czwartek, 28 lutego 2019

(Lascia Ch'io Pianga)



[Cecilia Bartoli, aria Lascia Ch'io Pianga z opery Rinaldo ]


Lascia ch'io pianga
Mia cruda sorte,
E che sospiri
La libertà.

E che sospiri
E che sospiri
La libertà.

Lascia ch'io pianga
Mia cruda sorte,
E che sospiri
La libertà.

Il duolo infranga
Queste ritorte,
De' miei martiri
Sol per pietà.

De' miei martiri
Sol per pietà.

Lascia ch'io pianga
Mia cruda sorte,
E che sospiri
La libertà.

E che sospiri
E che sospiri
La libertà.

Lascia ch'io pianga
Mia cruda sorte,
E che sospiri
La libertà.


[Taki dzień dzisiaj... Okropne są te wizualizacje z youtuba...]

wtorek, 26 lutego 2019

(Nagrodą w tej grze jest przetrwanie )

Grzegorz Wróblewski


TEGO WIERSZA NIE MOŻNA
ROZWINĄĆ, MOŻNA GO TYLKO
PRZEPISAĆ Z EKRANU

Konkurs poetycki:
Różaniec naszą siłą.


WINDA

Pustka istnieje, ale dopiero
po kopulacji. W pustce zawsze
coś się znajduje.

Pustka to geometria 
wnęki.

Twoja odległa szminka, ciemność i
warunki
brzegowe.


KUMITE

Hitosu, ware ware wa,
shinbutsu o totobi,
kenjo no bitoku o wasurezaru
koto.
(Tym razem nie dało rady
z Karaibami...). Przepraszam
wszystkich za sztuczne zęby
i zmarnowane akcje 
łóżkowe.

(Będziecie pamiętać o pożegnalnym
Hitsville U.K.?).
Próbowaliście zbyt szybko
lecieć w górę,

musiałem nieustannie
ściągać was w dół.


RZEKA

Skończyłem handlować kaczkami
- mówi zmęczony Lee. Wyciąga
plik zielonych banknotów...
Nagroda? - pytam go.

Nagrodą w tej grze jest przetrwanie 
- uśmiecha się i pokazuje mi zdjęcie
świńskiej głowy, płynącej
z nurtem Huang-ho. 


[Wiersze z książki Implanty. Jak ją dostałem, nie czytało mi się zbyt dobrze. Co innego dzisiaj rano. Podobnie mam z muzyką, zdarzają się dni, że wspaniały Hasse zupełnie mi nie wchodzi, a następnego dnia łykam po kolei Artaserse, Arminio i Cleofide. Johann Adolf Hasse nie jest w Polsce zbyt znany, a powinien być, bo był przecież nadwornym kompozytorem polskiego króla Augusta Sasa III. Jego opery wystawiano także w tutaj, podczas letnich pobytów dworu w Warszawie. Byłby to niezły pretekst, żeby zrobić jego festiwal w Polsce, podobnie zresztą jak Jana Dismasa Zelenki, który skomponował muzyczną oprawę pogrzebu Augusta II Mocnego, ojca Sasa III, także polskiego króla, pochowanego zresztą na Wawelu. Ciekawe czy wspaniałe Officium Defunctorum zagrano i zaśpiewano też w Krakowie? Słucham sobie teraz Il ritorno d'Ulisse in patria Moneverdiego i niejako tradycyjnie nie wchodzi mi ta opera, choć wykonanie - Junge Kantorei, Cocentus Musicus, Nikolaus Harnoncourt - raczej dobre... Czy coś się w tej kwestii zmieni? Zawsze fascynowała mnie u krytyków literackich ich zdolność do wchłaniania niemal wszystkiego i wypowiadania się na niemal każdy temat, może większość z nich jest cyborgami przysłanymi z okolic Alfa Centauri?]

poniedziałek, 25 lutego 2019

Sokółka

[Sokółka, ul. Kolejowa, 24.11.2018]

Remanentów ciąg dalszy... 

Mam taki pomysł, żeby w książce ten mural (83 metry długości!) poszedł na trzech rozkładówkach. Nawet nie musiałem specjalnie centrować kadrów, aby linie dachu i chodnika się zbiegały (choć oczywiście trochę im pomogłem). W planowanym wydawnictwie, podobnie jak w Świętej Wojnie, pojawi się też słownik, dzięki któremu łatwiej będzie można umiejscowić używane na muralach cytaty oraz hasła, czy też rozpoznać symbole lub wizerunki malowanych postaci. W książce znajdą się także informacje o autorach i sponsorach grafów, oczywiście - o ile takie dane są dostępne.

Skądinąd ciekawe jak zareagowałby Zbigniew Herbert na wieść, że cytują go na muralu działacze faszyzującej Młodzieży Wszechpolskiej (którymi są właśnie autorzy malowidła z Sokółki)? Przy całej mojej rezerwie względem dorobku autora Raportu z oblężonego miasta, nie mam wątpliwości, że kazałby im SPIER... W PODSKOKACH!

niedziela, 24 lutego 2019

Osiedle Oświecenia

Historia pisana na nowo... W nawiązaniu do nazwy osiedla, gdzie ten mural powstał, wprowadzam nowy hasztag #oksymorony. Ktoś jednak przytomnie zamazał sprayem nazwisko i pseudonim „żołnierza wyklętego‟ z Podhala, którego odział ma na sumieniu zabójstwa wielu cywilów: Polaków, Słowaków i Żydów.

[Kraków, Osiedle Oświecenia, 27.10.2018]

sobota, 23 lutego 2019

Samolot z Białej Podlaskiej

[Biała-Podlaska, ul. Gabriela Narutowicza, 05.06.2018]

Całkiem dosłownie. Przedstawiony na muralu PWS-26, który używany był do szkolenia pilotów myśliwców w II RP, produkowano w tutejszej Podlaskiej Wytwórni Samolotów (jedyny zachowany egzemplarz tej maszyny można zobaczyć w krakowskim Muzeum Lotnictwa Polskiego).
Rozliczam stypendium z zeszłego roku, więc zrobiłem remanent posiadanych zasobów i wyszło mi, że w 2018 sfotografowałem ponad 180 obiektów. Czego wcześniej dokładnie nie policzyłem, nieźle. Oczywiście zdjęć wyjdzie więcej, bo niektóre murale mają po dwa, trzy czy czasem cztery ujęcia.

piątek, 22 lutego 2019

Niech będzie obalony...

Fotografie różnie można odczytywać, a interpretacje konkretnych zdjęć zmieniają się w czasie. Pewne informacje zawarte w zarejestrowanym obrazie nie zawsze są rozpoznawane w momencie jego wytworzenia, choć po latach wydają się być oczywiste (porażające). W kontekście wczorajszej akcji obalenia pomnika ks. Henryka Jankowskiego przez trójmiejskich aktywistów (na księdzu ciążą oskarżania o molestowanie seksualne, pedofilię oraz... współpracę z SB), przypomniał mi się świetny album Anny Beaty Bohdziewicz Lekki powiew wolności 1981 i sekwencja zdjęć, jakie autorka tej książki wykonała w mieszkaniu Lecha Wałęsy podczas nagrywania programu dla telewizji francuskiej. Ks. Jankowski i dzieci...


środa, 20 lutego 2019

(Pieśń o Kartezjuszu)

Ron Padgett


PAZNOKCIE

Jak ludzie robili sobie kiedyś pedicure?
Paznokcie Maryi Dziewicy na obrazach
włoskiego renesansu wyglądają pięknie,
i bardzo dobrze, bo trudno byłoby 
czcić kogoś z długimi paznokciami.
Perugino drwił z religii, która miała
wielbić Boga, a w rzeczywistości koncentrowała się
na Maryi, mimo to namalował jej piękne paznokcie.
Nigdy nie przyglądałem się paznokciom
Jezusa, chociaż są blisko dziur
w stopach, gdzie były gwoździe. Okrucieństwo
jest takie malownicze i trudne do pojęcia,
natomiast piękno, nawet piękno palca u nogi,
ma głęboki sens. Przynajmniej dla mnie.


PIEŚŃ O KARTEZJUSZU

Kartezjusz siedzi
przy stole. Pisze
piórem na arkuszu
papieru o powierzchni
równej powierzchni
stołu. Świeca
topnieje. Kartezjusz zaczyna
topnieć, ale przestaje: musi
trochę dłużej pozostać człowiekiem.
Teraz odkłada pióro.
Jest zmęczony. Bycie Kartezjuszem
jest bardzo męczące
wieczorem wypełnionym „tak‟
lub „nie‟ albo „tak‟ i „nie‟.


[wiersze w przekładzie Andrzeja Szuby z książki: Ron Padgett Bezczynność butów, Instytut Mikołowski, Mikołów 2018, s. 27 i 54.]

poniedziałek, 18 lutego 2019

Ernesto Cardenal „Psalm 21‟

Ponieważ dowiedziałem się dzisiaj, że papież Franciszek cofnął wczoraj suspensę „a divinis‟ nałożoną na księdza-poetę Ernesto Cardenala (świetnie, że decyzja taka została podjęta, trzeba jednak wiedzieć, iż Cardenal  liczy sobie obecnie 94 lata i leży ciężko chory w szpitalu), więc z tej okazji jego wspaniały Pslam 21.



Wspomniana kara została nałożona na Ernesto Cardenala przez Jana Pawła II (też poetę, ale kiepskiego) za udział w sandinistowskim rządzie Daniela Ortegi, w którym nikaraguański ksiądz pełnił funkcję ministra kultury. Psalm 21 w przekładzie Andrzeja Nowaka zeskanowałem z książki: Ernesto Cardenal, Poematy, Wydawnictwo Literackie, Kraków 1980. 

niedziela, 17 lutego 2019

(oślizgły krąg koloru popiołu)

Edgar Lee Masters


BERT KESSLER

Trafiłem ptaka w skrzydło,
choć mknął wprost w zachód słońca:
lecz gdy strzał przebrzmiał, szybował 
coraz wyżej przez odpryski złotych promieni,
aż wywinął kozła i z nastroszonymi piórami,
w wirującym w koło puchu 
runął w trawę niby ołowianka.
Krążyłem w koło, rozplątując gąszcze,
aż ujrzałem kroplę krwi na pniaku
i przepiórką tkwiącą w spróchniałych korzeniach,
wyciągnąłem rękę: choć głogu nie było
coś ją ukłuło, sparzyło, uczyniło drętwą.
I nagle zobaczyłem grzechotnika ‒
szeroko rozwarte żółte ślepia,
główka wyprężona i cofnięta w kręgi,
oślizgły krąg koloru popiołu
albo dębowych liści zblakłych pod innymi.
Stałem jak wryty: skurczył się i wyprostował:
gdy zaczął wpełzać pod pień,
leżałem już bez czucia w trawie.

*


BERT KESSLER

I WINGED my bird,
Though he flew toward the setting sun;
But just as the shot rang out, he soared
Up and up through the splinters of golden light,
Till he turned right over, feathers ruffled,
With some of the down of him floating near,
And fell like a plummet into the grass.
I tramped about, parting the tangles,
Till I saw a splash of blood on a stump,
And the quail lying close to the rotten roots.
I reached my hand, but saw no brier,
But something pricked and stung and numbed it.
And then, in a second, I spied the rattler 
The shutters wide in his yellow eyes,
The head of him arched, sunk back in the rings of him,
A circle of filth, the color of ashes,
Or oak leaves bleached under layers of leaves.
I stood like a stone as he shrank and uncoiled
And started to crawl beneath the stump,
When I fell limp in the grass.


[Tłumaczenie Michała Sprusińskiego pochodzi z książki: Edgar Lee Masters, Antologia Spoon River, Państwowy Instytut Wydawniczy, Warszawa 1981, s. 160. ]

sobota, 16 lutego 2019

A listonosz nie przyszedł i przesyłki nie przyniósł...

...zostawił jednak awizo, więc po operę Johanna Adolfa Hassego musiałem się wczoraj pofatygować do mojej placówki pocztowej, która jest także księgarnią patriotyczno-gastronomiczną. 


Jakież było moje zdziwienie, gdy wśród monografii tzw. żołnierzy wyklętych  oraz poradników kulinarnych Siostry Wazeliny zobaczyłem powieści Szczepana Twardocha... który pisarzem wyklętym z pewnością nie jest (kucharzem też raczej nie).
Całkiem świadomie nawiązuję w tytule posta do wiersza/piosenki Marcina Świetlickiego. Henryk Kwiatek bowiem został wykonany kiedyś na wernisażu mojej wystawy fotograficznej. Było to dawno temu, chyba w roku 1996, w pubie U Luisa, którego właściciele przez pewien czas wykazywali zainteresowanie akcjami artystycznymi. Świetliki zagrały przez 20 minut, a w refrenie rzeczonej piosenki, w którym skandowane jest imię i nazwisko tytułowego bohatera, pojawiły się moje personalia. Heh, stare dzieje... A czemu o tym wszystkim piszę przy okazji Hassego? Głównie dla paddierżki razgawora, no i przypomniałem sobie o tej wystawie oraz koncercie sprzed 23 lat. 

czwartek, 14 lutego 2019

(Z biegiem czasu wielkie rysy naznaczyły lustro)

Edgar Lee Masters


PENNIWIT, ARTYSTA

Straciłem wzięcie w Spoon River,
bo koniecznie chciałem kamerą
uchwycić całą duszę człowieka.
Najlepsze moje zdjęcie 
to sędzia Somers.
Siedział sztywno, każąc mi czekać,
aż uspokoi się jego zezowate oko.
Wreszcie był gotów i rzekł: „Teraz.‟
Ja na to: „Uchylam‟, i oko mrugnęło.
Wtedy uchwyciłem go tak, jak wygląda
mówiąc: „Protestuję.‟


ERNEST HYDE

Umysł mój był lustrem:
widziałem, co ujrzało, znałem, co ono znało.
W młodości mój umysł był właśnie jak lustro
w szybko mknącym powozie,
które chwyta i gubi ułamki krajobrazu.
Z biegiem czasu
wielkie rysy naznaczyły lustro
i nimi świat wszedł we mnie,
i poprzez nie wnętrze moje wyjrzało na świat.
Tak rodzi się dusza w zatroskaniu,
rodzi ze strata i z zyskiem.
Umysł ogląda świat jako coś odrębnego,
a dusza czyni świat jednością z sobą.
Spękane lustro nie odbija obrazów
i to jest milczenie mądrości.


[Wiersze w przekładzie Michała Sprusińskiego z książki: Edgar Lee Masters, Antologia Spoon River, Państwowy Instytut Wydawniczy, Warszawa 1981, s. 126 i 131.
Dawno, dawno temu, była to książka kultowa, trudno dostępna... Trudno dziś uwierzyć, że po niektóre książki ustawiały się pod księgarniami kolejki. I że np. drugie wydanie Ulissesa Joyce'a (w przekładzie Macieja Słomczyńskiego ) zniknęło z księgarń w ciągu kilku godzin... A nie jest to bynajmniej literatura popularna. Dawne, dziwne czasy. 
Wyjątkowo dobrze czyta mi się teraz Mastersa, choć język przekładu momentami wydaje się być nieco anachroniczny.]


niedziela, 10 lutego 2019

(Zacumować ustami przy złotych brzegach pustki)

Miłosz Biedrzycki


Porumbescu szoruje

Bo ja się jaram pustką. Miłosz, zawsze
się jarałem. Jako chyba jedyny na podwórku.
Pustka jako nieograniczona pełnia możliwości.
Zacumować ustami przy złotych brzegach pustki,
dać nurka. Dobrze, że pustka mieszka na parterze.
Inaczej skręciłbym sobie kark za każdym razem,
kiedy wpadam w ekstazę i w nieunikniony sposób
wypadam przez okno. Tak, to tylko szoruję o beton.


[Z książki: MLB, Porumb, WBPiCAK, Poznań 2013. Też się jaram pustką...]

sobota, 9 lutego 2019

(Splecione, ocierają się o siebie i jęczą nad naszymi głowami, wydając na świat kolejne podobieństwa)

Charles Tomlinson


PODOBIEŃSTWA

Las trzeszczy jak takielunek:
Na kolejnych piętrach drzewc przetarte liny,
Naprężone łodygi pnączy, zniżone gałęzie
Uwalniające się z uścisków wiatru.
Splecione, ocierają się o siebie i jęczą
Nad naszymi głowami, wydając na świat 
Kolejne podobieństwa. Ale niech im będzie.
Wystarczy, że te bitewne odgłosy docierają
W głąb lądu z zapachem prawdziwego morza.


WIEDZA

Wiosenny deszcz rzeźbi karby
na ramach kwadratowych okien:
rzeczy jawią się często
w przebraniu - nie w kłamstwach,
ale pozorach maskujących
ich istotę: to, co widzimy
jest także poezją,
tyleż nieprawdziwą,
co czarna fałdka cienia,
którą ciągniemy za sobą,
choć tylko inni ją widzą.
Jesteśmy pełni takich dysonansów,
pozornych skrótów i wydłużeń,
tutaj, u celu naszej podróży,
za karbowanymi po deszczu
ramami kwadratowych okien.


[Wiersze w tłumaczeniu Jacka Gutorowa z książki Wygnani z rajuFundacja na rzecz Kultury i Edukacji im. Tymoteusza Karpowicza, Wrocław 2016, s. 182 i 175.]

piątek, 8 lutego 2019

czwartek, 7 lutego 2019

Listonosz zawsze dzwoni dwa razy

i zamiast spodziewanego mandatu, przynosi przesyłkę od multikulti.com. Akurat od dwóch wieczorów słucham na youtubie tego utworu i tego wykonania. Żałuję tylko, że na nagraniu audio (co oczywiste) nie będę widział Corrado Rovarisa, który z niezrównaną gracją dyryguje zza klawesynu.

wtorek, 5 lutego 2019

Lutomia Górna (12/01/2019)


Kościół ewangelicki, który stał kiedyś za tą wieżą, wybudowano w latach 1741-1742. Sama wieża powstała w połowie XIX wieku. Budynek kościoła o konstrukcji szachulcowej rozebrano w roku 1955...

poniedziałek, 4 lutego 2019

O zdjęciach Chrisa Dorley-Browna, Stephena, Shore'a, Jema Southama, Luciaan Brana, moich i Mitcha Epsteina na blogu Photography Critique

A więc w bardzo miłym towarzystwie, jakkolwiek esej Filipa Stańczyka traktuje głównie o projekcie The Corners pierwszego z wymienionych. W przypadku tej serii nie mogę oprzeć się wrażeniu, że pojawiające się na tych zdjęciach postaci przechodniów zostały wklejone z kilku strzałów (być może się tutaj mylę... być może takie wrażenie jest skutkiem pewnej saturacji tła?), tym bardziej, że sam coś podobnego niedawno zrobiłem, kto zgadnie w jakim przedsięwzięciu?

niedziela, 3 lutego 2019

(w nozdrzach tamten dym tamta krew)

Wiktor Woroszylski


Przygody i podróże


Tyle zachwytów przypływów odpływów

Spieniona fala czasu w bezbrzeżnym gdzie indziej

Chwytający za kolana kaleka Bejrut

Chwytający za serce słodkie Suchumi

Chwytająca za krtań Karaganda kolczasta

Miedzy Scyllą a Charybdą
w barze chybotliwego statku Transylwania
towarzysz podróży leczy moje mdłości koniakiem

W wielkiej elektronicznej zabawce frankfurckiego lotniska
przesiadam się z nieśmiałego pasażera economy class
w wybuchającego śmiechem po hiszpańsku
skośne oko wstawiającego w aparat Canon
kupującego pewność siebie w strefie wolnocłowej
podglądacza i chwalcę chylącego się wieku

Warstwy cywilizacji:
chłopi spod Żytomierza
kaukascy jeńcy wojenni Bałtowie
zapadający się w ziemię nieskończone pochody ludów

z pobożnym śpiewem wdzierają się w mury meczetu stalle Kordoby

W Neapolu łobuz na motocyklu
wyrywa damie torebkę tłusty cywil w kwesturze
wskazuje górę torebek istny Oświęcim

W szarym deszczu pod Waterloo na polu klęski i chwały
przeziębiony pociągam nosem

W hoteliku na rue du Sommerrard wyziewy z umywalki
i rozpacz emigranta którym nie jestem

Na Alt Moabit 21/22 pijani żegnamy się z przyjacielem
na chwilę na zawsze

Ziemia Europy Azji pali się pod stopami
nie czuje żaru

I nie wiem czyj głos nie pozwala mi spojrzeć za siebie
kiedy opuszczam Dubrownik



Deutschland. Ein Wintermärchen


                                                  E.K.

W przezroczystym wietrze od Renu
gęstnieje poczucie śniegu
na ulice wychodzi świąteczny las
dzwoni świeci
mali Mikołajowie przytupują w igliwiu

Młoda kobieta
patrzy przez okno
na Smoczą Skałę
nad nią czarne opary
winy
w nozdrzach tamten dym tamta krew

Staje w progu pokoju gdzie
jasny chłopiec
z jasną dziewczynką
na cztery ręce
ćwiczą pieśń o pasterzach

I ja
przechodzień
uciekinier ze strasznej baśnie
błagalnie zagradzam drogę:
na te słabe ramiona
jeszcze nie
jeszcze nie



[Z książki: Wiktor Woroszylski, Wiersze 1954-1996, Wydawnictwo a5, Kraków 2007, s. 328-329 i 299-300.]

piątek, 1 lutego 2019

Kluczowa revisited

[Pałac w Kluczowej, 12.01.2019]

Powinienem się też zająć tymi pałacami, ale nie mam czasu... Może w przyszłym roku? Rok temu - dokładnie 9 stycznia - też byłem w Kluczowej i fotografowałem ten obiekt. Nie wygląda na to, żeby coś się w jego statusie zmieniło.