Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Douglas Dunn. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Douglas Dunn. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 5 października 2025

Ich potrójność


Nie mam pojęcia (nie pamiętam już), kto pozuje z Pattenem do pamiątkowej fotografii. Zdaje się, że nie były to jedyne osoby, które chciały sobie zrobić zdjęcie z poetą. A trzeba pamiętać, że były to czasy sprzed smartfonów, więc trzeba było przytargać jakiś analogowy sprzęt, choćby to była nawet plastikowa idiotenkamera...

Skanując wczoraj inne filmy z 1996 roku podczytywałem sobie wspomnianą wczoraj Antologię nowej poezji brytyjskiej Piotra Sommera (znajdują się w niej także tłumaczenia Jarosława Andersa i Bohdana Zadury). No i całkiem niespodziewanie spodobały mi się wiersze (niektóre) Toma Paulina oraz (to mnie mocno zaskoczyło) Seamusa Heaney'a... Jak zwykle przeczytałem od deski do deski set Douglasa Dunna, który powinien mieć wreszcie jakąś bardziej kompletną prezentację w języku polskim (kilka razy obszerniejszą, niż to, co wydał w 1999 roku Port Literacki). Wkrótce jeszcze kilka kadrów z Pattenem, ale tym razem w monochromie.

piątek, 22 grudnia 2023

[Dawałbym przykład, jak być częścią miejsca]

Ależ ten wiersz Douglasa Dunna jest dobry! Autorem przekładu jest oczywiście Piotr Sommer. Skan z książki widocznej poniżej, czarny włos natomiast należy do Luny.

czwartek, 2 listopada 2023

Wiersz w sam raz na Dzień Zaduszny

Jak już kiedyś wspomniałem, odrzuca mnie ostatnio od poezji... szczególnie tej krajowej (nie będę jednak tego wątku rozwijać). Nie odrzuca mnie natomiast od tekstów Hansa Magnusa Enzensbergera  czy Douglasa Dunna (no, jeszcze parę osób zasila grono nie odrzuconych). Wracając co jakiś czas do lektury Wyprowadzki z Terry Street Dunna, nie mogę się nadziwić, że ten świetny autor jest tak słabo obecny w Polsce. Tomik tłumaczeń jego wierszy w przekładach Piotra Sommera ukazał się w niszowej serii wydawniczej Fortu Legnica dwadzieścia cztery lata temu i to jest jedyna polska książka Douglasa Dunna.

środa, 19 kwietnia 2023

Poezja

Douglas Dunn, świetny szkocki poeta, którego wiersze tłumaczył Piotr Sommer, odwiedził podczas wizyty w Polsce w 1978 roku redakcję pisma Poezja. Wizyta ta oraz spotkanie z redaktorami miesięcznika zaowocowała wierszem. Skan tego utworu wklejam poniżej, a mamy dzisiaj osiemdziesiątą rocznicę wybuchu powstania w getcie warszawskim. Czytam teraz na nowo tom Wyprowadzka z Terry Street i inne wiersze (wyd. Fort Legnica, 1999), zwierający utwory, które celnie komentują rzeczywistość i wydają się być nad zwyczaj aktualne. Myślę, że książka Dunna warta jest ponownego wydania, jednak z większą objętością tekstów. Ale czy to nastąpi? Nie sądzę...

niedziela, 16 kwietnia 2023

Słowo na niedzielę

I na każdy dzień tygodnia. A właściwie to na cały rok. Niezrównany Douglas Dunn, jakkolwiek fraza Prawdę znają tylko ofiary prawdy brzmi (w przekładzie Piotra Sommera) ciut lepiej, niż oryginalne Truth is known to its victims. Ale co tam...

Film to tylko odbicie
Niezrównanej rozpaczy stulecia.
Już dwadzieścia wieków trwa miłóść bliźniego.
Oburzenie jest czymś powszednim,
Trzyma nas z dala od ulic, pozwala obserwować.

[Wiersz Douglasa Dunna skopiowałem ze strony Interconnected, polski przekład Piotra Sommera pochgodzi z książki: Douglas Dunn, Wyprowadzka z Terry Street i inne wiersze, wyd. Fort Legnica, 1999]

piątek, 5 marca 2021

(Ten rok i następny)

Niezrównany Douglas Dunn w przekładzie Piotra Sommera z książki Wyprowadzka z Terry Street i inne wiersze, wydanej w 1999 roku pod szyldem instytucji o nazwie Fort (sic!) Legnica.

sobota, 26 września 2020

Też coś w temacie na literę „ś‟

Jakkolwiek wiersz Douglasa Dunna z książki Wyprowadzka z Terry Street (tłumaczenie Piotra Sommera) już się tutaj kiedyś pojawił...


piątek, 13 grudnia 2019

(I fabryka szumi na pełnych obrotach tuż za wzgórzem, tłukąc forsę...)

Douglas Dunn


TEN ROK I NASTĘPNY

Trzydziesty pierwszy grudnia dowleka nowy rok
Jak traktor ciągnący cekaem.

U płotów wciąż się pasą 
Stada dywizji pancernych;

Buciory na europejskich przebiśniegach,
Zdziry wszelkiego sortu podrygujące w sklepach.


NAJWYŻSZA ŚMIERĆ

Łowiąc z łodzi na ogromnej rzece
Ktoś wydobył zwłoki, z czarnymi włosami jak ogromny chwast,
Hak utkwił w czarnym kirze o niezwykłych wzorach.

Znaleźli się inni. Ludzie setkami otoczyli łódź,
Niektórzy odwracali się, mieli twarze białe jak poduszki.
Zgubiłem wiosła i rzeka przyspieszyła.

Na flisackiej ścieżce setki mężczyzn
Pędziły razem z nurtem, śpiewając i, od niechcenia
Wpychając  jakiegoś nieszczęsnego głupka do rzeki.

Śmierć, najlepsze ze wszystkich misteriów,
Warstwa po warstwie złuszcza swoją tajemnicę,
Aż wszystko co zostaje, to niewyjaśniony muł.

Za późno, to ja sam.
Za późno, moje serce to wspaniały szczyt.
Za późno, wszyscy martwi w rzece to moi przyjaciele.


ZGARBIENI

Nie odejdą ode mnie życia innych ludzi.
Noszę je nad oczami jak okulary.
Zasępieni bogacze ukryci w paltach i podbródkach
Na tylnych siedzeniach swoich wielkich aut;
Uczeni tak drobiazgowi, jakby chcieli uciec
Rzeczom zbyt oczywistym, zbyt czytelnym słowom,
Którzy wolą język pełen zawiłości;
I dzieci, nieświadome własnego ciała;
Samotny obżartuch w nasłonecznionym kącie
Opustoszałej chińskiej restauracji;
Kaszląca kobieta oparta o mur, której
Serdeczny palec tkwi w zimnej ręce syna,
W jej plecach - niewidoczny łuk śmierci.
Co ich śmieszy, kto żyje obok nich?

Schylam się, żeby zawiązać but i wszyscy wracają,
Zagadkowi ludzie bez nazwisk i twarzy,
Ich życia mogę się domyślać, z ich strachu kpić.
I żaden z nich naprawdę nie ma ze mną nic wspólnego.


KOSZULA

Jest coś obcego w tej koszuli,
Jak gdyby należała do zmarłego przyjaciela
Którego brak dopiero teraz się odczuwa i rozumie,
A on zostawił ją, prawie nie używaną, komuś
Do noszenia. Śmierć jest wszędzie wokół mnie, zuchwała i czysta,
Tak biała, prawomyślna i nie do przyjęcia.
To moja stara koszula. Jest jak wosk,
I nosząc ją nie jestem w stanie na siebie patrzeć.
Powinienem w niej uciec, tam gdzie ją 
Noszono, do białych cieni tych
Co żyli kiedyś, najdziwniejszej kompani.
Jest tam ktoś, tak jak ja kiedyś byłem.
Szukałem go nawiedzając dawne drogi.
Zawsze wie, kiedy nadchodzę i unika mnie,
Biegnąc z chyżymi cieniami po jasnych stokach.
Nosze jego koszulę, koszulę śmierci, spadek
O którym nie wiedziałem. Jego matka włożyła ją
Czystą i kruchą do pachnącej szuflady.


EMBLEMATY

Noce obfitości w innym klimacie -
Białe stoły i najlepsze mozelskie,
Ogród, który opada ku przejrzystej rzece;
Styl, którego nie podrobię i nie był mi pisany.

I fabryka szumi na pełnych obrotach
Tuż za wzgórzem, tłukąc forsę,
I szepcze jak wielka ryba bez oczu,
Najgłębsze nieszczęście.


[Wiersze w przekładzie Piotra Sommera, kolejno ze stron 47-51, z książki Wyprowadzka z Terry Street i inne wiersze, opublikowanej dwadzieścia lat temu. Douglas Dunn powinien mieć wydaną w Polsce grubą książkę, jednak nic nie wskazuje na to, że tak się stanie.]





poniedziałek, 16 września 2019

(My również mamy swoje miejsce, ci nie fotografowani)

Douglas Dunn


ROK TYSIĄC DZIEWIĘĆSET TRZYNASTY

W klitce na końcu korytarza dwoje ludzi,
Jedno okno, zasłona zaciągnięta.
Podarta, brudna, i wcale nie chroni
Przed hukiem przetaczających się bez przerwy
Kół wagonów.
Para, łomot i dym
Skrywają poczerniały bruk
Na którym położono całą masę torów.
W emaliowanej misce myją martwe niemowlę -
Ona delikatnie omywa je dłonią
I płucze, nucąc
Matczyną kołysankę.
I przykro jej, że mąż
Tak się zanosi płaczem
I psuje to, co ona ma ocalić.


ZDJĘCIE PORTRETOWE, ROK 1915

My również mamy swoje miejsce, ci nie fotografowani
Nazbyt często, a jeśli już, to tylko w tłumie
Wynurzającym się z ziemianek, żeby zapaść w dym
A może w klatki kroniki filmowej
Ale sam nie wiem i utraciłem twarz
I imię, a co do godności
Tak naprawdę nigdy jej nie miałem, oprócz jednego razu,
Bodaj na High Street, przed wejściem
Na okręty i pożegnalnym występie kobziarzy,
Gdy przyszła na mnie kolej
W Zakładzie i Studio Fotograficznym Andersona
Miałem na sobie mundur, a wysoki nie byłem,
Ale poczułem przez chwilę
Oko potomności utkwione
W mej oprawionej na stoliku twarzy,
Po której będzie błąkał się jej wzrok i wzrok mych synów,
I to, że będę trochę trwał, za dnia i w nocy,
Blaknąc trochę, jak to jest w piosence.


[Książka Wyprowadzka z Terry Street, z której przepisałem powyższe przekłady Piotra Sommera wyszła 20 lat temu. I w ciągu tych dwóch dekad nic specjalnego się nie stało z recepcją wierszy Douglasa Dunna, w sensie jakiejś popularności tutaj czy traktowania ich jako literackiego odniesienia. Co gruncie rzeczy wcale nie dziwi, jeżeli weźmiemy pod uwagę - by tak to eufemistycznie określić - specyfikę tego kraju.]


sobota, 10 marca 2018

[Co bym chciał]

[Douglas Dunn]

        Sądzę, że przesuwam się ku poezji, która będzie odbijać społeczeństwo, w tym stopniu, w jakim zawsze chciałem to robić. Szczegół, konkretny obraz, bez żadnej smużki niebieskiego dymu, bez delikatnego muśnięcia księżyca, bez włóczęgi po Florencji i podziwiania kopuły Św. Piotra w Rzymie, bez pięknych pocztówek, bez tego gówna. To, co chciałbym osiągnąć to rodzaj języka, który będzie w stanie zawrzeć w spójnej całości różne style, jakie stosowałem w trzech dotychczasowych książkach. Innymi słowy, rodzaj poezji, która dopuszcza dokument, tak samo jak fragmenty liryczne, tak samo jak dyskusję, tak samo jak wyobraźnię. Jakiś rodzaj poezji, która będzie zawierać wszystkie te składniki. 
       Ale jest tak, jak mówi Paul Valery: "poezja jest najtrudniejszą ze wszystkich sztuk". Jeśli traktować to naprawdę serio, jeśli chce się realizować taką koncepcję poezji, o jakiej się myśli - trzeba ciężko pracować, żeby odnaleźć ten właśnie sposób pisania, który umożliwia spełnienie tej właśnie koncepcji.  Próbuje więc robić to, co chciałbym robić, to jest być dokumentalistą, krytycznym społecznie, czy może raczej społecznie bezstronnym - idzie mi zarówno o pokazywanie fotografii, jak i dostarczanie napisów pod fotografiami, o pisanie filozofujące, a jednocześnie maksymalnie wierne rzeczywistości, nieomal realistyczne.

[Łapanie za słowa sprzed lat - łapał (i przetłumaczył) Piotr Sommer w książce Douglas Dunn Wyprowadzka z Terry Street, Fort Legnica '99, s. 91-92]

czwartek, 8 marca 2018

Prawdę znają tylko ofiary prawdy

Douglas Dunn

I Am A Cameraman

They suffer, and I catch only the surface.
The rest is inexpressible, beyond
What can be recorded. You can’t be them.
If they’d talk to you, you might guess
What pain is like though they might spit on you.

Film is just a reflection
Of the matchless despair of the century.
There have been twenty centuries since charity began.
Indignation is day-to-day stuff;
It keeps us off the streets, it keeps us watching.

Film has no words of its own.
It is a silent waste of things happening.
Without us, when it is too late to help.
What of the dignity of those caught suffering?
It hurts me. I robbed them of privacy.

My young friends think Film will be all of Art.
It will be revolutionary proof
Their films will not guess wrongly and will not lie.
They’ll film what is happening behind barbed wire.
They’ll always know the truth and be famous.

Politics softens everything.
Truth is known only to its victims.
All else is photographs– a documentary
The starving and the playboys perish in.
Life disguises itself with professionalism.

Life tells the biggest lies of all,
And draws wages from itself.
Truth is a landscape the saintly tribes live on,
And all the lenses of Japan and Germany
Wouldn’t know how to focus on it.

Life flickers on the frame like beautiful hummingbirds.
That is the film that always comes out blank.
The painting the artist can’t get shapes to fit.
The poem that shrugs off every word you try.
The music no one has ever heard.


[Wrzuciłem najpierw ten wiersz w tłumaczeniu Piotra Sommera, zapomniawszy jednak, że pięć lat temu pojawił się on na hiperrealizmie w parze z tekstem W. H. Audena... No więc wpis skasowałem i wklejam teraz w wersji oryginalnej, bo wiersz/temat niezwykle ważny.]

wtorek, 14 stycznia 2014

PRZYCHODY I ROZCHODY

Douglas Dunn

PRZYCHODY I ROZCHODY

Najgorsze plotki roznoszą śmieciarze.
Listonosze opowiadają znajomym, jak mało
Przychodzi do nas listów, same urzędowe koperty,
Blankiety do piłkarskiego totka, reklamy odżywek dla dzieci,
Sprośne pocztówki z Blackpool i Brid.

Ale śmieciarze głoszą inne historie.
Udając, że tam, gdzie mieszkają nie jest tak źle jak tu
Opowiadają żonom, że cale nasze śmiecie,
To obierki, i torebki po ziemniaczanych chrupkach,
Puszki po fasolce, butelki po tanim winie i zatłuszczone frytkami gazety.

W ciemnych zaułkach wśród pojemników na śmiecie koty toczy robactwo;
W wychodkach bez drzwi widać podcierające się staruszki;
Zapach odchodzi płatami od powietrza, jak niewidoczna sadza;
Stygną kondony, pamiątki po ognistych zimowych ruchankach;
I na kawałki rozpada się lśniące pismo z panienkami,
Przy których nocą chłopcy walą konia wśród wygłodniałych kotów.

Listonosze widzą nas od przodu, naszą biedę i rachunki,
Świadectwo, że ktoś nami zarządza.
Śmieciarze, o przekrwionych od dźwigania oczach i szarzy jak popiół,
Patrzą na nas od tyłu, od tej nie malowanej strony,
Do której nie dopuszczamy dzieci, strasząc je psami i chorobą.

W poniedziałek od rana peszy nas
Szuranie ich butów, gdy usuwają resztki pożywienia
I dobytku, czerpiąc o nas wiedzę z naszych chudych
Śmieci, i odpadków pozostawionych nocą przez ukradkowych gości,
Niesłusznie uważając, że różnimy się od nich.

[wiersz w przekładzie Piotra Sommera z tomu: Douglas Dunn Wyprowadzka z Terry Street, Fort Legnica '99, str. 22-23]

Ten piękny wiersz Douglsa Dunna skojarzył mi się ze zdjęciami Błażeja Marczaka, chociaż topograficzne realia Terry Street (to także tytuł angielskiej książki Dunna z 1969 roku) odnoszą się do miasta Hull, gdzie poeta wtedy pracował jako bibliotekarz. No i też terraced hauses w Aberdeen (ze względu na wykorzystanie granitu jako budulca, miasto to nazywane jest też Granite City albo Silver City, a także... Grey City) różnią się wyraźnie od tych klasycznych ceglanych, typowych dla Środkowej Anglii. Wspomniany tom wierszy Dunna postrzegany jest przez krytykę, jako przełomowy dla angielskiej poezji ze względu na podjętą w nim banalną tematykę "życia codziennego" (a więc, żadne tam "dążenie do ponadprzeciętnego kształtowania formy" - jak to ujmuje pewien rodzimy specjalista od malarskiej techniki "grzęznącego pędzla" - tylko real i konkret!). Wiersze z Terry Street pojawiły się najpierw (1968) w słynnym London Magzine, a rok później jako regularna książka, wydana przez oficynę Faber & Faber.



Szperając w sieci natknąłem się też edycję tego tomu ze zdjęciami... Roberta Whitakera, znanego zapewne części czytelników odwiedzających hiperrealizm z fotografii muzyków angielskiej sceny muzycznej z lat sześćdziesiątych i siedemdziesiątych. Whitaker sfotografował Terry Street w roku 1968 i materiał ten towarzyszył wspomnianej publikacji w London MagazineJohn Osborne, mieszkający w Hull wykładowca amerykanistyki na tamtejszym uniwersytecie oraz wydawca artystycznego pisma te Noire (1985-1995), natknął się na początku lat dziewięćdziesiątych na numer wspomnianego magazynu i postanowił upublicznić w całości zrejestrowany wtedy materiał. W roku 1994 ukazał się specjalny numer te Noire, w którym osiemnastu wierszom Dunna towarzyszyło sześćdziesiąt zdjęć Whitakera. 



Dwa lata później ujrzała też światło dzienne osobna książka, której zdjęcia (skany?) wklejam poniżej ściągnięte za pomocą metody print screen z serwisu Flickr.







niedziela, 22 września 2013

Nieznany wiersz europosła Janusza Wojciechowskiego, który oświadcza, że nie przeprosił za Jedwabne

To Niemcy i Rosjanie rozkazywali
i pozwalali żydowskim kryminalistom
mordować niewinnych Polaków,
a polskim kryminalistom mordować
niewinnych Żydów.

[źródło: salon24]

Tekst Wojciechowskiego momentalnie został udostępniony na turbokatolickim portalu Fronda.pl i nacjonalistycznym wPolityce.pl. Dla pewnego balansu wklejam więc wiersz Douglasa Dunna Trafiwszy między antysemitów, pochodzący z tomu St. Kilda's Parliament z 1981 roku. Opisana w nim sytuacja, to - jak wyjaśnia Piotr Sommer w przypisie do Wyprowadzki z Terry Street - Pamiątka z Warszawy po wizycie w miesięczniku "Poezja" jesienią 1978 roku.

Douglas Dunn

TRAFIWSZY MIĘDZY ANTYSEMITÓW


Gaszę pragnienie winem,

A język dalej tkwi w swych ustach
W morzu poczerwieniałej śliny.
Człowiek skąpany we krwi.

[wiersz w przekładzie Piotra Sommera z tomu: Douglas Dunn Wyprowadzka z Terry Street, Fort Legnica '99, tom 11, str. 73]

niedziela, 15 września 2013

Dwa wiersze przeciwko fotografii

W. H. Auden

Nie jestem aparatem fotograficznym

                                       To z życia, co nadaje się do fotografii,
                                        jest albo błahe, albo już jałowe.
                                                      Eugen Rosenstock-Huessy

Nazwanie wzroku naszego Widzeniem
implikuje, że wszelki 
przedmiot jest podmiotem.

To, czemu nie nadaliśmy nazwy
lub czego nie ubraliśmy w symbol,
umyka naszej uwadze.

Nigdy nie widzimy dwóch ludzi,
ni jednego człowieka,
dwa razy tak samo.

Dokonywanie zbliżeń jest grubiaństwem
i robimy to tylko w gniewie:
kochankom zbliżającym się do pocałunku
instynkt każe zamykać oczy, nim ich twarze
ulegną reprodukcji do
danych anatomicznych.

Przyglądanie się przez soczewki być może jest pouczające,
ale za każdym razem winniśmy przepraszać
to co dalekie albo znikome
za naruszenie ich jestestwa.

Kamera zapisuje
fakty wzrokowe: wszystko więc
może być urojeniem.

Sceny z Przeszłości kłamią o Przeszłości,
zapominają 
pamiętającą Teraźniejszość.

Na ekranie możemy tylko 
poświadczyć ludzkie zadanie:
Wybór jest w rękach operatora.

Kamera być może
wiernie oddaje śmiech,
lecz nieuchronnie wulgaryzuje smutek.

[przekład Jana Rostworowskiego w tomie: W. H. Auden Poezje. Wybrał i posłowiem opatrzył Leszek Elektorowicz, Wydawnictwo Literackie, Kraków 1988, str.243-244]

Douglas Dunn

Jestem kamerzystą

Cierpią, a ja chwytam tylko naskórek.
Reszta jest niewyrażalna, poza
Tym, co da się zapisać. Nie można być nimi.
Gdyby zechcieli porozmawiać, można by się domyślić
Czym jest ból, choć oni mogli by cię opluć.

Film to tylko odbicie
Niezrównanej rozpaczy stulecia.
Już dwadzieścia wieków trwa miłość bliźniego.
Oburzenie jest czymś powszednim,
Trzyma nas z dala od ulic, pozwala obserwować.

Film nie ma własnych słów.
Jest milczącym rumowiskiem rzeczy dziejących się
Bez nas, kiedy za późno na pomoc.
A co z godnością tamtych, przyłapanych na cierpieniu?
Boli mnie to. Okradłem ich z intymności.

Moi młodzi przyjaciele myślą, że cały Film będzie sztuką.
Będzie dowodem rewolucji.
Ich filmy nie będą źle zgadywać i nie będą kłamać.
Będą filmować, co dzieje się za drutem kolczastym. 
Będą zawsze znali prawdę i będą sławni.

Polityka rozmiękcza wszystko.
Prawdę znają tylko ofiary prawdy.
Cała reszta to zdjęcia - film dokumentalny
Gdzie giną głodujący i playboye.
Życie przywdziewa maskę zawodowstwa.

Życie opowiada największe z kłamstw
I samo z siebie ciągnie zyski.
Prawda to krajobraz, gdzie wciąż żyją święte plemiona,
I wszystkie soczewki Japonii i Niemiec
Nie umiałyby się na nich skupić.

Życie trzepocze na swojej ramie jak piękne kolibry.
To film co zawsze się prześwietli.
Obraz, któremu malarz nie może znaleźć odpowiednich kształtów.
Wiersz, co odrzuca każde przymierzane słowo.
Muzyka, której nikt nie słyszał.

[wiersz w przekładzie Piotra Sommera z tomu: Douglas Dunn Wyprowadzka z Terry Street, Fort Legnica '99, tom 11, str. 63-64]


niedziela, 8 września 2013

RATATOUILLE

Douglas Dunn

RATATOUILLE

I

Proszę popatrzeć na takie ratatouille.
Nie będzie wkraczać do Afganistanu
Ni w złości bojkotować Olimpiady.
Ma słabość do obrazów Raula Dufy.
Karmi bawidamka i człowieka pracy.
Nigdy mu nie dość wina ani słońca.
I nie ma wrogów, nie są nimi nawet
Salade Niçoise ani kłamliwe przepisy
Leonid Breżniew, ani, gdzie tam, Ronald Regan.
Całe jest z płodów ziemi, to ratatouille,
I ma wielu przyjaciół, wśród których jestem ja.
Dalejże miłośnicy ratatouille, połączcie się!

II

To takie marzenie, co się zbiega w czasie
Z odprężeniem, zwanym Rzeczywistością
Pożądaną. Mężczyźni, którzy lekcewarzą
Tak czule posiekane ząbki ail, co gardzą
Skrojeniem dwóch dorodnych papryk, oraz
Dwóch dużych cebul i dwóch bakłażanów -
Tych długich, namiętnych, królewskich filetów -
Które tak jak i sześć kabaczków, solisz
I na pełną godzinę przykrywasz talerzem;
Albo mężczyźni, którzy zaniedbują osiem
Dojrzałych pomme d'amour potrzebnych żonom
By zrobić ratatouille, którym na myśl nie przyjdzie
W najcięższym rondlu, w domu podgrzewana
Oliwa z oliwek, i cebula, smażona
Z czosnkiem przez pięć minut, zanim się dołoży
Bakłażany, kabaczki, paprykę, pomidory;
Lub mężczyźni, którym przez głowę nie przejdzie
O czym myślą żony, gdy stoją nad kuchnią
I wsypują przyprawy, jeszcze przed wrzuceniem
Bouqet garni - właśnie ci mężczyźni
Wkraczają do Afganistanu, bojkotują Olimpiadę,
Odwołują spotkania i idą na wojnę.

III

Godzinę duś, podaj gorące albo zimne.
Lepiej smakuje tam, gdzie świeci słońce
lecz jeśliś jest z Północy, wyobraź sobie, 
że jesz swoje ratatouille w Prowansji.
Możesz mi wierzyć, że pasuje do wszystkiego,
Tak jak miłość, jak pokój, tak jak lato
Czy inna pora roku, jak całe życie.
Więc zaopatrz się w niezbędne składniki
I przyrządź tę miłosną zupę, i proś o dokładkę.
Prędzej, nim zrobi się za późno, Bon appetit!


[wiersz w przekładzie Piotra Sommera z tomu: Douglas Dunn Wyprowadzka z Terry Street, Fort Legnica '99, tom 11, str. 75-76.
Obkupiłem się ostatnio książkami Biura Literackiego, bo są tam pozycje przecenione o połowę, a także takie, które kosztują kilka złotych... Co potwierdza chyba publikowane w prasie dane o czytelnictwie w Polsce, co nazwać by raczej wypadało "nieczytelnictwem".
Jeśli idzie o pyszny i polityczny zarazem wiersz Douglasa Dunna, to moja wersja ratatouille ma nieco inne składniki - dodaję także fasolkę, a zamiast kabaczków kroję cukinię lub patisony, no i trochę inaczej wygląda sama procedura gotowania. Co do reszty, to całkowita zgoda (oprócz Afganistanu, mamy teraz dodatkowo Syrię...]