środa, 30 grudnia 2015

zmierzch na osiedlu rakowiec

Michał Kaczyński

zmierzch na osiedlu rakowiec

ryk samolotu świdruje
uszy tych którzy samolotem
nigdy nie polecą
ci z okęcia i teneryfy
i czterech mężczyzn
wokół samochodu na kanale
w małym szemranym warsztacie
nieprawdziwy lot

jadę rowerem jest chłodno
27 rok czuję zapach tego zmierzchu

na bazarze mężczyzna opowiada sprzedawcy
o nieudanej śmierci swojej żony

00.11.02. warszawa

[Taki wierszyk na koniec roku. Z tomu: Michał Kaczyński Warszawa płonie, Lampa i iskra Boża, Warszawa 2002, str. 43. Rodzima krytyka jakoś niespecjalnie się interesuje tą poezją i myślę, że niesłusznie. No ale, jak się poczyta rozmaite sporządzane przy okazji końcówki 2015 literackie rankingi, to ręce opadają (i nie tylko one...). Można jednak mieć też z tego niezłą bekę i obstawiać, z której uczelni wychodzą większe krytyczne pierdolety. W moim osobistym rankingu naukowcy z Uniwersytetu Ślaskiego w Katowicach i ich koleżanki/koledzy z Uniwersytetu Adama Mickiewicza w Poznaniu idą łeb w łeb ;))]

wtorek, 29 grudnia 2015

Comandante

Grzegorz Wróblewski


Comandante

Czas leczy rany.
Stół nakryty jest
białym obrusem.


LZS

Lojalne.
Zdyscyplinowane.
Społeczeństwo.


Minimalizm

W bólu 
wojny

znalazła drogę 
do nadziei

(W kinach
od piątku)


[wiersze przetłumaczone z duńskiego przez Bogusławę Sochańską pochodzą z tomu: Grzegorz Wróblewski Wanna Hansenów, Wydawnictwo Wojewódzkiej Biblioteki Publicznej i Centrum Animacji Kultury w Poznaniu, Poznań 2013, str. 11, 12, 13]

niedziela, 27 grudnia 2015

2000

Primo Levi

2000

Tysiąc plus tysiąc: meta,
Biała nić wełny, już nie tak daleka,
A może czarna albo czerwona. Któż może to wiedzieć?
Wiedzieć to nieszczęście. Nie jest dana próba
Pytania Babilonii o liczby.

11 stycznia 1982

[wiersz w przekładzie Jarosława Mikołajewskiego z tomu: Primo Levi Ocalały. Wybór wierszy/Il superstite. Poesie scelte, Wydawnictwo Austeria, Kraków-Budapeszt 2014, str. 44]

czwartek, 24 grudnia 2015

KOMUNIKAT ŚWIĄTECZNY

z pewnego portalu, którego rozszerzona nazwa zawiera prefiks po-. 


Nie mam pojęcia czy rodzimi antropolodzy kultury zajmują się analizą takich palimpsestów, które częściowo z automatu (choć jest to przecież przez kogoś programowane) powstają na stronach w sieci? Jeżeli nie, to powinni. Bardzo to zresztą przypomina ojczysty krajobraz, chaotyczny i pełen sprzecznych komunikatów (i nie tylko wszechobecny w nim outdoor mi tu idzie), a przecież "portal po...ny" jest polski aż do bólu (a nawet bulu...). Przy okazji, zdjęcie będące zapowiedzią skróconego kursu filetowania "świątecznej rybki", jakoś dziwnie i niepokojąco przypomina jeden z kibicowskich murali z poprzedniego wpisu (fotografia w środku lewej kolumny). WSZYSTKIEGO NAJLEPSZEGO! 

środa, 23 grudnia 2015

ŚWIĘTA WOJNA w kolekcji Zachęty Sztuki Współczesnej w Szczecinie

Od wczoraj. Bardzo się z tego faktu cieszę.


Kolejno od lewej do prawej, z góry na dół (wszystkie zdjęcia w rozmiarach 43x100cm - wydruk archiwalny atramentami pigmentowymi na papierze bawełnianym Hahnemühle Photo Rag 308):

Chorzów (Chorzów II, ''Cwajka''), ul. Pudlerska, 04.12.2009. 
Katowice (Giszowiec), ul. Wojciecha, 14.10.2013. 
Katowice (Szopienice), ul. Józefy Kantorówny, 15.05.2012. 
Kraków (Bieńczyce), ul. Xawerego Dunikowskiego, 12.11.2009.
Kraków (Podgórze - Stary Płaszów), ul. Płaszowska, 12.10.2013. 
Kraków (Prądnik Czerwony - Olsza II), ul. Stanisława ze Skalbmierza, 24.02.2010. 
Łódź (Bałuty-Teofilów), ul. Rojna, 19.01.2014.
Łódź (Polesie-Koziny), ul. Wapienna, 07.03.2014. 
Łódź (Polesie-Stare Polesie), ul. Romualda Mielczarskiego, 24.03.2014. 
Zabrze (Rokitnica), ul. Młodzieżowa, 15.01.2013. 

wtorek, 22 grudnia 2015

MOC TRUCHLEJE...

Zapuszczam wczoraj żurawia na bloga Łukasza Knitera i znajduję takie zdjęcie!

Łukasz Kniter, z cyklu Sacrum

Jego projekt Sacrum kapitalnie się rozwija. Przesiadka na średnioformatową kamerę Silvestri, która daje możliwość shiftowania, była jak widać słuszną decyzją. Widać też jednak, że autor tego cyklu nie nadużywa możliwości przesuwania osi optycznej i podobnie jak wcześniej - przy użyciu Mamiyi 7 - ustawiając kadr, rozgrywa kompozycję znaczącym pierwszym planem. Brawo!

poniedziałek, 21 grudnia 2015

GÓWNO - JA CIĘ NIE LUBIĘ [OFICJALNE WIDEO]

Rzeczony utwór zespół Gówno zadedykował wczoraj na popularnym portalu społecznościowym Pawłowi Kukizowi. Myślę, że całkiem akuratnie i niekoniecznie w odniesieniu do najświeższych wyczynów pana posła....

niedziela, 20 grudnia 2015

Maciej Rawluk "BAŁUTY, PALIMPSEST"


Zawartość tego albumu wystaje z przykrótkiej okładki (podobno autor musiał mocno przekonywać ludzi w drukarni, że nie jest to błąd popełniony przy składaniu materiału). Taka koncepcja layoutu idealnie pasuje do tego, co oglądamy na stronach tej książki. Maciej Rawluk sfotografował łódzką dzielnicę Bałuty, ale tylko tę jej część, gdzie w latach 1940-1944 funkcjonowało utworzone przez Niemców getto. W odróżnieniu od getta warszawskiego (to łódzkie było drugim po pod względem wielkości obszaru i ilości Żydów zamkniętych za murem i kolczastym drutem), wydzielony teren Litzmannstadt funkcjonował przede wszystkim jako olbrzymi obóz pracy przymusowej. Przedwojenne Bałuty były dzielnicą ubogą i dość zaniedbaną, charakteryzującą się chaotyczną zabudową. Po zakończeniu wojny opracowano koncepcje urbanistycznej rewitalizacji tego terenu wedle wytycznych architektury socrealistycznej, ale jak ma to miejsce w przypadku większości projektów „miast idealnych”, nie zostały one w całości zrealizowane. Tak więc, chodząc po współczesnych Bałutach raz po raz natrafiamy na przedwojenne ostańce, socrealistyczne blokhausy w pałacowym stylu, bunkrowce z wielkiej płyty (technologię tę zaimportowano w czasach PRL-u z Francji i Danii via ZSRR) oraz grodzone apartamentowce (tych ostatnich spotkamy najmniej). 

Nic tutaj do siebie nie pasuje, jedno bezczelnie nakłada się na drugie, a tzw. mała architektura jest odzwierciedleniem tej znacznie większej. Realizując swój topograficzny zapis Maciej Rawluk nie unikał motywów przeciętnych i miejsc pozbawionych właściwości. Wręcz nawet przeciwnie, celował w takie sytuacje, starając się jednak przedstawić je w możliwie atrakcyjny sposób. Książkę ogląda się więc z uwagą. ale też z dużą frajdą (bałucki banalizm w większości kadrów Rawluka syci oczy widza), jednak nie należy przy tym zapomnieć, że odbywamy wizualną podróż po terenie zbrodni. Od 5 do 14 września 1942 roku w łódzkim getcie miała miejsce akcja tzw. Wielkiej Szpery (od od niemieckich słów Allgemeine Gehsperre - całkowity zakaz opuszczania domów), w ramach której do obozu zagłady w Chełmnie nad Nerem wywieziono 15681 osób, głównie dzieci poniżej 10 roku życia, a także chorych, starców i zniedołężniałych. Na wielu kadrach albumu BałutyPalimpsest Macieja Rawluka dostrzec możemy sylwetki najmniejszych mieszkańców łódzkiej dzielnicy i nie jest to wcale przypadek, ponieważ swój dokumentalny zapis z Bałut autor poświęca ofiarom Wielkiej Szpery.





W książce Bałuty Palimpsest znajdziemy 103 kolorowe zdjęcia oraz teksty: Maciej Rawluka, Bogusława Bujały, Tomasza Steglińskiego, Aleksandry Sumarok i niżej podpisanego. Do niniejszego posta wybrałem akurat trzy rozkładówki, ale nie tylko w taki sposób fotografie są w tym albumie zamieszczane (gros z nich pojawia się na sąsiadujących stronach w pionie lub poziomie). Bałuty Palimpsest Macieja Rawluka to najciekawszy album o Łodzi z jakim miałem do czynienia, więc zdecydowanie i z prawdziwą przyjemnością go czytelnikom hiperrealizmu polecam!

sobota, 19 grudnia 2015

TROCHĘ STATYSTYKI: "808,2" Waldemara Śliwczyńskiego RULEZ!

Miesięczne zestawienie najpopularniejszych postów na hipereealizmie. "808,2" Waldemara Śliwczyńskiego rządzi! I nie ma w tym nic dziwnego, bo to świetna publikacja!

No dobra, wpis jest, a teraz na demostrację Komietu Obrony Demokracji przewciwko PiSokracji na Rynku Głównym w Krakowie!

---------------------------------------------------------------
Aktualizacja: 14:57



Na Rynku było dużo ludzi. Widać wyraźnie, że spora grupa obywateli tego kraju nie chce rządów autorytarnych w wydaniu pisowskiej katoendecji. Przy wspólnym śpiewaniu hymnu Unii Europejskiej nawet łza mi się w oku zakręciła, chociaż czwarta część IX Symfonii nie należy akurat do moich ulubionych kawałków Ludwiga van Beethovena...




środa, 16 grudnia 2015

Hańba!




Narutowicz

sł. Mateusz Nowicki

Smutno biją wszystkie dzwony,
każdy ksiądz grzmi ze swej ambony,
gazety wieszczą ludowi -
zmarł Prezydent Narutowicz!

Teraz wstydź się za swe słowa,
niech sumienie cię zachowa!
Może Bóg tobie wybaczy,
żeś historii bieg wypaczył!

Mordercą jego jest nienawiść
jaką go ten naród darzył,
upust znalazła w postaci szaleńca -
jego krew na waszych rękach!

Eligiuszu Niewiadomski -
jesteś zdrajcą całej Polski!
Spójrz na ciało prezydenta
jego krew na twoich rękach!

wtorek, 15 grudnia 2015

Coś niezwykle miłego i pozytywnego

W tym zalewie g*wna, które wypływa ostatnio z mediów elektronicznych (wiem, wiem, mogę nie czytać, mogę nie oglądać...), trafiłem na coś niezwykle miłego i pozytywnego. Ktoś ze znajomych na facebooku polubił zdjęcie udostępnione przez portal photoplay.ru i w ten sposób moim oczom ukazały się fotografie Bruce'a Davidsona, jakie wykonał w Walii w 1965 roku. Myślę, że tego autora nikomu przedstawiać nie trzeba, zapewne wielu odwiedzających hiperrealizm zna cykl i album East 100th Street (nie kupiłem mimo przeceny w LangerBlumqvist) czy też serię New York City Subway (widziałem swego czasu w CO Berlin, świetne zdjęcia!). Fotografie Davidsona zrobione w Walii to żaden cykl właściwie i chyba nigdy tak nie były pokazywane (?). Można je zobaczyć na stronie autora na portalu Magnum Photos i tam pojawiają się w zupełnie przypadkowej konfiguracji, w wersji mono i kolorowej. No właśnie, przyzwyczajeni do czarno-białej fotografii Davidsona z lat sześćdziesiątych możemy być mile zaskoczeni nie tylko jego biegłością w posługiwaniu się kolorem, ale też idealnym trafianiem w zupełnie banalne sytuacje z życia tamtejszych górników, wreszcie nieśpiesznym działaniem, co idealnie pasuje zresztą do walijskich topograficznych realiów. Fotografia z przymiotnikiem humanistyczna kojarzona jest zwykle z monochromatycznymi obrazami (mniej więcej dekadę temu przez rodzimy fotoreportaż przeszła fala projektów, których autorzy w nawiązaniu do "tradycji humanistycznych", ściągali kolor z cyfrowego zapisu), tymczasem barwne zdjęcia wykonane przez Bruce'a Davidsona w Walii w 1965 roku pokazują, że akurat niekoniecznie to ten parametr decyduje o ew. humanizmie fotograficznego zapisu...

Bruce Davidson, Walia, 1965

Bruce Davidson, Walia, 1965

Bruce Davidson, Walia, 1965

Bruce Davidson, Walia, 1965

Bruce Davidson, Walia, 1965

Bruce Davidson, Walia, 1965

Bruce Davidson, Walia, 1965

Bruce Davidson, Walia, 1965

niedziela, 13 grudnia 2015

POLPSTRYK

Michał Kaczyński

polpstryk

polacy nie potrafią zmywać naczyń
ale prawdziwych polaków już nie ma
prawdziwi polacy zginęli w katyniu
lub wyjechali do izraela
ew. na kresy wschodnie, ziemie odzyskane
do chicago i zagłebia ruhry

prawdziwych polaków wymordowali tatarzy w XII wieku

być może wikingowie

01.02.27 warszawa

[wiersz przepisałem z tomu: Michał Kaczyński Warszawa płonie, Lampa i Iskra Boża, Warszawa 2002, str. 40. Poniżej skan okładki, na której (strona I) znajduje się obraz Marcina Maciejowskiego]



sobota, 12 grudnia 2015

Chmielnik

Dariusz Pado

Chmielnik

wiem po co ją noszę pod niebem i nad ziemią
w miasteczku polskim odnowiona biała synagoga
grupka gówniarzy komentuje (moją) południowa urodę:
pierdolony obrzezany Rumcajs patrzcie fotografuje swoje
swoje odbiera odbija echem Pan przed sklepem
młoda sklepowa nie odpowiada na dowidzenia
pod niebem i nad ziemią wiem po co ją noszę
małą złotą gwiazdę z zielonym kamykiem


--------------------------------------------------
Wiersz wydrukowany w najnowszej Gazecie Świątecznej. Od siebie dodaję trzy fotografie synagogi w Chmielniku. Czarno-białe zdjęcie z roku 2006 pochodzi ze wstępnego okresu pracy nad cyklem Niewinne oko nie istnieje, kiedy myślałem o realizacji tego projektu w technice monochromatycznej. Druga, kolorowa już fotografia z 2008 znalazła się w albumie. Trzeci kadr zrobiony latem 2015 niemal z takiej samej perspektywy można oglądać (podobnie zresztą, jak dwa poprzednie) na wystawie Wojciech Wilczyk: (nie)widzialne/(in)visible w Muzeum Historii Żydów Polskich "Polin" w Warszawie (do 4 stycznia 2016) oraz w katalogu wydanym przy okazji tej ekspozycji. Wieloletni burmistrz Chmielnika - Jarosław Zatorski, który doprowadził do remontu budynku dawnej synagogi, w samorządowych wyborach w 2014 zrezygnował ze starań o reelekcję ze względu na napastliwą kampanię kontrkandydata z PiS (jak się nietrudno domyślić, jedną z eksponowanych "spornych" kwestii było wydawanie pieniędzy na rewitalizację posynagogalnego obiektu...).


[16.09.2006]

[16.03.2008]

[02.08.2015]

piątek, 11 grudnia 2015

Będziemy śledzić postępy ciemności...


Zmiany, zmiany, zmiany i zmiany...

Chociaż zdaję sobie sprawę, że pisanie o modernizacji parku maszynowego, w momencie, kiedy katoendecka prawica w sojuszu z grupą jawnych neonazioli pod przewodnictwem marnego piosenkarza realizuje na naszych oczach scenariusz pełzającego zamachu stanu, jest cokolwiek niestosowne...

Przypomniał mi się wiersz Brechta, który w tomie Ten cały Brecht (Biuro Literackie, Wrocław 2012) kończy set przekładów Piotra Sommera.

Bertholt Brecht

[I zawsze myślałem]

I zawsze myślałem, że najprostsze słowa
Powinny wystarczyć. Kiedy mówię, jak jest
Każdemu musi po prostu pęknąć serce.
Że pójdziesz na dno, jeśli nie będziesz się bronić
To chyba jasne.

[str. 164]

I może jeszcze ten dorzucę, także w temacie...

Wojna straciła dobre imię

Jak słyszę, ludzie z lepszych kręgów powiadają
Że z moralnego punktu widzenia druga wojna światowa
Nie zbliża się nawet do standardów pierwszej. Wermacht
Boleje jakoby nad metodami, które pozwoliły SS
Wytępić pewne nacje. Przemysłowcy z Zagłębia Ruhry
Podobno żałują, że doszło do krwawych polowań
Dzięki którym ich kopalnie i fabryki wypełniły się niewolnikami. Inteligencja
Potępia jak słyszę, popyt na niewolników w przemyśle
A także podłe ich traktowanie. Nawet biskupi
Odcinają się od tego sposobu prowadzenia wojny. Słowem
Dominuje uczucie, że naziści niestety wyświadczyli wszystkim
Niedźwiedzią przysługę i że wojna
Sama w sobie naturalna i niezbędna, z racji
Przekraczającego wszelką miarę i wręcz nieludzkiego
Sposobu, w jaki tym razem ją prowadzono,
Skompromitowała się na dłużej.

[str. 155]

środa, 9 grudnia 2015

Z(a)miany. Sztuki wizualne i żydowska (nie)obecność

Zapraszam Serdecznie!


A także do oglądnięcia/wysłuchania Pawła Szypulskiego, który na spotkaniu atorskim podczas Warszawskich Targów Książki Artystycznej mówił też o albumie Niewinne oko nie istnieje.

wtorek, 8 grudnia 2015

Najmniejsza elegia

Antoni Pawlak

Najmniejsza elegia

mieliśmy po czternaście lat gdy
pod wpływem filmu i kilku piosenek
założyliśmy zespół o nazwie The Beatles
było nas trzech i często
szukaliśmy nowego perkusisty
kiedy nikogo nie było w domu
puszczaliśmy pocztówki dźwiękowe
na adapterze Bambino ustawialiśmy się
w kącie pokoju i wtedy byliśmy
naprawdę Beatlesami

dziś Paul McCartney jest tokarzem
George Harrison ginekologiem
nasz ostatni Ringo Starr
oficerem Służby Bezpieczeństwa
a ja stoję przed tobą wychylam
kolejna setkę – najmniejsza elegię
własnej śmierci – w jakimś sensie
wciąż nazywam się John Lennon
i umieram w drodze do szpitala
z siedmioma kulami w piersi


--------------------------------------
Rocznicowo (ale godzinowo niedokładnie, bo Mark Chapman strzelał do Johna Lennona pod Dakota House o 22:49). Wiersz z tomu: Antoni Pawlak ***, Wydawnictwo "Pomorze", Bydgoszcz 1984. Chciałem wkleić tutaj skan z tej książeczki, ale akurat nie mogłem jej dzisiaj znaleźć... Tekst poznałem w roku 1981, czyli musiał być gdzieś opublikowany, ale nie pamiętam już w jakim tytule? Być może w tygodniku Student, który współredagował wtedy chyba (?) Ryszard Krynicki.

poniedziałek, 7 grudnia 2015

Opoczno revisited

Opoczno, synagoga, 06.12.2015

Zdjęcie z wczorajszej trasy. Kiedyś fotografia tego obiektu - ta która znalazła się w książce Niewinne oko nie istnieje - gościła na hiperrealizmie (przy okazji anonsu artykułu w magazynie The Big Picture). Jak widać, w ciągu ośmiu lat wygląd miejsca na rzeczką Węglanką uległ pewnym zmianom... Ale czy na lepsze?

sobota, 5 grudnia 2015

Święto

Ilona Witkowska

święto

patrzymy na maszynę do robienia waty cukrowej.
nie wiadomo, co zrobić z drugą ręką. ucieczka nie istnieje.

pan od waty zaciął się w palec,
a dzieci myślą, że jest malinowa.


[wiersz z tomu: Ilona Witkowska Splendida Realta, Wydawnictwo Wojewódzkiej Biblioteki Publicznej i Centrum Animacji Kultury w Poznaniu, Poznań 2012, str.15]

piątek, 4 grudnia 2015

Sól w nasze rany

Rafał Wojaczek

[Sól w nasze rany]

Sól w nasze rany, cały wagon soli
By nie powiedział kto, że go nie boli

Piach w nasze oczy, cały Synaj piasku
By nie powiedział kto, że widzi jasno

Głód w nasze trzewia, suche kromki głodu
By nie powiedział kto, że nie wie co głód

But w nasze krocza, kopniaków choć tysiąc
By nie powiedział kto, że spłodziłby co

Knut w nasze głowy, sto pałek umyślnych
By nie powiedział kto, że sobie myśli

Strach w nasze serca, tyle grozy gęstej
By nie powiedział kto, że nie zna lęku

I salwę w płuca czy też sznur na szyję
By nie powiedział kto, że jeszcze żyje


--------------------------------------------------
Wiersz przepisałem z tomu: Rafał Wojaczek Wiersze i proza, 1964-1971, Biuro Literackie, Wrocław 2014, str. 287. 
Pamiętam, że po raz pierwszy tekst ten zobaczyłem w jakimś samizdatowym periodyku kulturalnym, chyba w 1981 roku z adnotacją, że utwór zatrzymała peerelowska cenzura. Jakich aż tak niebezpiecznych dla ustroju konkretów dopatrzyli się w tym tekście cenzorzy, nie mam pojęcia, ale ostatnie wydarzenia towarzyszące pierwszym tygodniom urzędowania nowego szefa Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego, pokazują że cenzura (cenzorskie zapędy) to także... stan umysłu. Z drugiej strony widać też, że sztuka ze sporym poślizgiem reaguje na sprawy dotyczące np. ograniczenia swobody wypowiedzi. Owszem organizowane są protesty, facebook pełen jest złośliwych czy ironicznych memów z wizerunkiem rzeczonego profesora IFIS-u, ale na tej płaszczyźnie i tak przegrywamy w cuglach z internetowymi portalami informacyjnymi skrajnej prawicy (słusznie określanych jako szczujnie lub szczekaczki), których artykuły odnotowują po kilkadziesiąt tysięcy wejść dziennie, zaś lektura komentarzy czytelników teleportuje nas w czasy wystawy Entartete Kunst. Ktoś powie oczywiście, że można nie czytać tego g*wna... Jasne, można nie czytać, ale to nie jest żadne rozwiązanie.

czwartek, 3 grudnia 2015

Tymczasem na ul. Górczewskiej w Warszawie...

...znalazłem dzisiaj taki ansons. Czy może raczej wyraz zdecydowanego sprzeciwu. Który idealnie współgra z precesem katolicyzacji życia publiczego w naszym kraju. Bo islamizacji w Polsce ni ch*ja nie widać... 

Warszawa, ul. Górczewska, 03.12.2015

wtorek, 1 grudnia 2015

Wraki...

...tak sobie złośliwie pomyślałem, gdy mijałem dzisiaj widoczne poniżej miejsce. Ale to wszystko in spe.
Zresztą nie w celu sfotografowania tej zdezelowanej Mazdy 323 oraz bilbordu, który stoi za nią, wybrałem się dzisiaj do Tarnowa.
Zapowiadana na tej wyborczej reklamie zmiana właśnie się realizuje.
Np. na murze przy ul. Szpitalnej...



poniedziałek, 30 listopada 2015

Pozdrowienia z Auschwitz

Zawartość książki Pozdrowienia z Auschwitz jest wstrząsająca! Tworząc to wydawnictwo Paweł Szypulski dokonał prostego zabiegu. Z kolekcjonowanych pocztówek z wizerunkami Muzeum w Oświęcimiu sporządził album, w którym zreprodukowane zostały zarówno ich awersy i rewersy. Łatwo się można domyślić, że treść korespondencji często pozostaje tutaj w kontrapunkcie czy dysonansie do tego, co widać na drugiej stronie kartki pocztowej (np. „Transport gorących pozdrowień z Oświęcimia z szumem letniego wiatru zasyła siostra Cześka”). Jednak oprócz współczesnych, powojennych zdjęć z terenu Auschwitz I i Auschwitz II (także wnętrza komory gazowej w kolorze), mamy tu też fotografie wykonane w czasie, gdy fabryka śmierci funkcjonowała na pełnych obrotach. Tak więc do produkcji pocztówek wykorzystano np. zdjęcia przedstawiające krematoria (właściwie były to kompleksy naziemno-podziemne, mieszczące rozbieralnie, komory gazowe i sale pieców do spopielania zwłok zagazowanych ludzi) używane do mordowania Żydów, których przywożono tu z różnych stron Europy.

Proceder wytwarzania muzealnych pamiątek w postaci m.in. kart pocztowych jest zjawiskiem powszechnym i zrozumiałym. Jednak w przypadku miejsca takiego jak Oświęcim, gdzie w obozie Auchwitz II (Brzezinka) znajdowały się najbardziej efektywnie działające instalacje Zagłady, pamiątkowe przedmioty powinny być produkowane z dużym wyczuciem. Może nawet warto byłoby zrezygnować z ich wytwarzania? Bo jak zareagować na pocztówkę, która kończy album Pawła Szypulskiego, a widać na niej wg. opisu na rewersie „Palenie ciał na stosach” … Reprodukowane tutaj zdjęcie zostało wykonane przemyconym aparatem w połowie 1944 roku dzięki akcji członków Sonderkommando, w czasie gdy do Birkenau przyjeżdżały transporty Żydów węgierskich, a krematoria nie nadążały ze spalaniem ciał (w przeciągu 3 miesięcy zagazowano 325-330 tys. osób). Autorem zarejestrowanych wówczas 4 kadrów (aparat fotograficzny z częściowo naświetlonym filmem znaleziono prawdopodobnie w bagażach ludzi z transportu) był grecki Żyd o imieniu Alex i o niezidentyfikowanym nazwisku, który nie przeżył Auschwitz.

Przemycona na zewnątrz przez obozową organizację podziemną klisza, dotarła we wrześniu 1944 roku do Ruchu Oporu w Krakowie. Rok później w tygodniku Przekrój (nr 14 z 15 lipca 1945) w artykule zatytułowanym Aktion Höss, który poświęcony był eksterminacji Żydów węgierskich, reprodukowano 2 zdjęcia z tego zestawu - w tym właśnie omawianą fotografię. Jak można wnioskować z nadruku na rewersie, pocztówka została wyprodukowana w listopadzie 1952 roku w nakładzie 32 tys. sztuk, czyli całkiem sporym (dla porównania edycja świetnego albumu Pawła Szypulskiego, o którym tu teraz mówimy, to… 300 egzemplarzy), jednak w przeciwieństwie do publikacji Przekroju, narodowość mordowanych osób nie została określona.


Powyższy wpis i album Pozdrowienia z Auschwitz dedykuję wszystkim uczniom, gimnazjalistom, licealistom, studentom, magistrom, doktorom (również habilitowanym) oraz profesorom licznych w naszym kraju Wydziałów Skurwysynistyki Stosowanej, którzy na rozmaitych forach internetowych (zwykle anonimowo) piszą, że „mamy już w Oświęcimiu-Brzezince gotowy ośrodek do przyjęcia imigrantów w Polsce”, „że wystarczy wyremontować komory gazowe i kreamtoria”, etc.

piątek, 27 listopada 2015

Wiersz Wiktora Woroszylskiego z wyraźną dedykacją

No właśnie, a ta dedykacja to dla kogo? Chyba dla nas samych...

Wiktor Woroszylski

Państwa faszystowskie

Niedługo po wojnie 1914–1918 w Europie powstały pierwsze
państwa faszystowskie W tych państwach
słońce wschodziło i zachodziło o normalnej porze opromieniając
dachy domostw i wzgórz zieloną spadzistość W oborach
łagodnie ryczało bydło Matki o świcie
budziły dzieci całując je w czoło Ojcowie wracając z pracy
ze znużeniem radosnym w kościach wdychali
dym domowego ogniska zaś po obiedzie
zasypiali w fotelu bądź też majsterkowali wytrwale bądź też
muzykowali z zapałem Dzieci
bawiły się w klipę w klasy i w chowanego Małym
dziewczynkom rosły piersi i dziewczynki z dnia na dzień
zamieniały się w duże dziewczyny wypełnione szeptem
szmerem jak drzewa w lesie chichotem nagłym na którego
dźwięk chłopcom zasychało w gardle W letnie wieczory
na firankach podświetlonych od wewnątrz schodziły się cienie
rozchodziły i znów schodziły miłośnie Zaś zimą
kochankowie łowili ustami parę z ust w ośnieżonych ogrodach I jeszcze
można wspomnieć o kotach wyginających się w kabłąk o wróblach
wzlatujących nad jezdnią o staruszkach na przyzbie o kwiatach
ciętych i doniczkowych o pielęgniarkach
podających chorym termometr o ludziach z miotłą
zamiatających ulice O drewnie
rozsychającym się bruździe w polu wilgotnej wietrze w zaroślach I jeszcze można
wiele wymienić zjawisk świadczących że

Albowiem nie było znaków na niebie komet żałobnych
wody w krew zamienionej krzaków płonących albowiem
życie biegło zwyczajnie więc naprawdę w państwach tych wielu było
ludzi zwyczajnych i ludzi dobrych i takich którzy
nie wiedzieli o niczym i którym
nie przychodziło na myśl i którzy
nie czuli się współwinowajcami i którzy
nie mieli z tym nic wspólnego i którzy nawet
nie czytali gazet lub też czytali niedbale zajęci
myślami o tym że trzeba naprawić
przeciekający dach oddać
buty do szewca oświadczyć się wypić
kufel piwa wymieszać farby zapalić świeczkę i którzy
naprawdę nie dostrzegali strachu w oczach sąsiada nie
słyszeli drżenia w głosie pytającego o drogę nie
dostrzegali różnicy nie słyszeli
głosu w sobie albo skoro
domyślali się czegoś nie mogli nic zrobić i pocieszali się
mówiąc My przynajmniej
nie robimy nic złego żyjemy jak żyliśmy zawsze Co było prawdą

A jednak były to
państwa faszystowskie


[wiersz Wiktora Woroszylskiego powstał w późnych latach sześćdziesiątych, a przypomniał go wczoraj na facebooku Antoni Pawlak]

czwartek, 26 listopada 2015

"Bałuty - palimpsest" Macieja Rawluka już jest!

Własnego egzemplarza jeszcze nie mam, więc przeklejam zdjęcia z bloga autora.




Bardzo się ciszę, że ten dokumentalny zapis biorący za temat łódzkie Bałuty, a konkretnie teren getta, które tam funkcjonowało od kwietnia 1940 do sierpnia 1944, ukazał się w formie albumu!
Mam w tym przedsięwzięciu swój mały udział, ponieważ jestem autorem jednego z czterech tekstów zamieszczonych w książce.

Więcej o albumie Bałuty - palimpsest Macieja Rawluka już wkrótce, gdy publikacja trafi do moich rąk.

środa, 25 listopada 2015

BEZ KOZYRY POWIEM PIŃCET

TYSIĘCY!

Pół bańki pękło wczoraj w okolicach 19:26.

Może pora na małe podsumowanie przy okazji tego jubileuszu.
W ciągu tych sześciu lat (rocznica aktywowania hiperrealizmu minie za 8 dni) na blogu pojawiło się 1519 wpisów i 4912 komentarzy.
Najpopularniejsze posty to:
Babi Jar - 1451 odsłon.
Smacznego... - 1140 odsłon.

Podobno blogi wyszły już z mody... Mnie samego też nachodzą wątpliwości czy to dalej ciągnąć? Szczególnie jak obserwuję dawno nieodświeżane strony różnych znajomych... Mogłoby się wydawać, że jest to fajna platforma do pozasystemowej komunikacji, a tymczasem mało komu chce się komunikować... 

Oczywiście wśród komentatorów zdarzają się trolle i hejterzy, ale w miarę skutecznie udaje mi się tych najbardziej fikających zniechęcać. 

wtorek, 24 listopada 2015

Topografia Warty - "808,2 km" Waldemara Śliwczyńskiego

Album 808,2 km Waldemara Śliwczyńskiego (właściwie są to dwie książeczki, ale o tym za chwilę) nie jest zbyt duży. Publikacja ma rozmiary 20,5x15,5cm zaś zamieszczone w środku zdjęcia 17,5x12,5cm. Wszystkie fotografie zostały wykonane z zastosowaniem obiektywu 210mm, który podpięty był do drewnianej kamery wielkoformatowej Wisnera o wielkości kadru 5x7”, więc reprodukowane w albumie zdjęcia pojawiają się tam w skali 1:1 względem rozmiaru negatywu. Skąd tak dokładne informacje? Jak już wspomniałem, rzeczone wydawnictwo składa się z dwóch części, pierwsza to klasyczny album zawierający czarnobiałe zdjęcia, druga to rodzaj dziennika pracy nad projektem, a czasem gawędy, podczas której Waldemar Śliwczyński opowiada o swoich doświadczeniach z techniką analogową (biorąc pod uwagę obecną dominację technologii cyfrowej w fotografii, diariusz ten zaciekawi z pewnością sporą grupę czytelników).

Tematem projektu 808,2 km jest rzeka Warta, zaś inspiracją do jego podjęcia – jak otwarcie wyznaje sam Śliwczyński – był kontakt z albumem ODRA_RHEIN_ODER_REN André Köhlera. Bardzo dobra i ciekawa książka Köhlera, będąca fotograficzną monografią Odry i Renu przeszła u nas właściwie bez echa, chociaż zdjęcia były prezentowane w 2011 roku we wrocławskiej Galerii Entropia. O istnieniu tego wydawnictwa dowiedziałem się z bloga Mateusza Palki, więc niezwłocznie ściągnąłem tę publikację (oczywiście przepłacając, bo za niespełna rok zobaczyłem ją w berlińskiej księgarni z soldami Langer Blomqvist za jedyne 9,99 €). Wędrując wzdłuż Odry i Renu z wielkoformatową kamerą 8x10”, André Köhler celował w motywy o dużym potencjale wizualnej atrakcyjności. W przypadku obszarów nad pierwszą z wymienionych rzek, które przed 1945 rokiem nie znajdowały się w granicach państwa polskiego, Köhler wybierał lokalizacje ewidentnie związane z niemiecką przeszłością tych terenów, jednak bez resentymentów czy nostalgizowania, ewidentnie nawiązując do wizualnych tradycji Neue Sachlichkeit. Podobnie jak w przypadku 808,2 km Śliwczyńskiego, fotografie reprodukowane w albumie ODRA_RHEIN_ODER_REN mają π razy oko rozmiary użytych negatywów.

Pracując nad monografią Warty Waldemar Śliwczyński nie skopiował metody działania André Köhlera. Owszem inspiracją był sam pomysł podążania wzdłuż biegu rzeki i robienia zdjęć, natomiast zarejestrowany przez mieszkającego we Wrześni autora materiał jest zupełnie inny. Śliwczyński zawsze podkreśla, że kontakt z zdjęciami Bogdana Konopki, Andrzeja Jerzego Lecha czy fotografów kojarzonych ze szkołą jeleniogórską, był dla niego ważnym doświadczeniem kształtującym własny sposób fotografowania. I faktycznie jego wczesne prace noszą znamię wymienionych wcześniej autorów, jednak już w przypadku Topografiiciszy dochodzi do wyraźnej transgresji względem kadrów w czarnej negatywowej ramce, reprodukowanych wyłącznie w postaci stykowych kopi. Topograficzny zapis Śliwczyńskiego poświęcony budynkom dawnych rezydencji ziemiańskich w Wielkopolsce, to w przemyślany sposób sporządzona monografia zjawiska, które zaprezentowano z dbałością atrakcyjność wizualną kadrów, jednak to nie kwestia ich estetyki jest tutaj istotna, lecz zarejestrowany proces spoleczno-historyczny.

Przystępując do fotografowania Warty Waldemar Śliwczyński myślał początkowo o tworzeniu panoram, które byłyby elektronicznie zmontowane z zarejestrowanych w czysto analogowy sposób kadrów. Oczywiście można by użyć średnioformatowej kamery panoramicznej, np. Linhofa Technoramy 617, Fuji G617 czy chińskiego Fotomana 617, ale aparaty te są absurdalnie drogie, a i też uzyskiwane dzięki nim obrazy nie bardzo dają się powiększać do dużych rozmiarów. Pierwsze próby składania panoram pokazały jednak, że elementy na krawędziach kadru nie schodzą się idealnie. Po kilku mało owocnych próbach stowrzenia takich składanek (Śliwczyński opisywał te zmagania na swoim blogu), autor 808,2 km wybrał metodę najprostszą i zarazem najbardziej skuteczną. Polegała ona po prostu na wykonywaniu dwóch lub trzech ujęć, z każdorazowym obrotem kamery na statywie o ten sam kąt. Zarejestrowane w ten sposób kadry prezentowane są obok siebie w ciągu odzwierciedlającym układ krajobrazu (podobny sposób działania znajdziemy np. w cyklu Discarded Landscape Jeffa Brouwsa).

Takich panoramicznych ujęć składających się z dwóch lub trzech kadrów jest w albumie Waldemara Śliwczyńskiego aż czterdzieści pięć. Ogląda się je świetnie, mimo że w omawianej monografii rzeki Warty brakuje raczej motywów o jakimś spektakularnym wyglądzie. Można by wręcz powiedzieć, że Śliwczyński z premedytacją wybiera lokalizacje dość przeciętne (oczywiście sam charakter nadrzecznych pejzaży znad Warty daje takie możliwości), a w przypadku większych miast unika wizualnych przejawów wielkomiejskości. Konsekwentny banalizm tego zapisu  przywiódł mi na myśl panoramiczne zdjęcia Ivana Lutterera, który w drugiej połowie lat osiemdziesiątych ubiegłego wieku fotografował realia Czechosłowacji, używając archaicznej kamery panoramicznej typu swing lens Kodaka. Lutterer realizując w latach 1985-89 swój zapis, który miał być wedle słów autora obrazować „czeskie tao”, postępował znowuż podobnie jak fotografowie pokazani w 1975 roku na słynnej wystawie New Topographics: Photographs of a Man-Altered Landscape.

Wspomniana ekspozycja z George Eastman House w Rochester, kuratorowana przez Williama Jenkinsa, była właściwie rodzajem eksperymentu o cechach prowokacji. Eksponowane na wystawie prace o stylistyce zredukowanej do maksymalnego weryzmu, prezentowały takie przejawy amerykańskiego krajobrazu, w przypadku których z powodzeniem można by mówić – pożyczając od Marca Augé ten termin – o „nie-miejscach”. Wystawa nowych topografów wywarła duży wpływ na amerykańskich (i nie tylko) fotografów, podejmujących tematykę krajobrazową. Trwająca do tej pory żywa recepcja ekspozycji z George Eastman House sprawiała, że znacznemu rozszerzeniu uległ zestaw rejestrowanych motwów i lokalizacji, których w przeciwieństwie do wcześniejszej galeryjnej fotografii pejzażowej, nie poddaje się estetyzującym zabiegom (a jeżeli już to w mocno zredukowanym wymiarze).

Sporządzenie monograficznej rejestracji, której tematem byłaby rzeka, obserwowana od źródeł aż do ujścia, to temat w miarę regularnie (choć znowu nie aż tak często) podejmowany w fotografii. Na gruncie polskim jednak takich przedsięwzięć brak, jeżeli wyłączymy wydawane w czasach PRL-u propagandowe albumy utrzymane w womitalnej stylistyce „fotografii ojczystej”. Przedsięwzięcie Waldemara Śliwczyńskiego można więc uznać za prekursorskie, ale także - czy może przede wszystkim – dzięki  konsekwentnie zastosowanym metodom rejestracji o topograficznych właściwościach. Wędrując wzdłuż Warty i fotografując nadrzeczne krajobrazy Waldemar Śliwczyński sporządził niezwykły katalog… banalnych miejsc. Jego surowy, werystyczny zapis wciąga jednak czytelnika do oglądania albumu 808,2 km już od pierwszej składanej panoramy. Nie ma w tym nic dziwnego, ponieważ kadry Śliwczyńskiego, mimo że prezentują często tzw. miejsca bez właściwości, skonstruowane są w przemyślany i atrakcyjny dla oczu widza sposób.


Jedna z moich ulubionych panoram z albumu 808,2 km, miejscowość Sławsk.