poniedziałek, 30 grudnia 2019

(W tym momencie stukanie do drzwi)

Charles Reznikoff

[Czytam kilku niemieckich poetów]

Czytam kilku niemieckich poetów z zeszłego stulecia;
tak, smutne, ale czułe i łagodne.
W tym momencie stukanie do drzwi;
otwieram, a tu
Hitler.

[Co robisz na naszej ulicy, przekład Piotra Sommera, s. 214.]

niedziela, 29 grudnia 2019

Wieża kościoła w Mrowinach

[Mrowiny, ul. Szkolna, 29.12.2019]

Kościół ewangelicki w Mrowinach wybudowano w 1742.
Obiekt przetrwał II wojnę światową w stanie nienaruszonym.
Po 1945 stał opuszczony, a jego wyposażenie rozszabrowano.
W latach 1964-66 budynek został rozebrany.

[Niniejszym debiutuje na hiperrealizmie Carl Zeiss Distagon T* 35mm f/1.4]

sobota, 28 grudnia 2019

(Odwrócił od Mendla twarz i stali obok siebie, dwaj starzy mężczyźni)

Charles Reznikoff

[Miał własny dom i sklep]

Miał własny dom i sklep. Sklepem zajmowała się żona, a on w domu 
         studiował Torę i Talmud.
Sklep spłonął. Nie byli wtedy ubezpieczeni, wciąż jednak posiadali dom.
Wynajął go oprócz pokoju, w którym mieszkał i nadal oddawał się studiom.
Pewnego razu gdy zmawiał poranną modlitwę, przyszedł do niego 
         Mendel, jeden z lokatorów, i powiedział: „Mój syn, adwokat, został
         aresztowany; nie podpisałby pan za niego poręczenia?‟
Nie było to poręczenie dla sądu, ale tytuł własności; i w kilka miesięcy później 
         Mendel zmusił go do wyprowadzenia się z domu.
Poszedł do adwokata. Adwokat powiedział mu: „Odzyskamy dom bez trudu‟.
„Co zrobią z Mendlem?‟ „Ześlą go na Syberię‟. „Czy byłoby w porządku, 
         gdybym oddał Żyda w ręce gojów?‟
Musiał udzielał dzieciom lekcji hebrajskiego. Jego syn został 
         szklarzem. Zmarł pracując w innym mieście.
Synowa zajęła się wypiekiem bajgli, a jego wnuki sprzedawały je 
         na ulicach.

Pewnego dnia Mendel przyszedł prosić o przebaczenie.
On też stracił majątek, a jego syn adwokat także zmarł.
Odwrócił od Mendla twarz i stali obok siebie, dwaj starzy mężczyźni.

[Wiersz w przekładzie Piotra Sommera z książki: Charles Reznikoff, Co robisz na naszej ulicy, WBPiCAK, Poznań 2018, s. 26]

piątek, 27 grudnia 2019

Synagoga w Strzegomiu

[Strzegom, ul. Kościelna, 26.12.2019]

Budynek powstał w połowie XIV wieku.
Po wypędzeniu Żydów ze Strzegomia w 1455, co stało się na polecenie Jerzego z Podiebradu - namiestnika czeskiego króla Władysława, synagoga została przekształcona w kościół katolicki pod wezwaniem św. Barbary, Dziewicy i Męczennicy.
Do pierwotnego prostokątnego pomieszczenia o wymiarach 6,45 x 8,80 m, krytego sklepieniem krzyżowo-żebrowym, dobudowano wielokątnie zakończone prezbiterium.
W 1870 obiekt poddano restauracji.

(Wku*wiają mnie te zaparkowane samochody... Szczególnie nos Passata z prawej.)

środa, 25 grudnia 2019

Synagoga w Jaworze

[Jawor, ul. Stefana Czarnieckiego, 24.12.2019]

Budynek miejscowej synagogi powstał w 1346.
W 1420 Magistrat uchwalił zakaz przebywania Żydów w mieście.
W 1438 Cesarz Albrecht II przekazał miastu zniszczoną synagogę z poleceniem przebudowania jej na kościół katolicki.
Wspomniany wcześniej zakaz nie był chyba rygorystycznie przestrzegany, ponieważ gdy w 1454 przybył do Jawora św. Jan Kapistran (podróżujący do Wrocławia), miejscowa ludność po wysłuchaniu jego kazań urządziła pogrom, podczas którego spalono żywcem 17 osób.
W 1446 po ukończeniu budowy szpitala, obiekt przekształcono na kaplicę szpitalną pod wezwaniem św. Wojciecha.
W 1729 kaplicę gruntownie przebudowano, zacierając jej poprzedni wygląd.
Według Kazimierza i Marii Piechotków, autorów książki Bramy nieba. Bożnice murowane (1999), szpitalna kaplica została wybudowana na miejscu dawnej, być może drewnianej, synagogi.

sobota, 21 grudnia 2019

Hip, Hip, Hurrah!

Od dzisiaj przybywa dnia!

[Peder Severin Krøyer, Hip, Hip, Hurrah!, 1884-1888]

Miałem szczęście widzieć ten obraz na własne oczy latem tego roku w Göteborgs Konstmuseum. Na płótnie przedstawione zostały autentyczne postaci artystycznej grupy Skagensmalerne, zgodnie z nazwą rezydujących w miasteczku Skagen na Jutlandii. Widoczne od lewej do prawej osoby to: Martha Møller Johansen, Viggo Johansen, Christian Krohg, Peder Severin Krøyer, Degn Brøndum, Michael Ancher, Oscar Björck, Thorvald Niss, Helene Christensen, Anna Ancher i Helga Ancher. Obraz był malowany z natury oraz na podstawie fotografii, które niemiecki marynista Fritz Stoltenberg wykonał w 1884 roku w ogrodzie przy domu Michaela Achera. Helga Ancher, córka świetnej malarki Anny Ancher, przedstawiona została tutaj tak jak wyglądała w 1888 roku.

piątek, 20 grudnia 2019

Hornstein House (3)

Tym razem od zaplecza o siódmej rano. Fotografia nie była prezentowana na wystawie, posłużyła natomiast jako pomoc przy tworzeniu makiety tego budynku.

[24.03.2019]

A jutro skończy się już na szczęście ta ciemnica. 
I zacznie zima, której nie będzie... 
Dzisiejsza temperatura w Krakowie to 14ºC. 

czwartek, 19 grudnia 2019

(ale dęby nadal szumiały i chwiał się most nad gęstwiną)

Henryk Grynberg

ŻYŁEM W OGRODZIE

Żyłem w ogrodzie gdzie dęby 
podpierały niebo
derenie na wiwat strzelały
stokrotne salwy stokrotek
a ziemia buchała płomieniem
we wszystkich kolorach azalii
i gęstwina rozchylała maliny
gdy całowałem Halinę
na moście jak zwyczaj kazał

niebo było nad nami zielone
zanim angielska sąsiadka
wycięła w nim wielką dziurę
na tiny English garden
i trzy samochody
które mnożą się szybciej niż ludzie
po trupach drzew

dęby były starsze od domów
i twardsze
i umiały być niebezpieczne padając
więc ścinali im filistyni
zielone czupryny
i dokładnie trzebili z ogrodów
wszystko co rodziło się samo
a wtykali posłuszne roślinki
które w doniczkach płodzili

myśmy się dębów nie bali
i nie wydawało nam się konieczne
żyć dłużej niż one
a nasz ogród jak dżungla zarastał
bambusem spowijał się dzikim
winem i z wiewiórkami się bawił
w berka i chowanego
a po niestrzyżonych dębach
chodziły do nieba raccoony

zmarłe liście uprzątano jesienią
żeby je szybko zapomnieć
a my nie po co niech żywią
ziemię co żywi dęby

dęby spychały co mogły
od spodu korzeniami
rok po roku i cal po calu
więc podparłem carport belkami
a belki oparłem o dęby
i trzymał się na razie
jak one

całowałem ją w środku mostu
bo zwyczaj kazał całować
zanim przekroczy się most
lecz nic nie pomogło i przeszła
beze mnie na tamtą stronę
a za nią wszystkie wiosny
lata jesienie i zimy

żyłem w ogrodzie gdzie koty
udawały tygrysy
a psy prowadziły na spacer 
swe panie
aromat z puszek na śmieci
zwabiał bezdomne raccoony
i maliny co roku krwawiły

maliny nie były już słodkie
i róże nie były pachnące
a z ptaków najgłośniej śpiewały
wrony

ale dęby nadal szumiały
i chwiał się most nad gęstwiną

Franklin Park
listopad 1994

[Z książki Rysuję w pamięci opublikowanej w 1995 roku w Wydawnictwie a5, s. 24-26]

środa, 18 grudnia 2019

Horstein House (2)

 [22.03.2019]
[23.03.2019]

Dom Horsteina, który stoi na rogu ulic Króla Jerzego 54 i Dizengoffa 48 w Tel Awiwie, został wybudowany według projektu Zeeva (Wilhelma) Hallera, architekta urodzonego w Gliwicach. Pierwotnie dolna kondygnacja budynku miała taką samą formę, jak pierwsze i drugie piętro, a balkony nie były zabudowane.
Artur Tanikowski, kurator wystawy Gdynia - Tel Awiw, jest właśnie w drugim z tych miast i wrzuca na facebooka fotki z bauhusowskim modernizmem... Oglądam je i cholera mnie bierze, że muszę teraz siedzieć w tej ciemnicy na północy (owszem, uwielbiam Skandynawię, ale nie wyobrażam sobie siebie tam w grudniu...).
Na wystawę w Polin i do katalogu trafiło zdjęcie z 23 marca.
Tęsknię.

wtorek, 17 grudnia 2019

Synagoga w Ciepielowie

[Ciepielów, ul. Źródlana 9,  15.12.2019]

W kwestii opisu budynku pozwolę sobie zacytować portal Wirtualny Sztetl, który znowuż odwołuje się dwukrotnie do mojej książki Niewinne oko nie istnieje:

Synagoga w Ciepielowie (ul. Źródlana 9) została wybudowana w 1891 r. według projektu Lucjana Mierzejewskiego, na miejscu wcześniejszej drewnianej, która spłonęła w 1886 r. w wielkim pożarze miasta.

Pierwsza, drewniana synagoga została wzniesiona w Ciepielowie przypuszczalnie w końcu lat osiemdziesiątych XVIII wieku. Pewne jest, że w 1827 r. gmina żydowska utrzymywała drewnianą synagogę i łaźnię oraz szkołę (cheder). Istnienie wymienionych obiektów potwierdzają zestawienia wydatków i dochodów gminy ciepielowskiej z lat 1843–1849. W 1844 r. przeprowadzono remont bożnicy. Istnienie synagogi  potwierdzone jest źródłowo do 1870 roku. Wreszcie pojawia się wzmianka o bożnicy pojawia się wielkiego pożaru miasta w 1886 r., kiedy to drewniany budynek doszczętnie spłonął[1.1]. Bożnicę odbudowano w 1891 roku. Podczas I wojny światowej, w lipcu 1915 r. synagoga ponownie spłonęła. Została odbudowana dopiero w w latach 1929–1931. Podczas II wojny światowej Niemcy zdewastowali synagogę, urządzając w niej magazyn[1.2]. Obecnie znajduje się w stanie ruiny.

Synagoga przy ul. Źródlanej jest centralnym elementem unikatowego zespołu synagogalnego w Ciepielowie. W układzie urbanistycznym miejscowości oprócz budynku bożnicy zachowały się pozostałe obiekty wchodzące w skład zespołu – cmentarz żydowski i budynek łaźni. Wszystkie trzy obiekty wyznaczały żydowską dzielnicę mieszkaniową.

Budynek synagogi pierwotnie ulokowany był przy placu położonym przy południowo-wschodniej stronie rynku. Piętrowy budynek, niepodpiwniczony wzniesiono z czerwonej cegły, na planie prostokąta o wymiarach 10,9 x 19,7 m. Dach łamany czterospadowy, kryty wtórnie blachą[1.1.2]. Od strony zachodniej, od strony rynku, bryłę budynku tworzy piętrowy portyk, w części parterowej wsparty na trzech masywnych arkadach, z których środkowa nie jest zamurowana. Tędy wiedzie główne wejście do budynku. Pod arkadami bocznymi znajdowało się wejście do babińca na piętrze. Na arkadach znajdują się cztery, murowane z cegły, kolumny o pseudotoskańskich kapitelach. Za kolumnami, na piętrze, w ścianie zachodniej występują ślady tynkowania (w okresie międzywojennym cały budynek był otynkowany). Ściany boczne, jak i ściana frontowa, za portykiem są zwieńczone gierowanym gzymsem o bogatym, utrzymanym w formie klasycznej, profilu. Osiowość ścian podkreślają płaskie pilastry. W ścianach północnej, wschodniej i południowej, w partii sali modlitw, między pilastrami, znajdują się półkoliście zwieńczone otwory okienne z częściowo zachowaną stolarką okienną. W ścianie wschodniej znajduje się dodatkowy otwór okienny, umieszczony w górnej partii pilastru, doświetlający salę modlitw. W ścianie północnej wybito nowy otwór drzwiowy w związku z użytkowaniem synagogi jako magazynu. Do ściany wschodniej dobudowano sanitariaty.

Wnętrze zostało całkowicie przebudowane. Sala modlitw zbudowana na planie kwadratu, zaś jej podłoga obniżona w stosunku do przedsionka. Jest ona wybudowana współcześnie, w związku z tym nie odnaleziono śladów zainstalowania bimy. Na osi ściany wschodniej zachowała się wnęka ołtarzowa na aron ha-Kodesz. Wnętrze synagogi było wielokrotnie przemalowywane. W związku z nową formą użytkowania wnętrze podzielono drewnianym stropem podpartym drewnianymi słupkami. Wejście do sali modlitw prowadziło półkoliście sklepionym otworem drzwiowym usytuowanym na osi ściany zachodniej. W części południowej przedsionka znajdowało się pomieszczenie prawdopodobnie izby kahalnej. Niegdyś było doświetlone dwoma półkoliście sklepionymi, obecnie przebudowanymi, oknami. Do części babińca znajdującego się na piętrze prowadzą współcześnie zbudowane schody. W partii babińca przetrwały ślady po balustradzie oddzielającej go od sali modlitw. Pomieszczenie to oświetlały dwa okna umieszczone w ścianie północnej i południowej, a wejście wiodło otworem drzwiowym umieszczonym w ścianie zachodniej. Zachowała się więźba dachowa w układzie krokwiowo-płatwiowym, charakterystyczna dla systemu łamanego polskiego, a na murach sali modlitw ślady stropu drewnianego przybitego do istniejących belek drewnianych. Strop przedsionka, a zarazem podłoga babińca, znajduje się pierwotnym poziomie.

Synagoga ta, obok synagogi w Przysusze, to jeden z dwóch obiektów synagogalnych, zachowanych na południowym Mazowszu, czyli na terenie byłego województwa radomskiego.

Przypisy
[1.1] Penkalla A., Zespół synagogalny w Ciepielowie (województwo radomskie), „Biuletyn ŻIH” 1988, nr 1–12 (145–146), ss. 116–118.
[1.2] Wilczyk W., Niewinne oko nie istnieje, Kraków 2009, s. 122.
[1.1.2] Wilczyk W., Niewinne oko nie istnieje, Kraków 2009, s. 122.

sobota, 14 grudnia 2019

Bliźnięta bracia

Dodatkowo jedno wynika z drugiego. O czym piszę we wstępie do Słownika polsko-polskiego, mojej najnowszej książki. Wczoraj odebrałem autorskie egzemplarze z Karakteru. Słowem, album jest już w dystrybucji i można go zamawiać/kupować. Do czego zachęcam, bo w środku znajdziecie Państwo ponad 500 zdjęć murali, których autorzy sami siebie nazywają patriotami, co nie zawsze jednak jest takie oczywiste. A co widać wyraźnie w mojej próbie wizualnej antropologii tego fenomenu. Zachęcam i zapraszam do zapoznania się z niniejszą publikacją.


piątek, 13 grudnia 2019

(I fabryka szumi na pełnych obrotach tuż za wzgórzem, tłukąc forsę...)

Douglas Dunn


TEN ROK I NASTĘPNY

Trzydziesty pierwszy grudnia dowleka nowy rok
Jak traktor ciągnący cekaem.

U płotów wciąż się pasą 
Stada dywizji pancernych;

Buciory na europejskich przebiśniegach,
Zdziry wszelkiego sortu podrygujące w sklepach.


NAJWYŻSZA ŚMIERĆ

Łowiąc z łodzi na ogromnej rzece
Ktoś wydobył zwłoki, z czarnymi włosami jak ogromny chwast,
Hak utkwił w czarnym kirze o niezwykłych wzorach.

Znaleźli się inni. Ludzie setkami otoczyli łódź,
Niektórzy odwracali się, mieli twarze białe jak poduszki.
Zgubiłem wiosła i rzeka przyspieszyła.

Na flisackiej ścieżce setki mężczyzn
Pędziły razem z nurtem, śpiewając i, od niechcenia
Wpychając  jakiegoś nieszczęsnego głupka do rzeki.

Śmierć, najlepsze ze wszystkich misteriów,
Warstwa po warstwie złuszcza swoją tajemnicę,
Aż wszystko co zostaje, to niewyjaśniony muł.

Za późno, to ja sam.
Za późno, moje serce to wspaniały szczyt.
Za późno, wszyscy martwi w rzece to moi przyjaciele.


ZGARBIENI

Nie odejdą ode mnie życia innych ludzi.
Noszę je nad oczami jak okulary.
Zasępieni bogacze ukryci w paltach i podbródkach
Na tylnych siedzeniach swoich wielkich aut;
Uczeni tak drobiazgowi, jakby chcieli uciec
Rzeczom zbyt oczywistym, zbyt czytelnym słowom,
Którzy wolą język pełen zawiłości;
I dzieci, nieświadome własnego ciała;
Samotny obżartuch w nasłonecznionym kącie
Opustoszałej chińskiej restauracji;
Kaszląca kobieta oparta o mur, której
Serdeczny palec tkwi w zimnej ręce syna,
W jej plecach - niewidoczny łuk śmierci.
Co ich śmieszy, kto żyje obok nich?

Schylam się, żeby zawiązać but i wszyscy wracają,
Zagadkowi ludzie bez nazwisk i twarzy,
Ich życia mogę się domyślać, z ich strachu kpić.
I żaden z nich naprawdę nie ma ze mną nic wspólnego.


KOSZULA

Jest coś obcego w tej koszuli,
Jak gdyby należała do zmarłego przyjaciela
Którego brak dopiero teraz się odczuwa i rozumie,
A on zostawił ją, prawie nie używaną, komuś
Do noszenia. Śmierć jest wszędzie wokół mnie, zuchwała i czysta,
Tak biała, prawomyślna i nie do przyjęcia.
To moja stara koszula. Jest jak wosk,
I nosząc ją nie jestem w stanie na siebie patrzeć.
Powinienem w niej uciec, tam gdzie ją 
Noszono, do białych cieni tych
Co żyli kiedyś, najdziwniejszej kompani.
Jest tam ktoś, tak jak ja kiedyś byłem.
Szukałem go nawiedzając dawne drogi.
Zawsze wie, kiedy nadchodzę i unika mnie,
Biegnąc z chyżymi cieniami po jasnych stokach.
Nosze jego koszulę, koszulę śmierci, spadek
O którym nie wiedziałem. Jego matka włożyła ją
Czystą i kruchą do pachnącej szuflady.


EMBLEMATY

Noce obfitości w innym klimacie -
Białe stoły i najlepsze mozelskie,
Ogród, który opada ku przejrzystej rzece;
Styl, którego nie podrobię i nie był mi pisany.

I fabryka szumi na pełnych obrotach
Tuż za wzgórzem, tłukąc forsę,
I szepcze jak wielka ryba bez oczu,
Najgłębsze nieszczęście.


[Wiersze w przekładzie Piotra Sommera, kolejno ze stron 47-51, z książki Wyprowadzka z Terry Street i inne wiersze, opublikowanej dwadzieścia lat temu. Douglas Dunn powinien mieć wydaną w Polsce grubą książkę, jednak nic nie wskazuje na to, że tak się stanie.]





czwartek, 12 grudnia 2019

CZTERY ŚCIANY I DACH

To głośna książka holenderskiego architekta Reiniera de Graafa, jaka właśnie ukazała się w języku polskim nakładem Instytutu Architektury oraz Narodowego Instytutu Architektury i Urbanistyki (przetłumaczona przez Grzegorza Piątka, a zredagowana przez Martę Karpińską - moją żonę). Dzisiaj o godz. 17:00 w salach Muzeum Etnograficznego w Warszawie odbędzie się promocja tego wydawnictwa, którą swą obecnością zaszczyci autor publikacji.


Czytam sobie tą książkę, która choć generalnie traktuje o architekturze, o polach manewru aktualnie działających architektów, to jest też wnikliwym esejem na temat współczesnej kultury i jej skomplikowanych relacji z neoliberalnym kapitalizmem. Sposób pisania de Graafa przypomina mi eseistyczną werwę i błyskotliwość sądów Susan Sontag, znaną np. ze zbiorów Przeciw interpretacji czy O fotografii. Szczególnie polecam czytelnikom esej Nieuniknione pudełko (s. 81-99), gdzie znalazłem taki oto fragment napisany w konwencji poezji zen...

―――――― Sława
   Każdy z mistrzów popełnił pudełko.
   Każdy może popełnić pudełko.
   Każdy może być mistrzem.
   Kiedy każdy jest mistrzem, nikt nie jest mistrzem.

środa, 11 grudnia 2019

KWK „Polska”, Świętochłowice (2)

[Świętochłowice, KWK „Polska”, 29.11.2005]

Szperam ostatnio po zasobach, jakie mam zgromadzone na zewnętrznych dyskach i znajduję kadry, o których zapomniałem. Np. ten powyższy. Pół roku później zdecydowałem się na rozpoczęcie projektu Niewinne oko nie istnieje (pierwsze kilkanaście rolek naświetliłem na monochromatycznym Ilfordzie XP-2), który początkowo nosił roboczy tytuł... Sąsiedzi. 

poniedziałek, 9 grudnia 2019

(Toniemy bezgłośnie)

Hans Magnus Enzensberger

Pieśń siedemnasta

Toniemy bezgłośnie. Woda, spokojnie jak w wannie,
stoi na jasno oświetlonych dziedzińcach palmowych,
w salach tenisowych, we foyer, odbija się w lustrach.
Żadnej kłótni, żadnej wymiany słów. Dialogi półgłosem.
Proszę, pan pierwszy. Pozdrów dzieci. Tylko się nie przezięb.
W łodziach słychać nawet skrzypienie lin i widać , że z płetwy
sterowej, która jakby w zwolnionym tempie wynurza się
z morza, fosforyzujące krople z powrotem opadają w morze.
Dopiero na samym końcu - ciemny kadłub wznosi się już
pionowo z otchłani jak absurdalna wieża,
na statku zgasły światła, nikt nie patrzy na zegarek -
niesłychany dźwięk rozbija szklany spokój:
„To było stęknięcie, nie to był charkot, grzmot,
seria strasznych uderzeń, jakby do piwnicy wrzucano
jakieś przedmioty, ważące tony, w otchłań,
a te rzeczy, niewyobrażalnie ciężkie, spadając rozbijały
wszystko. Takiego dźwięku nie słyszał dotąd
nikt, i każdy z nas ma nadzieję, że do końca życia
nic podobnego nie usłyszy.‟ Od tej właśnie chwili
statku już nie było. Potem, zaczęły się krzyki.

[Z tomu Zagłada Titanica w przekładzie Grzegorza Prokopa, wiersz ze s. 16.]

niedziela, 8 grudnia 2019

I bombed Beirut every day

śpiewa Zeev Tene w piosence Beirut, która jest coverem utworu zespołu Cake I bombed Korea z płyty Motorcade of Generocity



Piosenka pojawia się w ścieżce dźwiękowej głośnego filmu Walc z Baszirem Ariego Folmana, ale chyba musiałem oglądać ten obraz bardzo pobieżnie 10 lat temu, bo w ogóle nie zwróciłem na nią uwagi...


Zeev Tene urodził się w 1947 roku w Łodzi, jako Zygmunt Tenenbaum w rodzinie ocalałych z Zagłady. Nie wiem w którym roku wyemigrowali do Eretzu (być może w 1956?), izraelska strona Wikipedii, którą wrzuciłem do google translatora, nic o tym nie mówi. 



Na piosenkę Zeeva Tene zwróciła mi uwagę moja żona Marta, który odkąd zobaczyła Walc z Baszirem, lubi czasem nucić rano Lebanon baker tov.

sobota, 7 grudnia 2019

Św. Mikołaj nie dzwoni dwa razy

Jeżeli w ogóle dzwoni? Przynosi za to np. dwa prezenty. Pierwszy od Marty, mojej żony. Drugi... ode mnie samego. I tak się chronologicznie - za przeproszeniem - składa, że obie płyty to dzieło Jordi Savalla oraz orkiestry Le Concerts de Nations (w przypadku oratorium Juditha Trioumphans dochodzi chór z La Capella Reial de Catalunya).



Historia mojej fascynacji oratorium Antonio Vivaldiego ─ opartego na biblijnej historii Judyty, która urzyna łeb Helofernesowi, dowódcy asyryjskich wojsk  i chroni swych żydowskich ziomków w oblężonej Betulii (dodajmy może jeszcze, że dekapitacja Helofernesa była tematem podejmowanym kilkakrotnie przez genialną włoską malarkę z epoki baroku Artemisię Gentileschi - jej monograficzną wystawę zaprezentuje w kwietniu londyńska Galeria Narodowa) ─ przedstawia się następująco. Latem 1988 roku pracowałem przy konserwacji polichromii w klasztorze w Hebdowie. Znajdowała się ona w pomieszczeniu dawnego refektarza, w którym w czasach gdy część klasztornych pomieszczeń wykorzystywał tamtejszy PGR, urządzono magazyn nawozów sztucznych. Chemiczne opary nie przysłużyły się trwałości malowideł na suficie, zresztą może to i dobrze, bo nie było to jakieś wielkie malarstwo. Niemniej jednak żyjąca w Anglii ziemianka z sąsiedztwa Hebdowa wyasygnował sporą kwotę w twardej walucie na zabezpieczenie polichromii. Właśnie siedziałem okrakiem na drabinie i z przyczepionego do niej wiadra nakładałem wapienną pobiałę na puste miejsca między ornamentami, kiedy z ustawionego na II Program radia (podczas pracy non stop czegoś słuchałem, bo od tej monotonii wykonywanych czynności można było ocipieć lub – uszanujmy parytet – ochujeć) buchnęły pompatyczne fanfary z intro Judithy Triuphans Antonio Vivaldiego. Muzyka zrobiła na mnie tak silne wrażenie, że mało co nie wylądowałem na betonowej posadzce tego pomieszczenia. Oszołomiony nieco dźwiękami zlazłem z drabiny i dosłuchałem audycji na stojąco, patrząc przez okno refektarza na leniwie przepływającą obok klasztoru Wisłę. Po latach zastanawiam się co to mogło być za wykonanie i przez pewien obstawiałem nagranie Nicholasa McGegana z Capellą Savaria, jednak - jak sprawdziłem teraz – realizacja ta pochodzi z 1990 roku. Więc kto? Berlińska Orkiestra Kameralna i Vittorio Negri, którzy nagrali to oratorium w 1975 roku (kilka lat temu udało mi się kupić enerdowskie wydanie Eterny na analogach)? Być może (zapewne). Na pewno nie była to interpretacja Ferenca Szekeresa z 1964 (też mam to wykonanie na LP), ponieważ w obsadzie przewidzianej wyłącznie na głosy kobiece – oratorium Vivaldiego zostało napisane dla żeńskiego zespołu Ospedale della Pietà – partie Helofernesa, Vagausa i Ozjasza zaśpiewali mężczyźni. Trudno dzisiaj dojść do tego, a i też nie mam zamiaru specjalnie drążyć tematu. Mniej więcej piętnaście lat później w sklepie Musiccorner, który mieścił się wówczas w pasażu handlowym przy Rynku Głównym 13 w Krakowie (był to prawdziwy salon muzyczny!), wypatrzyłem wykonanie The King’s Consort & Roberta Kinga, co miało tez pewien wymiar symboliczny, bo po dłuższym czasie wróciłem wtedy do słuchania klasyki. W międzyczasie udało mi się kupić wspomniane wcześniej edycje analogowe, a także kapitalną interpretację Modo Antiquo i Federico Marii Sardellego (to oczywiście nie wszystko, co posiadam w tym temacie). Na wykonanie Jordi Savalla trafiłem przez facbooka… ponieważ polubiłem kiedyś profil artysty, więc wyświetlił mi się reklamowy anons tego nagrania (przy okazji Alia Vox wciąż wydaje swoje płyty w zapisie SACD!). Sprawdziłem więc na youtubie kilka udostępnionych ścieżek i niezwłocznie skontaktowałem się z św. Mikołajem w kwestii prezentu.

piątek, 6 grudnia 2019

Adam Mazur „Okaleczony świat. Historie fotografii Europy Środkowej. 1838-2018‟



Tytułowe historie opowiadane są przy pomocy analizy pojedynczych zdjęć. Pomysł świetny i - co ważne - także realizacja. Adam Mazur napisał książkę, która będzie/jest ważnym punktem odniesienia do analiz europejskiej (i nie tylko) fotografii. Znalazłem się w gronie komentowanych autorów ze zdjęciem z projektu Niewinne oko nie istnieje, które przedstawia budynek synagogi w miejscowości Wielkie Oczy. Z pewnością czytelnicy hiperrealizmu dobrze znają to miejsce oraz fotografię. W komentarzu Adama Mazura do zdjęcia i projektu czytam (z przyjemnością) co następuje:

W porównaniu z innymi artystami zajmującymi się pamięcią i Holokaustem, fotografie Wilczyka są analitycznym dokumentem utrzymanym w fotograficznym stylu zero. Autor Niewinnego oka bywa porównywany z twórcami szkoły Düsseldorfskiej - Berndem i Hilla Becherami - czy też z amerykańskim tzw. Nowymi Topografami. Urodzonemu w Krakowie Wilczykowi bliżej jednak do angielskich dokumentalistów (np. John Davies), a nade wszystko dziewiętnastowiecznych anonimowych pionierów fotografii architektury. Zdjęcia Wilczyka nie układają się w Becherowską typologię, a fotograf nie ujednolica widoków poszczególnych budynków. Przeciwnie, stara się oddać ich cechy jednostkowe oraz zaznaczyć skalę i umiejscowienie budynku w pejzażu miejskim, krajobrazie kulturowym.


[Wielkie Oczy, synagoga, 28.07.2017]

środa, 4 grudnia 2019

Kościół w Wojnowicach

[4.12.2019]

Był sobie ewangelicki kościół p.w. św. Szymona i Tadeusza Judy w Wojnowicach.
Wybudowano go w latach 1806-1807 na miejscu starszej świątyni z XVII wieku.
Na początku roku 1945 znalazł się na linii frontu II wojny światowej...

wtorek, 3 grudnia 2019

Synagoga w Szczekocinach

[Szczekociny, ul. Marii Konopnickiej 3, 28.08.2007]

Do książki weszło zdjęcie zrobione 4 grudnia 2008 roku, kiedy wyburzono  już garaże widoczne na pierwszym planie, a budynek był w trakcie tynkowania.
Pierwotnie na elewacji zachodniej z lewej strony znajdowała się drewniana klatka schodowa, umożliwiająca dostanie się do sali modlitwy dla kobiet na pierwszym piętrze.
Obecnie w budynku na parterze znajduje się sklep, a na pierwszym piętrze restauracja.

poniedziałek, 2 grudnia 2019

niedziela, 1 grudnia 2019

(Przecież w końcu twierdził od dawna: Tak dalej być nie może!)

Hans Magnus Enzensberger


Odroczenie

Podczas słynne erupcji Helgafell, wulkanu na wyspie
Heimaey, erupcji transmitowanej na żywo przez  tuzin kaszlących
ekip telewizyjnych, widziałem, pod deszczem siarki,
jakiegos starszego pana w ogrodniczkach, który, wzruszając
ramionami i nie zwracając uwagi na porywisty wiatr, żar,
kamerzystów, popiół, widzów (wśród których byłem i ja,
siedzący na dywanie, przed błękitnym ekranem),
za pomocą ogrodowego węża, cienkiego, lecz było go widać
wyraźnie, walczył z lawą, aż w końcu jego sąsiedzi, żołnierze,
dzieci, a nawet strażacy z sikawkami, sikawek wciąż przybywało,
zaczęli wznosić przeciw płynącej lawie zaporę z tężejącej
lawy studzonej wodą, zaporę coraz wyższą i w ten sposób,
zszarzali od popiołu, przynajmniej na jakiś czas, choć na pewno
nie na zawsze, odroczyli zagładę Zachodu, i właśnie tym sposobem
owi ludzie, jeżeli dziś jeszcze żyją, na Heimaey,
jednej z wysp u wybrzeży Islandii, budzą się rankiem
w swoich małych, drewnianych, kolorowych domkach
i po południu, nie rejestrowani przez kamery, podlewają
w swoich ogródkach sałatę, głowiastą, użyźnioną
przez lawę, podlewają tylko do czasu, bez paniki.


Tylko spokój

Niekiedy, nawet dość często, w czasie zimowych
polowań na zające, albo, na krótko przed
Wielkanocą, przez uchylone okno wagonu sypialnego
kiedy się już rozwidnia, widać na śniegu, na dachach stodół,
na hałdach węgla i na ambonach w lesie mieszanym
niewielkie grupy ludzi ubranych na czarno,
pod wodzą proroka w drucianych okularach
na spuchniętym nosie, jak trwają w bezruchu
czekając na koniec świata. Tymczasem my, inni, zajęci
naszymi jakże istotnymi błahostkami, przypuszczamy, 
że potop zdarzył się w najdalszym czasie przeszłym bądź
uważamy go tylko za szacowną kaczkę dziennikarską,
tamci, co czyhają na wysokości, wiedzą, co do minuty -
kiedy nastąpi. We właściwym czasie wyrejestrowali telewizory,
opróżnili lodówki, żeby nic się nie zepsuło,
i uzbroili dusze. Ich wstrząsająco cienkie zawodzenia
wpadają nam w uszy znad sprzątniętych pól, znad drogi
szybkiego ruchu w Ruhrze, znad prawie chłodnej, żyznej łąki:
Bliżej, Boże, do Ciebie. Na dłuższą metę
oczywiście nie da się uniknąć, że ten
czy ów spojrzy na zegarek i zacznie się dziwić:
że prorokowi zdrętwieje ręka wzniesiona ku przestrodze;
i że, gdy się rozwidni, przeleci z hukiem pośpieszny,
skurczą się hałdy, stopnieje śnieg
a zające powędrują do piecyka, jeden za drugim,
przy szyderczym aplauzie otoczenia,
niejeden się będzie spuszczać na linie w tę niską codzienność,
otwierać na nowo rachunek rozliczeniowy, kupować konewki,
przygotowywać się do nieuniknionego urlopu.
Biorąc pod uwagę Powszechne Zasady Zawierania Umów
i brudną bielizna, nawet prorok musi iść na pewne
ustępstwa, ale będzie twardy, bo idzie
o sprawę. Cienkim, lecz mocnym głosem powie sobie:
To tylko forma zewnętrzna. Cierpliwości!
Co znaczy wobec wieczności parę tygodni
czy wieków w tę czy tamta stronę.
Jeżeli o niego chodzi, kiedy przyjdzie pora,
nie będzie zaskoczony. Przecież w końcu
twierdził od dawna: Tak dalej być
nie może! Niech nastanie sprawiedliwość! Sami
jesteśmy winni! Gdybyśmy tylko zawsze byli Mu posłuszni!
A więc przeczuwa na dachu swojej stajni, kracząc
nieustraszenie, że koniec świata, choćby niepunktualny, 
będzie zawsze na nowo smakował jak manna, że w pewnym
sensie będzie ukojeniem, najsłodszą pociechą, ponurą,
z wypadającymi włosami i z mokrymi nogami.


[Z tomu Zagłada Titanica przełożonego w całości przez Grzegorza Prokopa (1993), s. 44, 70, 71. Często czytam tę książkę Enzensbergera i nie mogę się naczytać. I zastanawiam się nieustannie, dlaczego ten wybitny niemiecki poeta jest tutaj tak średnio popularny?]