Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Marcin Sendecki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Marcin Sendecki. Pokaż wszystkie posty

piątek, 14 maja 2021

(W ciemności słychać nawoływania!)

Rok 1997 wspominam bez specjalnego sentymentu. W roku 1997 w ramach serii barbarzyńcy i nie (po latach myślę, że to raczej dość idiotyczna nomenklatura...*) ukazała się moja książka Steppenwolf, która właściwie była kompilacją kilku nowych tekstów oraz części tych, jakie się miały znaleźć w tomie Hiperrealizm, zapowiadanym przez kilka lat w piśmie bruLion. Jako wydawnictwo Steppenwolfa figurowało w stopce Centrum Sztuki - Tetar Dramatyczny, firmujące pod szyldem Fortu Legnica (nazwa też... idiotyczna**) kilka festiwali literackich odbywających się w tym mieście (impreza szybko z fortu stała się w portem‟). Dzisiaj w nocy mocno padało i kiedy rano wyszedłem na spacer z Luną (od tygodnia mieszka z nami suka, którą adoptowaliśmy ze schroniska), powietrze miało obłędny zapach świeżej, mokrej zieleni. Co przypomniało mi czas sprzed dwudziestu czterech lat, kiedy wiosną też obficie lało i tak pachniało (a lało jeszcze bardziej latem, co doprowadziło do katastrofalnej w skutkach powodzi). Na okładce tomu miało się znajdować moje nazwisko w zestawieniu z niemiecką nazwą gatunku canis lupus campestris, co wydawało mi się wtedy zabawnym pomysłem, ale na skutek słabej łączności (mentalnej) z Arturem Bursztą, pożyczony z powieści Hermana Hessego tytuł gdzieś wyparował... (czy uwierzycie, że moje oczy nie ujrzały proofa ostatecznej wersji oprawy?). Przypomniałem sobie o tych wierszach dzisiaj rano, odnalazłem książkę i je przeczytałem, dochodząc do wniosku, że nie zestarzały się aż tak, żeby ich tu nie wkleić.

*  Jej autorem jest Marcin Sendecki.
** Autorstwo Artura Burszty

czwartek, 23 lipca 2020

KAWA I PAPIEROSY


Dalej przekładam książki i coś takiego znalazłem, rarytas jakich mało. Po antologii Długie pożegnanie miał być zbiór Kawa i papierosy (i jest, lecz w broszurowej postaci), a potem jeszcze były rozmowy o projekcie Polska gola!, który chyba nie doszedł do skutku? Prawdziwa to lektura na sezon ogórkowy, całkiem dosłownie, bo wśród autorów same ogórki (wymieniona w spisie M.G. Świeduchowska to podwójny ogórek). Całość rozpoczyna z przytupem i wygibasami śp. Tadeusz Komendant. Broszura opublikowana została przy okazji drugiej edycji Festiwalu Literackiego „Warszawa Pisarzy‟ w 1997 roku, podczas którego autorzy odczytali swoje utwory.







piątek, 4 stycznia 2019

INDUSTRIELANDSCHAFTEN


Prezent urodzinowy (58). Zawsze chciałem mieć ten album, no i mam! Pamiętam retrospektywę Bernda i Hilli Becherów, którą widziałem w Museum Hamburger Bahnhof (tu musiałem sprawdzić datę przy pomocy wujka googla i wyszło mi, że było to... 12 lat temu) wiosną 2006 roku, kiedy po tych wszystkich industrialnych seriach eksponowanych w postaci tableau, naprawdę odetchnąłem w sali z krajobrazami przemysłowymi. Książka wydana w 2002 przez oficynę Schirmer/Mosel ma minimalistyczny, oldschoolowy layout, co niezmiernie mi odpowiada. Dawno temu, w czasach pracy nad Czarno-Białym Śląskiem, a i też po premierowej wystawie w Galerii Zderzak w 2004 (miała ona nazwę... Postindustrial), paru krytyków sztuki/fotografii przyrównywało moje industriale do zdjęć Becherów. Problem polega na tym, że w tamtym czasie właściwie nie znałem dokonań niemieckiego duetu... Widziałem chyba tylko kilka zdjęć (proszę przypomnieć sobie internet z telefonicznego modemu z tamtych lat i prędkość transmisji danych... a także kwestię dostępności albumów fotograficznych), a prawdziwą inspiracją podczas realizacji wspomnianego projektu były fotografie Todda Webba (postać w Polsce kompletnie nieznana) z Pitthsburgha oraz Johna Vachona, który także fotografował smoky city (których poznałem studiując zasoby biblioteczne konsulatu USA w Krakowie, a było to jeszcze w latach osiemdziesiątych...). Skądinąd powinienem chyba pomyśleć nad reedycją albumu z Górnego Śląska, sporo zdjęć nie weszło do publikacji z 2004 roku, np. cały set panoram, który zrobiłem wtedy Horizonem 202 (sprawdzałem ostatnio te kadry i trzymają jakość). Wracając do Industrialelandschaften widać, że trochę (dużo!) czasu upłynęło, i do publikacji tej książki, i też od rejestracji przemysłowych motywów/obiektów, które oglądane teraz wyglądają... nieco archaicznie, a przecież były to całkowicie współczesne sprawy dla genialnego duetu z Niemiec. Widać też, że nie estetyzowali oni industrialnej tematyki, co niestety jest przypadłością np. Edwarda Burtynsky'ego, ale to zupełnie inna historia... "Jeszcze o tym napiszę" - że przywołam leitmotiv pojawiający się w poemacie W Marcina Sendeckiego - co tak naprawdę oznacza, że nie napisze o tym wcale ;))

czwartek, 25 maja 2017

"Z wysokości" (ciąg dalszy)


Szesnaście lat stuknęło... Pod względem technicznym (i nie tylko) to dla mnie cała epoka*... Nie miałem wtedy np. własnego skanera, więc odbitki do zreprodukowania w katalogu skanowałem u Dymitra Kismiełowa, który robił oprawę graficzną Nowej Polszy (ciągle chyba robi?) i miał takowe urządzenie. O zdjęciu widocznym na okładce katalogu wystawy w Małej Galerii ZPAF pisałem już kiedyś na hiperrealizmie. Wystawowe odbitki o rozmiarach 40 x 40 cm zrobione były na plastikowym papierze Agfy (sic!), który zresztą podarował mi na tę okoliczność Marek Lasyk, wówczas właściciel firmy Focus S.C. handlującej materiałami fotograficznymi (i udzielającej stałym klientom kredytu!). Zdjęcia wisiały w antyramach (sic!) i były umocowane do podłoża za pomocą kleistej glutowatej gumy (nie mam pojęcia jak ta substancja fachowo się nazywa?).


W katalogu pojawiło się (jak wyżej widać) 9 zdjęć, natomiast na wystawie było ich chyba z... 30. Wieszanie ekspozycji oraz sam wernisaż obfitował w zabawne sytuacje. Np. asystent Marka Grygla zapytał mnie - czy inspiruję się twórczością Bogdana Konopki? Starając się przybrać jak najbardziej poważny wyraz twarzy, powiedziałem mu, że owszem tak, że fotograf ten jest dla mnie jedynym i wyłącznym punktem odniesienia, ale sądząc po minie jaką zrobił, mogę podejrzewać, że jednak mi nie uwierzył... Na wernisażu natomiast raz po raz ktoś z gości zwracał się do Marka Grygla, mówiąc - nie wiedzieliśmy, że taka fotografia jeszcze istnieje (co było złośliwą raczej aluzją do konceptualnego przeważnie programu wystaw w Małej Galerii). Fotografie w katalogu posiadają grubą czarna ramkę negatywową (odbitki ekspozycyjne też ją miały, ale cieńszą), ponieważ we wczesnym okresie pracy nad Czarno-Białym Śląskiem, tak właśnie pokazywałem te zdjęcia, co skutkowało np. tym, że spora cześć ciasno kadrowanych klatek nie weszła później do albumu...

Kiedy planowałem tę wystawę, pomyślałem sobie, że dobrym patentem może być odniesienie się do literatury, konkretnie do werystycznej praktyki, z jaką możemy się czasem spotkać w poezji. Zarówno tytuł wiersza Marcina Sendeckiego, jak i sposób prezentowania realnego (no dobrze, bez ostatnich linijek...) idealnie pasował mi do serii zdjęć z Górnego Śląska, wykonanych przez mnie z wysokiej perspektywy.


* będzie jeszcze o "całej epoce" tutaj pisane. Zostańcie Państwo z nami ;))

środa, 24 maja 2017

"Z wysokości"

Tak się nazywa ta książką Marcina Sendeckiego, wydana w słynnej fioletowej serii pisma bruLion ("słynnej" "fioletowej serii" "pisma" bruLion...), a na IV stronie okładki znalazłem wczoraj niespodziewanie (niespodziewanie, bo kompletnie o tym fakcie zapomniałem) swoje zdjęcie...


Fotografia została wykonana w okolicach 1990 roku na ulicy św. Wawrzyńca w Krakowie z użyciem Pentacon Sixa, obiektywu Sonnar 180mm f/2,8 (Carl Zeiss Jena), filmu Fotopan HL oraz zapewne (?) statywu. Biorąc pod uwagę perspektywę - zdjęcie zostało wykonane raczej... "z niskości".

Ponieważ książka jest ometkowana, więc wynika z tego, że musiałem ją kupić... Co jest o tyle ciekawe, że - o ile dobrze pamiętam - od kogoś z bruLionu (Marcin Baran? Paweł Filas?) dostałem cały fioletowy zestaw. Tajemnicza historia... Widoczne na metce 18000 zł sprzed denominacji, to obecnie 1,80 PLN.

Osiem lat później tytułowy wiersz Marcina Sendeckiego pożyczyłem (za zgodą autora) przy okazji wystawy w Małej Galerii ZPAF w Warszawie (kierowanej wówczas przez Marka Grygla), która była pierwszą prezentacją materiału z projektu Czarno-Biały Śląsk. Bo właśnie Z wysokości się ta ekspozycja nazywała, a wiersz pojawił się też w wydanym wtedy katalogu. Stare dzieje...

Przeczytałem wczoraj całe Z wysokości i myślę, że książka ta się świetnie broni (czego nie można powiedzieć o kilku innych fioletowych tomikach - ale tym razem bez nazwisk...). Marcin Sendecki odbiera jutro Nagrodę miesięcznika Odra za tom W i jest to - jak sądzę - całkowicie zasłużone wyróżnienie.

środa, 27 lipca 2016

WYPRASZANIE

WYPRASZANIE (nieznany minimalistyczny 
utwór poetycki Karoliny Felberg-Sendeckiej, 
żony poety Marcina Sendeckiego)

Czytam każde zdanie
napisane przez Marcina. 
Zaraz gdy powstanie.

Stało się to 
naszym rytuałem.

Nie krytykuję. Ale
w drugą stronę to nie działa.

Żeby Marcin przeczytał coś mojego,
muszę to sobie wyprosić.

[Źródło: Książki. Magazyn do czytania, wydanie specjalne 1/2016 lipiec; Dzwonię do żon Małgorzata I. Niemczyńska, str. 26-29. 
Nie bez kozery/Kozyry przypominam profesję małżonka Karoliny Felberg-Sendeckiej, albowiem we wspomnianym tekście, Małgorzata I. Niemczyńska pisze, iż do autoryzacji siada ona (Karolina Felberg-Sendecka) z razem z mężem - poetą Marcinem Sendeckim. A on nie może pojąć, jak mogła się zgodzić! Z bólem serca akceptuję zmiany, bo jednak byłoby mi głupio, gdyby ktoś się rozwiódł z pwodu mojej publikacji. Mamy więc tutaj do czynienia z "wierszem wspólnym" (cokolwiek to znaczy...).]

piątek, 26 września 2014

Bal Chandlerowski, Festiwal Literacki "Warszawa Pisarzy", listopad 1996

Czyli kolejny odcinek dokumentalnej serii Spisane będą czyny i rozmowy.
Szukałem zupełnie czegoś innego w pudle z negatywami i natrafiłem na ten pergamin... 
Kompletnie zapomniałem, że byłem na tym wydarzeniu, że robiłem tam zdjęcia, wreszcie, że wystąpiłem także jako osoba czytająca...
Ów tytułowy bal (jeżeli za balowanie uznać picie alkoholu, to faktycznie nazwa jest adekwatna) odbywał się w piwnicach Zamku Ujazdowskiego i był związany z przygotowywaną antologią wierszy Tribute to Raymond Chandler. Które z opowiadaniami amerykańskiego klasyka kryminału miały wspólne tytuły i... właściwie tylko tyle. Książkę układało trzech Marcinów: Baran, Sendecki i Świetlicki, publikacja materiału miała miejsce w roku 1997, zaś w autorami zaproszonymi do udziału w tym przedsięwzięciu byli sami faceci... Takie czasy. 
W tamtych czasach imprezy literackie nie były specjalnie dokumentowane... Teraz mielibyśmy na facebooku wysyp fotek zrobionych smartfonami w ilościach trudnych do przyswojenia, więc - biorąc pod uwagę, że mało kto jest w stanie to wszystko oglądnąć - wychodzi na to samo.

[od lewej: Marcin Świetlicki zasłaniający Andrzeja Sosnowskiego, Andrzej Stasiuk, Marcin Sendecki, Darek Foks, Krzysztof Jaworski]


[od lewej: Katarzyna Sendecka, nieznana mi pani, Tadeusz Pióro, Piotr Bratkowski, Andrzej Sosnowski, Marcin Świetlicki]

czwartek, 25 września 2014

"Spisane będą czyny i rozmowy" (Zakon Żebraczy, "przyszli barbarzyńcy", Paweł Filas cd.)


Jak popatrzymy na stopki tomików poetyckich, które ukazały się w bibLiotece pisma brulion w 1992 roku ("fioletowa seria"), to przy nazwiskach autorów pojawia się tajemniczo brzmiąca adnotacja o treści "należy do Zakonu Żebraczego". No właśnie, widoczny powyżej negatyw z maja 1990 roku został naświetlony podczas spotkania założycielskiego tej - by tak to nazwać - formacji. Wszystko odbyło się w Krakowie, w kawiarni U Literatów (knajpa należała wcześniej do ZLP), przy ulicy Kanoniczej 7. Z notatki na kopercie wynika, że byli tam: Paweł Filas, Marcin Świetlicki, Paweł Górecki, Wojciech Bockenheim, Leszek Aleksander Moczulski i niżej podpisany. Na spotkaniu był też na pewno, nie wymieniony w opisie negatywu Robert Tekieli, ponieważ pojawia się w dwóch kadrach.
Zakon Żebraczy (nazwa ta brzmi debilnie, nawet po tych 24 latach...) nie miał mieć nic wspólnego z życiem konsekrowanym, lecz pomyślany był jako instytucja do wyciągania kasy na książki. Obecny na spotkaniu Leszek Aleksander Moczulski (podpisujący się czasem jako L.A.M.) reprezentował SPP, czyli Stowarzyszenie Pisarzy Polskich (co teraz sprawdziłem, choć wcześniej nie dałbym sobie głowy uciąć, czy nie był ze "Zlepu"... jak nazywano wówczas reżimowy Związek Literatów Polskich). Oprócz powołania Zakonu Żebraczego (nie trudno się domyślić, że pomysłodawcą nazwy był Tekieli...), podjęto wówczas decyzję o wydaniu antologii poetyckiej, którą sfinansować miało właśnie SPP i stąd obecność Pana L.A.M.-a.


Wyboru tekstów do wspomnianej książki dokonać mieli Paweł Filas (widoczny na stykówce w środku oraz po lewej) i Marcin Świetlicki (tu niewidoczny, osoba w kadrze po prawej stronie to Paweł Górecki, nazywany przez kolegów "księciem Myszkinem"). I to był bardzo dobry pomysł, ponieważ publikacja ta czytana po 23 latach prezentuje się dość odjazdowo, jakkolwiek kilka osób uczestniczących w tym przedsięwzięciu zostało narzuconych przez sponsora. Co zresztą wywoływało protesty Filasa & Świetlickiego, którzy w akcie zemsty i desperacji umieścili ich początkowo w kupie, tj. przepraszam w jednej części, a biorąc pod uwagę stylistykę oraz poetykę tych tekstów, widać było wyraźnie, że autorzy wyboru się od nich dystansują (jeszcze brzmią mi w uszach okrzyki jednego z tak potraktowanych poetów, który na kolejnym spotkaniu w kawiarni U Literatów gardłował, że "nie da się zamknąć w literackim getcie"...). 
Tak było ;)
A tak wygląda okładka omawianej antologii: 



Dla porządku wymienię teraz uczestników przedsięwzięcia w kolejności takiej, jak są w przedstawieni w książce:
Marcin Świetlicki
Jakub Ekier
Marcin Sendecki
Paweł Filas
Manuela Gretkowska
Marcina Baran
Artur Grabowski
Wojciech Wilczyk
Robert Tekieli
Krzysztof Koehler
Marzena Broda
Paweł Górecki
Maciej Maleńczuk
Krzysztof Jaworski

Na koniec zagadka, kto "nie chciał dać się zamknąć w literackim getcie"?

czwartek, 11 września 2014

"Spisane będą czyny i rozmowy" (Baran & Sendecki)

Marcin Baran & Marcin Sendecki [surowy negatyw]

Jak wspomniałem w poprzednim poście na jednej z klatek filmu z 1991 roku (albo z 1990?) pojawia się Marcin Baran.
Z kawiarni u Zalipianek poszliśmy na ulicę Librowszczyzna, gdzie znajduje się zespół budynków zaprojektowanych przez Adolfa Szyszko Bohusza, które w latach 1923-27 wzniesiono dla pracowników Pocztowej Kasy Oszczędności. Mając w pamięci słowa Allena Ginsberga, który podczas swojej wizyty w Krakowie w 1986 roku odwiedził to miejsce i przyrównał kształt stających tam obiektów do scenografii Metropolis Fritza Langa, postanowiłem wykorzystać te twarzowe dekoracje (czego jednak za bardzo w wybranym kadrze nie widać).
Zdjęcia robiłem w tzw. technice "open flesh", a efekty były... bardzo różne, bo zapominałem np. wyciągnąć szyber z rollkasety, albo źle ustawiałem ostrość lub parametry ekspozycji, więc ujęcie, na którym obaj panowie wywalają w swoją stronę ozory niestety nie było udane. Szkoda...


Marcin Baran & Marcin Sendecki [pozytyw skorygowany]

środa, 10 września 2014

"Spisane będą czyny i rozmowy" (Sendecki cd.)

Marcin Sendecki u Zalipanek (1990 lub 1991)

Nie pamiętam jak doszło do tego spotkania. Ponieważ na rolce, z której zeskanowałem powyższy kadr, na jednej z klatek pojawia się też Marcin Baran, jest wysoce prawdopodobne, że nastąpiło ono z jego inicjatywy? Rok? To dobre pytanie, obstawiam 1991, ale mógł to być też 1990?
Miejsce? To akurat pamiętam dobrze - ogródek istniejącej nadal kawiarni "U Zalipianek" przy krakowskich Plantach.
Fotografia została wykonana archaicznym aparatem mieszkowym z początku XX wieku, który mój ojciec - poprzedni użytkownik - nazywał pieszczotliwie "kliszaczkiem". Kliszczek miał jednak zamocowany całkiem współczesny obiektyw Schneidera - Xenar 135/4,7 (takie szło pojawiało się np. na wyposażeniu Graflexów), więc robił w miarę przyzwoite zdjęcia. Poważnym mankamentem tego urządzenia (oprócz procedury ostrzenia na ciemnej matówce) była równie archaiczna rollkaseta, w której - taką miała konstrukcję - film nie był prowadzony idealnie płasko, co owocować mogło (i owocowało) plackowatymi czy też wyspowymi obszarami nieostrości w kadrze.
Gdy zeskanowałem teraz powyższą klatkę, spostrzegłem się, że ostrość nastawiona jest na uszy modela, a nie - tak jak być powinno w przypadku portretu - na oczy. No więc nie czyściłem tego kadru z rysek, brudów oraz czarnych kropek, które są... dziurami w fotograficznej emulsji.
Czyli "prawda czasu prawda ekranu"!
Zastosowany tutaj film to radziecka błona Фото 64 o czułości 64 ASA, która była tania (masowo przywozili ja wtedy turyści z upadającego ZSRR) i dawały(by) zupełnie przyzwoite rezultaty, gdyby np. nie te dziury w emulsji...
Użyty film wskazuje raczej na rok 1990 (a może 1991?). Odbijający się w prawej soczewce okularów Marcina (patrząc od strony widza) statyw, to mój poczciwy drewniany Barlebach, wyprodukowany w NRD jeszcze w latach siedemdziesiątych.
W 1992 roku (czyli rok lub dwa lata później?) kupiłem sobie w Berlinie Nikona F801s z kompletem obiektywów.
W 1993 nabyłem F90, którego korpus był nieco większy i lepiej wyprofilowany, dzięki czemu idealnie leżał w ręce.
W 1997 nastąpił prawdziwy "wielki skok", gdy w nieistniejącym już komisie przy ulicy św. Tomasza w Krakowie kupiłem Hasselblada 500 C/M.
Używam go do dziś.

wtorek, 9 września 2014

Warszawa Pisarzy albo "spisane będą czyny i rozmowy"

  Warszawa Pisarzy 1996, ostry Świetlicki, nieostry Sendecki.


Warszawa Pisarzy 1996, nieostry Świetlicki, ostry Sendecki.

Żadna tam rocznica czy coś w tym guście.
Beata Chmiel (wieloletnia szefowa festiwalu Warszawa Pisarzy) apelowała ostatnio na Facebooku o materiały archiwalne...
No i przy tej okazji przypomniałem sobie, że przecież trochę zdjęć tam zrobiłem.
W 1996 roku wziąłem też udział w wieczorze autorskim, chyba na zaproszenie Marcina Barana, który występował także w roli konferansjera (a Marcin Świetlicki za plecami zainteresowanego, nazywał go "Krzysztofem Ibiszem polskiej poezji"...).
Czytanie miało miejsce w piwnicach CSW-Zamek Ujazdowski, dokładnie tam gdzie dziesięć lat później odbyła się arcyważna dla polskiej fotografii wystawa Nowi dokumentaliści.
Nie kojarzę zbyt wiele z tamtego występu (ani tego co czytałem...), poza nudą typową dla literackich imprez (widać to na twarzach obu Marcinów), no i tego, że załadowanego na tę okazję T-Maxa 3200 naświetliłem jako osiemsetkę... 
Pamiętam jednak dobrze zdziwienie fotopstryków obsługujących to wydarzenie, gdy wyciągnąłem F90 i zacząłem fotografować...
Oba zdjęcia zostały wykorzystane na plakacie, który reklamował kolejną edycję Warszawy Pisarzy. I zapewne plakat ten gdzieś w domu mam, ale nie mam pojęcia gdzie.
Aha, przypomniałem sobie też, że obaj zainteresowani o planach wykorzystania ich wizerunków nie zostali przez organizatorów kolejnej edycji festiwalu poinformowani... Więc nastąpiło małe zdziwko. 
Marcin Świetlicki wspomniał o tym w wierszu Do zwisu i z powrotem.
Marcin Sendecki był (jak zawsze) powściągliwy.