Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Johann Adolf Hasse. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Johann Adolf Hasse. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 28 marca 2023

Może nie jest to arcydzieło

Ale to opera Johanna Adolfa Hassego, więc zdecydowałem się na kupno (wcześniej słuchałem sobie tego nagrania na YouTubie). Na pewno nie jest to też jakiś rewelacyjny zespół wykonawczy, ale... patrz wyżej. Szkoda, że Hasse, który z nadania Augusta Sasa II był królewsko-polskim i elektorsko-saskim kapelmistrzem (Königlich-Polnischer und Kurfürstlich-Sächsischer Kapellmeister) w Dreźnie, a później też na dworze jego syna Augusta Sasa III (jeżeli ktoś zapomniał, to obaj wymienieni byli także polskim królami), tak rzadko gości w repertuarze rodzimych teatrów operowych. O czym (o kim) traktuje ta opera, której bohaterem jest Marek Attyliusz Regulus, a libretto napisał Pietro Metastasio, można przeczytać na świetnym blogu docletormento.

czwartek, 19 stycznia 2023

Następna do kolekcji

Jak można przeczytać na okładce, libretto do tej opery napisał Pietro Antonio Trapassi, znany pod pseudonimem Metastasio. Tekst Trapassiego wykorzystali przed Jerzym Fryderykiem Handlem -  Leonardo Vinci (1726) i Antonio Vivaldi (1727), a po nim - Johann Adolf Hasse (1733).

niedziela, 8 stycznia 2023

Miły akcent na zakończenie/początek

roku. Płytę zamówiłem jeszcze przed tzw. świętami, a dotarła do mnie już po wizycie tzw. trzech mędrców. Pasticcio Handla z 1733 roku, które powstało na bazie opery Hassego z roku 1732. Informacje o tym utworze można znaleźć na blogu dolcetormento.pl, który poświęcony jest barokowym operom. Stanowczo warto na tę stronę zajrzeć! Co ciekawe, opera Hassego była wykonana w Polsce w roku 2021 podczas Międzynarodowego Festiwalu Muzyki Dawnej Improwizowanej All'Improvviso w Gliwicach... Kurczę, nic o tym nie wiedziałem, a staram się śledzić wydarzenia muzyczne, które prezentują muzykę baroku.

 

wtorek, 6 grudnia 2022

CATONE

Odwiedził mnie dzisiaj św. Mikołaj, zaparkował elektryka pod domem i wręczył mi widoczne poniżej pudełko. Dziękuję temu św. Mikołaju. Jak widać na opakowaniu, zespół wykonawczy pasticcio Jerzego Fryderyka Handla (które bazuje na operze Catone in Utica Leonardo Leo) powalający...
No cóż... [dopisek z 07.12.2022  06:51] Słychać wyraźnie, że to przearanżowany utwór Leonarda Leo (Handel włączył do niego też arie autorstwa Johanna Adolfa Hassego, Nicoli Porpory, Antonio Vivaldiego i Leonarda Vinci). Słowem, była to zapchajdziura w repertuarze King's Theatre, więc tylko pięć przedstawień w 1732 roku. Ale czy ja się czepiam? Nie, mam zresztą na celowniku dwa inne pasticcia Jerzego Fryderyka, operę Didona Abbandonata na podstawie Vinciego oraz Caio Fabricio, pierwotnie autorstwa Hassego. W drugim przypadku jest to prawdopodobnie jedyna zachowana partytura, bowiem (wspominałem o tym kiedyś) blisko 60 operowych rękopisów Johanna Adolfa, które zgromadzono w Dreźnie pod kątem ich wydania, spłonęło podczas oblężenie miasta przez pruskie wojsko.

Za oknem grudniowa ciemnica, wypiję kawę słuchając przy tym może tConcerti Grossi Handla (z analoga), a potem wyprowadzę psa (sukę Lunę) na spacer.

środa, 19 października 2022

Piramo e Tisbe

Czyli przedostatnia opera Johanna Adolfa Hassego (sam kompozytor określał ją jako intermezzo tragico), której libretto oparte jest na miłosnej historii zaczerpniętej z Przemian Owidiusza (tej samej, którą Shakespeare sparodiował w Śnie nocy letniej). W 2016 roku w ramach festiwalu Opera Rara miałem okazję wysłuchać kapitalnego wykonania tego utworu, gdzie partię Piramo śpiewała Vivica Genaux (mezzosopran),  jako Tsibe wystąpiła Desirée Rancatore (sopran), w roli ojca pojawił się Emanuele D'Aguanno (tenor), zaś towarzyszyła im orkiestra Europa Galante pod dyrekcją Fabio Biondiego. 
Więc dzisiaj nic o Wielkiej Pipie i małej pipie, jakolwiek mała pipa jest bardzo aktywny ostatnio. Np. podczas wykładu inicjującego Akademię PiS, która ma być, za przeproszeniem, prawicowym think tankiem (tu się można pośmiać do woli z tych oksymoronicznych tworów) mała pipa znów chorobliwie interesował się kwestiami tożsamości płciowej osób LGBT+, zamiast zająć się np. swoją mocno pokręconą osobowością... 

Kupiona płytka (używka z Allegro) bardzo fajna, właśnie jej słucham, chociaż brakuje trochę głosów Desirée Rancatore i Vivici Genaux.

piątek, 14 października 2022

Johann Adolf Hasse „Enea in Caonia‟

Taki świeży nabytek, z którego się bardzo cieszę.

Mariusz, mój przyjaciel z Berlina, powiedział mi ostatnio, że rutynowo pyta swoich niemieckich znajomych o Hassego, a ci ni w ząb nie mają na jego temat pojęcia. Jeżeli słuchanie późnobarokowej muzyki, oczywiście granej na instrumentch z epoki, ma charakter niszowy, to zainteresowanie wokalnymi utworami Johanna Adolpha Hassego jest już niszą nisz... Ciekawe, bo za życia kompozytor ten był równie popularny, co Allesandro Scarlatti czy Georg Philipp Telemann. Był też na dworze saskim według oficjalnej nomenklatury - królewsko-polskim i elektorsko-saskim kapelmistrzem (Königlich-Polnischer und Kurfürstlich-Sächsischer Kapellmeister), a miało to miejsce podczas panowania Augusta II Mocnego oraz Augusta III, skądinąd polskich królów. Bywał w Królestwie Polskim przy okazji premier swoich oper, kiedy dwór przenosił się latem z Drezna do Warszawy, jakkolwiek wolał w tym czasie jednak podróżować ze swoją żoną Faustiną Bordoni - sławną w tamtych czasach mezzosopranistką - do Wenecji (i wcale mu się nie dziwię...). Na nieszczęście w czasie oblężenia Drezna przez Prusaków w 1760 roku, w budynek - gdzie składowano większość jego manuskryptów - trafiła armatnia kula, a partutury zgromadzone tam w celu ich wspólnego wydania pod elektorskim patronatem, doszczętnie spłonęly. Zachowały się na szczęście rękopisy przechowywane w biblitekach weneckich. Tytułowa Caonia, gdzie przebywał Eneasz, to część Epiru w Grecji.

środa, 23 lutego 2022

Trochę niszowej muzyki

Bo ile można myśleć o wojnie (można długo...)? Leonardo Vinci (nie należy go mylić z autorem Ostatnie Wieczerzy) przez długie lata pozostawał zapomniany. Dlaczego? A dlaczego publiczność słabo pamięta np. Hassego lub Porporę? W XVIII wieku byli to najbardziej wymiatający kompozytorzy oper, co zresztą słychać w ich utworach. Gertruda Stein napisała kiedyś, że jej ojczyzną jest język angielski, mógłbym to samo powiedzieć o muzyce późnego baroku. Potem nastapił klasycyzm, a po nim romantyzm, czytaj - upadek.
Nieustannie aktualizujemy naszą niszową płytotekę.

środa, 12 czerwca 2019

Johann Adolf Hasse „Marc' Antonio e Cleopatra‟

Taki oto nabytek z Allegro za jedyne 40 ziko... Płyty wprawdzie grane, ale album w idealnym stanie. Rzadki, pozytywny element (Vivica Genaux!) w dzisiejszym dniu. A do tego rzeczona serenata to początek kariery niemieckiego kompozytora, zwanego we Włoszech Il Divino Sassone.


wtorek, 26 lutego 2019

(Nagrodą w tej grze jest przetrwanie )

Grzegorz Wróblewski


TEGO WIERSZA NIE MOŻNA
ROZWINĄĆ, MOŻNA GO TYLKO
PRZEPISAĆ Z EKRANU

Konkurs poetycki:
Różaniec naszą siłą.


WINDA

Pustka istnieje, ale dopiero
po kopulacji. W pustce zawsze
coś się znajduje.

Pustka to geometria 
wnęki.

Twoja odległa szminka, ciemność i
warunki
brzegowe.


KUMITE

Hitosu, ware ware wa,
shinbutsu o totobi,
kenjo no bitoku o wasurezaru
koto.
(Tym razem nie dało rady
z Karaibami...). Przepraszam
wszystkich za sztuczne zęby
i zmarnowane akcje 
łóżkowe.

(Będziecie pamiętać o pożegnalnym
Hitsville U.K.?).
Próbowaliście zbyt szybko
lecieć w górę,

musiałem nieustannie
ściągać was w dół.


RZEKA

Skończyłem handlować kaczkami
- mówi zmęczony Lee. Wyciąga
plik zielonych banknotów...
Nagroda? - pytam go.

Nagrodą w tej grze jest przetrwanie 
- uśmiecha się i pokazuje mi zdjęcie
świńskiej głowy, płynącej
z nurtem Huang-ho. 


[Wiersze z książki Implanty. Jak ją dostałem, nie czytało mi się zbyt dobrze. Co innego dzisiaj rano. Podobnie mam z muzyką, zdarzają się dni, że wspaniały Hasse zupełnie mi nie wchodzi, a następnego dnia łykam po kolei Artaserse, Arminio i Cleofide. Johann Adolf Hasse nie jest w Polsce zbyt znany, a powinien być, bo był przecież nadwornym kompozytorem polskiego króla Augusta Sasa III. Jego opery wystawiano także w tutaj, podczas letnich pobytów dworu w Warszawie. Byłby to niezły pretekst, żeby zrobić jego festiwal w Polsce, podobnie zresztą jak Jana Dismasa Zelenki, który skomponował muzyczną oprawę pogrzebu Augusta II Mocnego, ojca Sasa III, także polskiego króla, pochowanego zresztą na Wawelu. Ciekawe czy wspaniałe Officium Defunctorum zagrano i zaśpiewano też w Krakowie? Słucham sobie teraz Il ritorno d'Ulisse in patria Moneverdiego i niejako tradycyjnie nie wchodzi mi ta opera, choć wykonanie - Junge Kantorei, Cocentus Musicus, Nikolaus Harnoncourt - raczej dobre... Czy coś się w tej kwestii zmieni? Zawsze fascynowała mnie u krytyków literackich ich zdolność do wchłaniania niemal wszystkiego i wypowiadania się na niemal każdy temat, może większość z nich jest cyborgami przysłanymi z okolic Alfa Centauri?]

sobota, 16 lutego 2019

A listonosz nie przyszedł i przesyłki nie przyniósł...

...zostawił jednak awizo, więc po operę Johanna Adolfa Hassego musiałem się wczoraj pofatygować do mojej placówki pocztowej, która jest także księgarnią patriotyczno-gastronomiczną. 


Jakież było moje zdziwienie, gdy wśród monografii tzw. żołnierzy wyklętych  oraz poradników kulinarnych Siostry Wazeliny zobaczyłem powieści Szczepana Twardocha... który pisarzem wyklętym z pewnością nie jest (kucharzem też raczej nie).
Całkiem świadomie nawiązuję w tytule posta do wiersza/piosenki Marcina Świetlickiego. Henryk Kwiatek bowiem został wykonany kiedyś na wernisażu mojej wystawy fotograficznej. Było to dawno temu, chyba w roku 1996, w pubie U Luisa, którego właściciele przez pewien czas wykazywali zainteresowanie akcjami artystycznymi. Świetliki zagrały przez 20 minut, a w refrenie rzeczonej piosenki, w którym skandowane jest imię i nazwisko tytułowego bohatera, pojawiły się moje personalia. Heh, stare dzieje... A czemu o tym wszystkim piszę przy okazji Hassego? Głównie dla paddierżki razgawora, no i przypomniałem sobie o tej wystawie oraz koncercie sprzed 23 lat. 

czwartek, 7 lutego 2019

Listonosz zawsze dzwoni dwa razy

i zamiast spodziewanego mandatu, przynosi przesyłkę od multikulti.com. Akurat od dwóch wieczorów słucham na youtubie tego utworu i tego wykonania. Żałuję tylko, że na nagraniu audio (co oczywiste) nie będę widział Corrado Rovarisa, który z niezrównaną gracją dyryguje zza klawesynu.

wtorek, 1 stycznia 2019

Na dobry początek

Chyba od dwóch lat śledzę z uwagą dokonania Jakuba Józefa Orlińskiego. No i  po krążkach nagranych razem z Il Giardino d'AmoreCappella dell'Ospedale della Pieta (obie orkiestry dyrygowane przez Stefana Plewniaka) jest nareszcie solowa płyta*, gdzie kontratenorowi akompaniuje zespół Il Pomo d'oro pod dyrekcją Maxima Emelyanycheva. REWELACJA! Wykonanie, głos, repertuar! Początek wielkiej kariery polskiego śpiewaka!


[Ciągle kupuje płyty winylowe, CD czy SACD i mam nadzieję, że muzyka nadal będzie udostępniana w tej postaci. Jednocześnie chciałbym podkreślić, że serdecznie ... (tu Państwo możecie wstawić odpowiedni czasownik) różne ajtjuny czy inne spotifaje.]

---------------------
* Prezent, jaki dostałem na gwiazdkę.

środa, 5 grudnia 2018

(I oto jest jesienny ów krajobraz)

Anna Achmatowa

Czwarta (Północne elegie)

I oto jest jesienny ów krajobraz,
Którego całe życie tak się bałam:
I niebo ― niczym pałająca otchłań,
I głosy miasta ― jak z tamtego świata
Dobiegające i obce na wieki.
Jakby to, z czym się w sobie borykałam
Przez życie całe, otrzymało życie
Całkiem odrębne i w te się wcieliło
Oślepłe mury, i w ten czarny ogród...
A w tamtej chwili me byłe domostwo
Śledziło mnie za moimi plecami
Swym okiem przymrużonym, nieżyczliwym ―
Oknem zapamiętanym już na zawsze.
Piętnaście lat - piętnastoma wiekami
Z granitu jakby mi się wydawało,
Lecz i ja sama byłam niby granit:
Teraz proś, dręcz się, nazywaj królewną
Morską. Już wszystko jedno. Nie potrzeba...
Lecz należało mi przekonać siebie,
Że to się już zdarzało wielokrotnie
Nie tylko ze mną ― i z innymi także -
I nawet gorzej. Nie, nie gorzej ― lepiej.
Z wszystkiego najstraszliwsze ― rzekł w ciemności:
„Jakąż to pieśnią temu lat piętnaście
Ów dzień witałaś, tyś przecież niebiosa
I chóry gwiazd, i chór wód błagała,
By uroczyście uczciły spotkanie
Z tym, od którego odeszłaś w tej chwili...

Takie jest dzisiaj twe srebrne wesele:
Sproś gości, upiększ się i zatryumfuj!‟

[Wiersz w tłumaczeniu Leopolda Lewina z tomu: Akme znaczy szczyt, Gumilow, Achmatowa, Mandelsztam w przekładach Leopolda Lewina, Czytelnik, Warszawa 1986, s. 263. Czytało się kiedyś tę książkę na okrągło... A przepisało dziś ten tekst, będąc w podobnym nastroju jak jego podmiot liryczny, słuchając opery Siroe, re di Persia Jochanna Adolfa Hassego, który na tym blogu nie raz był już wymieniany.]


Fajne książki kiedyś wydawano...

wtorek, 13 lutego 2018

We wtorek trzynastego lutego (2018)

słucham Johanna Adolfa Hassego. Opery Siroe (1733) w interpretacji George'a Petrou & Armonia Atenea z Maxem Emanuelem Cencicem w roli tytułowej (pełna lista płac widoczna jest na skanie okładki poniżej). Hasse nie jest teraz jakoś specjalnie popularny (podobnie jak Porpora, który był jego nauczycielem zresztą), co w Polszcze jest o tyle dziwne, że kompozytor ten posiadał nadany przez  Augusta II Mocnego tytuł Königlich-Polnischer und Kurfürstlich-Sächsischer Kapellmeister*. Ale czy wspomniany monarcha oraz jego syn byli tak naprawdę polskimi królami? Należy się spodziewać, że IPN pod kierownictwem dr Jarosława Szarka rychło zdesaksonizuje całkowicie naszą historię. Według muzykolożki Aliny Żurawskiej-Witkowskiej kompozytor bywał kilkakrotnie w Warszawie przy okazji letniego przemieszczania się królewskiego dworu do Polski i wystawiania swoich oper w tzw. Operalni, choć częściej i chętniej podróżował do Wenecji, czemu wcale się nie dziwię (podobno raczej niechętnie tutaj gościł...).



No więc słucham sobie z rana wspaniale odgrywanej Siroe, traktując dzieło Jonanna Adolfa Hassego trochę instrumentalnie w roli odtrutki na ten cały gnój, który się wylewa z głów prawicowych polityków i propagandystów (oczywiście mogę nie zaglądać na szczujnia.pl...). Hasse podobnie jak Francesco Maria Veracini, miał sporego pecha i pokaźna część jego manuskryptów zgromadzonych w elektorskiej bibliotece (gromadzonych tam pod kątem publikacji, partytury Veraciniego zatonęły wraz ze statkiem podczas przeprawy przez kanał La Manche) spłonęła podczas oblężenia Drezna przez Prusaków w 1760 roku. A my, no cóż... mamy zamiar systematycznie rozbudowywać płytotekę z kompozycjami Hassego, o czym (o każdym nowym nabytku) będziemy oczywiście informować na hiperrealizmie.

*Co ciekawe bo z tej Die Kurfürstlich-Sächsische und Königlich-Polnische Kapelle wywodzi się w prostej linii kapitalna orkiestra Staatskapelle Dresden...

środa, 13 września 2017

Differentia specifica


Przedczoraj dotarło zamówione w sklepie multikulti.com oratorium Benedetto Marcello Il pianto e il riso delle quattro stagioni dell'anno, Oratorio in due parti per la morte, esultazione e la coronazione di Maria sempre vergine Assunta in Cielo, napisane przez kompozytora w 1731 dla jezuickiej kongregacji św. Jana w Macerata (ale wykonywane także w Wenecji)  i nie mogę się od niego oderwać. Benedetto Marcello (miał starszego brata Allesandra, takźe świetnego kompozytora – ktoś przypomina sobie Koncert Włoski JSB, tak kapitalnie grany przez Glenna Goulda? - to transkrypcja koncertu na obój i orkiestrę Alessandro Marcello) był weneckim szlachcicem, wziętym prawnikiem pracującym dla republiki, poetą i kompozytorem. Ponieważ był niezależny finansowo (+ szlachectwo), tworząc swoje oratoria, msze, kantaty czy koncerty, mógł sobie pozwolić na większą swobodę, niż kompozytorzy pracujący na zlecenie, czego zresztą można się dosłuchać w jego utworach. Wykonawców rzeczonego oratorium nie kojarzę zupełnie (śpiewacy: Silvia Frigato, Elena Biscuola, Raffaele Giordani, Mauro Borgioni, orikiestra i chór: Venice Monteverdi Academy & Ensemble Lorenzo da Ponte, dyrygent: Roberto Zarpellon), ale grają i śpiewają fajnie, może tylko reżyser nagrania przesadził ze wzmocnieniem basów, które miejscami brzmią tak jakby kontrabasiści mieli podpięte pickupy do instrumentów... Od pewnego czasu staram się skompletować płytotekę z utworami napisanymi przez kompozytorów późnego baroku, głównie włoskich (lecz z honorowymi miejscami zarezerwowanymi dla: Handla, Hassego  i Zelenki), co wcale nie jest takie proste, bo jeżeli słuchanie muzyki barokowej ma charakter niszowy (bo to jest nasza Ojczyzna, synku), to włoski barok (może poza Quattro Stagioni) jest niszą niszy, a oratoria takie jak Il pianto e il riso delle quattro stagioni dell'anno to niszowa niszy w niszy... Co bynajmniej nie zniechęca mnie do rozbudowywania kolekcji. Gdy w 2014 mieszkaliśmy z moją żoną Martą przez dwa tygodnie w Wenecji (robiłem dokumentację fotograficzną dla Instytutu Architektury, który prezentował wtedy w Polskim Pawilonie wystawę Figury niemożliwe na Biennale Architektury), a byłem tam po raz pierwszy, zaskoczyło mnie jak niezwykle ścisła relacja wiąże to miejsce z kompozycjami Vivaldiego, Albinoniego, Galuppiego czy obu Marcellów... W ogóle nie słuchałem wtedy ich muzyki, nie było takiej potrzeby! Wystarczyło wyjść na umieszczony na dachu taras w naszej kwaterze (mieszkaliśmy w Castello) i rozglądać się dookoła (mając nadzieję, że widoku nie przysłoni nam jakiś transoceaniczny kolos wycieczkowy z tauzenami pierdolonych turystów na piętrowych galeriach pokładu, przepływający właśnie kanałem między Giudeccą a Dorsoduro...). Któregoś wieczoru po skończonej pracy poszliśmy z Martą na spacer do San Marco, a potem przez Ponte dell'Accademia do Dorsopduro w stronę cyplu, na którym stoi piękny kościół Santa Maria della Salute Baldassare Longheny, tak często malowany przez tutejszych wedutystów, a na miejscu okazało się, że świątynia jest otwarta i trwa właśnie nabożeństwo. I mimo, że była to msza w rycie posoborowym, odprawiana i śpiewana po włosku, to brzmiało to wszystko kapitalnie i adekwatnie do architektury miejsca (i nie przypominało nic a nic jękliwego wycia z jakim zwykle można się spotkać w polskich kościołach – ot taka to i differentia specifica…).

wtorek, 23 maja 2017

Dwie przesyłki odebrane wczoraj

które uczyniły ten dzień w miarę znośnym...



Chociaż na pewno nie do końca. Biedny Johann Adolf Hasse, w czasach swej kompozytorskiej i dyrygenckiej aktywności równie sławny na terenach niemieckojęzycznych jak Georg Philipp Telemann (co tam mniej popularni wówczas Bach czy Zelenka...), którego niemal wszystkie rękopisy partytur spłonęły w Dreźnie w 1760 roku podczas oblężenia miasta przez Armię Pruską... William Christie to jeden z moich ulubionych dyrygentów, specjalizujący się w wykonaniach muzyki barokowej, tutaj nie z założonym przez siebie zespołem Les Arts Florissants, lecz ze znacznie starszą Capellą Coloniensis. Akurat słucham tego teraz, a jest to w ogóle premierowe nagranie tej opery... Zupełnie niesłusznie zapomnianej.




I słynna powieść Ernesto Sábato, której poprzedni posiadany przez mnie egzemplarz (edycja z lat '70 Wydawnictwa Literackiego z serii "prozy iberoamerykańskiej") zaczytałem kiedyś doszczętnie. Biorą pod uwagę mnogość i popularność spiskowych teorii, z jakimi mamy obecnie do czynienia w Polsce, trzecia część powieści Sábato, czyli Raport o ślepcach powinna być lekturą obowiązkową w tym kraju...