piątek, 22 czerwca 2018

Przejdź do historii

Linn Hansén


Jak car Mikołaj uzasadniał wojnę przeciwko Imperium Osmańskiemu?
Jak wytłumaczyć w zrost zaludnienia?
Czego dotyczy teoria wirulencji pasożytów?
Jak wielkie było imperium arabskie?
W jaki sposób Nigeria zdobyła niepodległość?
Wyjaśnij etymologię słowa wakcynacja
Co udowodnił Louis Pasteur?
Opisz teorię Thomasa Roberta Malthusa.
Jaką rolę odgrywał handel?
Według jakich zasad pracowano?
Porównaj epokę żelaza w północnej i południowej Europie.
Skąd wywodzi się język tuareski?
Kto był architektem pokoju?
Jak zmieniała się Francja?
Jak ma się germański wiersz heroiczny do pojęcia klasy?
Co oznaczają kolory kongijskiej flagi?
Jak narodziła się uprawa?
Do czego przyczynili się Fenicjanie?
A Rzymianie?
Wyjaśnij na czym polega feudalizm.


[Wiersz Linn Hansén w przekładzie Justyny Czechowskiej z książki: Linn Hansén Przejdź do historii, Wydawnictwo Lokator, Kraków 2018, s. 5]

niedziela, 17 czerwca 2018

"Pełen chytrości uśmiech podważa uczciwość transakcji"

Fotografia strony z albumu Antologia fotografii polskiej, który dziewiętnaście lat temu opracował i wydał Jerzy Lewczyński. Podpis pod zdjęciem autorstwa Michała Greima w całości brzmi następująco: "Fein silber to fotografia z 1890 roku, która przedstawia wzmiankowany już w Biblii typ żydowskiego handlarza srebra. Pełen chytrości uśmiech podważa uczciwość transakcji. Jest to jeden ze znakomitszych portretów w naszej fotografii. Wrażenie upływu czasu potęguje rysa, pękniecie na szklanym negatywie".


No tak, teraz to już jestem całkowicie przekonany, że w Polsce nie ma, nie było i nigdy więcej już nie będzie antysemityzmu... 

czwartek, 14 czerwca 2018

Lśnienie z Sundby Kirkegård

[Z wydanej w 2016 roku przez Fundację Archeologia Fotografii książki/antologii Lux (koncepcja i projekt graficzny: Marta Przybyło-Ibadullajev), która w końcu dotarła w moje ręce.]

sobota, 9 czerwca 2018

MC5 at Tartar Field, Wayne State University, Detroit on July 19th 1970


Chyba jakoś w 1976 roku zacząłem regularnie kupować śp. miesięcznik Jazz, gdzie w którymś z numerów znalazłem artykuł o MC5 (chyba rok później przeczytałem o koncercie Sex Pistols w Sztokholmie - tekst nosił tytuł "Nienawiść na sprzedaż"...). Rzecz jasna, upłynęło trochę czasu zanim trafiłem na ich nagrania, a wtedy słuchałem już punk rocka, za którego prekursorów uważa się zresztą zespół z Detroit. Próbowałem znaleźć w sieci więcej nagrań z koncertu na Wayne State University, ale bezskutecznie. Zawsze kiedy słucham tych trzech kawałków, ich - jak to inaczej wyrazić? - całokształt podnosi mnie na duchu. Tak było i tym razem. Dobranoc Państwu.

piątek, 8 czerwca 2018

(Wiadro przyjmuje i oddaje wszystko, co dostaje.)

Jane Hirshfield


Ryza papieru

Mam ryzę papieru,
pojemnik z tuszem,

migdały,
kawę,
ciepły wełniany szal.

Przyniosłam tu wszystko,
co krępuje duszę.

Przyniosłam tu wszystko,
co oddala serce.

Sarna staje na zadnich nogach,
żeby sięgnąć po jabłko na gałęzi,

choć na ziemi leży wiele jabłek.

                                   08.08.2017


Wiadro zapomina swoją wodę

Wiadro zapomina swoją wodę,
swoje mleko, swoją farbę.
Można je umyć, użyć powtórnie i znów umyć.

Podziwiam amnezję wiader.

Ich szczerość i wewnętrzną nieskończoność,
prostotę celu,
ich pojedynczy szew, zwięzły jak ośle żebro.

Wiadro odwrócone do góry dnem
też jest przydatne - jako podnóżek,
półka na narzędzia, podstawa pod bęben, stolik.

Wiadro przyjmuje i oddaje wszystko, co dostaje.
Nie chowa urazy, lęków
ani żalu.

Wiadro uderzając o zlew dzwoni najczyściej, gdy jest puste.

Ale nigdy nie ryczy.

                                          02.06.2014


[Dwa zenistyczne wiersze Jane Hirshfield w przekładzie Mieczysława Godynia z książki: Jane Hirshfeld Słodycz jabłek, słodycz fig. Wiersze wybrane, Wydawnictwo Znak, Kraków 2018, s. 201 i 183.]

czwartek, 7 czerwca 2018

USTA MLECZARZY

Ron Padgett


BEZUSTY

W ogrodzie kwiatowym za domkiem stojącym na
fundamentach kładzionych wśród łagodnych wzgórz
hrabstwa Sussex w Anglii, około roku 1920, mały
czarno-biały terier goni za własnym ogonem na trawniku
i prycha radośnie, prycha, bo coś mu każe gonić i prychac
w słońcu pod błękitnym niebem, a potem kłusować do
cienia i kłaść pysk na skrzyżowanych łapach i czekać,
aż ze szkoły wróci Marian, mała Marian, która karmi go
smakołykami i całuje w to, co byłoby ustami, gdyby je
miał!


USTA MLECZARZY

Jest północ, i trzynastu mleczarzy pracuje gorączkowo,
czyniąc rozpaczliwe wysiłki, żeby uratować swoją firmę,
niewielką mleczarnię na wzgórzach. I śpiewają pieśń ze
starego kraju, tęskną pieśń o pogromie dokonanym na
nich przez Kozaków, która miast przygnębiać, napełnia
ich wewnętrznym ciepłem, ulatującym przez zsiniałe usta.
Na zaokrąglonych bokach srebrnych kadzi refleksy ich ust
wyginają się, błyskają, by zaraz zniknąć.


WARIACJE GOLDBERGOWSKIE

Słyszałem dzisiaj w radiu, jak mówił
Glenn Gould - w nagraniu sprzed lat -
i pomyślałem, że choć by był nie wiem
jak ekscentryczny, czy trudny, czy zrzędliwy,
to i tak uwierzyłbym we wszystko, co mówi,
i uwierzyłem, bo tak pięknie budował
zdania i wyrażał się tak precyzyjnie,
że przez chwilę
było mi przykro, że nigdy go nie poznałem,
ale nie sądzę, że mógłbym przegadać z nim
całą noc przez telefon, choć może mógłbym,
zwłaszcza wówczas, kiedy byłem dość młody,
by dla sztuki dać się pokrajać.


[wiersze w przekładzie Andrzeja Szuby z książki: Ron Padgett Bezczynność butów, Instytut Mikołowski, Mikołów 2018, s. 3, 17, 37. Oglądać i słuchać Rona Padgetta na żywo, dzisiaj między 16:45 a 17:45, w Krakowie na Festiwalu Miłosza, BEZCENNE!]

niedziela, 3 czerwca 2018

(Spotkanie żywego poety z żywym poetą pod drapieżnym spojrzeniem śmierci)

Julia Hartwig

SPOTKANIA 

                                                     dedykowane Z.H.

Spotkanie i rozmowa z Michaux na ulicach
Buenos Aires którą Borges zapamiętał
jak intensywna muzykę
i na ulicy Saint Jacques spotkanie
Allena Ginsberga z tymże Michaux
którego przywołał przez jezdnię Corso
okrzykiem: Ej Henry!
Spotkanie żywego poety z żywym poetą
pod drapieżnym spojrzeniem śmierci

Kiedy się spotkali
byli już sobie znajomi
Znali swoje krajobrazy
stworzone pamięcią i wzruszeniem
i znajdowali upodobanie w swojej odmienności
zbuntowani przeciw jałowym uprawom
martwych wierszy
do których nie próbuje nawet dotrzeć słońce
Ach jakże tajemniczą rzeczą jest wiersz żywy!
Nie do naśladowania jest w nim kołysanie się drzew
poruszanych wewnętrznym oddechem
i nieregularny bieg wody
uderzającej jakby w takt serca
cala ta wstydliwa intymność
o której wprost mówić nie uchodzi

Kiedy więc spotkali się przypadkiem
mieli prawo czuć się zażenowani
Michaux pożyczył po prostu Ginsbegowi
kilka tysięcy franków na zapłacenie komornego
Z Borgesem mówili być może
o niesymetrycznym układzie wszechświata
w każdym razie nie o tym



[Historia jest taka, że kupiłem tę książkę niemal równo 30 lat temu w Kamiennej Górze. Pracowałem tam wtedy przy renowacji malowidła, jakie zdobiło wejściowy hol do zakładów Intermoda (była to przemysłowa szwalnia), które wkrótce potem w ramach procesu uwłaszczania się peerelowskiej nomenklatury zmieniły nazwę na Kamodex. Polichromia pochodziła z końca XIX wieku i była niewiele warta, niejako w przeciwieństwie do apanaży jakie inkasowałem. Poznałem wtedy trochę to robotnicze miasto (gdzie gros mieszkańców pracowała w przędzalniach lnu), noszące w niemieckich czasach nazwę Landeshut. Był to bardzo ważny czas dla mnie, formujący, pisałem wtedy intensywnie i - jak myślę - były to zupełnie niezłe teksty (miały się one znaleźć w planowanej i nigdy nie wydanej książce... Hiperrealizm). Po pracy szwendałem się po okolicy i np. odkryłem, że tamtejsze cmentarze są niemal całkowicie wyczyszczone z niemieckich nagrobków (nie miałem wtedy pojęcia o planowej akcji dewastacji poniemieckich nekropoli, jaka miała miejsce w pierwszej połowie lat siedemdziesiątych...). Odkryłem też - a lepiej powiedziawszy - zdałem sobie z tego sprawę, że pierwotnie protestanckie świątynie (w Kamiennej Górze znajduje się jeden z sześciu "kościołów łaski"), po 1945 roku uległy transformacji na katolickie. Jak już wspomniałem, Kamienna Góra była wtedy robotniczym miastem, a ulice ożywiały się tylko w godzinach, kiedy do pracy w przędzalniach i fabrykach przychodziła nowa zmiana, a wcześniejsza szła do domu. Około siedemnastej, osiemnastej, prawie wszyscy przechodnie byli pijani, a ponieważ była to końcówka PRL-u piwo kończyło się godzinę, dwie, później, więc żeby skorzystać z dobrodziejstw ożywczych substancji, trzeba się było zakręcić (pracowaliśmy zwykle do dwudziestej, skądinąd zarabiałem wtedy pięcio-sześciokrotnie więcej, niż robotnicy w tamtejszych zakładach). Podczas jednej z wędrówek po Ex-Landeshut odkryłem nieźle zaopatrzoną księgarnię, gdzie na półce z poezją stało pięć tomików Obcowanie Julii Hartwig. Zajrzałem do środka (autorkę znałem wtedy przede wszystkim z tłumaczeń francuskiej poezji) i kupiłem dwa egzemplarze, dla siebie i ówczesnej narzeczonej. W następnym roku też pracowałem w Kamiennej Górze, a gdy odwiedziłem księgarnię pozostałe trzy tomiki Juli Hartwig ciągle tam były...]

sobota, 2 czerwca 2018

(NAD NAMI)

Julia Hartwig


MINIATURA ZNAD JEZIORA COMO

To wszystko jest mi dane w żywej miniaturze
Jezioro po horyzont
półkręgiem góry lekko ośnieżone
i dużo nieba więc góruje niebieskość i srebro
Na wodzie małe łódki rybackie
bliżej stok wzgórza murawa wiosenna i świeża
Na murawie drzew mnóstwo ale wielkim ładzie stojących
a każde widoczne z osobna
rzuca cień wyrazisty bo blisko południe
i słońce świeci żywo choć przez bladą mgiełkę
Drzewa w wielu odmianach cyprysy i brzozy
oliwki migdałowce jabłonie i grusze
szare oliwki grusze właśnie w kwiatach
podobnie jak jabłonie Nad brzegiem jeziora
stary klasztor łatają miejscowi majstrowie
Klęcząc na szczycie pilnie układają
dachówkę przy dachówce z wypalonej gliny
sposobem wyuczonym od wielu pokoleń
Dachówki są czerwone słoneczna czerwienią
dacharze noszą czapki wełniane jaskrawe
i tak malutcy są z daleka
że gdyby nie stukanie młotków
ich obecność mogłaby ujść nie spostrzeżona
Pośród trawy się wije żwirowana droga
pusta o tej godzinie Wszystko trwa w bezruchu
oprócz tej grupki ludzi
Teraz ogrodnik schodzi niosąc na plecach
koszyk pełen ściętej trawy
Zaledwie wzrok odwrócisz już znika za wzgórzem
Ja zaś co patrzę na to
tak samo niewidoczna jak miniaturzysta
dawnych modlitewników
chwalę wzrok który widzi uszy które słyszą
i upór świata w trwaniu


NA PROMIE PŁYNĄCYM PO JEZIORZE COMO

Ludzie powinni być szczęśliwi tu gdzie jest tak pięknie
w tej sielskiej krainie gór i dostatku
a przynajmniej wdzięczni życzliwi

A jednak twarze tych dziewcząt są jak zamknięte kłódki
oczy niechętne i pełne cienia
ciała ociężałe i gnusne
powiedziałbyś - istoty w które stwórca zapomniał tchnąc życie

Więc cała energia idzie teraz w kartofle?
W ściemniałe ścierniska?
W północną ziemię pod skłębionymi chmurami?
Więc wolność nie rodzi piękna?
Wdzięku i dobrych manier?
Więc dobro nie rodzi dobra?


NAD NAMI

Chłopcy kopiący piłkę na rozległym placu pod obeliskiem
i apokaliptyczne niebo zachodu w tle
Skąd w tym widoku taka nagła groza
jakby ktoś chciał to wszystko obrócić w czerwony pył
I słońce to już wie I niebo to już wie
I woda w rzece
Z głośników bucha muzyka jak dziki śmiech
Tylko nad nami w górze gwiazda
z palcem na ustach stoi zamyślona


[wiersze z tomu: Julia Hartwig Obcowanie, PIW, Warszawa 1987, s. 69, 71, 67]