Dobrą cechą Festiwalu Miłosza jest to, że przy okazji kolejnych edycji imprezy wydawane są książki. Pamięć spotkań autorskich jest ulotna, natomiast książki zostają, więc zawsze można trafić/wrócić do tekstów w nich zawartych. Wydany w tym roku przy okazji festiwalu tom wierszy Lawrence Ferlinghettiego (to pierwsza zwarta publikacja jego utworów w Polsce) niespecjalnie jednak zachwyca... Fajny tytuł - Świat Hoppera - ale w środku jest raczej słabo (z przyczyn obiektywnych), a z malarstwem autora Chop Suey, poezja ta ma niewiele wspólnego (właściwie tyle, co nic). No dobrze, w zbiorze przetłumaczonym przez Andrzeja Szubę i wydanym w zacnym (ironia) krakowskim Znaku znalazłem jednak dwa interesujące/poruszające utwory:
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Lawrence Ferlinghetti. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Lawrence Ferlinghetti. Pokaż wszystkie posty
niedziela, 28 lipca 2024
środa, 24 lutego 2021
(Oko poety patrząc obscenicznie...)
...widzi powierzchnię okrągłego świata i jego pijane sklepienia (...). Przedwczoraj zmarł Lawrence Ferlinghetti. W wieku 101 lat. Poeta, malarz, księgarz, współzałożyciel księgarni i wydawnictwa City Light w San Francisco, wydawca beatników (m.in. Skowytu Allena Ginsberga). W Polsce tłumaczony sporadycznie, publikowany zwykle z innymi przedstawicielami Beat Generation, jako malarz (całkiem intresujący zresztą) w ogóle u nas nieznany. Przypominam sobie bibliotekę Konsulatu USA w Krakowie przy Stolarskiej, do której w latach 80. można było po prostu wejść z ulicy i bez żadnej kontroli stanąć przed półkami z poezją, gdzie dominowały książki wydane przez City Light. Widoczne poniżej skany pochodzą z Literatury na Świecie, nr 3 (71) z 1977 roku, czyli w momencie publikacji tej Ferlinghetti liczył sobie 58 lat. Tłumaczka tych wierszy - Anna Kołyszko - zmarła przed dwunastu laty.
A zagubione filiżanki
pełne naszych popiołów
szybowały ku górze
Subskrybuj:
Posty (Atom)




