Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Mięso jako metafora. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Mięso jako metafora. Pokaż wszystkie posty
wtorek, 5 grudnia 2023
wtorek, 23 sierpnia 2022
MIĘSO JAKO METAFORA (23)
Ciekawy dokument, może trochę staroświecki, ale pełen treści. Można się z niego m.in. dowiedzieć, że obchodzone 1 maja Święto Pracy, wyniknęło ze strajku rzeźników walczących o podwyżki wynagrodzeń, a nie - jak ujmuje oficjalna historiografia - protestu redukowanych pracowników w zakładach McCormick Harvester Co (a przynajmniej nie tylko). Można też zauważyć, że zmechanizowana linia rozbioru tuszy, znalazła swoje odzwierciedlenie w ideii taśmy montażowej, co wprowadzono w zakładach Forda na początku XX wieku. A idąc dalej, melanż obu tych rozwiązań zastosowano - oczywiście po odpowiednich modyfikacjach - w niemieckich fabrykach śmierci (Auschwitz II, Bełżec, Kulmchof, Sobibór, Treblinka), gdzie w przemysłowy sposób mordowano europejskich Żydów. Nieprzypadkowo SS-Unterscharführer Franz Suchomel w fimie Shoah Claude'a Lanzmanna nazywa Treblinkę „taśmą montażową śmierci‟ (dokładnie: Treblinka war
ein zwar primitives, aber gut funktionierendes Fließband des Todes).
poniedziałek, 28 września 2020
MIĘSO JAKO METAFORA (22)
W dzisiejszym odcinku naszego dokumentalnego mini-serialu dwie fotografie i jedna stopklatka. Czy poniższego zestawu nie można by opatrzyć także tytułem „Karma wraca‟? Szczególnie gdy przypomnimy sobie (obfotografowaną sumiennie przez fotoreporterów) wizytę obecnego Prezydenta RP w Zakładzie Przetwórstwa Mięsnego w Nowej Wsi Szlacheckiej...
[Fot. Ryszard Wesołowski. Oryginalny podpis: „Sierpień 1980. Strajk okupacyjny w Stoczni im. Komuny Paryskiej‟ - skan z katalogu wystawy Imperatyw. Fotografie z lat 80. ze zbiorów Ośrodka Karta]
[Fot. Chris Niedenthal. Oryginalny podpis: „Łódź, luty. 1981. Podczas strajku studentów szatnia służyła jako magazyn żywności‟ - skan z książki, Chris Niedenthal Wybrane fotografie. 1973-1989.]
[Ryszard Ochódzki (grany przez Stanisława Tyma) w Londynie - stopklatka z filmu Miś Stanisława Barei]
sobota, 5 września 2020
środa, 26 sierpnia 2020
MIĘSO JAKO METAFORA (20)
Tym razem w serialu Mięso jako metafora niezrównany Andrzej Tobis i zdjęcia z jego wielce poetyckiego cyklu AZ. Tablice edukacyjne. Marzy mi się kilkutomowe wydanie tej serii, które chciałbym gościć na półce mojego regału z albumami fotograficznymi (i oczywiście powoli przeglądać strona po stronie, tom za tomem...).
wtorek, 30 czerwca 2020
MIĘSO JAKO METAFORA (19)
Miroljub Todorović
zupa z mózgu
mózg przelać
wrzątkiem
oczyścić skórę
i drobno posiekać
na odrobinie tłuszczu
podsmażyć
główkę cebuli
i dwie łyżeczki mąki
gdy zasmażka się zeszkli
dodać posiekany mózg
dokładnie wymieszać
posolić i popieprzyć
jelito
wyczyść jelito
odwróć je
i pozostaw
do wysuszenia
dam wam przepis na panierowanego
miroljuba todorovicia
pół kilo miroljuba todorovicia
zagnieść z wodą
podzielić na cienkie kotlety
podpiec na rozgrzanej patelni
w głębokiej misie wyrobić
około dziesięciu świeżych miroljubów todoroviciów
następnie wszystko dobrze wymieszać
kobiety wolą żeby miroljub todorović
wyrósł im pulchniejszy
lepiej nie robić pulchnego
miroljuba todorovicia
cienki lepiej się wypiecze
piec uważnie swojego miroljuba todorovicia
do momentu aż przyrumieni mu się skórka
miroljuba todorovicia z przyrumienioną skórką
pokroić na kawałki
i podawać od razu
czwartek, 25 czerwca 2020
środa, 13 maja 2020
(Ręce przy tym mdleją pot zalewa oczy)
Kornel Filipowicz
Foki
W kraju w którym żyją foki
Pozwolono w tym roku
Zabić fok tylko dwieście tysięcy
Mało to czy dużo?
Zważywszy jak przykra męcząca i niełatwa
I źle płatna to jest praca
Zabijanie zwierząt długimi ciężkimi pałkami
Foki poruszają się na lądzie niezdarnie
Ale są bardzo szybkie i zwrotne w wodzie
Trzeba się więc bardzo spieszyć żeby zabić zwierzę
Zanim zdąży osiągnąć krawędź ziemi i wody
Dlaczego nie można fok strzelać?
Byłoby to bardziej humanitarne
Czyli ludzkie
Zapewne ale skóra uszkodzona kulami
Byłaby bezwartościowa
Dlatego foki trzeba zabijać uderzeniami pałki
Często trzeba poprawiać
Bić w czaszkę dwa lub trzy razy
Ręce przy tym mdleją pot zalewa oczy
Spróbujcie tej pracy
Człowiek nie jest maszyną sam czuje się jak zabity
Trzeba po tym dobrze zjeść i wypić aby zagłuszyć
Jęk skowyt płacz zabijanych zwierząt
Który długo jeszcze dźwięczy w uszach
W niektórych ludziach odzywa się sumienie
Stać ich na to zwłaszcza gdy są bogaci
Milionerki sprzedają więc swoje drogie futra z szynszyli
Brylanty i perły Picassy nawet Coroty
Wynajmują okręty werbują załogi wśród idealistów
Zbyt biednych aby finansować takie przedsięwzięcie
I płyną mil tysiące
Na ratunek fokom
Potem wracają i opowiadają
Co widziały z daleka
Przez lornety i teleobiektywy
Nie ocaliły ani jednej foki
Bo drogę im zagrodziły
Śmigłowce i łodzie patrolowe straży przybrzeżnej
Był nawet jeden okręt wojenny
Cóż się stało? Po prostu
Władze ogłosiły
Że zabijanie fok pałkami
Jest sprawą wewnętrzną państwa
W którym żyją foki
[Z książki Powiedz to słowo opublikowanej przez Wydawnictwo a5 w 1997 roku. W moim ulubionym internetowym antykwariacie Królicza Jama (ulubionym nie tylko ze względu na nazwę, ale też wygląd tego miejsca - warto wybrać opcję "odbiór osobisty" i to zobaczyć) kupiłem kilka dni temu pięć książek poetyckich, z których cztery - jak się okazało po dotarciu przesyłki - wydało właśnie a5...]
środa, 12 grudnia 2018
MIĘSO JAKO METAFORA (18)
Tadeusz Różewicz
O TEJ SAMEJ PORZE
O tej samej porze
długie hale Luwru
są puste
O tej samej porze
wielkie hale
krwawią w świetle elektrycznym
górą mięsa
monstrualny kadawer
poruszył się
w otwartym brzuchu
w zgiełku
grzebie kolec światła
i otworem w twarzy parują
wnętrzności
O tej samej porze
między obrazami
nie ma oczu
nikt nie przeżywa
nie odbiera piękna
tylko Gioconda
uśmiecha się
tajemniczo i pracowicie
1958-1961
BIEL
Biały baranek
uciekł schował się w szafie
beczy
z chorągiewką wbitą w oko
krew tryska
z rozdartego pyszczka
czarnymi płynie rzekami
związali baranka
udusili baranka
ze skóry obłupili
kości mu policzyli
zęby mu wybili
wrzucili do dołu
kloacznego
baranka nienarodzonego
oszukali baranka
opluli baranka
skazali baranka
powiesili baranka
pogardą okryli
śmiechem przebili
kłamstwem nakarmili
baranka białego
który gładził
grzechy tego świata
baranek leży
na sekcyjnym stole
przystrojony zielenią
nadziany nadzieją
wkoło siedzą kupki nieczystości
w białych pióropuszach
którymi porusza
wiatr dziejów
[Wiersze z tomu Nic w płaszczu Prospera, które przepisałem z książki: Tadeusz Różewicz Poezje zebrane, Ossolineum, Wrocław 1970, s. 577-578.]
niedziela, 18 listopada 2018
MIĘSO JAKO METAFORA (15)
Tadeusz Różewicz
DO SERCA
Widziałem
specjalistę kucharza
wkładał rękę
do pyska
i przez tchawicę
wpychał ją do wnętrza
owcy
i tam w żywym
chwytał serce
zaciskał [place
na sercu
wyrywał serce
jednym szarpnięciem
tak
to był specjalista
1959
CORRIDA
(afisz)
Czarny wulkan
dymi krwią
wyrzuca
białe piany
byk
naszpikowany
ostrzami
ogłuszony rykiem
ludzkiej masy
opada
spływa na arenę
łagodnieje
jak wykrwawiona flaga
rogi
nozdrza
w górze mięsa
oko
zachodzi mgła
lawa zastyga
w słońcu
białe pończochy
lakierowane pantofle
1969
GODZINA KARMIENIA
Miasto wyłania
z dymów i mgieł
gruby odwłok
powleczony neonami
wygasa
prostytutki
wykonują mechaniczne
ruchy
z twarzą daleką i martwą
głosy
parzących się
dorosłych osobników
trwożą
dzieci
za parawanem
tygrys bóg zamknięty
w żelaznej klatce
w ZOO
mruży żółte ślepia
jeszcze nie przyszła
godzina karmienia
godzina otwarcia
tygrys bóg drzemie
wśród własnych
odchodów
[Zaniedbałem ostatnio cykl poetyckich prezentacji Mięso jako metafora... Więc niniejszym nadrabiam (jakkolwiek wczorajszy wpis doskonale się do tej serii nadaje). Teksty Tadeusza Różewicza pochodzą z tomów: Zielona róża (1961) - wiersz Do serca i Regio (1969) - wiersze Corrida i Godzina karmienia. Miłej (jeżeli to możliwe w tym przypadku?) lektury!]
sobota, 17 listopada 2018
"Ryba" po raz drugi
Elizabeth Bishop
Ryba
Przekład Andrzej Sosnowski
Złowiłam potężną rybę
i trzymałam ją obok łodzi
w pół nad wodą, na moim haczyku
tkwiącym mocno w rogu jej pyska.
Nie walczyła.
Wcale nie podjęła walki.
Zwisał chrapliwy kolos
pokonany i zasłużony,
nieprzyjemny. Tu i ówdzie
jego brązowa skóra zwisała
jego brązowa skóra zwisała
płatami jak wiekowa tapeta,
a wzorek najciemniej brązowy
był jak tapeta:
zarysy wybujałych zbóż
w plamach i zaniku ze starości.
Usiany był skorupkami pąkli,
ładnych wapiennych rozetek
i pokryty chmarą
maleńkich białych wszy morskich,
a spod jego brzucha zwisały
dwa lub trzy strzępy zielska.
Gdy jego skrzela wdychały
przeokropny tlen
- straszne skrzela,
czerstwe i świeże od krwi,
które mogą tak paskudnie skaleczyć -
myślałam o brzydkim białym mięsie
ubitym w nim jak pierze,
o dużych ościach i małych,
od dramatycznych czerwieniach i czerniach
jego połyskliwych wnętrzności,
o różowym pęcherzu pławnym
jak duża piwonia.
Patrzyłam w jego oczy
sporo większe od moich,
lecz płytsze i zażółcone,
tęczówki cofnięte, owinięte
w wytartą cynfolię,
widziane przez grube szkła
ze starej porysowanej galarety.
Odrobinę się przesunęły, lecz nie po to,
by odwzajemnić spojrzenie.
- Z grubsza tak, jak się przechyla
jakiś eksponat ku światłu.
Podziwiałam posępne oblicze,
mechanizm jego paszczęki,
i wtedy zobaczyłam,
że z dolnej wargi
- jeśli to można tak nazwać -
zawziętej, wilgotnej, morderczej
zwisa pięć starych linek w kawałkach,
a właściwie cztery i stalowy przypon
z krętlikiem wciąż na swoim miejscu,
z całą piątką ich wielkich haczyków,
które zwyczajnie wrosły w jego pysk.
Jedna zielona, wystrzępiona na końcu,
gdzie ją obciął, dalej dwie grubsze
i cienka jak nić czarna,
wciąż skręcona po naprężeniu i cięciu,
kiedy strzeliła, a on pierzchł.
Jak ordery z ich wstążkami,
które siepią się i powiewają,
pięć włosów brody mądrości
wlokła jego obolała szczęka.
Gapiłam się tak i gapiłam,
a triumf powoli napełniał
małą wypożyczoną łódź,
począwszy od kałuży w zęzie
z tęczą rozpostartą przez olej,
dookoła zardzewiałego silnika,
po czerpak z rdzą pomarańczową,
ławki spękane od słońca,
dulki przymocowane sznurkami,
okrężnice - aż wszystko to
była tęcza, tęcza, tęcza!
I wypuściłam rybę.
Santarém (2018)
The Fish
I caught a tremendous fish
and held him beside the boat
half out of water, with my hook
fast in a corner of his mouth.
He didn’t fight.
He hadn’t fought at all.
He hung a grunting weight,
battered and venerable
and homely. Here and there
his brown skin hung in strips
like ancient wallpaper,
and its pattern of darker brown
was like wallpaper:
shapes like full-blown roses
stained and lost through age.
He was speckled with barnacles,
fine rosettes of lime,
and infested
with tiny white sea-lice,
and underneath two or three
rags of green weed hung down.
While his gills were breathing in
the terrible oxygen
− the frightening gills,
fresh and crisp with blood,
that can cut so badly –
I thought of the coarse white flesh
packed in like feathers,
the big bones and the little bones,
the dramatic reds and blacks
of his shiny entrails,
and the pink swim-bladder
like a big peony.
I looked into his eyes
which were far larger than mine
but shallower, and yellowed,
the irises backed and packed
with tarnished tinfoil
seen through the lenses
of old scratched isinglass.
They shifted a little, but not
to return my stare.
– It was more like the tipping
of an object toward the light.
I admired his sullen face,
the mechanism of his jaw,
and then I saw
that from his lower lip
– if you could call it a lip –
grim, wet, and weaponlike,
hung five old pieces of fish-line,
or four and a wire leader
with the swivel still attached,
with all their five big hooks
grown firmly in his mouth.
A green line, frayed at the end
where he broke it, two heavier lines,
and a fine black thread
still crimped from the strain and snap
when it broke and he got away.
Like medals with their ribbons
frayed and wavering,
a five-haired beard of wisdom
trailing from his aching jaw.
I stared and stared
and victory filled up
the little rented boat,
from the pool of bilge
where oil had spread a rainbow
around the rusted engine
to the bailer rusted orange,
the sun-cracked thwarts,
the oarlocks on their strings,
the gunnels – until everything
was rainbow, rainbow, rainbow!
And I let the fish go.
North & South
(1946)
[Przekład Andrzeja Sosnowskiego przepisałem z książki: Elizabeth Bishop, Santarém, Biuro Literackie, Stronie Śląskie 2018, s. 21-23.]
poniedziałek, 25 grudnia 2017
MIĘSO JAKO METAFORA (14)
Jerzy Kronhold
* * *
w dniu wyborów
także na domu starców
powiewała biało-czerwona flaga
symbol nasze wiecznie młodej nadziei
biało-czerwonymi ustami
łykała zimne powietrze
wzdymała się jak widmo
niewidzialnego żołnierza
uwędzonego mięsa płat
[wiersz z tomu Oda do ognia (1982), przepisany z ksiązki: Jerzy Kronhold Wiersze wybrane, Wydawnictwo a5, Kraków 2014, str. 33]
sobota, 9 grudnia 2017
ZAPISKI NIEMIECKIE (1938)
Bertolt Brecht
U WYSOKO POSTAWIONYCH
Mówienie o jedzeniu jest czymś przyziemnym.
Przyczyna: oni
Już zjedli.
Ci z dołu musza zejść z tej ziemi,
Z dobrego mięsa
Nic nie skosztowawszy.
By pomyśleć, skąd przychodzą i
Dokąd idą, są
W piękne wieczory
Zanadto zmęczeni.
Gór i olbrzymiego morza
Nie widzieli jeszcze,
Gdy skończył się już ich czas.
Jeśli ci z nizin
Nie pomyślą o rzeczach niepodniosłych,
Nie podniosą się nigdy.
CHLEB GŁODNYCH ZJEDZONO.
Nie zna nikt już mięsa. Rozlał się pot ludu
Bez pożytku.
Lasy laurowe
Wyrąbano.
Z kominów fabryk broni
Wstępuje dym.
PACYKARZ MÓWI O WIELKICH CZASACH, KTÓRE IDĄ.
Lasy jeszcze rosną.
Ziemia jeszcze rodzi.
Miasta jeszcze stoją
Ludzie jeszcze żyją.
ROBOTNICY KRZYCZĄ O CHLEB.
Kupcy krzyczą o rynki.
Ręce, co na brzuchu leżały, działają znów:
Robią granaty.
CI, KTÓRZY BIORĄ MIĘSO ZE STOŁU,
uczą zadowolenia.
Ci, którym dar ten przeznaczony,
Żądają poświęcenia.
Ci, co najedli se do syta,
Mówią glodującym
O wielkich czasach, które nadejdą.
Ci którzy wiodą państwo w przepaść,
Twierdzą: rządzenie jest cieżkie
Dla prostego człowieka.
CI WYŻSI MÓWIĄ: POKÓJ I WOJNA
To dwie różne rzeczy.
Lecz pokój wasz i wasza wojna
Są jak burza i wiatr.
Wojna wzrasta w waszym pokoju
Jak syn w łonie matki,
I nosi
Jej straszliwe rysy.
Wasza wojna zabija
To, co wasz pokój
Jeszcze pozostawił.
JEST JUŻ NOC
Małżonkowie
Kladą się do łóżek. Młode kobiety
Urodzą sieroty.
NA MURZE WIDNIEJE KREDA:
Oni chcą wojny.
Ten, który napisał,
Już padł.
KONSTRUKTORZY SIEDZĄ
Zgarbieni w salach projektów:
Jedna cyfra fałszywa i miasta wroga
Pozostaną nietknięte.
Z BIBLIOTEK
Wychodzą rzeźnicy.
Matki stoją zamarłe,
Tulą dzieci do siebie i szukają
Na niebie znaków uczonych.
GDY PRZYJDZIE DO MARSZU, WIELU NIE WIE
Że wróg maszeruje na ich czele.
Głos dowodzącego
Jest głosem wroga.
Ten, co o wrogu mówi,
Wrogiem jest sam.
GENERALE, TWÓJ CZOŁG JEST MOCNYM WOZEM,
Zwala las i miażdży stu ludzi,
Lecz jedną wadę ma:
Potrzebuje kierowcy.
Generale, twój bombowiec jest mocny,
Leci szybciej niż burza, dźwiga więcej niż słoń,
Lecz jedną wadę ma:
Potrzebuje montera.
Generale, człowiek jest pożyteczny,
Umie latać, umie zabijać,
Lecz jedną wadę ma:
Umie myśleć.
[Z książki: Bertolt Brecht Wiersze wybrane, Państwowy Instytut Wydawniczy, Warszawa 1954, str. 101-105, pierwsza część w przekładzie Stanisława Jerzego Leca, pozostałe Lecha Pijanowskiego. W sumie poemat ten pasuje też do cyklu "Mięso jako metafora", ale wklejam go tutaj pod wrażeniem ostatnich rządowych przetasowań... Czyli namaszczenia na stanowisko premiera Mateusza Morawieckiego, "miękkiego nacjonalisty gospodarczego i politycznego" (© Adam Szostkiewicz), co zaowocować może polityką społecznoekonomiczną, będącą połączeniem kultu żołnierzy wyklętych i praktyk Forexu...]
Subskrybuj:
Posty (Atom)
















