wtorek, 30 września 2014

Papierosss...

Dalej rok 1996 i Bal Chandlerowski w piwnicach CSW - Zamek Ujazdowski.
Na zdjęciach prowadzący Marcin Baran

 + Marcin Świetlicki

 + Andrzej Sosnowski

 + Miłosz Biedrzycki

 + Tadeusz Pióro

+ Antoni Pawlak

poniedziałek, 29 września 2014

KŁOPOTY TO (NIE) MOJA SPECJALNOŚĆ



Detektyw cierpi za miliony
od 10 do 13.20
Od 11.10 (a.m.) uwiera go pistolet
wychodzi
nakłada kapelusz
zdejmuje kapelusz
Nogi na stół
i again
cierpi za miliony

[wiersz z antologii: DŁUGIE POŻEGNANIE. Tribute to Raymond Chandler, Agencja Wydawnicza Zebra, Kraków 1997, str. 15.]

Bardzo lubię ten tekst, także dlatego, że Krzysztof Jaworski dokonał tutaj mistrzowskiej parafrazy wiersza Poeta Andrzeja Bursy, mojego ulubionego autora. O Andrzeju Bursie będzie też więcej w rozmowie, jaką zrobiliśmy dla Biura Literackiego. Wywiad ten towarzyszyć mae pojawieniu się nowej książki Krzysztofa Jaworskiego .byłem. Premiera już na dniach.
Sparafrazowany utwór Bursy wygląda tak:

Andrzej Bursa

POETA

Poeta cierpi za miliony
od 10 do 13.20
O 11.10 uwiera go pęcherz
wychodzi
rozpina rozporek
zapina rozporek
Wraca chrząka
o apiat'
cierpi za miliony

[tekst z tomu: Andrzej Bursa Utwory wierszem i prozą, Wydawnictwo Literackie, Kraków 1973, str. 280]

niedziela, 28 września 2014

Grzegorz Wróblewski zaczął prowadzić bloga!

W poście z 26 września pisze też o naszej wspólnej akcji pod nazwą Blue Pueblo. Faktycznie na wiosnę będzie mieć miejsce wystawa w BWAZG i ukaże się artbook. Kilka zdjęć z kopenhaskiego zestawu było już prezentowanych na hiperrealizmie, na resztę trzeba poczekać do publikacji książki. Tekst Blue Pueblo można znaleźć w Twórczości nr 4/2013 i jest to mocna rzecz! Polecam lekturę tego zapisu! Cieszę się, że Grzegorz będzie prezentować swoje artystyczne poczynania w necie. Na jego bloga można też wejść już z hiperrealizmu (rząd winietek po prawej stronie, obok Krzysztofa Jaworskiego i Magazynu Szum).


sobota, 27 września 2014

DŁUGIE POŻEGNANIE

Długie pożegnanie. Tribute to Raymond Chandler to pełny tytuł antologii, z okazji której wyprawiono bal w CSW podczas Festiwalu Literackiego "Warszawy Pisarzy" w 1996 roku.
W moim przypadku było to raczej krótkie przywitanie...


A tak wygląda okładka owej książki, na której znalazło się zdjęcie Jacka Foksa (brata Darka Foksa). Mam z tym obrazkiem pewien problem, bo o ile pistolet leżący na desce do prasowania można jeszcze jakoś zaakceptować (gangster musi być w każdej chwili gotowy na wizytę policji lub konkurencji), to ten zagryzany przez niego magazynek jest... najwyraźniej jakimś freudowskim lapsusem wizualnym. Podczas pełnienia zaszczytnego obowiązku w szeregach LWP, poznałem bardzo sympatycznego podporucznika (był zaraz po szkole oficerskiej), z którym chodziliśmy razem na strzelnicę na Pasterniku, żeby napier... z biodra z P-64, czyli naszej broni służbowej. Potrafiłbym pewnie i dziś rozłożyć ten wyjątkowo mało celny pistolet na części i złożyć go z powrotem, co wtedy po strzelaniu robiłem, ponieważ gnata trzeba było wyczyścić i nasmarować. I myślę sobie, że tylko gangster pozbawiony kubeczków smakowych trzymałby taki walący smarem magazynek w gębie. 
No i to prasowanie krawata... kolejny freudowski lapsus. Przychodzą mi w tym momencie synonimiczne określenia w rodzaju: strugania rysia, kręcenia śmigła, złocenia batona, marszczenia freda czy ciągnięcia skóry po pokoju...
Nie wiem co teraz porabia Jacek Foks, poza tym że w 2001 roku miał wystawę w Galerii Browarnej w Łowiczu.

Kiedy dostałem propozycję udziału w tym interesie, złożoną chyba przez Marcina Barana (albo Marcina Świetlickiego?), byłem w kropce, ponieważ od publikacji Słynnego błękitu nic nie napisałem. Od napisania tego wierszyka przez kilka lat zajmowałem się tzw. działalnością gospodarczą i byłem kompletnie wyprany z wszelkiej "sztuki". Jednak ponieważ coś tam sobie notowałem, więc złożyłem do kupy trzy fragmenty i podpisałem je nazwą opowiadania Chandlera (tytuły można było wybierać).
Realia pojawiające się w wierszyku, to przez pięć i pół linijki Lębork - zapis autentycznej wypowiedzi kolesia, który koniecznie chciał się "zaprzyjaźnić", albo - co bardziej prawdopodobne - zajumać mi Nikona (patron ulicy to jakiś lokalny działacz kaszubski). Kolejny podzielony wers odnosi się do Gdańska i dzielnicy Dolne Miasto, po której spacerowałem w sierpniu 1991 albo 1992 roku i z wszystkich otwartych na oścież okien słychać było dialogi z serialu Dynastia. Reszta linijek poświęcona jest miasteczku Nowe na Kujawach. Tak naprawdę w zaułku naprawiana była Syrena Bosto, co zresztą sfotografowałem (podobnie jak i swastykę na drzwiach wspomnianego kina).

Zawsze bardziej pociągał mnie konkret, niż struganie i złocenie metafor...


piątek, 26 września 2014

Bal Chandlerowski, Festiwal Literacki "Warszawa Pisarzy", listopad 1996

Czyli kolejny odcinek dokumentalnej serii Spisane będą czyny i rozmowy.
Szukałem zupełnie czegoś innego w pudle z negatywami i natrafiłem na ten pergamin... 
Kompletnie zapomniałem, że byłem na tym wydarzeniu, że robiłem tam zdjęcia, wreszcie, że wystąpiłem także jako osoba czytająca...
Ów tytułowy bal (jeżeli za balowanie uznać picie alkoholu, to faktycznie nazwa jest adekwatna) odbywał się w piwnicach Zamku Ujazdowskiego i był związany z przygotowywaną antologią wierszy Tribute to Raymond Chandler. Które z opowiadaniami amerykańskiego klasyka kryminału miały wspólne tytuły i... właściwie tylko tyle. Książkę układało trzech Marcinów: Baran, Sendecki i Świetlicki, publikacja materiału miała miejsce w roku 1997, zaś w autorami zaproszonymi do udziału w tym przedsięwzięciu byli sami faceci... Takie czasy. 
W tamtych czasach imprezy literackie nie były specjalnie dokumentowane... Teraz mielibyśmy na facebooku wysyp fotek zrobionych smartfonami w ilościach trudnych do przyswojenia, więc - biorąc pod uwagę, że mało kto jest w stanie to wszystko oglądnąć - wychodzi na to samo.

[od lewej: Marcin Świetlicki zasłaniający Andrzeja Sosnowskiego, Andrzej Stasiuk, Marcin Sendecki, Darek Foks, Krzysztof Jaworski]


[od lewej: Katarzyna Sendecka, nieznana mi pani, Tadeusz Pióro, Piotr Bratkowski, Andrzej Sosnowski, Marcin Świetlicki]

czwartek, 25 września 2014

"Spisane będą czyny i rozmowy" (Zakon Żebraczy, "przyszli barbarzyńcy", Paweł Filas cd.)


Jak popatrzymy na stopki tomików poetyckich, które ukazały się w bibLiotece pisma brulion w 1992 roku ("fioletowa seria"), to przy nazwiskach autorów pojawia się tajemniczo brzmiąca adnotacja o treści "należy do Zakonu Żebraczego". No właśnie, widoczny powyżej negatyw z maja 1990 roku został naświetlony podczas spotkania założycielskiego tej - by tak to nazwać - formacji. Wszystko odbyło się w Krakowie, w kawiarni U Literatów (knajpa należała wcześniej do ZLP), przy ulicy Kanoniczej 7. Z notatki na kopercie wynika, że byli tam: Paweł Filas, Marcin Świetlicki, Paweł Górecki, Wojciech Bockenheim, Leszek Aleksander Moczulski i niżej podpisany. Na spotkaniu był też na pewno, nie wymieniony w opisie negatywu Robert Tekieli, ponieważ pojawia się w dwóch kadrach.
Zakon Żebraczy (nazwa ta brzmi debilnie, nawet po tych 24 latach...) nie miał mieć nic wspólnego z życiem konsekrowanym, lecz pomyślany był jako instytucja do wyciągania kasy na książki. Obecny na spotkaniu Leszek Aleksander Moczulski (podpisujący się czasem jako L.A.M.) reprezentował SPP, czyli Stowarzyszenie Pisarzy Polskich (co teraz sprawdziłem, choć wcześniej nie dałbym sobie głowy uciąć, czy nie był ze "Zlepu"... jak nazywano wówczas reżimowy Związek Literatów Polskich). Oprócz powołania Zakonu Żebraczego (nie trudno się domyślić, że pomysłodawcą nazwy był Tekieli...), podjęto wówczas decyzję o wydaniu antologii poetyckiej, którą sfinansować miało właśnie SPP i stąd obecność Pana L.A.M.-a.


Wyboru tekstów do wspomnianej książki dokonać mieli Paweł Filas (widoczny na stykówce w środku oraz po lewej) i Marcin Świetlicki (tu niewidoczny, osoba w kadrze po prawej stronie to Paweł Górecki, nazywany przez kolegów "księciem Myszkinem"). I to był bardzo dobry pomysł, ponieważ publikacja ta czytana po 23 latach prezentuje się dość odjazdowo, jakkolwiek kilka osób uczestniczących w tym przedsięwzięciu zostało narzuconych przez sponsora. Co zresztą wywoływało protesty Filasa & Świetlickiego, którzy w akcie zemsty i desperacji umieścili ich początkowo w kupie, tj. przepraszam w jednej części, a biorąc pod uwagę stylistykę oraz poetykę tych tekstów, widać było wyraźnie, że autorzy wyboru się od nich dystansują (jeszcze brzmią mi w uszach okrzyki jednego z tak potraktowanych poetów, który na kolejnym spotkaniu w kawiarni U Literatów gardłował, że "nie da się zamknąć w literackim getcie"...). 
Tak było ;)
A tak wygląda okładka omawianej antologii: 



Dla porządku wymienię teraz uczestników przedsięwzięcia w kolejności takiej, jak są w przedstawieni w książce:
Marcin Świetlicki
Jakub Ekier
Marcin Sendecki
Paweł Filas
Manuela Gretkowska
Marcina Baran
Artur Grabowski
Wojciech Wilczyk
Robert Tekieli
Krzysztof Koehler
Marzena Broda
Paweł Górecki
Maciej Maleńczuk
Krzysztof Jaworski

Na koniec zagadka, kto "nie chciał dać się zamknąć w literackim getcie"?

środa, 24 września 2014

FSC Lublin 51

Z całkowicie metalową szoferką, bo produkowano też egzemplarze, gdzie zamiast blachy stosowano sklejkę. Dobrze je pamiętam... Na przełomie lat sześćdziesiątych i siedemdziesiątych jeździło ich bardzo dużo (także radzieckich pierwowzorów, bo Lublin 51 to licencyjna wersja ciężarówki GAZ 51), choć produkcję tego auta zakończono w Polsce w 1958 roku. 

Bielsko-Biała, 2004.

Z opisu zeskanowanej wglądówki wynika, że zrobiłem ją 13 lipca 2004 roku o godzinie 23:49.
Na pewno na Epsonie 4780, którego wtedy byłem posiadaczem.
Użyty film to Kodak Pro Foto 100, którego produkcję w formacie 120 akurat wtedy zakończono. Szkoda, bo był to niedrogi materiał, dający lekko przewalone kolory. Pamiętam, że w Media Markcie żenili go po 8,90 zł za rolkę i niestety nie zrobiłem sobie wtedy zapasu.

Z dużą nostalgią patrzę po dziesięciu latach na ten kadr, w którym zupełnie niepotrzebnie pozwalam sobie na ironię wobec powagi bycia (albo bytu?), by dla поддержки разговора przywołać złotousty sąd milczącego coś ostatnio "krytyka krytyków od wykrzykników" (© Wojtek Sienkiewicz).

Lubię to zdjęcie!

wtorek, 23 września 2014

Kiedyś byłem szczupłym facetem


Kiedyś byłem szczupłym facetem

Kiedyś byłem szczupłym facetem.
I utyłem jak Elvis.
Mama, żona i Sendecki mówią:
Jaworski, ależ ty masz piersi ( z tym,
że mama mówi do mnie „synu”). To nie piersi,
koledzy, odpowiadam, lecz mięśnie. Aktualnie
znajdują się w stanie spoczynku (z tym,
że do mamy mówię
„mamo”).
Cały Elvis.
Nie mam nic do powiedzenia, a śpiewał nie będę.

[skapitulowałem wpisując dziś rano ten wiersz przy pomocy smartfona, ale na całe szczęście Niebostrada i jej Oreńdż się nade mną, biednym grzesznikiem ulitowali (i tak sprawdzę dokąd trzyma mnie umowa i zrejteruję do UPC). Bardzo lubię ten wiersz Krzyśka (w tomie Drażniące przyjemności znajduje się na str. 107) i śpiewał też nie będę!]

poniedziałek, 22 września 2014

Żydzi nocą

za szybą nowego sklepiku z badziewiem przy Bronowickiej. Całkiem niedaleko od bloku (po drugiej stronie ulicy) z wysprejowanym hasłem "JEB ŻYDA". Aparacik zupełnie przyzwoicie poradził sobie z tą mało wdzięczną sytuacją oświetleniową, a pracował przy najwyższym ISO (3200). Tak w ogóle, to ciekawe co za ... i ... kupują tego rodzaju wyroby???



Wyszło trochę ekspresjonistycznie... Warto zauważyć, że frasobliwy Pan Jezus z drugiego zdjęcia ma takie same rysy jak ortodoks z pieniążkiem...


niedziela, 21 września 2014

"Słynny błękit"

czyli mój wierszyk (chyba) z 1990 roku, który można właśnie przeczytać na blogu Krzysztofa Jaworskiego (krzysztofjaworski.blogspot.com). Historia autentyczna... Ale sam bym go tu chyba nie wstawił ;))

ps. Jakby mnie ktoś mógł oświecić, jak się kopiuje i wkleja na smartfonie?

sobota, 20 września 2014

Też constans


Niebostrada nadal nie działa...
A rozmowy z "konsultantami" Centrum Obsługi Orendż to połączenie Kafki z Orwellem...
Nie pamiętam, czy już o tym tutaj pisałem, ale skrót widoczny na murze sąsiedniej kamienicy można rozwinąć na trzy sposoby. 

wtorek, 16 września 2014

Swift

Tego pierwszego sfotografowałem w końcówce  kwietnia tego roku, czyli dwa miesiące przed przejazdem auta z aparaturą 9-Eyes. Myślę, że zrobiłem to lepiej... ;))


Tego drugiego zobaczyłem po raz pierwszy w 2011 roku z okna autobusu linii 5A, kiedy jechałem z Ishoj (gdzie się zatrzymałem u znajomej) na Amager (w celu odwiedzenia Grzegorza Wróblewskiego). Kopenhaskie autobusy są niskowejściowe, a w tylnej części pojazdu mają fotele zamontowane na podwyższeniu (zupełnie jak w autokarach turystycznych), więc gdy się siedzi przy oknie, fajnie można z ich pokładu obserwować miasto.
A w 2014 znów jadąc z Ishoj (po odwiedzinach znajomej) na Amager (gdzie mieszkałem u Grzegorza) znów zobaczyłem to Suzuki Swift (model sprzed dobrych paru lat) na dachu salonu Suzuki.


I powiedziałem sobie wtedy, że koniecznie muszę go dołączyć do kolekcji Afterlife
Myślę, że obiekt dobrze rokuje, aczkolwiek nie przy tym oświetleniu, które zarejestrował googlowóz.

Czyli musiałbym znowu przyjechać do Kopenhagi... 
I fajnie, bo autentycznie kocham to miasto.

poniedziałek, 15 września 2014

Constans


Rok 1989. Lato. Dolny Śląsk. Krzeszów.
Pracowałem wtedy w firmie Constans, dokładnie P.H.U. Constans. Gdzie sporządzałem m.in. dokumentacje konserwowanych lub remontowanych obiektów. Bo P.H.U. tym się właśnie zajmowało.
Po co pojechałem wtedy do Krzeszowa? Zapewne żeby zrobić fotografie polichromii Michaela Wilimanna w kościele św. Józefa albo bazylice Wniebowzięcia NMP. Latem 1989 roku pracowałem w pobliskiej Kamiennej Górze, więc może pojechałem po prostu na wycieczkę? Albo jedno i drugie?


Wszystko to miało miejsce 25 lat temu...
Pan z fotografii (jak widać na obrazku) odnawia jedną z tamtejszych kapliczek, co może wskazywać, że zdjęcie zostało zrobione przed 15 sierpnia, czyli Świętem Wniebowzięcia NMP.
Użyty aparat to Pentacon Six TL (co także widać, ale też lekko nierówny przebieg migawki...). Obiektyw? Najprawdopodobniej standardowy Biometar 80mm. Film Fotopan HL (którego pudło zawierające 50 rolek kupił mi wtedy w Zakopanem Wawrzyniec Brzozowski, a był to moment gospodarczego tąpnięcia i braków w zaopatrzeniu).


Nie pamiętam już, czy wykonałem jakieś powiększenia z tego negatywu? A jeżeli tak, to z pewnością wkurzył mnie wtedy pewien mankament kompozycyjny. Powinienem był stanąć pół kroku w lewą stronę, tak żeby prawa wieża krzeszowskiej bazyliki nie była zasłaniana przez okap kapliczki...
Jak namówiłem pana w poplamionym drelichu do pozowania, nie pamiętam.
P.H.U. Constans już od dwóch dekad nie istnieje.
A ja ciągle mam ochotę robić zdjęcia.

niedziela, 14 września 2014

Niedzielna laurka zainspirowana wierszykiem Marcina Świetlickiego

LAURKA DLA RAFAŁA MILACHA
(DEDYKOWANA MAĆKOWI NABRDALIKOWI)

Jeden palec nazywa się Putin.
Drugi palec nazywa się Canon.
A do Biedronki wleciał Terminator.

Żyliśmy w czasach,
w których Filip Springer
wybornie znał się na fotografii.

sobota, 13 września 2014

Smacznego w Polsce!

Rodzimy przypisek do projektu Mishki Hennera Feedlots, o którym wspominałem niedawno na hiperrealizmie. Fragment rozmowy Anny Maziuk z Kamilem Wyszkowskim, dyrektorem biura Programu Narodów Zjednoczonych ds. Rozwoju. Tak w ogóle cały ten wywiad warto przeczytać!


Smacznego! 
I miłej kąpieli w Bałtyku!

piątek, 12 września 2014

"Spisane będą czyny i rozmowy" (Paweł Filas)


Paweł Filas w pokoju, który wtedy wynajmował, gdzieś na obrzeżach krakowskiej dzielnicy Krowodrza (?).
W kwestii datowania to na 100% maj 1991.


Zdjęcie zrobione Pantacon Sixem, który w niepowtarzalny sposób układał klatki,  krzywo i w nierównych odstępach...
Obiektyw? Na pewno Flektogon 50mm - to pamiętam doskonale, pokój był malutki, a ja fotografowałem przez otwarte okno, stojąc na zewnątrz (mieszkanie mieściło się na parterze).
Po wywołaniu filmu byłem mocno rozczarowany efektami, więc nawet nie zrobiłem stykówki, tylko zapakowałem kliszę do koperty i wsadziłem do pudła.
Tak więc do negatywu z 1991 roku sięgnąłem po raz pierwszy od chwili jego naświetlenia...


Paweł Filas wydał w 1992 roku tom Grapefruity w naszych domach (słynna "fioletowa seria" bruLionu), a w 2009 książkę Chrystus jako motyla trąbka

Gdy czytelnicy hiperrealizmu (Ci zainteresowani literaturą) zaznajomią się już obiema publikacjami, warto by sięgnęli też do starych numerów bruLionu (tych sprzed 1989 roku), gdzie można znaleźć wczesne wiersze Pawła Filasa, pisane w stylistyce... Zbigniewa Herberta.

czwartek, 11 września 2014

"Spisane będą czyny i rozmowy" (Baran & Sendecki)

Marcin Baran & Marcin Sendecki [surowy negatyw]

Jak wspomniałem w poprzednim poście na jednej z klatek filmu z 1991 roku (albo z 1990?) pojawia się Marcin Baran.
Z kawiarni u Zalipianek poszliśmy na ulicę Librowszczyzna, gdzie znajduje się zespół budynków zaprojektowanych przez Adolfa Szyszko Bohusza, które w latach 1923-27 wzniesiono dla pracowników Pocztowej Kasy Oszczędności. Mając w pamięci słowa Allena Ginsberga, który podczas swojej wizyty w Krakowie w 1986 roku odwiedził to miejsce i przyrównał kształt stających tam obiektów do scenografii Metropolis Fritza Langa, postanowiłem wykorzystać te twarzowe dekoracje (czego jednak za bardzo w wybranym kadrze nie widać).
Zdjęcia robiłem w tzw. technice "open flesh", a efekty były... bardzo różne, bo zapominałem np. wyciągnąć szyber z rollkasety, albo źle ustawiałem ostrość lub parametry ekspozycji, więc ujęcie, na którym obaj panowie wywalają w swoją stronę ozory niestety nie było udane. Szkoda...


Marcin Baran & Marcin Sendecki [pozytyw skorygowany]

środa, 10 września 2014

"Spisane będą czyny i rozmowy" (Sendecki cd.)

Marcin Sendecki u Zalipanek (1990 lub 1991)

Nie pamiętam jak doszło do tego spotkania. Ponieważ na rolce, z której zeskanowałem powyższy kadr, na jednej z klatek pojawia się też Marcin Baran, jest wysoce prawdopodobne, że nastąpiło ono z jego inicjatywy? Rok? To dobre pytanie, obstawiam 1991, ale mógł to być też 1990?
Miejsce? To akurat pamiętam dobrze - ogródek istniejącej nadal kawiarni "U Zalipianek" przy krakowskich Plantach.
Fotografia została wykonana archaicznym aparatem mieszkowym z początku XX wieku, który mój ojciec - poprzedni użytkownik - nazywał pieszczotliwie "kliszaczkiem". Kliszczek miał jednak zamocowany całkiem współczesny obiektyw Schneidera - Xenar 135/4,7 (takie szło pojawiało się np. na wyposażeniu Graflexów), więc robił w miarę przyzwoite zdjęcia. Poważnym mankamentem tego urządzenia (oprócz procedury ostrzenia na ciemnej matówce) była równie archaiczna rollkaseta, w której - taką miała konstrukcję - film nie był prowadzony idealnie płasko, co owocować mogło (i owocowało) plackowatymi czy też wyspowymi obszarami nieostrości w kadrze.
Gdy zeskanowałem teraz powyższą klatkę, spostrzegłem się, że ostrość nastawiona jest na uszy modela, a nie - tak jak być powinno w przypadku portretu - na oczy. No więc nie czyściłem tego kadru z rysek, brudów oraz czarnych kropek, które są... dziurami w fotograficznej emulsji.
Czyli "prawda czasu prawda ekranu"!
Zastosowany tutaj film to radziecka błona Фото 64 o czułości 64 ASA, która była tania (masowo przywozili ja wtedy turyści z upadającego ZSRR) i dawały(by) zupełnie przyzwoite rezultaty, gdyby np. nie te dziury w emulsji...
Użyty film wskazuje raczej na rok 1990 (a może 1991?). Odbijający się w prawej soczewce okularów Marcina (patrząc od strony widza) statyw, to mój poczciwy drewniany Barlebach, wyprodukowany w NRD jeszcze w latach siedemdziesiątych.
W 1992 roku (czyli rok lub dwa lata później?) kupiłem sobie w Berlinie Nikona F801s z kompletem obiektywów.
W 1993 nabyłem F90, którego korpus był nieco większy i lepiej wyprofilowany, dzięki czemu idealnie leżał w ręce.
W 1997 nastąpił prawdziwy "wielki skok", gdy w nieistniejącym już komisie przy ulicy św. Tomasza w Krakowie kupiłem Hasselblada 500 C/M.
Używam go do dziś.

wtorek, 9 września 2014

Warszawa Pisarzy albo "spisane będą czyny i rozmowy"

  Warszawa Pisarzy 1996, ostry Świetlicki, nieostry Sendecki.


Warszawa Pisarzy 1996, nieostry Świetlicki, ostry Sendecki.

Żadna tam rocznica czy coś w tym guście.
Beata Chmiel (wieloletnia szefowa festiwalu Warszawa Pisarzy) apelowała ostatnio na Facebooku o materiały archiwalne...
No i przy tej okazji przypomniałem sobie, że przecież trochę zdjęć tam zrobiłem.
W 1996 roku wziąłem też udział w wieczorze autorskim, chyba na zaproszenie Marcina Barana, który występował także w roli konferansjera (a Marcin Świetlicki za plecami zainteresowanego, nazywał go "Krzysztofem Ibiszem polskiej poezji"...).
Czytanie miało miejsce w piwnicach CSW-Zamek Ujazdowski, dokładnie tam gdzie dziesięć lat później odbyła się arcyważna dla polskiej fotografii wystawa Nowi dokumentaliści.
Nie kojarzę zbyt wiele z tamtego występu (ani tego co czytałem...), poza nudą typową dla literackich imprez (widać to na twarzach obu Marcinów), no i tego, że załadowanego na tę okazję T-Maxa 3200 naświetliłem jako osiemsetkę... 
Pamiętam jednak dobrze zdziwienie fotopstryków obsługujących to wydarzenie, gdy wyciągnąłem F90 i zacząłem fotografować...
Oba zdjęcia zostały wykorzystane na plakacie, który reklamował kolejną edycję Warszawy Pisarzy. I zapewne plakat ten gdzieś w domu mam, ale nie mam pojęcia gdzie.
Aha, przypomniałem sobie też, że obaj zainteresowani o planach wykorzystania ich wizerunków nie zostali przez organizatorów kolejnej edycji festiwalu poinformowani... Więc nastąpiło małe zdziwko. 
Marcin Świetlicki wspomniał o tym w wierszu Do zwisu i z powrotem.
Marcin Sendecki był (jak zawsze) powściągliwy.

poniedziałek, 8 września 2014

NAJPIĘKNIEJSZY TARPAN ŚWIATA

DK 41 wylot z Prudnika na Nysę stoi po lewej najpieknieszy tarpana swiata. Niestety nie zrobilem zdjecia ale mozesz mi zaufac :) Smsa o powyższej treści dostałem kilka dni temu (03.09.14) od Wojtka Sienkiewicza, DZIĘKI!
No i od razu wyruszyłem na poszukiwania przy pomocy street view. Ponieważ nie miałem dokładnych danych, ani współrzędnych, więc zajęło mi to trochę czasu... Ale nie były to zmarnowane kwadranse, ponieważ podróżując, za przeproszeniem wirtualnie, obwodnicą Prudnika w kierunku Nysy mogłem podziwiać niezaprzeczalne walory wizualne naszej ziemi ojczystej. I właściwie wcale nie trzeba się przemieszczać w realu, żeby mieć uczucie (towarzyszące mi podczas wczorajszej przejażdżki przez Podhale i Podbeskidzie), jakby nas ktoś kopnął w głowę ;)
 




To ostatnie ujęcie chyba najbardziej rokuje?

niedziela, 7 września 2014

Wunderwaffe z Polski

I. [okolice Makowa Podhalańskiego]

II. [okolice Bielska-Białej]

Wunderwaffe I. to prawdopodobnie uskrzydlony zbiornik na paliwo od któregoś z modeli radzieckiego myśliwca MiG. Reklamuje warsztat zajmujący się m.in. wykonywaniem przeglądów technicznych samochodów (?).

Wunderwaffe II. to Syrena R20 (trochę "podrasowana"). Samochód skonstruowany w latach 70. dla polskich rolników indywidualnych, podobnie jak pokraczny Tarpan (primo voto Warta 2), ale z tego co pamiętam, to dość sporadycznie był przez nich wtedy wykorzystywany.

Być może drugie wunderwaffe, ale sfotografowane w innym oświetleniu i niekoniecznie przy słonecznej aurze, dołączy cyklu Afterlife (oczywiście - jak zwykle - w kwadracie i na Ektarze 100)

Przejechaliśmy dzisiaj trasę z Zakopanego do Krakowa (via Chochołów, Zawoja, Maków Podhalański, Żywiec oraz Bielsko-Białą) i oczy mnie bolą od tych wszystkich przydrożnych bilbordów, banerów i durnostojek. Błee...

środa, 3 września 2014

NARODZINY NARODU

Słomniki, ul. Krakowska 03.09.2014 (13:53)

--------------------------------------------------


NARODZINY NARODU

Ich Bóg Ojciec mówił po hebrajsku.
Ich Matka Boska mówiła po polsku.
Ich Jezusa ukrzyżowali Żydzi.

[wiersz Narodziny Narodu otwiera nowy tom Krzysztofa Jaworskiego .byłem, który jesienią tego roku ukaże się w Biurze Literackim

wtorek, 2 września 2014

Simple Present

Bert Danckaert, z cyklu Simple Present, #102 (Bejing), 2007

A ja skończyłem właśnie zamówiony tekst o fotografiach Berta Danckaerta.
10.115 znaków.
A więc już simple past.

poniedziałek, 1 września 2014

FLAUTA GŁĘBIN

FLAUTA GŁĘBIN
(nieznany totemiczny
wiersz Andrzeja Biernackiego)

zakłada
zimną blaszaną
szarość i czeka aż ją ociepli
w prześwitach grunt spłowiałego ugru
odchudza kreskę po czym wzmacnia ją gąszczem
repetycji flautę głębin waloru rozdziera szczeliną światła tafle
pigmentu lub gipsowych sztablatur drażni cytatem totemicznego collage’u

[źródło - http://galeriabrowarna.blogspot.com/2014/08/polifonia-monochromatow.html]