Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Henryk Grynberg. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Henryk Grynberg. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 21 czerwca 2020

(gdybym nie uciekł w ostatniej chwili)

Henryk Grynberg

Z HISTORII KULTURY

Talent jest warunkiem ale
niewystarczającym
(patrz Majakowski Broniewski
Tuwim Gałczyński czy Brecht)
Miłosz dowodził że charakter
a Herbert że smak

są szczęśliwcy którym słowa same
łączą się w związki żywe i trwałe
i schizofrenia umie się ubierać w poezję
której środki uświęcają cel
(Wojaczek Waleńczyk Stachura Plath)
i groźne dla otoczenia przypadki
(jak Céline Paulin Baraka czy Pound)

kultura jest warunkiem ale
niczego tak łatwo nie można oduczyć
wiem bo na własne oczy czytałem
chamstwa z talentem pisane

tyle lat tyle szamba więc tyle
rąk i głów trzeba przeczekać
czterdzieści lat na pustyni

wiem bo tam byłem i nie wiem
kim byłbym gdybym nie uciekł
w ostatniej chwili

[Z książki Dowód osobisty wydanej przez Biuro Literackie w 2006 roku.]



środa, 3 czerwca 2020

(jest zatem szansa że wszystko zacznie się od nowa)

Henryk Grynberg


DOM

Dęby stoją we wszystkich oknach
pilnują nocy i dni
śpią na stojąco jak konie

a szumią tak przejmująco
że można słuchać przez całą noc
i żyć sto lat
bo tych godzin się nie liczy

nawet bezsenność nie szkodzi
kiedy się uważnie słucha
jak odlatują godziny

i wiatr zawodzi niestraszny
bo dobrze że jeszcze jest

ale coś trzaska w ścianach
bo fundament się ciągle zapada


MIT

Gdyby w tym micie legendzie podaniu
w które to chce niech wierzy
występował zdradliwy i okrutny lud
który nigdy nie istniał
lub dawno nie istnieje
to mielibyśmy mit legendę podanie

a nie potwarz obelgę
i zbrodnię


ROZPACZ

Nieszczęsne miasteczko Biesłan
nigdy nie przestanie rozpaczać
przeciwnie niż Dobre Kałuszyn czy Jadów

gdzie bardziej doświadczony żydowski Bóg
zadba ł i nie zostawił nikogo
kto by rozpaczał


SZANSA

Glizdki nie większe od przecinka
lub kreski nad ó
mniej tracą na wadze
dużo mniej cierpią
na atrofię w stanie nieważkości
i w ogóle są lepiej stworzone
do kosmicznych podróży

przetrwały gdy spłonął prom
i wróciły żywe
w swoich aluminiowych puszkach
choć trzasnęły w z szybkością tysiąca
kilometrów na godzinę
a impetem dwa tysiące razy większym
od grawitacji

jest zatem szansa że wszystko
zacznie się od nowa


[Z tomu Dowód osobisty wydanego przez Biuro Literackie w 2006 roku (s. 8, 22, 30, 59). Zahaczyłem wczoraj o Tanią Książkę na Grodzkiej, gdzie kupiłem to i owo. Sądząc po ilości wystawionych na sprzedaż woluminów, ma obecnie miejsce totalna przecena poezji...]



sobota, 15 lutego 2020

(Wpół drogi między obeliskiem a kapitolem)

Henryk Grynberg

RODOWÓD

Dziadka w pobożnej jarmułce z babką w czepku cnotliwych
rozebrałeś do naga przed chamem
a gdy o pomoc wołali cyklon B im do gardła wsypałeś
a drugiemu dziadkowi entuzjazm wiary miłości nadziei
odpłaciłeś shańbieniem najlepszej z chasydzkich córek
a gdy biegł jej na pomoc zastrzeliłeś go ręką chama
a drugiej babce jak Chanie kazałeś
patrzeć na śmierć wszystkich dzieci i świata
całego jaki miała
zanim jej pozwoliłeś by sama się położyła do grobu
a ojca mi zarąbałeś chamska siekierą w tył głowy
żeby się nie mógł obronić
a brata półtorarocznego znalazłeś
bo miał znak Twojego Przymierza (zgodnie z Twym Przykazaniem)

nie oszczędziłeś nawet ojczyma który (wbrew Twojej Woli)
z ognia getta cyklonu treblinki między oczodołami przeszedł
aż do kalifornijskiego sklepiku
gdzie bandyta strzelał a Tyś kule nosił
tylko matce przysłałeś legalnie wyrok swój przez lekarza
żeby rok w celi śmierci
bez odwołania czekała
i żebym mógł się napatrzeć na swoją własną bezradność

piękna Twoja muzyka wieniawskiego i perelmana
i wspaniałe Twoje kolory każdego kwietnia i maja
wszędzie gdzie zarzyna się dusze
ale nie dziw się że mi wszystko jedno
jakim zarżniesz mnie nożem i kiedy
bo choćbym żył wiecznie nie zdążę
opowiedzieć

                                                    kwiecień 1983

ANTYCYPACJA

Wpół drogi między obeliskiem a kapitolem
w samym środku lata
spoczywa wyprężony na baczność
pod muzealnym szkłem
w pończochach białych jeszcze
z gumkami nad kolana
Wilhelm von Ellenbogen
który już dwieście lat temu
na żółtą febrę zmarł w filadelfii

a leży prawie nietknięty
bo zrządzeniem natury
tak się czasem zdarza
gdy podskórna woda planety
wejdzie w kontakt z kimś z naszych zmarłych

zjawisko to (adipocere)
znaczy że niemieckie tkanki
szczęśliwca von Ellenbogena
same się przerobiły na mydło -
bez niczyjej pomocy  

                                                                        Waszyngton, Museum of Natural History

[Z książki: Henryk Grynberg, Wśród nieobecnych, Oficyna Poetów i Malarzy, Londyn 1983, s. 8, 14.]






czwartek, 13 lutego 2020

(za rasę za klasę za kasę)

Henryk Grynberg

RETORYCZNE PYTANIE

                            pamięci Zuzanny Ginczanki
                                     i Władysława Szlengla

Za buty za bety za graty
za kufry za futra za szmaty
za garnki zegarki talarki
srebrniki złotówki miedziaki
za złote zęby i srebrne lichtarze

za pejsy za brody chałaty
za upór za opór za przekór
za ideę za nadzieję za wiarę
za łatwowierność i trudnowierność
za uległość i niepodległość
za radność i bezradność
za naiwność za spryt
mit i wstyd
za rasę za klasę za kasę
za wszystko a zwłaszcza za nic -
pozwalałeś mordować nas Panie

więc dlaczego nie miałbyś za naftę?

[Z książki: Henryk Grynberg, Wiersze z Ameryki, Oficyna Poetów i Malarzy, Londyn 1980, s. 29.]

wtorek, 11 lutego 2020

(Szkielety ulic domów i psów i szkielety w uniformach turystów)

Henryk Grynberg


POMPEJA

Szkielety
ulic domów i psów
i szkielety w uniformach turystów
a spazmatyczna rozpacz nieosiągalności
wyrysowana pornografią na ścianach
starożytnego burdelu
nie zniechęca
wyposażonych w szybkie podróże nekrofilów

pod ich stopami
bez szmeru jak wieczność przemykają
zamieszkujące to miasto jaszczurki
a nad głowami młodzieńczą energią
nadal tryska niefrasobliwy Wezuwiusz

                                                       „Święto kamieni‟


MORZE MARTWE

Tutaj w żyłach z metalu i szkła
i wszelkiego innego tworzywa
płynie brom
w rozpalonych no nadczerwieni wnętrznościach
sam siebie przetwarza
w procesie potępienia i odkupienia
twórczy ogień piekieł

a odmłodzeni bogowie starego testamentu
bladzi z przekrwionymi oczami
zaglądają w oczy zegarom
odczytują tablice ich myśli
i spełniają życzenia

spętanego cyklopa co wypija morze
które było martwe
lecz znów zacznie rodzić
poprzez potas i brom

                                                        „Święto kamieni‟

[Wiersze z książki: Henryk Grynberg, Antynostalgia, Oficyna Poetów i Malarzy, Londyn 1971, s. 67, 73.]

czwartek, 19 grudnia 2019

(ale dęby nadal szumiały i chwiał się most nad gęstwiną)

Henryk Grynberg

ŻYŁEM W OGRODZIE

Żyłem w ogrodzie gdzie dęby 
podpierały niebo
derenie na wiwat strzelały
stokrotne salwy stokrotek
a ziemia buchała płomieniem
we wszystkich kolorach azalii
i gęstwina rozchylała maliny
gdy całowałem Halinę
na moście jak zwyczaj kazał

niebo było nad nami zielone
zanim angielska sąsiadka
wycięła w nim wielką dziurę
na tiny English garden
i trzy samochody
które mnożą się szybciej niż ludzie
po trupach drzew

dęby były starsze od domów
i twardsze
i umiały być niebezpieczne padając
więc ścinali im filistyni
zielone czupryny
i dokładnie trzebili z ogrodów
wszystko co rodziło się samo
a wtykali posłuszne roślinki
które w doniczkach płodzili

myśmy się dębów nie bali
i nie wydawało nam się konieczne
żyć dłużej niż one
a nasz ogród jak dżungla zarastał
bambusem spowijał się dzikim
winem i z wiewiórkami się bawił
w berka i chowanego
a po niestrzyżonych dębach
chodziły do nieba raccoony

zmarłe liście uprzątano jesienią
żeby je szybko zapomnieć
a my nie po co niech żywią
ziemię co żywi dęby

dęby spychały co mogły
od spodu korzeniami
rok po roku i cal po calu
więc podparłem carport belkami
a belki oparłem o dęby
i trzymał się na razie
jak one

całowałem ją w środku mostu
bo zwyczaj kazał całować
zanim przekroczy się most
lecz nic nie pomogło i przeszła
beze mnie na tamtą stronę
a za nią wszystkie wiosny
lata jesienie i zimy

żyłem w ogrodzie gdzie koty
udawały tygrysy
a psy prowadziły na spacer 
swe panie
aromat z puszek na śmieci
zwabiał bezdomne raccoony
i maliny co roku krwawiły

maliny nie były już słodkie
i róże nie były pachnące
a z ptaków najgłośniej śpiewały
wrony

ale dęby nadal szumiały
i chwiał się most nad gęstwiną

Franklin Park
listopad 1994

[Z książki Rysuję w pamięci opublikowanej w 1995 roku w Wydawnictwie a5, s. 24-26]

czwartek, 24 października 2019

(takie są dzieje kopalnictwa złota i drogich kamieni w Europie)

Henryk Grynberg


POPIOŁY I DIAMENTY

Kopalnie zakładano w dołach
gdzie Niemcy z braku czasu
palili ludzi w ubraniu

widziało się bieda-szyby
indywidualnych poszukiwaczy
i duże instalacje techniczne
spółek eksploatacyjnych
które nie żałowały kosztów
bo ubrania i kiszki spalonych
zawierały podobno wysoki
procent czystego złota]
i szlachetnych kamieni

zbudowano rurociąg na wodę
do płukania popiołów

kopano także w śmietniskach
i starannie przepłukiwano
wszystko co pozostało*

takie są dzieje kopalnictwa złota
i drogich kamieni w Europie


należałoby zbadać dalsze
losy tych kosztowności
żebyśmy wiedzieli co noszono
i co nadal się nosi
na palcach i szyi a także
czym jedzono i czym się śmiano
gdy złote zęby były modne
w Europie

jeszcze tylko dodam że można
wbrew oczekiwaniom
pisać wiersze po Oświęcimiu

*Vide Stanisław Stomma Problem Oświęcimia,
„Tygodnik Powszechny‟ 120/1947 i 2347/1994



DO DZIŚ

1
Matka z dzieckiem utopiła się w rzece
koło tarnobrzegu
samarytanin jej pomógł

próbowała sama proszę pana
ale małe płakało mamusiu
taka zimna woda

więc poszedł z nią samarytanin
przytrzymał
nie odmówił pomocy

do dziś piją tam ludzie i krowy
co dają mleko dla dzieci
ochrzczonych wodą tej rzeki

2
Bywało że ktoś przyjął dziewczynkę
i wychował jak swoją
i ma ona już dzieci i wnuki
i nikt nie wie do dziś

przyjrzyjcie się swojej matce
zajrzyjcie jej pod powieki
gdzie do dziś się ukrywa 
jej strach

3
Nagi bezbronny Bóg
którego tyle razy mordowali
i mordują do dziś
umarłby gdyby mógł

nie może bo nieśmiertelny


[wiersze z książki: Henryk Grynberg, Rysuję w pamięci, Wydawnictwo a5, Poznań 1995, s. 18-19 i 14.]


piątek, 16 marca 2018

[Nase, nase, nie Niemcy.]

Henryk Grynberg

9
W Antoni

   Znał pan mojego dziadka, Jankla z Dobrego?
   Ankla? Pewno, że znałem. Przyszedł w nocy, panie, mówi, daj pan jeść, bo ja już umieram. Dałem jeść, on usiadł i płacze. Ja mówię, czego płaczesz? A on mówi, moja córka siedzi pod ścianą. Mówię, czego nie zawołałeś? Ale mówię, wisz co - bo ja mu ty - mówię, wisz co, zupa kraszona... A on mówi, ja i mięso zjem... No?
   A która to była córka?
   A ja nie wiem, tylko wiem, Że trzy miał.
   I widział pan ją wtedy?
   No była w chałupie, zjadła kolację z niem razem.
   Nie pamięta pan, jak miała na imię?
   Nie, tego nie pamiętam.
   A ile mogła mieć lat?
   Już pewno przeszło dwadzieścia.
   Nikt więcej z rodziny nie przychodził?
   Tylko on i dziewucha. Jedna dziewucha przychodziła.
   I co się z nimi potem stało?
  A gdzieś tam w lesie podobno wymordowali ich. Jakie ludzie, kurwa, naprowadzali... Nase, panie, nase! Naprowadzali szkopów, kurwa ich mać, i bili. Jak nie mogli tak, to granatami w dziury rzucali. Co się zawiązało im, kurwa, żeby tych ludzi tak krzywdzić? Panie, był jeden Żyd z Kałuszyna, krawiec, i on nawet u mnie szył w mieszkaniu, Trzy dni. To wie pan co? W lesie księżyckiem tamuj go przywiązali do chojaka i głowę mu przycieni. No, kurwa go mać, no!
   Bandyci?
   Nase, nase, nie Niemcy. Niemiec w nocy nie poszedł. Byli i Polacy, byli, kurwa, jebane. Ale, panie, jak Polak zabił Żyda, a Niemcy się dowiedzieli, to pierdolnęli i tego Polaka. Tak było, o.
   Czy chodziło o pieniądze?
   Gdzie on tam miał pieniędze? Boże kochany, o ledwo żył. Wymordowali, wymordowali, o Jezu kochany... Byli kurwy i ludzie naprawdy.
   Dobrze pan znał mojego dziadka?
   O, jeszcze ile lat! Ile on ode mnie drzewa wykupił... Bo oni tu byli w Dobrem, to się woziło chojaki i kupowali. Nase chuja, nase by nie kupili za cholerę. Przychodził do nas na Rudę.
   A jak to się stało, tam w lesie?
   Ja nie wiem, panie, ale nase skarżyli, bo na wierzchu to tam było zakryte gałęziami. Oni podjeżdżali samochodem, kurwa, i wyciągali nad take parowe. Myśmy tam krowy paśli nad tą parową. Tam na pewno jakieś koście są jesce. 
   Dlaczego skarżyli?
   Oj, dlaczego! Co mnie pan pyta, ja wiem? Oni się bali i Polaków, i Niemców, bo nase skurwysyny takie byli... Tak męcyć ludzi! O Jezu, o Jezu, o Jezu...


[Przepisane z książki: Henryk Grynberg, Dziedzictwo, Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2018, s. 42-43. W książka została skomponowana z rozmów, jakie Henryk Grynberg odbył z mieszkańcami wschodniego Mazowsza w lutym 1992 podczas nagrywania filmu Miejsce urodzenia, w którym stara się ustalić okoliczności zamordowania swojego ojca. Ten wstrząsający dokument w reżyserii Pawła Łozińskiego należy koniecznie oglądnąć, szczególnie w realiach kolejnego wylewu nienawiści wobec Żydów, jaki w pięćdziesiątą rocznicę marca '68 wywołali politycy Prawa i Sprawiedliwości.]