wtorek, 21 stycznia 2020

(jak uśpione stado)

Charles Reznikoff

Wieczór

Drzewa w bezwietrzym polu jak uśpione stado.


[Z książki Co robisz na naszej ulicy, czyli Reznikoff w tłumaczeniach Piotra Sommera. Bardzo podoba mi się ten minimalistyczny wiersz. Po dwutygodniowym pobycie na Dolnym Śląsku mam 31 folderów, zawierających 767 plików o ciężarze 49,1 GB. Właśnie siedzę nad tym i "wywołuję" RAW-y. Jest nieźle, ale... nie wiem, czy chcę to tutaj pokazywać? Na pewno nie wszystko, jeżeli już, to małą część (jeżeli w ogóle).]

niedziela, 19 stycznia 2020

(Jak miałbym to odgadnąć, skoro wszystko co widzę, jest tak wyraźne, tak konieczne i tak nieprzejrzyste?)

Hans Magnus Enzensberger

Spokój w trakcie ucieczki. Szkoła flamandzka, 1521

Widzę dziecko bawiące się w zbożu,
które nie widzi niedźwiedzia.
Niedźwiedź obejmuje albo bije chłopa.
On widzi chłopa,
ale nie widzi noża,
tkwiącego w jego plecach;
to znaczy w plecach niedźwiedzia.

Na wzgórzu z drugiej strony leżą szczątki
człowieka połamanego kołem; lecz rybałt,
który przechodzi obok, nic o tym nie wie.
Także obie armie, które
suną ku sobie
po jasno rozświetlonej równinie -
ich lance skrzą się, oślepiają mnie -
nie widzą krążącego krogulca,
który ogarnia je chłodnym wzrokiem.

Widzę wyraźnie pasma pleśni
ciągnące się przez więźbę dachu,
na pierwszym planie, a nieco dalej
pędzącego kuriera.
Wynurzył się pewnie z jakiegoś parowu.
Nigdy się nie dowiem,
jak jest w tym parowie;
lecz wyobrażam sobie,
że jest wilgotny, cienisty i wilgotny.

Łabędzie na stawie w centrum obrazu
nie zwracają na mnie uwagi.
Patrzę na świątynię nad przepaścią,
na czarnego słonia - to dziwne,
czarny słoń w szczerym polu! -
i na posągi, których białe oczy
kierują się ku ptasznikowi w lesie,
ku przewoźnikowi na promie, ku pożodze.
Jakie to wszystko nieme!

Na bardzo dalekich, na bardzo wysokich wieżach
z otworami strzelniczymi dziwnego kształtu
widzę, jak sowy mrużą oczy w słońcu. Tak,
zapewne to wszystko widzę,
lecz nie wiem o co chodzi.
Jak miałbym to odgadnąć,
skoro wszystko co widzę,
jest tak wyraźne, tak konieczne
i tak nieprzejrzyste?

Nic nie przeczuwający, zajęty swoimi sprawami
jak to miasto swoimi,
albo jak tamte miasta w oddali,
o wiele błękitniejsze,
rozpływające się w innych zjawiskach,
innych chmurach armiach i potworach,
żyję dalej. Idę sobie.
Widziałem to wszystko, nie widziałem tylko
noża, tkwiącego w moich plecach.

[Wiersz w przekładzie Grzegorza Prokopa z poematu Zagłada Titanica, niejednokrotnie tu przywoływanego, i na pewno nie po raz ostatni, bo to genialna książka Hansa Magnusa Enzensbergera, poety jakby niespecjalnie u nas cenionego, a szkoda!]

sobota, 18 stycznia 2020

Pałac w Ocicach

[Ocice, 18.01.2020]

Jak to powiedział ostatnio w Europarlamencie złotousty dr Jaki? „Polska wam przeszkadza, bo nie trzyma się już niemieckiej nogawki‟...
Ocice, do 1945 Ottendorf.

środa, 15 stycznia 2020

Wieża kościoła w Czerninie Górnej

[Czernina Górna, ul. Zamkowa, 12.01.2020]

Właściwie to na zdjęciu widać dwie wieże, ta druga jednak, należąca do kościoła katolickiego, nie jest samotna.

poniedziałek, 13 stycznia 2020

Wieża kościoła w Pasieczniku

[Pasiecznik, DK-30, 13.01.2020]

Kościół ewangelicki w Pasieczniku „Dom modlitwy‟ („Das Bethaus in Spiller‟) wybudowano w 1747 roku. Wieża jest znacznie późniejsza i pochodzi z roku 1923. Budynek kościoła rozebrano 22 kwietnia 1970. Wszystkie auta błyszczą lakierem, bo są na sprzedaż...

[W końcu dorobiłem się własnego Zeissa 25mm, jakkolwiek to, co kupiłem na Allegro, nadawało się tylko do serwisu. Krótki, acz intensywny pobyt w Oberkochen sprawił, że rejestrowane przy pomocy tego szkła obrazy są rewelacyjnie plastyczne i ostre.]

niedziela, 12 stycznia 2020

Pałac w Czerninie Górnej

[Czernina Górna, ul. Rydzyńska, 8.01.2020]

Karol Rudolf von Lestwitz (+1803) zapisał pałac w Czerninie Górnej (Tschirnau) Stowarzyszeniu Dziewic Ewangelickich, które administrowało budynkiem do wojny. Po 1945 roku mieszali w nim pracownicy lokalnego PGR-u. Od lat pięćdziesiątych obiekt stał opuszczony i był systematycznie rozkradany...

sobota, 11 stycznia 2020

Wieża kościoła w Lwówku Śląskim

[Lwówek Śląski, ul. Marii Skłodowskiej-Curie, 8.01.2020 ]

Był sobie ewangelicki kościół w Lwówku Śląskim.
Wybudowano go w latach 1746-1748.
W połowie XIX wieku do korpusu świątyni dostawiono neogotycką wieżę.
Działania wojenne oba obiekty przetrwały bez większych uszkodzeń. 
Po 1945 roku kościół stał opuszczony (jego wnętrze było dewastowane i rozkradane przez żołnierzy radzieckich oraz polskich osadników).
W 1972 roku podjęto decyzję o wysadzeniu budynku w powietrze.

piątek, 10 stycznia 2020

(Odtąd kłamstwo w moich ustach jest dobre i słodkie)

Jehuda Amichaj


JOM KIPUR WIECZOREM. OJCIEC

Ojciec błogosławił mnie, a jego ręce drżały.
(Stosunek dorosłych do dzieci polega na drżeniu).

W jego oczach
odbijały się wszystkie moje przyszłe grzechy.
Bawiliśmy się w ofiarę Abrahama i Izaaka.

Jego przedwczesna śmierć to nóż
uniesiony nade mną. Unosi się zawsze.

To, co myślę do księżyca,
samolotu, albo przed ukochaną,
to nic innego jak nóż
mojej i ojca zabawy.
Nikt nie będzie wiedział,
że to zabawa.
(Nawet Bóg nie).


WIERSZ O KŁAMSTWIE W SOBOTNI WIECZÓR

W sobotni wieczór, o zmierzchu letniego dnia,
kiedy nad każdym domem unosi się zapach jedzenia i modlitwy,
a w powietrzu głos skrzydeł aniołów soboty,
zaczynałem, w dzieciństwie okłamywać ojca:
„Poszedłem do inne bożnicy‟.

Nie wiem, czy wierzył mi, czy nie,
ale smak kłamstwa z moich ust był dobry i słodki.
I we wszystkich domach nocą
wraz ze śpiewem sobotnim, wznosiły się kłamstwa
i radość i przyjemność
i we wszystkich domach nocą
ginęły jak muchy w lampie anioły soboty,
a zakochani przykładali usta do ust
i nadymali się, unosili do góry,
albo wybuchali.

Odtąd kłamstwo w moich ustach jest dobre i słodkie,
odtąd chodzę zawsze do innej bożnicy.
A ojciec odpłacił mi kłamstwem, kiedy umierał:
„Poszedłem do innego życia‟.


[Wiersze w tłumaczeniu Tomasza Korzeniowskiego pochodzą z książki: Jehuda Amichaj, Koniec sezonu pomarańczy, Świat Literacki, Izabelin 2000, s. 85, 89.]


czwartek, 9 stycznia 2020

(Marek, Perła, Gabriel, Jona)

Irit Amiel


MAREK

Nad brzegiem szafirowego morza
okrakiem na białym obłoku
wrócił do mnie kiedyś
mój mały kuzyn Marek
i zapytał:
- Czemu tak szybko 
zapomniałaś ten dzień
w dużym getcie
tego ostatniego lata
kiedy to po raz pierwszy
pokazaliśmy sobie nawzajem?

I czemu ja jestem chudy i spalony
a ty stara wypasiona i ocalona?


PERŁA

Spotkałam ją na lekcji gimnastyki.
Mówiła, że od wielu lat bolą ją nogi
od czasu tamtej sześcioletniej wojny
- Nie wiedziałam, że ty też tam byłaś - powiedziałam
- Tak - odpowiedziała - ale ja miałam szczęście,
bardzo lekko to przeżyłam, nigdy nie głodowałam.
Tylko leżałam trzy lata po ciemku
pod łóżkiem
ze zgiętymi kolanami jak noworodek
I tam wsuwano mi kartofle i wodę.

Dlatego teraz mam trudności z chodzeniem.
I jeszcze raz powtórzyła - ja miałam szczęście.
Bardzo lekko to przeżyłam.


GABRIEL

Wczoraj na Dizengoff Center spotkałam
ostatniego żyjącego na świecie człowieka,
który uszedł cało z Sonderkommando
z Treblinki na czas.
Szedł z wózkiem opromienionym
uśmiechem swego pierwszego prawnuka.
a ja myślałam o tych wózkach co
kiedyś dawno ciągnął tam.
Nadal przystojny silny i opalony
uśmiechał się do mnie radośnie,
jak wtedy gdy wrócił i mówił:
mogłem ci przynieść garść brylantów
ale wolałem przyjść do ciebie
goły i czysty jak łza.


JONA

Gdy zmarł w Tel Awiwie na AIDS
sześćdziesięcioletni emeryt Jona
nikt nie podejrzewał że kiedyś
u schyłku sześcioletniej wojny
Jona wyszedł z szafy w sukience
z dwoma warkoczykami blond
i sam już nie wiedział czy
jest chłopcem czy dziewczynką

Jona ostrzygł się na jeża
nauczył się sikać na stojąco
poszedł na dziwki i wrócił
zrozpaczony
Potem ze zduszonym gardłem
zszedł z okrętu w Ziemi Obiecanej
i wszedł do szafy gdzie pozostał
do końca nie widząc już nigdy
promyka słońca


[Wiersze Irit Amiel (urodzonej w 1931 roku w Częstochowie jako Irena Librowicz) w przekładzie Marka Kazmierskiego przepisałem z książki: Irit Amiel, Spóźniona | Delayed, Wydawnictwo Austeria, Kraków-Budapeszt 2016, s. 46, 72, 78, 86.]




niedziela, 5 stycznia 2020

Po przeczytaniu „Płuczek‟ Pawła Piotra Reszki

nadrabiam zaległości i oglądam Shtetl Mariana Marzyńskiego (rewelacyjnie napisane Płuczki powinny być lekturą obowiązkową w Polsce, podobnie jak Przez ruiny i zgliszcza Mordechaja Canina). Oglądnijcie Państwo ten dokument filmowy i odkryjcie ludzi, sytuacje oraz krajobrazy, jakie można też zobaczyć w Pokłosiu Władysława Pasikowskiego.