czwartek, 23 kwietnia 2026
Świadectwo
poniedziałek, 23 marca 2026
Donald Trump nie spadł nam z nieba
sobota, 17 stycznia 2026
"Obiektywista" według Charlesa Reznikoffa
niedziela, 5 października 2025
Ich potrójność
sobota, 4 października 2025
Moja pojedynczość
piątek, 22 grudnia 2023
środa, 29 listopada 2023
[miał gumowce na butach, żeby ich nie zabrudzić błotem]
czwartek, 2 listopada 2023
Wiersz w sam raz na Dzień Zaduszny
Jak już kiedyś wspomniałem, odrzuca mnie ostatnio od poezji... szczególnie tej krajowej (nie będę jednak tego wątku rozwijać). Nie odrzuca mnie natomiast od tekstów Hansa Magnusa Enzensbergera czy Douglasa Dunna (no, jeszcze parę osób zasila grono nie odrzuconych). Wracając co jakiś czas do lektury Wyprowadzki z Terry Street Dunna, nie mogę się nadziwić, że ten świetny autor jest tak słabo obecny w Polsce. Tomik tłumaczeń jego wierszy w przekładach Piotra Sommera ukazał się w niszowej serii wydawniczej Fortu Legnica dwadzieścia cztery lata temu i to jest jedyna polska książka Douglasa Dunna.
środa, 19 kwietnia 2023
Poezja
Douglas Dunn, świetny szkocki poeta, którego wiersze tłumaczył Piotr Sommer, odwiedził podczas wizyty w Polsce w 1978 roku redakcję pisma Poezja. Wizyta ta oraz spotkanie z redaktorami miesięcznika zaowocowała wierszem. Skan tego utworu wklejam poniżej, a mamy dzisiaj osiemdziesiątą rocznicę wybuchu powstania w getcie warszawskim. Czytam teraz na nowo tom Wyprowadzka z Terry Street i inne wiersze (wyd. Fort Legnica, 1999), zwierający utwory, które celnie komentują rzeczywistość i wydają się być nad zwyczaj aktualne. Myślę, że książka Dunna warta jest ponownego wydania, jednak z większą objętością tekstów. Ale czy to nastąpi? Nie sądzę...
niedziela, 16 kwietnia 2023
Słowo na niedzielę
Film to tylko odbicieNiezrównanej rozpaczy stulecia.Już dwadzieścia wieków trwa miłóść bliźniego.Oburzenie jest czymś powszednim,Trzyma nas z dala od ulic, pozwala obserwować.
środa, 2 listopada 2022
(i głośno powiedział „Wychodź!‟)
czwartek, 8 września 2022
(jeden cent)
poniedziałek, 14 lutego 2022
Ameryka
Piotr Sommer kręcił nosem na przekłady Bogdana Barana, ale to właśnie ten translator poradził sobie z ostatnim zdaniem tego wiersza - America I'm putting my queer shoulder to the wheel, które jego poprzednicy lub poprzedniczki tłumaczyli jako (cytuję z pamięci) - Ameryko, przyładam swe dziwaczne/dziwne ramię do koła. Tak było...
niedziela, 21 listopada 2021
(Co porabia teraz Borroughs?)
czwartek, 8 lipca 2021
poniedziałek, 24 maja 2021
(Widzę ich śmiechy, ale sam jestem milczącym psem, co biegnie dalej...)
piątek, 5 marca 2021
(Ten rok i następny)
sobota, 26 września 2020
Też coś w temacie na literę „ś‟
Jakkolwiek wiersz Douglasa Dunna z książki Wyprowadzka z Terry Street (tłumaczenie Piotra Sommera) już się tutaj kiedyś pojawił...
wtorek, 4 sierpnia 2020
Kreska
piątek, 31 lipca 2020
(Obszar na wschód i południe to Warszawa)
Prowincja
Miejskie Przedsiębiorstwo Gospodarki Mieszkaniowej w Otwocku
POZDRAWIA BRATNIE NARODY KRAJÓW SOCJALISTYCZNYCH
każdą z czterdziestu czterech liter umieszczonych na oddzielnych żerdziach,
tylko odstępy między wyrazami nie maja drzewców.
Jest jedenasty maja 1979 roku.
Drzewce wbite w trawnik tworzą falochron.
Miejskie Przedsiębiorstwo pozdrawia bratnie narody od ponad trzech tygodni,
lecz one po dziś dzień nic o tym nie wiedzą.
Przestrzeń
(według Wang Wei)
Żyjemy w odosobnieniu pod dymami huty.
Obszar na wschód i południe to Warszawa.
Słońce dopala się i prześwietla pył.
Rzeka jest niewidoczna, nasz dom zbudowały małe mrówki.
Jest mróz i prawie ciemno, biali ludzie wracają do domów.
Autobusy poruszają się z trudem ‒
psy w domach miały dzisiaj ciężki dzień.
Dziś, tak samo jak dawniej, są ludzie niepotrzebni,
lecz każdy z nich potrafi wiele zrobić i wiele znieść.
Gwiazda stycznia
Tak, przypominam sobie kobietę
którą minąłem 31 grudnia 1976 roku,
po pożegnaniu matki i mojego dziecka,
idąc w stronę stacji, tuż przy reklamie optyka,
obok górki, z której zjeżdżały na sankach dzieci.
Był już wieczór
i wkrótce świat miał zostać przeniesiony
w noc nowego roku.
Widywałem ją przedtem w różnych puntach miasta,
a przed laty moja matka
była od niej bezpośrednio zależna.
Przez jakiś czas kłaniałem się jej.
Teraz szła z drugiej strony i nie poznała mnie,
opatulona po uszy tanim futrem,
drobniutka i stara, nieznacznie ułomna
i jak zawsze w szkłach.
I przypomniałem sobie, że mijając ją
pomyślałem jak długo pracowała
na to futro, w którym teraz szła.
Myślałem o tym pewnie w sposób zbyt oderwany
od tego grudnia i dzieci na sankach,
od całego świata, bym można było w tym dostrzec
jakiś sens, bez zestawienia jej
z kimkolwiek, z szczęśliwszymi od niej.
Widziałem ją u schyłku życia
i przelotnie, nad dworcem puchła gwiazda stycznia,
a w pociągu już jakaś inna stara kobieta
usiadła obok mnie.














