Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Czesław Miłosz. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Czesław Miłosz. Pokaż wszystkie posty
poniedziałek, 2 czerwca 2025
sobota, 11 stycznia 2025
piątek, 10 stycznia 2025
[a niewidzialni goście wchodzą i wychodzą]
Pomyślałem sobie, że to dobry przypis do "Lasu duchów" Andrzeja Dybczaka. Autor wiersza szczęśliwie postawił znak zapytania w tytule, reszta OK.
piątek, 27 stycznia 2023
poniedziałek, 19 kwietnia 2021
Campo di Fiori (Adina Blady-Szwajger)
Skany z ksiżki I więcej nic nie pamiętam Adiny Blady-Szwajger (Świat Ksiażki, Warszawa 2010). Autorka (podaję za notą biograficzą z portalu Wirtualny Sztetl) „od 11 marca 1940 r. pracowała w Szpitalu Dziecięcym im.
Bersohnów i Baumanów przy ul. Siennej, którym kierowała dr Anna Braude-Heller.
Od jesieni 1941 r. przeniosła się do jego nowoutworzonej filii przy ul. Leszno.
Opiekowała się dziećmi z gruźlicą, tyfusem oraz chorobą głodową. Latem 1942 r.
szpital został przeniesiony na ul. Stawki, tuż obok Umschlagplatzu. 29 lipca
1942 r. Adina straciła matkę, którą Niemcy zabrali z domu na Umschlagplatz, a
stamtąd prawdopodobnie do obozu zagłady Treblinka II. Adina wraz z innymi
lekarzami podała dziecięcym pacjentom szpitala śmiertelną dawkę morfiny. W ten
sposób chciała uchronić ich przed zastrzeleniem albo śmiercią w komorach
gazowych. 25 stycznia 1943 r. na polecenie Marka Edelmana Adina
wyszła z getta. Od tego czasu funkcjonowała jako Irena Meremińska. Pracowała
jako łączniczka Żydowskiej Organizacji Bojowej – jeździła na prowincję,
dostarczała fałszywe kenkarty i metryki, zdobywała pieniądze. Tuż przed
wybuchem powstania w getcie warszawskim przemycała także broń i amunicję.‟
sobota, 9 maja 2020
(prosto w oczy)
Jerzy Ficowski
OPŁAKIWANIE
Łapali płatki w powietrzu
Jadący na karuzeli,
Rozwiewał suknie dziewczynom
Ten wiatr od domów płonących,
Śmiały się tłumy wesołe
W czas pięknej warszawskiej niedzieli.
(Czesław Miłosz - „Campo di fiori‟)
Był i płacz
płakali szmalcownicy
szaulis rękawem otarł oczy
sturmführer ukrył w dłoniach głowę
i skomlał policyjny pies
z żałobnie okopconą sierścią
Szedł dym
ogromny cień ognia
gryzący dym krochmalnej
gęsiej nalewek zamenhofa
dym rudobrody chałaciarski
wiatr znosił go na tę stronę
aż tu
prosto w oczy
[Z książki Odczytanie popiołów wydanej przez Association of Jews of Polish Origin in Great Britain w 1979 roku w Londynie]
OPŁAKIWANIE
Łapali płatki w powietrzu
Jadący na karuzeli,
Rozwiewał suknie dziewczynom
Ten wiatr od domów płonących,
Śmiały się tłumy wesołe
W czas pięknej warszawskiej niedzieli.
(Czesław Miłosz - „Campo di fiori‟)
Był i płacz
płakali szmalcownicy
szaulis rękawem otarł oczy
sturmführer ukrył w dłoniach głowę
i skomlał policyjny pies
z żałobnie okopconą sierścią
Szedł dym
ogromny cień ognia
gryzący dym krochmalnej
gęsiej nalewek zamenhofa
dym rudobrody chałaciarski
wiatr znosił go na tę stronę
aż tu
prosto w oczy
[Z książki Odczytanie popiołów wydanej przez Association of Jews of Polish Origin in Great Britain w 1979 roku w Londynie]
niedziela, 18 czerwca 2017
OSET, POKRZYWA
i Czesław Miłosz z książki Dalsze okolice (1991), tekst jednakowoż zeskanowany został (co widać) z wydanego w 2011 roku przez Znak tomu Wiersze wszystkie.
Uruchomiłem ponownie gramofon i od przedwczoraj słucham tylko czarnych płyt... czyli nieco anachronicznie brzmiących wykonań Hendla, Albinoniego lub Vivaldiego.
środa, 31 sierpnia 2016
Czesław Miłosz "Do Lecha Wałęsy"
[Przy okazji wiadomej rocznicy i wykluczania z państwowych uroczystości przywódcy strajku w Stoczni Gdańskiej w 1980 roku. Wiersz Czesława Miłosza trudno byłoby uznać za arcydzieło... jednak jest to rodzaj reakcji - jak myślę ważnej - na wydarzenia polityczne. I czegoś takiego bardzo brakuje w ostatnim czasie, kiedy na naszych oczach polska rzeczywistość brunatnieje i to za cichym przyzwoleniem aktualnych władz państwa. A sztuka ma to w dupie...]
poniedziałek, 29 lutego 2016
CZŁOWIEK, OPRAWCA CZŁOWIEKA
Carl Sandburg
CZŁOWIEK, OPRAWCA CZŁOWIEKA
Widziałem człowieka, oprawcę człowieka,
Polującego z pochodnią w jednym ręku
I z bańką nafty w drugim ręku,
Polującego z bronią, sznurem, kajdankami.
Słuchałem
I wysoki krzyk zadzwonił,
Wysoki krzyk człowieka, oprawcy człowieka:
Dostaniemy jeszcze ciebie, ty skwysynie!
Słuchałem później.
Wysoki krzyk człowieka dzwonił:
Zabić go! Zabić go! Skwysyna!
W porannym słońcu zobaczyłem
Dwa końce czegoś, kadłub dymiący
I ostrzeżenie zwęglonego drzewa:
Więc dostaliśmy go,
skwysyna.
[tak przy okazji jutrzejszego święta (i nie tylko) wiersz w przekładzie Czesława Miłosza z tomu: Czesław Miłosz Przekłady poetyckie wszystkie, Wydawnictwo Znak, Kraków 2015, str.91-92 i oryginał, który skopiowałem ze strony poemhunter.com]
I SAW Man, the man-hunter,
Hunting with a torch in one hand
And a kerosene can in the other,
Hunting with guns, ropes, shackles.
I listened
And the high cry
rang,
The high cry of Man, the man-hunter:
We'll get you yet, you sbxyzch!
I listened later.
The high cry rang:
Kill him! kill him! the sbxyzch!
In the morning the sun saw
Two butts of something, a smoking rump,
And a warning in charred wood:
Well, we got him,
the sbxyzch.
niedziela, 7 lutego 2016
7 MARCA 1979
Tomas Tranströmer
7 MARCA 1979
Dość mając wszystkich, którzy przychodzą ze słowami,
ze słowami, ale nie mówiąc nic,
wyjechałem na zaśnieżoną wyspę.
Pustkowie nie zna słów.
Niezapisane stronice ciągną się na wszystkie strony!
Natrafiam na ślady sarnich kopytek w śniegu.
Mowa, choć żadnych słów.
[Primitivo di Manduria + wiersz w przekładzie (zapewne via angielskie tłumaczenie?) Czesława Miłosza z tomu: Czesław Miłosz Przekłady poetyckie wszystkie, Wydawnictwo Znak, Kraków 2015, str. 504]
wtorek, 15 września 2015
FRISCO CITY
Blaise Cendrars
FRISCO CITY
Jest to stare pudło przeżarte rdzą
Naprawiana dwadzieścia razy maszyna nie daje
więcej niż 7 czy 8 węzłów
Zresztą dla oszczędności pali się tylko żużlem
i węglowym miałem
Ile razy wiatr jest pomyślny rozpina się prowizoryczne żagle
Krasnolicy o brwiach krzaczastych z czerwonym nosem
Mr. Hopkins to prawdziwy marynarz
Małe srebrne kółka wiszą u jego uszu
Ładunkiem statku są trumny Chińczyków
Którzy umarli w Ameryce i chcieli żeby ich pochowano
w ich ojczyźnie
Podłużne skrzynki malowane na czerwono i jasnoniebiesko
albo pokryte złotymi literami
Właśnie rodzaj towaru którego nie wolno przewozić
[przekład Czesława Miłosza z tomu: Czesław Miłosz Przekłady poetyckie wszystkie, Znak, Kraków 2015, str. 543]
niedziela, 16 sierpnia 2015
Wierszyk na niedzielę (i na cały rok)
Walt Whitman
* * *
Jestem poetą rzeczywistości.
Twierdzę, że ziemia nie jest echem
Ani człowiek widmem.
Ale że wszystkie rzeczy widziane są prawdziwe.
Świadectwo i białe świtanie rzeczy są równie prawdziwe.
Rozciąłem ziemię i twardy węgiel, i skały, i lite łożysko morza,
Zeszedłem tam, żeby badać długo,
I przynoszę stamtąd sprawozdanie,
Dowodzę, że wszystko tam pozytywne i gęste,
I że jest takie, jak wydaje się dziecku.
[przekład Czesława Miłosza z tomu: Czesław Miłosz Przekłady poetyckie wszystkie, Znak, Kraków 2015, str. 520]
czwartek, 13 sierpnia 2015
Poezja urzędników
Po-Chu-I (772-846)
DESZCZ
Od kiedy zamieszkałem w tym obcym Hsun Yang,
Całymi godzinami pada deszcz.
Ledwo parę dni jaśniejszego nieba,
Dużo śpię niespokojnym snem.
Jezioro rozlało się aż do widnokręgu,
Niskie chmury dotykają wody.
Za moim żywopłotem gadają łódkarze,
Słyszę na końcu śpiew rybaka.
Mgliste ptaki giną w żółtym powietrzu,
Żagle na wietrze bodą się z białą falą.
Przed moją bramą droga dla koni i pojazdów
W ciągu jednej nocy zamieniła się w rzekę.
[spolszczenie Czesława Miłosza z tomu: Czesław Miłosz Przekłady poetyckie wszystkie, Znak, Kraków 2015, str. 572]
Czytam sobie właśnie wspomniany wyżej tom przekładów Miłosza, celując w wiersze pisane przez wysokich urzędników cesarskich Dynastii Tang. Jak mi się zdaje umiejętność wyrażania się w mowie wiązanej była jednym istotnych punktów urzędniczych egzaminów w tamtych czasach (jednak wolę sobie nie wyobrażać, jaki wiersz wyszedłby spod ręki współczesnego polskiego urzędnika...). Piszący poezję Chińczycy z VIII i IX wieku n.e. w kapitalny i zwięzły sposób potrafili szkicować krajobraz, co przypomina mocno praktykę ówczesnych malarzy pracujących tuszem na jedwabiu, jednak tematyka tych obrazów oraz wierszy jest w pewien sposób ograniczona czy - lepiej powiedziawszy - skonwencjonalizowana. Łatwo to dostrzec (i ulec przy tym pewnemu znużeniu) po lekturze większej porcji takich tekstów... No i jeszcze w przypadku tłumaczenia z tłumaczenia, kiedy dodatkowo wyjściowy tekst był napisany ideogramami, wiele znaczeń oraz niuansów ginie po drodze... Więc przekład na język europejski dokonany po tysiąc dwustu latach może sprawiać wrażenie nowoczesnego zapisu (o ile dobrze pamiętam autorzy starochińskiej poezji posługiwali się też rymami...).
poniedziałek, 10 sierpnia 2015
KIEDY NADCHODZĄ CHMURY
Yuan Mei (1716-1798)
KIEDY NADCHODZĄ CHMURY
Kiedy nadchodzą chmury, góra istnieć przestaje.
A kiedy odchodzą, pokazuje czym jest mocne
Górowanie.
Jak myślisz?
Czy góra wie?
[przekład Czesława Miłosza (z angielskiego tłumaczenia Kennetha Rexrotha?) z tomu: Czesław Miłosz Przekłady poetcykie wszystkie, Znak, Kraków 2015, str. 534]
wtorek, 9 czerwca 2015
OPOWIEŚĆ
Jane Hirshfield
OPOWIEŚĆ
Kobieta opowiadała mi
o ślicznym ptaszku,
który, martwy, leżał
przez trzy dni na parapecie jej okna.
O swojej córeczce, która przybiegła
wołając: "Mamo, on żyje!"
Kiedy tam poszła, chyba żył.
Szmaragdowe piórka skrzydeł ruszały się, gardło
zdawało się znowu pulsować.
Z bliska zobaczyła,
jak rzeczywiste życie podnosi się
pod skrzydłami. Odwróciła twarz,
żeby dziecko nie widziało, choć zobaczy.
[Czytam sobie teraz codziennie nabyte przeszło tydzień temu Przekłady poetyckie wszystkie Czesława Miłosza (Znak, Kraków 2015) i na stronie 517 znalazłem ten świetny tekst]
niedziela, 2 listopada 2014
Pan Anusewicz
Bardzo lubię ten wiersz Miłosza, w ogóle tom Kroniki, który mam też w edycji Wydawnictwa Literackiego z 1987 roku ze świetną okładką Zofii Darowskiej. Pomyślałem, że na Dzień Zaduszny to lektura w sam raz.
[skany z tomu: Czesław Miłosz Wiersze wszystkie, Wydawnictwo Znak, Kraków 2011]
wtorek, 5 sierpnia 2014
Realizm
Czesław Miłosz
REALIZM
Nie jest całkiem źle z nami, jeżeli możemy
Podziwiać holenderskie malarstwo. To znaczy,
Że co nam opowiadają od stu, dwustu lat,
Zbywamy wzruszeniem ramion. Choć straciliśmy
Dużo z dawnej pewności. Godzimy się,
Że te drzewa za oknem, które chyba są,
Udają tylko drzewiastość i zieleń,
I że język przegrywa z wiązkami molekuł.
A jednak to tutaj, chleb, talerz cynowy,
Półobrana cytryna, orzechy i chleb
Trwają, i to tak mocno, że trudno nie wierzyć.
I zawstydzona jest abstrakcyjna sztuka,
Choć żadnej inne nie jesteśmy godni.
Więc wchodzę między tamte krajobrazy,
Pod niebo chmurne, skąd wystrzela promień
I w środku ciemnych równin jarzy się plamka blasku.
Albo na brzeg zatoki, gdzie chaty, czółna,
I na żółtawym lodzie maleńkie postacie.
To wieczne jest, dlatego że raz było,
Przez jedną chwilę istniejąc i niknąc.
Splendor (i najzupełniej niepojęty)
Okrywa popękany mur, śmietnisko,
Podłogę karczmy, kaftany biedaków,
Miotłę i ryby skrwawione na desce.
Raduj się, dziękuj! Więc dobyłem głosu
I złączyłem się z nimi w chóralnym śpiewaniu
pośrodku kryz, koletów, spódnic atłasowych,
Już jeden z nich, przemienionych dawno.
I wzbijała się pieśń, jak dym z kadzielnicy.
[wiersz przepisałem z tomu: Czesław Miłosz Wiersze wszystkie, Wydawnictwo Znak, Kraków 2011, str. 1068]
Liczące 1406 stron tomiszcze kupiłem wczoraj (właściwie jeszcze dzisiaj) w Księgarni pod Globusem przecenione na... 29,99 zł. Jak widać czytelnictwo nam w Polszcze kwitnie, że chu chu...
I przypomniało mi się, jak w 1980 roku stałem w kilkusetosobowej kolejce do tej księgarni (mieściła się ona w tym samym budynku, ale tam gdzie teraz jest M Bank) po książkę Gdzie słońce wschodzi i kędy zapada i odszedłem wtedy z kwitkiem.
A wiersz fajny, nie znałem go (nie czytałem tomu Na brzegu rzeki z 1994 roku) i w sumie mogę odszczekać te złośliwości z poprzedniego posta, czynione względem metafizyki ;))
(Uwielbiam holenderskie malarstwo z XVII wieku, sztukę abstrakcyjną też).
niedziela, 14 kwietnia 2013
ŚMIERĆ W WODZIE
Od początku roku czekałem na kwiecień i wiosnę, żeby w ramach pewnej przekory zacytować tutaj fragment "Ziemi jałowej" T.S. Eliota, choć prawdę mówiąc pierwotnie myślałem o inne części tego poematu. No i pogoda oraz przedłużające się przedwiośnie nie za bardzo mi sprzyjały... Nieważne, ostatecznie stanęło na części czwartej w przekładzie Czesława Miłosza (z tomu T.S. Eliot Jałowa ziemia, Wydawnictwo Literackie, Kraków 1989).
T.S. Eliot
IV. Śmierć w wodzie
Phlebas Fenicjanin dwa tygodnie temu
zapomniał krzyki mew i morza kołysanie
I zysk, i stratę.
Skubały mu kości
Prądy szepczące i schodził w otchłanie.
Życie swoje powtórzył, gdy wzniósł się i spadł.
Wir wchłonął pamieć lat jego młodości.
Ktokolwiek jesteś, Żyd czy też poganin,
Ty, który kręcąc kołem słuchasz, jak wiatr grzmi,
Zważ: i Phlebas piękny był niegdyś, wysoki jak ty.
środa, 23 listopada 2011
Fotografia ojczysta i Polska dla Polaków
Na portalu „Teologii Politycznej” pojawił się w ostatnim czasie tekst Marty Turkot Ato Polska właśnie” - rzecz o fotografii ojczystej, więc czytam dalej przytaczany w poprzednim poście wstęp mistrza Jana, a właściwie cofam się pierwszego akapitu, gdzie nasz „ojczysty fotografik” pisze, co następuje:
Zagadnienie fotografii ojczystej jest w Polsce jeszcze nowe, a więc niedość sprecyzowane i bywa pojmowane rozmaicie, czasem w sposób nieco ogólnikowy i mętny. By je lepiej określić przypomnijmy, że któryś z wielkich Polaków powiedział: „im bardziej uszlachetnicie dusze wasze, tym więcej rozszerzycie granice ojczyzny”. Dzisiejsza fotografia ojczysta rodzi się niewątpliwie z prądów zdrowego nacjonalizmu, nurtujących całą Europę, z pragnienia by wszystko, co własne, narodowe, poznać, zobrazować, pokazać, a następnie – pomnożyć, wywyższyć, rozwinąć, wzbogacić. Dzisiejsza fotografia dobrowolnie zaprzęga się w służbę idei mocarstwowej, służbę idei państwa, zespolonego ściśle z narodem i ojczyzną.
Według spisu z 1931 skład narodowościowy II RP przedstawiał się następująco: Polacy – 68,9%, Ukraińcy – 10,1%, Żydzi – 8,6%, Rusini – 3,8%, Białorusini – 3,1%, Niemcy – 2,3%.
Wystawa „Piękno Ziemi Śląskiej” pokazywana była w Katowicach między 1-15 listopada 1938. Dwa tygodnie wcześniej oddziały wojska polskiego powodowane zapewne „prądami zdrowego nacjonalizmu” oraz w ramach „służby idei mocarstwowej”, przyłożyły się do rozbioru Republiki Czeskiej, zajmując tzw. Zaolzie. Przy tej okazji ukuto termin „ziemie odzyskane”, który po 1945 świetnie się sprawdził się jako nazwa zachodnich i północnych terenów Polski, które właśnie „powróciły do macierzy”.
Tekstu apologetycznego względem Jana Bułhaka na jakimś prawicowym portalu, spodziewał się od dawna, obstawiałem jednak Frondę, Gazetę Polska lub blog poety Wojciecha Wencla. Marta Turkot pisząc o Bułhaku pomija szereg niewygodnych faktów.
Jak szczegółowo to opisał Maciej Szymanowicz w eseju „W służbie idei. Uwagi o fotografii ojczystej” nasza ojczysta fotografia była klonem niemieckiej Heimatfotografie i jak ona powstała na skutek działania „prądów zdrowego nacjonalizmu”. Ale Heimat to tylko „mała ojczyzna”, pojęcie szersze to Vatterland. Fotografia ojczysta propagowana przez Jana Bułhaka przed II wojną, a także po 1945 roku to zdecydowanie raczej… Vaterlandfotografie.
Teraz przeskoczmy do końcowego akapitu bułhakowskiego wstępu do katalogu „Piękno Ziemi Śląskiej”:
Tyle na razie powiedzieć można o istocie fotografii ojczystej. Jęsli ma ona być nie pustym frazesem i nową zabawką dla snobów, lecz sprawą ważną i płodną w następstwa, jeśli ma stworzyć wielki, piękny skarbiec rodzimej prawdy i rodzimego piękna, obraz polskiej pracy, polskiego budowania, polskiej tradycji, wizerunek ziemi, człowieka, obyczaju, stroju, narzędzia, słowem obraz całego polskiego życia w jego różnolitej krasie i wymowie bogatej, samorodnej i swoistej, to trzeba się zabrać do dzieła poważnie i energicznie: na pomoc sentymentowi – wezwać ukształcenie estetyczne i wiedzę krajoznawczą i baczyć – by te trzy czynniki szły zawsze razem i razem tworzyły prawdziwy, wierny obraz plastyczny naszej ojczyzny.
„Rodzimej”, „rodzimego”, „polskiej”, „polskiego”… a wszystko to przy cytowanym wcześniej składzie etnicznym II RP.
Swój program „ojczystej fotografii” Bułhak bez problemu, ale i też bez specjalnych skrupułów zaadoptował na potrzeby propagandy Polski powojennej, która przecież - przynajmniej tak o niej piszą autorzy kojarzeni z Teologią Polityczną - nie była całkowicie niezależnym państwem. Skąd jednak decyzja ówczesnych władz komunistycznych, by skorzystać z usług przedwojennego nacjonalisty i twórcy nieszczęsnego terminu „fotografik”? Powróćmy raz jeszcze do Maciej Szymanowicza i jego eseju „W służbie idei. Uwagi o fotografii ojczystej”:
Protektorat władz komunistycznych nad fotografią ojczystą posiada jeszcze jeden, znacznie szerszy aspekt. Był on związany z ówczesną próbą narodowej legitymizacji władz komunistycznych, która stanowi istotne dla naszych rozważań tło historyczne. Komuniści obejmujący władze w Polsce wraz z postępami armii czerwonej doskonale zdawali sobie sprawę z braku poparcia społecznego. Brak wiarygodności oraz przeświadczenie większości społeczeństwa o agenturalnym charakterze władz, wpłynęły na konieczność unarodowienia wizerunku partii. Pisze o tym Marcin Zaremba w swojej pionierskiej pracy na temat nacjonalistycznej legitymizacji władz komunistycznych: „Aby przekonać naród, że nowe państwo polskie jest rzeczywiście <> i <>, podjęto wiele zabiegów o charakterze propagandowym i instytucjonalnym. Wachlarz tych działań był bardzo szeroki – poczynając od otaczania się narodowymi symbolami, posługiwania się językiem bardziej Romana Dmowskiego niż Róży Luksemburg, manipulowania historia i instrumentalnego traktowania dorobku polskiej kultury, a kończąc na umacnianiu ksenofobicznej wspólnoty narodowej poprzez wzbudzanie atmosfery narodowego zagrożenia”. Próba wsparcia się komunistów autorytetem przeszłości była koniecznością choćby dlatego, że wojna niebywale wyostrzyła podziały narodowe. Starano się przywoływać w sposób niejednokrotnie nachalny historię, której kontynuacją miały być ówczesne władze. Jak pisze Jadwiga Kiwerska: „Koncepcja <> została […] wylansowana jako wykładnia polityki komunistów (jako przykład ich związku z tradycją i historią), a później państwa polskiego. Innymi słowy, był to sposób legitymizacji władzy komunistycznej w Polsce” . Podobnie jak historia, również folklor został zawłaszczony przez propagandę, stając się jednym z elementów mitologii narodowej, co szczególnie było widoczne w corocznych obchodach dożynek. Proces ten nazwijmy za Piotrem Osęka „legitymizacją etniczną” władzy, dzięki której nie tylko odnoszono się do historycznej tradycji Ziem Odzyskanych, ale również nieustannie akcentowano powojenne „zjednoczenie” słowiańskie tłumaczące „braterskie więzy” ze Związkiem Radzieckim.
Jak to celnie ujął Czesław Miłosz w swoim poemacie „Trakt moralny” (1957): „Jest spadkobiercą ONR-u partia”. Miał na myśli oczywiście komunistyczną monopartię o nazwie PZPR, ale patrząc na prawą stronę współczesnej sceny politycznej w Polsce, znalazło by się też kilka organizacji, do których pasowałoby stwierdzenie poety.
czwartek, 21 kwietnia 2011
Wielki Czwartek
dzisiaj. Sześćdziesiąt osiem lat temu także trwał Wielki Tydzień, tyle że 21 kwietnia wypadał w środę. Chyba nie ma żadnych wątpliwości, że data rozpoczęcia likwidacji warszawskiego getta przez oddziały* dowodzone przez SS-Brigadeführera i generała policji Jürgena Stroppa, nie była przypadkowa, szczególnie biorąc pod uwagę wielkanocne „tradycje pogromowe” naszego kontynentu, którego kultura ma – jak to lubią podkreślać prawicowi politycy, publicyści i wszelkiej maści aktywiści – chrześcijańskie korzenie. Sześć dni wcześniej nazistowska propaganda ogłosiła odkrycie masowych grobów w Katyniu, co także nie jest zbiegiem okoliczności, kiedy przyjrzymy się np. niemieckiemu plakatowi z 1943, na którym sowieccy enkawudziści mają karykaturalnie semickie rysy.
Więc tym razem żadnych zdjęć, tylko wiersz Czesława Miłosza napisany w Warszawie w 1943, bardzo wymowny… I zapewne znany większości czytelników, ponieważ poddano go wnikliwej analizie w głośnym eseju Jana Błońskiego pt. „Biedni Polacy patrzą na getto” z 1987 roku.
***
Czesław Miłosz
BIEDNY CHRZEŚCIJANIN PATRZY NA GETTO
Pszczoły obudowują czerwoną wątrobę,
Mrówki obudowują czarną kość,
Rozpoczyna się rozdzieranie, deptanie jedwabi,
Rozpoczyna się tłuczenie szkła, drzewa, miedzi, niklu, srebra, pian
Pszczoły obudowują czerwoną wątrobę,
Mrówki obudowują czarną kość,
Rozpoczyna się rozdzieranie, deptanie jedwabi,
Rozpoczyna się tłuczenie szkła, drzewa, miedzi, niklu, srebra, pian
Gipsowych, blach, strun, trąbek, liści, kul, kryształów -
Pyk! Fosforyczny ogień z żółtych ścian
Pochłania ludzkie i zwierzęce włosie.
Pszczoły obudowują plaster płuc,
Mrówki obudowują białą kość,
Rozdzierany jest papier, kauczuk, płótno, skóra, len,
Włókna, materie, celuloza, włos, wężowa łuska, druty,
Wali się w ogniu dach, ściana i żar ogarnia fundament.
Jest już tylko piaszczysta, zdeptana, z jednym drzewem bez liści
Pyk! Fosforyczny ogień z żółtych ścian
Pochłania ludzkie i zwierzęce włosie.
Pszczoły obudowują plaster płuc,
Mrówki obudowują białą kość,
Rozdzierany jest papier, kauczuk, płótno, skóra, len,
Włókna, materie, celuloza, włos, wężowa łuska, druty,
Wali się w ogniu dach, ściana i żar ogarnia fundament.
Jest już tylko piaszczysta, zdeptana, z jednym drzewem bez liści
Ziemia.
Powoli, drążąc tunel, posuwa się strażnik-kret
Z małą czerwoną latarką przypiętą na czole.
Dotyka ciał pogrzebanych, liczy, przedziera się dalej,
Rozróżnia ludzki popiół po tęczującym oparze,
Popiół każdego człowieka po innej barwie tęczy.
Pszczoły obudowują czerwony ślad,
Mrówki obudowują miejsce po moim ciele.
Powoli, drążąc tunel, posuwa się strażnik-kret
Z małą czerwoną latarką przypiętą na czole.
Dotyka ciał pogrzebanych, liczy, przedziera się dalej,
Rozróżnia ludzki popiół po tęczującym oparze,
Popiół każdego człowieka po innej barwie tęczy.
Pszczoły obudowują czerwony ślad,
Mrówki obudowują miejsce po moim ciele.
Boję się, tak się boję strażnika-kreta.
Jego powieka obrzmiała jak u patriarchy,
Który siadywał dużo w blasku świec
Czytając wielką księgę gatunku.
Cóż powiem mu, ja, Żyd Nowego Testamentu,
Czekający od dwóch tysięcy lat na powrót Jezusa?
Moje rozbite ciało wyda mnie jego spojrzeniu
I policzy mnie między pomocników śmierci:
Nieobrzezanych.
-----
* Wg. słynnego raportu Stroppa Es gibt keinen jüdischen Wohnbezirk in Warschau mehr, na siły biorące udział w - by użyć pojawiającego się tam określenia - „Wielkiej Operacji” składały się (pierwsza cyfra oznacza liczbę dowódców, druga liczebność formacji):
Formacje Wojskowe SS
3 batalion szkoleniowy i zapasowy grenadierów pancernych SS Warszawa - 4/440
Oddział szkoleniowy i zapasowy kawalerii SS Warszawa – 5/381
Policja Porządkowa
I batalion 22 pułku SS – 3/94
III batalion – 3/134
Pogotowie Techniczne - 1/6
Polska Policja - 4/363
Polska Straż Pożarna – 166
Policja Bezpieczeństwa – 3/32
Wermacht:
Bateria lekkiej przeciwlotniczej artylerii alarmowej III/8 Warszawa – 2/22
Oddział zapasowy pociągów pancernych, sekcja saperów, Rembertów - 2/42
14 Batalion zapasowy saperów Góra Kalwaria - 1/34
Obcoplemienne oddziały wartownicze
1 batalion strażników z Trawnik – 2/335
Subskrybuj:
Posty (Atom)
















