Wybrany na dzisiejszy wieczór wiersz Janiny Katz, najciekawszej powojennej polskiej poetki, pochodzi z tomu Zabawa w chowanego (Austeria, 2013).
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Janina Katz. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Janina Katz. Pokaż wszystkie posty
sobota, 6 marca 2021
sobota, 5 września 2020
środa, 2 września 2020
(Samolot. Wrak.)
[Wiersz Janiny Katz z książki Zabawa w chowanego, wydanej w 2013 roku przez Austerię. Często wracam do tego tomu, chociaż początkowo te napisane po polsku teksty wydawały mi się być gorsze wierszy duńskich (które znam z przekładów Bogusławy Sochańskiej). Całkiem niesłusznie. Zabawa w chowanego to wydawnictwo wybitne! Ciekawe, kiedy dostrzeże je (książkę oraz autorkę) nasza kulawa krytyka literacka? Pytanie retoryczne...]
środa, 12 sierpnia 2020
(Drzazga w oku Boga)
Janina Katz
Z IZRAELA
Jest wieczór. Ale niezbyt późny.
Idź się przejść, mówię. Może
znajdziesz szczęście.
Wychodzę. Znajduję.
Jest ciężkie. Nie
do uniesienia.
Słyszę trąbki
ochrypłe z zachwytu.
Leżę przygnieciona szczęściem
na ziemi moich przodków.
Kolebce wszystkich nieszczęść.
NAWRÓCENIE
Dziewczynka zawiera ślub.
Z Chrystusem, Najświętszą Panienką
i Siostrą Teresą. Hiszpańską przechrztą
od Dzieciątka Jezus.
Przechrzty! Same przechrzty!
Dziewczynka rzuca w tłum
serce przebite strzałą.
Ach! Ten zapach krwi.
Te perfumy śmierci.
Nad tłumem biały krążek.
Przerobiona maca.
Monstrancja. Słoneczko
z mąki.
Krew i ciało
przechrzty.
OJCIEC
Ciągle za nim tęsknię.
Tyle dziesiątków lat.
Był piękny i zdrowy,
ale umarł młodo.
Kochał mnie do końca.
Teraz ja go kocham.
Mój ojciec.
Prawnuk Abrahama.
Drzazga
w oku Boga.
[Z napisanej po polsku książki Zabawa w chowanego, którą w 2013 roku opublikowało Wydawnictwo Austeria]
czwartek, 14 maja 2020
(Dlatego jestem tutaj)
Janina Katz
Pejzaż
Pamięci Kornela Filipowicza
Widziałam go wczoraj w parku.
Ubrany jak na ryby,
z wędką,
papierosem w ustach
i dyndającą u paska
piersiówką.
Lecz przecież on umarł
piętnaście lat temu.
Słyszałam, że do końca
przypominał siebie:
gotycka postać,
wysoki, prosty
jak świeca.
Nie miałam odwagi
zatrzymać go i powiedzieć:
„Dzień dobry, tu nie ma rzek,
a gdzie nie ma rzek,
tam nie ma i ryb‟.
Gdy jeszcze żył,
kupił bukiecik fiołków,
wsadził mi go w usta
i powiedział „szczęśliwej podróży‟.
Dlatego jestem tutaj.
Netanya
W dole
oglądane z urwiska,
było wszystko,
za czym tęskniłam:
Plaża, morze
i daleko w wodzie
brązowa sylwetka
- rzeźba doskonała -
w czarnym trójkącie,
okrywającym płeć,
co łatwo było zgadnąć.
Szalom Ça va Wie geht's
Mężczyzna podaje mi rękę.
Z ust wypływa
strumień słów.
Ten poranek jest jeszcze piękniejszy
niż poprzednie.
Teraz zmarnowany.
Mężczyzna ma na sobie szorty i czapkę z daszkiem.
Używa wszystkich języków naraz.
À tout à l'heure
mówi, i dalej po polsku:
Czy pani matka tez szła w Marszu Śmierci
z Buchenwaldu do Gliwic?
Nie, mówię.
Tylko w Mühlhausen.
Tam nie było tak źle.
Bez przerwy się uśmiecha.
Przykro mu, że nie pamięta mojego języka.
À tout à l'heure
powtarza i idzie do drzwi.
Zduszone westchnienie ulgi
świdruje powietrze.
A ja muszę się spieszyć.
Z powrotem na urwisko,
odnajduję opalonego człowieka
w czarnym trójkącie,
który podkreśla jego płeć.
Mężczyzna staje przy drzwiach,
odwraca się.
Pani tak dużo wie -
mówi,
wskazując na moją książkę.
Wszyscy Żydzi dużo wiedzą
- obiecuję uroczyście.
Nie całkiem rozumie,
co mam na myśli.
To było tak dawno temu
- mówi.
Kiedy się zaczęło
miałem czternaście lat.
Przepraszający uśmiech
rozdziera mi serce,
by zaraz je uciszyć.
Co za siła.
Co za rzemiosło.
[Z książki Powrót do jabłek wydanej w 2011 roku przez Bibliotekę Śląską (s.105, 119-120). Zastanawia mnie ten gest z bukiecikiem fiołków, brzmiący/wyglądający dość dwuznacznie. Nigdy nie spotkałem w realu Kornela Filipowicza, ale kilku moich rówieśników piszących prozę, pielgrzymowało z maszynopisami do mieszkania obwieszonego obrazami Marii Jaremianki. W tamtych czasach (Filipowicz zmarł w roku 1990) podobno było to w Krakowie młodoliterackim rytuałem. Czego - dzięki swoistej kombinacji karmicznej - na szczęście nie doświadczyłem.]
świdruje powietrze.
A ja muszę się spieszyć.
Z powrotem na urwisko,
odnajduję opalonego człowieka
w czarnym trójkącie,
który podkreśla jego płeć.
Mężczyzna staje przy drzwiach,
odwraca się.
Pani tak dużo wie -
mówi,
wskazując na moją książkę.
Wszyscy Żydzi dużo wiedzą
- obiecuję uroczyście.
Nie całkiem rozumie,
co mam na myśli.
To było tak dawno temu
- mówi.
Kiedy się zaczęło
miałem czternaście lat.
Przepraszający uśmiech
rozdziera mi serce,
by zaraz je uciszyć.
Co za siła.
Co za rzemiosło.
[Z książki Powrót do jabłek wydanej w 2011 roku przez Bibliotekę Śląską (s.105, 119-120). Zastanawia mnie ten gest z bukiecikiem fiołków, brzmiący/wyglądający dość dwuznacznie. Nigdy nie spotkałem w realu Kornela Filipowicza, ale kilku moich rówieśników piszących prozę, pielgrzymowało z maszynopisami do mieszkania obwieszonego obrazami Marii Jaremianki. W tamtych czasach (Filipowicz zmarł w roku 1990) podobno było to w Krakowie młodoliterackim rytuałem. Czego - dzięki swoistej kombinacji karmicznej - na szczęście nie doświadczyłem.]
czwartek, 28 marca 2019
(Sukienka w białe kwiatki do połowy łydek, białe pończochy, czarne płaskie lakierki)
Janina Katz
KINDERBAL W NETANYI
W kacie sali siedzi pobożna dziewczynka. Sukienka w białe kwiatki do połowy łydek, białe pończochy, czarne płaskie lakierki. Dźwiga ciężar dwunastu lat i niewidocznych piersi. Jej rówieśniczki, lolitki, tańczą w rytmie maszyn udających instrumenty muzyczne, w zmieniających się z szybkością błyskawicy kolorowych światłach. Kręcą bioderkami. Buzie bez wyrazu. Są cool. Wśród nich chłopczyk w białej, całkowicie rozpiętej koszuli.
W innym kacie sali, z grubą filozoficzną książką w twardej zielonej okładce (Szestow: Anthology) na pudełku, siedzi stara dziewczynka, bezbożna od prawie pięćdziesięciu lat. W długiej sukni w kolorze bladego bakłażanu, opalona na pomarszczony brąz, z gołymi ramionami.
Za chwilę odłoży książką i wyjdzie z drinkiem i papierosem przed hotel. Noc jest ciepła. Gwiaździsta. W dole szumi morze. Stara dziewczynka wyje cichutko do niewidocznego po tej stronie księżyca.
Biała półciężarówka zatrzymuje się przed hotelem. Mała pobożna dziewczynka wychodzi zza obrotowych drzwi, i drobnym spokojnym kroczkiem podchodzi do auta. Rodzice, lub starsze rodzeństwo odwożą ją do domu.
Stara dziewczynka zabiera swoje lalki i szmatki (Szestow: Anthology, ciężki klucz i papierosy) i odjeżdża szabasową windą do swojego pokoju.
KINDERBAL W NETANYI
W kacie sali siedzi pobożna dziewczynka. Sukienka w białe kwiatki do połowy łydek, białe pończochy, czarne płaskie lakierki. Dźwiga ciężar dwunastu lat i niewidocznych piersi. Jej rówieśniczki, lolitki, tańczą w rytmie maszyn udających instrumenty muzyczne, w zmieniających się z szybkością błyskawicy kolorowych światłach. Kręcą bioderkami. Buzie bez wyrazu. Są cool. Wśród nich chłopczyk w białej, całkowicie rozpiętej koszuli.
W innym kacie sali, z grubą filozoficzną książką w twardej zielonej okładce (Szestow: Anthology) na pudełku, siedzi stara dziewczynka, bezbożna od prawie pięćdziesięciu lat. W długiej sukni w kolorze bladego bakłażanu, opalona na pomarszczony brąz, z gołymi ramionami.
Za chwilę odłoży książką i wyjdzie z drinkiem i papierosem przed hotel. Noc jest ciepła. Gwiaździsta. W dole szumi morze. Stara dziewczynka wyje cichutko do niewidocznego po tej stronie księżyca.
Biała półciężarówka zatrzymuje się przed hotelem. Mała pobożna dziewczynka wychodzi zza obrotowych drzwi, i drobnym spokojnym kroczkiem podchodzi do auta. Rodzice, lub starsze rodzeństwo odwożą ją do domu.
Stara dziewczynka zabiera swoje lalki i szmatki (Szestow: Anthology, ciężki klucz i papierosy) i odjeżdża szabasową windą do swojego pokoju.
[Z książki: Janina Katz, Pisane po polsku, Wydawnictwo Austeria, Kraków-Budapeszt 2008, s. 21-22]
środa, 27 marca 2019
(Zbyt wielu mężczyzn, kobiet i dzieci z oczami z tyłu głowy?)
Janina Katz
Jesteś moimi pięcioma zmysłami
Jesteś moimi pięcioma zmysłami.
Moja Jerozolimo.
Niekończąca się
przygoda miłosna.
Otwarta rana,
by nie psuć wrażenia,
omotana w złocistą pajęczą sieć.
Moje oczy tropią szansę
wymknięcia się
do Ciebie, Jerozolimo.
I trochę dalej na północ
do ciebie
o oliwkowej skórze.
Widzisz,
gdy język się boi,
rozkwitają metafory.
Dlaczego Izrael
Spóźniona Żydówka,
próbuję zrozumieć,
co to wszystko zrodziło.
Tę czułość i troskę.
I strach.
Pustynny wiatr?
Zbyt wielka danina krwi?
Morze. Piasek?
Morze. Piasek?
Moje rozpalone ciało?
Zbyt wielu mężczyzn,
kobiet i dzieci
z oczami z tyłu głowy?
Pycha osaczonych?
Moja ślepa miłość?
[Po powrocie z Eretz Israel. Może jeszcze dodałbym tu wiersze Izrael i Izaak, ale już je wcześniej wklejałem. Do Jerozolimy nie dotarłem tym razem (czego specjalnie mi nie żal), a także do Hajfy (tu wręcz przeciwnie, bardzo chciałem tam pojechać), ale program pobytu - którego celem było sfotografowanie wybranych budynków architektury bauhausowskiej - miałem maksymalnie napięty. Poznałem za to dość dobrze, tę właśnie część Tel Awiwu, nazywaną także - całkiem słusznie - „białym miastem‟. Ledwo przyjechałem do domu (wczoraj o północy) i już zaczynam tęsknić za powrotem... Wiersze Janiny Katz przełożyła Bogusława Sochańska i pochodzą z wydanego w 2011 roku tomu Powrót do jabłek (s. 146 i 142).]
poniedziałek, 28 stycznia 2019
(Nieubłaganie i cierpliwie nadchodzi ból)
Janina Katz
Zdanie
Zdanie powiedziane w złości
- wiele lat temu.
Było dwóch świadków,
jeden umarł.
Teraz mamy tylko siebie
- powiedziało do mnie zdanie.
Bez tytułu
Siedzę tu
bez pytania.
bez odpowiedzi
bez tytułu.
Moja lewa dłoń
od dawna
już wie
czego nie robi
prawa.
Ciało powierzyło duszy
wszystkie tajemnice.
Tylko umarli
nie chcą odejść.
Izrael
O zachodzie słońca
spełnia się
wątpliwa słodycz dnia.
Nieubłaganie i cierpliwie
nadchodzi ból.
[Dalej czytam Powrót do jabłek, wiersze (w przekładzie Bogusławy Sochańskiej) pochodzą ze stron: 63, 109 i 134]
Zdanie
Zdanie powiedziane w złości
- wiele lat temu.
Było dwóch świadków,
jeden umarł.
Teraz mamy tylko siebie
- powiedziało do mnie zdanie.
Bez tytułu
Siedzę tu
bez pytania.
bez odpowiedzi
bez tytułu.
Moja lewa dłoń
od dawna
już wie
czego nie robi
prawa.
Ciało powierzyło duszy
wszystkie tajemnice.
Tylko umarli
nie chcą odejść.
Izrael
O zachodzie słońca
spełnia się
wątpliwa słodycz dnia.
Nieubłaganie i cierpliwie
nadchodzi ból.
[Dalej czytam Powrót do jabłek, wiersze (w przekładzie Bogusławy Sochańskiej) pochodzą ze stron: 63, 109 i 134]
niedziela, 27 stycznia 2019
(Nie ma mnie na tej pożółkłej rodzinnej fotografii)
Janina Katz
Fotografia
Nie ma mnie na tej pożółkłej
rodzinnej fotografii.
Ale jest moja matka
ze swym jak zawsze porywającym uśmiechem
i czarnymi warkoczami,
wygląda jak Cyganka.
Jej śliczna siostra
i brat
- drobna postać,
krucha wesołość -
też jest z nimi.
Brak mojego ojca.
Dziadkowie,
eleganccy i majestatyczni
- każde na swój sposób -
też są.
Mam do nich dołączyć
za jakieś dwadzieścia lat.
Mój ojciec zrobił to
kilka lat wcześniej.
Wszystko wygląda tak normalnie,
jak to tylko możliwe.
Tło i pierwszy plan
obojętne.
Dodam tylko,
że promieniej z nich dobre samopoczucie
i solidny,
lecz niekrzyczący
dobrobyt.
Czas:
pomiędzy dwoma wojnami.
Możliwe,
że los
potraktował fotografa
łagodniej
niż jego uśmiechniętych modeli.
Mnie samej
się udało.
Mam przynajmniej fotografię
i poukładane
życie.
Ale także niewzruszoną
wiarę
w uzdrawiające działanie
epiki.
[Wiersz w przekładzie Bogusławy Sochańskiej (z języka duńskiego) z książki: Janina Katz, Powrót do jabłek, Biblioteka Śląska, Katowice 2011, s. 61-62. ]
sobota, 13 października 2018
Janina Katz czyta wiersz "Powrót do jabłek"
podczas spotkania autorskiego, jakie odbyło się w Katowicach 19.01.2011 r.
piątek, 12 października 2018
(Jak miło byłoby wyplątać jego rogi z gęstych gałęzi, zejść w dół do strumyka i bawić się z nim)
Janina Katz
Dania
wielkie niebo
białe plaże
ogromne oko morza
o zachodzie słońca
dziewczęta i chłopcy
dzieci i starcy
przyklejeni do szczytów wydm
wieczór za wieczorem
te pogańskie wiece
pingwinów
twarz w twarz
z biegiem słońca i morza
zapach pieczonej świniny
zmieszany z wonią róż i słonej morskiej wody
nieśmiało cuchną glony
Moje multietniczne życie
Ambasador nadeptuje mi na nogę.
Bankiet trwa nadal. Pończocha
puszcza oczko. Poeci.
piją koszerną wódkę.Kawior
i perfumy. Bransoleta z prawdziwego złota.
Rubinowoczerwone paznokcie kobiet.
Samodziały i plecaki. Wątpliwe diamenty
Ktoś uśmiecha się do mnie
spod długich rzęs. Trzydzieści lat
za późno. Gra muzyka. Mendelssohn
i Schubert. Wychodzę na balkon.
Łapię promień słońca. Zapinam go
i formuję sześcioramienną gwiazdę.
Wracam do domu. Gwiazda podąża za mną.
Kot siedzi na Baśniach Andersena
i pazurkami drapie Księgę Hioba.
Wszystko jest czystą harmonią.
Wszystko jest czystą harmonią.
Choć niektórzy mogliby
sądzić inaczej.
Izaak
Abraham jest małomówny.
Hiob zawodzi.
Pan mówi do Hioba.
Posłuszeństwo
wyklucza dyskusję.
Pan fatyguje się
tylko raz.
Resztę załatwia anioł.
Izaak
- niech Pan będzie pochwalony -
nie został zabity.
Rośnie zdrowo,
bogaty w dzieci i bydło,
nie ma kompleksów.
Baranka wspomina rzadko.
- Jak miło byłoby
wyplątać jego rogi
z gęstych gałęzi,
zejść w dół do strumyka
i bawić się z nim.
- Beznadziejne dzieciństwo -
mruczy przez sen.
I komu ja zawdzięczam życie?
[Wiersze Janiny Katz - w przekładzie z duńskiego autorstwa Bogusławy Sochańskiej - przepisałem z tomu: Janina Katz, Powrót do jabłek, Biblioteka Śląska w Katowicach, Katowice 2011, s. 97, 89, 82. Książka ma też ogólnodostępną wersję elektroniczną.]
poniedziałek, 8 października 2018
Warka, ul. Polna
[02.10.2018]
Ta panorama idealnie się skleja, ale też warunki topograficzne/urbanistyczne na to pozwoliły. Dodatkowo o 06:30 rano parking przy miejskiej pływalni był pusty, więc można się było precyzyjnie ustawić.
Mam świadomość, że zarejestrowany na tych kadrach krajobraz oraz pewne jego elementy mogą być odbierane, jako rodzaj dysonansu względem pięknych wierszy Janiny Katz z poprzedniego posta (czy też innych zamieszczanych tutaj tekstów). Proszę jednak zwrócić uwagę, jak np. w utworze Drogi autorka tomu Pisane po polsku kapitalnie rozgrywa narrację przy użyciu przetłumaczonych dosłownie nazw kopenhaskich ulic oraz dzielnicy Frederiksberg...
Jak się nazywał pierwszy (i najlepszy) tom próz Mirona Białoszewskiego? Donosy rzeczywistości, tak?
niedziela, 7 października 2018
(Owoc jest niepodzielny)
Janina Katz
DROGI
Jadę drogą Północnego Bażanta, potem Drogą
Południowego Bażanta.
Mijam Drogę Matyldy, Drogę Magnolii i Drogę
Królowej. Mijam szary szpital i zielony cmentarz,
obydwa pod wezwaniem Góry Fryderyka. To nie
poezja, to jedna z brzydszych dzielnic Kopenhagi.
Wszystkie Drogi prowadzą na cmentarz, gdzie
pod różami leży moja Matka.
OWOC
Ten mały, ciemnopomarańczowy owoc
obieram nieudolnie, jak jabłko.
A głowa pęka mi od miłości.
Sok ścieka z palców.
Owoc jest niepodzielny. Cały w sobie,
jak przerośnięta śliwka. Bez pestki.
Pochodzi gdzieś z Turcji.
Nie gasi pragnienia.
Moja miłość ma krótkie imię.
Dwie słodkoczarne sylaby
z biblijnym rodowodem.
W uśmiechu odsłania ostre białe zęby
i grzeszną niewinność. Zalewa nas fala
plemiennej czułości.
Matka pożądania.
W ZIEMI OBIECANEJ
Zachodzące słońce. Pochmurna pomarańcza. Nadąsany owoc dojrzałego granatu.
Co ja robię w tym kraju, który wszystkie zwycięstwa zamienia w krwawe klęski.
Dzieci poszarpane w strzępy na ulicach. Ociężali starcy, którzy znają głodową
śmierć, schylają się nad dziećmi. Nad buziami nie do rozpoznania.
Odmawiają, kadysz za kadyszem. Wierzą w Boga. Nie wierzą w Boga. ale to
ciągle ten sam niepojęty Bóg.
Nie wolno im przeklinać życia. Przeklinają sprawców śmierci.
Co wieczór to samo zachodzące słońce: pochmurna pomarańcza, nadąsany
owoc dojrzałego granatu. Co wieczór ten sam krwawy kadysz nieba.
[Wiersze z książki: Janina Katz, Pisane po polsku, Austeria, Kraków-Budapeszt 2008, s. 7, 20, 42. Janina Katz zmarła w roku 2013, a ten poruszający tom ciągle można kupić w Krakowie, w księgarni Wydawnictwa Austeria (ul. Józefa 38), która mieści się na parterze Synagogi Wysokiej na Kazimierzu. Janina Katz tłumaczyła też na duński wiersze Grzegorza Wróblewskiego (zawarte w tomie Siesta på Nørrebro z 1994 roku), o czym nie wspomniano jednak w notce biograficznej, jaka umieszczona jest na skrzydełku książki.]
Subskrybuj:
Posty (Atom)








