piątek, 30 listopada 2012

Bytom, ul. Staromiejska, 25.11.2001



Z widokiem na ulicę Stanisława Witczaka. 
Tablica reklamowa z napisem AUTO ELEKTRO kieruje potencjalnych klientów na ulicę Brzezińską (kolejną prostopadłą na Witczaka w lewą stronę), którą zresztą wielokrotnie fotografowałem (jej nazwa wskazuje chyba, że musiała prowadzić kiedyś do Brzezin Śląskich?). 
Widoczny w prześwicie bramy dom z reklamą o treści TANIA ODZIEŻ, pojawił się też na zdjęciu wykonanym cztery lata później, kiedy sfotografowałem w kolorze fragment pierzei ulicy Witczaka (od Władysława Reymonta, aż trochę za Brzezińską).
Sądząc na podstawie maps.google.com, dom z którego bramy robiłem to zdjęcie jeszcze istnieje.

źródło: maps.google.com

czwartek, 29 listopada 2012

Salon Radomski


Berlin, Mitte? Prenzlauer Berg?, 03-07.07.1996 [Mariusz Bednarski napisał mi właśnie na Fb (09:42), że "kojarzy to miejsce (mrocznie) z Kastanienallee"]

No właśnie... Nie pamiętam już gdzie to dokładnie było? Chyba gdzieś na styku Mitte i Prenzlauer Bergu. Czy ktoś potrafi zlokalizować to miejsce?
Przypomniałem sobie o tych filmach pod wpływem oglądania albumu VorOrt. Przez 5 dni na początku lipca 1996, włóczyłem się po tych dwóch dzielnicach i... właściwie to bardziej patrzyłem, niż robiłem zdjęcia. A szkoda... Niemniej jednak coś mi musiało już wtedy świtać w głowie, skoro sfotografowałem elewację tego squatu. Generalnie, to unosiłem wtedy aparat wyżej, żeby robić zdjęcia fasad w mniejszym lub większym skrócie perspektywicznym, a trzeba było fotografować przede wszystkim to, co było na poziomie parteru i chodnika (a było co fotografować...).

środa, 28 listopada 2012

VorOrt, po co?


- Za czyje pieniądze?
- Na czyje zlecenie?
- Kto za to zapłacił?
Jak zwykle pytano mnie, kiedy robiłem zdjęcia budynków byłych synagog do projektu "Niewinne oko nie istnieje". Za wszystko płaciłem sam i nawet nie liczyłem przejechanych kilometrów, żeby nie stracić determinacji... 
A za wyprodukowanie wystawy oraz - co najważniejsze - wydanie książki zapłaciła Galeria Atlas Sztuki w Łodzi. 
Po co? Dlaczego? Ponieważ kierujący tą instytucją Jacek Michalak, uznał że projekt jest ważny, co zresztą powiedział mi expresis verbis podczas spotkania w Łodzi (13 maja 2008), kiedy się dowiedziałem, że Atlas Sztuki pokaże zdjęcia na wystawie i wyda książkę.
W przypadku wystawy i albumu VorOrt. Eine Sammlung topografischer Fotografien Ostdeutschlands sponsorem przedsięwzięcia i jego pomysłodawcą była/jest firma VNG Gruppe. Ich działania w tym względzie są długofalowe, a poza omawianą książką, w ramach przedsięwzięcia o nazwie Archiv der Wirklichkeit (Archiwum rzeczywistości)  wydano jeszcze dwa albumy, gdzie można oglądać zdjęcia, będące topograficznym zapisem z obszarów byłej NRD.
Pierwszy w roku 1994 pod tytułem VorOst, w którym swoje fotografie zaprezentowali: Max Baumann, Matthias Hoch, Frank-Heinrich Müller i Thomas Wolf.
Druga w kolejności książka, wydana przez oficynę Hatje Canz w 1997 roku, to przywoływany kilkakrotnie album VorOrt. Eine Sammlung topografischer Fotografien Ostdeutschlands. W wydawnictwie tym oprócz prac wymienionej wcześniej czwórki, znajdziemy też zdjęcia: Petera Oehlmanna, Michaela Schroedtera, Hansa-Christina Schinka i Ulricha Wüsta (376 fotografii w duotonach lub w kolorze).
Wreszcie trzeci album zatytułowany Stadt Land Ost (także Hatje Canz Verlag), w ramach którego 18 fotografek/fotografów (pojawili się tu dodatkowo: Johannes Bruns, Thilo Kühne, Evelyn Richter, Erasmus Schröter, Rudolf Schäfer, Sigrid Schütze-Rodemann, Thomas Struth, Annet Stuth, Hermann Walter i Marion Wenzel) przedstawiło pary zdjęć tych samych miejsc, sfotografowanych w odstępstwie czasu.

Czyli już wiemy: "po co i za co".
No i właśnie googlując w sieci nazwiska uczestników projektów finansowanych przez VNG Gruppe, natrafiłem na zdjęcia Erasmusa Schrötera z jego wystawy Patina - Die achtziger Jahre w lipskiej galerieKleindienst. A z prezentowanego tam zestawu, bynajmniej nie ulegając zjawisku ostalgii, wklejam kilka miejskich krajobrazów z 1985 roku. Bardzo te zdjęcia (niestety ich rozdzielczość nie jest zbyt duża, a nie znalazłem innego źródła...) swym klimatem przypominają mi górnośląskie miasta sprzed 12 lat, kiedy robiłem "Czarno-Biały Śląsk".

Erasmus Schröter, Leipzig 1985
 Erasmus Schröter, Neuheiten von Weltruf, Magdeburg 1985
 Erasmus Schröter, Hasselbachplatz, Magdeburg 1985
 Erasmus Schröter, Patina, Halle 1985
Erasmus Schröter,Tankstelle, Magdeburg 1985


wtorek, 27 listopada 2012

"Dworce" Matthiasa Hocha


Matthias Hoch, z cyklu: Bahnhöffe - Leipzig Hbf II, 1988

I tu można doświadczyć uczucia zazdrości... Rok 1988, schyłkowe NRD (które mieszkańcom sąsiadującej Polski, kojarzy się głównie z berlińską wieżą telewizyjną oraz samochodem marki Trabant) i sposób obrazowania, którego w naszym kraju w tamtym czasie nie znajdziemy. Tak w ogóle, to długo u nas na podobny rodzaj fotograficznego działania musieliśmy czekać... Cykl Matthiasa Hocha ma prostą i przejrzystą konstrukcję, a werystyczny zapis dworcowej przestrzeni, podany jest dodatkowo w atrakcyjny wizualnie sposób (mimo, że same motywy niekoniecznie pod kategorię atrakcyjności podpadają). Co więcej? Podoba mi się też, że przy swojej niewątpliwej "rzeczowości", zapis ten pozbawiony jest chłodu, który charakteryzuje zwykle prace absolwentów Kunstakademie Düsseldorf (jak mówił mi Louis Volkmann, jest to jedna z właściwości, które odróżniają lipską Hochschule für Grafik und Buchkunst od placówki z Düsseldorfu). 

Matthias Hoch, z cyklu: Bahnhöffe - Berlin-Alexanderplatz I, 1988

Matthias Hoch, z cyklu: Bahnhöffe - Berlin-Alexanderplatz VIII, 1988


 Matthias Hoch, z cyklu: Bahnhöffe - Dresden-Neustadt I, 1988

poniedziałek, 26 listopada 2012

Berlin, Prenzlauer Berg, 1996


Berlin, Prenzlauer Berg, Dunkerstraße (?), czerwiec 1996 [Praktisix + Tessar 80/2,8 + Ilford Delta 400 Pro]

Fasada domu przy Amagerbrogade, (zdjęcie z listopada 1999) powędruje na okładkę amerykańskiego wydania "Kopenhagi" Grzegorza Wróblewskiego. Książka ukaże się w przyszłym roku nakładem oficyny Zephyr Press.
I bardzo się cieszę, bo po pierwsze - to świetna proza! Po drugie - lubię ten kadr. Wreszcie po trzecie - mam spory sentyment do Amager i często wracam myślami do czasu, gdy przemierzałem tę dzielnicę z aparatem na statywie i robiłem tam zdjęcia.
A o kadrze z Berlina przypomniałem sobie, po pierwsze - przy okazji także ujętej w perspektywicznym skrócie elewacji domu z Kopenhagi, a po drugie - pod wpływem oglądania albumu VorOrt. Ponieważ zrobiłem dość sporo zdjęć w Berlinie i głównie na Prenzlauerbergu w 1996 roku, więc - oglądając stykówki - szukałem kadrów, które mogły by podpaść pod "nowo topograficzne" kategorie. Bezskutecznie (jak się tego można było domyślić...).
Kadry z Berlina i Kopenhagi dzielą zaledwie 3 lata, ale w tzw. międzyczasie sporo się wydarzyło... I nie chodzi wcale o to, że sędziwego Praktisixa zastąpił niewiele w sumie młodszy Hasselblad 500 C/M. Chodząc 16 lat temu po Berlinie i robiąc zdjęcia, kombinowałem jak przysłowiowy jeż, który zabiera się do aktu prokreacji. Po letniej i jesiennej sesji w Kopenhadze w 1999 roku,   kiedy wobec - w jakimś sensie - totalnego charakteru tamtejszej zabudowy, jedynym sensownym rozwiązaniem wydał mi się zapis o werystycznym charakterze, zacząłem robić "Czarno-Biały Śląsk" i poszłooo...

niedziela, 25 listopada 2012

Co się zaczyna pożądaniem koniec ma mądrzejszy


Ten późny i bardzo trafiony wiersz Ginsberga pasuje mi do serii ostatnich wpisów. Przy okazji publikacji tomiku, w którym się znalazł, doszło do skandalu, ponieważ poniewczasie ludzie z Wydawnictwa M (założonego przez uczestników Ruchu Odnowy w Duchu Świętym), zorientowali się, że firmują książkę z utworami homoseksualisty… A więc wstrzymano rozpowszechnianie części nakładu, doszło do schizmy z pismem NaGłos, także wydawanym przez „Odnowicieli”, co zapewniło temu periodykowi niezłą wtedy reklamę, a wszystko to działo się 19 lat temu. Czyli dość wyraźne symptomy tego, z czym obecnie mamy do czynienia - a mam tu na myśli dominacją katolickiej religijności w kołtuńskim wydaniu (współcześnie doszedł do tego jeszcze ryt „niepodległościowy” czy nazywając rzecz po imieniu - nacjonalistyczny), były wówczas widoczne, ale mało kto traktował je wtedy poważnie. Niestety.

Allen Ginsberg

Napisane w moim śnie
Przez W. C. Williamsa

„Póki Co
głosisz

pewną ogólną
Prawdę

Znaną powszechnie
jako pożądanie

Nie ma potrzeby
stroić

jej w szatki
piękna

Nie ma potrzeby
przekłamywać

tego co standardem
nie jest

aby się stało
zrozumiałe.

Weźże na warsztat
własny nos

oczy uszy
język

seks i
mózg

i pokaż je
publicznie

Idź na ryzyko
niedokładności

Słuchaj sam
siebie

mów sam
do siebie

a inni
też będą

zrzucając
z ulgą

swoje brzemię –
własną

myśl
i zgryzotę.

Co się zaczyna
pożądaniem

koniec ma
mądrzejszy”.


                  Boading, 23 listopada 1984

[przełożył Piotr Sommer, w: Allen Ginsberg Znajomi z tego świata, wiersze z lat 1947-1985, Biblioteka NaGłosu, Wydawnictwo M, Kraków 1993]

sobota, 24 listopada 2012

VorOrt (2)


znaczy nie tylko na miejscu lub w terenie, ale w przypadku górnictwa także na przodku. No i faktycznie, zdjęcia jakie można oglądać w albumie VorOrt. Eine Sammlung topografischer Fotografien Ostdeutschlands są jak najbardziej "na przodku" czy też do przodu. W książce można znaleźć sporo fotografii wykonanych jeszcze za czasów NRD i prace te prezentują bardzo nowoczesny sposób obrazowania. Gdyby porównać je do rodzimej fotografii z tamtych lat (i nie chodzi tu wyłącznie o kapitalne obrazowanie, ale też o rodzaj świadomości wizualnej)... nie, nie będę tego robić, bo po co flekować leżącego.
Matthias Hoch (ur. 1958) podobnie jak Peter Oehlmann (ur. 1953) studiował fotografię na Hochschule für Grafik und Buchkunst w Lipsku i według tego, co mówił mi Louis Volkmann (także absolwent tej szkoły i bardzo ciekawy fotograf), ale także na podstawie zdjęć, jakie można oglądać we wspomnianym albumie, pod względem jakości programu dydaktycznego, lipska uczelnia śmiało może konkurować ze znacznie bardziej znaną Kunstakademie Düsseldorf. 
Topograficzny zapis z Lipska wykonany przez Matthiasa Hocha w latach 80. (to czas kiedy Michał Cała pracował nad swoim "Śląskiem"), może zaskoczyć konsekwentnym weryzmem, "zerowym stylem" i... ciągle wyraźnie odczuwalną nowoczesnością spojrzenia/obrazowania. Pomyślmy, pierwszy i w jakiejś mierze "topograficzny" zapis, jaki został zrealizowany w Polsce po transformacji ustrojowej (jednak nie obejdzie się bez porównań...) wyszedł spod ręki Wojciecha Zawadzkiego. I mimo, że nieodmiennie od 1998 roku - kiedy po raz pierwszy zobaczyłem zdjęcia z "Mojej Ameryki" na wystawie - jestem pod wrażeniem tego cyklu, to jednak konfrontacja serii fotografii Zawadzkiego (z Jeleniej Góry i Wałbrzycha), z niemieckimi topografami z albumu VorOrt. Eine Sammlung topografischer Fotografien Ostdeutschlands wykazuje bardzo... zasadnicze różnice.


Matthias Hoch, Leipzig IX, 1986, gelatin silver print, 50 x 60 cm

Matthias Hoch, Leipzig III, 1986, gelatin silver print, 50 x 60 cm

Matthias Hoch, Leipzig VI, 1986, gelatin silver print, 50 x 60 cm

Matthias Hoch, Leipzig VII, 1986, gelatin silver print, 50 x 60 cm

piątek, 23 listopada 2012

Po co być tak płaskim i prozaicznym?


Allen Ginsberg o Williamie Carlosie Williamsie. Ale myślę, że ta wypowiedź dotyczy nie tylko literatury/poezji oraz doktora z Rutherford:

No dobrze, po co być tak płaskim i prozaicznym? Albo: w jakim celu próbuje się wydobywać poezję z przedmiotów widzianych tak, jak postrzega je zwykły umysł? Najczęściej w ogóle nie widzimy zwyczajnych przedmiotów. Wypełniają nas fantazje śnione na jawie, tak że nie widzimy, co mamy przed sobą. Nie zdajemy sobie sprawy z tego, co mamy przed nosem, i nawet nie doceniamy, co oferują nam codzienne stoły i krzesła, już to jako miejsca do jedzenia i siedzenia, już to w świetle stuleci rozwoju, jakie musiały zajść, żebyśmy mieli nasze miejsce do jedzenia. Zwykły umysł wstrzelający się w rzeczywistość, porzucenie jakichkolwiek myśli o niebie, iluminacji; zaniechanie wszelkich usiłowań manipulowania światem, by wydał się lepszy, niż jest; a zamiast tego zejście na ziemię i chęć nawiązania kontaktu z tym, co tu faktycznie jest, bez prób zmieniania wszechświata czy przeinaczania świata, który można zobaczyć, powąchać, posmakować, dotknąć, usłyszeć, o którym można myśleć. Praca Williamsa jako poety jest bardzo podobna do praktyki uważności w buddyzmie zen, ponieważ każe przyśrubować umysł do przedmiotów i wiąże adepta bezpośrednio ze wszystkim, co ten może znaleźć przed sobą, bez robienia z tego jakiejś wielkiej sprawy; bez zaspakajania jakichś ambicji ego, żeby mieć coś bardziej wykwintnego czy mniej bolesnego niż to, co już jest.

[Allen Ginsberg Williams w świecie przedmiotów, przełożyła Krystyna Dąbrowska - z tekstu obejmującego dwie uniwersyteckie pogadanki Allena Ginsberga (z 16 i 25 listopada 1976) spisane z taśmy i podane do druku przez Carrolla F. Terrella, Literatura na Świecie nr 1-2/2009, str. 82-83]

czwartek, 22 listopada 2012

Kiedy nie chcemy mówić wprost o ziemi...


Dzisiaj rano do czytania w wannie wziąłem sobie tomik "Wierszy i poematów" Adama Ważyka (Państwowy Instytut Wydawniczy, Warszawa, 1957) i ten fragment jego "Poematu dla dorosłych" (to chyba jeden z lepszych tekstów poetyckich, jakie zostały napisane w Polsce po 1945 roku) wydał mi się bardzo na czasie. W zasadzie opisana w wierszu sytuacja jest u nas constans...

Adam Ważyk 

3.

                                     „Dziś nasze niebo nie jest puste”
                                            Z przemówienia politycznego

Był świt, słyszałem świst odrzutowców,
kosztowny bardzo, a jednak musimy…
Kiedy nie chcemy mówić wprost o ziemi,
wtedy mówimy: niebo nie jest puste.

Ludzie tu chodzą byle jak, w drelichach,
szybko się u nas kobiety starzeją…
Kiedy nie chcemy mówić wprost o ziemi,
wtedy mówimy: niebo nie jest puste.

Za oceanem w obłokach się kłębi
apokalipsa, tu przechodzień klęka…
Kiedy nie chcemy mówić wprost o ziemi,
klęczący mówi: niebo nie jest puste.

Tu legion chłopców wypuszcza gołębie,
dziewczyna wiąże błękitną chustę…
Kiedy nie chcemy mówić wprost o ziemi,
wtedy mówimy: niebo nie jest puste.

środa, 21 listopada 2012

VorOrt


Peter Oehlmann, z cyklu Anhalt, Rubeland/Harz, 1996

Po dzisiejszym, obfitującym w ciekawe doświadczenia dniu (np. dowiedziałem się dziś od studentów, że fotografie Przemysława Pokryckiego z jego cyklu Rytuały przejścia są... nudne), oglądam "nudne" zdjęcia niemieckich krajobrazów z albumu VorOrt. Eine Sammlung topografischer Fotografien Ostdeutschlands. Książkę tę dostałem cztery dni temu od Louisa Volkmanna i nie mogę się od niej oderwać (nuda jest najwyraźniej wciągająca...). Powyższe kapitalne zdjęcie Petera Oehlmanna przypomina mi swoim klimatem fotografie Davida Plowdena z jego serii Bridges: the Spans of North America, tyle, że album amerykańskiego fotografa ujrzał światło dzienne w 2002 roku. Tak w ogóle, to jestem trochę (czy też mocno) zawiedziony, że na autorskiej stronie Oehlmanna jest tak mało jego topograficznych zdjęć z terenów byłej NRD. I bardzo zaskoczony faktem, że ten świetny fotograf nie ma własnego albumu...

wtorek, 20 listopada 2012

Decydujący moment według Wojciecha Wilczyka


ale też według Adama Mazura, autora leksykonu "Decydujący moment. Nowe zjawiska w fotografii polskiej po 2000 roku"czyli czwartkowe spotkanie w MOCAK-u, na które SERDECZNIE WSZYSTKICH ZAPRASZAM
Czwartek 22 listopada, godz. 18:00, Kraków, MOCAK, ul. Lipowa 4.



-----
Patrzę dziś rano (21.11.2012) na liczniki i widzę, że wczoraj (20.11.2012) miała miejsce jakaś oszałamiająca frekwencja. Wg. STAT4u - 362 wejścia (mam włączone wykluczanie przeładowań), a wg. Bloggera - 608 wyświetleń strony. DZIĘKUJĘ WSZYSTKIM ODWIEDZAJĄCYM I ZAPRASZAM PONOWNIE !

poniedziałek, 19 listopada 2012

Krajobraz ze swastyką (cd.)


Albo "motyw polski".

Łódź, 20120-11-19  10:48

I drugi "motyw polski", chyba równie popularny (fotografowany nieco wcześniej).

Łódź, 2012-11-19  09:35

niedziela, 18 listopada 2012

Jak wiele zależy od...


Tak wiele zależy od... tłumaczenia, ale nie tylko.

I przyszła mi na myśl też przedmowa Anki Ptaszkowskiej do albumu 6 mètres avant Paris Eustachego Kossakowskiego, gdzie pisze o "prostym pytaniu", jakie nurtowało wówczas autora tych rewelacyjnych zdjęć: Dlaczego przesunięcie aparatu fotograficznego o jeden centymetr w lewo czyni arcydzieło, a o jeden centymetr w prawo - złą fotografię?

William Carlos Williams

THE RED WHEELBARROW

so much depends
upon

a red wheel
barrow

glazed with rain
water

beside the white
chickens.

[z tomu wierszy i prozy Spring and All, 1923]
CZERWONE TACZKI

Jak wiele zależy
od

czerwonych
taczek

z glazurą deszczu
która spływa po nich

obok białych
kurcząt

[przekład Leszek Elektorowicz, w: William Carlos Williams Poezje, PIW, 1972]
CZERWONE TACZKI

tak wiele zależy
od

pokrytych szkliwem
deszczu

czerwonych ta-
czek

tam koło tych białych
kurcząt

[przełożył Leszek Engelking, LnŚ nr 1 (162) 1985, str. 142]
* 
CZERWONA TACZKA

Tak wiele zależy
od

czerwonej
taczki

lśniącej
po deszczu

obok białych
kurcząt

[przekład Julia Hartwig, w: William Carlos Williams Spóźniony śpiewak, Biuro Literackie, 2009]
* 
CZERWONA TACZKA

Tak wiele zależy
od

czerwonej
taczki

polewanej
deszczem

obok białych
kurcząt

[przekład Piotr Sommer, w: LnŚ, nr 1-2/2009, str. 219-220]

sobota, 17 listopada 2012

Łódź niedokończona


Łódź, okolice ulicy Ogrodowej, kwiecień 1994 [Nikon F-90 + AF Nikkor 50/1,4 + Kodak Tri-X]

Po wczorajszym fotografowaniu Łodzi, a konkretnie kibicowskich murali i graffiti mam szczerze dość. Stopień destrukcji tego terenu jest niewyobrażalny. Właściwie to całe "historyczne centrum", z wyłączeniem Piotrkowskiej z przyległościami, w ciągu najbliższych 10-15 lat ulegnie najpewniej rozbiórce, bo skala zniszczeń oraz zaniedbań jest kolosalna. Jeżdżąc wczoraj samochodem przez obszary, które administracyjnie wchodziły przed 1939 rokiem w obręb miasta, raz po raz napotykałem się domy-pustostany z zamurowanymi oknami oraz zrujnowane pustostany postindustrialne. Całe połacie "ziemi niczyjej"...
I jeżeli ktoś narzeka, że nie ma w Polsce do fotografowania miejsca takiego, jak  Detroit, to koniecznie powinien się rozejrzeć po niegdysiejszym "polskim Manchesterze". Przy okazji, fotografie  przedmieść Motor City autorstwa Jeffa Brouwsa, jakie znalazły się w jego kapitalnej serii Discarded Landscape, prezentuję tereny, które tym łódzkim wcale nie ustępują pod względem "atrakcyjności".
W 1993 i 1994 roku często jeździłem do Łodzi i robiłem zdjęcia (korzystając z możliwości darmowego noclegu w akademiku filmówki, ponieważ mój kumpel studiował tam wtedy na wydziale operatorskim). I jeżeli już pojawiła się nazwa tej słynnej uczelni filmowej, która także ma wydział fotografii, to zawsze mnie fascynowało (i fascynuje nadal), że przy okazji zajęć dydaktycznych, obok nich czy też po prostu a rebours, nie powstał żaden sensowny dokument fotograficzny poświęcony temu miastu. Nie zrobili tego, ani uczniowie, ani profesorowie... Nawiązując do tytułu niedawnej wystawy w CSW, którą kuratorował Adam Mazur, w całym znaczeniu tego słowa - "świat nieprzedstawiony".
Wracając do mojej skromnej osoby oraz procederu fotografowania miasta nad rzeką Łódką na początku lat '90, to zamiast dokonać prostej rejestracji tego wszystkiego, co miałem wtedy pod ręką, a ściślej - w zasięgu wzroku, kombinowałem jak pokręcony... (...polski fotografik). Np. wymyśliłem sobie, że fotografowane w perspektywicznym skrócie elewacje kamienic (ich pierwsze i drugie piętra) pokażę w postaci... wielobarwnych serigrafii (gdyby się to działo współcześnie, pewnie chciałbym je uwieczniać w technice mokrego kolodionu...). No więc, zdjęć takich jak to z ulicy Ogrodowej mam mało. Wygląd budynku z podstęplowaną elewacją musiał zrobić wtedy na mnie spore wrażenie, że oderwałem się od tych serigraficznych i "artystycznych" rojeń i wykonałem kilka ujęć tego obiektu. Oczywiście bardziej nadałby się tu aparat średnioformatowy, a najlepiej jakaś kamera 4x5".

czwartek, 15 listopada 2012

Huta Bobrek


12.11.2001

Chyba jakoś rok przed zamknięciem. Na teren zakładu wszedłem (jak zwykle) nielegalnie, używając dziury w betonowym w ogrodzeniu, z której korzystali okoliczni "złomiarze". Huta pracowała jeszcze wtedy pełną para, a oni już ją rozbierali na części... 
Robiąc zdjęcia tego zbiornika na rudę żelaza, zobaczyłem w pewnym momencie, że po drugiej stronie namierzają mnie właśnie koledzy w czarnych uniformach, czyli ochrona obiektu. Oceniłem więc, ile czasu zajmie im przedostanie się na drugą stronę zbiornika (nie można tu było przejść na skróty) i fotografowałem dalej ;)
11 lat to nie jest wcale taki duży dystans czasowy, a tego wszystkiego, co widać na tym zdjęciu już nie ma (oprócz zabytkowej hali - w okolicach jajowatego zbiornika na gaz i węglowego silosu ciągle czynnej koksowni - poniżej dymiącego komina).

wtorek, 13 listopada 2012

Bus fra Bagdad


- Autobus z Bagdadu, czyli nowy projekt Henrika Saxgrena, którego bohaterami są będący imigrantami, kierowcy kopenhaskich autobusów oraz ich rodziny. Namiary na to przedsięwzięcie podesłał mi kilka dni temu mieszkający w Kopenhadze Grzegorz Wróblewski (DZIĘKI!), a był to link do internetowej strony duńskiego dziennika Politiken, gdzie zresztą ze zdumieniem zobaczyłem, że pismo to nadal publikuje fotoreportaże... 

Henrik Saxgren, z cyklu Bus fra Bagdad
Henrik Saxgren, z cyklu Bus fra Bagdad
Henrik Saxgren, z cyklu Bus fra Bagdad

Bus fra Bagdad jest częścią większego przedsięwzięcia o nazwie Chauffører med karaktér, czyli Szoferzy z charakterem, a zestaw 30 zdjęć z kopenhaskimi kierowcami  był prezentowany na plenerowej wystawie w samym centrum miasta na placu Kongens Nytorv (i tak jak w przypadku wcześniejszego projektu Saxgrena Wojna i miłość - poświęconego imigrantom żyjącym w Skandynawii, sfotografowanym osobom dano szansę na opowiedzenie własnych historii). Za całym przedsięwzięciem stoi instytucja o nazwie Stagis, czyli - jak się zdążyłem doczytać na ich stronie internetowej - rozdaj agencji wizerunkowej... dość zresztą dobrze sobie poczynającej na tamtym rynku (gdy się popatrzy na listę klientów).

 Henrik Saxgren, z cyklu Bus fra Bagdad
Henrik Saxgren, z cyklu Bus fra Bagdad
Henrik Saxgren, z cyklu Bus fra Bagdad

Od kilku dobrych lat jestem fanem zdjęć Saxgrena oraz posiadaczem albumu Krig og Kærlighed (Wojna i miłość), który zresztą przywędrował do mnie jako prezent od Grzegorza Wróblewskiego. Myślę, że te działania duńskiego fotografa są bardzo, bardzo ważne. Zarówno wcześniejszy projekt, jak i Autobus z Bagdadu, pozwalają spojrzeć w twarze naszych sąsiadów-imigrantów. Jest to o tyle istotne, że właśnie względem nich prawicowi i populistyczni politycy oraz dziennikarze, mają zwyczaj kreować cały zestaw uprzedzeń, jako do tych... "obcych".

poniedziałek, 12 listopada 2012

Chicago, Milwaukee, St. Paul And Pacific Railroad


W ramach pewnej odtrutki na sączący się z informacyjnych kanałów nacjonalizm o brunatnym zabarwieniu, googlowałem wczoraj wieczorem Marka Ruwedela. I oprócz ofert sprzedaży jego książki Westward the Course of Empire (na Amazonie już od nieco ponad 30$), na stronie www.kenleegallery.com znalazłem też to wspaniałe zdjęcie (ewidentnie jest to skan z albumu, ale wklejając je poniżej, usunąłem z niego "sepiową" tonację).

Mark Ruwedel, Chicago Milwaukee St. Paul And Pacific #30, zdjęcie z cyklu Westward the Course of Empire, 2005

Ken Lee na swojej stronie tak pisze o tej fotografii:
Why I like it?
An 8x10 contact print with intimacy and silence, precision and mystery. 
No więc jak najbardziej: intimacysilenceprecision, a nawet mystery, ale nie wiedziałem, że są to styki z formatu 8x10" (oglądając dokumentacyjne fotki z prezentacji tego cyklu w różnych galeriach, myślałem raczej, że autor posługiwał się kamerą 4x5" i nie przeholowywał z wielkością powiększeń).
Cykl Westward the Course of Empire był inspiracją dla Jeffa Brouwsa i jego kameralnej serii The Machine in the Garden (o czym swego czasu wspominałem), ale także dla polskiego fotografa, którego projekt mniej więcej miesiąc temu, został zaprezentowany publiczności...
*
Kontynuując wczorajszą terapię odtruwającą, wysłuchałem dziś rano Suit na wiolonczelę solo JSB w wykonaniu Pablo Casalsa, oczywiście z płyt analogowych.

niedziela, 11 listopada 2012

BIAŁO-CZERWONO-CZARNA


Tytuł świetnego cyklu Wojciecha Prażmowskiego sprzed ponad 12 lat, nabiera ostatnimi czasy nowych znaczeń, jeżeli wziąć pod uwagę wzrost popularności  - by tak je tu eufemistycznie określić - partii konserwatywno-nacjonalistycznych ... ;)
Kiedy po raz pierwszy, chyba na wystawie w Małej Galerii ZPAF we wrześniu 2000, zobaczyłem prace z tej serii, pomyślałem, że projekt ten, biorący za  temat  rodzimą rzeczywistość w okolicach millenijnego przesilenia, sporo u nas zamiesza. Że będą recenzje, omówienia, analizy... Oczami wyobraźni widziałem wtedy też rozkładówkę z sobotnim Magazynie Gazety Wyborczej... No i pomyliłem się tutaj całkowicie, nie zamieszał (prezentacji w Magazynie oczywiście nie było). Jakkolwiek cały czas mam przekonanie, że jest to fotograficzne przedsięwzięcie dużego kalibru. 
Być może, stało się tak częściowo na skutek całkowicie położonej książkowej publikacji tego cyklu, gdzie zdjęcia wydrukowano z jednego przejazdu i gdzie nie pojawiły się w roli przerywników, fotografie kolorowe, jak to pierwotnie planował Prażmowski. Bo właśnie podczas ekspozycji w Małej Galerii, czarno-białym kwadratowym kadrom z Mamiy-6, towarzyszyły zdjęcia barwne (w tym momencie nie pamiętam ich liczby), na których pojawiała się w różnych odsłonach tytułowa czerwień oraz biel.

Wojciech Prażmowski, z cyklu Biało-czerwono-czarna (1999)

-----

Wspomniany album Wojciecha Prażmowskiego Biało-czerwono-czarna można za jedyne 4 PLN nabyć w sklepiku Muzeum Częstochowskiego.

sobota, 10 listopada 2012

Miejsko-pastoralny Alexander Gronsky


Alexander Gronsky, z cyklu Pastoral

Chyba cały rok nie zaglądałem na stronę Alexandra Gronsky'ego (ostatni raz odwiedzałem ją, jak mi się wydaje, przy okazji pisania recenzji z Foto Art Festiwalu w Bielsku-Białej). A tymczasem zaszły na niej dość istotne zmiany, tzn. pojawiły się prezentacje nowych, bardzo interesujących serii. Projekt o nazwie "Pastoral" (jak się okazało - Dzięki Magda za podpowiedź - seria ta zdobyła III miejsce w kategorii "Życie codzienne - reportaż" na tegorocznym World Press Photo, co jakoś... umknęło mojej uwadze) za temat wziął moskiewskie suburbia i jest to cykl tak dobry, a zarazem trafiony, że gdy się go ogląda, to aż zapiera dech w piersiach. Rewelacyjne kadry i mimo "ubogiego" charakteru samych motywów, bardzo też atrakcyjne! Do tego ważny temat, współczesne, bez umiaru rozpychające się w przestrzeni miasto.

Alexander Gronsky, z cyklu Pastoral
Alexander Gronsky, z cyklu Pastoral
Alexander Gronsky, z cyklu Pastoral

I oglądając zdjęcia z tego cyklu (na stronie jest ich aż 65) i wspominając Moskwę, w której byłem 18 lat temu, myślałem też o stereotypach dotyczących Rosji oraz Rosjan, jakie funkcjonują w naszym kraju. A które przy okazji patriotycznych rocznic oraz kolejnych miesięcznic katastrofy prezydenckiego samolotu pod Smoleńskiem, są odgrzewane przez prawicowe, czy lepiej rzecz nazwawszy, "prawackie" media. Zastanawiałem się np. czy "ruskie błoto" jest czymś gorszym od błota polskiego i na czym polegać może tutaj różnica? Przypomniała mi się też okładka tygodnika Uważam Rze, na której pojawił się swego czasu rysunek przedstawiający mężczyznę, wybijającego łomem szyby w oknie prezydenckiego Tu-154M. Obrazek ten powstał wprawdzie na podstawie jednego ze zdjęć krążących w necie (dlaczego nie skorzystała z nich redakcja?), ale w tym graficznym przedstawieniu, postać z łomem miała  wygląd stereotypowego "ruskiego mużyka" z syfilitycznym kaczym nosem. I to karykaturalne ujęcie łączyło w sobie najlepsze cechy propagandowych pism w rodzaju: nazistowskiego Der Stürmer i radzieckiego Крокодилa...

Alexander Gronsky, z cyklu Pastoral
Alexander Gronsky, z cyklu Pastoral
Alexander Gronsky, z cyklu Pastoral

czwartek, 8 listopada 2012

PO HOT DOGA I Z POWROTEM


Grzegorz Wróblewski

PO HOT DOGA I Z POWROTEM

11:20 – emalie starego Jørgena Nasha
11:21 – czy wychodząc na pewno wyłączyłem gaz?
11:22 – nie powinienem wierzyć w boga, a tym bardziej
             w duńską prognozę pogody!
11:23 – za to w Pierre’a Alechinsky’ego i jeszcze
             w kilku innych facetów z COBRY
11:24 – docieram w końcu do kiosku i kupuję
             hot doga z musztardą
11:25 – trzeba wszystko przemyśleć od nowa

[wiersz z książki Dolina Królów, 1996]


Grzegorz Wróblewski, What makes happiness [2002?]


[Wklejony powyżej wiersz był swego czasu (okolice 1996) bardzo popularny i często cytowany. Wspomniany proceder cytowania nie dotyczył jednak typowo "polonistycznych opracowań", co - znając rodzime realia krytycznoliterackie - wcale nie dziwi... Mimo przywoływanej w tym tekście z imienia COBRY, sam wiersz kojarzy mi się bardziej z popartową praktyką artystyczną, ale to oczywiście moje wrażenie. Grzegorz wrzuca w ostatnim czasie na Facbooka sporo fotografii swoich obrazów, ale trzeba tu od razu poczynić uwagę, że w jego przypadku, zawsze mieliśmy do czynienia z równolegle przebiegającą aktywnością poetycką i plastyczną (w latach 90. aktywnie uczestniczył w działaniach kopenhaskiej grupy Totem). I tutaj może pojawić się pytanie, jak jego werystyczne i mocno "topograficzne" względem kopenhaskich realiów wiersze z tamtych czasów, mają się do prac utrzymanych w ekspresjonistycznej poetyce np. COBRY? Odpowiedź na to pytanie może być bardzo inspirująca, jeśli weźmiemy pod uwagę, że owa (oczywiście nie dosłownie rozumiana) topografia miasta  czy - jak to lepiej określa sam poeta w wierszu Valby ulica długa - "duńska przestrzeń", są w tych obrazach jak najbardziej obecne.]

środa, 7 listopada 2012

"Topografia ciszy" już wkrótce!


Najnowszy album Waldemara Śliwczyńskiego nosi tytuł "Topografia ciszy" i poświęcony jest byłym ziemiańskim rezydencjom w Wielkopolsce. Zerknąłem  wczoraj na stronę wydawnictwa Kropka i znalazłem tam zapowiedź tejże publikacji, a także zdjęcie gotowego egzemplarza (czy jeszcze makiety?) książki.


Bardzo się cieszę, że ten ważny zapis dokumentalny, a jednocześnie też  projekt artystyczny, upubliczniony zostanie w formie albumowej. Od momentu gdy Waldek rozpoczął pracę nad tą serią (a ściślej rzecz ujmując, od chwili gdy pokazał mi plon swojej pracy z 2008 roku) stałem się entuzjastą tego przedsięwzięcia. W liczącej 160 stron książce pojawi się 70 fotografii oraz dwa teksty wprowadzające: pierwszy - autorstwa Ewy Kostołowskiej, kustosz Muzeum im. Adama Mickiewicza w Śmiełowie (gdzie w 2009 roku miał miejsce pierwszy pokaz projektu) i drugi - mojego autorstwa, zatytułowany "Topografia z historią w tle".
I już nie mogę się doczekać "autorskiego" egzemplarza.

wtorek, 6 listopada 2012

Krajobraz ze swastyką


Świętochłowice, 14.11.2000

Na dzień dobry, znalazłem dziś na portalu Gazety Wyborczej informację o swastykach, jakie "nieznani sprawcy" namalowali na samochodzie Dariusza Libionki. W przypadku tego historyka zajmującego się holocaustem, a także biegłego w procesach sądowych dotyczących propagowanie faszyzmu, zdarzyło się to zresztą już drugi raz... Akcja ta ma wszelkie cechy procederu zastraszania (wiemy gdzie mieszkasz, znamy auto, którym jeździsz) i dotyczy w Lublinie nie tylko Dariusza Libionki, ale także np. Tomasza Pietrasiewicza, twórcy i szefa Ośrodka Brama Grodzka - Teatr NN, któremu jakiś czas temu do mieszkania wrzucono atrapę bomby i cegły z wymalowanymi swastykami. Biorąc pod uwagę kilkumilionową liczbę ofiar, jakie były skutkiem agresji faszstowskich Niemiec na Polskę w 1939 roku i pięcioletniej okupacji kraju, ta swoista afiliacja symbolu III Rzeszy jest w przypadku polskich patriotów-nacjonalistów zjawiskiem kuriozalnym, no chyba, że odbywa się w ramach popularnego w pewnych regionach naszego kraju porzekadła: "Różne rzeczy można mówić o Hitlerze, ale..."

poniedziałek, 5 listopada 2012

Śliwki



Czytam sobie dalej LnŚ poświęconą Williamsowi i kolejne próby lektury wiersza z 1934 roku (tekstu bardzo znanego i często komentowanego), którego angielski tytuł ma brzmienie This Is Just To Say, nie bardzo mi wychodzą. Zupełnie do mnie nie trafia ten prosty, ale też w sumie dość karkołomny tekst. Nie gniewaj się / były takie pyszne / słodkie / i takie zimne. I już zaczyna mi się robić niedobrze...

William Carlos Williams

Chcę tylko powiedzieć

że zjadłem
śliwki
które były
w lodówce

i które
ty najpewniej
schowałaś 
na śniadanie

Nie gniewaj się
były takie pyszne
słodkie
i takie zimne

[przełożył Piotr Sommer, LnŚ nr 1-2/2009, str. 222]


Chcę tylko tutaj powiedzieć, że prosty zapis, który bierze za temat prostą sytuację, może doprowadzić do ugrzęźnięcia w banale. W pewnym sensie ryzyko zawodowe... oczywiście przy wyborze takiej poetyki i poszanowaniu norm, dopuszczających w danym czasie, co może być tematem wierszy, a co nie. No, więc w kwestii wspomnianych (niekoniecznie zapisanych ma papierze) norm, podejmujący temat "śliwek" wiersz Grzegorza Wróblewskiego i podobnie jak tekst Williamsa, rozgrywający się w aurze prywatności, jest rodzajem odważnej transgresji, która zresztą spowodowała histeryczne reakcje kilku rodzimych krytyków...

Grzegorz Wróblewski

(DLACZEGO TĘSKNIĄC ZAWSZE POPEŁNIAMY BŁĘDY?)

Czekając niecierpliwie na twój powrót do domu
zjadłem najpierw paczkę suszonych śliwek
a potem niczego się nie spodziewając
włączyłem The Blue Aeroplanes

Gdy otwierałaś drzwi do mieszkania
siedziałem już na dobre uwięziony
w naszym trzęsącym się na wszystkie strony
i przypominającym oblężoną fortecę kiblu

Zamiast uroczystej kolacji którą tak bardzo
chciałem ci zaimponować... przywitała cię
moja walcząca, kompletnie rozregulowana
dupa

[wiersz z tomu Symbioza, 1997]