czwartek, 31 października 2013

Czwartek z poezją


Kraków, ul. Księdza Józefa Meiera, 10.08.2013

Śmierć przerwała Twojego życia kliszę...

Poezja.

[Jeżdżąc w maju i czerwcu do Warszawy (przy okazji przygotowań do prezentacji Innego Miasta w Zachęcie), oglądałem ten kapitalny mural podczas wyjazdów z Krakowa, ale na właściwy wiadukt - mimo, że posiłkowałem się maps.googlem.com - trafiłem dopiero za... drugim podejściem.]

środa, 30 października 2013

Środa z Die Stürmer?

Bo chyba tak teraz będzie się nazywać ta grupa malarzy-trolli (ew. The  Stürmers)? Nie wiem co mnie podkusiło, żeby zajrzeć na ich bloga (tzn. wiem, po prostu tradycyjnie zaglądałem na stronę Andrzeja Biernackiego, czołowego tropiciela układu i spisków na rodzimym artystycznym podwórku - to naprawdę rozrywkowa lektura i kliknąłem na ikonkę ich najnowszego posta). Krasnale-Stürmerzy, którzy nieustannie deklarują uwielbiebienie dla Jana Matejki, tym razem zajęli sie fizjonomią i osobą zmarłego przedwczoraj Tadeusza Mazowieckiego. I myślę, że z tym Matejką to oni faktycznie dobrze celują, ale chodzi im najwyraźniej nie o Jana, lecz o nieco młodszego malarza i plakacistę o imieniu Theo (jak kto ciekawy, niech zoogluje to indywiduum - mocne wrażenia gwarantowane). Anonimowe komentarze, jakie pojawiły się pod omawianym postem na ich blogu wskazują, że idzie o właśnie tego patrona artystycznych działań...


wtorek, 29 października 2013

Wtorek z poezją


Marek Sobczyk Obraz publicystyczny

Waldemar Baraniewski, który rozmawiał z Elą Janicką i ze mną o Innym Mieście podczas Sympozjum performatywnego, polecał nam gorąco wystawę w Domu Artysty Plastyka, na której można zobaczyć obrazy Marka Sobczyka i Pawła Susida. No więc podczas zeszłopiątkowego pobytu w Warszawie wybrałem się do instytucji, którą swego czasu Łukasz Gorczyca i Michał Kaczyński bezwzględnie obśmiali w swoim Słowniczku Artystycznym Rastra, nazywając ją (cytuję z pamięci, więc może zię zdarzyć, że niedokładnie) Domem Upadłego Artysty Plastyka - w skrócie DUPA. Jednakże wbrew dawnej rastrowskiej definicji tego miejsca, podwójna wystawa Sobczyka i Susida to prawdziwa rewelacja!!! Wydarzenie to zorganizowano z przy okazji świętowania 40-lecia nagrody im. Jana Cybisa, a pokazy prezentowanych artystów-laureatów (za rok 2011 i 2012) miały następujące tytuły: Notes mal. (Susid) i Badania mózgu w Polsce 1979-2013 (Sobczyk). 
Szkoda, że przy okazji tej ekspozycji nie wydano katalogu, bo prace obu malarzy są wyjątkowe i takie wydawnictwo chętnie bym nabył, żeby po wielokroć móc czytać i oglądać (w takiej właśnie kolejności) namalowane przez nich obrazy. O samym Marku Sobczyku Waldemar Baraniewski napisał mi (w reakcji na entuzjastycznego maila, jakiego mu wysłałem po oglądnięciu ekspozycji w DAPie) następujące słowa: W malarstwie Marka jest potencjał Kiefewra, Polkego, Richtera. No ale tego się nie da w tym kraju przeprowadzić. U nas malarstwo musi być malarskie. I myślę, że ma całkowitą rację. I że jego diagnozę można też odnieść do rozumienia fotografii w Polsce, która najlepiej jak jest tylko i wyłącznie "fotograficzna"...

Paweł Susid Bez bogów

niedziela, 27 października 2013

Niedziela z poezją

Wziąłem sobie dzisiaj do wanny (zawsze czytam poezję podczas kąpieli) Literaturę na Świecie nr 12 z 2000 roku, którego zawartość anonsują na okładce następujące nazwiska:


I podczas lektury wczesnych wierszy Wallace Stevensa (w tłumaczeniu Jacka Gutorowa) z pewnym zaskoczeniem stwierdziłem, że wyjątkowo i niespodziewanie teksty te mi "siadają". A wcześniej mnie od nich mocno odrzucało, w ogóle od autora (także od poezji wychodzącej spod ręki jego tłumacza). Więc chyba jednak niesłusznie... I będąc ciągle pod wrażenie tej lektury, wklejam tu pośpiesznie (a nuż to zauroczenie przeminie jak nożem odjął...) dwa piękne utwory Wallace Stevensa z tomu tomu Harmonium (1923) w przekładzie Jacka Gutorowa.

Wallace Stevens

O powierzchni rzeczy


I

W pokoju świat jest dla mnie niezrozumiały;
Ale podczas spaceru widzę, że składa się on z trzech,
        może czterech wzgórz i jednej chmury.


II

Z balkonu obserwuję żółte powietrze
I czytam coś, co napisałem:
"Wiosna jest jak rozbierająca się piękność".

III

Złote drzewo jest niebieskie.
Śpiewak naciągnął płaszcz na głowę.
Księżyc jest w fałdach płaszcza.

[LnŚ nr 12/2000, str. 10-11]


Sześć znaczących pejzaży


I

Stary człowiek siedzi
W cieniu sosny
W Chinach.
Widzi ostróżkę.
Biało-niebieską,
Na granicy cienia,
Która porusza się na wietrze.
Jego broda porusza się na wietrze.
Sosna porusza się na wietrze.
Tak woda płynie
Nad wodorostami.


II

Noc ma barwę
Kobiecego ramienia:
Noc, kobieta,
Enigmatyczna,
Pachnąca i gibka,
Skrywa się.
Staw błyszczy
Jak bransoleta
Potrząsana w tańcu.


III

Porównuję siebie
Z wysokim drzewem.
Odkrywam, że jestem znacznie wyższy,
Bo sięgam słońca
Wzrokiem;
I sięgam morskiego brzegu
Słuchem.
Jednak nie podoba mi się
Sposób, w jaki mrówki pełzną
Do i od mojego cienia.


IV

Gdy mój sen zbliżał się do księżyca
Białe fałdy jego sukni
Napełniły się żółtym światłem.
Podeszwy jego stóp
Poczerwieniały.
Jego włosy napełniły się
Dziwną niebieską krystalizacją
Pochodzącą od gwiazd,
Niezbyt odległych.


V

Nawet wszystkie noże ulicznych lamp,
Nawet dłuta długich ulic,
Nawet młotki kopuł
Czy wysokie wieże
Nie potrafią wyrzeźbić
Tego, co wyrzeźbić potrafi jedna gwiazda
Migocząca wśród winorośli.


VI

Racjonaliści w kwadratowych kapeluszach
Myślą o kwadratowych pokojach,
Patrzą na podłogę,
Patrzą na sufit.
Ograniczają się
Do trójkątów prostokątnych.
Gdyby spróbowali rombów,
Stożków, zaokrągleń, elips -
Na przykład elipsy półksiężyca -
Racjonaliści nosiliby sombrera.

[LnŚ nr 12/2000, str. 12-14]

sobota, 26 października 2013

Sobota z poezją

Akurat się wpasowałem w moment, gdy licznik bloggera wskazał równe 288.000 wizyt :)
Sobota z poezją, jak zwykł pisać na swoim blogu Krzysztof Jaworski.
A więc Sobota z poezją, poezją miasta. Bardzo konkretną poezją, co tu dużo mówić... Widocznego na zdjęciu napisu już nie ma. Mam zresztą w swoim archiwum fotografie kilku różnych graffiti, jakie namalowano na tym śmietniku.

Kraków, ul. Siewna, 27.08.2013

piątek, 25 października 2013

PLAGA SZCZURÓW


     PLAGA SZCZURÓW (obszerne fragmenty nieznanego poematu 
     Sylwii Foremnej, opublikowanego po raz pierwszy 
     w  piątkowej Gazecie Wyborczej) 

     I. Plaga szczurów na Kromera. Mieszkańcy boją się chorób

     Pisk dzieci, ostre hamowanie rowerzystów i zdegustowane spojrzenia przechodniów - to codzienny obrazek z okolic skweru przy pętli autobusowo-tramwajowej na Kromera. Wszystko przez szczury, które nie boją się ludzi i często grupami spacerują po chodniku
     
     Gryzonie mieszkają w krzakach, którymi jest wysadzony skwer. Widać je koło przystanków autobusowych, biletomatu, kiosku z gazetami i szaletu miejskiego. Najgorsze jest to, że szczury nie boją się ludzi - mówi Krystyna Figiel, która mieszka przy ul. Toruńskiej.

     - Brzydzę się szczurów i boję się, że mogą na mnie skoczyć i ugryźć - opowiada 12-letni Witek, który codziennie musi pokonać skwer w drodze na przystanek tramwajowy, by dojechać do szkoły.

     II. Widać je nawet w środku dnia

     Mieszkańcy twierdzą, że szczury stwarzają zagrożenie, bo nigdy nie wiadomo, czy gryzoń rzuci się na przechodnia; boją się też chorób, które roznoszą. Jest tam też ścieżka rowerowa, więc są zagrożeniem dla rowerzystów.

     - Jechałem kilka dni temu po ścieżce rowerowej i szczur wbiegł mi prosto pod koła. Nie przejechałem go, bo udało mi się odbić w drugą stronę, ale upadłem i zniszczyłem sobie rower. Zbiła się lampka i urwał hamulec - opowiada Marek Domański, który po ścieżce rowerowej przez skwer Kromera przejeżdża codziennie do pracy.

     - To jest okropne uczucie - dodaje Janina, która często po północy wraca z pracy i widzi, jak na Kromera szczury chodzą po chodnikach, a nawet przebiegają przez jezdnie i siedzą na ławkach przystankowych.

     Zwierzęta są na tyle przyzwyczajone do ludzi, że widać je nie tylko rano czy wieczorem, ale też w ciągu dnia. - Gryzonie często przychodzą tuż pod drzwi szaletu i skaczą po drzewach. Generalnie - dzień czy noc - grasują po skwerze - potwierdza pracownica szaletu.

     III. Ma być odszczurzanie

    Krystyna Figiel problem zgłosiła też do straży miejskiej i urzędu miasta.
    - Na razie nie dostałam żadnej odpowiedzi, nie wiem dlaczego. Może dla urzędników plaga szczurów jest normalna w wielkich miastach. Sama widziałam szczury w Londynie, ale przecież trzeba z tym walczyć! - skarży się.

     Urzędnicy deklarują, że w najbliższych dniach zostanie przeprowadzone odszczurzanie skweru przy Kromera.

     - Po otrzymaniu zgłoszenia od mieszkańca wydział środowiska i rolnictwa podjął już działania, które mają na celu przeprowadzenie deratyzacji całego tego terenu - zapewnia Julia Wach z biura prasowego wrocławskiego magistratu.

(http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,114871,14838452,Plaga_szczurow_na_Kromera__Mieszkancy_boja_sie_chorob.html?lokale=krakow#BoxWiadTxt)

I przeczytawszy dzisiaj rano w ICC "Smok Wawelski" artykuł, pardon, poemat Sylwii Foremnej, przypomniał mi się pewien fragment Kopenhagii Grzegorza Wróblewskiego, w którym mówi (cytuję z pamięci, ale sens jest taki), że niezależnie czy jest Wilanowie, czy też Danii, wszędzie "przeraża go homo sapiens". Dokładnie. Mnie też wszędzie zaczyna przerażać homo sapiens*...

*Krzysztof Jaworski słusznie zauważył na Facebooku (18:08), że w wersji oryginalnej jest homo sapiens, a nie człowiek, jak wcześniej napisałem...

środa, 23 października 2013

DEKRET

Grzegorz Kwiatkowski

dekret

prezydent państwa S.
po namowach tysięcy obywateli
wydał dekret
unieważniający śmierć

z dnia na dzień cmentarze zmieniono
w zieleniące się parki
zaś hospicja i szpitale
w przedszkola

stojąc na rynku
jednego z miast państwa S.
przyglądamy się
twarzom mieszkańców:
nie widać na nich strachu
ani śladów po nieprzespanej nocy

na pobliskim murze
ktoś napisał:
niegroźne zachody słońca

[wiersz z tomu: Grzegorz Kwiatkowski Radości, Biuro Literackie, Wrocław 2013, str. 11]

wtorek, 22 października 2013

Przezroczystość (2)


Kraków, ul. Nawojki, 19.03.2013

Przy okazji widocznego powyżej graffiti (i zdjęcia zrobionego pod koniec zeszłej zimy), przypomniało mi się jak na zajęciach z dokumentu jeden ze studentów zaprezentował mi (zadanie miało tytuł "Polskie sacrum") serię zdjęć czegoś, co na pierwszy rzut oka przypominało rzeźbę wykonaną ze złomu. Okazało się jednak (no tak, trzeba się było uważnie przyjrzeć temu czemuś, a same fotografie były raczej kiepskie), że był to rodzaj pomnika/kapliczki generała Augusta Emila Fielodorfa-Nila. No i ów adept fotografii spytał mnie: "Czy wiem kim był generał Nil?". I zanim zdążyłem udzielić mu odpowiedzi, powiedział z powagą: "To był polski patriota, którego zabili prokuratorzy pochodzenia żydowskiego". No cóż, to chyba niewątpliwy triumf tzw. "nowej polityki historycznej"...
Widoczne po lewej stronie graffiti, które przedstawia Jana Pawła II, zostało w sierpniu tego roku zdewastowane. Na muralu pojawiły się nabazgrane czarną farbą słowa: aktor, oszust, z kur... i Żyd oraz gwiazda Dawida. Malowidło momentalnie zasłonięto brezentem i zeskrobano ze ściany razem z napisami. Ta błyskawiczna reakcja trochę mnie mnie jednak zaskoczyła, bo w okolicy nie brakuje napisów o treści Anty Jude czy Je... Żydów oraz przekreślonych Magen David, których obecność nikogo nie razi i nikt też ich nie usuwa z murów... Może są po prostu przezroczyste? 

poniedziałek, 21 października 2013

POKŁOSIE

POKŁOSIE (nieznany wiersz
z portalu wPolityce.pl)

Film i tak powstał.
Oglądają go cudzoziemcy.
Wątpię żeby pieniądze zostały zwrócone.
Jak to się stało, że zostały wydane?
Czy Polacy nie mogą zrobić filmu
jak powstała republika Kiszczaka?
Bolek jest przecież uosobieniem
pseudo przemiany PRL
w niewiadomo co. Politycy
podejmowali konkretne decyzje
które doprowadziły Polaków
do bycia tanią siłą roboczą.
Nikt o tym filmu nie zrobi?
Państwo polskie to koszmar.
Czego się nie dotkniesz, to się sypie
i jeszcze nam wmawiają,
że to my mordowaliśmy Żydów.
A gdzie film o Żydach którzy nas okradają
przez prawie ćwierć wieku?
(autor: Krok (83.16.93.***) http://wpolityce.pl/artykuly/65167-producentowi-poklosia-grozi-bankructwo-skarga-producentow-filmu-za-odebranie-35-mln-dotacji-przez-panstwowy-instytut-sztuki-filmowej-jest-bezzasadna-orzekl-wojewodzki-sad-administracyjny, dostęp 2013-10-21 07:32)
Tekst ten jest dość typowy dla wierszotwóczego potencjału szczujni braci Karnowskich (nie bez przyczyny jej nazwa jest nagminnie przekręcana w necie na wPotylice.pl), jednak zarysowana w nim perspektywa historyczna świadczyć może o młodym wieku autora. Odstępstwem od normy jest też pisanie słowa "Żydzi" z dużej litery. Tak czy owak, mamy tu niewątpliwie do czynienia z rodzajem "pokłosia"...

niedziela, 20 października 2013

Gest wobec obrazu fotograficznego – sympozjum performatywne



wymyślone i ozrganizowane przez Krzysztofa Pijarskiego, które odbędzie się w Zachęcie 21-22 października w ramach Warsaw Photo Days, i w którym bierzemy udział z Elą Janicką. Rozkład jazdy jest następujący:

21 października 2013

godz. 15 – Rafał Milach i Anna Nałęcka / Joanna Kinowska
godz. 17 – Paweł Bownik / Weronika Szczawińska
godz.19 – Aneta Grzeszykowska i Jan Smaga / Katarzyna Bojarska

22 października 2013

godz. 15 – Nicolas Grospierre / Kuba Mikurda
godz. 17 – Łukasz Gorczyca i Michał Kaczyński / Paweł Szypulski
godz.19 – Elżbieta Janicka i Wojciech Wilczyk / Waldemar Baraniewski

Teraz może zacytujmy tekst kuratorski (zanim jednak przejdziecie Państwo do lektury SERDECZNIE ZAPRASZAMY DO ZACHĘTY!):

Gest wobec obrazu fotograficznego to sympozjum, którego celem będzie zbadanie, opisanie, a przede wszystkim „pokazanie” wizualnych i praktycznych sposobów formułowania myśli; pokazanie pracy wyobraźni i umysłu krytycznego, wyrażających się w obrazach fotograficznych.

Aby pokazać wyobraźnię w działaniu, trzeba przełamać, a przynajmniej przekształcić konwencję tradycyjnej konferencji naukowej. Stąd performatywny charakter tego wydarzenia, który stanowi próbę odejścia od myślenia o sympozjum jako serii wykładów na rzecz cyklu spotkań, interakcji. W miejsce sytuacji, w której prelegent, oddzielony od widowni, dzieli się uprzednio wyprodukowaną wiedzą, sympozjum performatywne proponuje spotkanie kilku osób – artystów i teoretyków – nad fotografiami w dowolnych formatach, książkami lub stykówkami, w celu ich „odkrycia” – dla siebie nawzajem i dla zebranej widowni. Sposobem owego odkrywania obrazów będzie nie tylko dyskusja, lecz przede wszystkim wymiana gestów: wskazanie palcem, zestawianie, kadrowanie, zapisywanie, zarysowywanie itd. A więc cały repertuar reakcji wobec obrazów, jakim dysponuje ciało. Taka formuła wynika z założenia, że osobami, które najsprawniej „myślą” obrazami i za pomocą obrazów, są artyści. Dlatego też artyści będą tu w centrum uwagi – nie jako przedmiot dyskursu, lecz jako partnerzy w dialogu wobec konkretnych fotografii, książek i obiektów fotograficznych.

Kluczowa wydaje się scenografia tych spotkań: przy okrągłym stole, z luźno zorganizowaną widownią (układ krzeseł nie będzie z góry ustalony). Spotkania będą rejestrowane kamerą wysokiej jakości, umieszczoną pionowo nad stołem. Kamera będzie rejestrowała nie twarze uczestników „panelu”, lecz przede wszystkim ich dłonie oraz fotografie, o których rozmawiają. Obraz zaś będzie rzutowany na wolnostojący ekran umieszczony w sali tak, aby zebrani widzowie mogli nie tylko wsłuchiwać się w głosy uczestników, lecz także dokładnie przyjrzeć się ich gestom. Co więcej, rozmowy będą filmowane przez dwoje operatorów – Karolinę Zielińska i Adama Romanowskiego. Na podstawie materiałów zarejestrowanych podczas sympozjum Krzysztof Pijarski przygotuje abstrakcyjny film, którego celem będzie wydobycie skuteczności gestu wobec obrazu.

W ramach sympozjum Aneta Grzeszykowska i Jan Smaga porozmawiają o cyklu fotografii „Archiwum prywatne” z literaturoznawczynią, krytyczką i teoretyczką kultury Katarzyną Bojarską, Elżbieta Janicka i Wojciech Wilczyk wdadzą się w dyskusję o swoim nowm projekcie, „Inne miasto”, z Waldemarem Baraniewskim, historykiem sztuki i znawcą spraw warszawskich, a Michał Kaczyński i Łukasz Gorczyca wystąpią w roli twórców książki artystycznej, „d.o.m. polski” by poddać ją refleksji wespół z Pawłem Szypulskim, kolekcjonerem książek fotograficznych i kuratorem; awangardowa reżyserka, dramaturżka i teoretyczka Weronika Szczawińska pochyli się nad cyklem prac „Koleżanki i koledzy” Pawła Bownika w dialogu z artystą, teoretyk kultury i filozof Kuba Mikurda porozmawia z Nicolas Grospierre’em o jego obiektach fotograficznych, a Joanna Kinowska, kuratorka i historyczka fotografii, porozmawia z Rafałem Milachem i Anną Nałęcką o ich wspólnej pracy nad medium książki fotograficznej.
Rzecz jasna, nie chodzi wyłącznie o wymyślenie „nowej” formuły sympozjum – jej celem nie jest efektowność. Raczej wynika ona bezpośrednio ze sposobów formułowania wypowiedzi przez zaproszonych artystów; ma za zadanie w tym samym stopniu wydobyć zapoznany aspekt naszej relacji wobec obrazów, co wskazać na tryby produkcji artystycznej, które wyraźnie podkreślają materialny aspekt obrazu fotograficznego i wychodzą poza oparte na refleksie sprzężenie oka z migawką aparatu. „Myślenie obrazem” zaproszonych artystów polega między innymi na tym, że rozciągają oni „decydujący moment” na cały proces pracy nad obrazem, dzięki czemu są w stanie nadać swoim pracom odpowiednią „gęstość” – taką gęstość, którą niełatwo przełożyć na język dyskursu.
Wyniki sympozjum zostaną zaprezentowane w formie strony internetowej. W ten sposób nagrania spotkań zostaną udostępnione szerszej, w tym międzynarodowej, publiczności. Zgromadzonym materiałom będzie towarzyszyło kilka esejów, poddających refleksji założenia i efekty sympozjum. Na stronie będzie można również obejrzeć „traktat o geście.”

sobota, 19 października 2013

mała sonata podróżnicza

Reiner Kunze

mała sonata podróżnicza

Allegro vivace
Jak kogut przez dziurę w płocie –
skulony, dziób tuż 
nad ziemia, skrzydła
zwinięte – 
przepełzłem pod szlabanem

Miałem ze sobą tylko
niedosyt świata

Za jednym zamachem skrzydeł – Czechy Morawy Słowacja,
za drugim Węgry, wreszcie
otrząsnąłem się,
przeciągnąłem i 
zapiałem

A że słońce nie wstawało,
skubnąłem
ziarnko

Nawet w Rumunii kukurydza nie leci
sama do dzioba

Adagio
Braszów, przykuty
do stóp Karpat i
moich, dalej
nie wolno

Nie, nie mam w Bukareszcie brata, tylko
braci

Ale Brâncuşi się nie liczy

A gdzieś wysoko słońce Rumuni, twardy
dolar, nie do kupienia za
życzliwość

Scherzo
Nad Bukaresztem siedmiodniowy deszcz

Ale przyjaciele
toczyli ulicami biały kawał sera – 
świecące słońce, brody
trzymali jak parasole

Wszystkie pociągi kończyły bieg w Pradze

(Zamiast tria)
Z czubka noża próbowaliśmy 
owczy ser i
wiersze

Ser, moi drodzy, był
ostrzejszy

Allegro ostinato
Sfatygowany jak
jednolejowy
banknot wygniatany
w ciemnych kieszeniach Rumunii, rozmieniany
w deszczu, wyświechtany
wśród truskawek jak pięść, róż, czosnku i kur
żywcem wiązanych w pęczki, wręczany
w bukareszteńskich trolejbusach (gdzie się wsiada
w biegu jak na konie
stepowe), obmacany
palcami poetów, kelnerów i
milicji, trzymany 
w braterskich dłoniach, jeszcze
ciepły

          zbudziłem się zwrócony
ojczyźnie, sprawdzony
pod światło, obrócony
trzy razy, ale

nierozpoznany i noszący
tajemne odciski palców
nowych przyjaciół

[wiersz w przekładzie Jakuba Ekiera z tomu: Reiner Kuzne Remont poranka, Biuro Literackie, Wrocław 2008, str. 32-34]

Ale jazda! Przeczytałem go sobie wczoraj do poduszki i zrobię to także dzisiaj!

piątek, 18 października 2013

SZYBKA PODRÓŻ PRZEZ NOC i WADY WRODZONE

Reiner Kunze

szybka podróż przez noc

W tym świecie nie sposób na dobre
zniszczyć nienawiść

Byle nas na koniec nie zdjął żal
za nieziszczoną miłość

[wiersz w przekładzie Jakuba Ekiera z tomu: Reiner Kuzne Remont poranka, Biuro Literackie, Wrocław 2008, str. 120]

Tak sobie pomyślałem, że ten tekst to dobry rodzaj komentarza do wczorajszego posta Podróż X-Panem do kresu nocy. Zresztą dwa inne wiersze Kunzego (przydrożny hotelik, transmisja telewizyjna i Amsterdam, festyn na cześć królowej), które wklejałem na hiperrealizm też się świetnie nadają.
Przy okazji muszę zaznaczyć, że tytułowe nawiązanie do książki autorstwa Louisa-Ferdinanda Céine'a wynika z mojej awersji (to eufemizm) do tego prozaika, publicysty i faszysty zarazem.
No więc, może teraz jeszcze wiersz napisany przez Krzysztofa Jaworskiego (z tomu Dusze monet), który za uprzejmą zgodą autora umieściłem jako motto eseju Piękne czasy, opublikowanego w tomie Tożsamość wyobrażona pod redakcją Joanny Tokarskiej-Bakir (Czarna Owca, Warszawa 2013).

Krzysztof Jaworski

Wady wrodzone

Nie lubisz ślepych kotów.
A lubisz ślepe konie?

czwartek, 17 października 2013

Podróż X-Panem do kresu nocy


 [Pabianice 08:09]
 [Pabianice 08:24]
[Pabianice 08:56]
 [Pabianice 09:14]
 [Aleksandrów Łódzki 10:45]
  [Łódź-Limanka 13:11]
 [Łódź-Limanka 13:19]
 [Łódź-Limanka 14:00]
 [Łódź-Limanka 14:44]
[Łódź-Limanka 14:57]

Podróż trochę monotematyczna, ale to monotematyzm właściwy dla Łodzi z przyległościami... 
Oczywiście to nie są wszystkie strzały. Było ich ze dwa razy więcej. Co najmniej.
Ok. 16 zaczęło kropić, zrobiło się ciemno/ponuro i postanowiłem ruszyć w drogę powrotną.

środa, 16 października 2013

“SHE DANCES ON JACKSON”

Oglądam sobie właśnie na Vimeo album Vanessy Winship. Kwestia zakupu książki przedstawia się jednak problematycznie, bo pozycja jest już sold out, a na Amazonie trzeba wydać na nią prawie 100 $ (może innym razem...). 
Technika jeszcze analogowa, monochrom, wielkoformatowa kamera i rodzaj narracji, który w sumie dość dobrze znamy... Ale tu się jednak wszystko świetnie sprawdza (tak jak się patrzy na kolejne przewracane kartki - naprawdę nieźle ułożona historia), chociaż mam też wrażenie, że autorka nie zagląda do końca dociekliwie pod podszewkę rejestrowanych sytuacji. 
Oczywiście nie musi tego robić (choć ja osobiście wolałbym żeby zaglądała...), niemniej jednak kapitalne kadry, które chce się oglądać! 
No i oglądam...

 

wtorek, 15 października 2013

poniedziałek, 14 października 2013

Polska, Giszowiec, 14.10.2013


 [Katowice-Giszowiec, 2013-10-04  09:19]

 [Katowice-Giszowiec, 2013-10-04  09:50]

[Katowice-Giszowiec, 2013-10-04  19:28]

Jak właśnie sobie policzyłem, mam już sfotografowanych 10 "murali pamiątkowych". A ten widoczy powyżej, spróbuję powtórzyć przy pokrywie śnieżnej (jeżeli doczeka...), co powino dobrze zrobić zdjęciu.
Dzisiejszy wyjazd do Giszowca nie był do końca owocny, ponieważ od mojego ostatniego pobytu w tej dzielnicy Katowic (29 VIII), spora część malowideł przy ulicy Wojciecha została zapaćkana przez fanów konkurencyjnego klubu. Szkoda, bo nie mogłem wcześniej tu przyjechać, a graffiti zjawiskowe...

sobota, 12 października 2013

W STRONĘ CIEMNOŚCI

Tego dnia w Treblince było istne Piekło Dantego (...). Kiedy wjechałem do obozu i wysiadłem z samochodu na placu (Sortierungplatz), stałem po kolana w pieniądzach. Brodziłem w banknotach, monetach, kamieniach szlachetnych, biżuterii, odzieży. Leżały rozrzucone po całym placu. Fetor był nie do zniesienia. Wszędzie leżały setki, nie, tysiące rozkładających się ciał. Za placem, w lesie, kilkaset metrów dalej, po drugiej stronie płotu z drutu kolczastego i wokół obozu, pośród namiotów i ognisk zobaczyłem grupy Ukraińców i kobiet - były to jak się później dowiedziałem, prostytutki z całej okolicy - wszyscy pijani, tańczyli, śpiewali i grali na instrumentach... 

Przypomniał mi się dzisiaj ten fragment książki Gitty Sereny W stronę ciemności. Rozmowy z komendantem Treblinki (str. 135), który jest wypowiedzią głównego "bohatera" tej publikacji, czyli SS-Hauptsturmführera Franza Stangla. Przypomniał mi się dzisiaj rano, gdy w krakowskiej dzielnicy Prądnik Czerwony, fotografowałem graffiti o treści HITLER WRÓĆ ŻYDÓW TRUĆ. Napis na bloku przy ul. Strzelców wprawdzie dość szybko zamalowano, ale litery były doskonale widoczne.
A potem na pobliskim chodniku sfotografowałem swastykę (niezamalowaną), której towarzyszyło hasło JE... ŻYDA. Najwyraźniej trudno było tutaj ustalić, kto ma ten napis usunąć... A nikomu z mieszkańców nie przyszło do głowy, że można to zrobić np. na własną rękę.
I ciągle miałem w pamięci tę wypowiedź Franza Stangla, gdy mniej więcej godzinę później w dzielnicy Płaszów, na skrzyżowaniu ulic Płaszowskiej i Saskiej, natknąłem się na przypłowiałe grffiti MATKI PEJSÓW SA KU... JE... ŻYDÓW MACZETAMI. Napis ten sfotografowałem wiosną tego roku i byłem święcie przekonany, że hasło o takie treści błyskawicznie zostanie zamalowane... Jak widać myliłem się (a napis ten, który umieszczono na parterowym budynku handlowym, nie jest jakoś ukryty...).
Chwilę wcześniej sfotografowałem pokaźnych rozmiarów mural na garażu przy ulicy Płaszowskiej, gdzie sylwetce orła z godła państwowego towarzyszył emblemat Wisły Kraków oraz kotwica Polski Walczącej. Zupełnie nieźle zostało to namalowane, jednak na ścianie garażu obok widniała przekreślona gwiazda Dawida i litery AJ - skrót od ANTY JUDE...

piątek, 11 października 2013

Sławoj Dubiel "Historia naturalna"

O razu muszę zastrzec, że nie widziałem tej wystawy w postaci analogowej. Czego żałuję, ale termin pokazu na Opolskim Festiwalu Fotografii w zeszłym roku pokrywał się ściśle z moimi zajęciami... Poprosiłem więc kiedyś autora, żeby wklejał na swojego bloga te zdjęcia i w ten sposób skopiowałem 12 fotografii. 
Zapis pod nazwą "Historia naturalna" dotyczy Łambinowic na Opolszczyźnie, gdzie mieścił się przed II wojną światową poligon niemiecki, a także obozy jenieckie z czasów wojny prusko-francuskiej (1870-71) i dwóch późniejszych (Dulag B Lamsdorf, Stalag VIII B Lamsdorf, Stalag VIII F i Stalag 344 Lamsdorf). W lipcu 1945 roku utworzono też w pobliżu Łambinowic polski... obóz koncentracyjny, gdzie przetrzymywano głównie Ślązaków i Niemców. Placówka nie działała zbyt długo (do października 1946), ale w wyniku złych warunków sanitarnych, tortur ze strony strażników oraz zwykłych zabójstw, życie straciło około półtora tysiąca więźniów (z ogólnej liczby ok. 5000 internowanych). 
Sławoj Dubiel sfotografował ten mocno naznaczony teren rok temu i - jak mi mówił - ma zamiar kontynuować swój zapis także tej jesieni, gdy opadną liście. Bardzo się z tego cieszę, bo dotychczasowe efekty jego pracy są interesujące i jak myślę - idealnie trafione. I mimo, że używa on jak zwykle materiałów b&w to zapis ten jest jak najbardziej transparentny. Dlaczego? Dubiel nie idzie w kierunku estetyzowania całej sytuacji, nie nostalgizuje historii tego miejsca, więc nie jest to rejestracja w typie "Szarych Łambinowic" czy - może tak właśnie  by się to nazywało - "Szarego Stalagu"...
Czekam niecierpliwie na ciąg dalszy.

Sławoj Dubiel, z cyklu Historia naturalna, Klucznik, teren poligonu i Stalagu 318/VIII F/344 Lamsdorf, 2012

Sławoj Dubiel, z cyklu Historia naturalna, Klucznik, teren poligonu i Stalagu 318/VIII F/344 Lamsdorf, 2012

Sławoj Dubiel, z cyklu Historia naturalna, Teren po Stalagu 318/VIII F/344 Lamsdorf, 2012

Sławoj Dubiel, z cyklu Historia naturalna, Teren po Stalagu 318/VIII F/344 Lamsdorf, 2012 

Sławoj Dubiel, z cyklu Historia naturalna, Teren po Stalagu 318/VIII F/344 Lamsdorf, 2012 

Sławoj Dubiel, z cyklu Historia naturalna, Teren poligonu i Stalagu 318/VIII F/344 Lamsdorf, 2012 

Sławoj Dubiel, z cyklu Historia naturalna, Teren poligonu i Stalagu 318/VIII F/344 Lamsdorf, 2012 

czwartek, 10 października 2013

Cytat na dziś (2)

Wczorajsza lektura w IR "Jan Matejko", którym przyjechałem do Warszawy. Podczas podróży powtórnie przeczytałem pierwszy rozdział Obrazów mimo wszystko Georgesa Didi-Hubermana i ten fragment wydał mi się bardzo ważny:

Mówić o Auschwitz w kategoriach niewypowiedzianego nie oznacza wcale zbliżyć się do Auschwitz - wręcz przeciwnie, oznacza to oddalić Auschwitz do sfery, którą Giorgio Agamben określił jako mistyczną adorację, lub wręcz nieświadomą powtórką nazistowskiego arcanum
Z obrazem natomiast należy uczynić to, co już czynimy - zapewne z większą łatwością (Foucault nam w tym pomógł) - z językiem; uczynić to z cała teoretyczną dokładnością. Ponieważ wszystkie świadectwa w każdym akcie pamięci - zarówno w języku, jak i w obrazie - są ze sobą całkowicie solidarne, nie przestają wymieniać się nawzajem swoimi brakami: obraz często pojawia się tam, gdzie zdaje się zawodzić słowo, a słowo często pojawia się tam, gdzie zdaje się zawodzić wyobraźnia. "Prawda" o Auschwitz, jeżeli to wyrażenie ma jakikolwiek sens, jest tak samo niewyobrażalna, co niewypowiedziana. Skoro horror obozów sprzeciwia się wyobraźni, jakże więc niezbędny jest nam każdy obraz wyrwany takiemu doświadczeniu! Skoro zaś potworność obozów funkcjonuje jako przedsięwzięcie mające doprowadzić do zniknięcia wszystkiego, jakże niezbędne jest nam każde zjawisko - jakkolwiek by było fragmentaryczne, trudne do oglądania i zinterpretowania - w którym zostanie nam wizualnie zasugerowany choćby jeden trybik napędzający tę machinę!

[Georges Didi-Huberman Obrazy mimo wszystko, Universitas, Kraków 2008, str. 33-34]

środa, 9 października 2013

12 000 domów Macieja Rawluka

Tyle ma ich być podobno w Łodzi wg. Macieja Rawluka, który - jak pisze to na swoim blogu - postanowił je wszystkie sfotografować. No więc, SZACUN z w/w powodu! Narszcie ktoś zabrał się za niknącą w oczach Łódź i systematycznie zaczął robić dokumentację tego miasta. I aż trudno uwierzyć, że dopiero teraz... Owszem, może ktoś powiedzieć, że Łódź już wcześniej sfotografowano. Bo faktycznie fotografowano to miasto, ale efekty tej działalności pozostawiają niestety sporo do życzenia. Sam ma dwa takie albumy. Pierwszy to - Łódź. Zdjęcia z początku wieku Artura Urbańskiego, wydany po raz pierwszy w roku 2003, a teraz wznowiony. Drugi - Za bramami Ziemi Obiecanej Tomasza M. Sobieraja, także z tego roku. No i nie są to wydawnictwa zbyt udane (rzecz ujmując nadzwyczaj eufemistycznie...). Tym bardziej cieszy pomysł Macieja Rawluka, zwłaszcza, że to co do tej pory umieścił na swoim blogu, pozwala pomyślnie rokować temu projektowi (no, może z wyłączeniem "składanek", których nie kupuję...). Poniżej wklejam dziesięć fotografii wykonanych w ciągu ulicy Wólczańskiej. Jest co oglądać!


Maciej Rawluk, 12 000 domów, ul. Wólczańska 58
Maciej Rawluk, 12 000 domów, ul. Wólczańska 90
Maciej Rawluk, 12 000 domów, ul. Wólczańska 97
Maciej Rawluk, 12 000 domów, ul. Wólczańska 121/123
Maciej Rawluk, 12 000 domów, ul. Wólczańska 124
Maciej Rawluk, 12 000 domów, ul. Wólczańska 141
Maciej Rawluk, 12 000 domów, ul. Wólczańska 149
 Maciej Rawluk, 12 000 domów, ul. Wólczańska 219
 Maciej Rawluk, 12 000 domów, ul. Wólczańska 228
Maciej Rawluk, 12 000 domów, ul. Wólczańska 260