Dalej przekładam książki i coś takiego znalazłem, rarytas jakich mało. Po antologii Długie pożegnanie miał być zbiór Kawa i papierosy (i jest, lecz w broszurowej postaci), a potem jeszcze były rozmowy o projekcie Polska gola!, który chyba nie doszedł do skutku? Prawdziwa to lektura na sezon ogórkowy, całkiem dosłownie, bo wśród autorów same ogórki (wymieniona w spisie M.G. Świeduchowska to podwójny ogórek). Całość rozpoczyna z przytupem i wygibasami śp. Tadeusz Komendant. Broszura opublikowana została przy okazji drugiej edycji Festiwalu Literackiego „Warszawa Pisarzy‟ w 1997 roku, podczas którego autorzy odczytali swoje utwory.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Długie pożegnanie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Długie pożegnanie. Pokaż wszystkie posty
czwartek, 23 lipca 2020
piątek, 17 czerwca 2016
PRASOWANIE KRAWATA
Jakiś czas temu, będzie z trzy tygodnie, napisał do mnie Marcin Baran poruszony wpisem, który dotyczył antologii Długie pożegnanie. Tribute to Raymond Chandler, a konkretnie chodziło mu o przedmiot, jaki trzyma w ustach prasujący krawat "gangster" z okładki książki. I bardzo słusznie zwrócił mi Marcin Baran uwagę, że nie jest to - jak pisałem - magazynek z leżącego po lewej stronie pistoletu, lecz cygaro (co przecież od razu wydaje się najbardziej prawdopodobnym przedmiotem), jakkolwiek to cygaro z fotografii autorstwa Jacka Foksa, jak cygaro wcale nie wygląda...
Przyglądając się uważniej okładkowemu zdjęciu, zdałem sobie teraz sprawę (można by powiedzieć, że w końcu, ale wcześnie zazwyczaj patrzyłem na tę fotografię z zażenowaniem...), że prasowany krawat jest nieprzypadkowo zawiązany w kształcie szubienniczej pętli (w przestępczym słowniku "krawat" oznacza wyrok śmierci), a tkanina przykrywająca deskę do prasowania może się kojarzyć z całunem.
Tyle w kwestii prasowania krawatów ;)
poniedziałek, 29 września 2014
KŁOPOTY TO (NIE) MOJA SPECJALNOŚĆ
Detektyw cierpi za miliony
od 10 do 13.20
Od 11.10 (a.m.) uwiera go pistolet
wychodzi
nakłada kapelusz
zdejmuje kapelusz
Nogi na stół
i again
cierpi za miliony
[wiersz z antologii: DŁUGIE POŻEGNANIE. Tribute to Raymond Chandler, Agencja Wydawnicza Zebra, Kraków 1997, str. 15.]
Bardzo lubię ten tekst, także dlatego, że Krzysztof Jaworski dokonał tutaj mistrzowskiej parafrazy wiersza Poeta Andrzeja Bursy, mojego ulubionego autora. O Andrzeju Bursie będzie też więcej w rozmowie, jaką zrobiliśmy dla Biura Literackiego. Wywiad ten towarzyszyć mae pojawieniu się nowej książki Krzysztofa Jaworskiego .byłem. Premiera już na dniach.
Sparafrazowany utwór Bursy wygląda tak:
Andrzej Bursa
POETA
Poeta cierpi za miliony
od 10 do 13.20
O 11.10 uwiera go pęcherz
wychodzi
rozpina rozporek
zapina rozporek
Wraca chrząka
o apiat'
cierpi za miliony
[tekst z tomu: Andrzej Bursa Utwory wierszem i prozą, Wydawnictwo Literackie, Kraków 1973, str. 280]
sobota, 27 września 2014
DŁUGIE POŻEGNANIE
Długie pożegnanie. Tribute to Raymond Chandler to pełny tytuł antologii, z okazji której wyprawiono bal w CSW podczas Festiwalu Literackiego "Warszawy Pisarzy" w 1996 roku.
W moim przypadku było to raczej krótkie przywitanie...
A tak wygląda okładka owej książki, na której znalazło się zdjęcie Jacka Foksa (brata Darka Foksa). Mam z tym obrazkiem pewien problem, bo o ile pistolet leżący na desce do prasowania można jeszcze jakoś zaakceptować (gangster musi być w każdej chwili gotowy na wizytę policji lub konkurencji), to ten zagryzany przez niego magazynek jest... najwyraźniej jakimś freudowskim lapsusem wizualnym. Podczas pełnienia zaszczytnego obowiązku w szeregach LWP, poznałem bardzo sympatycznego podporucznika (był zaraz po szkole oficerskiej), z którym chodziliśmy razem na strzelnicę na Pasterniku, żeby napier... z biodra z P-64, czyli naszej broni służbowej. Potrafiłbym pewnie i dziś rozłożyć ten wyjątkowo mało celny pistolet na części i złożyć go z powrotem, co wtedy po strzelaniu robiłem, ponieważ gnata trzeba było wyczyścić i nasmarować. I myślę sobie, że tylko gangster pozbawiony kubeczków smakowych trzymałby taki walący smarem magazynek w gębie.
No i to prasowanie krawata... kolejny freudowski lapsus. Przychodzą mi w tym momencie synonimiczne określenia w rodzaju: strugania rysia, kręcenia śmigła, złocenia batona, marszczenia freda czy ciągnięcia skóry po pokoju...
Nie wiem co teraz porabia Jacek Foks, poza tym że w 2001 roku miał wystawę w Galerii Browarnej w Łowiczu.
Kiedy dostałem propozycję udziału w tym interesie, złożoną chyba przez Marcina Barana (albo Marcina Świetlickiego?), byłem w kropce, ponieważ od publikacji Słynnego błękitu nic nie napisałem. Od napisania tego wierszyka przez kilka lat zajmowałem się tzw. działalnością gospodarczą i byłem kompletnie wyprany z wszelkiej "sztuki". Jednak ponieważ coś tam sobie notowałem, więc złożyłem do kupy trzy fragmenty i podpisałem je nazwą opowiadania Chandlera (tytuły można było wybierać).
Realia pojawiające się w wierszyku, to przez pięć i pół linijki Lębork - zapis autentycznej wypowiedzi kolesia, który koniecznie chciał się "zaprzyjaźnić", albo - co bardziej prawdopodobne - zajumać mi Nikona (patron ulicy to jakiś lokalny działacz kaszubski). Kolejny podzielony wers odnosi się do Gdańska i dzielnicy Dolne Miasto, po której spacerowałem w sierpniu 1991 albo 1992 roku i z wszystkich otwartych na oścież okien słychać było dialogi z serialu Dynastia. Reszta linijek poświęcona jest miasteczku Nowe na Kujawach. Tak naprawdę w zaułku naprawiana była Syrena Bosto, co zresztą sfotografowałem (podobnie jak i swastykę na drzwiach wspomnianego kina).
Zawsze bardziej pociągał mnie konkret, niż struganie i złocenie metafor...
Subskrybuj:
Posty (Atom)













