poniedziałek, 31 marca 2014

AD 2012

[D700 + AF Nikkor 50mm/1.4, f/8, 1/640 s., ISO 200]

Chodziłem sobie wczoraj po okolicy Wierzbnej (to ta miejscowość na Dolnym Śląsku, gdzie były poseł PO Cezary Chlebowski miał podobno telefonować z miejscowego cmentarza przy pocysterskim kościele do Rycha i Zdzicha) i robiłem testowe zdjęcia. 
Więc raczej AD 2014 i... - jak się wyraziła rok temu Basia Budniak w lablabie, gdy zeskanowaliśmy pierwsze szitki 4x5" na maszynie Flextight X5 - szału nie ma... A miała wtedy na myśli nie zawartość naszych kliszy z Innego Miasta, ale właściwości skanującego urządzenia. 
Więc "szału nie ma", ale też nie jest źle. Na próbę powiększyłem "wywołanego" RAW-a do rozmiarów 72x48cm przy 300 dpi i bez żadnego wyostrzania obraz wygląda OK, a licząca dwadzieścia dwie wiosny nikonowska pięćdziesiątka daje radę.
Przy okazji Flextighta, skany klisz 4x5" robi się przy max. 2040 dpi, a na zeszłorocznej wystawie w Zachęcie wydruki miały 132,5x110cm (przy polu obrazu 112,5x90cm), więc też trochę wyjściowe obrazy zostały "naciągnięte"...
D700 leży idealnie w ręce jak stary poczciwy F90 (którego używałem przez kilkanaście lat), więc zaliczyłem w tym względzie małe deżawi. ;))

niedziela, 30 marca 2014

"Polska chorągiew" - wierszyk na niedzielny wieczór (choć być może bardziej na wieczór jesienny...)

Günter Grass

Polska chorągiew

To mnóstwo wiśni, które w krwi
wzburzeniu stają się wyraźne,
nakłania łóżko do czerwonej poszwy.

Przymrozek liczy brukiew, ślepe stawy,
ogniska z naci ponad horyzontem,
i mężczyzn, na wpół zawikłanych w dymie.

Ubywa dnia, na szafie jabłek,
wolność, co marzła, teraz płonie w piecach,
gotuje dzieciom papkę i czerwieni kostki.

W śniegach kobiecych chustek podczas świąt
serce Piłsudskiego, piąte kopyto konia
biło w stodołę, póki nie przyszedł starosta.

Chorągiew, wzoru pozbawiona, krwawi,
tak przyszła zima, wilczy trop
dowiedzie do Warszawy.

[przekład Ryszarda Krynickiego z książki: Günter Grass Wiersze wybrane. Wybrał, opracował i posłowiem opatrzył Bolesław Fac, Wydawnictwo Morskie, Gdańsk 1986, str. 20]


Odkopałem niedawno na regale (na najwyższej półce) ten zakurzony tom i go sobie od kilku dni poczytuję. Zarówno zacytowany powyżej wiersz, jak i ten wklejony wczoraj, miały po kilka tłumaczeń - być może ze względu na "polską tematykę" i kwestię jak też może ona "znaczyć"... A teksty do łatwych w lekturze nie należą. 

sobota, 29 marca 2014

"Pan Kichot" - wierszyk na sobotę (jakoś tak bardzo w temacie i na czasie...)

Günter Grass

Pan Kichot

Zawsze to mówiłem, Polacy są zręczni.
Są zbyt zręczni, zręczni w czym,
zręczni w rękach, całują ― jak wszyscy ― ustami,
zręczni też w smutku i kawalerii:
zjawił się Don Quichotte pewien arcyzręczny Polak,
stanął na wzgórzu, pod Kutnem, 
za sobą miał zachód słońca,
i pochylił zręczną biało-czerwoną lancę,
i ruszył galopem naprzeciw tępym zwierzętom,
i na bezmyślne motory
wprost w szarość polnych mundurów, na skrzydło...

I spadł zręcznie z konia, i niezręcznie zaczęły go całować
― nie wiadomo już kto, owce, wiatrak czy czołg ―
całowały Panu Kichotowi ręce,
ten się zawstydził, zręcznie spłonił:
nie mam na to słów ― Polacy są zręczni.

[przekład Krzysztofa Karaska z książki: Günter Grass Wiersze wybrane. Wybrał, opracował i posłowiem opatrzył Bolesław Fac, Wydawnictwo Morskie, Gdańsk 1986, str. 12]

[na obwolucie książki Wydawnictwa Morskiego wykorzystano grafikę Güntera Grassa]

piątek, 28 marca 2014

Katarzyna Zolich "Katalog miejsc niewidzialnych"

Tematem projektu Katarzyny Zolich są lokale rodzimych partii politycznych i organizacji społecznych. Obszary niedostępne dla przeciętnego mieszkańca tego kraju, miejsca w których podejmowane są ważne dla nas wszystkich decyzje lub snute plany zdobycia władzy. Więc to, jak te wnętrza wyglądają, nie jest przypadkowe czy obojętne i bardzo dużo mówi - jak sądzę - o sytuacji polityczno-społecznej, w jakiej się znajdujemy. Projekt nie jest jeszcze skończony, ale już ukazała się selfpublishingowa publikacja z dotychczas zarejestrowanym materiałem (autorka jest stypendystką Spółdzielni Młodych Twórców Towarzystwa Inicjatyw Twórczych "ę"). Myślę, że to bardzo interesująca zapowiedź przyszłego albumu, na który już czekam niecierpliwie. Katalog miejsc niewidzialnych to także praca dyplomowa Katarzyny na Akademii Fotografii w Krakowie.

Katarzyna Zolich z serii Katalog miejsc niewidzialnych - Platforma Obywatelska, Warszawa 2012

Katarzyna Zolich z serii Katalog miejsc niewidzialnych - Liga Polskich Rodzin, Warszawa 2013


Katarzyna Zolich z serii Katalog miejsc niewidzialnych - Prawo i Sprawiedliwość, Warszawa 2012


Katarzyna Zolich z serii Katalog miejsc niewidzialnych - Prawo i Sprawiedliwość, Warszawa 2012


Katarzyna Zolich z serii Katalog miejsc niewidzialnych - Związek Sybiraków, Warszawa 2012

Katarzyna Zolich z serii Katalog miejsc niewidzialnych - Ruch Odrodzenia Gospodarczego im. Edwarda Gierka, Warszawa 2012


Katarzyna Zolich z serii Katalog miejsc niewidzialnych - Młodzież Wszechpolska/Obóz Narodowo Radykalny, Warszawa 2013


Katarzyna Zolich z serii Katalog miejsc niewidzialnych - Sojusz Lewicy Demokratycznej, Kraków 2013


Katarzyna Zolich z serii Katalog miejsc niewidzialnych - Komunistyczna Partia Polski, Dąbrowa Górnicza 2013


Katarzyna Zolich z serii Katalog miejsc niewidzialnych - Ruch Palikota, Warszawa 2013


Katarzyna Zolich z serii Katalog miejsc niewidzialnych - Polskie Stronnictwo Ludowe, Kraków 2012
  
 Katarzyna Zolich z serii Katalog miejsc niewidzialnych - Federacja Anarchistyczna, Kraków 2012

Katarzyna Zolich z serii Katalog miejsc niewidzialnych - Ruch Autonomii Śląska, Katowice 2012

Katarzyna Zolich z serii Katalog miejsc niewidzialnych - Izba Pamięci Narodowych Sił Zbrojnych, Jurczyce 2013

Katarzyna Zolich z serii Katalog miejsc niewidzialnych - Siłownia Obozu Narodowo Radykalnego, Łódź 2013

O Katarzynie Zolich będzie jeszcze na hiperrealiźmie.

czwartek, 27 marca 2014

Polish Photobook

Ruszyła właśnie strona Polish Photobook, za której powstaniem stoją Adam Mazur i Łukasz Gorczyca. Wcześniej inicjatywa ta zafunkcjonowała jako profil na Facebooku, ale na całe szczęście jej twórcy zdecydowali się na postawienie osobnego portalu. Sami o swojej inicjatywie piszą tak:

Wciągnęły nas photobooki, po polsku - książki fotograficzne. Wiemy już całkiem sporo o książkach japońskich, niemieckich, szwajcarskich, holenderskich, amerykańskich, a nawet południowo- amerykańskich. Teraz nadszedł czas photobooków polskich. Czym się różnią od zachodnich i dalekowschodnich? Które są najciekawsze i dlaczego? Czy można to jakoś ogarnąć: masową produkcję z czasów PRL-u, rodzynki współczesnego selfpublishingu, zapomniane wydawnictwa przedwojenne i pierwsze, XIX-wieczne albumy fotograficzne? Nie ma co dłużej czekać, zabieramy się do pracy. Chcemy opracować kanon polskich książek fotograficznych, rozpoznać białe kruki, odkryć na nowo zakurzoną klasykę i wyłuskać najlepsze nowe wydawnictwa.

Na tumblerze będziemy publikować syntetyczne opracowania i recenzje najlepszych naszym zdaniem dzieł gatunku - dawnych i współczesnych. Na facebooku postaramy się informować o nowościach wydawniczych i co ciekawszych wydarzeniach związanych z tematem. Zapraszamy do lektury i do współpracy!

To bardzo fajna i cenna inicjatywa, więc jej autorom życzyć należy konsekwencji oraz wytrwałości! Jako pierwszy przedstawiony i opatrzony komentarzem został prekursorki album Moniki Krajewskiej Czas kamieni (kupiłem go parę lat temu na allegro za 10 PLN...), zawierający unikalne zdjęcia żydowskich cmentarzy w Polsce, wykonane w latach siedemdziesiątych.

niedziela, 23 marca 2014

Lukáš Jasanský & Martin Polák "Keep Knocking"

To ja dalej o świetnych Czechach i ich wcześniejszym projekcie, który poświęcony jest siedzibom czy też kaplicom różnych religijnych grup w Pradze. Przedsięwzięcie wcześniejsze o rok od Kościołów i równie jak tamta seria interesujące. Projekt przypomina trochę Churches (znowu kościoły...) Davida Spero i jest od cyklu angielskiego fotografa o kilka lat późniejszy. Więc gdyby prace duetu Lukáš Jasanský & Martin Polák były w Polsce komentowane, to taki "krytyk krytyków od wykrzykników" (© Wojtek Sienkiewicz) by im z pewnością to wytknął w sensie, że "naśladownictwo" lub "zrzyna"... Na całe szczęście nasz złotousty ich jeszcze nie dostrzegł (tak w ogóle to ostatnio dość słabo się udziela) i można mieć nadzieję, że się w tym temacie nie będzie wypowiadać. Fotografie, które robią Jasanský & Polák budzą - jak zauważyłem - pewien odbiorczy opór. I myślę, że to bardzo dobrze: "Pukajcie, a będzie wam otworzone"... 

Teraz pięć zdjęć w poziomie:


 Lukáš Jasanský & Martin Polák, z serii Keep Knocking (2011)

 Lukáš Jasanský & Martin Polák, z serii Keep Knocking (2011)

 Lukáš Jasanský & Martin Polák, z serii Keep Knocking (2011)

 Lukáš Jasanský & Martin Polák, z serii Keep Knocking (2011)

Lukáš Jasanský & Martin Polák, z serii Keep Knocking (2011)

I pięć w pionie:


Lukáš Jasanský & Martin Polák, z serii Keep Knocking (2011) 

 Lukáš Jasanský & Martin Polák, z serii Keep Knocking (2011)

 Lukáš Jasanský & Martin Polák, z serii Keep Knocking (2011)


 Lukáš Jasanský & Martin Polák, z serii Keep Knocking (2011)

Lukáš Jasanský & Martin Polák, z serii Keep Knocking (2011)

sobota, 22 marca 2014

Nie ma to jak zacząć sobotę wysokokulturowo...



Niemiecka kameralistyka z początku XIX wieku bardzo mi pasuje do zdjęć André Köhlera z jego albumu Odra_Rhein_Oder_Ren (szczególnie do tych znad Odry i polskiej strony). Dawno nie słuchałem widocznego na zdjęciu LP, a kupiłem go jakieś trzydzieści lat temu... Brzmi kapitalnie (aż się wzruszyłem).
Tymczasem (w trakcie pisania tego posta) zmieniłem beethovenowski Opus 130 na bardziej lajtowego Schuberta (Forellen-Quintett) i nadal muzyka współpracuje z obrazami. I niezmiernie podoba mi się ten - odkryty przed chwilą - rodzaj zależności.

piątek, 21 marca 2014

Lukáš Jasanský & Martin Polák "Kościoły"

Linka podrzucił mi wczoraj na Facebooku Wojtek Kozłowski i po oglądnięciu tytułowej serii, a także licznych innych projektów, zdumiałem się, że czeski fotograficzny duet jest praktycznie w Polsce nieznany (co także dotyczy, a raczej dotyczyło piszącego te słowa). Co może dziwić, bo obaj panowie to roczniki 65/66, studenci fotografii na FAMU (studiów tych jednak - hi hi hi - nie ukończyli) i autorzy kilkudziesięciu rozbudowanych fotograficznych wypowiedzi o charakterze dokumentalnym. No i ten ich całkiem świeży projekt o polskich kościołach... Aż trudno uwierzyć, że nikt u nas tego wcześniej nie zrobił, choć temat się sam narzuca i to jak bardzo! Najwyraźniej okrutnie toporne bryły współczesnych katolickich świątyń są w Polsce przezroczyste, choć przecież wspomniana toporność dotyczy także samej religii, która nas wszystkich tutaj (wierzących i niewierzących) dotyka... Seria duetu Jasanský & Polák jest konsekwentnie prowadzona, a chłodne i zdystansowane spojrzenie obu fotografów oraz ten ich inwentaryzatorski sposób podejścia do tematu, idealnie się tutaj sprawdzają (jedyna krytyczna uwaga dotyczyć może i tylko w przypadku kilku kadrów, obcinania górnych partii budowli).

 Lukáš Jasanský & Martin Polák, Kościoły (2012)

 Lukáš Jasanský & Martin Polák, Kościoły (2012)

 Lukáš Jasanský & Martin Polák, Kościoły (2012)

 Lukáš Jasanský & Martin Polák, Kościoły (2012)

 Lukáš Jasanský & Martin Polák, Kościoły (2012)

 Lukáš Jasanský & Martin Polák, Kościoły (2012)

 Lukáš Jasanský & Martin Polák, Kościoły (2012)

 Lukáš Jasanský & Martin Polák, Kościoły (2012)

 Lukáš Jasanský & Martin Polák, Kościoły (2012)


 Lukáš Jasanský & Martin Polák, Kościoły (2012)

Lukáš Jasanský & Martin Polák, Kościoły (2012)

czwartek, 20 marca 2014

BRDM


Z serii ŻYCIE PO ŻYCIU/LIFE AFTER LIFE (2004-2007)

I inny motyw wojenny, chyba bardzo na czasie? Jak mi się wydaje okolice Rawy Mazowieckiej (nie pamiętam dokładnie). Ktoś mi ostatnio podesłał na facebooku zdjęcie tej tankietki, którą pomalowano teraz na inny kolor. BRDM-2, czyli Бронированная Разведывательно-Дозорная Машина. Złom z czasów Układu Warszawskiego (ciągle używany w polskiej armii, ale teraz pod nazwą Dzik...).
Co ma wspólnego ta pseudorakieta na grzebiecie poradzieckiej pancerki z procederem odlewania żeliwa, to dobre pytanie...

poniedziałek, 17 marca 2014

Widok na "Inne Miasto"

W najnowszej czwartej edycji pisma Widok ukazała się recenzja Innego Miasta pióra Romy Sendyki. 
Tekst Co widać z góry. Inne miasto i jego trudne dzidzictwo przeczytałem (dwukrotnie zresztą), a po jego lekturze przypomniała mi się rozmowa o fotografii dokumentalnej, jaką odbyłem kiedyś z Kathariną Metz (kuratorką Kunstsammlungen w Chemnitz, gdzie w 2010 odbyła się druga niemiecka prezentacja Niewinnego oka), w której trakcie powiedziała do mnie coś takiego: „Wiesz, na przykład my tu w Niemczech mamy bardzo krótką tradycję fotograficznego dokumentu, właściwie dopiero od lat 80., od szkoły Becherów”.

sobota, 15 marca 2014

Festung Sonnenstein

Podczas niedawnego pobytu w Dreźnie (przy okazji otwarcia prezentacji Niewinnego oka w Kraszewski-Haus), wybraliśmy się razem z Louisem Volkmannem do Zwingera. On po raz pierwszy, żeby oglądnąć kolekcję, ja tylko po to, by postać dłużej przed obrazami Bernarda Belotto, który podczas pobytu (lata 1747-1758) na dworze Augusta Sasa III, elektora saskiego i króla Polski, stworzył liczne weduty z widokami Drezna i pobliskiej Pirny. Miałem je okazję oglądać podczas wizyty w Zwingerze wiosną 2006 roku, ale tym razem zwiedzającym muzeum udostępniono jedynie 3 obrazy i tylko z drezdeńskimi motywami (pracownik galerii wyjaśnił nam, że partia płócien jest w konserwacji, a dla reszty nie ma miejsca - chyba trwał tam też remont cześci ekspozycyjnych pomieszczeń). Szkoda, bo bardzo liczyłem, że popatrzę na weduty poświęcone twierdzy Sonnenstein w Pirmie, a szczególnie na to jedno jej przedstawienie, który odstaje typowego "wedutowego" ujęcia i choć malarz wybrał tu też wysoki punkt obserwacyjny do ustawienia swojej camera obscura, to (także za sprawą ukształtowania terenu), mamy to bardzo rozbudowany plan pierwszy ze sporych rozmiarów sylwetkami żołnierzy, pilnujących fortyfikacji (co jest chyba jakimś mocno pre-fotograficznym sposobem podejścia do krajobrazu).

Bernardo Bellotto il Canaletto, Auf der Festung Sonnenstein über Pirna, 1753/1755

Próbowałem znaleźć teraz w sieci jakąś przyzwoitą reprodukcję tego obrazu, ale bezskutecznie... I tak googlując obiekt w różnych wariantach językowych, nagle mnie olśniło, że przecież nazwa zamku przedstawionego na tej pięknej weducie jest mi dobrze znana. Że Festung Sonnestein lub czasem Schloss Sonnenstein to jeden z owianych złą sławą ośrodków Aktion T4, w ramach której w latach 1940-42 wymordowano w III Rzeszy 70.000 osób chorych psychicznie i niedorozwiniętych (w ośrodku w Sonnestein, gdzie była komora gazowa i krematorium do spopielania zwłok - ofiar było 15.000). Więc może stąd kłopot z tymi reprodukcjami? Wcale się nie dziwię...