Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wałbrzych. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wałbrzych. Pokaż wszystkie posty

piątek, 12 czerwca 2026

Postindustrial

[Wałbrzych - Koksownia Bolesław Chrobry - 11.10.2003]

W latach 2003-2006 pracowałem nad cyklem, któremu nadałem tytuł Postindustrial, adaptując angielski przymiotnik do funkcji rzeczownika. Projekt zarzuciłem w 2006, ponieważ zacząłem wówczas robić zdjęcia nieczynnych synagog i doszedłem do wniosku, że są rzeczy ważne i ważniejsze, a w fotografii warto się zajmować tymi drugimi. Jednak jeszcze wiosną 2007 podczas pobytu w Liverpoolu fotografowałem nieczynne doki nad rzeką Mersey... Oprócz wspomnianej kwestii ważności, zdałem sobie sprawę, że zainteresowałem się postindustrialami zbyt późno i że wiele spektakularnych obiektów, które mogłyby zagrać w planowanej książce już wyburzono, więc kolokwialnie rzecz ujmując "było po ptokach". Może niesłusznie tak sądziłem, bo podczas podróży po Polsce ciągle natykam się na jakieś fabryki lub kopalnie w likwidacji, więc sprawa wcale nie była/nie jest zamknięta. 

wtorek, 2 czerwca 2026

Koksownia Mieszko w Wałbrzychu

[10.10.2004]

A raczej to co z niej zostało w 2004. W czasach niemieckich nosiła ona nazwę Melchior, tak jak powiązana z nią kopalnia, a oba zakłady były własnością rodziny von Kulmitz, zaś od 1928 koncernu NIBAG. Jeżeli ktoś jest tak stary jak ja i miał okazję jechać pociągiem z Wrocławia do Jeleniej Góry przed 1989, to zapewne pamięta przejazd tuż obok pracujących pełną parą i ziejących piekielnym ogniem baterii koksowniczych (do tego jeszcze dodać należy niezapomniane wrażenia zapachowe). Jak widać, nawet tak prymitywne urządzenie, jakim jest w istocie rosyjska kamera Horizon 202, całkiem sprawnie poradziło sobie z wałbrzyskim postindustrialnym krajobrazem. Mógłbym tego posta zatytułować też jako kolejny Hommage à Jeff Brouws albo może lepiej Hommage à Hilla & Bernd Becher, z tym, że w ten słoneczny październikowy poranek okoliczności przyrody bardziej sprzyjały poszukiwaczom efektu picturesque, niż surowym działaniom typologicznym...

poniedziałek, 9 marca 2026

Koksownia Victoria

[Wałbrzych - Koksownia Victoria - 11.10.2003]

Jedenastego października 2003 roku razem z śp. Andrzejem Ślusarczykiem weszliśmy na górne piętro baterii koksowniczej "Victorii". Andrzej miał tej firmie niezłe wejścia, więc bez problemu mogłem fotografować pracujący pełną parą obiekt. Oczywiście (jak wiele osób robiących zdjęcia koksowniom) poczekałem, aż dojdzie do procesu gaszenia koksu, bo wtedy z wieży zaczynają się unosić kłęby pary (co widać na załączonym obrazku). Andrzej Ślusarczyk nie żyje od sześciu lat. W 2003 roku w Galerii Zderzak miała miejsce wystawa Fotorealizm (byłem jej kuratorem), na której pokazałem jego prace z cyklu Wałbrzych-powidoki.
 

piątek, 1 stycznia 2021

R.I.P. Andrzej Ślusarczyk (1953-2020)


[Andrzej Ślusarczyk - z cyklu Wałbrzych-powidoki - 1999-2008]

Ostatni dzień roku 2020 i sms od Rafała Swosińskiego z informacją o śmierci Andrzeja. Jego cykl Wałbrzych-powidoki to najlepszy zapis z poindustrialanych terenów w tym niegdyś górniczo-przemysłowym mieście. Miałem przyjemność zaprezentować zdjęcia z tej serii na wystawie Fotorealizm w Galerii Zderzak w 2003 roku. Wielka strata i żal.

sobota, 26 grudnia 2020

Spawacze i złomiarze

[Wałbrzych - teren byłej Koksowni „Bolesław Chrobry“ - 10.10.2003]

Nie wiem, czy ten drugi termin był używany w Wałbrzychu lub Nowej Rudzie? Podobnie jak słowo hałdziarz, wymawiane zwykle jako hałdziorz (a złomiarz jako złomiorz)?

czwartek, 24 grudnia 2020

Mathildensiedlung

Osiedle Matylda w dzielnicy Sobięcin w Wałbrzychu, nazwane tak od imienia drugiej żony (hrabiny Matyldy Ursuli zu Dohna-Schlobitten) Jana Henryka XI Hochberga z Książa, jednego z właścicieli tutejszych kopalń i koksowni. Ktoś tam się ku mnie skradał w chaszczach...

czwartek, 17 grudnia 2020

Gołąb się zrywa do lotu...

...na ulicy Ludwika Beethovena (oficjalna nazwa) w Sobięcinie w Wałbrzychu, co miało miejsce 10 października 2003 roku. Dzielnicy nazywanej do tej pory Palestyną, więc kiedyś myślałem, że ze względu na specyfikę tutejszych stosunków międzyludzkich. Tymczasem nazwa ta jest śladem obecności polskich Żydów, którzy po wojnie osiedlali się tutaj, czekając na emigrację do mandatu brytyjskiego na Bliskim Wschodzie.

No i nastąpił trzechtysięczny wpis na blogu...


(Gołąb albo gołębica?)

poniedziałek, 14 grudnia 2020

Koksownia „Victoria‟ (2)

[12.10.2003]
 
Następnego dnia wróciłem tam, trafiając w moment, kiedy chmury na jakieś 15 minut zakryły słońce. Tego potrzebowałem i akurat rozpoczęło się gaszenie koksu. Wszystko to fajnie wygląda w monochromie, ale tak naprawdę było tam dość kolorowo. Np. wszystkie te technologiczne rurociągi pomalowane są na żółto i zielono.

niedziela, 13 grudnia 2020

Koksownia „Victoria‟

[Wałbrzych (Sobięcin) - 11.10.2003]

Nigdy wcześniej nie byłem na terenie pracującej koksowni. Andrzej Ślusarczyk, który miał chody w tym zakładzie, załatwił zezwolenie i wleźliśmy na górę pracującej baterii koksowniczej. Było tam gorąco i śmierdziało jak cholera... 
No i tego zdjęcia raczej nie dołączę do składu.

środa, 9 grudnia 2020

Wałbrzych (Sobięcin), ul. Ludwiga van Beethovena

[10.10.2003]

Pierwszy raz wylądowałem w tym miejscu w 1993 roku, także jesienią i fotografowałem familoki stojące przez płot z koksownią Bolesław Chrobry, która pracowała wtedy jeszcze pełną parą. To znaczy, nie jestem pewien, czy coś faktycznie sfotografowałem... nie mogę znaleźć teraz kadrów z Sobięcina na stykówkach, więc może tylko tam byłem? Zdjęcie musiało zostać wykonane z miejsca zaznaczonego czerwoną kropką. 
No i pojawił się kolejny kadr, który powinien zostać uwzględniony w książce... Na pewno się tam znajdzie!


[Wstać rano o 4:45, potem przejechać 116 kilometrów, żeby po wyjęciu aparatu z plecaka i przypięciu go do statywu, zorientować się, że nie włożyło się do korpusu baterii, która, owszem naładowana, została w ładowarce na biurku... !@#$%^&*()_+=-{}|":>?<]

wtorek, 1 grudnia 2020

Wałbrzych, Zakład Koksowniczy nr 4 (Mieszko)

[12.10.2003]

A raczej to, co z niego jeszcze zostało w 2003 roku. Skądinąd świetny pomysł, żeby handlarza niewolników uczynić patronem koksowni... Choć na usprawiedliwienie pomysłodawców tej nazwy trzeba zauważyć, że wiedza na temat specyfiki rządów Mieszka I i jego synów wyglądała 74 lata temu inaczej niż obecnie. Zakład koksowniczy powstał na początku XX wieku obok kopalni Melchior i należał do rodziny Kulmitz. W 1946 roku Melchiora (patronował on obu przedsiębiorstwom) zastąpiono Mieszkiem, a koksownia działała do roku 1989 i można ją było obserwować całkiem z bliska, jadąc pociągiem między stacjami Wałbrzych Główny i Wałbrzych Miasto (kilka razy zaliczyłem tę trasę w latach siedemdziesiątych i osiemdziesiątych). W 2003 roku wybrałem się do Wałbrzycha na spotkanie z Andrzejem Ślusarczykiem, którego zdjęcia z cyklu Wałbrzych-powidoki chciałem pokazać na wystawie Fotorealizm, przygotowywanej dla Galerii Zderzak. Oczywiście pojechałem ze sprzętem i w ciągu trzech dni naświetliłem kilkanaście filmów, używając X-Pana, Horizona 202 oraz Mamiy 6 (którą na jeden dzień wymieniłem się z Andrzejem za X-Pana - razem szwendaliśmy się po wałbrzyskich postindustrialach). Przypomniałem sobie o tych kadrach, oglądając makietę książki z panoramami z Górnego Śląska (pokazaną premierowo 17 listopada podczas spotkania w siedzibie Warsztatów Fotograficznych w Katowicach) i pomyślałem - dlaczego by nie włączyć kilku klatek z tego zestawu do przygotowywanego albumu? Dwie, może trzy rozkładówki? Zeskanowałem więc te filmy i widzę, że spokojnie da się z tego materiału coś wykroić.

sobota, 19 kwietnia 2014

Dwa Trabanty Wielkanocne



Tego z Wałbrzycha fotografowałem dwukrotnie, Hasselbladem i na Ektarze (ale nie jestem jednak zbyt zadowolony z owych "sesji"). A po raz pierwszy tę żółtopomarańczową skorupkę zobaczyłem w albumie Andrzeja Ślusarczyka Wałbrzych, powidoki.
No to zabrałem dzisiaj D700, żeby sprawdzić jaka będzie różnica i znowu musiałbym powtórzyć, że "szału nie ma"... Jednak ponieważ w netbooku nie dysponuję żadnym przyzwoitym programem graficznym, więc jest to w zasadzie lekko skorygowana (i przycięta w przypadku powyższej klatki) surowizna z puszki Nikona (owszem, mam też RAW-y).


Taaa... "szału nie ma"...
A tę pomarańczową wydmuszkę ze Słotwiny, która - co ciekawe - reklamuje serwis silników diesla, sfotografowałem dziewięć lat temu (też Hasselbladem, ale na Fuji 160 S) i zdjęcie weszło do zestawu, pokazywanego na wystawie Życie po życiu/Life after Life (CSW Zamek Ujazdowski, 2007)..
Od tamtego czasu wyraźnie urósł chojak we wnętrzu tego, hm... kabrioletu, no i zmieniło się ozdobne oblepienie reklamowe całości.

Inne rówieśnicze samochody, które używano w podobnej roli, dawno już zeżarła korozja! A tu proszę, błotniki co najwyżej popękane.
DOROPLAST RULEZ!

poniedziałek, 21 stycznia 2013

Rurociąg. Termitiera.



Tekst skończony (i wysłany).
Więc na koniec zdjęcie, które też bardzo lubię. W ogóle ta sekwencja z "Powidoków", gdzie na kolejnych kadrach pojawiają się nieczynne rurociągi, przecinające raz po raz krajobraz jest kapitalna!


Andrzej Ślusarczyk, z cyklu Wałbrzych-Powidoki (skan z katalogu wystawy z 2000 roku)

I jeszcze może skan wstępu, jaki do katalogu wystawy z 2000 roku napisała Olga Tokarczuk. W tym krótkim tekście autorka "Domu dziennego, domu nocnego" bezbłędnie rozpoznaje intencje autora cyklu, chociaż nie pisze dosłownie o wybranej przez niego konwencji obrazowania, mogącej kojarzyć się z fotografiami amerykańskich modernistów z lat 30. i 40. XX w., którzy robili zdjęcia tzw. "dzikiej przyrody".


sobota, 19 stycznia 2013

...skrzyżowanie publicystyki, reportażu i refleksji humanistycznej...


Dwa skany z "odkopanego" wczoraj katalogu wystawy "Wałbrzych-Powidoki", którą najpierw pokazywano w Muzeum Przemysłu i Techniki w Wałbrzychu (maj-sierpień 2000), a potem w Dolnośląskim Centrum Fotografii - Domek Romański we Wrocławiu (luty 2001). Moje ulubione kadry (szczególnie ten drugi).

 Andrzej Ślusarczyk, z cyklu Wałbrzych-Powidoki (skan z katalogu wystawy z 2000)
Andrzej Ślusarczyk, z cyklu Wałbrzych-Powidoki (skan z katalogu wystawy z 2000)

A na okrasę tekst (zapewne fragment większej całości) autorstwa Wojciecha Zawadzkiego, który nosi wszelkie cechy rekomendacji, napisanej dla adepta, starającego się o członkostwo w ZPAF (Ślusarczyka przyjęto do związku w 1999), ale ponieważ jest... hm, by tak to określić... bardzo "charakterystyczny", więc go poniżej w całości przepisuję:

"...Jego cykle zdjęć dotyczące zderzeń świadomości ludzkiej ze współczesną urbanistyką i dążenie do normalności czy kameralności (osiedla ogródki działkowe), czy też obserwacje miasta zza okien samochodu podczas śnieżycy, stanowią skrzyżowanie publicystyki, reportażu i refleksji humanistycznej dotyczącej kondycji ludzkiej..." 

środa, 16 stycznia 2013

Zakład koksowniczy nr 4 "Mieszko"



a raczej to co z niego zostało w okolicach 2000 roku. Kiedy byliśmy tam trzy lata później jesienią 2003, ukośnej rampy kryjącej taśmociągi już nie było. Tak mi się wydaje, że tę właśnie koksownie widziałem parokrotnie z okien pociągu jadącego do Jeleniej Góry (lata 70. i 80. XX w.), kiedy jeszcze obficie dymiła i bluzgała w powietrze ogniem.


[Andrzej Ślusarczyk, z cyklu Wałbrzych-Powidoki]

I zdjęcie też wykonane w chyba w okolicach roku 2000, przedstawiające szyb kopalni "Mieszko" (ciekawe skądinąd, o którego "Mieszka" tu chodzi: tego o normańskim imieniu Dagome, syna Bolesława Chrobrego czy jakiegoś dolnośląskiego księcia?) o nazwie "Staszic". Kopalnia powstała w 1840 pod nazwą "Melchior", po połączeniu w 1909 z kopalnią "Ernestine", zmieniła nazwę na "von Kulmiz". Po 1945 powrócono na rok do nazwy "Melchior", po czym ochrzczono ją ostatecznie imieniem Mieszka.

 [Andrzej Ślusarczyk, z cyklu Wałbrzych-Powidoki]

Czytając teraz opracowania dotyczące likwidacji kopalń i koksowni w Wałbrzyskim Zagłębiu Węglowym, po raz pierwszy zdałem sobie sprawę, jak błyskawicznie ten proces został przeprowadzony. Porozumienie zawarte w 1990 roku ze związkami zawodowymi określało proces likwidacji i restrukturyzacji wałbrzyskich kopalń na 15 lat, tymczasem wydobycie w ostatnim czynnym zakładzie wstrzymano już w roku... 1998. Jak się należy domyślać, taki sposób postępowania zaowocował potężnym strukturalnym bezrobociem oraz  ekonomiczną stagnacją miasta i regionu (co mimo utworzenia specjalnej strefy ekonomicznej, trwa do tej pory). Pracując w 2000 i 2001 nad swoimi "Powidokami" Andrzej Ślusarczyk wstrzelił się idealnie w moment, kiedy industrialny krajobraz zaczęto poddawać intensywnej dekonstrukcji. Studiując teraz jego zdjęcia z albumu i mając w pamięci, jak wyglądało to w przypadku Górnego Śląska (np. kilkunastoletnie trwanie ruin koksowni Huty "Kościuszko" czy koksowni "Walenty"), po raz kolejny zdałem sobie sprawę z niezwykłej szybkości likwidacyjnego procesu. Kiedy podczas wspomnianego spotkania jesienią 2003, odbyliśmy turę po okolicznych miasteczkach, gdzie funkcjonowały wcześniej kopalnie, wszędzie było już właściwie pozamiatane...

wtorek, 15 stycznia 2013

Victoria


czyli: koksownia i elektrownia o tej samej nazwie (była jeszcze kiedyś kopalnia, a więc rodzaj triady...), zdjęte z hałdy na jej zapleczu. Uwielbiam to zdjęcie!

[Andrzej Ślusarczyk, z cyklu Wałbrzych-Powidoki]

I sama koksownia, też od zaplecza. Gdy zobaczyłem tę fotografię po raz pierwszy w ś.p. piśmie Pozytyw, nie miałem żadnych wątpliwości, że Andrzej Ślusarczyk powinien znaleźć się gronie uczestników wystawy "Fotorealizm". 

[Andrzej Ślusarczyk, z cyklu Wałbrzych-Powidoki]

poniedziałek, 14 stycznia 2013

Hałda w Wałbrzychu


na zdjęciu Andrzeja Ślusarczyka.

[Andrzej Ślusarczyk, z cyklu Wałbrzych-Powidoki]

Pora zabrać się wreszcie za pisanie tekstu o jego świetnym albumie "Wałbrzych-Powidoki", który przeszedł jakoś bez echa (i bez recenzji - co w przypadku Polski niestety nie dziwi...). Książka wydana została w 2010 roku przez oficynę Fine Grain przy wsparciu finansowym Funduszu Regionu Wałbrzyskiego.
Bardzo lubię zdjęcia Ślusarczyka z tej serii (był on jednym z czterech autorów, których wybrałem na wystawę "Fotorealizm" w Galerii Zderzak w 2003), szczególnie te przedstawiające pogórnicze hałdy, gdzie wybrana konwencja obrazowania przypomina amerykańskie fotografie "dzikiej przyrody" z lat 30. i 40. XX wieku. Z tym, że Ślusarczyk stosuje taką poetykę do krajobrazów postindustrialnych i na tym polu nie właściwie ma u nas żadnej konkurencji, to jego wynalazek.
Wkleiłbym chętnie tutaj więcej skanów z albumu, ale niestety zastosowanego przy druku książki rastra (mozaikowego?) nie rozkminia oprogramowanie Epsona  V700 i mimo, że mam włączoną opcję "usuwania mory", szatkuje mi  niebo w kwadraciki...

czwartek, 13 września 2012

Wałbrzych, koksownia "Chrobry", 10.10.2003


10.10.2003 (Horizon 202 + Fuji Neopan 400)

A właściwe to, co z niej wówczas jeszcze zostało... Do Wałbrzycha pojechałem wtedy, żeby spotkać się z Andrzejem Ślusarczykiem i wstępnie wybrać jego prace na wystawę "Fotorealizm" w Zderzaku. Ale zanim się z nim spotkałem, podjechałem do znanego mi sprzed 9 lat terenu koksowni Chrobry (nazwa wyjątkowo idiotyczna w kontekście dolnośląskim i industrialnym...), no i naświetliłem trochę klatek Horizonem i X-Panem, zanim mnie stamtąd nie przegoniła ochrona. 
A następnego dnia już całkiem legalnie (Andrzej załatwił pozwolenie na robienie zdjęć) łaziliśmy po tych ruinach, a także po terenie dawnej koksowni "Mieszko" (c.d. idiotycznych nazw) oraz czynnej do tej pory koksowni "Victoria". I właśnie na "Chrobrym" (w takiej konfiguracji brzmi to nawet ciekawie...) wymieniliśmy się aparatami, ja pracowałem Mamiyą 6, którą wziął wtedy ze sobą, a Andrzej moim X-Panem. I dwie wykonane przez niego wówczas panoramy znalazły się w albumie "Wałbrzych - Powidoki", który wiosną zeszłego roku wydała oficyna Fine Grain. 
Miałem napisać tutaj o tej książce... w ogóle chciałem napisać o niej dłuższy tekst (muszę wreszcie to zrobić!), bo jest to wydawnictwo wyjątkowe ze względu na dokumentowany rejon i same fotografie - pod względem obrazowania, mogące się kojarzyć ze zdjęciami amerykańskich fotografów krajobrazowych z lat '30, '40 zeszłego stulecia. Tyle, że Ślusarczyk w podobnej konwencji fotografował postindustriale lub czynne jeszcze zakłady, pogórnicze hałdy, osadniki oraz przecinające raz po raz krajobraz sudeckiego pogórza rurociągi na betonowych podporach. Książka miała chyba nie za dobrą dystrybucję, recenzji było niewiele (jak to w Polsce...), a szkoda bo to ważna, warta nie tylko omówienia publikacja.

poniedziałek, 9 stycznia 2012

Wałbrzych, ul. Skarżyska



A właściwie zaplecze ulicy Skarżyskiej. Namiary na widocznego tu Trabanta znalazłem w albumie Andrzeja Ślusarczyka pt. „Wałbrzych powidoki” (oczywiście była to fotografia czarno-biała). Ponieważ jednak zdjęcia w tej książce nie są podpisane, zgooglowałem pojawiające się w tle obiekty i na satelitarnej mapie odnalazłem nawet wspomniany wrak (w postaci kreseczki na dachu). 
Tak w ogóle, to muszę wreszcie napisać o albumie Andrzeja, który jest ważnym i ciekawym wydawnictwem. A gdy weźmiemy pod uwagę dokumentalne dokonania tzw. „szkoły jeleniogórskiej”, to w wielu aspektach widać też zdecydowaną przewagę autora „Powidoków”. 

Wczoraj dzienna liczba odwiedzin przekroczyła po raz pierwszy liczbę 200 (konkretnie licznik stat4u pokazał 235 wejść), więc z w/w okazji kolejny motyw z serii byle co i byle jak albo jak to kiedyś napisał mi w komentarzu pewien troll z warszawskim IP (pisownia oryginalna) w TEJ! oplsce  ;)