poniedziałek, 31 maja 2021

Kadr z filmu bez tytułu, Polska - wczesne lata pięćdziesiąte

[Fot. Eugeniusz Wilczyk]

Wydaje mi się, że znam personalia kobiety w okularach słonecznych po prawej stronie kadru. Blondynka, na której ramionach opiera ręce Piotr Skrzynecki, przypomina trochę Edie Sedgwick z okresu wczesnej Factory. Czas wykonania tej fotografii, to - jak już pisałem - rok 1953 lub 1952. Pozują studenci historii sztuki na UJ. Ponieważ zachował się album ze zdjęciami ojca z czasów studenckich, dobrze pamiętam, że tego rodzaju kadrów było więcej. Tymczasem sytuacja pozowania do zdjęcia, które wykonywał uliczny fotograf, jest obecna na trzech solowych klatkach, które znajdowały się w kopercie bez żadnych adnotacji. Myślę, że takich negatywów musiało być więcej, ale nie mam pojęcia, gdzie mogłyby się teraz znajdować (albo, na którym etapie rodzinnych przeprowadzek przepadły)? Tak w ogóle, to wydaje mi się, że to archiwum nie jest kompletne. Muszę np. dotrzeć do pudła, gdzie znajdują się negatywy 13 x 18 cm ze zdjęciami obrazów Anny Güntner, malarki dzisiaj niemal całkiem zapomnianej, której obrazy pojawiają się w kultowym filmie „Jowita‟ Janusza Morgensterna (bohaterowie tego obrazu odwiedzają galerię BWA w Krakowie - znacznie późnej ochrzczoną „Bunkrem Sztuki‟ - gdzie trwa jej wystawa). Kiedy zdecydowałem się zdygitalizować archiwum negatywów ojca, liczyłem nieśmiało, że znajdę jeszcze jakieś filmy z kadrami z Kazimierza... Nic z tych rzeczy! Owszem trafiłem na mnóstwo obrazów z życia rodzinnego, także na komplet zdjęć z mojej Pierwszej Komunii Świętej w parafii św. Stanisława Kostki w krakowskich Dębnikach (jakkolwiek klisze były w różnych i oddzielonych od siebie kopertach), z których nigdy nie zostały wykonane odbitki. I wcale się ojcu nie dziwię, że klatek tych nie miał ochoty powiększać, choć pamiętam dobrze, że mama go kilkakrotnie o to prosiła. Kadry te są tak mocne i symboliczne (złowieszczo symboliczne), że na pewno zrobię z nich jeszcze użytek...

niedziela, 30 maja 2021

I na koniec dwa kadry z Karata

[Fot. Eugeniusz Wilczyk - 1956]

Na koniec dygitalizacji archiwum negatywów ojca.
Kadry z Karata, czyli aparatu Agfa Karat, który na filmie małoobrazkowym naświetlał kwadratowe klatki 24 x 24 mm.
To jedyny taki negatyw w archiwum.
Mam obecnie skany 5977 kadrów z filmów typu 120 i 135, które są ułożone w 549 pergaminach Hamy. Drugie tyle (dokładnie 592 pergaminy) to negatywy z komercyjnymi zleceniami (głównie dokumentacje prac konserwatorskich), których jednak dygitalizować nie będę.
No dobra, jest jeszcze kilka filmów (kilkanaście), które były przechowywane w postaci zwiniętej i teraz prostują się w albumie Roberto Polidoriego Après le Déluge, przyłożonego innymi ciężkimi książkami fotograficznymi. Poczekam kilka miesięcy z ich  skanowaniem.
I to by było na tyle... No chyba, że znajdę jeszcze jakieś pudło z filmami?

czwartek, 27 maja 2021

Koniec wakacji

[Fot. Eugeniusz Wilczyk, 1960]

W pewnym sensie jestem także obecny na ty zdjęciu...
Dwa lata temu, kiedy fotografowałem Gdynię na wystawę Gdynia - Tel Awiw, podjechałem do Kątów, bo byłem tam na wakacjach z kuzynostwem w 1969 roku, ale nic mi się nie zgadzało z tym, co mam w pamięci. Może poza portem rybackim nad Zalewem Wiślanym. 
Wczoraj natomiast przejechałem się tym terenie wirtualnie i wyszło mi, że miejsce ze zdjęcia wygląda dzisiaj tak:

wtorek, 25 maja 2021

Rok 1953?


A może nawet 1952?
Pojedyncza klatka z aparatu o pionowym przesuwie filmu.
Postać z lewej strony jest łatwo ropoznawalna.
(Wyjątkowo upierdliwy jest retusz tego kadru...)

poniedziałek, 24 maja 2021

(Widzę ich śmiechy, ale sam jestem milczącym psem, co biegnie dalej...)

Odświeżyłem sobie ostatnio lekturę Reznikoffa i olśniło mnie, jak wiele wspólnego mają te jego „spacerowe” wiersze z malarskimi studiami z natury. Gdzie obserwacja realnego, wielokrotne powroty w pewne miejsca i sytuacje, skutkują szkicami, które potem służą do stworzenia pewnej konfiguracji zdań o charakterze alegorii lub symbolicznym znaczeniu. Proces jest (może być) długotrwały i mozolny, jakkolwiek przestawiane zdarzenia mają charakter ulotny i takie sprawiają wrażenie w gotowych wierszach. Tym samym Reznikoff bliższy jest realistycznej figuracji z końca XIX i początku XX wieku, niż migawkowym fotografiom powstającym po wprowadzeniu na rynek małoobrazkowej kamery Leica. I przypomniał mi się namalowany przez Pedera Severina Krøyera obraz Hip, hip, hurrah, przedstawiający moment wznoszenia toastu w czasie letniej biesiady w ogrodzie , który powstawał przez cztery sezony (teraz takiej sytuacji towarzyszyłaby setka obrazów zarejestrowanych smartfonami, a przede wszystkim „relacje” na facebooku oraz „instastorki”). Widoczna na tym płótnie córka żony malarza, także malarki - Anny Ancher, jest w wieku czterech lat, czyli została tutaj wklejona jej powierzchowność z czasu kończenia pracy nad tym płótnem. Charles Reznikoff też miał zwyczaj długo pracować nad swoimi wierszami, wracać do tekstów, przerabiać je (głównie skracając), nie bez przyczyny więc Piotr Sommer nazwał go „poprawiaczkiem. Wspomnianego terminu można by też z powodzeniem użyć do jego własnej pracy translatorskiej, co widać np. przy kolejnych publikacjach niektórych przekładów (także Reznikoffa). Widoczne poniżej skany wierszy w tłumaczeniu Piotra Sommera pochodzą z książki: Charles Reznikoff, Co robisz na naszej ulicy, wydanej w 2019 roku przez WBPiCAK w Poznaniu. 

piątek, 21 maja 2021

Dawno temu w Szczawnicy z Prktisixem w ręku

[Fot. Eugeniusz Wilczyk, 1959?]

Aparat wygląda na ganz nowy. I jest to ten sam kawałek negatywu 135, z którego wkleiłem kadr przedwczoraj. Obiektyw to na pewno - sądząc po kształcie tubusu - Carl Zeiss Jena Tessar 80 mm f/2.8. I to mi wywraca kwestię datowania zdjęć ojca z Kazimierza. Myślałem bowiem, że te wcześniejsze (rok 1959, 1960) robił wyłącznie Flexaretem III, tymczasem wygląda na to, że posługiwał się obiema kamerami równolegle, także sporadycznie aparatem Praktica FX3.

czwartek, 20 maja 2021

środa, 19 maja 2021

Dawno temu w Szczawnicy

[Fot. Eugeniusz Wilczyk]

Chyba w Szczawnicy? 
I chyba w 1959?
Czego do końca nie jestem jednak pewien...
Chyba muszę cofnąć o kilka lat datę powstania tego zdjęcia oraz tego też.

wtorek, 18 maja 2021

Nie tylko Bauhaus. Międzywojenna fotografia niemiecka i polskie tropy

Bardzo ciekawa wystawa w Międzynarodowym Centrum Kultury w Krakowie, a na niej: Martin Munkácsi, August Sander, Albert Renger-Patzsch, Yva (Else Neuländer-Simon), Karl Blossfeld, Alfred Eisenstaedt, Lotte Jacobi, Max Steckel, Mojżesz Worobiejczyk Aleksander Krzywobłocki, Janusz Maria Brzeski, Zofia Chomętowska, Benedykt Jerzy Dorys, Henryk Poddębski i inni… uff! Ale zestaw nazwisk! Warto wstąpić pod adres: Rynek Główny 25. Ekspozycję będzie można oglądać do 1 sierpnia 2021 roku.





[Fot. Paweł Mazur - dzięki uprzejmości Międzynarodowego Centrum Kultury]

poniedziałek, 17 maja 2021

Ciężarówka MAN F4

Którą sfotografowałem w 2004 roku do projektu Życie po życiu, stojąca wówczas przy trasie DK94 w Bytomiu, zyskuje kolejne życie! Pisze o tym na swoim blogu NO-NAME SYSTEMS Marek Locher, więc zapraszam i zachęcam do lektury przeciekawej historii tego przedwojennego pojazdu!

niedziela, 16 maja 2021

Książ Wielkopolski, ul. Jana Pawła II

[3.8.2019]

To zdjęcie też nie weszło do książki. 
Napis na tablicy pamiątkowej nad głową mężczyzny w czerwonej koszulce głosi:

BOHATERSKIEMU
DOWÓDCY
OBOZU KSIĄŻ
MAJOROWI 
FLORIANOWI 
DĄBROWSKIEMU
I POLEGŁYM
29 IV 1948
POWSTAŃCOM
SPADKOBIERCY
ICH IDEI
1935

Natomiast na szybie okna nad głową kobiety w niebieskim t-shircie znajduje się następująca informacja (jak się należy domyślać dotycząca muralu):

Wspieranie opieki nad miejscami 
pamięci
i trwałymi upamiętnieniami 
w kraju
Z kosą na Prusaka‟.
Projekt dofinansowano 
ze środków Ministerstwa Kultury
i Dziedzictwa Narodowego.

sobota, 15 maja 2021

Chełm, ul. Henryka Wieniawskiego

[2.9.2019]

Dziwaczna symbolika... I jeszcze ta głowa konia... Zdjęcie nie weszło do książki, bo informacje o tym muralu znalazłem po 31.12.2018, a założyłem sobie, że fotografuję tylko to, co znajdę do końca 2018 roku (tu jednak zrobiłem zdjęcie). Ostatnio wrzuciłem do googla hasło - mural patriotyczny, potem przeszedłem na żołnierzy wyklętych, JPII, Wyszyńskiego oraz Popiełuszkę, powstanie warszawskie, powstanie wielkopolskie, powstanie śląskie i w ciągu niespełna godziny namierzyłem ponad 100 całkiem świeżych lokalizacji. Właściwie to powinienem zrobić teraz projekt Słownik polsko-polski. Aktualizacja.

piątek, 14 maja 2021

(W ciemności słychać nawoływania!)

Rok 1997 wspominam bez specjalnego sentymentu. W roku 1997 w ramach serii barbarzyńcy i nie (po latach myślę, że to raczej dość idiotyczna nomenklatura...*) ukazała się moja książka Steppenwolf, która właściwie była kompilacją kilku nowych tekstów oraz części tych, jakie się miały znaleźć w tomie Hiperrealizm, zapowiadanym przez kilka lat w piśmie bruLion. Jako wydawnictwo Steppenwolfa figurowało w stopce Centrum Sztuki - Tetar Dramatyczny, firmujące pod szyldem Fortu Legnica (nazwa też... idiotyczna**) kilka festiwali literackich odbywających się w tym mieście (impreza szybko z fortu stała się w portem‟). Dzisiaj w nocy mocno padało i kiedy rano wyszedłem na spacer z Luną (od tygodnia mieszka z nami suka, którą adoptowaliśmy ze schroniska), powietrze miało obłędny zapach świeżej, mokrej zieleni. Co przypomniało mi czas sprzed dwudziestu czterech lat, kiedy wiosną też obficie lało i tak pachniało (a lało jeszcze bardziej latem, co doprowadziło do katastrofalnej w skutkach powodzi). Na okładce tomu miało się znajdować moje nazwisko w zestawieniu z niemiecką nazwą gatunku canis lupus campestris, co wydawało mi się wtedy zabawnym pomysłem, ale na skutek słabej łączności (mentalnej) z Arturem Bursztą, pożyczony z powieści Hermana Hessego tytuł gdzieś wyparował... (czy uwierzycie, że moje oczy nie ujrzały proofa ostatecznej wersji oprawy?). Przypomniałem sobie o tych wierszach dzisiaj rano, odnalazłem książkę i je przeczytałem, dochodząc do wniosku, że nie zestarzały się aż tak, żeby ich tu nie wkleić.

*  Jej autorem jest Marcin Sendecki.
** Autorstwo Artura Burszty

czwartek, 13 maja 2021

Nordisk sommarkväll

[Richard Bergh - Nordisk sommarkväll - 1899-1900]

Olbrzymich rozmiarów płótno, które dwa lata temu miałem sposobność podziwiać w Göteborgs Kunstmuseum. Dosłowne tłumaczenie tytułu na polski nie brzmi zbyt dobrze... szczególnie w kontekście pewnych wydarzeń w Niemczech i Austrii sprzed niespełna stu lat. Nordycki letni wieczór? No nie, chociaż użyty w tu przymiotnik ma nieco inne konotacje w Skandynawii, kulturowe i topograficzne. Często wracam myślami do tego obrazu Richarda Bergha. I raczej nie dałbym się pokroić za scenę widoczną na pierwszym planie (jakoś tak dziwnie się układa na balustradzie prawa noga przedstawionego tutaj mężczyzny), ale za to co widać dalej już tak. Letni wieczór, który w Skandynawii trwa i trwa, tym dłużej, im dalej na północ. Czego miałem okazję doświadczyć podczas wyjazdów w 2006 oraz 2019 roku i chciałbym to powtórzyć.

sobota, 8 maja 2021

Unbetiteltes Filmstill, Polen in den 1960er Jahren

[Fot. Eugeniusz Wilczyk, lata sześćdziesiąte]

Cykl Untilted Film Stills (w różnych wersjach językowych tytułu - чтобы поддерживать разговор - jakkolwiek użycie języka węgierskiego raczej nie przysparza klikbajtów...), w ramach którego pokazuję tutaj zdjęcia mojego ojca Eugeniusza Wilczyka, zawiera kadry nigdy przez niego nie powiększane. Trafiłem na nie podczas skanowania archiwum, a znajdowały się one w różnych grupach negatywów, w nieopisanych zwykle kopertach. Sądząc po strojach i fryzurach, klisze naświetlone zostały w latach sześćdziesiątych i na początku lat siedemdziesiątych, prawdopodobnie przy okazji (końcówki filmów) lub obok realizowanych przez niego zleceń. Pamiętam, że ojciec z dużą rezerwą mówił o fotografowaniu ludzi i raczej unikał takich sytuacji, tymczasem wychodziło mu to całkiem nieźle (eufemizm) i szkoda, że z tych kadrów nie zrobił użytku. Być może nie oglądał ich wtedy zbyt uważnie (nie sporządzał nigdy stykówek), być może nie miał dystansu do rejestrowanych okoliczności lub wydawały mu się błahe?  Pamiętam, że w 1989 roku (rok przed śmiercią) przez kilka miesięcy wertował swoje archiwum (przy okazji narobił w nim straszliwego bałaganu), wybierając kadry, które miały być podsumowaniem jego fotograficznej działalności, ale w tej grupie nie znalazło się żadne z prezentowanych teraz przeze mnie zdjęć. 

Oczywiście patrzę na to wszystko z pewną nadświadomością historyczną (a zarazem też wizualną), z perspektywy pięciu, sześciu dekad, więc jestem w uprzywilejowanej sytuacji. Wiem, co międzyczasie wydarzyło się w europejskiej czy światowej fotografii, jak wykorzystywano to medium w działaniach o artystycznym charakterze. Ponieważ zeskanowałem prawie wszystkie negatywy (zostało mi nie więcej, niż 30 pergaminów z małym obrazkiem, które prostują się przyłożone wielkoformatowymi albumami), widzę jak wiele nas łączy/łączyło, a nasze relacje wcale nie były proste (eufemizm). Tym bardziej ze zdumieniem, a także ze wzruszeniem, odkrywam wyraźne powinowactwa wizualne, wspólną predylekcję do pewnych rozwiązań kompozycyjnych, skłonność do sarkazmu czy ironii, a także pewien rodzaj empatii względem - nazwijmy to tak roboczo - ofiar realnego. Lektura kadrów ojca nie jest bezbolesna... I tu może pojawić się problem z recepcją zdjęć Eugeniusza, a od jakiegoś czasu myślę o ich prezentacji w tradycyjnej książkowej formie, ponieważ współczesny model (nie bójmy się tego słowa) konsumpcji obrazów fotograficznych, nastawiony jest na ich zapowanie, a nie kontemplację.

wtorek, 4 maja 2021

Kościół w Bogatyni-Zatoniu

[26.1.2021]
 
Trzeciego maja wcześnie rano zaliczyłem to miejsce ponownie. Tym razem w momencie startu wegetacji. Co powinno chyba lepiej wyglądać (?). Tegoroczna majówka była bardzo pracowita... Wykorzystałem skrupulatnie każdy moment pochmurnej pogody bez opadów deszczu. A i tak pozostało jeszcze kilka obiektów do sfotografowania. Co może uda mi się nadrobić w drugiej połowie przyszłego tygodnia?

poniedziałek, 3 maja 2021

Tak jakbym zobaczył swoje odbicie w lustrze wody...

...na dnie bardzo głębokiej studni.
[Fot. Eugeniusz Wilczyk, 1973]

Pies miał na imię Ebro (wyżeł niemiecki szorstkowłosy). Żył krótko, sześć miesięcy. Niestety dostał poszczepiennej nosówki, co skutkowało porażeniem mózgowym... Same mało przyjemne rzeczy.

A koperta z tymi negatywami (jakieś dwa filmu typu 120) spoczywała między innymi, gdzie znajdowały się filmy ze zleceń ojca (głownie dokumentacje prac konserwatorskich).

sobota, 1 maja 2021

Dawno temu w Kątach Rybackich

Flexaret III to czechosłowacka dwuobiektywowa lustrzanka, której Eugeniusz Wilczyk używał na początku podczas fotografowania krakowskiego Kazimierza. Na zdjęciu poniżej mama trzyma ja na kolanach, siedząc na plaży w Kątach Rybackich w 1960 roku. Trzeci model Flexareta produkowany był przez Meoptę w latach 1948-1954. Jako jedyny posiadał naciąg filmu i migawki w postaci korbki umieszczonej po prawej stronie korpusu.


[Fot. Eugeniusz Wilczyk]