Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Bogusława Sochańska. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Bogusława Sochańska. Pokaż wszystkie posty

środa, 6 grudnia 2023

[Demokratura]

Nie przepadam specjalnie za sieciowymi periodykami literackimi. Nie chodzi o ich zawartość (chociaż właściwie też), ale głównie o te drętwe szablony pisma internetowego, gdzie np. prezentacji wierszy lub prozy towarzyszyć musi ilustracja, która ma się zwykle tak do tekstu, jak pięść do nosa. Więc raczej nie zaglądam (jednak także ze względu na problematyczny przekaz, a sieć przyjmie każdą ilość tego…), co sprawia, że np. przeszła mi koło nosa prezentacja wierszy Yahya Hassana w internetowym piśmie zakladmagazyn.pl, a także informacja, że druga książka poety (wydana w Dani w 2019 roku) jest tłumaczona przez Bogusławę Sochańską i też w całości się ukaże po polsku (nie mam pojęcia kiedy i w jakiej oficynie?). Tymczasem Maciej Bobula przełożył pięć wierszy Hassana ze wspomnianego drugiego tomu, z których Demokratura zrobiła na mnie spore wrażenie. I czytam sobie ten tekst w kontekście obecnego konfliktu palestyńsko-izraelskiego w Strefie Gazy (jakkolwiek słowo „konflikt” nie oddaje tego, co tam się dzieje). Yahya Hassan, którego pierwszy duński tom miał ponad stutysięczny nakład, jakoś nie zdobył u nas specjalnej popularności, a wydane w 2015 roku Wiersze/Digte powędrowały na półki sieci księgarń Tania Książka.
[Sreenshoty z pisma sieciowego zakladmagazyn.pl, aczkolwiek nie jest dla mnie jasne, kiedy miała miejsce ta prezentacja? I w którym numerze periodyku?]

poniedziałek, 26 kwietnia 2021

(„PÓJDZIESZ DO PIEKŁA MÓJ BRACIE‟)

Wiersze/Digte Yahya Hassana w przekładzie Bogusławy Sochańskiej ukazały się w Polsce w 2015 roku w serii wydawniczej Europejski Poeta Wolności (wydawnictwo słowo / obraz terytoria). Ich autor miał duże szanse na otrzymanie tej nagrody w rozdaniu za rok 2016, jednak akurat wtedy trafił do więzienia (sprawa kryminalna), więc być może jury przestraszyło się oksymoronicznego wydźwięku werdyktu... (żart). Myślałem (naiwnie), że książka Hassana zdrowo namiesza w Polsce, tymczasem jednak woleliśmy raczej „opiewać okaleczony świat‟, etc., ITD. Niespełna rok temu (dokładnie 29 kwietnia 2020 roku) poeta został znaleziony martwy w swoim mieszkaniu w Aarhus.

środa, 2 września 2020

(Samolot. Wrak.)

[Wiersz Janiny Katz z książki Zabawa w chowanego, wydanej w 2013 roku przez Austerię. Często wracam do tego tomu, chociaż początkowo te napisane po polsku teksty wydawały mi się być gorsze wierszy duńskich (które znam z przekładów Bogusławy Sochańskiej). Całkiem niesłusznie. Zabawa w chowanego to wydawnictwo wybitne! Ciekawe, kiedy dostrzeże je (książkę oraz autorkę) nasza kulawa krytyka literacka? Pytanie retoryczne...]

czwartek, 14 maja 2020

(Dlatego jestem tutaj)

Janina Katz


Pejzaż

                                                                            Pamięci Kornela Filipowicza

Widziałam go wczoraj w parku.
Ubrany jak na ryby,
z wędką,
papierosem w ustach
i dyndającą u paska
piersiówką.
Lecz przecież on umarł 
piętnaście lat temu.
Słyszałam, że do końca
przypominał siebie:
gotycka postać,
wysoki, prosty
jak świeca.
Nie miałam odwagi
zatrzymać go i powiedzieć:
„Dzień dobry, tu nie ma rzek,
a gdzie nie ma rzek,
tam nie ma i ryb‟.

Gdy jeszcze żył,
kupił bukiecik fiołków,
wsadził mi go w usta
i powiedział „szczęśliwej podróży‟.

Dlatego jestem tutaj.


Netanya

W dole
oglądane z urwiska,
było wszystko,
za czym tęskniłam:
Plaża, morze
i daleko w wodzie
brązowa sylwetka
- rzeźba doskonała -
w czarnym trójkącie,
okrywającym płeć,
co łatwo było zgadnąć.

Szalom Ça va Wie geht's
Mężczyzna podaje mi rękę.
Z ust wypływa 
strumień słów.
Ten poranek jest jeszcze piękniejszy
niż poprzednie.
Teraz zmarnowany.
Mężczyzna ma na sobie szorty i czapkę z daszkiem.
Używa wszystkich języków naraz.

À tout à l'heure
mówi, i dalej po polsku:
Czy pani matka tez szła w Marszu Śmierci
z Buchenwaldu do Gliwic?
Nie, mówię.
Tylko w Mühlhausen.
Tam nie było tak źle.

Bez przerwy się uśmiecha.
Przykro mu, że nie pamięta mojego języka.
À tout à l'heure
powtarza i idzie do drzwi.
Zduszone westchnienie ulgi
świdruje powietrze.

A ja muszę się spieszyć.

Z powrotem na urwisko,
odnajduję opalonego człowieka
w czarnym trójkącie,
który podkreśla jego płeć.

Mężczyzna staje przy drzwiach, 

odwraca się.
Pani tak dużo wie - 
mówi, 
wskazując na moją książkę.
Wszyscy Żydzi dużo wiedzą
- obiecuję uroczyście.
Nie całkiem rozumie,
co mam na myśli.
To było tak dawno temu
- mówi.
Kiedy się zaczęło
miałem czternaście lat.

Przepraszający uśmiech

rozdziera mi serce,
by zaraz je uciszyć.
Co za siła.
Co za rzemiosło.

[Z książki Powrót do jabłek wydanej w 2011 roku przez Bibliotekę Śląską (s.105, 119-120). Zastanawia mnie ten gest z bukiecikiem fiołków, brzmiący/wyglądający dość dwuznacznie. Nigdy nie spotkałem w realu Kornela Filipowicza, ale kilku moich rówieśników piszących prozę, pielgrzymowało z maszynopisami do mieszkania obwieszonego obrazami Marii Jaremianki. W tamtych czasach (Filipowicz zmarł w roku 1990) podobno było to w Krakowie młodoliterackim rytuałem. Czego - dzięki swoistej kombinacji karmicznej - na szczęście nie doświadczyłem.]

wtorek, 5 maja 2020

(CISZA JEST CISZĄ)

Yahya Hassan

LUTOWA NIEPRZEWIDYWALNOŚĆ

CISZA JEST CISZĄ
ROŚNIE BEZ OPAMIĘTANIA
TWOJE PIEKŁO JEST MOIM
TO TAKIE PROSTE
ZDOBYWAM JE NADZIEJĄ W CZUBECZKACH PALCÓW
TWOJE OCZY SĄ ILUZJĄ I MOJA PARANOJA SZCZERZY ZĘBY NOCĄ
JESTEM SZYBOWANIEM JESTEM NIEŚWIADOMOŚCIĄ
BEZPŁCIOWY W NAGIM POWIETRZU
WYWIJAM W MYŚLACH KOZIOŁKI
W LUTYM MIAŁEM SEN
WIĘC UWAŻAJ GDZIE SKŁADASZ POCAŁUNKI
BO MOGĄ TAM ZOSTAĆ NA ZAWSZE
TY MÓWISZ COŚ I JA MÓWIĘ COŚ
ALE NIE MOGĘ TAK PO PROSTU ZERWAĆ I JAK GDYBY NIGDY NIC
ZAPALIĆ KOLEJNĄ FAJKĘ OGLĄDAĆ INNY WSCHÓD SŁOŃCA
TO NA PEWNO TY
WIĘC STRĄCAM POPIÓŁ Z PAPIEROSA
OPRÓŻNIAM Z POEZJI KARTONOWE WINO
I MÓWIĘ WYPŁACZ SWÓJ BLASK
ALE MIEJ SIĘ NA BACZNOŚCI
JESTEM PRZYJACIELEM
I NAJPRAWDOPODOBNIEJ CIĘ WYKOŁUJĘ
ALE ZANIM ZOBACZYMY SZCZELINY W WIECZNOŚCI
BĘDZIEMY JEŚĆ Z DRZEWA I ZDRADZAĆ ALLAHA
ZADEBIUTUJEMY I BĘDZIEMY WCIĄGAĆ KOKĘ
I ŚPIEWAĆ Z INNYM WERSET PYCHY
NASZ GÓRĄ!
ONI SZLACHTUJĄ UTOPIE A MARZYCIELE SWOJE
MĘŻCZYZNA W CZERNI WYLEWA SERDECZNY ŻAL DO KANALIZACJI
LATO TO LOSY I WIĘZIENIA
AJA JESTEM TCHÓRZEM
ZANURZAM SIĘ W MARZENIACH O TWOICH OBJĘCIACH Z PRZYSZŁOŚCI
ALE BEZ POWODZENIA
MOJA PARANOJA NADAL SZCZERZY ZĘBY WIĘC ŚMIEJĘ SIĘ RAZEM Z NIĄ
MÓWIĄ MI OBUDŹ SIĘ POWĄCHAJ CIPKĘ
A JA PODPALAM SŁOWA
I ODWRACAM WZROK
CIERPIĄ
ALE TO NIE JEST MOJA WALKA
MOJE CIAŁO JEST WYOBCOWANE
CHODNIK NIE NALEŻY DO MNIE
UŚMIECHAM SIĘ W SŁOŃCU W ZMIENNYCH STANACH DUCHA
CHCIAŁBYM MÓWIĆ
ALE NIE O TYM
ZAUWAŻ ŻE SIĘ BOJĘ
ŻE SSĘ KOLEJNEGO PAPIEROSA
TRZYMAJ SIĘ Z DALA OD TEGO MROKU
WSZYSCY KTÓRZY CIĘ KOCHAJĄ TAK CI BĘDĄ RADZIĆ
WSZYSCY CHCĄ CIĘ PIEPRZYĆ
WKRÓTCE BĘDZIESZ LEŻAŁ MARTWY W ROWIE
UDUSZONY WŁASNĄ POEZJĄ
NIE URATUJĄ CIĘ PEDALSKIE LOKI
ALE ZA WCZEŚNIE BYĆ BYĆ SENTYMENTALNYM
ZA WCZEŚNIE BY ZAPALIĆ DŻOINTA
STAĆ SIĘ KIMŚ KTO CHODZI OKRĘŻNYMI DROGAMI
I NIE MA SPRAW DO ALLAHA
MACHAM NA POŻEGNANIE JAK MAŁE DZIECKO
RAZ DWA TRZY W CAŁEJ SWOJEJ PRÓŻNOŚCI

[Yahya Hassan został znaleziony martwy w swoim mieszkaniu w Aarhus 29 kwietnia 2020. Miał 25 lat. W 2015 roku ukazał się w Polsce dwujęzyczny tom WIERSZE/DIGTE, zawierający przekłady Bogusławy Sochańskiej. Z tej właśnie książki przepisałem powyższy wiersz.]

poniedziałek, 23 września 2019

Potwierdzam to i wzmacniam

[Warszawa, Aleje Jerozolimskie, 20.09.2019]

Jedna z ostatnich lokalizacji na liście.

Napisałem tutaj kiedyś, że Polska to stan umysłu.

Potwierdzam to i wzmacniam, by użyć frazy z wiersza Rozpacz Johna Berrymana (w przekładzie Piotra Sommera).

Widoczny na obrazku mural to z pewnością dzieło, które można zaliczyć do zjawiska "turbopatriotyzmu" (Marcin Napiórkowski Turbopatriotyzm, Czarne, Wołowiec 2019).

Czytam sobie aktualnie wieczorami tę rozprawę, choć wolałbym (powinienem raczej) oddawać się lekturze np. Berrymana.

Napiórkowskiego doprawiam Yahyą Hassanem, którego tom w kapitalnych translacjach Bogusławy Sochańskiej możecie Państwo kupić obecnie w sieci Tania Książka. A w takiej Danii jego Digte (czyli wiersze) miały 100.000 nakładu.

Nie mieszajmy jednak myślowo dwóch różnych systemów walutowych, nie bądźmy Pewexami - by przywołać słowa Ryszarda Ochódzkiego skierowane do Jana Hohwandera w Misiu Stanisława Barei.

W przypadku wspomnianego obrazu filmowego, zalinkowana scena jako żywo przypomina działania Polskiej Fundacji Narodowej...

wtorek, 17 września 2019

(A JA SRAM W SPODNIE W IMIĘ BOŻE)

YAHYA HASSAN


PORANNA MODLITWA
W LIBANIE

KAŻDEGO RANKA SZEJK ABDELRAHMAN NAWOŁUJE DO MODLITWY
ROZŚWIETLAJĄ SIĘ MINARETY
I LUDZIE BUDZĄ SIĘ
POSŁUSZNI MUZUŁMAŃSKIEMU BUDZIKOWI
ALE MAŁEGO CHŁOPCA Z DANII
BUDZI ROZWOLNIENIE
W POKOJACH ZAPALAJĄ SIĘ BRZĘCZĄCE NEONÓWKI
WOJOWNICZE KOTY AL-KAIDY
SYCZENIEM ODPĘDZAJĄ MROKI NOCY
BABCIA PRZYGOTOWUJE ŚNIADANIE
MYJEMY SIĘ PRZED WYJŚCIEM
IDĘ NA SZTYWNYCH NOGACH Z NAPIĘTYMI POŚLADKAMI
PRZEDE MNĄ SZEROKIE PLECY DZIADKA
POZDRAWIAM WSZYSTKICH W DRODZE DO MECZETU
DZIADEK CZYTA KORAN
OD GORĄCZKI NA CZOŁO WSTĘPUJE MI POT
WŚLIZGUJĘ SIĘ DO OSTATNIEGO RZĘDU
CZŁOWIEK Z NAJWIĘKSZĄ BRODĄ
ZACZYNA MODLITWĘ SŁOWAMI ALLAH AKBAR
A JA SRAM W SPODNIE W IMIĘ BOŻE


POBOŻNOŚĆ

TERAZ ODMAWIA SWOJE MODLITWY W MECZECIE NA GRIMHØJ
I PIEPRZY W PORCIE JAKĄŚ DUNKĘ
UKRADŁ INWENTARZ MATKI
WYRZUCIŁ PRZEZ OKNO JEJ UBRANIA
WYDAJE ZAKAZ
WIĘC TERAZ WIDUJĘ SIĘ Z NIĄ UKRADKIEM PO DZWONKU NA DŁUGĄ PRZERWĘ


ANTENA SATELITARNA

NIE MIELIŚMY DUŃSKICH KANAŁÓW
MIELIŚMY AL-DŻAZIRĘ
MIELIŚMY AL-ARABIJĘ
NIE MIELIŚMY ŻADNYCH PLANÓW
BO ALLAH MIAŁ DLA NAS PLAN
W ŚWIĘTYM MIESIĄCU OJCIEC ZABIERAŁ MNIE DO MECZETU
CODZIENNIE PO KOLACJI I MODLILIŚMY SIĘ
MODLILIŚMY SIĘ TAK DŁUGO ŻE JUŻ NIE DAŁO SIĘ STAĆ
MODLILIŚMY SIĘ MODLILIŚMY A POTEM DAWAŁ MI COLĘ I KITKATA
W MECZECIE OJCIEC STAWAŁ SIĘ KIMŚ INNYM
PEŁNYM BOJAŹNI BOŻEJ I SERDECZNYM
SIEDZIAŁEM MIĘDZY JEGO NOGAMI
OPARTY O JEGO PIERŚ
TO TAM PODCZAS KAZANIA IMAMA
BYĆ MOŻE MNIE POCAŁOWAŁ
GDY WRACALIŚMY WYPADŁEM Z AUTA
MYŚLAŁEM ŻE CHCE PARKOWAĆ
I OTWORZYŁEM DRZWI KIEDY ZAWRACAŁ


[WIERSZE YAHYI HASSANA W PRZEKŁADZIE BOGUSŁAWY SOCHAŃSKIEJ POCHODZĄ Z KSIĄŻKI WIERSZE/DIGTE, WYDANEJ PRZEZ OFICYNĘ SŁOWO/OBRAZ TERYTORIA W 2015 ROKU]

środa, 27 marca 2019

(Zbyt wielu mężczyzn, kobiet i dzieci z oczami z tyłu głowy?)

Janina Katz


Jesteś moimi pięcioma zmysłami


Jesteś moimi pięcioma zmysłami.
Moja Jerozolimo.

Niekończąca się
przygoda miłosna.

Otwarta rana,
by nie psuć wrażenia,
omotana w złocistą pajęczą sieć.

Moje oczy tropią szansę 
wymknięcia się 
do Ciebie, Jerozolimo.

I trochę dalej na północ
do ciebie 
o oliwkowej skórze. 

Widzisz, 
gdy język się boi,
rozkwitają metafory.


Dlaczego Izrael


Spóźniona Żydówka,
próbuję zrozumieć,
co to wszystko zrodziło.

Tę czułość i troskę.
I strach.

Pustynny wiatr?
Zbyt wielka danina krwi?
Morze. Piasek?
Morze. Piasek?
Moje rozpalone ciało?
Zbyt wielu mężczyzn, 
kobiet i dzieci
z oczami z tyłu głowy?
Pycha osaczonych?

Moja ślepa miłość?


[Po powrocie z Eretz Israel. Może jeszcze dodałbym tu wiersze Izrael i Izaak, ale już je wcześniej wklejałem. Do Jerozolimy nie dotarłem tym razem (czego specjalnie mi nie żal), a także do Hajfy (tu wręcz przeciwnie, bardzo chciałem tam pojechać), ale program pobytu - którego celem było sfotografowanie wybranych budynków architektury bauhausowskiej - miałem maksymalnie napięty. Poznałem za to dość dobrze, tę właśnie część Tel Awiwu, nazywaną także - całkiem słusznie - białym miastem‟. Ledwo przyjechałem do domu (wczoraj o północy) i już zaczynam tęsknić za powrotem... Wiersze Janiny Katz przełożyła Bogusława Sochańska i pochodzą z wydanego w 2011 roku tomu Powrót do jabłek (s. 146 i 142).]

poniedziałek, 28 stycznia 2019

(Nieubłaganie i cierpliwie nadchodzi ból)

Janina Katz


Zdanie

Zdanie powiedziane w złości
- wiele lat temu.
Było dwóch świadków,
jeden umarł.
Teraz mamy tylko siebie
- powiedziało do mnie zdanie.


Bez tytułu

Siedzę tu
bez pytania.
bez odpowiedzi
bez tytułu.

Moja lewa dłoń
od dawna
już wie
czego nie robi
prawa.

Ciało powierzyło duszy
wszystkie tajemnice.

Tylko umarli
nie chcą odejść.


Izrael

O zachodzie słońca
spełnia się 
wątpliwa słodycz dnia.

Nieubłaganie i cierpliwie
nadchodzi ból.


[Dalej czytam Powrót do jabłek, wiersze (w przekładzie Bogusławy Sochańskiej) pochodzą ze stron: 63, 109 i 134]

niedziela, 27 stycznia 2019

(Nie ma mnie na tej pożółkłej rodzinnej fotografii)

Janina Katz

Fotografia

Nie ma mnie na tej pożółkłej
rodzinnej fotografii.
Ale jest moja matka
ze swym jak zawsze porywającym uśmiechem
i czarnymi warkoczami,
wygląda jak Cyganka.
Jej śliczna siostra 
i brat 
- drobna postać,
krucha wesołość - 
też jest z nimi.
Brak mojego ojca.
Dziadkowie,
eleganccy i majestatyczni
- każde na swój sposób -
też są.
Mam do nich dołączyć 
za jakieś dwadzieścia lat.
Mój ojciec zrobił to
kilka lat wcześniej.
Wszystko wygląda tak normalnie,
jak to tylko możliwe.
Tło i pierwszy plan 
obojętne.
Dodam tylko,
że promieniej z nich dobre samopoczucie
i solidny,
lecz niekrzyczący
dobrobyt.
Czas:
pomiędzy dwoma wojnami.
Możliwe, 
że los
potraktował fotografa
łagodniej
niż jego uśmiechniętych modeli.
Mnie samej
się udało.
Mam przynajmniej fotografię
i poukładane 
życie.
Ale także niewzruszoną
wiarę
w uzdrawiające działanie
epiki.


[Wiersz w przekładzie Bogusławy Sochańskiej (z języka duńskiego) z książki: Janina Katz, Powrót do jabłek, Biblioteka Śląska, Katowice 2011, s. 61-62. ]

piątek, 12 października 2018

(Jak miło byłoby wyplątać jego rogi z gęstych gałęzi, zejść w dół do strumyka i bawić się z nim)

Janina Katz


Dania

wielkie niebo
białe plaże

ogromne oko morza

o zachodzie słońca
dziewczęta i chłopcy
dzieci i starcy
przyklejeni do szczytów wydm

wieczór za wieczorem
te pogańskie wiece
pingwinów
twarz w twarz
z biegiem słońca i morza

zapach pieczonej świniny
zmieszany z wonią róż i słonej morskiej wody

nieśmiało cuchną glony


Moje multietniczne życie

Ambasador nadeptuje mi na nogę.
Bankiet trwa nadal. Pończocha
puszcza oczko. Poeci.
piją koszerną wódkę.Kawior
i perfumy. Bransoleta z prawdziwego złota.
Rubinowoczerwone paznokcie kobiet.
Samodziały i plecaki. Wątpliwe diamenty
Ktoś uśmiecha się do mnie
spod długich rzęs. Trzydzieści lat
za późno. Gra muzyka. Mendelssohn
i Schubert. Wychodzę na balkon.
Łapię promień słońca. Zapinam go
i formuję sześcioramienną gwiazdę.
Wracam do domu. Gwiazda podąża za mną.
Kot siedzi na Baśniach Andersena
i pazurkami drapie Księgę Hioba.
Wszystko jest czystą harmonią.
Choć niektórzy mogliby
sądzić inaczej.


Izaak

Abraham jest małomówny.
Hiob zawodzi.
Pan mówi do Hioba.
Posłuszeństwo
wyklucza dyskusję.
Pan fatyguje się 
tylko raz.
Resztę załatwia anioł.

Izaak
- niech Pan będzie pochwalony -
nie został zabity.
Rośnie zdrowo,
bogaty w dzieci i bydło,
nie ma kompleksów.
Baranka wspomina rzadko.
- Jak miło byłoby
wyplątać jego rogi
z gęstych gałęzi,
zejść w dół do strumyka
i bawić się z nim.
- Beznadziejne dzieciństwo -
mruczy przez sen.
I komu ja zawdzięczam życie?


[Wiersze Janiny Katz - w przekładzie z duńskiego autorstwa Bogusławy Sochańskiej - przepisałem z tomu: Janina Katz, Powrót do jabłek, Biblioteka Śląska w Katowicach, Katowice 2011, s. 97, 89, 82. Książka ma też ogólnodostępną wersję elektroniczną.]

poniedziałek, 23 kwietnia 2018

Duński Instytut Kultury w Warszawie ZAPRASZA!

Na spotkanie autorskie z Grzegorzem Wróblewskim w piątek 27 kwietnia 2018 roku o godz. 18:00, jakie odbędzie się w lokalu przy ul. Pięknej 31/37, poświęcone co dopiero wydanej książce Miejsca styku (Wydawnictwo Convivo), które będę miał przyjemność  poprowadzić (napisałem też rodzaj posłowia do najnowszej publikacji Grzegorza).

sobota, 17 marca 2018

[niebo zalane światłem]

Inger Christensen


bomba atomowa istnieje

Hiroszima, Nagasaki

Hiroszima szóstego
sierpnia 1945

Nagasaki dziewiątego
sierpnia 1945

140 000 zabitych i
rannych w Hiroszymie

60 000 zabitych i 
rannych w  Nagasaki

liczby niezmienne
gdzieś w odległym
zwyczajnym lecie

potem umierali
ranni, z początku wielu,
większość, potem mniej, ale

wszyscy; na koniec
dzieci rannych,
urodzone martwe, umierające,

dużo dzieci, jeszcze,
jeszcze, i wreszcie
ostatnie; stoje

w kuchni, obieram
kartofle; z kranu
leci woda niemal
zagłusza dzieci
na podwórku;

dzieci krzyczą i
niemal zagłuszają
ptaki na
drzewach; ptaki
śpiewają i niemal
zagłuszają szept
liści na wietrze;
liście szepczą 
i niemal zagłuszają
ciszą niebo,

niebo zalane światłem,
światłem które od tamtego
czasu przypomina
ogień bomby atomowej
odrobinę


[Wiersz w przekładzie Bogusławy Sochańskiej z książki: Inger Christensen Alfabet, Lokator, Kraków 2018, s. 21-23]

wtorek, 15 sierpnia 2017

Przerwa urlopowa (YAHYA HASSAN)

YAHAYA HASSAN


WSPOMNIENIA Z WAKACJI III

OBÓZ UCHODŹCÓW BYŁ PEŁEN RODZIN
KTÓRE ZNAŁEM Z DANII
WIĘKSZOŚĆ Z GALLERUPPARKEN
ALE ZNAŁEM TEŻ GRUPĘ 
Z GETTA MOJEGO KUZYNA Z HELSINGØR
KUPILIŚMY FAJERWERKI
PODPALIŁEM TEN KTÓRY PRZYPOMINAŁ ŚWISZCZĄCA PETARDĘ
I WRZUCIŁEM GO DO KIOSKU
GDZIE WYMIENIALIŚMY STO DUŃSKICH KORON NA INFLACJĘ
ZAPALIŁ SIĘ KARTON Z CHRUPKIM PIECZYWEM
WŁAŚCICIEL RUSZYŁ ZA NAMI W POGOŃ
NIENAWIDZĘ WAS DUŃSKIE PSY!
WYPIEPRZAJCIE DO DANII ZAWOŁAŁ I WRÓCIŁ
PO MODLITWIE PODPALILIŚMY SUCHE ZAROŚLA
GDY PŁOMIENIE DOPADŁY TRAW
WRÓCILIŚMY DO DOMU DZIADKÓW
JAK GDY BY NIGDY NIC
ALE WIDZIAŁA NAS JEDNA Z ŻON WUJKA
I DZIADEK ZJAWIŁ SIĘ Z KIJEM
SŁYSZELIŚMY ŻE Z JEGO POMOCĄ WYCHOWYWAŁ
TO YAHYA POWIEDZIAŁ MALEK
TO MALEK POWIEDZIAŁ YAHYA
DZIADEK LEKKO MNIE DŹGNĄŁ
I CHCIAŁ UDERZYĆ RĘKĄ
SZYBKO CHWYCIŁEM JEGO SŁABE RAMIĘ
DOŚĆ MIAŁEM RĄK BIJĄCYCH MNIE PO TWARZY
I WTEDY RZUCILI SIĘ NA MNIE BRACIA MATKI


PUK PUK

MUZUŁMANIN Z GALLERUPPARKEN
ZNAJDUJE NASZĄ KLATKĘ
CZYTA NAZWISKA NA SKRZYNKACH POCZTOWYCH
I PUKA TAM GDZIE NAJWIĘCEJ DZIEWCZĄT
SZACUJE POTOMSTWO
CHCE MOJĄ MŁODSZĄ SIOSTRĘ NA GOSPOSIĘ I MATKĘ SWOICH DZIECI
CHCE STWORZYĆ JEJ RAJ W INNYM BLOKU
BĘDZIE IM PRZEWODZIŁ ALLAH I DWADZIEŚCIA LAT RÓŻNICY WIEKU
CHCE BYĆ JEJ PIERWSZYM MĘŻCZYZNĄ W NOC POŚLUBNĄ
PIEPRZYĆ JĄ ZAROSTEM I DZIĘKOWAĆ ZA WSZYSTKO ALLAHOWI
I JESZCZE JEDEN MUZUŁMANIN Z GALLERUPPARKEN
ZNAJDUJE NASZĄ MATKĘ
SZACUJE POTOMSTWO
CHCE MOJĄ STARSZĄ SIOSTRĘ NA GOSPOSIĘ I MATKĘ SWOICH DZIECI
MA GOTOWAĆ OBIADY I BYĆ MU POSŁUSZNA
URODZIĆ DZIESIĘCIU ZŁODZIEJASZKÓW I WYRZEC SIĘ ICH
JEŚLI OKAŻĄ SIĘ NIEWIERNYMI


ZŁOŚĆ

WYDALAM CIERNISTĄ RÓŻĘ
ODBYT KRWAWI OD SZAŁU OD ZEMSTY
JESTEM ZASRANYM ANTYSEMITĄ
WYSSAŁEM TO Z MLEKIEM OJCA
WCHŁONĄŁEM Z WARKOTEM DRONÓW NAD OLIWNYM GAJEM
Z WIDOKIEM GWIAZD PASKÓW BIAŁEGO FOSFORU
I ŚCIANY PŁACZU
Z LAMENTEM TRWAJĄCYM OD HOLOKAUSTU
Z LAMENTEM PALESTYŃCZYKÓW
LAMENTUJĘ RAZEM Z NIMI


AZAN

NAJPIERW MUZUŁMAŃSKI ZEGAR NA ŚCIANIE WZYWA NA MODLITWĘ
GŁOSEM PEŁNYM BOJAŹNI BOŻEJ
POTEM JESZCZE TROCHĘ ZAWODZI IMAM W TELEWIZORZE
POTEM MATKA NASŁUCHUJE CZY LECI WODA
ALE SYN JESZCZE SIĘ NIE UMYŁ
WIĘC MATKA WOŁA I WRZASK JAK OD SZATANA
I CIAŁO MYJE SIĘ ZGODNIE Z RYTUAŁEM
I WKRÓTCE ZANOSI MODŁY DO BOGA SWOICH RODZICÓW


[WIERSZE W PRZEKŁADZIE BOGUSŁAWY SOCHAŃSKIEJ Z KSIĄŻKI: YAHYA HASSAN WIERSZE, DIGTE, INSTYTUT KULTURY MIEJSKIEJ, SŁOWO/OBRAZ TERYTORIA, GDAŃSK 2015, STR. 75, 147, 187, 209]