piątek, 12 października 2018

(Jak miło byłoby wyplątać jego rogi z gęstych gałęzi, zejść w dół do strumyka i bawić się z nim)

Janina Katz


Dania

wielkie niebo
białe plaże

ogromne oko morza

o zachodzie słońca
dziewczęta i chłopcy
dzieci i starcy
przyklejeni do szczytów wydm

wieczór za wieczorem
te pogańskie wiece
pingwinów
twarz w twarz
z biegiem słońca i morza

zapach pieczonej świniny
zmieszany z wonią róż i słonej morskiej wody

nieśmiało cuchną glony


Moje multietniczne życie

Ambasador nadeptuje mi na nogę.
Bankiet trwa nadal. Pończocha
puszcza oczko. Poeci.
piją koszerną wódkę.Kawior
i perfumy. Bransoleta z prawdziwego złota.
Rubinowoczerwone paznokcie kobiet.
Samodziały i plecaki. Wątpliwe diamenty
Ktoś uśmiecha się do mnie
spod długich rzęs. Trzydzieści lat
za późno. Gra muzyka. Mendelssohn
i Schubert. Wychodzę na balkon.
Łapię promień słońca. Zapinam go
i formuję sześcioramienną gwiazdę.
Wracam do domu. Gwiazda podąża za mną.
Kot siedzi na Baśniach Andersena
i pazurkami drapie Księgę Hioba.
Wszystko jest czystą harmonią.
Choć niektórzy mogliby
sądzić inaczej.


Izaak

Abraham jest małomówny.
Hiob zawodzi.
Pan mówi do Hioba.
Posłuszeństwo
wyklucza dyskusję.
Pan fatyguje się 
tylko raz.
Resztę załatwia anioł.

Izaak
- niech Pan będzie pochwalony -
nie został zabity.
Rośnie zdrowo,
bogaty w dzieci i bydło,
nie ma kompleksów.
Baranka wspomina rzadko.
- Jak miło byłoby
wyplątać jego rogi
z gęstych gałęzi,
zejść w dół do strumyka
i bawić się z nim.
- Beznadziejne dzieciństwo -
mruczy przez sen.
I komu ja zawdzięczam życie?


[Wiersze Janiny Katz - w przekładzie z duńskiego autorstwa Bogusławy Sochańskiej - przepisałem z tomu: Janina Katz, Powrót do jabłek, Biblioteka Śląska w Katowicach, Katowice 2011, s. 97, 89, 82. Książka ma też ogólnodostępną wersję elektroniczną.]