Chyba mam jakąś wyraźną predylekcję do biblijnych kobiet, które mordują facetów... Szczególnie gdy ma to miejsce w librettach późnobarokowych oratoriów. Tak więc do sześciu wykonań Judithy Triumphas Antonio Vivaldiego dołączyła dzisiaj (rano odebrałem przesyłkę z paczkomatu) Jahel Baldassare Galuppiego. Mam więc też predylekcję do weneckich kompozytorów. Galuppi nie jest teraz zbyt często nagrywany czy grany, a szkoda. Jak przeczytałem na stronie zespołu Musica Florita, kapela po 30 latach aktywności zawiesiła właśnie swoją działalność. Też szkoda. Chóralny finał oratorium - którego właśnie słucham - przypomina trochę utwory Benedetto Marcellego (także wenecjanina). Jahel zabiła Siserę, dowódcę armi Kannejczyków, który po przegranej bitwie z Izraelitami, schronił się w jej namiocie. Gdy zasnął, przebiła mu skroń palikiem od namiotu... Sytuacja ta była często malowana przez barokowych malarzy, podobnie jak urżnięcie głowy Helofernesowi przez Judytę.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Baldassare Galuppi. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Baldassare Galuppi. Pokaż wszystkie posty
sobota, 3 września 2022
środa, 13 września 2017
Differentia specifica
Przedczoraj dotarło zamówione w sklepie
multikulti.com oratorium Benedetto Marcello Il
pianto e il riso delle quattro stagioni dell'anno, Oratorio in due parti per la morte, esultazione e la coronazione di Maria sempre vergine Assunta in Cielo, napisane przez kompozytora w
1731 dla jezuickiej kongregacji św. Jana w Macerata (ale wykonywane także w Wenecji) i nie mogę się od
niego oderwać. Benedetto Marcello (miał starszego brata Allesandra, takźe
świetnego kompozytora – ktoś przypomina sobie Koncert
Włoski JSB, tak kapitalnie grany przez Glenna Goulda? - to
transkrypcja koncertu na obój i orkiestrę Alessandro Marcello) był weneckim szlachcicem, wziętym
prawnikiem pracującym dla republiki, poetą i kompozytorem. Ponieważ był
niezależny finansowo (+ szlachectwo), tworząc swoje oratoria, msze, kantaty czy
koncerty, mógł sobie pozwolić na większą swobodę, niż kompozytorzy pracujący na
zlecenie, czego zresztą można się dosłuchać w jego utworach. Wykonawców rzeczonego
oratorium nie kojarzę zupełnie (śpiewacy: Silvia Frigato, Elena Biscuola, Raffaele
Giordani, Mauro Borgioni, orikiestra i chór: Venice Monteverdi Academy & Ensemble Lorenzo da Ponte, dyrygent: Roberto
Zarpellon), ale grają i śpiewają fajnie, może tylko reżyser nagrania przesadził
ze wzmocnieniem basów, które miejscami brzmią tak jakby kontrabasiści mieli
podpięte pickupy do instrumentów... Od pewnego czasu staram się skompletować
płytotekę z utworami napisanymi przez kompozytorów późnego baroku, głównie
włoskich (lecz z honorowymi miejscami zarezerwowanymi dla: Handla, Hassego i Zelenki), co wcale nie jest takie proste,
bo jeżeli słuchanie muzyki barokowej ma charakter niszowy (bo to jest nasza Ojczyzna,
synku), to włoski barok (może poza Quattro
Stagioni) jest niszą niszy, a oratoria takie jak Il pianto e il riso delle quattro stagioni dell'anno to niszowa niszy w niszy... Co
bynajmniej nie zniechęca mnie do rozbudowywania kolekcji. Gdy w 2014 mieszkaliśmy
z moją żoną Martą przez dwa tygodnie w Wenecji (robiłem dokumentację
fotograficzną dla Instytutu Architektury, który prezentował wtedy w Polskim
Pawilonie wystawę Figury niemożliwe
na Biennale Architektury), a byłem tam po raz pierwszy, zaskoczyło mnie jak niezwykle
ścisła relacja wiąże to miejsce z kompozycjami Vivaldiego, Albinoniego, Galuppiego
czy obu Marcellów... W ogóle nie słuchałem wtedy ich muzyki, nie było takiej
potrzeby! Wystarczyło wyjść na umieszczony na dachu taras w naszej kwaterze
(mieszkaliśmy w Castello) i rozglądać się dookoła (mając nadzieję, że widoku nie
przysłoni nam jakiś transoceaniczny kolos wycieczkowy z tauzenami pierdolonych
turystów na piętrowych galeriach pokładu, przepływający właśnie kanałem między Giudeccą
a Dorsoduro...). Któregoś wieczoru po skończonej pracy poszliśmy z Martą na
spacer do San Marco, a potem przez Ponte dell'Accademia do Dorsopduro w stronę
cyplu, na którym stoi piękny kościół Santa Maria della Salute Baldassare
Longheny, tak często malowany przez tutejszych wedutystów, a na miejscu okazało
się, że świątynia jest otwarta i trwa właśnie nabożeństwo. I mimo, że była to msza
w rycie posoborowym, odprawiana i śpiewana po włosku, to brzmiało to wszystko kapitalnie
i adekwatnie do architektury miejsca (i nie przypominało nic a nic jękliwego
wycia z jakim zwykle można się spotkać w polskich kościołach – ot taka to i differentia
specifica…).
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)

