poniedziałek, 30 września 2013

Epitafium dla Koksowni "Gliwice"



Gliwice, Koksownia "Gliwice", 25.03.2002

Drugi film (Agfa APX 100), jaki zrobiłem na Śląsku Horizonem 202 po zakupie tego aparatu w firmie Himpol (która handlowała wówczas rosyjskim sprzętem fotograficznym). Te betonowe ruiny wież węglowych dość szybko wysadzono w powietrze, natomiast budynek widoczny na drugim zdjęciu po lewej stronie, trochę sobie jeszcze postał (zapewne Marek Locher doskonale jest zorientowany w kwestii dat wyburzeń).
Byłem w tym miejscu kilkanaście razy i zawsze ktoś grzebał w rumowiskach w poszukiwaniu złomu. Stojący przy rowerze "poszukiwacz" na pierwszym zdjęciu (pod ruiną wieży węglowej) nie ma głowy... bo się chop musiał poruszyć w trakcie ekspozycji, a czas tejże - z tego co pamiętam - to była 1/2 lub 1/4 sekundy (przy długich naświetlania bęben Horizona obracał się dość wolno...).

niedziela, 29 września 2013

Niebo tego lata

Bertolt Brecht

Niebo tego lata

Wysoko nad jeziorem leci bombowiec
Z łodzi wiosłowych podnoszą wzrok
dzieci, kobiety, stary mężczyzna. Z daleka
Wyglądają jak młode szpaki, co rozdziawiając dzioby
Czekają na pożywienie

[wiersz w przekładzie Jakuba Ekiera z tomu: Ten cały Brecht. Przekłady i szkice. Jacek St. Buras, Jakub Ekier, Andrzej Kopacki, Piotr Sommer, Biuro Literackie, Wrocław 2012, str. 73]

Dzień jest wprawdzie jesienny, ale słoneczny i niestety dość zimny. Po eskapadzie do Szczecina jestem trochę przeziębiony, więc nie wychodzę z domu. No i po porannym zaglądnięciu na Facebooka oraz lekturze łoli kilku "znajomych", jakoś mi się ten wiersz Brechta przypomniał...

sobota, 28 września 2013

"Niewinne oko nie istnieje" na wystawie "Sztuka polska wobec Holokaustu" w Żydowskim Instytucie Historycznym

Świetną wystawę Sztuka polska wobec Holokaustu, która prezentowana jest w Żydowskim Instytucie Historycznym im Emanuela Ringelbluma w Warszawie, już tutaj kilkakrotnie ansonsowałem (tak w ogóle to jest to najbardziej prestiżowa zbiorowa wystawa w jakiej miałem okazję i zaszczyt uczestniczyć). Pretekstem do tego wpisu jest natomiast filmik, na jaki natknąłem się w serwisie youtube.com, nakręcony przez  ekipę z ŻIH-U, w którym opowiadam o pokazywanym na wystawie projekcie Niewinne oko nie istnieje i nie tylko. Zapraszam do oglądania!


piątek, 27 września 2013

Epitafium dla "Silesii"


Katowice-Wełnowiec, Zakłady Metalowe "Silesia", 26.10.2003

Wiem, wiem, ta hala była niezwykle często fotografowana (a jej kratownicowa więźba dachowa przez fotografików namiętnie grafizowana...). O jej istnieniu poinformował mnie Michał Szalonek, a miało to miejsce w Klubie Polskich Nieudaczników w Berlinie, jeszcze w ich pierwszej siedzibie przy Torstrasse, czyli bardzo, bardzo dawno temu.
No i w końcówce pracy nad Czarno-Białym Śląskiem zrobiłem kilka podejść do tego obiektu, które pojawiły się w albumie, a efekty późniejszej nieco kolorowej sesji wrzucałem zresztą dwukrotnie na hiperrealizm (1 i 2).
Dwukrotnie też fotografowałem halę cynkowni przy użyciu Horizona i chyba nawet zrobiłem z wybranych klatek klasyczne analogowe odbitki (jakkolwiek na plastiku Agfy).
Chciałem tę przestrzeń bardziej wyeksponować w albumie, ale Jan Michalski - jego redaktor i współwydawca, powiedział mi, że to ujęcie zbyt przypomina mu... Zjeżdżałkę. No bo na wcześniejszej nieco wystawie Fotorealizm w Zderzaku, fotografie Eryka pojawiły się moim wyborze i były to kadry (prawie wszystkie, tzn. o ile dobrze pamiętam 8/10) o centralnej i symetrycznej kompozycji. Co ciekawe zresztą, on sam nigdy potem tak ich nie układał i nie zestawiał, a znalazły się one później (nie wszystkie jednak) w jego Sedymentacji. Taka i też anegdota "kuratorsko-krytyczna" przy okazji epitafijnego wpisu o śp. Zakładach Metalowych "Silesia" w Wełnowcu.

czwartek, 26 września 2013

"PL: TOŻSAMOŚĆ WYOBRAŻONA" (JUŻ JEST !!!)

Czyli antologia tekstów pod redakcją Joanny Tokarskiej-Bakir, w której swoje eseje, wiersze oraz zdjęcia zamieścili następujący autorzy:

Łukasz Baksik
Dorota Głowacka
Irena Grudzińska-Gross
Piotr Gruszczyński
Elżbieta Janicka
Agnieszka Jarzyńska-Bućko
Bożena Keff
Krystyna Piotrowska
Zuzanna Radzik
Joanna Roszak
Tadeusz Słobodzianek
Claudia Snochowska-Gonazlez
Joanna Tokarska-Bakir
Wojciech Wilczyk
Anna Zawdzka
Artur Żmijewski
Tomasz Żukowski


Mój udział w tym przedsięwzięciu, to esej Piękne czasy, w przypadku którego ilustracjami są zdjęcia mojego ojca Eugeniusza Wilczyka (tekst traktuje w znacznej mierze o nim i o jego fotografiach), wykonane na krakowskim Kazimierzu - dawnej dzielnicy żydowskiej, w latach 1959-1964.

środa, 25 września 2013

Epitafium dla Huty "Jedność"


Siemianowice Śląskie, ul. Marii Konopnickiej, Epitafiu01.12.2002

To miejsce z kilkoma wiaduktami na zapleczu zlikwidowanej już Huty "Jedność" (primo voto Laurahütte) długo nie dawało mi spokoju. Kilkakrotnie je fotografowałem i zawsze potem miałem poczucie niedosytu... 
Kiedy teraz patrzę na ten panoramiczny kadr z Horizona 202 (jego swingujący obiektyw poddał rurociąg w prawej górnej części klatki "zabiegom dystorsyjnym"...), to widzę, że raczej nic się tu więcej nie da zrobić... Gdybym nawet stanął wyżej w kombinacji: rozłożone na maxa Manfrotto 161MK2B (nie miałem wtedy) + drabinka dla fotografującego + kamera z szerokim szkłem, to wspomniana rura wlazłaby mi na budynki...
Chyba jakoś 2 lata temu przejeżdżałem tym kawałkiem ulicy Marii Konopnickiej (która potem przechodzi w czadowo wyglądającą Jana Matejki - budynki na dalszym planie) i widocznego na zdjęciu osiatkowanego mostu już nie było.

wtorek, 24 września 2013

Słynne parówki

Miloš Doležal

Słynne parówki

Wędliniarz Kołaczek
robił z delikatnych jelitek
słynne parówki
jarmarki z nimi objeżdżał
Pewnego razu jak zwykle ruszył
z dwoma wikliniakami wędlin
na targ do Humpolca
W ulewie dzień przestał w bramie
nic nie utargował
Oklapły nocą wracał do domu
za plecami na wozie dwa pełne kosze
W alei przed Zahradka
przyszła mu myśl
rozwiesić parówy na drzewach
Rano przy świtaniu
cała wieś szczekała

[wiersz w przekładzie Jerzego Kędzierskiego z tomu: Miloš Doležal Gmina, Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2004]

Kupiłem sobie wczoraj za jedyne 3 zł w krakowskiej Taniej Książce tomik Miloša Doležala, którego edycja jakoś uszła mojej uwadze (mały nakład? słaba dystrybucja? no i żeby zapłacić kartą oraz przekroczyć kwotę 10 zł dołożyłem jeszcze Supermarket bohaterów radzieckich Jáchyma Topola za 8 zł...). I przypomniałem sobie, że przecież miałem okazję spotkać osobiście autora i dostać od niego rzeczoną książkę w wersji czeskiej. Ale kiedy to było? Zastanawiałem się dość długo, przerzucając zakurzone tomiki na regale i typując rok 1995 lub 1996 oraz krakowską knajpę Vis a Vis, nazywaną popularnie Zwisem. Bo tak mi się wydaje, że właśnie w tym miejscu doszło do spotkania, kiedy Miloš Doležal razem z jakimś drugim poetą (w ogóle się nie odzywającym) odbyli obowiązkową pielgrzymkę do stóp Marcina Świetlickiego. No i dzisiaj rano książkę znalazłem, a w niej następującą dedykację...


...z której wynika, że spotkanie (myślę jednak, że drugie w kolejności) miało miejsce w Legnicy w 1997 roku podczas tamtejszego festiwalu literackiego (pod nieco idiotyczną nazwą "Barbarzyńcy i nie"). Na którym faktycznie pokazywałem jakieś zdjęcia, a te autor Gminy określił jako "kafkowskie"... W sumie to takie określenie nawet mi pasuje, ale czy akurat tamte fotografie, prezentowane w Legnicy pod tytułem... sorry... Poezja, miały coś z Kafką wspólnego? Raczej watpię.


Słynne parówki w wersji oryginalnej - tak w ogóle, to jeden z fajniejszych wierszy w tomiku Doležala - wyglądają tak:



poniedziałek, 23 września 2013

Bryan Schutmaat "Grays the Mountain Sends"

Linka podesłał mi wczoraj via Facebook Mirek Mrozik, pisząc, że to "coś dla mnie". Natychmiast więc zajrzałem na stronę Visual Culture Blog i stwierdziłem, że rzeczywiście jest to coś kapitalnego i nie tylko dla mnie.

Bryan Schutmaat, z cyklu Grays the Mountain Sends


Bryan Schutmaat, z cyklu Grays the Mountain Sends


Bryan Schutmaat, z cyklu Grays the Mountain Sends

Tematem powstałego w 2013 roku cyklu Grays the Mountain Sends Bryana Schutmaata są zachodnie tereny USA, a konkretnie górnicze czy raczej pogórnicze miasteczka zlokalizowane na tych obszarach oraz ich mieszkańcy. Wydawać by się mogło, że wizualna narracja opierająca się na triadzie "krajobraz-portret-wnętrze, krajobraz-portret-wnętrze..." to sprawa już tak beznadziejnie ograna w amerykańskiej fotografii after Shore, a jednak okazuje się, że istotne jest kto robi (i jak się to zrobi). Co ciekawe, Brayan Schutmatt (rocznik 1983) użył przy realizacji swojego cyklu analogowej kamery 4x5". Skąd taki wybór w chwili, gdy cyfrowa lustrzanka z matrycą 36 Mpix generuje pliki, które dają możliwość uzyskania powiększeń porównywalnych jakościowo do wielkiego formatu i jest znacznie łatwiejsza w użyciu? To dobre pytanie. Myślę, że jednak obraz uzyskiwany z negatywu (chociaż skanowanego przecież) nie posiada cech cyfrowej nad-ostrości i nad-szczegółowości... I fajniej się go ogląda przy dużym powiększeniu, czy raczej wydruku. Druga sprawa, to "opór materii". Pracując kamerą na błony cięte, jesteśmy zmuszeni do idealnego wstrzelenia się w sytuację i bezbłędnego ustawienia kadru oraz parametrów ekspozycji. I żaden "postprocesing" nic tu nie pomoże...

To co podoba mi się w Grays the Mountain Sends, to nie tylko prezentacja tematu o sporym ciężarze znaczeniowym (ekstensywny kapitalizm w północnoamerykańskim wydaniu zdemolował bezwzględnie życie ludzi i krajobrazy, w których mieszkają...), ale też wizualne odniesienie się do historii amerykańskiej fotografii. Bo kiedy patrzymy na portrety byłych górników sfotografowanych przez Schutmaata, to widać w tych zdjęciach dokonania np. fotografów pracujących w latach 30./40. XX w. dla FSA (także w mocno empatycznym podejściu do modeli). Sposób ustawiania kadrów krajobrazowych nosi wpływy (czy też odnosi się do) nie tylko modernistycznej wysokoartystycznej "fotografii przyrody" spod znaku Ansela Adamsa, ale też widać tutaj echo działań autorów nie przejawiających zbytnio artystowskich dążeń, którzy w połowie XIX wieku towarzyszyli ekspedycjom geologicznym lub kartograficznym, a kilka dekad później dokumentowali powstawanie szlaków kolejowych. No więc, ignorując teraz "triadowe" ustawienie wizualnej narracji Grays the Mountain Sends, pozwolę sobie na przytoczenie kilku zdjęć krajobrazowych solo, dla własnej oraz Państwa przyjemności:

 Bryan Schutmaat, z cyklu Grays the Mountain Sends


Bryan Schutmaat, z cyklu Grays the Mountain Sends

Bryan Schutmaat, z cyklu Grays the Mountain Sends

Bryan Schutmaat, z cyklu Grays the Mountain Sends

Uff... R-E-W-E-L-A-C-J-A !!!

Fotografie z tego projektu pojawiły się też w postaci albumowej, wydanej w limitowanym nakładzie przez Silas Finch Foundation. No cóż, trzeba będzie wysupłać te 75$...
Na koniec pozwolę sobie przytoczyć wiersz Richarda Hugo, bardzo w klimacie tych fotografii (jakkolwiek literacką inspiracją dla Bryana Schutmaata podczas pracy nad tym cyklem była - tak o tym piszą na Visual Culture Blog - proza nieznanego mi bliżej Williama Kittredge'a):


Richard Hugo

Degrees Of Gray In Philipsburg

You might come here Sunday on a whim.
Say your life broke down. The last good kiss
you had was years ago. You walk these streets
laid out by the insane, past hotels
that didn't last, bars that did, the tortured try
of local drivers to accelerate their lives.
Only churches are kept up. The jail
turned 70 this year. The only prisoner
is always in, not knowing what he's done.

The principal supporting business now
is rage. Hatred of the various grays
the mountain sends, hatred of the mill,
The Silver Bill repeal, the best liked girls
who leave each year for Butte. One good
restaurant and bars can't wipe the boredom out.
The 1907 boom, eight going silver mines,
a dance floor built on springs--
all memory resolves itself in gaze,
in panoramic green you know the cattle eat
or two stacks high above the town,
two dead kilns, the huge mill in collapse
for fifty years that won't fall finally down.

Isn't this your life? That ancient kiss
still burning out your eyes? Isn't this defeat
so accurate, the church bell simply seems
a pure announcement: ring and no one comes?
Don't empty houses ring? Are magnesium
and scorn sufficient to support a town,
not just Philipsburg, but towns
of towering blondes, good jazz and booze
the world will never let you have
until the town you came from dies inside?

Say no to yourself. The old man, twenty
when the jail was built, still laughs
although his lips collapse. Someday soon,
he says, I'll go to sleep and not wake up.
You tell him no. You're talking to yourself.
The car that brought you here still runs.
The money you buy lunch with,
no matter where it's mined, is silver
and the girl who serves your food

is slender and her red hair lights the wall.

[wiersz skopiowałem ze strony www.poemhunter.com]

niedziela, 22 września 2013

Nieznany wiersz europosła Janusza Wojciechowskiego, który oświadcza, że nie przeprosił za Jedwabne

To Niemcy i Rosjanie rozkazywali
i pozwalali żydowskim kryminalistom
mordować niewinnych Polaków,
a polskim kryminalistom mordować
niewinnych Żydów.

[źródło: salon24]

Tekst Wojciechowskiego momentalnie został udostępniony na turbokatolickim portalu Fronda.pl i nacjonalistycznym wPolityce.pl. Dla pewnego balansu wklejam więc wiersz Douglasa Dunna Trafiwszy między antysemitów, pochodzący z tomu St. Kilda's Parliament z 1981 roku. Opisana w nim sytuacja, to - jak wyjaśnia Piotr Sommer w przypisie do Wyprowadzki z Terry Street - Pamiątka z Warszawy po wizycie w miesięczniku "Poezja" jesienią 1978 roku.

Douglas Dunn

TRAFIWSZY MIĘDZY ANTYSEMITÓW


Gaszę pragnienie winem,

A język dalej tkwi w swych ustach
W morzu poczerwieniałej śliny.
Człowiek skąpany we krwi.

[wiersz w przekładzie Piotra Sommera z tomu: Douglas Dunn Wyprowadzka z Terry Street, Fort Legnica '99, tom 11, str. 73]

piątek, 20 września 2013

Stary Chorzów i to czego już nie ma...


Stary Chorzów, róg Królowej Jadwigi i Marii Rodziewiczówny, 12.04.2002

Nie byłem tam chyba ze dwa lata, ale na maps.google.com zobaczyłem dzisiaj, że budynek po prawej stronie jeszcze stoi. To co widać w środku kadru oczywiście wyburzono, to co znajduje się lewej stronie, czyli hale i podstawy kominów Elektrowni Chorzów poległo kilka lat później.

Kolejna "22 klatka" z Horizona 202... Coolscan po konserwacji w serwisie Nikona poradził sobie z nią bezbłędnie. Co dobrze rokuje, bo będę mógł wykorzystać te panoramiczne kadry (a trochę ich jest) w planowanym ripleju Czarno-Białego Śląska.

Tego kadru też nigdy nie powiększałem, a teraz tak cieszy oko...
Oczywiście lepiej w tym przypadku spisałby się jakiś swing-lens z możliwością shiftu (np. któryś z Noblexów), ale mój fotograficzny budżet w 2002 roku był mocno ograniczony.

A teraz kawa, śniadanie i do w Warszawy! Do Warszawy na wernisaż wystawy Zdjęcia miasta. Fotografia warszawska i praktyki pokrewne w Teatrze Nowym!

czwartek, 19 września 2013

Osiedle Strusia


Kraków, ul. Rozalii Celakówny, 19.03.2013

Zdjęcie do pary do wczorajszego wpisu.

Jak wiemy, w Polsce w ogóle nie ma antysemityzmu...

A patronka tej nowohuckie ulicy oczekuje aktualnie na beatyfikację.

środa, 18 września 2013

Chebzie


Ruda Śląska-Chebzie, Dworzec PKP, 12.04.2002

Szukałem tego negatywu od pewnego czasu... A to dlatego, że znajdował się w osobnym pergaminie, którego nie wpiąłem do właściwego segregatora (użyty tutaj Horizon 202 naświetlał na filmie 22 klatki, a ja ciąłem nagatwy po trzy kadry, więc zostawała mi jedna "dodatkowa"...). No ale w końcu udało mi się odnaleźć dzisiaj ten pergamin. A to także w celu uroczystego odpalenia skanera, który wrócił po naprawie z serwisu Nikona w Warszawie (właściwie i na całe szczeście było to tylko czyszczenie elementu fotopotycznego oraz smarowanie mechanimów)
I fajnie! Urządzenie skanuje ostrzej, niż przed zabiegami regeneracyjnymi w serwisie. A ja cieszę się, że ten kadr ze znakiem "szczęśliwych Hindusów" (© prokuratura w Białymstoku) tak fajnie wygląda, bo nigdy go analogowo nie powiększałem.
Fotografia jest sprzed 11 lat i skanując ten negatyw, a potem obrabiając go w Photoshopie, uświadomiłem sobie jak dużo w ciągu tak krótkiego czasu zmieniło się w technice fotograficznej... Usłyszeć charakterystycznie brzecząca sprężynę, która obraca obiektyw Horizona przy długich czasach ekspozycji, bezcenne! 

wtorek, 17 września 2013

JAGODA

Nieznany wiersz Jacka Staniszewskiego

Yagoda's two Moscow apartments and his dacha
contained 3,904 pornographic photos,
11 pornographic films,
165 pornographic pipes,
one dildo
and the two bullets that killed Zinoviev and Kamenev.

Fragment nieznanej prozy Maurycego Gomulickiego

Kolekcja pornografii, jaką zgromadził, obejmowała 3904 fotografie i 11 amatorskich filmów. Jego karierę kobieciarza ilustrował bogaty asortyment damskiej garderoby, którą przechowywał w swoim mieszkaniu, zupełnie jakby prowadził sklep z konfekcją, a nie kierował służbą bezpieczeństwa. Znaleziono u niego 9 płaszczy damskich, 4 futra z wiewiórek, 3 płaszcze z foczej skóry i kilka z astrachańskiej wełny, 31 par damskich butów, 91 damskich beretów, 22 damskie kapelusze, 130 par zagranicznych jedwabnych pończoch, 10 damskich pasków, 13 torebek, 11 garsonek, 57 bluzek, 69 koszul nocnych, 31 żakietów, kolejne 70 par jedwabnych pończoch, 4 jedwabne szale - a także kolekcję 165 obscenicznych fajek i cygarniczek oraz jeden gumowy penis.

[źródło/source: Facebook, ctrl+c, ctrl+v with a little help from my "friends" ;))]

poniedziałek, 16 września 2013

INNE MIASTO nominowane do Deutsche Börse Photography Prize 2014

Tego maila z 13 września 2013 poczta gmaila wrzuciła mi do spamu... I wczoraj wieczorem - mając zamiar wyczyścić ten folder z reklamowych śmieci - przypadkowo się na niego natknąłem.
ŁOŁ! 
Czy też WOW! 
:)))


niedziela, 15 września 2013

Dwa wiersze przeciwko fotografii

W. H. Auden

Nie jestem aparatem fotograficznym

                                       To z życia, co nadaje się do fotografii,
                                        jest albo błahe, albo już jałowe.
                                                      Eugen Rosenstock-Huessy

Nazwanie wzroku naszego Widzeniem
implikuje, że wszelki 
przedmiot jest podmiotem.

To, czemu nie nadaliśmy nazwy
lub czego nie ubraliśmy w symbol,
umyka naszej uwadze.

Nigdy nie widzimy dwóch ludzi,
ni jednego człowieka,
dwa razy tak samo.

Dokonywanie zbliżeń jest grubiaństwem
i robimy to tylko w gniewie:
kochankom zbliżającym się do pocałunku
instynkt każe zamykać oczy, nim ich twarze
ulegną reprodukcji do
danych anatomicznych.

Przyglądanie się przez soczewki być może jest pouczające,
ale za każdym razem winniśmy przepraszać
to co dalekie albo znikome
za naruszenie ich jestestwa.

Kamera zapisuje
fakty wzrokowe: wszystko więc
może być urojeniem.

Sceny z Przeszłości kłamią o Przeszłości,
zapominają 
pamiętającą Teraźniejszość.

Na ekranie możemy tylko 
poświadczyć ludzkie zadanie:
Wybór jest w rękach operatora.

Kamera być może
wiernie oddaje śmiech,
lecz nieuchronnie wulgaryzuje smutek.

[przekład Jana Rostworowskiego w tomie: W. H. Auden Poezje. Wybrał i posłowiem opatrzył Leszek Elektorowicz, Wydawnictwo Literackie, Kraków 1988, str.243-244]

Douglas Dunn

Jestem kamerzystą

Cierpią, a ja chwytam tylko naskórek.
Reszta jest niewyrażalna, poza
Tym, co da się zapisać. Nie można być nimi.
Gdyby zechcieli porozmawiać, można by się domyślić
Czym jest ból, choć oni mogli by cię opluć.

Film to tylko odbicie
Niezrównanej rozpaczy stulecia.
Już dwadzieścia wieków trwa miłość bliźniego.
Oburzenie jest czymś powszednim,
Trzyma nas z dala od ulic, pozwala obserwować.

Film nie ma własnych słów.
Jest milczącym rumowiskiem rzeczy dziejących się
Bez nas, kiedy za późno na pomoc.
A co z godnością tamtych, przyłapanych na cierpieniu?
Boli mnie to. Okradłem ich z intymności.

Moi młodzi przyjaciele myślą, że cały Film będzie sztuką.
Będzie dowodem rewolucji.
Ich filmy nie będą źle zgadywać i nie będą kłamać.
Będą filmować, co dzieje się za drutem kolczastym. 
Będą zawsze znali prawdę i będą sławni.

Polityka rozmiękcza wszystko.
Prawdę znają tylko ofiary prawdy.
Cała reszta to zdjęcia - film dokumentalny
Gdzie giną głodujący i playboye.
Życie przywdziewa maskę zawodowstwa.

Życie opowiada największe z kłamstw
I samo z siebie ciągnie zyski.
Prawda to krajobraz, gdzie wciąż żyją święte plemiona,
I wszystkie soczewki Japonii i Niemiec
Nie umiałyby się na nich skupić.

Życie trzepocze na swojej ramie jak piękne kolibry.
To film co zawsze się prześwietli.
Obraz, któremu malarz nie może znaleźć odpowiednich kształtów.
Wiersz, co odrzuca każde przymierzane słowo.
Muzyka, której nikt nie słyszał.

[wiersz w przekładzie Piotra Sommera z tomu: Douglas Dunn Wyprowadzka z Terry Street, Fort Legnica '99, tom 11, str. 63-64]


sobota, 14 września 2013

Zdjęcia miasta. Fotografia warszawska i praktyki pokrewne. 20.9-24.11.2013 NOWY TEATR




W wystawie anonsowanej na widocznym wyżej zaproszeniu bierze też udział Inne Miasto. A konkretnie 3 fotografie z naszego - realizowanego wspólnie z Elżbietą Janicką - projektu, które zresztą już wiszą w jednej z hal Teatru Nowego w Warszawie (towarzyszyć im będą prace Krystyny Piotrowskiej). Na początku przyszłego tygodnia dojdą podpisy, a całość ekspozycji kuratorowanej przez Adama Mazura będzie można oglądać od najbliższego piątku. Wernisaż 20 września o godz. 20:00. JUŻ ZAPRASZAMY!

 [2013-09-13  15:54]
[2013-09-13  15:55]

czwartek, 12 września 2013

Bet Tahara w Olsztynie

Wystawa już wisi, slideshow chodzi, wernisaż o 18:00, a ja korzystając z wolnego czasu poszedłem zobaczyć (tzn. podjechałem autem, bo strasznie tutaj leje) pierwszy zrealizowany projekt Ericha Mendelshona - dom przedpogrzebowy przy cmentarzu żydowskim. Budynek jest z roku 1913, stoi przy ulicy... Zyndrama z Maszkowic (zawsze to lepiej niż przy Dmowskiego lub Łupaszki) obok nekropoli, której w zasadzie nie ma, bo jest to tylko ogrodzony pocmentarny teren. Obiekt został w ostatnim czasie bardzo starannie odnowiony przez Fundację Borussia, a miła pracowniczka tej instytucji, która mnie po nim oprowadzała, na pytanie, czy cmentarz zdewastowali Niemcy, odpowiedziała ze wstydliwym uśmiechem: "Nie, to my" (mając na myśli oczywiście nie siebie, ale rodaków, którzy dokonali tego w latach 60. XX wieku...)




Ten mniejszy budynek widoczny na środkowym zdjęciu, przeznaczony był dla ogrodnika opiekującego się cmentarzem. W większym - nad środkową "salą pożegnania ze zmarłymi" - znajduje się ukryta w dachu kopuła, której górna część wyłożona jest mozaiką z gwiazdą Davida w zwieńczeniu. 
Przy okazji pstrykania komórką tych fotek, na zdjęcie załapał się wreszcie Dokker...

środa, 11 września 2013

Goździk z Pruszkowa


[2013-09-10  16:32]

Radziecka samobieżna haubica 2S1 Goździk - 2C1 Гвоздикa z armatą 122mm (produkowana w latach 1971-1994), którą fotografowałem w kombinacji: 500C/M + PC-Mutar 1,4X Shift-converter + Planar 80/2,8 CF + Ektar 100.
Co ciekawe, inne armaty na gąsienicach z czasów ZSRR także miały botaniczne nazwy: tulipan, akacja, hiacynt...

poniedziałek, 9 września 2013

John Margolies "Roadside America"

Pomysł tę serię jest niezwykle prosty. John Margolies, zajmujący się na codzień zawodowo architekturą i wzornictwem o komercyjnym przeznaczeniu, sfotografował przydrożne reklamy, bary oraz sklepy na terenie USA. A ponieważ robił to konsekwentnie przez... 30 lat i równie uporczywie wybierał słoneczną zwykle aurę, używając do fotografowania wyłącznie slajdów (tak mi się przynajmniej wydaje), uzyskał materiał o bardzo spójnym charakterze i niezłej jakości. Ogląda się to dobrze, nie ma wątpliwości o co w tym wszystkim chodzi, jedyne co z każdym kolejnym kadrem może zaskoczyć, to absurdalny najczęściej kształt tych reklam i barów. Ameryka (nie byłem) jest chyba krajem równie pokręconym jak Polska... Bo właściwie niemal wszystkie te sfotografowane przez Johna Margoliesa "durnostojki" są bardzo w naszym rodzimym klimacie (czy "prom kosmiczny" z napisem Advance Roofing nie przypomina Wam słynnego Tu-154 z Sanktuarium Maryjnego w Kałkowie?). Tyle tylko, że te nasze lokalne dokonania nie są za bardzo fotografowane, w każdym razie jeżeli już ktoś to robi, to zdjęcia prezentują najczęście poziom podobny do zdjętych obiektów (takie zwykle obrazki można znaleźć na jajcarskim portalu wszystkozle.pl czy naukowym niewidzialnemiasto.pl, gdzie całkiem świadomie - i niesłusznie moim zdaniem - przyjęto "amatorski" punkt widzenia). Biorą pod uwagę, że fotografowane przez Johna Margoliesa obiekty, to motywy eksploatowane od kilku dekad przez malarstwo hiperrealistyczne, ścieżka odbioru tych zdjęć za Atlantykiem nie jest trudna, z tym zastrzeżeniem jednak, że malarze unikają raczej miejsc oraz "instalacji" o takim poziomie absurdu i żenady...









John Margolies, fotografie s serii Roadside America

Wszystkie te zdjęcia można zobaczyć w wydanym przez Taschena albumie Roadside America i dość duży ich wybór na stronie artsy.net (książki jeszcze nie mam, więc tylko "poglądowo" wkleiłem obrazki z wymienionego przed chwilą portalu, aczkolwiek ewidentnie są onne zbyt lekkie...).


niedziela, 8 września 2013

RATATOUILLE

Douglas Dunn

RATATOUILLE

I

Proszę popatrzeć na takie ratatouille.
Nie będzie wkraczać do Afganistanu
Ni w złości bojkotować Olimpiady.
Ma słabość do obrazów Raula Dufy.
Karmi bawidamka i człowieka pracy.
Nigdy mu nie dość wina ani słońca.
I nie ma wrogów, nie są nimi nawet
Salade Niçoise ani kłamliwe przepisy
Leonid Breżniew, ani, gdzie tam, Ronald Regan.
Całe jest z płodów ziemi, to ratatouille,
I ma wielu przyjaciół, wśród których jestem ja.
Dalejże miłośnicy ratatouille, połączcie się!

II

To takie marzenie, co się zbiega w czasie
Z odprężeniem, zwanym Rzeczywistością
Pożądaną. Mężczyźni, którzy lekcewarzą
Tak czule posiekane ząbki ail, co gardzą
Skrojeniem dwóch dorodnych papryk, oraz
Dwóch dużych cebul i dwóch bakłażanów -
Tych długich, namiętnych, królewskich filetów -
Które tak jak i sześć kabaczków, solisz
I na pełną godzinę przykrywasz talerzem;
Albo mężczyźni, którzy zaniedbują osiem
Dojrzałych pomme d'amour potrzebnych żonom
By zrobić ratatouille, którym na myśl nie przyjdzie
W najcięższym rondlu, w domu podgrzewana
Oliwa z oliwek, i cebula, smażona
Z czosnkiem przez pięć minut, zanim się dołoży
Bakłażany, kabaczki, paprykę, pomidory;
Lub mężczyźni, którym przez głowę nie przejdzie
O czym myślą żony, gdy stoją nad kuchnią
I wsypują przyprawy, jeszcze przed wrzuceniem
Bouqet garni - właśnie ci mężczyźni
Wkraczają do Afganistanu, bojkotują Olimpiadę,
Odwołują spotkania i idą na wojnę.

III

Godzinę duś, podaj gorące albo zimne.
Lepiej smakuje tam, gdzie świeci słońce
lecz jeśliś jest z Północy, wyobraź sobie, 
że jesz swoje ratatouille w Prowansji.
Możesz mi wierzyć, że pasuje do wszystkiego,
Tak jak miłość, jak pokój, tak jak lato
Czy inna pora roku, jak całe życie.
Więc zaopatrz się w niezbędne składniki
I przyrządź tę miłosną zupę, i proś o dokładkę.
Prędzej, nim zrobi się za późno, Bon appetit!


[wiersz w przekładzie Piotra Sommera z tomu: Douglas Dunn Wyprowadzka z Terry Street, Fort Legnica '99, tom 11, str. 75-76.
Obkupiłem się ostatnio książkami Biura Literackiego, bo są tam pozycje przecenione o połowę, a także takie, które kosztują kilka złotych... Co potwierdza chyba publikowane w prasie dane o czytelnictwie w Polsce, co nazwać by raczej wypadało "nieczytelnictwem".
Jeśli idzie o pyszny i polityczny zarazem wiersz Douglasa Dunna, to moja wersja ratatouille ma nieco inne składniki - dodaję także fasolkę, a zamiast kabaczków kroję cukinię lub patisony, no i trochę inaczej wygląda sama procedura gotowania. Co do reszty, to całkowita zgoda (oprócz Afganistanu, mamy teraz dodatkowo Syrię...]

sobota, 7 września 2013

Finis Poloniae (2).

Gottfried Benn

Finis Poloniae

Finis Poloniae -
wyrażenie,
które niezależnie od swej historycznej treści
oznacza koniec wielkich
królestw.

Aura zaczarowana,
oddycha się trwożnie,
obojnacze powietrze - gdyby myślało,
byłyby to myśli o nieeuropejskich monsunach
i żółtych oceanach.

Wielkość niszczy sama siebie,
mówi do siebie, wydając ostatni dźwięk,
to obca pieśń, zwykle nie rozumiana,
czasem tolerowana -

Finis Poloniae -
może w pewien deszczowy dzień, niezbyt lubiany,
jednak jak na ten przypadek to szmer szczęść,
a potem solo na rogu, 
na koniec najspokojniejszy z kwiatów, hortensja,
która wytrzymuje na deszczu aż do listopada,
cicho na grób.

[przekład Tomasza Ososińskiego z książki: Gottfried Benn Nigdy samotniej i inne wiersze (1912-1955), Biuro Literackie, Wrocław 2011, str. 87.
Chyba ten wiersz w tłumaczeniu Feliksa Przybylaka bardziej mi podchodzi... 
Przypomina mi się jeszcze inny przekład, który (tylko ostatnia strofa) pojawia się w powieści Adama Zagajewskiego Ciepło, zimno. Wygląda on tak:


Finis Poloniae -
być może w dzień deszczowy, niemiły
ale w danym wypadku szmer szczęśliwości
i potem solo na rogu
i jako ciąg dalszy hortensja, najspokojniejszy z kwiatów,
który aż do listopada wytrwać może na deszczu:
pada cicho na mogiłę.

Do momentu gdy ponownie przeczytałem, żywiłem przekonanie, że była to najtrafniejsza wersja. Ale nie jest. W książce nie ma żadnej informacji o autorze przekładu, więc może to dzieło samego Zagajewskiego?]