niedziela, 28 lutego 2021

Skopje, Stara Čaršija (Скопје, Стара Чаршија)

[Fot. Eugeniusz Wilczyk, 1970]

Po albańsku zaś Carshia e Vjetër, a po turecku Eski Çarşı. Stara handlowa dzielnica miasta, założona przez Turków w XII wieku. 

sobota, 27 lutego 2021

(Jaśnieje biały dokument)

Kontynuując te senne wypisy z ksiąg bezużytecznych... Tomas Tranströmer i dwa teksty z tomu Wiersze i proza. 1954-2004, który w 2017 roku opublikowało Wydawnictwo a5. Przekłady Leonarda Neugera.

piątek, 26 lutego 2021

(W tym śnie przeglądałem stare fotografie)

À propos poprzedniego wpisu oraz kilku poprzedzających go postów. Z książki Wiktora Woroszylskiego Z podróży, ze snu, z umierania (Wydawnictwo a5, Poznań 1992).

czwartek, 25 lutego 2021

środa, 24 lutego 2021

(Oko poety patrząc obscenicznie...)

...widzi powierzchnię okrągłego świata i jego pijane sklepienia (...). Przedwczoraj zmarł Lawrence Ferlinghetti. W wieku 101 lat. Poeta, malarz, księgarz, współzałożyciel księgarni i wydawnictwa City Light w San Francisco, wydawca beatników (m.in. Skowytu Allena Ginsberga). W Polsce tłumaczony sporadycznie, publikowany zwykle z innymi przedstawicielami Beat Generation, jako malarz (całkiem intresujący zresztą) w ogóle u nas nieznany. Przypominam sobie bibliotekę Konsulatu USA w Krakowie przy Stolarskiej, do której w latach 80. można było po prostu wejść z ulicy i bez żadnej kontroli stanąć przed półkami z poezją, gdzie dominowały książki wydane przez City Light. Widoczne poniżej skany pochodzą z Literatury na Świecie, nr 3 (71) z 1977 roku, czyli w momencie publikacji tej Ferlinghetti liczył sobie 58 lat. Tłumaczka tych wierszy - Anna Kołyszko - zmarła przed dwunastu laty. 
A zagubione filiżanki
pełne naszych popiołów
szybowały ku górze

wtorek, 23 lutego 2021

Perast


[Fot. Eugeniusz Wilczyk - 1979]

Pamiętam, że ojciec mocno przycinał to zdjęcię, więc pan w dolnym rogu po lewej stronie nie załapywał się na powiększenie... Z pobytu w Czarnogórze jesienią 1979 (szefował tam w ekipie robiącej dokumentację zabytków zniszczonych przez trzęsienie ziemi) najbardziej lubił ten właśnie kadr, zrobiony w mieście Perast nad Zatoką Kotorską. A ja czterdzieści dwa lata później pozwalam sobie pokazać go w pełnym kształcie. Perast (w dialekcie weneckim Perasto) w latach 1420-1797 należał do Republiki Weneckiej, o czym świadczyć może charakterystyczny kształt widocznej na zdjęciu campanili.

poniedziałek, 22 lutego 2021

Wyjaśnienie zgadki

...z poprzedniego posta jest banalnie proste, choć trzeba posiadać wiedzę, która jest obecnie dostępna tylko mnie. 
Zdęcie przedstawia Eugeniusza Wilczyka, mojego ojca, a jego autorem jest... moja skromna osoba. W 1979 roku wybraliśmy się rodzinnie na objazd Grecji (Fiatem 125p z przyczepą N126). Przystankiem w tej podróży była Macedonia, gdzie zatrzymaliśmy się w Ohrydzie, a właściwie to pod tym miastem, przy klasztorze św. Nauma, znajdującym się tuż przy granicy z Albanią. Ojciec miał tam znajomych, którzy kupili od nas różne przywiezione na handel produkty, po których spieniężeniu mogliśmy przez dwa tygodnie zjeździć całą Grecję. I to oni powiedzieli nam o odpuście w Cerkwi Najświętszej Bogurodzicy Perybleptos, więc ubłagałem ojca, żeby udostępnił mi rezerwowego Pentaconsixa, którym naświetliłem wtedy może dwa lub trzy filmy. Fotografowaliśmy tę uroczystość razem, a potem wywołanych negatywów nigdy nie zobaczyłem, aż do tej pory, gdy zabrałem się do dygitalizacji archiwum ojca i przeszedłem do skanowania klisz przegródce z napisem Macedonia 1970. Panuje tam zresztą niezły bałagan, filmy są z różnych miejsc i kilku wyjazdów do Jugosławii. 

Muszę chyba zrobić sobie przerwę z tym archiwizowaniem, bo od kilku dni śnią mi się paski negatywów, kadry ożywają i rozwijają się w jakieś absurdalne historie…

czwartek, 18 lutego 2021

(ten wrzask mnie ogłusza oślepia)

Wczoraj skończyłem skanowaćź swoje dzieciństwo. Wyszło tego całkiem sporo: 757 plików w 84 folderach (pergaminach na negatywy). No cóż, jestem synem fotografa, stąd w erze analogowej uzbierało się aż tyle kadrów. To dziwna podróż w przeszłość... Pamięć mechaniczna, jaką umożliwia (narzuca) fotografia, niewiele ma wspólnego z obrazami, które przechowujemy we własnej pamięci. Te bliższe są marzeniom sennym. W związku z powyższym przyszedł mi dzisiaj na myśl wspaniały Utwór o Matce i Ojczyźnie Bożeny Keff (wyd. ha!art, Kraków 2008), skąd pozwoliłem sobie zeskanować dwa teksty à propos.

środa, 17 lutego 2021

Polska, 1962


Kolejny kadr z grupy MY - RODZINNIE - WAKACJE - WOJTEK - JAGA. Myślę, że może to być rok 1962, a miejsce to malowniczy Wąwóz Homole (w 1962 byliśmy na wakacjach w pobliskiej Szczawnicy). Zwlekałem z wyciągnięciem tego negatywu z koperty, ponieważ widać było, że kadry są mocno prześwietlone (lub przewołane?), tym samym nie rokujące, że będzie na nich coś ciekawego. Tymczasem... znowu muszę wspomnieć o świetnym oku fotografa i po raz kolejny dziwić się, że z tak rewelacyjnym kadrem nic dalej nie zrobił! 

Zastanawiam się też, co był za aparat i jaka optyka? Ojciec przez lata posługiwał się enerdowskim Praktisixem z Tesarem 80mm f/2.8, ale widoczny powyżej kadr nie wygląda, jakby był zarejestrowany tym ostrym jak brzytwa szkłem. Wiec może był to - kiepsko przez niego oceniany - Primotar 80mm f/3.5? A może jakiś dalmierz, Certo Six lub Ikonta? Z tym, że oba korpusy też wyposażano w Tessary? Zdjęcie zostało zrobione pod światło (idąc w górę wąwozu, słońce będziemy mieli przez sobą), a obiektyw miał słabe powłoki antyrefleksyjne lub nie posiadał ich w ogóle.

Fotografia wygląda nieco archaicznie (przypomina mi wczesne kadry Sandera z Ludzi XX wieku, którego ojciec być może znał, ponieważ prenumerował pismo Fotografia), ale nie tylko za sprawą niedoskonałości technicznych, o których wspomniałem, lecz także samej sytuacji. Grupa zakonnic z kosturami (a jeżeli uważniej się przyjrzeć, widać że to drewniane ciupagi, jakie się sprzedaje turystom na Podhalu), nosi habity wzorowane na średniowiecznych strojach mieszczan, do tego pozuje w okolicznościach dzikiej przyrody w ścisłym rezerwacie, jaki obejmuje tę część wąwozu. A wszystko to dzieje się przecież w kraju, w którym trwają modernizacyjne zmiany i taki obrazek chętnie byłby widziany w archiwum wspomnianego wcześniej Sandera, a nie w państwie robotniczo-chłopskim, podążającym drogą industrializacji.

wtorek, 16 lutego 2021

R.I.P. Irit Amiel (1931-2021)

[Irit Amiel, urodzona w Częstochowie jako Irena Librowicz, ocalała z Zagłady. Skan wiersza pochodzi z książki Spóźniona/Delayed, opublikowanej w 2016 roku w Wydawnictwie Austeria.]

poniedziałek, 15 lutego 2021

Rite de passage

[Polska, lata 60. XX wieku]

Ależ ojciec miał oko! Pamiętam powroty z religii (owszem, znalazłem kadry z mojego rite de passage w prafii św. Stanisława Kostki w Krakowie) i jego badawcze pytania dotyczące jednego z księży, który lubił towarzystwo młodych chłopców. Oczywiście nie rozumiałem wtedy, o co pytał. Historia, o której mówię, nie musi mieć jednak związku z tym zdjęciem... Nie wiem, gdzie zostało wykonane i kogo na nim widzimy? Kadru tego nigdy nie wykorzystał. I szkoda!

Prawdopodobnie jest to klatka z jakiejś komunijnej fuchy (końcówka filmu), która zaplątała się do grupy negatywów z adnotacją: MY - RODZINNIE - WAKACJE - WOJTEK - JAGA.
Jaga, to zdrobniałe imię mamy.

piątek, 12 lutego 2021

(Ci dawno umarli ludzie wciąż czekają na coś)

Chciałem kupić dla znajomego Pernambuco Ivana Wernischa i w stacjonarnej księgarni okazało się to być niewykonalne... Więc jeżeli nakład się sprzedał, to kapitalna sprawa, bo autor i książka świetni, ale może też tak być, że Biuro Literackie olewa luźnym siurem dystrybucję (jak to ma w zwyczaju). Albo wcale nie olewa, tylko z pokorą traktuje fakt, że książki poetyckie czyta w Polsce gdzieś 500 osób... chyba jednak przestrzeliłem, może 300-200, w tym część zawodowo (akademicy, za przeproszeniem ich mać), więc nie ma się co spinać. Dobrze, że tom Wernischa się ukazał, chwała Leszkowi Engelkingowi, może pora teraz na jakieś obszerniejsze wydanie Ivana Blatnego i oczywiście Jany Krejcarovej? Poniżej Ivan Wernisch z książki Pernambuco:

czwartek, 11 lutego 2021

Wyłom

[1961]

Jest więcej niż prawdopodobne, że znajduję się w środku tego dziwnego wehikułu o urodzie karawanu, który popycha mama. Na podstawie motywów obecnych w tle (widać tam m.in. zarys konturu Kopca Kościuszki oraz pionowy ślad masztu radiostacji), nie można mieć wątpliwości, że zdjęcie zostało zrobione na Zakrzówku, na ulicy Wyłom prowadzącej od Twardowskiego do kamieniołomu Krakowskich Zakładów Sodowych Solvay. Sądząc po problematycznej ostrości, kamerą był ten sam Flexaret z rozjustowanym obiektywem, którego ojciec używał przez pewien czas do fotografowania krakowskiego Kazimierza. Nietrudno datować tę fotografię, rok 1961, wiosna, od kilku miesięcy przebywam na tym najlepszym z możliwych światów. Chłopiec z kapturem na głowie to prawdopodobnie mój kuzyn Marek.

środa, 10 lutego 2021

wtorek, 9 lutego 2021

Postępy ciemności...

[Fot. Eugeniusz Wilczyk - 1978]

Bułgaria, Wielkie Tyrnowo, droga prowadząca na Carewec (Царевец), czyli twierdzę, gdzie w czasach gdy miasto było stolicą Carstwa Tyrnowskiego, znajdowały się pałace cara i prawosławnego patriarchy. Chodziłem po tym terenie z aparatem, więc pewnie robiłem tam zdjęcia, ale nic nie pamiętam, także okoliczności wykonania fotografii, na której widać mamę i naszego wyżła Passata. Poszperałem wczoraj trochę w pudłach z negatywami ojca (mam plan, żeby je przełożyć do pergaminów, uporządkować, a przy tej okazji zrobić też cyfrowe wglądówki) i kadrów, gdzie pojawiają się jakieś rodzinne sytuacje, w których brałem udział jest więcej, ale zupełnie nie pamiętam okoliczności fotografowania. Co być może wynika też z faktu, że większość tych kadrów nigdy nie została odbita na papierze w bliskim dystansie czasowym od momentu rejestracji (w ogóle nie została odbita!). Tak więc czeka mnie nieco traumatyczne odkrycie, gdy trafię w końcu na negatywy z mojej Komunii Świętej (niestety wziąłem udział w tym rytuale przejścia), z których ojciec nigdy - mimo wielokrotnych nalegań mamy, a to akurat zapamiętałem - nigdy nie zrobił odbitek. I tutaj wcale mu się nie dziwę... Wpisując tytuł wczorajszego posta nieco przestrzeliłem cytat z wiersza Początek Marcina Świetlickiego, który brzmi nie Będziemy śledzić postępy ciemności, lecz Będziemy obserwować postępy ciemności (co już poprawiłem). Więc może w roli komentarza tekst Marcina, który pochodzi z debiutanckiego tomu „Zimne kraje‟ (1993) opublikowanego w słynnej serii „fioletowej pisma bruLion, ale ponieważ nie mogłem znaleźć tego wydania, wklejam skan z edycji Lampy i Iskry Bożej, późniejszej o dziesięć lat (w zamyśle Pawła Dunin-Wąsowicza miała to być druga seria „fioletowa‟. Na okładce książki widać portret poety, namalowany przez Marcina Maciejowskiego, który w typowej dla niego wtedy stylistyce przemalował moje zdjęcie z... 1983 roku. No to teraz może chyba chwilowo zapaść kurtyna.

niedziela, 7 lutego 2021

Camera lucida

[fot. Eugeniusz Wilczyk]

Dziwnie mi się patrzy na te dwa, sąsiadujące ze sobą kadry z perspektywy pół wieku... Lato 1972, Bułgaria, Жилой комплекс им. Толбухина w mieście Burgas nad Morzem Czarnym. Trzypokojowe mieszkanie należało do rodziny Pietrowych. W czasie wakacji wynajmowali oni przez Bałkanturist dwa pokoje - te od strony plaży - letnikom. W którymś z pudeł z negatywami ojca powinno być więcej zdjęć z tamtego urlopu.

sobota, 6 lutego 2021

Składak „Wigry‟


Czy ktoś wykonał wizualną monografię roweru składanego „Wigry‟, będącego w powszechnym użyciu na Górnym Śląsku? Pytanie retoryczne... Składaka „Wigry‟, niekoniecznie używanego w celach komunikacyjnych czy rekreacyjnych, lecz jako łatwo dostępnego środka transportu. Na którym można było dojechać do hałdy, a potem wracać prowadząc wehikuł (trzymając jedną ręką kierownicę, a drugą siodełko), z przewieszonymi przez ramę dwoma workami zebranego węgla. Na którym można było podjechać pod rozbieraną hutę lub kopalnię, a potem wracać z jakimś żelaznym elementem przywiązanym do ramy (albo wieźć coś dłuższego w tandemie dwóch składaków). No dobra, wielokrotnie widziałem takie sytuacje, lecz też ich nie sfotografowałem, myślę zresztą, że byłby to temat na film raczej. Na kadrze z ulicą Piekarską w tle, widoczny na nim rowerzysta powozi model „Wigry 3‟ (sądząc z kształtu kierownicy), produkowany na początku lat dziewięćdziesiątych. Czyli mniej więcej wtedy, gdy po raz pierwszy trafiłem w te rejony... A 30 grudnia 2003 roku po raz ostatni sfotografowałem Piekarską na materiałach czarno białych. Kilka lat później wjechały tutaj buldożery i było pozamiatane.


(No i zostało mi tylko kilka klatek do powtórnego zeskanowania. Dziwnie się z tym czuję...)

piątek, 5 lutego 2021

Schyłek

[Bytków - 7.11.2003]

Bardzo lubię ten kadr. Pamiętam, że właśnie robiłem zdjęcie nasypu kolejki wąskotorowej w przeciwną stronę, kiedy kątem oka zauważyłem zbliżajacego się pana na rowerze (składak Jubilat?), więc zdążyłem szybko obrócić aparat na statywie, wypoziomować go i ustawić czas na 1/60 sek., tak żeby postać cyklisty nie była rozmazana. Właściwością trzeciego w kolejności Horizona, którego wtedy używałem, było naświetlanie na obszarze nieba poziomych pasków (z czasem wada ta całkowicie uniemożliwiła fotografowanie). Trochę to widać na powyższym kadrze w partii chmur i plik do druku postaram się jeszcze nieco skorygować.
Skończyłem dziś rano wstęp do książki, który liczy ostatecznie 17243 znaki, rozłożone na dziewięć akapitów. I myślę, że tyle wystarczy. W tytule tego tekstu oraz w treści odnoszę się do pewnej kultowej powieści science-fiction oraz filmu, który powstał na jej kanwie (właściwie film jest chyba bardziej kultowy, niż wspomniana proza). Więcej konkretów niebawem.

czwartek, 4 lutego 2021

Kredens z Zabrza

[Zabrze - 29.3.2003]

Nie znowu taki stary był ten kredens, jeśli sądzić po światłach kierunkowskazów na błotnikach, pożyczonych z FSO Polonez. No ale ponieważ produkcji FSO 125p zaprzestano w roku 1991, na zdjęciu widać egzemplarz co najmniej dwunastoletni...
Raz w życiu prowadziłem kredensa, właśnie na początku lat dziewięćdziesiątych i trochę dziwnie się nim jechało, ale było to auto z wypożyczalni. 
Miejsca widocznego na zdjęciu już nie ma, tzn. przebiega tam Drogowa Trasa Średnicowa (być może domy widoczne w tle kredesa ocalały?).
W opracowywaniu zeskanowanych kadrów doszedłem do daty 7 listopada 2003.  Przede mną jeszcze siedem klatek, ostatnia z datą 30 grudnia 2003, no i jeszcze kilka powtórek skanów.
Tekst wprowadzający doszedł do 16903 znaków i jest na ukończeniu.