wtorek, 30 kwietnia 2013

niedziela, 28 kwietnia 2013

BIAŁE KWADRATY Elżbiety Janickiej


Elżbieta Janicka, z cyklu Miejsce nieparzyste - Bełżec (03.07.2003)

Na wystawie Sztuka polska wobec holokaustu w Żydowskim Instytucie Historycznym, która otwarła się 17 kwietnia (i na którą już tutaj zapraszałem), pokazywane są także prace Elżbiety Janickiej wybrane z jej świetnego cyklu Miejsca nieparzyste. I patrząc przedwczoraj na trzy całkowicie białe kadry w czarnych negatywowych ramkach, które są fotografiami powietrza nad  obozami zagłady w Polsce, nagle dotarła do mnie oczywistość dość przewrotnego dialogu, jaki autorka prowadzi tutaj z... Kazimierzem Malewiczem, jego Czarnym kwadratem na białym tle (1913) oraz późniejszym Białym kwadratem na białym tle (1918). Przeciwstawienie bieli i czerni w pierwszym obrazie zastąpiona zostaje w drugim tylko jednym kolorem, a geometryczną figurę, tym razem umieszczoną asymetrycznie i ukośnie, rozpoznać można wyłącznie fakturze nakładanej farby. I chociaż ten drugi obraz w interpretacji samego Malewicza mający być "supremację czystego uczucia lub percepcji w sztuce malarskiej", zaś komentatorzy jego dzieła wskazują też na postrzeganie rewolucji bolszewickiej, jako przewrotu torującego drogę do nowego społeczeństwa, sam proces znikania czarnego kwadratu (tak wyraźnego w opozycji do bieli) jest jednak... nad wyraz niepokojący.

Elżbieta Janicka, z cyklu Miejsce nieparzysteKulmhof am Ner (31.08.2004) 

Przy okazji prezentacji Miejsc nieparzystych w Galerii Atlas Sztuki w Łodzi w 2006 roku, ukazał się katalog z tekstami Eleonory Jedlińskiej, Rafała Jakubowicza oraz wywiad z autorką wystawy, przeprowadzony przez Krzysztofa Cichonia. Warto przeczytać tę interesującą rozmowę.

PORTRETY POWIETRZA z Elżbietą Janicką rozmawia Krzysztof Cichoń

Krzysztof Cichoń: Skąd wzięła się ta praca?
Elżbieta Janicka: Z powietrza i z tego, co piszczy w trawie. Z codziennej krzątaniny tu i teraz. Z wypraw do Bełżca, Sobiboru i tak dalej.
KC: Kiedy Pani zaczęła tam jeździć?
EJ: Przed sześcioma laty.
KC: Podróżuje Pani samochodem?
EJ: Nie, autobusami PKS, pociągiem osobowym, a trochę piechotą, bo to zupełnie inne
doświadczenie czasu i przestrzeni. I nieporównanie szersze pole obserwacji.
KC: Rozumiem, że na początku nie robiła Pani zdjęć.
EJ: Nie.
KC: Za którym razem zaczęła Pani fotografować?
EJ: Podczas trzeciej podróży, czyli po dwóch latach. Wtedy wiedziałam już, co chcę zrobić. Wcześniej nie fotografowałam, świadoma pułapki konwencji. Nie wyobrażałam sobie, że wyjmę aparat, spojrzę w obiektyw, zacznę kadrować, szukać najdogodniejszego punktu widzenia, czekać na najlepsze oświetlenie, bo jakimi właściwie kryteriami miałabym się kierować - tymi co zawsze? I co by to w ogóle miało być? Reportaż? Pejzaż? Martwa natura? Dlatego z góry założyłam, że nie wykonuję żadnego zadania, żadnej pracy, a już zwłaszcza ze sztuką daję sobie spokój. To znaczy, wie Pan, trochę fotografowałam. Aparatem małoobrazkowym. Turystycznie. Fotografowałam i nie fotografowałam. Dosyć w sumie przypadkowo. Na pewno pamiętam zdjęcie stacyjnej chatki i kuriozalnego pomnika „ofiar faszyzmu” w Sobiborze, który wygląda jak pomnik Matki Polki i który - mam nadzieję - w końcu zniknie na rzecz czegoś bardziej do sensu. Z Treblinki przywiozłam zielnik fotograficzny - bardzo starannie, metodycznie sporządzony. Bo, wie Pan, człowiek rusza w podróż wypełniony po brzegi obrazami - na przykład ziemi wymiotującej trupami w rozkładzie. Obóz w Bełżcu położony był na wzniesieniu, więc to spuchnięte, gnijące, śmierdzące i ociekające cieczami mięso zsuwało się po zboczu. Te doły się tak właśnie przelewały. Słowem, robiło się coś, co jeden z SS-manów określił jako „straszny bałagan”. Również jednak tam, gdzie zamiast strasznego bałaganu panował straszny porządek, trwało przemysłowe przerabianie ludzi oznaczonych sześcioramienną gwiazdą na trupy, następnie zaś toczyła się zażarta walka z wyprodukowanymi trupami. Wyciąganie z samochodów czy z komór - rękami albo hakami - rozrąbywanie, dźwiganie, ciągnięcie i upychanie w dołach albo od razu palenie. Psujące się i zapychające krematoria o zawsze niewystarczającej mocy przerobowej. Młynki do mielenia kości, które też nie były doskonałe, bo nie mełły tak znowu na zupełny proch i pył. Tam gdzie ciała zakopywano w ziemi, odkopywano je i wydobywano na powrót po upływie miesięcy. Znowu dźwigano, ciągnięto - mimo odpadających kończyn i głów - upychano na stosach i palono na tak zwanym świeżym powietrzu. Spalone szczątki mielono. No więc dociera człowiek na miejsce, a tam jest... Są zioła i kwiaty. Grzyby, jagody, jeżyny, maliny, poziomki, motyle i ptaki, pszczoły i świerszcze. Zaskrońce wygrzewające się leniwie na słońcu. Opadające lub wstające mgły. Balsamiczne aromaty. Czyste niebo albo niebo z chmurami. Słońce i księżyc, planety i gwiazdy. Zieleń, zieleń i zieleń. To są miejsca piękne, dobre, bezpieczne - figury raju po prostu. I komunikat jest jeden: „Nic się nie stało. Wszystko w porządku”. Oczywiście dopóty, dopóki człowiekowi nie wejdzie w ciało drzazga z ludzkiej kości. Przywiozłam coś takiego z Lasu Rzuchowskiego, czyli z Kulmhof am Ner - niechcący, w skarpetce. Przywiozłam i odwiozłam z powrotem - na miejsce. Najkrócej rzecz biorąc, ląduje człowiek w kosmosie. To są naprawdę wyprawy w kosmos. A jednocześnie to jest dwa kroki stąd - na wyciągnięcie ręki.
KC: Dlaczego zwróciła Pani uwagę właśnie na powietrze?
EJ: W powietrzu krążą popioły. My tym powietrzem oddychamy. A wiatr, chmury, deszcz, Popioły są w ziemi, w rzekach, na łąkach i w lasach - poddawane nieprzerwanemu recyklingowi, w którym uczestniczymy, nie ruszając się z miejsca zamieszkania, kupując w osiedlowym spożywczym ser żółty ze spółdzielni mleczarskiej w Kosowie Lackim, miód z tamtych terenów czy sos tatarski z Wizny. Bo tam się pasą zwierzęta. W Treblince stoją przy drodze żółte, trójkątne znaki drogowe z krową. Znak z krową obok znaku „Treblinka”. Jesteśmy skonfrontowani z problemem niepochowania i niemożności wyprawienia pochówku. Problem ten ma wymiar zarówno symboliczny, jak fizyczny - by nie rzec: fizjologiczny. Nie ma pogrzebu bez, tak czy inaczej rozumianego, sarkofagu - „sarkofag” znaczy po grecku mięsożerny - którego funkcja polega na pochłanianiu doczesnych szczątków i wyłanianiu duchowego wizerunku zmarłego. W największym skrócie można powiedzieć, że pogrzeb to sarkofag. Tu sarkofag nie wchodzi w rachubę, chyba że to my jesteśmy sarkofagami - absorbującymi te szczątki zewsząd i na różne sposoby.

sobota, 27 kwietnia 2013

Poznań, Plac Wolności


[2013-04-23  08:10]

No właśnie... Przy najbliższej okazji muszę to sfotografować X-Panem w panoramie. Terytorialnie mi to wprawdzie nie podchodzi do projektu, ale może dać to w jakimś appendiksie? To i np. też motywy z Rzeszowa (dość hardkorowe...)? Które ostatnio podczas drogi powrotnej z wernisażu wystawy w Zamościu, wypatrzyłem przez okno samochodu?

piątek, 26 kwietnia 2013

Coś jak Bujnowski


sprzed 15 lat. Robiłem kiedyś zdjęcia Rafałowi jego szablonów odbijanych na folii aluminiowej (chyba właśnie jakoś w 1998?), a na końcu "sesji" sportretowałem autora. Muszę odnaleźć ten negatyw...

[2013-04-25  11:13, drzwiczki hydrantu w korytarzu UAP]

A potem - mniej więcej godzinę później - wystąpiłem przed Radą Wydziału i nastąpiło otwarcie mojego przewodu...

Doktorskiego oczywiście. 

Cieszę się :))

---------------------------------------------------------------------------------------------

Fota przesłana przez Michała Wilka via Facebook, DZIĘKI! :)


środa, 24 kwietnia 2013

Krwawa ballada, którą napisali czytelnicy (albo POLSKA CHATA)


Jakiś czas temu (prawie 2 tygodnie temu) Iza Kowalczyk prowadząca bloga strasznasztuka2, poświęciła wpis mojemu projektowi Niewinne oko nie istnieje. No i jak się tego należało spodziewać, wierne grono trolli i hejterów jej osoby oraz bloga, opatrzyło wpis komentarzami. Ponieważ są one dość przewidywalne i można by powiedzieć, że też typowe, wklejam cały ten hejting/trolling poniżej w pisowni oryginalnej. Kilku komentatorów kojarzę z bloga galeriabrowarna.blogspot.com, gdzie zawsze pod wpisami prowadzącego tę stronę Andrzeja Biernackiego, uaktywnia się grono sfrustrowanych i anonimowych zwykle malarzy spod znaku "błota" oraz "techniki grzęznącego pędzla" (by przywołać terminy ukute przez Łukasza Gorczycę i Michała Kaczyńskiego w Słowniczku Rastra), którzy uważają, że w polskiej sztuce współczesnej rządzi "układ" i lewacy... 
I jeszcze gwoli wyjaśnienia, "szalety miejskie" widoczne na zdjęciu synagogi w miejscowości Buk, nie są dobudowane do tego obiektu. Ala cała ta sytuacja wydała mi się mocno symboliczna... Wyobraźmy sobie taki urodziwy kibel w bliskim sąsiedztwie kościoła katolickiego... Owszem, mam zdjęcie, gdzie szalety w  typie "sławojek" dobudowano do wschodniej ściany bóżnicy, czyli tej gdzie umieszcza się w środku wnękę na Aron ha-kodesz - miejsce przechowywania Tory (w miejscowości Ciepielów w Województwie Mazowieckim). Mam też zdjęcie z Tarnowa, gdzie kible stoją niedaleko od zachowanej bimy (jedyna część, jaka ocalała z tego obiektu) z tamtejszej synagogi. W niedużej odległości od Buka znajdują się Pniewy (26,7 km), gdzie w posynagogalnym budynku urządzono sklep lokalnej sieci o nazwie POLSKA CHATA. Mogłem dać zdjęcie fasady z tym napisem do książki, a nie dałem, szkoda...

Gość: gość niedzielny, amo18.neoplus.adsl.tpnet.pl 
ostatnio Pani takiej Profesor zwyczajnej czy nadzwyczajnej(4 krotnie) wyszło ,że kapliczki (z roku 1943)w warszawskich podwórkach to WOTUM DZIĘKCZYNNE ku czci wymordowania Żydów w Gettcie Warszawskim...(gazeta wyborcza) 
litości!!!!!!!!!!!!!!!!
 
-zalecam obserwowanie przyrody,spokój i relaks...
 
(wymordowanie inteligencji Polskiej przez Niemców i Sovietów w czasie wojny i trochę po... właśnie wydaje owoce... eh...)
  
2013/04/16 21:30:55

Gość: gość niedzielny, amo18.neoplus.adsl.tpnet.pl
przypuszczam ,że Pani Doctor tego nie ogarnie... 
może jest na wakacjach w Nigerii... ;)
2013/04/16 21:10:38

Gość: K, alfa60.extreme-net.one.pl
Foto z szaletem ma niby przedstawiać synagogę w Buku. Wojciech Wilczyk dziwnym trafem nie trzymał się swojej metody frontalnych kadrów fasad budynków, ale wziął się za to ujęcie "od tyłu". Na zdjęciu tego nie widać, ale oba budynki dzieli mur. "Niewinne" oko dokumentalisty pozwoliło sobie jak widać na "artystyczny" gest. A może było już po prostu zmęczone swym programowym patrzeniem i tak "fikuśnie" sobie spojrzało...

Tak to wygląda z innej strony:
 
i878.photobucket.com/albums/ab350/Mrruczek/Buk/DSCF5755.jpg
 

Wojciechowi Wilczykowi życzę kolejnej serii, może tym razem poświęconej wyremontowanym synagogom, bo dużo się od tamtego albumu zmieniło. "Życie po oku"? Tylko na to już pewne środowiska mogą nie dać funduszy, choć trzymam kciuki ;)
 

Z kolei niecałe bajeczki Aliny Całej poddano słusznej krytyce tutaj:
 

kompromitacje.blogspot.com/2012/06/alina-cala-na-tropie-antysemitow.html
 

Z Tokarską-Bakir też się tam nie cackano i też słusznie, bo to prawdziwa kompromitacja, żeby takie pseudo-autorytety mąciły młodym ludziom w głowach.
 

Ciekawą lekturę polecam:
 
www.portal.arcana.pl/Bronislaw-wildstein-polska-antysemityzm-lewica,1917.html
 

i czujności życzę.
 
2013/04/16 02:31:52

Gość: schodydonieba, modemcable033.30-20-96.mc.videotron.ca
Widac tu konflikt pomiedzy logika slusznosci i logika wlasnosci. Spedzilem troche czasu na forum dla kobiet na skraju zalamania nerwowego i zauwazylem ze kwestia okreslenia "ownership" jest dla nich bardzo wazna. Wrecz krytycznie wazna. Przy czym "ownership" w ich jezyku oznacza odpowiedzialnosc. 
..........
 
W moim miescie w co drugim garazu jest jakis dom modlitwy, centrum medytacyjne, boznica, synagoga, czy meczet. Ale to wtedy nie jest garaz, tylko odpowiednio - dom modlitwy, cenrtum medytacyjne, boznica, synagoga, meczet. Jakby z drugiej strony jest budynek bylego kosciola przerobiony na lofty. Ma nawet nadal dwie wieze z pozlacanymi krzyzami. Nie wszystkim sie to podoba, ale nie jest to juz kosciol.
 
..........
 
Konflikt wlasnosci i slusznosci mozna zaobserwowac na przykladzie zjawiska o ktorym przeczytalem w Obiegu, a ktore nazywa sie Yellowism. To jest - jak widac na przykladzie losu poznanskich Yellowistow - konflikt cywilizacji.
 
Promocji muzycznych ciag dalszy:
 

www.youtube.com/watch?v=BDsTr0_yF50
 
2013/04/15 22:06:15

Gość: gość niedzielny, bri148.neoplus.adsl.tpnet.pl
O jaki pan Niedzielny rozdrażniony! "Ludzie w sieci" (fajne określenie) mogą się śmiać, ile im się podoba, 
---------------------------------------------------------------------------------------------------------------
 
Ma Pani problem ,bo raczej są to ludzie inteligentni i poważni...A jeśli facet zarabia 50 razy więcej od Pani a na ścianach w domku mu wiszą oryginalne Picassy(taki malarz hiszpański...)+ kilka innych ,,ładnych,, monidełek to chciałbym być przy tym jak Pani mu mówi : Pan jest idiotą!
 
--------------------------------
 
odkąd Pani zaczęła robić w tym całym mainstreamie ,straciła Pani tzw. czujność rewolucyjną ... mniej Tvn,mniej fiołków,odpocząć,porozmawiać trochę z tzw. prostymi ludźmi -i słuchać co starsi mówią...bo inaczej na starość może Pani zostać dotknięta tzw.efektem Bronka...
 
Tzw. Efekt Bronka-czyli facet uwierzył ,że jest intelektualistą bo mu tak powiedzieli... ;)
 
2013/04/14 15:29:33

Izakow2: Zwróciłaś uwagę na fakt, który ja, jako "niefachowiec" uwagi nie zwróciłem i przyznaje - jest on, prawdopodobny po ludzku czy też nieludzku - uzasadniony - jak mniemam.
2013/04/14 09:04:27

Gość: schodydonieba, modemcable033.30-20-96.mc.videotron.ca
Izakow 2 

Gdy nastepnym razem napisze pani "w naszej kulturze", to bardzo prosze o sprecyzowanie w ktorej. Gdy sie tu do nas zaczely wprowadzac osoby ktore "zawsze na gotowe, zawsze na friko", efektem byla fala samobojstw wsrod kobiet po 30-stce i wsrod nastolatkow.
 

Dziekue za uwage, Peace Love i Komercja.
 

www.youtube.com/watch?v=9G7knyNYkec
2013/04/12 18:25:44

Gość: schodydonieba, modemcable033.30-20-96.mc.videotron.ca
Skoro niewnne oko nie istnieje to ja sie pytam - czy te szalety sa w ( dawnej ) synagodze, czy obok synagogi ?
2013/04/12 18:06:31

Gość: schodydonieba, modemcable033.30-20-96.mc.videotron.ca
Mialo byc "mozna uwazac za wspolczesna mutacje antysemityzmu. Przepraszam.
2013/04/12 17:56:12

Gość: schodydonieba, modemcable033.30-20-96.mc.videotron.ca
Mysle ze typowy ( to znaczy stereotypowy ) Zyd zapytalby "A ile na tym pamietaniu mozna stracic?" ;-) Koniu domyslilby sie ze chodzi o kreacje stolkow dla "dobrego towarzystwa". Jezeli chcecie upamietniac, to nauczcie sie zakladac fundacje, kwestowac, przekonywac, reklamowac, negocjowac, podpisywac umowy, etc.. W tym kraju sama szlachta - nikt nic nie umie, wszyscy maja zdanie na kazdy temat. Top znaczy budzetowka udajaca szlachte, bo na razie zadnego slachtowania, ani szlachetnosci nikt jeszcze nie widzial. 
........
 
Pogarde dla biznesu, handlu i reklam mozna wspolczesna mutacja antysemityzmu. Kiedys gardzono Zydami, bo zajmowali sie tymi "nieczystymi" sprawami. Stezenie tej mutacji antysemityzmu wsrod tzw. lewicy jest wprost niesamowite. Czasem wystarczy zamienic "wasy" na "pejsy", jak na blogu Szprotest, a jestesmy dwie godziny od pogromu. ,
 
2013/04/12 17:49:13

O jaki pan Niedzielny rozdrażniony! "Ludzie w sieci" (fajne określenie) mogą się śmiać, ile im się podoba, mnie to nie przeszkadza. A w TVP Kultura nie występuję, bo mi jakoś nigdy nie pasuje :) 
Do Barei - ten stosunek nie jest jednak podobny. Tak na prawdę to zaważyła na podejście do zabytków i ich konserwacji PRL-owska ideologia i ukuta wówczas konstrukcja "zabytku narodowego". Najbardziej niszczały zabytki pożydowskie praz poniemieckie. Ale oczywiście stosunek do dóbr polskiej historii jest też (i wciąż) skandaliczny - to opisywany przeze mnie wcześniej przykład znikania stoczni gdańskiej uznawanej za "kolebkę" Solidarności.
2013/04/12 00:24:36

Gość: gość niedzielny, aenn154.neoplus.adsl.tpnet.pl
aha... 
jeszcze jedno ..
 
Panie Izo nie wiem czy Pani jest świadoma ,że sporo ludzi w sieci się z Pani śmieje,jak sie Pani publicznie przyznała ,że poparła Pani wniosek o przyznanie 3 koła miesięcznie tej Pani co pomyka z łopatką w Warszawie i zakopuje jakieś artefakty... :
 
--------------------------------------------------------------------------------------------
 
www.tekstowo.pl/piosenka,kazik_na_zywo,Swiadomosc.html
 

Powiedz co to znaczy, gdy ktoś myśli inaczej
 
I gdy mówi inaczej. Czy to ci nie przeszkadza?
 
Świadomość twoja, jaka jest w tobie
 
Silna i pewna, ale nie na przeszkodzie
 
O tym co tu widzisz możesz myśleć jak chcesz
 
Podoba ci się to, czy ci podoba się? Nie!
 
Kreujesz rzeczywistość na swoje żądanie
 
Lecz uważaj, niech niewolą innym się nie stanie
 
A ludzie są wolnymi, to słychać wkoło
 
Co to za hasło? To jest oszustwo!
 
W imię tej idei co pewien czas ponury
 
Ruszają na podboje armie kute w zbroje
 
A ludzie są wolnymi, to słychać wkoło
 
Co to za hasło? To jest oszustwo!
 
Niesione na sztandarach, niesione przez armie
 
Cała Ziemia, ludzie cierpią potwornie!
 

Miej świadomość!
 
Możesz robić co chcesz!
 
Miej świadomość!
 
Czy dobrze chcesz
 
Miej świadomość!
 
Możesz robić co chcesz!
 
Miej świadomość!
 
Czy dobrze chcesz(...)
 
------------------------------------
 
to teraz niech Pani ma tą świadomość...
 
dobranoc...........
2013/04/12 00:02:58

Gość: gość niedzielny, aenn154.neoplus.adsl.tpnet.pl
o jak fajnie!!!! 

goscniedzielny1.blogspot.com/2012/04/19-kwietnia-1943-warszawa-getto.html
 
-------------------------------------------
 
a tego w Warszawie nikt nie nie chciał pokazać... ale w tym roku będzie wystawiana w UK i może w Izraelu... :) (czyli są martwi Żydzi dobrzy i martwi źli Żydzi...ale co to kogo obchodzi... nieprawda??)
 
-----------------------------------------------------------------------------
 
goscniedzielny1.blogspot.com/2012/03/egzekucja-polskiego-bandyty.html
 
-zbiórka na remont Remont ohela cadyka Elimelecha w Leżajsku(www.the614thcs.com/38.1695.0.0.1.0.phtml)
 - efekt 0 pln-bo to zła praca była..;) 
---------------------------------------------------------------------------------
 
i wcale tego Pani Izo nie musi komentować :)
 
grunt ,że Pani jest zadowolona i taka fajna ,że w TVP Kultura nawet wystąpić może...
 
i życzę dalszych sukcesów w pracy zawodowej jak i też szczęścia w życiu rodzinnym(oraz tańcu...eeeeeee taka tam złośliwość ,ale stać mnie na to...)
2013/04/11 23:38:14

W wypadku "polskich" dworków, zabytków wszelkiego rodzaju - też miała miejsce podobna absurdalna sytuacja. Daleki jestem od stwierdzenia, że to jakieś "celowe" wymazywanie żydowskiej obecności. Stosunek do jakichkolwiek dóbr kultury w Polsce jest po prostu podobny. Ale książka na pewno warta polecenia.
2013/04/11 22:41:27

To straszne, jak przez tych kilka dziesięcioleci z Polski została wyparta pamięć o żydach. Kiedyś żyli oni w tym kraju, tworzyli jego historię, a teraz wszystko co po nich zostało, jest niszczone i wstydliwie ukrywane. 

Może antyżydowskie nastroje z XIX wieku nadal się w Polsce utrzymują? Przecież nawet jeżeli pominiemy sakralny charakter tych budynków - w wielu przypadkach są to zabytki, dziedzictwo kultury. Czy takie miejsca nie powinny być chronione?
2013/04/11 22:16:40

wtorek, 23 kwietnia 2013

Krwawa ballada, którą napisali czytelnicy


Jak widać poniżej, zjawisko hejtingu i trollingu nie jest wynalazkiem czasów internetu. Owszem, ta płaszczyzna komunikacji jest na pewno szybsza...




[skany pochodzą z tomu Boohumil Hrabal Aferzyści i inne opowiadania, Wydawnictwo "Śląsk", Katowice 1983, str. 4-11]

poniedziałek, 22 kwietnia 2013

Erasmus Schröter - Leipzig - Dresden - 1985


Dwa "zwykłe pstryki" - by użyć określenia jednego z komentatorów hiperrealizmu - Erasmusa Schrötera z 1985 roku. Te zdjęcia są o tyle niezwykłe, że takie zwykłe motywy, ujęte w zwykły sposób, są zwykle dość rzadko spotykane... Być może fotografowie faktycznie wyrzucają takie zwykłości do kosza (mam podejrzenie, że dotyczy to szczególnie fotografów rodzimych - kwestia skrócenia dystansu względem rzeczywistości, ciągle jest problemem w kraju nad Wisłą, Odrą i Nysą Łużycką...), na całe szczęście Erasmus Schröter kadrów tych się nie pozbył ;)

Erasmus Schröter - Leipzig - 1985 [zdjęcie z albumu CITY SCAPE EAST - STADT LAND OST. Archiv der Wirklichkeit, Hatje Cantz Verlag 2001, str. 30]

Erasmus Schröter - Dresden - Lotterie Streng - 1985 [zdjęcie z albumu CITY SCAPE EAST - STADT LAND OST. Archiv der Wirklichkeit, Hatje Cantz Verlag 2001, str. 32]

niedziela, 21 kwietnia 2013

Rudolf Schäfer - Berlin - Gleimstrasse - Hinterhöfe - 1980


Rudolf Schäfer - Berlin - Gleimstrasse - Hinterhöfe - 1980 [zdjęcie z albumu CITY SCAPE EAST - STADT LAND OST. Archiv der Wirklichkeit, Hatje Cantz Verlag 2001, str. 40]

Okolica widoczna na fotografii wydała mi się znajoma... Po zgooglowaniu nazwy ulicy okazało sie, że zdjęcie zostało wykonane w dzielnicy Prenzlauerberg (którą z Nikonem w ręku schodziłem wzdłuż i wszerz na początku lat 90. XX w.). Widoczny w prześwicie ulicy łuk wiaduktu, to trasa metra U2. Kościelna wieża należy do protestanckiej świątyni Gethsemanekirche, stojącej przy Stargarderstrasse. Fabrycznych budynków z pierwszego planu już nie ma; na i miejscu powstały obiekty komercyjne. Obecnie okolica ta wygląda tak:

maps.google.com

No więc, w 1993 oraz 1996 często tam bywałem i wtedy jeszcze większość budynków na Prenzlauerbergu wyglądała tak, jak te stojące przy Gleimstrasse, chociaż proces "rewitalizacji" kamienic (któremu towarzyszyła gentryfikacja dzielnicy) nabierał już tempa. I fotografowałem zawzięcie te odrapane elewacje z pourywanymi balkonami (zupełnie jak w Łodzi), frontalnie, ale... w perspektywicznym skrócie... 
Tymczasem Rudolf Schäfer (rocznik 1952 i co ważne, absolwent lipskiej HGB) robiąc swoje zdjęcia kilkanaście lat wcześniej bez trudu znalazł odpowiednią perspektywę ;)

sobota, 20 kwietnia 2013

Ulrich Wüst - Ottersleben - 1981


Ulrich Wüst - Ottersleben - 1981 [zdjęcie z albumu CITY SCAPE EAST - STADT LAND OST. Archiv der Wirklichkeit, Hatje Cantz Verlag 2001, str. 41]

W poniedziałek odebrałem przesyłkę od Louisa Volkmanna, w której znalazłem album wymieniony w opisie widocznej wyżej fotografii, drugi - EAST. ZU PROTOKOL - FOR THE RECORD oraz kapitalną książeczkę Paula Wolffa Leipzig die Wunderschöne Stadt, wydanie z 1940 roku (DZIĘKI LOUIS !!!). I pewnie wcześniej wkleiłbym tu zdjęcie Ulricha Wüsta, ale komputer, z którego korzystam przy skanowaniu, przebywał u pana doktora od komputerów, który robił mu transplantację podzespołów szybszych i bardziej wydajnych.

Niesamowicie piękna i idealnie trafiona fotografia!

Ottersleben to (jak wyczytałem w Wikipedii) przedmieścia Magdeburga. Ulrich Wüst fotografował tę dzielnicę w roku 1981, a potem ponownie w 1998 (w II części STADT LAND OST, pojawiają się pary zdjęć tych samych krajobrazów lub domów, wykonane w odstępie kilku-kilkunastu lat). 
Na fotografie Wüsta nabrałem apetytu po tym, jak stałem się posiadaczem albumu VorOrt. Eine Sammlung topografischer Fotografien Ostdeutschlands, o którym parokrotnie już tutaj wspominałem.

Ulrich Wüst, urodzony w 1949 roku w Magdeburgu, absolwent uczelni o profilu politechnicznym (Hochschule für Architektur und Bauwesen), w chwili wykonywania zdjęcia ulic w Ottersleben miał 32 lata. I zastanawiam się teraz nad jego świadomością wizualną (niewątpliwie dużą), bo przecież wybór widocznego na zdjęciu banalnego motywu oraz werystyczna konwencja obrazowania, za pomocą której został zaprezentowany, to sprawy wcale nie takie oczywiste... Czy w NRD na początku lat 80. była wśród fotografów (czy w ogóle było to możliwe?) jakaś recepcja New Topographics?

piątek, 19 kwietnia 2013

70 ROCZNICA POWSTANIA W GETCIE WARSZAWSKIM



To bardzo znane i często reprodukowane zdjęcie pochodzi z tzw. Raportu Stroopa, czyli dokumentu pod tytułem Es gibt keinen jüdischen Wohnbezirk - in Warschau mehr! (Żydowska dzielnica mieszkaniowa w Warszawie już nie istnieje!), sporządzonego na rozkaz SS-Brigadeführera i generała majora policji  przez Jürgena Stroopa. Wspomniany raport, wykonany w trzech kopiach (jedną z nich otrzymał Heinrich Himmler), opisuje pacyfikację powstania w warszawskim getcie. Podpis pod fotografią głosi Mit Gewalt aus Bunkern hervorgeholt (Przemocą wyciągnięci z bunkrów). Raport Stroopa w postaci pdf-a z książki wydanej przez IPN w 2009 roku (ze wstępem Andrzeja Żbikowskiego i polskim tłumaczeniem zawartości) jest dostępny na internetowej stronie instytutu.

wtorek, 16 kwietnia 2013

Sztuka polska wobec Holokaustu



czyli wystawa w Żydowskim Instytucie Historycznym, która otwiera się jutro - w środę 17 kwietnia 2013 o godz. 17:00. Kuratorką tej ekspozycji jest Teresa Śmiechowska, a poniżej wklejam informacyjny tekst zamieszczony na stronie ŻIH-u, który mówi o intencjach tego przedsięwzięcia oraz o artystach, których prace będzie można zobaczyć.

Sztuka polska wobec Holokaustu

Wystawa prezentować będzie prace artystów, którzy w różny sposób mierzyli się z tematem bolesnej, nieprzyswojonej pamięci o Zagładzie. Organizowana przez Żydowski Instytut Historyczny w związku z 70. Rocznicą wybuchu Powstania w Getcie Warszawskim, wpisze się w długą tradycję działań wystawienniczych, zapoczątkowaną przez Instytut już w 1948 roku. Ważną grupę prac eksponowanych w siedzibie ŻIH-u – stworzyli artyści, bezpośredni świadkowie wojny i Holokaustu, tacy jak Tadeusz Kantor, Andrzej Wróblewski, Alina Szapocznikow, Bronisław Linke, Marek Oberlaender, Władysław Strzemiński, Artur Nacht-Samborski, Józef Szajna, Izaak Celnikier czy Jonasz Stern. Część z nich temat wojennego koszmaru podjęła zaraz po 1945 roku, w twórczości innych powracał on po latach. Ich prace zestawione zostaną z artefaktami artystów młodszego pokolenia, podejmującego temat pamięci Zagłady w momencie, w którym umierają jego ostatni świadkowie. Wśród twórców znajdą się m.in. Mirosław Bałka, Zbigniew Libera, Maciej Toporowicz, Wilhelm Sasnal, Artur Żmijewski, Rafał Jakubowicz, Jarosław Kozakiewicz, Maciej Klauzner, Elżbieta Janicka, Krystyna Piotrowska, Zofiia Lipecka, Karolina Freino, Wojciech Wilczyk, Józef Robakowski i Urszula Grabowska. Zaprezentowane zostaną również projekty i fotogramy najlepszych realizacji architektonicznych i pomników upamiętniających Holokaust.

Dzięki temu zestawieniu widzowie będą mogli zapoznać się z różnymi sposobami wyrażania doświadczenia Zagłady przez artystów. Na ile im się to udało i czy w ogóle jest to możliwe?

Wystawie będzie towarzyszył katalog zawierający wybór poezji polskiej dotyczącej Zagłady.

W moim przypadku zaprezentowane zostaną 4 fotografie z cyklu Niewinne oko nie istnieje (są to prace przedstawiające synagogi przebudowane na kina - zdjęcia eksponowane rok wcześniej na wystawie Urwany film we wrocławskim BWA i specjalnie na tamtą ekspozycję wyprodukowane). W holu ŻIH-u pokazany natomiast zostanie dwuekranowy slideshow (po raz pierwszy w pełnej formie od finalnej ekspozycji w Atlasie Sztuki w 2009), podczas którego można zobaczyć ponad 400 zdjęć byłych synagog, bejt ha-midraszy i modlitewni - także wariantowe ujęcia, jakie weszły do albumu Niewinne oko nie istnieje. Będzie też można posłuchać (na słuchawkach) rozmów, dialogów i konwersacji, jakie przydarzyły mi się podczas pracy nad projektem, czyli reportażu pod tytułem Czy tutaj była synagoga?, czytanego przez radiowych lektorów.

Zapraszam do Żydowskiego Instytutu Historycznego im. Emanuela Ringelbluma w Warszawie, ul. Tłomackie 3/5, środa 17 kwietnia 2013, godz. 17:00 (wystawa potrwa do listopada).

poniedziałek, 15 kwietnia 2013

autoportret 1 (40) 2013



autoportret PISMO O DOBREJ PRZESTRZENI, z tytułem numeru PRZEMYSŁOWE, POPRZEMYSŁOWE, którego zawartość polecam czytelnikom hiperrealizmu, w tym także strony 34-44, gdzie przeczytać można obszerny wywiad  jaki przeprowadziła ze mną Katarzyna Mrugała - pt. "Wszystko momentalnie podupada". W roli ilustracji do tego tekstu wykorzystanych zostało 11 zdjęć (8 z Czarno-Białego Śląska i 3 z Postindustrialu), więc jest też na co popatrzeć (fotografie poleciały z jednego przejazdu, ale wydrukowano je bardzo dobrze). 




(...)
K.M.: Fotografując koksownię „Walenty”, pracując nad Czarno-Białym Śląskiem i cyklem Postindustrial, zdecydował się pan na zdjęcia monochromatyczne, robione zimą lub jesienią, kiedy światło najczęściej jest rozproszone, pojawia się mgła... te fotografie niewątpliwie są malownicze, nostalgiczne; obiekty wydają się monumentalne, można doszukać się w nich jakiejś grozy czy tajemnicy. Czy świadomie nawiązywał pan do kategorii wzniosłości stworzonej u progu epoki romantycznej?

W.W.: Pewnie w jakiś sposób tak, bo lubię malarstwo i to niekoniecznie realistyczne, właściwie częściej oglądam obrazy niż fotografie, ale raczej nie szukałem tam inspiracji. Gdy robiłem Postindustrial, interesował mnie monumentalny charakter tych obiektów, ich zjawiskowa forma. Wybrałem taką pogodę, ponieważ rozproszone światło i śnieg sprzyjają fotografowaniu betonowych konstrukcji. W gruncie rzeczy nadałem im nieco monumentalny charakter. Przez to, że fotografia wycina poszczególne elementy z kontekstu, pewnemu zakłóceniu ulegają proporcje. Gdybyśmy postawili jakiegoś człowieka jako miarę – tak jak to robiono przy fotografowaniu egipskich piramid w XIX wieku – byłoby od razu widać, że nie wszystkie budynki są tak duże, jak się wydaje na zdjęciach. Wszystkie moje fotografie w Postindustrialu były robione obiektywem typu shift, w którym istnieje możliwość przesunięcia osi optycznej. Podchodziłem więc blisko do obiektu i shiftowałem, czyli w pewnym sensie zmieniałem proporcje kadru, dzięki czemu sfotografowane motywy wyglądają bardziej monumentalnie niż w rzeczywistości. Na pewno interesował mnie ich groźny czy tajemniczy wygląd, ale jeszcze bardziej – to swoiste zatarcie znaczeń, kiedy „postindustrialna rzeźba” zaczyna opowiadać swoją własną historię, a ta dotycząca przemysłowej przeszłości nie jest już czytelna. Oczywiście ruiny to stary motyw wanitatywny, a te poprzemysłowe wiele mówią o marności „epoki węgla i stali”. Zależało mi też – zawsze mi na tym zależy – na wizualnej atrakcyjności samej fotografii; na tym, żeby działała na widza bardzo mocno jako zarejestrowany obraz.

K.M.: A trzeba przyznać, że wszystkie te fotografowane przez pana fabryki – czy pan tego chce, czy nie – są piękne...

W.W.: Nie mam co do tego żadnych wątpliwości. Zresztą u nas w Polsce rzeczywiście jest problem z oceną obiektów industrialnych. Kiedy robiłem zdjęcia do Czarno-Białego Śląska, często mnie pytano: „Dlaczego pan fotografuje takie brzydkie rzeczy?”. Drugie pytanie brzmiało: „Dlaczego nie ma ludzi?”. To jest bardzo ważna kategoria w komentowaniu polskiej fotografii: czy są ludzie, czy nie ma ludzi...
Gdy przyjrzy się pani recenzjom wystaw czy książek, które traktują o krajobrazie z urbanizowanym, industrialnym czy postindustrialnym, wciąż pojawia się stwierdzenie, że „nie ma tam ludzi”. To dosyć śmieszne. Odbieranie tych obiektów jako brzydkich jest powszechne, natomiast trzeba pamiętać, że były one projektowane przez zdolnych architektów, a przy tym tworzono je w taki sposób, żeby nikomu nic na głowę nie spadło; więc i konstrukcja jest przemyślana, i kształt nieprzypadkowy – bo widać w nim wpływy epoki, w której powstawała. Jest to jednak kompletnie ignorowane.
Becherom udało się sprawić, że forma industrialnych instalacji sfotografowanych w werystycznej konwencji została doceniona. A do „przestrzeni sztuki” przemycili tę tematykę dzięki konceptowi „typologizacji”; myślę, że gdyby startowali ze zdjęciami przedstawiającymi wyłącznie krajobrazy przemysłowe (przepiękne zresztą), to w latach 50.–60. byłoby im znacznie trudniej. A tworzenie wizualnych typologii było oswojone, głównie dzięki pop-artowi. Po tym jak na przykład Ed Ruscha sporządził serię 26 stacji benzynowych, przy oglądaniu sekwencji czy tableau z dwudziestoma kilkoma wieżami ciśnień czy chłodniami kominowymi łatwiej było rozpoznać w takim działaniu gest artystyczny.
(...)

niedziela, 14 kwietnia 2013

ŚMIERĆ W WODZIE


Od początku roku czekałem na kwiecień i wiosnę, żeby w ramach pewnej przekory zacytować tutaj fragment "Ziemi jałowej" T.S. Eliota, choć prawdę mówiąc pierwotnie myślałem o inne części tego poematu. No i pogoda oraz przedłużające się przedwiośnie nie za bardzo mi sprzyjały... Nieważne, ostatecznie stanęło na części czwartej w przekładzie Czesława Miłosza (z tomu T.S. Eliot Jałowa ziemia, Wydawnictwo Literackie, Kraków 1989).

T.S. Eliot

IV. Śmierć w wodzie

Phlebas Fenicjanin dwa tygodnie temu
zapomniał krzyki mew i morza kołysanie
I zysk, i stratę.
                      Skubały mu kości
Prądy szepczące i schodził w otchłanie.
Życie swoje powtórzył, gdy wzniósł się i spadł.
Wir wchłonął pamieć lat jego młodości.
Ktokolwiek jesteś, Żyd czy też poganin,
Ty, który kręcąc kołem słuchasz, jak wiatr grzmi,
Zważ: i Phlebas piękny był niegdyś, wysoki jak ty.

sobota, 13 kwietnia 2013

piątek, 12 kwietnia 2013

MANIFEST NORMALIZMU - Nie ma prywatnego raju


Manifesty artystyczne bywają nudne jak flaki z olejem, nadęte lub nieznośnie pretensjonalne (vide teoria "fotogenii"). Kiedy Krzysztof Sienkiewicz przy okazji spotkania w MOCAKU w styczniu tego roku opowiadał mi o dwóch edycjach Normalizmu, wspomniał też o manifeście, jaki sformułowany został przez Jana Rogało przy okazji wydania drugiej książki. Spodziewałem się znaleźć ten tekst właśnie w albumie, ale okazało się, że był on tylko wygłoszony podczas promocji wydawnictwa. Szczerze mówiąc obawiałem się rozczarowania in minus, a tymczasem wypowiedź pt. "Nie ma prywatnego raju", jest rzeczowa i w wielu punktach trafiona. Myślę, że to ważny tekst, szczególnie na gruncie polskim, gdzie tradycja fotografii dokumentalnej jest stosunkowo świeża, a werystyczny zapis ciągle wywołuje u krytyków sztuki starszej daty podejrzenie "bezstylowości". 

Nie ma prywatnego raju.

Koncepcja stojąca za Normalizmem nie jest bardzo skomplikowana. Sam Normalizm nie określa również szczególnego kierunku w fotografii. Jest raczej próbą zrozumienia formy oraz struktury, która jest ściśle powiązana z procesem robienia zdjęć samym w sobie.

W zasadzie Normalizm jest banalny i przepracowany do znudzenia. Nie różni się niczym od metodologicznych opisów, które robił Henry Fox Talbot; obiektywnych (co nie wyklucza pewnej dozy celebracji) portretów znikającego Paryża Eugene Atgeta, czy prac związanych z grupą New Topographics - Becherami lub Stephenem Shorem.

Każdy z nich na swój własny sposób poświęcił się redukcji obrazu do pozbawionego bezpośrednich emocji, quasi naukowego zapisu rzeczywistości. W konsekwencji żaden z nich nie skoncentrował się na procesie fotograficznym jako czymś metafizycznym. Normalizm za to kładzie nacisk na proces mentalnym i poszukiwanie piękna w tym co zwykłe i z pozoru nieciekawe.

Termin Normalizm pochodzi od czasownika normalizacja. Opisuje powrót do normalnego stanu po przeżyciu dziwnego, niecodziennego doświadczenia. Uważam że kondycja ta jest najważniejszym elementem w momencie gdy patrzymy na fotografię jako proces intelektualny, w którym pomijamy aspekty techniczne. Dlatego niezależnie czy pracujemy aparatem wielkoformatowym czy telefonem komórkowym w momencie gdy fotografujemy towarzyszy nam specyficzna progresja emocji. Widzimy kadr - rośnie napięcie, które osiąga plateau gdy jeszcze raz analizujemy wszystkie elementy. Naciśnięcie spustu migawki jest chwilą uwolnienia. Zapis został stworzony. Powracamy do zwykłej rutyny.

Ta procedura opisana powyżej jest całkiem naturalna i często pozostaje niezauważona. Myślę że fotografowie zrzeszeni wokół Normalizmu są świadomi tych emocji i własnie w nich kolektywnie znajdują esencje swoich działań. Zgodnie z mottem Normalizmu 2 - nie ma prywatnego raju.

A tak wygląda Normalizm II:






[Zdjęcia z strony 8hbooks.com]

----------
Fotografie z obu edycji Normalizmu można znaleźć też pod adresem www.nudnafotografia.org

czwartek, 11 kwietnia 2013

ŚWIEŻONKA


[2005]

Kto jeszcze pamięta dwa Autosany H9-35 z takim napisem, stojące przy DK 1 na odcinku miedzy Częstochową a Piotrkowem Trybunalskim? Jeden z nich udało mi się sfotografować w 2005.
Kiedyś też, ale w zupełnie innym miejscu i barze spróbowałem świeżonki. Prawdę mówiąc, potrawa ta przypominająca rodzaj luźnego gulaszu, zaprawionego śmietaną niespecjalnie mi wtedy podeszła...
DK-1, nazywana jest też "Gierkówką" lub "drogą śmierci". Oba określenia są jakoś tam słuszne, bo faktycznie ta quasi-autostrada powstała za miłościwego panowania I Sekretarza KC PZPR Edwarda Gierka, ale wybudowano ją bez wiaduktów... Jest szeroka i prosta, więc kierowcy naciskają mocniej pedał gazu, a tu np. z jakiejś wiejskiej drogi wyjeżdża sobie traktor, żeby przeciąć tę arterię i... BUM!

Karol Gustaw Szymkowiak na swoim blogu cytował ostatnio Bogdana Konopkę, który o pojazdach pojawiających się na zdjęciach mówi tak: moje fotografie architektury czy tak zwanego niewidzialnego miasta – jak to sobie nazwałem – pozbawione są ludzi, nie ma też na nich samochodów, żeby nie można było powiedzieć „A Peugeot 206, on to więc musiał wykonać w takim a takim okresie”.
Ach to nieznośne "dążenie do wieczności", można by powiedzieć... 
Jednak w przypadku samochodów kwestia datowania wcale nie jest aż tak jasna i oczywista. Bo np. widoczny na zdjęciu model autobusu produkowano w latach 1975-1997 i jeszcze trochę w 2000. Kiedy przypomniałem sobie o tym kadrze, nie byłem pewien, czy został on naświetlony w 2004, 2005 czy 2006? Robiąc "Życie po życiu" celowo nie podawałem dat wykonania zdjęć ani lokalizacji, licząc na to, że informacje te z czasem się zatrą... (ach to nieznośne "dążenie do wieczności"...).

Wracając do "Gierkówki" vel "drogi śmierci", zimą 1992 okolicach Radomska skasowałem moją kochaną renówkę (Renault Traffic). Była gołoledź i w pewnym momencie tir jadący po przeciwnym pasie wpadł w poślizg, przejechał na drugą stronę, po czym się zatrzymał. Nie jechałem szybko, jakieś max. 60 km/h, jednak nie miałem możliwości, żeby wyhamować. Próbowałem zjechać na pas rozdzielający drogi, ale śnieg był mocno zmarznięty i ubity, tak że wcale nie poruszałem się wolniej. I ten czas od momentu kiedy zdałem sobie sprawę, że walnę w naczepę, aż do spektakularnego i głośnego BUM!, w moim odczuciu trwał długo. I zbliżając się nieuchronnie do tego tira (na całe szczęście uderzyłem w tylne koła) nie czułem nic, ani strachu, ani żadnych retrospektywnych filmów z przeszłości przed oczami, nic, po prostu nic (tyle w kwestii "wieczności").