czwartek, 24 maja 2018

ARCHITEKTURA SYMETRYCZNA (2)

[Wenezia, Chiesa di San Lorenzo]

Dzisiaj wieczorem (20:17), jakoś nie przyszło mi do głowy podczas wcześniejszych pobytów, żeby spojrzeć na nigo od strony fasady... Błąd. Ale do nadrobienia.

poniedziałek, 21 maja 2018

Wadowice, ul. Kazimierza Pułaskiego

[19.05.2018]

Tak poza tym, to nie tylko w papieskim mieście TUJA RULEZ (te na zdjęciu powyżej są jeszcze dość ładnie prowadzone). Piotr Bekas kiedyś zrobił cykl o tym zagadnieniu. Szkoda, że go bardziej nie rozwinął...

niedziela, 20 maja 2018

BLISKO, CORAZ BLIŻEJ


Jesteśmy coraz bliżej prawdy. Zespół Antoniego Macierewicza idzie ku prawdzie z wielką siłą, z wielką determinacją.
Jesteśmy coraz bliżej prawdy. Antoni! Antoni zaczynał od niczego. Można powiedzieć miał tylko głowę i dwoje rąk, a dzisiaj zgromadził wraz z innym ogromny materiał, miażdżący materiał, który zbliżył nas do prawdy.
Nie możemy ustępować, bo tylko dzięki temu może przyjść ten dzień, na który wszyscy czekamy, dzień zwycięstwa! Dzień prawdy!
Ciągle jest to zadanie, ciągle się musimy do niego zbliżać. Ale zbliżamy się.
Wierzę także, że dojdziemy do prawdy.
Jesteśmy blisko tego momentu, w którym zacznie być wyjaśniana sprawa katastrofy smoleńskiej.
Jesteśmy coraz bliżej prawdy, prawdy o Smoleńsku.
Będziemy zmierzali ku prawdzie.
Sadzę, że za chwilę rozpocznie się solidne śledztwo w tej sprawie.
Przed nami jeszcze niełatwa droga, wciąż idziemy do góry, wciąż rzucają w nas kamieniami.
Niewielu ich będzie, kiedy usłyszymy już prawdę.
Będzie prawda, będzie prawda, nie będzie kłamstwa smoleńskiego.
Dziś jesteśmy na tej drodze, drodze do tego celu nieporównanie bliżej, niż byliśmy kiedyś.
Chcą walczyć dalej, chcą przeciwstawiać się temu, co jest naszym celem, to znaczy prawdzie o Smoleńsku.
Już niedaleko do momentu w którym będziemy znali prawdę.
Zadaniem, któremu poświęciliśmy już 76 tych marszów jest dotarcie do prawdy.
Ale może przejść do przeszłości tylko wtedy, gdy to nasze zadanie, gdy ta nasza misja zostanie zakończona.
Jesteśmy blisko, coraz bliżej prawdy i tego dnia, w którym staną tutaj pomniki.
Idziemy przez cały czas tą drogą, która doprowadzi i to już niedługo, doprowadzi do prawdy, do zwycięstwa.
Ujawnienie prawdy o Smoleńsku jest już bliskie.
Będą pomniki i będzie prawda.
I będzie prawda. Prawda, której dzisiaj jeszcze nie znamy. I ja jej nie znam, ale prawda.
Mogę powiedzieć to, o czym mówię od dawna. Jesteśmy coraz bliżej.
Ale jesteśmy już blisko prawdy.

10.04.12 – 10.03.18

piątek, 18 maja 2018

Kompleks Anioła

Zbigniew Herbert

Miron

Mirona znałem mało raz wszedł w mój życiorys
w kolejce elektrycznej relacji Otwock-Warszawa Główna
Nawet nie powiedział cześć tylko ostro zapytał czy mam ważny bilet
Przytaknął[em] A on "To pan mi go da" Ja "A jak będzie kontrola?"
"To łupnie pan[u] mandat Ja nie mam nawet na bilet
więc skąd mam wziąć na mandat." Dałem bilet i do końca
życia będę myślał bez fałszywej skromności: zrobiło się coś dla poezji
Raz powiedziano mi że jest ciężko chory i leży na Lwowskiej 55 pierwsza oficyna
na lewo nie pukać tylko nacisnąć klamkę
wchodzę cisza siadłem na stołku który przypominał centaura-inwalidę
z pierwszej wojny światowej na oknach sine koce ciemno
Przyniosłem wszystko co potrzeba ciężko chorym
samogon w flaszce zatkanej kaczanem ostatni numer Trybuny Ludu
W powietrzu woń kapuśniaku na żeberkach [...?]
aromaty Wschodu ściślej Dworca Wschodniego
zapach zdechłego na parapecie gołębia

Żeby go rozśmieszyć palnąłem "Artur umarł - ten
akrobata metafory i administracji" "Ato dobrze,
to bardzo dobrze" - głos z siennika pod ścianą
a właściwie dwa głosy czysty jak źródło głos Mirona
chrapliwy głos Demiurga "Źle Ogolonych"
z kolczykiem zastygłego mydła za uchem
Wiem że Artur nie lubił Mirona "Zalega ze składka[mi]
nie przychodzi na zebrania i bierze stypendia
A inni harują jak osły" - Wedle stawu grobla - chciałem
powiedzieć coś mnie zatkało. A w koła roztaczała swoje zapachy
Pani Kapusta zapach zdechłego na parapecie gołębia aromaty Orientu
ściślej Dworca Wschodniego

Nigdy za życia - liczę że także potem - nie mówiliśmy o pięknie
o Panu Bogu i braku papieru
Jestem dumny że go znalem co opiszę w książce wspomnień
warto to utrwalić - bo przecież bądźmy szczerzy - nie każdy spotkał Anioła


[Nie wiem co mnie podkusiło, żeby kupić tę książkę ? Chyba właśnie wiersz o Mironie Białoszewskim, na którym tom (Zbigniew Herbert Utwory rozproszone. Rekonesans2, Wydawnictwo a5, Kraków 2017, s. 335-336) przypadkowo mi się otwarł w krakowskiej Głównej Księgarni Naukowej. Jest to jednak tekst wyraźnie w roboczej wersji... Prawdę mówiąc nigdy nie przepadałem (eufemizm) za poezją Herberta i pod tym względem książka nie sprawiła mi zawodu (eufemizm). Publikowanie rzeczy nieukończonych jest zawsze problematyczną sprawą... W kwestii motywu anioła w polskiej kulturze współczesnej, to zwykle jest to facet ze skrzydłami - vide okładka wywiadu-rzeki z Marcinem Świetlickim, zresztą przykładów można by podać więcej. Kobiety ze skrzydłami pojawiają się zdecydowanie rzadziej.]

czwartek, 17 maja 2018

EKOLOGIA I DESIGN

[16.05.2018]

Tak w ogóle, to jest mój heimat. Po drugiej stronie ulicy Marii Konopnickiej (Maria Konopnicka, Leopold Staff, Günter Grass...) znajduje się Osiedle Podwawelskie, na którym mieszkałem przez 21 lat. Na tyłach tego obreklamionego budynku pofabrycznego jest (ciągle jeszcze) ulica Turecka, czyli zachowany fragment proletariackiej dzielnicy Ludwinów, którą mam nadal pod powiekami. Ponieważ zanim w 1972 roku przenieśliśmy się do bloku przy ulicy Komandosów 2, mieszkałem z rodzicami w domu (który wybudował zaraz o pierwszej wojnie światowej mój dziadek Józef Wasilewski) przy ulicy Bzowej 17. Skąd do ulicy Barskiej (jej fragmenty jeszcze istnieją, w przeciwieństwie do ulicy Bzowej) i do Ludwinowa, przez który prowadziła, był rzut beretem. Niestety Ludwinów oraz boisko KS Garbarnia z piękną altanową trybuną w stylu angielskim (podobno pierwszą na ziemiach polskich) poległy, gdy w połowie lat siedemdziesiątych postanowiono na ich miejscu postawić ten paskudny betonowy kloc, czyli niegdysiejszy Hotel Forum, który nasi historycy architektury uważają za wybitny (sic!) rodzimy przykład brutalizmu...

wtorek, 15 maja 2018

(Ten krajobraz przebija strzała)

Aleksander Wat

*     *     *

Naprzeciw skwer.
Dzieci bawią się w klasy.
Mleczne mamy robią na drutach.
Ten krajobraz przebija strzała, 
a nikt jej nie widzi. Poza starcem,
choć głowę ma zwieszoną,
patrzy w piasek, liczy ziarnka,
słucha jak po blasze nieopodal ściekają wody.
Te wody dają mu wspominać inną - wielką
wielką. Opływającą kontynenty.
Którą skaziła ongi jedna kropla
goryczy.

[Z książki: Aleksander War Wiersze wybrane, Państwowy Instytut Wydawniczy, Warszawa 1987, s. 259. W wydanych pięć lat później przez ZNAK Poezjach zebranych nie ma tego wiersza...]


piątek, 11 maja 2018

Późne echo...

Nie wiem, co mnie wzięło dzisiaj na słuchanie Pink Floydów i utworu Echoes z koncertu, a właściwie to filmu nagranego w amfiteatrze w Pompejach w 1971 roku? Być może dlatego, że odwiedziłem to miejsce w lutym, a obecność zespołu mocno była wyeksponowana w muzealnej ekspozycji? Jadąc kolejką linii Circumvesuviana, przez pomyłkę wysiedliśmy przystanek wcześniej (trzeba było pilniej obserwować turystów z Japonii, którzy zawsze doskonale mają rozpracowane marszruty...) i używając z nawigacji w smartfonie błądziliśmy przez godzinę z okładem (mapy firmy Google zupełnie się tu nie sprawdzają) przez tamtejsze osiedla... To zresztą temat na osobną opowieść, podobnie jak równie upiorny wygląd przedmieść Neapolu oglądany z okna pociągu. Patrzyłem na to wszystko tak zszokowany, że aż zapomniałem o możliwości robienia zdjęć czy kręcenia filmu telefonem. Wracając do rejestracji pobytu Pink Floyd w Pompejach, to rzeczony film zobaczyłem po raz pierwszy w połowie lat '80 podczas jakiegoś maratonu filmów muzycznych w klubie studenckim Rotunda lub kinie Mikro w Krakowie. Stare dzieje... aż się wzruszyłem. Oglądając ten film, a raczej słuchając ścieżki dźwiękowej, można dojść do wniosku, że materiał z The Dark Side of the Moon (no offence) to był jednak zdecydowany regres.




czwartek, 10 maja 2018

(Od pustki po ciemność rozciąga się ulica Armii Czerwonej)

Krzysztof Jaworski

KRAJOBRAZ AZJATYCKI

Najdłuższa jest ulica Armii
Czerwonej. Ciągnie się od lewej do prawej albo
z góry na dół. Ja tam nie mieszkam, 
ale są tacy co pytają o drogę.
Między pustką a ciemnością mówię wtedy.
Od pustki po ciemność rozciąga się ulica
Armii Czerwonej. Ale ja tam nie mieszkam.
Bliżej ciemności skręcam w rozpacz,
tu gdzie kiwa się księżyc. Bo nawet na księżycu,
myślę, musi być ulica Armii
Czerwonej, od horyzontu po horyzont.
Jak tęcza.

[Wiersz książki: Krzysztof Jaworski Kameraden, Wydawnictwo Miniatura, Kraków 1994, s. 24.]
-----

Dopisek z 11.05.18 - 16:36. "Od pustki po ciemność"... No właśnie się zreflektowałem, że tej wiersz Krzysztofa Jaworskiego już się na hiperrealizmie pojawił. Nie szkodzi, bo bardzo lubię ten tekst. Durny googiel, gdy wpisałem do niego tytuł utworu, nie wyświetlił mi posta z wierszem... 

środa, 9 maja 2018

Narodowy program prokreacyjny

Grzegorz Wróblewski


Rechot fal

My nie zabiegamy
I nie możemy ulegać naciskom
Żeby mieć większość

My nie zabiegamy
Można ponownie wybrać
Wybranych przez większość

My nie zabiegamy
Wybrani przez większość
Żeby mieć większość

My nie zabiegamy
I nie możemy ulegać naciskom
Musimy iść swoją drogą

My nie zabiegamy
Można ponownie wybrać
wybranych przez większość

My nie zabiegamy 
Wybrani przez większość
Żeby mieć większość


Narodowy program prokreacyjny

Niedrożne jajowody, niedługo
będziemy mieć 
atom
wracają więc barchanowe majtki.

Od dzisiaj zero
obcisłej bielizny! Kalendarzy zamiast
in vitro.
Będą zapładniane zdrowe dziewczyny.

O właściwych cechach rasowych.
Kalendarzyk zamiast
in vitro. Barchanowe majtki,
a w roli zapładniaczy...

Niedrożne jajowody.
Woda
święcona, koniecznie potrzeba nam
głowic.

Niedługo będziemy mieć
atom!
Kalendarzyk,
barchanowe majtki.

[Wiersze z książki: Grzegorz Wróblewski Choroba Morgellonów, WBPiCAK, Poznań 2018, s. 25, 28.]

poniedziałek, 7 maja 2018

PO KOŃCU FOTOGRAFII


To najnowsza książka Adama Mazura, gdzie jest i o mnie całkiem spory rozdział. Tekst  ten wcześniej pojawił się w albumie Święta Wojna, no a teraz można go znaleźć obok monograficznych esejów poświęconych takim osobom jak: Nicholas Grospierre, Aneta Grzeszykowska, Zofia Kulik,  Konrad Pustoła  czy Krzysztof Zieliński. Polecam czytelnikom hiperrealizmu tę lekturę, jakkolwiek z wyrażoną w tytule tezą (oraz z traktującym o tym zagadnieniu szkicem) nie bardzo się zgadzam... Skądinąd ciekawe jak na tom Mazura zareagują pominięci przez niego fotografowie wywodzący się z fotoreportażu prasowego, którzy teraz zaczęli wydawać książki artystyczne? Akurat w ich przypadku - pozwolę sobie na małą złośliwość - tytuł rzeczonej publikacji pasowałby idealnie, to zresztą temat na osobne opracowanie.

[Adam Mazur Po końcu fotografii, Państwowa Galeria Sztuki, Sopot 2018]

piątek, 4 maja 2018

Unisław Śląski

[Unisław Śląski, 04.05.2018]

Dzisiaj rano, dokładnie o 05:46 (przynajmniej ten kadr, fotografowanie rozpocząłem 10 minut wcześniej). Tutejszy kościół ewangelicki wybudowano w roku 1742, w wieku XIX obiekt przebudowano i dostawiono dzwonnicę. Po 1945 roku świątynia popadła w ruinę (to bardzo wygodnie brzmiący eufemizm...) jak wiele protestanckich kościołów na terenie Dolnego Śląska. Po lewej stronie budynku na łagodnym zboczu (tam gdzie drzewa) znajduje się zdewastowany i zarośnięty cmentarz.

czwartek, 3 maja 2018

(Dlaczego wszystkich nagle ogarnął niepokój?)


Konstandinos Kawafis

Czekając na barbarzyńców (przekład Ireneusza Kani)

– Na co czekamy, zebrani na rynku?

       Na barbarzyńców, mają przybyć dzisiaj.

– Skąd dziś w Senacie taka bezczynność?
Czemuż Senatorowie siedzą, praw nie stanowią?
   
       Bo dziś mają przyjść barbarzyńcy.
       Na cóż teraz komu prawa Senatorów?
       Gdy przyjdą barbarzyńcy, ustanowią prawa.

– Czemu nasz cesarz wstał z łoża tak wcześnie
i zasiadł w największej bramie miasta
na tronie, dostojny, z koroną na głowie?

       Bo dziś mają przyjść barbarzyńcy,
       A cesarz czeka, by powitać
       ich wodza. Przygotował nawet
       dla niego pergamin, w którym wypisał
       liczne tytuły i nazwy godności.

– Czemu dwaj konsulowie i pretorzy wyszli dziś
w swoich czerwonych haftowanych togach;
czemu bransolety włożyli ciężkie od ametystów
i pierścienie z przezroczystymi szmaragdami;
czemuż wspierają się na drogocennych laskach
wykwintnie inkrustowanych srebrem i złotem?
      
       Bo dziś mają przyjść barbarzyńcy,
       A takie rzeczy olśniewają barbarzyńców.

– Czemu, inaczej niż zwykle, nie zjawiają się retorzy,
by swe wywody prezentować, wypowiadać kwestie?

       Bo dziś mają przyjść barbarzyńcy,
       a ich mowne popisy i oracje nudzą

– Ale skąd raptem ten niepokój, skąd
zakłopotanie. (Nagle spoważniały twarze).
Dlaczego szybko pustoszeją ulice i place,
a wszyscy, zamyśleni, wracają do domów?

       Bo już noc zapadła, a barbarzyńcy nie przyszli.
       Parę zaś osób, przybyłych znad granic,
       mówi, że nie ma już tam barbarzyńców.

– Cóż teraz poczniemy bez barbarzyńców?
Ci ludzie byli jakimś rozwiązaniem.



Czekając na barbarzyńców (przekład Zygmunta Kubiaka)

Na cóż czekamy, zebrani na rynku?

       Dziś mają tu przyjść barbarzyńcy.

Dlaczego taka bezczynność w senacie?
Senatorowie siedzą – czemuż praw nie uchwalą?

       Dlatego że dziś mają przyjść barbarzyńcy.
       Na cóż by się zdały prawa senatorów?
       Barbarzyńcy, gdy przyjdą, ustanowią prawa.

Dlaczego nasz cesarz zbudził się tak wcześnie
i zasiadł – w największej z bram naszego miasta –
na tronie, w majestacie, z koroną na głowie?

       Dlatego że dziś mają przyjść barbarzyńcy.
       Cesarz czeka u bramy, aby tam powitać
       ich naczelnika. Nawet przygotował
       obszerne pismo, które chce mu wręczyć –
       a wypisał w nim wiele godności i tytułów.

Czemu dwaj konsulowie nasi i pretorzy
przyszli dzisiaj w szkarłatnych, haftowanych togach?
Po co te bransolety, z tyloma ametystami,
i te pierścienie z blaskiem przepysznych szmaragdów?
Czemu trzymają w rękach drogocenne laski,
tak pięknie srebrem inkrustowane i złotem?

      Dlatego że dziś mają przyjść barbarzyńcy,
      a takie rzeczy barbarzyńców olśniewają.

Czemu retorzy świetni nie przychodzą, jak zwykle,
by wygłaszać oracje, które ułożyli?

      Dlatego że dziś mają przyjść barbarzyńcy,
      a ich nudzą deklamacje i przemowy.

Dlaczego wszystkich nagle ogarnął niepokój?
Skąd zamieszanie? (Twarze jakże spoważniały.)
Dlaczego tak szybko pustoszeją ulice
i place? Wszyscy do domu wracają zamyśleni.

      Dlatego że noc zapadła, a barbarzyńcy nie przyszli.
      Jacyś nasi, co właśnie od granicy przybyli,
      mówią, że już nie ma żadnych barbarzyńców.

Bez barbarzyńców – cóż poczniemy teraz?
Ci ludzie byli jakimś rozwiązaniem.

wtorek, 1 maja 2018

(Może światło okaże się nową tyranią)

Konstandinos Kawafis

Okna

W ciemnych pokojach, w których moje dni mozolne 
przeżywam, ciągle chodzę od ściany do ściany,
próbując znaleźć okna. To będzie pociecha, 
kiedy choć jedno okno wreszcie się otworzy. 
Lecz żadnych okien nie ma albo ich nie umiem
otworzyć. I może lepiej, ze ich nie znajduję.
Może światło okaże się nową tyranią.
Któż to wie, jakie rzeczy nieznane odsłoni.

[Zabrałem na majówkę dwie książki, Męskie fantazje Theweleita i Wiersze zebrane Kawafisa, z których najpierw wybrałem do lektury tą drugą pozycję. I czytając tom na chybił trafił, znalazłem (wcale nie chybiwszy) powyższy wiersz, idealnie wręcz pasujący do cyklu, nad jakim teraz pracuję. Przekład Zygmunta Kubiaka (s. 68 w wierszach zebranych, PIW, 1981) wydaje się brzmieć nieco staroświecko i chyba dobrze (dla projektu), że właśnie tak może być odbierany.]

poniedziałek, 30 kwietnia 2018

niedziela, 29 kwietnia 2018

Mrowiny

[ul. Szkolna, 26.04.2018]

Na portalu www.dolny-slask.org.pl znalazłem następujący opis historii obiektu, widocznego na zdjęciu lekko w prawą stronę od środka kadru: 

W 1742 r. właściciel Mrowin i kilku sąsiednich majątków Samuel Alfred von Winterfeld, który dosłużył się w pruskiej kawalerii stopnia podpułkownika, wystąpił o zgodę na wybudowanie w swoich majętnościach domu modlitwy (Bethausu) dla mieszkańców wyznania ewangelickiego.Pozwolenie otrzymał bardzo szybko, na dodatek nie skrępowane tak licznymi zastrzeżeniami, jak w przypadku innych okolicznych świątyń ewangelickich.Wkrótce rozpoczęto budowę domu modlitw, którą ukończono po niespełna 10 miesiącach.Uroczyste poświęcenie Bethausu odbyło się 18.08.1743 r. Koszt budowy w 2/3 pokryli właściciele mrowińskich dóbr rycerskich, którzy stali się patronami kościoła i parafii. Budynek został zbudowany z cegły i kamienia łamanego w stylu surowego baroku. W 1744 r. dobudowano do niego 25 m wieżę zwieńczoną hełmem i z zegarem. W październiku 1746 r. zawieszono na niej 3 dzwony. W tych elementach (wieża i dzwony) mrowiński Bethaus różnił się od innych okolicznych świątyń ewangelickich, które zgodnie z zarządzeniem władz pruskich do końca lat50-tych XVIII w. nie miały wież i dzwonów. Łaskawość władz pruskich wobec świątyni mrowińskiej można tłumaczyć chwalebną militarną przeszłością von Winterfelda. W 1751 r. gmina ewangelicka i Zofia Elżbieta von Nostitz ufundowali wspólnie organy. W 1817 r. gmina sfinansowała remont wieży. Po I wojnie światowej odrestaurowano wnętrze kościoła. W 1921 r. Marie von Kramsta ufundowała tablicę z wykazem 109 poległych w trakcie I wojny światowej mieszkańców parafii. W 1924 r. gmina wyznaniowa i właściciele dóbr mrowińskich złożyli się na zakup nowych dzwonów („stare podarowane zostały ok. 1917 r.walczącej ojczyźnie”) oraz organów. W czasie II wojny światowej kościół nie poniósł żadnego uszczerbku. Jednak po wysiedleniu ludności niemieckiej nie został zagospodarowany i w bardzo szybkim czasie jego wyposażenie zostało rozszabrowane, a budowla popadła w całkowitą ruinę. W latach 1964-66 rozebrano kościół, po którym pozostała jedynie trzykondygnacyjna (górna kondygnacja ze ściętymi narożami), murowana, tynkowana z tynkowanym detalem (gzymsy,obramienia okienne, podziały ramowe elewacji) wieża na planie kwadratu. Z każdej strony wieży dawnego kościoła ewangelickiego znajdują się dwa otwory okienne o pełnołukowych zamknięciach (po jednym na każdej z górnych kondygnacji), a górną kondygnację przykrywa dwuspadowy dach o małym kącie nachylenia połaci.

sobota, 28 kwietnia 2018

Apocalypse Now

TO AUTO STWORZONO Z MYŚLĄ
O PRZETRWANIU APOKALIPSY

ucieczka przed trudnymi warunkami
jest tu tylko jednym z rozwiązań
w środku czeka nas idealny zestaw
do przetrwania szerokokątny telewizor
paystation 4 ekspres nespresso mała
lodówka sejf apple tv zdalnie sterowane
stoły to jedynie część urządzeń które 
nie pozwolą nam się nudzić podczas 
szalonych warunków na zewnątrz

czwartek, 26 kwietnia 2018

OGLONDAJO


Oglondajo i fotografujo.


Która to już prezentacja projektu Niewinne oko nie istnieje? Tym razem 8 specjalnie na tę wystawę (Ojczyzna w sztuce) wyprodukowanych powiększeń. Powróćmy więc do pytania - która? Według moich obliczeń zbliżamy się do liczby 40...

środa, 25 kwietnia 2018

MATCZYZNA W SZTUCE

albo również rodzaju żeńskiego Ojczyzna w sztuce, nowa wystawa w MOCAKU-u, która się otworzy w czwartek 26 kwietnia 2018 o godz. 18:00, gdzie będzie można zobaczyć prace następujących artystek/artystów: Nikita Alexeev, Heba Y. Amin, Alpin Arda Bağcık, Maja Bajevic, Kuba Bąkowski, Krzysztof M. Bednarski, Michał Budny, Rafał Bujnowski, David Černý, Oskar Dawicki, Gunter Demnig, Monika Drożyńska, Edward Dwurnik, Mounir Fatmi, Simon Fujiwara, Władysław Hasior, Mona Hatoum, Dietrich Helms, Aleksander Janicki, Paweł Kowalewski, Jarosław Kozłowski, Jimm Lasser, Andrei Liankevich, Robert Longo, Łódź Kaliska, Marcin Maciejowski, Małgorzata Markiewicz, Jan Matejko, Grégory Michenaud, Jarosław Modzelewski, Bartosz Mucha, Damir Muratov, Deimantas Narkevičius, Csaba Nemes, Szabina Ősz-Varga, Tim Parchikov, Włodzimierz Pawlak, Pavel Pepperstein, Przemysław Pokrycki, Wang Qingsong, Sara Rahbar, Józef Robakowski, Zofia Rydet, John Salvest, Jadwiga Sawicka, Alberto Schommer, Andres Serrano, Nikita Shalenny, Katharina Sieverding, Łukasz Skąpski, Klaus Staeck, Beat Streuli, Paweł Susid, Melissa Vandenberg, Gal Weinstein, Wojciech Wilczyk, Krzysztof Wodiczko, Piotr Wysocki, Włodzimierz Jan Zakrzewski, Jerzy Jurry Zieliński; a więc także i moje (jak widać) - 9 zdjęć z cyklu Święta Wojna i 8 specjalnie na te okazję wybranych fotografii z serii Niewinne oko nie istnieje.

[Wystawę w MOCAK-u reklamuje obraz Marka Sobczyka Polacy formują flagę narodową  1997, olej, ołówek / płótno, 54 × 38 cm, Kolekcja Zachęty – Narodowej Galerii Sztuki, Warszawa.]

poniedziałek, 23 kwietnia 2018

Duński Instytut Kultury w Warszawie ZAPRASZA!

Na spotkanie autorskie z Grzegorzem Wróblewskim w piątek 27 kwietnia 2018 roku o godz. 18:00, jakie odbędzie się w lokalu przy ul. Pięknej 31/37, poświęcone co dopiero wydanej książce Miejsca styku (Wydawnictwo Convivo), które będę miał przyjemność  poprowadzić (napisałem też rodzaj posłowia do najnowszej publikacji Grzegorza).

niedziela, 22 kwietnia 2018

czwartek, 19 kwietnia 2018

Widok z Zamenhofa 13 w kierunku północno-zachodnim - 22 marca 2012


Na pierwszym planie ulica Miła. Za drzewami, po schodkach, tzw. kopiec Anielewicza, usypany z pozostałości Miłej 18 na zwłokach około stu osób, w tym komendanta głównego oraz członkiń i członków Żydowskiej Organizacji Bojowej. Grupa Mordechaja Anielewicza popełniła samobójstwo po tygodniu oczekiwania na pomoc AK (plany kanałów, kryjówki po "aryjskiej stronie"), otoczona przez Niemców w dniu 8 maja 1943 roku.  Na dalszym planie, przy prawej krawędzi obrazu, surowa cegła budowy w miejscu dawnej bocznicy kolejowej na Umschlagplaztu. Między budowa a blokiem z żółtą okładziną szczytów i zielonymi balkonami fragment budynku przy Stawki 5/7 (szara fasada), gdzie stacjonowała komenda SS nadzorująca wywózkę Żydów z Warszawy na śmierć. W prześwicie między blokami z żółta okładziną szczytów zabudowania parzystej strony Umschlagplatzu (Stawki 4/10), w których latem 1942 roku skoszarowano połączone żydowskie szpitale, dla dorosłych i dla dzieci. Na horyzoncie wieżowiec Babka Tower nieopodal północnego krańca dawnego getta oraz kopuła kościoła rzymskokatolickiego pod wezwaniem św. Karola Boromeusza na Starych Powązkach, przy zachodniej granicy dawnej dzielnicy zamkniętej.

[Z katalogu wystawy JANICKA&WILCZYK, INNE MIASTO /OTHER CITY, Zachęta - Narodowa Galeria Sztuki, Warszawa 2013, s. 86-87]

środa, 18 kwietnia 2018

(tak blisko, na wyciągnięcie ręki)

Joachim Sartorius

Wenecja

Laguna obstaje przy swej granicy.
Żadnych samochodowych opon, parujących w deszczu.
Chorzy przewożeni niebieskimi łodziami,
na niebieskim świetle.
Zamiast Pounda znaleźliśmy Sonię
na Cimetero San Michele,
młodą kobietę z zaśniedziałego brązu,
spoczywająca na czerwonym porfirze,
kok i sterczące piersi,
niedaleko Strawińskiego i Diagilewa.
Jakaś adoratrice przywiązała baletki
do nóżki wazonu.

Morze sztucznych kwiatów
jak zbyt słodkie słowa:
do podarcia i rozrzucenia
po zaśmieconej lagunie.


Jerzy Kronhold

Byłaś tak blisko, Wenecjo

Byłaś tak blisko, Wenecji,
tak blisko, na wyciągnięcie ręki.
Wystarczyło wskoczyć do łodzi
i godzinę popłynąć.
Morze miało odcień malachitowy,
taki jak święci, zatopieni w modlitwach.
Siedziałem w twoich przedpokojach,
na półwyspie Istria, mocząc nogi.
Czułem jak oddychasz,
jak się przewracasz we śnie.
Recytowałem sonet
p twojej siostrze, bizantyjskiej
księżniczce, w rękach sennej 
wieczności.
Jakże mi żal Wenecjo, jak żal,
że nie przyjąłem zaproszenia
twojej małej emisariuszki,
białoskrzydłej mewy.


[Pierwszy wiersz w przekładzie Ryszarda Krynickiego z książki: Joachim Sartorius Zegar Szronu, Wydawnictwo a5, Kraków 2017, s.  14; drugi z tomu: Jerzy Kronhold Wiersze wybraneWydawnictwo a5, Kraków 2014, s. 114.]

wtorek, 17 kwietnia 2018

PRÓBA GENEALOGII

Aleksander Wat

PRÓBA GENEALOGII
(Szkic do dwóch pierwszych stanz)

Mój przodek Raszi pląsał w Symchas Torah.
Pouczał w mieście Troyes za Filipa Pięknego.
Kiedy Gotfryd z Bouillonu szedł do Świętej Ziemi,
zamknięci w jego wieży astronomicznej
radzili, o czym? do białego świtu,
aż przybiegli uczniowie: „Rabbojonaj, już czas porannej modlitwy.‟
Nazajutrz był dzień trwogi, gdy za Godfrydem - przecież filozof Raszi także w Moguncji 
     tańczył, bo było to w Symchas Torah - ruszyli pauprzy.
Pouczał także w Moguncji i Wormacji. Rozżarci Allemani
spalili jego uczelnie tam, w „noc kryształów‟ roku 1938.
Przecież glossy mego przodka do Ksiąg Starego Testamentu
trwają ciągle, aramejskie, w każdej ich edycji.
Wnuki moje będą poddanym hrabiego Paryża. Tak koło się zamknie,
z przeszło 300-letnim epizodem ojczyzny mojej
nad zimną rzeką Wisłą.
*
Mój pradziad Izrael, maggid z Kozienic, pląsał w Symchas Torah,
cudotwórca i jasnowidz. Radził się go książę Adam, o czym?
Ród był krzepki, Moskal nadał nazwisko Chwatt, stan włościański.
W hucie dziadka, w Truskolaskim, kuto broń dla powstańców,
śród nich zginął waleczny brat jego, Berek (o tym Korzon pisze).
Dziadek dożył lat 87-miu. W Symchas Torah zjadłszy gąske,
wypiwszy reńskiego flaszkę, zmówił modlitwę, odwrócił się do ściany,
wyzionął ducha. Było to w 1870. Ojciec mój najmłodszy
z trzeciej żony z pięknego rodu Loria,
(jej wuj, kanonik - w Symchas Torah? - odprawiał msze w Stephanskirche).
Byłem jej ulubieńcem, śliczna staruszka, towarzyszka jak jabłuszko
pod aksamitnym czepcem wysadzanym perłami. Wywijała pomarańcze dla mnie
z czerwonej chusty z Madrasu. Te dwie czerwienie, pamietam,
kochały się jak kazirodcze rodzeństwo .
.........................................

[Aleksander Wat, Poezje zebrane, Wydawnictwo Znak, Kraków 1992, s. 429-430.]