niedziela, 16 lutego 2020

Cmentarz w Kaliszu

[Kalisz, ul. Częstochowska 2,  16.02.2020]

Wywołując tego RAW-a w Photoshopie rozmyślałem o magii fotografii analogowej... Jakie to wspaniałe czasy były, kiedy trzeba było babrać się w toksycznej chemii i wdychać jej opary. Swoją przygodę z ciemnią analogową zacząłem dość wcześnie, ponieważ mój ojciec był fotografem, więc jako nastolatek nauczyłem się wołać filmy i kopiować odbitki, co było też źródłem moich dochodów - ojcu nie zawsze się chciało obrabiać fuchy, a miał ich sporo. Zapach tiosiarczynu sodu (jakby kto nie wiedział, składnik utrwalacza) oraz fenidonu (podstawowy składnik wywoływaczy) będą mnie chyba prześladować do końca życia - nasza ciemnia miała wprawdzie wyciąg, ale dźwięk wentylatora irytował lokatora mieszkania nad pracownią (która była urządzona w piwnicy), więc w nocy nie włączałem tej instalacji. Wspomniany sąsiad miał brzmiące z czeska nazwisko, w  ogóle to był to dość upierdliwy egzemplarz, więc pozwolę sobie na stosowną i idiomatyczną puentę - To se ne vrati! Co znaczy - Nie ma czego żałować!

sobota, 15 lutego 2020

(Wpół drogi między obeliskiem a kapitolem)

Henryk Grynberg

RODOWÓD

Dziadka w pobożnej jarmułce z babką w czepku cnotliwych
rozebrałeś do naga przed chamem
a gdy o pomoc wołali cyklon B im do gardła wsypałeś
a drugiemu dziadkowi entuzjazm wiary miłości nadziei
odpłaciłeś shańbieniem najlepszej z chasydzkich córek
a gdy biegł jej na pomoc zastrzeliłeś go ręką chama
a drugiej babce jak Chanie kazałeś
patrzeć na śmierć wszystkich dzieci i świata
całego jaki miała
zanim jej pozwoliłeś by sama się położyła do grobu
a ojca mi zarąbałeś chamska siekierą w tył głowy
żeby się nie mógł obronić
a brata półtorarocznego znalazłeś
bo miał znak Twojego Przymierza (zgodnie z Twym Przykazaniem)

nie oszczędziłeś nawet ojczyma który (wbrew Twojej Woli)
z ognia getta cyklonu treblinki między oczodołami przeszedł
aż do kalifornijskiego sklepiku
gdzie bandyta strzelał a Tyś kule nosił
tylko matce przysłałeś legalnie wyrok swój przez lekarza
żeby rok w celi śmierci
bez odwołania czekała
i żebym mógł się napatrzeć na swoją własną bezradność

piękna Twoja muzyka wieniawskiego i perelmana
i wspaniałe Twoje kolory każdego kwietnia i maja
wszędzie gdzie zarzyna się dusze
ale nie dziw się że mi wszystko jedno
jakim zarżniesz mnie nożem i kiedy
bo choćbym żył wiecznie nie zdążę
opowiedzieć

                                                    kwiecień 1983

ANTYCYPACJA

Wpół drogi między obeliskiem a kapitolem
w samym środku lata
spoczywa wyprężony na baczność
pod muzealnym szkłem
w pończochach białych jeszcze
z gumkami nad kolana
Wilhelm von Ellenbogen
który już dwieście lat temu
na żółtą febrę zmarł w filadelfii

a leży prawie nietknięty
bo zrządzeniem natury
tak się czasem zdarza
gdy podskórna woda planety
wejdzie w kontakt z kimś z naszych zmarłych

zjawisko to (adipocere)
znaczy że niemieckie tkanki
szczęśliwca von Ellenbogena
same się przerobiły na mydło -
bez niczyjej pomocy  

                                                                        Waszyngton, Museum of Natural History

[Z książki: Henryk Grynberg, Wśród nieobecnych, Oficyna Poetów i Malarzy, Londyn 1983, s. 8, 14.]






piątek, 14 lutego 2020

Mural na podwórku przy ul. Theodora Roosevelta we Wrocławiu

[Wrocław, ul. Theodora Roosevelta, 5.01.2016]

Ciągłość „tradycji‟... To zresztą nie jedyny taki przykład w Słowniku polsko-polskim. Myślałem, że to zdjęcie już dawno temu wrzuciłem na bloga, okazało się jednak, że nie. Do podwórka przy ul. Theodora Roosevelta we Wrocławiu wrócimy jeszcze po krótkiej przerwie.

czwartek, 13 lutego 2020

(za rasę za klasę za kasę)

Henryk Grynberg

RETORYCZNE PYTANIE

                            pamięci Zuzanny Ginczanki
                                     i Władysława Szlengla

Za buty za bety za graty
za kufry za futra za szmaty
za garnki zegarki talarki
srebrniki złotówki miedziaki
za złote zęby i srebrne lichtarze

za pejsy za brody chałaty
za upór za opór za przekór
za ideę za nadzieję za wiarę
za łatwowierność i trudnowierność
za uległość i niepodległość
za radność i bezradność
za naiwność za spryt
mit i wstyd
za rasę za klasę za kasę
za wszystko a zwłaszcza za nic -
pozwalałeś mordować nas Panie

więc dlaczego nie miałbyś za naftę?

[Z książki: Henryk Grynberg, Wiersze z Ameryki, Oficyna Poetów i Malarzy, Londyn 1980, s. 29.]

wtorek, 11 lutego 2020

(Szkielety ulic domów i psów i szkielety w uniformach turystów)

Henryk Grynberg


POMPEJA

Szkielety
ulic domów i psów
i szkielety w uniformach turystów
a spazmatyczna rozpacz nieosiągalności
wyrysowana pornografią na ścianach
starożytnego burdelu
nie zniechęca
wyposażonych w szybkie podróże nekrofilów

pod ich stopami
bez szmeru jak wieczność przemykają
zamieszkujące to miasto jaszczurki
a nad głowami młodzieńczą energią
nadal tryska niefrasobliwy Wezuwiusz

                                                       „Święto kamieni‟


MORZE MARTWE

Tutaj w żyłach z metalu i szkła
i wszelkiego innego tworzywa
płynie brom
w rozpalonych no nadczerwieni wnętrznościach
sam siebie przetwarza
w procesie potępienia i odkupienia
twórczy ogień piekieł

a odmłodzeni bogowie starego testamentu
bladzi z przekrwionymi oczami
zaglądają w oczy zegarom
odczytują tablice ich myśli
i spełniają życzenia

spętanego cyklopa co wypija morze
które było martwe
lecz znów zacznie rodzić
poprzez potas i brom

                                                        „Święto kamieni‟

[Wiersze z książki: Henryk Grynberg, Antynostalgia, Oficyna Poetów i Malarzy, Londyn 1971, s. 67, 73.]

poniedziałek, 10 lutego 2020

Mural w Wysokiej

[Wysoka, ul. Strzelecka, 06.07.2019]

Fotografowałem bez głębszego przekonania ten czerstwy, wielkopolski krajobraz małomiasteczkowy i nagle niebo zesłało mi rolkarza, który zaczął na ulicy kręcić piruety...

niedziela, 9 lutego 2020

(bo uwierzyliśmy, że wolność to uświadomiona konieczność życia w naszym najlepszym ze światów, który buduje jeszcze lepszy, lepiej dopasowany świat)

Ryszard Krynicki

CO PEWIEN CZAS

Co pewien czas ktoś płonął na stosie
mędrcy, szaleńcy, przypadkowi świadkowie,
którymi mógł być każdy z nas

kobiety, które na każdym łóżku
swojej przypadkowej epoki
płonęły jak książki
za urojone i prawdziwe kontakty z urojonymi i prawdziwymi diabłami

jak książki oprawione w naszą nieludzką skórę

głosujący za, przeciw - i wstrzymujący się od głosu

co pewien czas nasze złe czasy zmieniały się na gorsze

właściciele narodów głosili wtedy, że jest coraz lepiej
a będzie jeszcze lepiej
im dłużej trwały przemówienia - tym bardziej wydłużały się kolejki,
ostatni w kolejce czuli za sobą tuż, tuż miedziane czoło
nadciągającego czasu

jedni dogorywali w obozach koncentracyjnych
w łagrach na dalekiej północy
swoich najlepszych czasów,
ginęli bez wieści,
drudzy wiedzieli o tym lecz mogli uwierzyć,
albo wiedzieli o tym lecz nie chcieli uwierzyć,
antyfaszyści ginęli z ręki antyfaszystów,
głód i tłok wyzwalały w nas najgorsze instynkty,

co pewien czas w encyklopediach naszych najlepszych czasów
epitety zamieniały się miejscami, hasła przybywały i ubywały,
ulice zmieniały swoje nazwy, w gazetach ubywało jednych,
przybywało innych słów,
za którymi kryła się zagłada całych pokoleń i narodów,
czytelnicy otwierali swoje gazety zamykając jednocześnie drzwi
wiodące do prawdziwego świata,
hasło bóg zajmowało coraz mniej miejsca, hasło człowiek brzmiało dwuznacznie,
godzina policyjna mogła trwać latami

co pewien czas,
zabijaliśmy czas, spędzaliśmy życie,
spędzaliśmy czaszabijaliśmy życie,
wielu gniło w więzienia swojej przypadkowej epoki,
wielokrotnie zdradziecki nóż cudzego serca wbijał się w nasze serca
byli banici
i ci, którzy nadaremnie starali się wyjechać za granicę
swej przypadkowej epoki
walka o pokój pochłaniała tyle samo ofiar
co walka o władzę
ktoś zamiast walczyć z wrogiem wewnętrznym,
który opanował jego serce
zdradzał przyjaciół,
co pewien czas
czerwony ołówek ogłupiałej cenzury śmierci,
w której najczęściej pracują absolwenci Historii i Prawa
wykreślał czyjąś otwartą bagnetem twarz
dawno straconą przez swojego przypadkowego właściciela i niewolnika

w zatrzaśniętych pośpiesznie okładkach legitymacji
przypadkowego zjednoczenia poufnych rozmówców,
poufnego zjednoczenia przypadkowych rozmówców,
potulnego zrzeszenia przymusowych rozmówców,
przymusowego zrzeszenia potulnych rozmówców,
prywatnego zjednoczenia itd. swojej epoki

co pewien czas te legitymacje z przytrzaśniętymi twarzami
płonęły na stosach,
jątrzyły jaskrawe ciała prezydialnych stołów,
rozżarzały czerwone sukno nieludzkiego świata
sztuczną krwią nabiegały nylonowe flagi,

co pewien czas nasze serca i twarze były jak proporce przechodnie,

co pewien czas byliśmy na ustach wszystkich,
usta wszystkich przyjmowały nas lub wypluwały
młodzi walczyli ze starymi, starzy z młodymi,
nie mogło dojść do równowagi,
bo ci pierwsi starzeli się o wiele prędzej, niż odważali się mówić ci drudzy
i tak wyprzedzaliśmy epokę

to co nazwaliśmy szczęściem - młodość -
otrzymaliśmy w darze od natury, a nie od państw, które były naszymi właścicielami
jedni gnili w więzieniach lub obozach psychiatrycznych,
innym przyznawano odznaczenia i wysokie emerytury,
paserzy zostawali ambasadorami,
co pewien czas historia, której absolwenci najczęściej
pracują w ogłupiałej cenzurze śmierci,
przyznawała rację jednym odmawiając jej innym,
co pewien czas nasi syci rówieśnicy
z zawiści lub głupoty pozbawiali nas środków do życia,
co pewien czas burzono pomniki
laureatów swojej przypadkowej epoki
i rehabilitowano pośmiertnie ofiary laureatów
minionej epoki

co pewien czas zabalsamowana mumia Stalina
byłą gotowa do powrotu,

co pewien czas zawodowi mordercy
ustanawiali karę śmierci,
rak kłamstwa toczył epokę,
która jak każdy śmiertelnie chory do końca naiwnie wierzyła,
że toczy się o własnych siłach ku lepszej przyszłości

co pewien  czas nie mieliśmy czasu,
na to, aby próbować zmieniać nasze czasy,
odróżnić czas naszego jedynego życia
od wielu czasów, w których przyszło nam żyć,
politycy, kaznodzieje, artyści i poeci
zawsze znajdowaliśmy coś na ich usprawiedliwienie,
czasami chcieliśmy po prostu przeżyć,
bo uwierzyliśmy, że wolność to uświadomiona konieczność
życia w naszym najlepszym ze światów,
który buduje jeszcze lepszy, lepiej dopasowany świat
i nie może już znaleźć dla siebie żadnego wolnego miejsca, żadnej luki

w powszechnej szczęśliwości

[Wiersz brzmi nadzwyczaj aktualnie, choć powstał jakieś pół wieku temu. Tak oto pewne sprawy zatoczyły koło. Tekst pochodzi z tomu Nasze życie rośnie, opublikowanego w 1981 roku drugim obiegu w Wydawnictwie ABC, s. 96-99.]






sobota, 8 lutego 2020

(Wszystkie słowa - uchodźcy)

Nelly Sachs

KTO WOŁA?
Własny głos!
Kto odpowiada?
Śmierć!
Czy przyjaźń ginie
w wojskowych obozach snu?
Tak!
Dlaczego nie zapieje kogut?
Czeka aż pocałunek rozmarynu
popłynie po wodzie.

Co to jest?

Chwila opuszczenia
od której odpadł czas
zabity przez wieczność!

Co to jest?

Sen i umieranie są bez właściwości

*

WER RUFF
Die Eigene Stimme!
Wer antwortet?
Tod!
Geht die Freundschaft unter
im Heerlager des Schlafes?
Ja!
Warum kräht kein Hahn?
Er wartet bis der Rosmarinkuß
auf der Wasser schwimmt!

Was ist das?

Der Augenblick Verlassenheit
aus dem die Zeit fortfiel
getötet von Ewigkeit

Was ist das?

Schlaf und Sterben sind eigenschaftslos

*     *     *

Kiedy nadszedł wielki strach
stała się niema -
ryba śmiertelną stroną
wypływająca na powierzchnię
pęcherzyki powietrza płaciły za walczący oddech

Wszystkie słowa - uchodźcy
do nieśmiertelnych kryjówek
gdzie siła rozrodcza musi sylabizować
narodziny gwiazd
i czas traci swoją wiedzę
w zagadkach światła -

*

Als der große Schrecken kam
wurde ich stumm  -
Fisch mit der Totenseite
nach oben gekehrt
Luftblasen bezahlten dem kämpfenden Atem

Alle Worte Flüchtlinge
in ihre unsterblichen Verstecke
wo die Zeugungskraft ihre Sterngeburten
buchstabieren muß
und die Zeit ihr Wissen verliert
in die Rätsel des Lichts -



[Wiersze w przekładzie Ryszarda Krynickiego z książki: Nelly Sachs, Rozżarzone zagadki/Glühende Rätsel, Wydawnictwo a5, Kraków 2006, s. 117, 154. Czytam ten tom na wyrywki, otwierając książkę na chybił trafił i niemal za każdym razem znajduję coś ciekawego/zaskakującego. Jakkolwiek poetyka tych zapisów, to raczej nie mój pomysł na kontakt z realnym...]




piątek, 7 lutego 2020

Mural w Olsztynku (2)

[Olsztynek, ul. Mazurska, 28.01.2018]

Na spotkaniu promocyjnym w Księgarni Karakteru nieco pochopnie wyraziłem opinię/nadzieję, że fala malowania murali z „wyklętymi wyraźnie opada. Być może przekonanie takie było skutkiem kilkumiesięcznego braku kontaktu z tematem (od zrobienia ostatnich zdjęć do książki we wrześniu 2019, nie monitorowałem fenomenu). Tymczasem znajomi podsyłają mi na priva informację o nowych realizacjach... Co biorąc pod uwagę zaostrzanie się walki politycznej w naszym kraju - mamy na karku bardzo ważne wybory prezydenckie wyznaczone na 10 maja - wcale nie dziwi. Ostatnio fala medialnej nienawiści do „obcego‟ (Kurwizja i wPotylice) skanalizowana została także w stronę... wegan i wegetarian (sic!). Czas pokaże, czy temat ten pojawi się na oprawach stadionowych i muralach?

czwartek, 6 lutego 2020

Mural w Olsztynku

[Olsztynek, ul. Mazurska 2.03.2015]

Aż łza mi się oku zakręciła, początek pracy nad Słownikiem polsko-polskim, jeszcze D700 i podpięty do niego stareńki zoom 35-70mm. Zdjęcie zrobiłem w drodze na montaż Świętej Wojny w BWA w Olsztynie. 

środa, 5 lutego 2020

Mural w Jastrowiu


[Jastrowie, ul. Kilińszczaków, 23.03.2018]

T-34 w widocznym powyżej malowaniu, wygląda jak czołgi radzieckich oddziałów, które brały udział w operacji berlińskiej w kwietniu 1945. Jednak ta klapa w bocznej burcie przypomina... drzwi do lodówki lub kuchenki gazowej w starym stylu. I jakby jeszcze było mało, podrywający się do natarcia piechur ma biało czerwoną opaskę na ramieniu (lewym...). Dawno już nie mam obu szerokokątnych szkieł, którymi zrobiłem te zdjęcie.

wtorek, 4 lutego 2020

Zina Dizengoff Square (4)




[Tel Awiw, 23-25.03.2019]

Wystawa w Polin się skończyła. Teraz pojedzie do Gdynii, a później do Tel Awiwu. Więc przy tej okazji, ale też powodowany sentymentem, kilka zdjęć z Zina Dizengoff Square, tym razem część południowa, z wylotem Pinsker Street i Dizengoff  street. Powoli, bardzo powoli wychodzę z grypy, a myśli jakie mnie od czasu do czasu nachodzą, to że fajnie byłoby się teraz teleportować w widoczne na zdjęciach okolice... Podczas pierwszego pobytu w Eretzu w 2016 roku, kiedy miałem wystawę na tutejszym festiwalu fotografii, w knajpie przy Pinsker podano mi absolutnie rewelacyjne Tabullech, które po powrocie do kraju próbowałem przyrządzić na własną rękę, ale nigdy nie było równie dobre. Dizengoff Square miał jeszcze wtedy dwa poziomy, betonowy pomost kondygnacji górnej przeznaczony była dla pieszych (konstrukcja ta skutecznie zasłaniała bauhausowskie domu przy placu), ruch samochodowy odbywał się dołem.

niedziela, 2 lutego 2020

(półmiski garnki pełne głodu ale przydadzą się do syta)

Jerzy Ficowski

               *
     *                  *

Muranów góruje
na warstwach umierania
fundament wsparty o kość
piwnice w wyrwach
opróżnionych z krzyku

Było nie było jest jak jest

Jest spokój jęków uprzątniętych
czarna łuna zdechłego ognia
mocno stoi Muranów
na pochówku pamięci
większość listów dochodzi

Było nie było jest jak jest

I ja jak on wydźwignięty
na powierzchnię popiołu
pod gwiazdy z tłuczonego szkła

Było nie było jest jak jest

chciałbym tylko milczeć
a milcząc kłamię

chciałbym tylko iść
a idąc depczę


     POŻYDOWSKIE

ona ma szafę z której suknie
zdążyły jeszcze wyjść
ale i tak by wyszły z mody

fotel z którego wstał ktoś kiedyś
tylko na chwilkę
a wystarczyła mu na resztę życia

półmiski garnki pełne głodu
ale przydadzą się 
do syta

portret zabitej dziewczynki 
w żywych kolorach

mogła mieć jeszcze taki czarny stół
w dobrym stanie
ale się nie spodobał

smutny jakiś

[Z książki: Jerzy Ficowski, Oczytanie popiołów, Association of Jews of Polish Origin in Great Britain, London 1979, s. 36, 18. Szalenie podoba mi się layout okładki tej książki, chciałbym w przyszłości mieć podobną oprawę, oczywiście jeżeli w ogóle coś jeszcze napiszę?]


sobota, 1 lutego 2020

Mały zestaw leczniczy

Jak mówi czasem moja żona - kapitalizm ma swoje dobre strony. Zamówiłem/kupiłem w środę na Allegro zestaw płyt kompozycjami Jana Dismasa Zelenki, a  już w piątek zadzwonił do drzwi pan kurier z paczką. Tak więc rekonwalescencja (okazało się, że to dosyć wredny wirus grypy się do mnie przyplątał) może mieć też wymiar, za przeproszeniem, duchowy. 
Widoczny w prawym dolnym rogu album z utworem Il diamante, ma też aspekt polski. Otóż kompozycja ta powstała na zamówienie Marii Józefy Habsburg - żony Augusta Sasa III, króla Polski i Elektora Saskiego - na okazję ślubu szwabskiej baronessy Joanny von Stein i księcia Jerzego Ignacego Lubomirskiego. Kompozycja pochodzi z roku 1737, a zlecono go Zelence, tworzącego głównie utwory sakralne, ponieważ operowi kompozytorzy dworu saskiego - Johann Adolf Hasse i Givanni Alberto Ristori - byli w tym czasie bardzo zapracowani.

czwartek, 30 stycznia 2020

Trochę śrubkologii

Ponieważ rozłożyła mnie infekcja (jakaś trudna do zwalczenia franca, jakkolwiek trochę jej pomogłem w zadomowieniu się), leżę opatulony w wyrze i oglądam różne strony internetowe, także te poświęcone fotografii. No i tutaj nic specjalnego się nie dzieje, owszem wyraźna jest tendencja do przechodzenia mejdżersów na system bezlusterkowy, ale w kwestii specjalistycznej optyki jest słabo. Śmiesznie zresztą wyglądają te wszystkie superjasne szkła Canona i Nikona, podpięte do maleńkich korpusów... Na pewno świetnie będzie się taki zestaw trzymać w ręku i pracować nim. Oglądam testy optyki przeznaczonej do bezluster i jakoś nie podzielam zachwytów testerów, że szkła te osiągają swe maksima przy przysłonach 2,8 czy 4, bo przecież z wyjątkiem reportażu pracuje się jednak zazwyczaj na wartościach 8 lub 11 (dlatego też nie kupiłem Sigmy Art czy nowego Tamrona, lecz starego Zeissa o jasności 1.4). Na moim ulubionym plotkarskim portalu Nikon Rumors pojawiła się jakiś temu informacja o mającym wejść do produkcji obiektywie firmy chińskiej Venus Optics o nazwie Laowa 15mm f/4.5 W-Dreamer shift lens. No i fajnie, to ogniskowa jakiej często ostatnimi czasy używam (wymiana Irixa 15mm na Sigmę 14mm była jak najbardziej słusznym krokiem), a do tego jeszcze możliwość przesunięcia osi optycznej. No dobrze, ale... jaka będzie jakość tego szkła? Przymierzałem się kiedyś do zakupu 12mm f/2.0 Zero-D, jednak wyniki testów skutecznie powstrzymały mnie od tej inwestycji. W-Dreamer shift lens swym wyglądem przypomina trochę szkła Canona (17mm) i Nikona (19mm), jednak jak widać na filmie zamieszczonym przy okazji prezentacji na Nikon Rumors, nie ma tam precyzyjnego mechanizmu przesuwania przedniej części obiektywu... Czy to kwestia prezentacji egzemplarza przedprodukcyjnego, czy też tak ma to ostatecznie wyglądać? No i najważniejsza sprawa: rozdzielczość (dystorsja na pewno nie będzie tutaj mała), jeżeli będzie gorsza od canonowskiej siedemnastki (a ten obiektyw nie jest tytanem ostrości), kupno Laowy mijać się będzie z celem. Nie wspominam tutaj o posiadanej dziewiętnastce Nikona, bo to zupełnie inna liga.

[zdjęcie ze strony Nikon Rumors]

środa, 29 stycznia 2020

(Dzieci śpiewały piosenkę o „leśnej samotni‟ i wkładały do podręczników liście dla przestrogi

Erich Fried


W PÓŁ DROGI

Oto nadchodzi las
pożarł już swoje ptaki
pożarł już swoje liście
teraz szumi inaczej

Nadchodzi i skrzypi
mech z pni sobie wyrywa
korę zrywa z siebie
z każdej jęczącej gałęzi

Teraz szumi inaczej
pożarł już swoje liście
pożarł już swoje ptaki
oto już się zbliża


CZYNY

Drzewo
porusza ramionami
i robi burzę

Wielka ryba
otwiera pysk
i wypluwa morze

Kogut
przekrzykuje koguta
i oba się palą

Dziecko grzebie w piasku
aż powstanie ziemia 
na jego grób


EGZEKUCJA

Trzy drzewa uznano 
za winne zbrodni:
udzielały swym listowiem 
schronienia cudzoziemcom

Wyrok wykonano
przed zgromadzonym ludem
na przodzie stały dzieci 
ze szkół z nauczycielami

Najpierw drzewa 
obdarto z liści
potem powieszono na własnych gałęziach
by się kołysały na wietrze

Dzieci śpiewały piosenkę
o „leśnej samotni‟
i wkładały do podręczników
liście dla przestrogi


LĘK PRZED LĘKIEM

Lęk co nadchodzi
myślenie o lęku co nadchodzi
lęk przed myśleniem co nadchodzi
lęk przed myśleniem

Gdy nadejdzie
nadejdzie z powodu lęku
z powodu lęku przed myśleniem
który napawa mnie lękiem

[Wiersze w przekładzie Marii Leśniewskiej z tomu: Erich Fried, Wezwanie do niepokoju, Wydawnictwo Literackie, Kraków-Wrocław 1984, s. 27, 28, 30, 75.]