza-pogody-na-rok-2017]

piątek, 6 stycznia 2017

FAKTURKI KIJOWSKIEGO

FAKTURKI KIJOWSKIEGO (nieznany,
skandaliczny wiersz redaktora
Bogusława Chraboty)

Trzmiel leci nisko i mocno już obolały. 
Na Nowogrodzkiej zacierają dłonie. 
Opozycja w kryzysie. 
Karierę robi słowo „niezręczność”. 
A przecież to dopiero początek skandalu.

[http://www.rp.pl/Komentarze/170109561-Fakturki-Kijowskiego-czyli-taktyka-pijanego-trzmiela.html]

środa, 4 stycznia 2017

56

Utajniłem na facebooku datę urodzenia i mam spokój...
Wczoraj nie skończyło się jednak na jednej szklaneczce... i poszedłem spać po trzeciej nad ranem, czyli dokładnie trafiłem w czas jubileuszu ;))
A teraz sobie urodzinowo, ale także odwiedzającym hiperrealizm zadedykuję: KICK OUT THE JAMS!





niedziela, 1 stycznia 2017

POEZJI SKRYZYSOWIONEJ

POEZJI SKRYZYSOWIONEJ (nieznany wiersz
Tomasza Radziszewskiego, gitarzysty zespołu 
Świetliki, wyrecytowany przed kamerą w 1995 r.
podczas nagrywania programu dla TVP*)

Łączenie poezji z muzyką
daje coś zupełnie nowego i 
nie ma nic wspólnego z poezją 
jako taką, bo to wytwarza... 

Wytworzyła się nowa jakość, 
która jest juź bardziej parateatralna, 
niż poetycka i można tu mówić 
poezji skryzysowionej.

Ale nie dlatego, że sprzedaje się
ona z muzyką rockową, nie, ale 
dlatego, że trafia do ludzi tylko 
z muzyką rockową.

* https://m.youtube.com/watch?v=e8SX2AXlOi4