niedziela, 30 kwietnia 2017

Mięso jako metafora (6)

Marek Sobczyk Hommage à Polke, 1999, tempera jajeczna na płótnie, 130 x 180 cm.

[skan z katalogu wystawy Verteidigung der Moderne. Positinen der polnischen Kunst nach 1945. Museum Würth, Künzelsau (5.10.2000 - 24.01.2001). str. 262]

piątek, 28 kwietnia 2017

Mięso jako metafora (5)

George Herbert

MĘCZARNIA

       Filozofowie zmierzyli gór szczyty, 
Zgłębili morza, wzbili się w niebios wyżyny,
Znają źródła rzek wszelkich i sens dziejów skryty;
       Lecz są dwie wielkie, bezkresne dziedziny,
Z którymi umysł winien w bliższą wejść zażyłość,
Zaś mało kto je zmierzył, zgłębił: Grzech i Miłość.

       Kto chce Grzech poznać, niech na Górę wkroczy,
Która zwie się Oliwna: tam ujrzy Człowieka
Tak przez ból miażdżonego, że aż krew zeń broczy
       I z włosów, ciała, szat kroplami ścieka.
Grzech jest owym imadłem, co tłoczy w głąb ciała
Mękę, by żer okrutny w każdej żyłce miała.

      Kto chce znać Miłość, niech spróbuje soku,
Któremu włócznia kata dała upust nowy,
Gdy na krzyżu otwarła ranę w martwym boku;
      I niechaj powie, czy znał smak takowy.
Miłość jest owym słodkim i niebiańskim płynem,
Który dla boga krwią jest; ale dla mnie winem.


[Podczas lektury tego wiersza przypomniał mi się widziany dwa lata temu w Galleria dell'Accademia wizerunek Madonny (nie zapisałem niestety nazwiska malarza, ani też nie zrobiłem komórką zdjęcia obrazu...), która trzyma na ręku małego Jezusa, zupełnie jak przekupka oferująca kawał mięcha na targu...
Wiersz George'a Herberta w tłumaczeniu Stanisława Barańczaka przepisałem z tomu: George Herbert Wiersze wybrane. Wyboru dokonał, przełożył i posłowiem opatrzył Stanisław Barańczak, Wydawnictwo Znak, Kraków 1989, str. 11.]

czwartek, 27 kwietnia 2017

Ameryka jak Polska na "Postcards from America" Marka Powera

Odcinek szósty i ostatni jego "pocztówkowego cyklu" zawiera zdjęcia w mocno rodzimym klimacie, które właściwie bez specjalnego zgrzytu czy dysonansu można by wsadzić do The Sound of two Songs. Z jedną małą różnicą - Power pracował już tutaj cyfrą...

Mark Power, z serii Postacards from America - Pierce, Oklahoma, 11.01.15

 Mark Power, z serii Postacards from America - Okemah, Oklahoma, 11.01.15

Mark Power, z serii Postacards from America - Harrah, Oklahoma, 12.01.15

 Mark Power, z serii Postacards from America - Texola, Oklahoma, 14.01.15

Mark Power, z serii Postacards from America - Checotah, Oklahoma, 11.01.15

Mark Power, z serii Postacards from America - Muskogee, Oklahoma, 11.01.15

W siedzibie lablabu wisi na ścianie jedna z panoram Marka Powera (Lenwood, The Inland Empire, California, 20.01.15), wydruk ma ze dwa metry długości i robi to niesamowite wrażenie!

środa, 26 kwietnia 2017

MIĘDZYNARODÓWKA ŻEBRAKÓW

Robert Rybicki

MIĘDZYNARODÓWKA ŻEBRAKÓW

tam gdzie sraliśmy
tam już byliśmy

ta gdzie się zrzygaliśmy
teren zaznaczyliśmy

co w koszu
to nasze

tam gdzie się urodziliśmy
rosną chaszcze i bluszcz

tam gdzie się kochaliśmy
kisną ścieki miasta

chodzimy tylko do tych barów
gdzie można wyżebrać piwo

by je wyszczać przed ruiną
w trawie na dwa metry

[wiersz z książki: Robert Rybicki Dar Meneli, Biuro Literackie, Stronie Śląskie 2017, str. 72. Zawsze lubiłem poezję zaangażowaną...]

wtorek, 25 kwietnia 2017

RUINA HISZPAŃSKA

Blaise Cendrars

RUINA HISZPAŃSKA

Nawa skonstruowana jest w stylu hiszpańskim XVIII wieku
W wielu miejscach widoczne są rysy
Wilgotne sklepienie jest białe od saletry i nosi jeszcze ślady złoceń
Promienie latarni ukazują w kącie pokryty pleśnią obraz
To Czarna Matka Boska
Wysokie mchy i grzyby jadowicie pręgowane kropkowane usiane
                                      [perłami pokrywają posadzkę sanktuarium
Jest także dzwon z łacińskim napisami


[niniejszy wiersz w tłumaczeniu Julii Hartwig przepisałem z książki: Blaise Cendrars Poezje. Redagował Adam Ważyk, Państwowy Instytut Wydawniczy, Warszawa 1962, str. 128. A książkę kupiłem kilka dni temu na Allegro za... 3 zł (+ koszty wysyłki). Czytelnictwo nam w Polszcze kwitnie, jak widać...
Myślę, że tych którzy znają Realizm, nie zdziwi wcale, iż wiersze Cendrarsa mi się podobają, a powyższy tekst szczególnie.]


Była sobie kiedyś seria książek poetyckich wydawanych przez PIW, "celofanową" zwana - ponieważ faktycznie okładki tomików obkładane były przezroczystą obwolutą ze wspomnianego materiału. Ale już od dawna jej nie ma (choć chyba egzystowała jakiś czas po transformacji ustrojowej?). I komu to przeszkadzało?

niedziela, 23 kwietnia 2017

ZUR(i)T i DOTYK

Wiersz Miłosza Biedrzyckiego, jaki pojawił się w antologii Przewodnik po zaminowanym terenie (Ośrodek Postaw Twórczych/Biuro Festiwalowe IMPART, Wrocław 2016), która na hiperrealizmie nie raz była cytowana:


Pewne zawarte w tym tekście informacje mają charakter doświadczenia pokoleniowego. Moja mama też miała zwyczaj mówić sklep zuritu, a nie zurtu... Tymczasem z czasów wczesnego dzieciństwa pamiętam (czyli jest to jeszcze końcówka lat sześćdziesiątych) wyłącznie punkty usługowe zurtu, gdzie naprawiano radia i telewizory lub wręcz salony zurtu, czyli miejsca sprzedaży takiego sprzętu. Bo akronim ZURiT pochodzi od nazwy Zakład Usług Radiotechnicznych i Telewizyjnych.


Skąd w takim razie ta zmiana? Nie mam pojęcia, jakkolwiek na terenie Izraela niedaleko Hajfy znajduje się miejscowość o nazwie... Zurit (pisana też jako Curit), więc być może na fali ogólnego pobudzenia narodowego, jakie miało miejsce 1968 roku (oraz "rozwiązania kwestii żydowskiej" przez zmuszenie obywateli PRL o żydowskim pochodzeniu do emigracji), akronim "spolonizowano" do formy ZURT?



Przy okazji wspomnianej walki o czystość i polskość (to tylko hipoteza, chociaż biorąc pod uwagę specyfikę tego kraju, sprawia wrażenie wielce prawdopodobnej...) stał się on nieco enigmatyczny czy wręcz nieczytelny, więc - tak jak to widać na zdjęciu powyżej - imitujące radiowy maszt logo z literami ZURT, uzupełniono o słowa radio i telewizja. I w takiej właśnie formie szyldy owe pamiętam - umieszczane na punktach naprawy sprzętu RTV lub sklepach. A ponieważ skrótowiec ten w wersji zurit i zurt dość długo był obecny w przestrzeni ogłoszeniowo-handlowej, przez wiele osób nadal jest kojarzony z urządzeniami RTV, tzn. z punktami zajmującymi się ich naprawą, więc ciągle jest w użyciu (screenshoty z google street view poniżej)



W kwestii tytułowego dotyku, czego głównie wiersz Miłosza Biedrzyckiego dotyczy, pozostając jednak na płaszczyźnie techniki, to sensory takie jak w horrendalnie drogich wtedy Radmorach były też stosowane w gramofonach WG-1100, jakie wytwarzała śp. Fonica z Łodzi. Przez wiele lat byłem użytkownikiem tego kapitalnego sprzętu.

piątek, 21 kwietnia 2017

PIĄTECZEK Z LKJ



Jakoś przeżyłem wczorajszy występ... Co było dla mnie tyle trudne, że ostatni raz czytałem przed publicznością coś, co sam napisałem jakieś piętnaście lat temu. Chyba miało to miejsce w knajpie "Aurora" (skądinąd fajna nazwa, jeżeli odnosi się akurat do lekkiego krążownika I rangi typu Diana)  Zbigniewa Libery na Powiślu... który zresztą te moje popisy filmował. Co może być o tyle ciekawe, że w ramach zadośćuczynienia ewentualnym stratom moralnym, miałem cztery darmowe browary z baru (które natychmiast uzupełniłem kolejnymi już płatnymi).

czwartek, 20 kwietnia 2017

Mięso jako metafora (3)

Rafał Wojaczek

Mit rodzinny

To jest kiełbasa
To jest moja matka jadalna

Ona wisi na niklowym haku
i pachnie kominem

Ona jest tania zresztą nigdy się nie drożyła
była wyrozumiała i znała możliwości

Ja jestem synem mojej matki
i pewnego młodzieńca
który nie był ostrożny
a pewnie był złośliwy
a może tylko nie wiedział
Matka była wtedy zamroczona
a potem jej było żal

Teraz ja jestem głodny
a moja matka wisi

Więc wpatruję się w wystawę
i czuję
jak mi cieknie
ślina i sperma

Wiem za chwilę już nie będę się wahał
wejdę i poproszę
tę właśnie

To jest kiełbasa
To jest moja matka jadalna
To jest mój głód dziecinny

1965



Stanisław Barańczak

15.12.79: Zawrót głowy od sukcesów


Stoję przy stole w kuchni, kroję baleron
na kolację dla rodziny, dobrze,
że mam rodzinę, dobrze, że zdobyłem
dla niej baleron, dobrze, że dochrapałem się własnej
kuchni, w której mogę kroić
ten baleron;

nagle
coś ze mną niedobrze, muszę
się oprzeć, biały stół tańczy
w oczach, rozpływa się rośnie
w śnieżny (dlaczego wszystkie
przewidzenia) step, po którym,
trzymając się (muszą
być takie) za ręce, idą przed
(melodramatyczne) siebie
moje dzieci;

otrząsam się, przecieram oczy, sięgam po baleron,
którego sporo jeszcze zostanie na jutro


Grzegorz Wróblewski

CIAMKOWATOŚĆ ŻYCIA

Rozwinąłem papier.
Wyciągnąłem kanapkę i szybko przytknąłem do ust.
Chleb z masłem i żółtym serem.
Nieźle, całkiem nieźle - pomyślałem.
Ten obok też coś wcinał.
Nie potrafiłem dojrzeć co.
- Ty! co masz? - zapytałem.
- Z masłem i mielonką! - wrzasnął.
Oklapłem na wyrko.
Z masłem.
Z masłem i mielonką.
Mielonka i masło krążyły po mej głowie.
Ciamkałem powoli kanapkę, zastanawiając się
nad przedziwnym brzemieniem słowa - mielonka.
Masło odstawiłem na kiedy indziej.
Leżałem długo odurzony.
Nie potrafiłem się zmusić do logicznego myślenia.
Ten obok przeglądał w lusterku zęby.
- Ty! co tam? zapytałem go.
- Chwytam zębami pokarm, a potem go rozdrabniam.
Więcej nie odezwał się do mnie.
Ustały mu czynności.
Nieźle, całkiem nieźle - pomyślałem.

---

Widoczne powyżej teksty przepisałem z następujących książek: Rafał Wojaczek Wiersze i proza, 1964-1971, Biuro Literackie, Wrocław 2014, str. 28; Stanisław Barańczak Wiersze Zebrane, Wydawnictwo a5, Kraków 2014, str. 236; Grzegorz Wróblewski Ciamkowatość życia i inne wiersze z lat 1982-1992, Lampa i Iskra Boża, Warszawa 2002, str. 6.

Pierwszy i trzeci wiersz to prawdziwe (przynajmniej kiedyś tak było) szlagiery, utwór Barańczaka jakiejś zawrotnej popularności nie zdobył...
Mit rodzinny Rafała Wojaczka pojawił się pierwotnie w wydanym w 1969 roku przez Ossolineum tomie Sezon.
Zawrót głowy od sukcesów Stanisława Barańczaka pochodzi z tomu Tryptyk z betonu, zmęczenia i śniegu, wydanego w 1980 w drugim obiegu przez oficynę KOS.
Ciamkowatość życia Grzegorza Wróblewskiego ukazała się po raz pierwszy w "fioletowej serii" pisma bruLion w 1992 roku z adnotacją "printed in RPRL".

środa, 19 kwietnia 2017

"Bóg mi powierzył honor Polaków, Bogu tylko go oddam"

Miał podobno powiedzieć Książe Pepi (Józef Poniatowski) zanim utonął był w nurcie rzeki Elstery, ostrzelan (pomyłkowo) przez francuski oddział. A stało się to podczas finału bitwy pod Lipskiem, "bitwą narodów" zwaną, w której połączone sojuszem wojska Austrii, Prus, Rosji i Szwecji skopały tyłek Napoleonowi, tzn. tyłki dowodzonym przez niego siłom francuskim oraz polskim, tzn. rzecz ujmując nieco bardziej konkretnie, aczkolwiek nie nazbyt drastycznie, to tyłki żołnierzy owych formacji.

[Lubin, ul Legnicka, 17.04.2017]

wtorek, 18 kwietnia 2017

Prezentacja tomu "Realizm"

W czwartek 20 kwietnia 2017 r. w Cheeder Cafe przy ul. Józefa 36 (wejście od ul. Jakuba). SERDECZNIE WSZYSTKICH ZAPRASZAM!



Spotkanie poprowadzi Krzysztof Siwczyk.

Bardzo lubię widoczne na powyżej (i poniżej) zdjęcie, a wykonał je Adam Mazur w roku 2012 w Witebsku, gdzie w tamtejszym Muzeum Marka Chagalla miałem prezentację projektu Niewinne oko nie istnieje.

poniedziałek, 17 kwietnia 2017

I dziś także postanowiliśmy nie próżnować

więc wczesnym rankiem wsiedliśmy do samochodu, aby udać się do Lubina, gdzie zgodnie z prognozą (m.meteo.pl) miało być o tej porze pochmurnie, ale bezdeszczowo (co dokładnie się ziściło, albowiem wspomniany portal zazwyczaj bardzo trafnie przewiduje aurę). Także w Lubinie, lecz na ulicy 1 Maja czekało na nas inne malowidło, jakkolwiek mocno było ono zastawione parkującymi samochodami, więc nie do końca jesteśmy pewni, czy będzie to ciekawie na obrazku wyglądać? 

(Lubin, ul. Legnicka, 17.04.2017  06:52)

sobota, 15 kwietnia 2017

Nie próżnowaliśmy dzisiaj

mimo ogólnego (przed)świątecznego nastroju. Który nam się jednak (jak to zawsze...) nie udzielił... Ogólnie rzecz ujmując "z przyczyn obiektywych".

(Łagiewniki, 15.04.2017  08:40)

czwartek, 13 kwietnia 2017

W czwartek trzynastego kwietnia dwa tysiące siedemnastego roku

który ze wszech miar jest/był jakże popie*dolonym dniem, (jakże) miły akcent, albowiem wybrałem się do Music Cornera w celu odebrania zamówionej (ho ho ho! jak dawno temu) płyty, której nie było przez pewien czas w dystrybucji, ale... właśnie wczoraj dostałem smsa, że jest do odebrania i teraz jej właśnie słucham...


...tzn. teraz - tzn. w chwili gdy kończę ten wpis - ponieważ akurat płyta się skończyła - zacząłem słuchać wersji z 1731, jaką nagrał Jordi Savall (i jeszcze fotografując okładkę się mimowolnie sportretowałem...).

wtorek, 11 kwietnia 2017

Gary Snyder "Wszedłem do Baru Niezależnych"

W przekładzie Adama Szostkiewicza z tomu Turtle Island (1974), zamieszczony w książce: Gary Snyder Dlaczego kierowcy ciężarówek z drewnem wstają wcześniej niż adepci Zen. Wiersze wybrane, Wydawnictwo Znak, Kraków 2013. Prawdziwy hit!

poniedziałek, 10 kwietnia 2017

NAPISZCIE DO NAS, CO O TYM SĄDZICIE

Stanisław Barańczak

NAPISZCIE DO NAS,
CO O TYM SĄDZICIE

Ponieważ zależy nam na szczerej i spontanicznej
wymianie zdań z naszymi czytelnikami,
pragniemy poddać publicznej dyskusji
następującą kwestię, która stanowi drażliwą
bolączkę codziennego życia i domaga 
się zdecydowanej odpowiedzi:
czy Ziemia kręci się wokoło Słońca, 
czy Słońce wokół Ziemi, a jeśli tak
lub nie, to dlaczego?
Najbardziej spontaniczne i szczere opinie
zostaną nagrodzone bonami towarowymi;
anonimów nie drukujemy.

Napiszcie do nas, co o tym sądzicie.

[nadzwyczaj aktualnie i zarazem dość niepokojąco brzmiący wiersz Stanisława Barańczaka z tomu Ja wiem, że to niesłuszne (1977), który przepisałem z książki: Stanisław Barańczak 159 wierszy, Wydawnictwo Znak, Kraków 1990, str. 62]

sobota, 8 kwietnia 2017

...to realizm. (Charles Reznikoff)

[wiersze Charlesa Reznikoffa w przekładzie Piotra Sommera. Skan z Literatury na Świecie, nr 12 (137) z 1982 r., str. 271. W zeszłym roku na liście projektów książkowych, którym Ministerstwo Edukacji i Dziedzictwa Narodowego nie udzieliło finansowego wsparcia znalazłem tom Reznikoffa, przygotowywany przez Piotra Sommera i WBPiCAK w Poznaniu. Ciekawe jaki jest los tej planowanej od dawna publikacji?]

piątek, 7 kwietnia 2017

Radom, ul. Cicha

[23.03.2017]

RKS Broń Radom powstał w 1926 roku i funkcjonował przez 70 lat. Jak wyczytałem na internetowej stronie obecnej drużyny piłkarskiej Broń RadomW 1996 klub nie wytrzymał przemian ustrojowych. Istniejące jeszcze sekcje rozpoczęły samodzielne funkcjonowanie (BTS Broń- boks, KTS Broń- tenis stołowy, KKS Broń- kolarstwo). Piłkarze przyjęli nazwę Radomski Klub Piłkarski 1926 Broń Radom, a pierwszym prezesem "nowego" klubu został Bohdan Karaś. Obecnie piłkarze występują w III lidze, a klubowi prezesuje Artur Piechowicz.

czwartek, 6 kwietnia 2017

SARIN? TABUN? ZYKLON B?

SARIN? TABUN? ZYKLON B?

Z OKAZJI DNIA KOBIET
ŻYCZYMY PASIASTYM
DUŻO GAZU

z okazji dnia dziecka
życzymy dzieciom z Chan Szajchun
dużo gazu

z okazji dnia matki
życzymy mamom z Halabdży
dużo gazu

z okazji dnia ojca
życzymy wszystkim ciapatym tatom
dużo dużo dużo gazu

i całkiem nie bez okazji:
HITLER WRÓĆ ŻYDÓW TRUĆ
KAŻDY ARAB NIECH PAMIĘTA POLSKA DLA NAS TO RZECZ ŚWIĘTA  

[zapisane kursywą zdania pochodzą z graffiti malowanych przez kibiców Wisły Kraków]

środa, 5 kwietnia 2017

Mięso jako metafora (2)

[skan z książki: Stanisław Barańczak Sztuczne oddychanie, Krakowska Oficyna Studentów, Kraków 1980, str. 27]

[Andrzej Baturo Przywieźli towar, skan z albumu: Andrzej Baturo 50 lat z fotografią / 50 years of photography, Fundacja Centrum Fotografii, Bielsko-Biała 2015, str. 27.
Mała uwaga, na stronie tytułowej rzeczonej książki pojawia się następujący komunikat: Andrzej Baturo fotografie 1955-2015. Mniejsza o to, że tytuł z okładki różni się od tego z pierwszej tytułowej strony w książce, ale według moich obliczeń okres dzielący wymienione daty to zdecydowanie lat... 60.]

wtorek, 4 kwietnia 2017

Widok piękny bez zastrzeżeń

I piękna książka ze zdjęciami Mieczysława Karłowicza, którą przygotowała Justyna Nowicka (a opublikowało Państwowe Wydawnictwo Muzyczne). O tatrzańskich zdjęciach autora Powracającej fali słyszałem wielokrotnie, że bardzo dobre i coś tam kiedyś widziałem w sieci, ale dopiero w tym albumie widać ich prawdziwą klasę. Co może skłaniać do przypuszczeń w typie "co by było gdyby"... Gdyby np. ich autor nie zginął w lawinie, która 8 marca 1909 roku zeszła z Małego Kościelca, olał komponowanie (nic nie wskazuje na to, żeby czegoś wybitnego na tym polu mógł dokonać) i zajął się wyłącznie fotografią (której nie uważał bynajmniej za działalność artystyczną...)? Jego zdjęcia wykonane w Wysokich Tatrach zaskakują nowoczesnością podejścia do fotografowania krajobrazów, także np. dość słabym uzależnieniem od młodopolskiego malarstwa, które brało góry za temat. Gdyby porównać obrazy zawarte na niespełna stu szklanych negatywach negatywach naświetlonych w latach 1906-1908 (i wywołanych własnoręcznie przez Karłowicza) do pierwocin Ansela Adamsa... (miałem je okazję oglądać kiedyś w Berlinie na wystawie zorganizowanej w stulecie urodzin fotografa). W takim zestawieniu ten drugi wypada nieco blado. Od momentu kupna Widoku pięknego bez zastrzeżeń, niemal codziennie go kartkuje i zachwycam się zdjęciami Mieczysława Karłowicza, na których widać (no, oczywiście nie na wszystkich) kapitalne odejście od ówczesnych konwencji obrazowania, jakich używano przy fotografowaniu lub malowaniu gór. Mając tak transgresywne podejście do fotograficznego medium, Karłowicz miał wszelkie predyspozycje by wiele na tym polu zdziałać (nawet nie uważając fotografii za sztukę, może nawet lepiej, że tak o tym myślał...).

 


[Trudno mi się fotografowało tę książkę, a nie chciałem jej zbytnio maltretować przy próbach idealnego rozłożenia na płask...]

poniedziałek, 3 kwietnia 2017

ZNAK SYRENY w MSN

Na anonsowanej już tutaj kilkakrotnie ekspozycji Syrena herbem twym zwodnicza. W końcu (w minioną niedzielę) mogłem na spokojnie oglądnąć wystawę w nowym (tymczasowym) obiekcie Muzeum Sztuki Nowoczesnej na Nabrzeżu Kościuszkowskim w Warszawie, a także fotografować swój set, który - jak widać na zdjęciu poniżej - jest oglądany i komentowany, z tym że taka sytuacja dotyczy wszystkich pokazywanych w tym budynku obiektów.


Ponieważ jest co oglądać - na kuratorowanej przez Joannę Mytkowską ekspozycji zgromadzono niebanalne i oryginalne zarazem dzieła (a nie np. faksymile, jak to często się zdarza na tego typu prezentacjach), ponieważ da się to wszystko świetnie oglądać - w czym zasługa autora aranżacji wystawy, nie byle kogo, bo Marcina Kwietowicza. 


Cieszy mnie, że w tym - co by tu nie powiedzieć - wysokokulturowym zestawie obiektów artystycznych znalazło się też miejsce na "sztukę ulicy", ale nie spod znaku "polskiego streetartu" (już ta zbitka słów wiele mówi o gatunku), lecz autentyczną współczesną sztukę ludową, tworzoną w tym przypadku przez kibiców piłkarskiego klubu Legia Warszawa.

niedziela, 2 kwietnia 2017

Jakub Szela / Przedmioty

To rzeźba Jerzego Jarnuszkiewicza z 1964 roku, na którą natknąłem się wczoraj na wystawie w Zachęcie i oniemiałem... Takich momentów było zresztą więcej na ekspozycji Jerzy Jarnuszkiewicz. Notatki z przestrzeni, którą kapitalnie ułożył Waldemar Baraniewski, chapeau bas!

Jerzy Jarnuszkiewicz, Jakub Szela / Przedmioty (1964)

To może teraz niejako do pary (i z innej nieco perspektywy) fragment poematu Bruno Jasieńskiego Słowo o Jakubie Szeli, który jest jednym z najwybitniejszych (o ile nie najwybitniejszym) utworów poetyckich dwudziestolecia międzywojennego. Skany z książki: Bruno Jasieński Słowo o Jakubie Szeli, ISKRY, Warszawa 1986.