Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Jeff Brouws. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Jeff Brouws. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 2 czerwca 2026

Koksownia Mieszko w Wałbrzychu

[10.10.2004]

A raczej to co z niej zostało w 2004. W czasach niemieckich nosiła ona nazwę Melchior, tak jak powiązana z nią kopalnia, a oba zakłady były własnością rodziny von Kulmitz, zaś od 1928 koncernu NIBAG. Jeżeli ktoś jest tak stary jak ja i miał okazję jechać pociągiem z Wrocławia do Jeleniej Góry przed 1989, to zapewne pamięta przejazd tuż obok pracujących pełną parą i ziejących piekielnym ogniem baterii koksowniczych (do tego jeszcze dodać należy niezapomniane wrażenia zapachowe). Jak widać, nawet tak prymitywne urządzenie, jakim jest w istocie rosyjska kamera Horizon 202, całkiem sprawnie poradziło sobie z wałbrzyskim postindustrialnym krajobrazem. Mógłbym tego posta zatytułować też jako kolejny Hommage à Jeff Brouws albo może lepiej Hommage à Hilla & Bernd Becher, z tym, że w ten słoneczny październikowy poranek okoliczności przyrody bardziej sprzyjały poszukiwaczom efektu picturesque, niż surowym działaniom typologicznym...

czwartek, 28 maja 2026

Jeff Brouws "Drive-ins"

Książka Readymades Jeffa Brouwsa zawiera kapitalny materiał! Np. nie znany mi wcześniej cykl Drive-ins (chyba nie prezentował go na swojej śp. stronie internetowej?), zgodnie z tytułem traktujący o kinach samochodowych, co ujęte zostało w konwencji typologii wizualnej. Oglądamy więc tutaj Brouwsa pod silnym wpływem nowej topografii oraz małżeńskiego duetu Hilli i Bernda Becherów. Seria została wykonana na początku lat 90. i mogą się przy niej spokojnie schować (w odmętach pretensjonalności) te wszystkie białe i puste ekrany ze zdjęć Hiroshiego Sugimoto...
[skany z książki: Jeff Brouws Readymades str. 66-67 i 76-77]

wtorek, 26 maja 2026

Readymades

Po powrocie z Berlina odebrałem czekającą na mnie przesyłkę z Hiszpanii. Zawierała ona książkę Jeffa Brouwsa Readymades, w której znajdują się wczesne cykle tego fotografa. Niestety hiszpański nadawca nie odkrył jeszcze, że istnieją specjalne tekturowe koperty, zabezpieczające wysyłane przedmioty. Kiedy w końcu zda sobie z tego sprawę, będzie to dla niego zapewne objawienie na miarę odkrycia Ameryki przez Krzysztofa Kolumba... 

wtorek, 21 kwietnia 2026

Silent Monoliths


No i mam, książka doszła dzisiaj. 
Milczące monolity? Milczące monumenty (chyba lepiej)? Milczące totemy (to już jest interpretacja)? 
Fotografie ponad setki wież węglowych (z których sypano węgiel do tendrów lokomotyw) na terenie USA. Obiekty od dawna już nieczynne, stające czasem przy nieistniejących szlakach kolejowych.
Oczywiście Jeff Brouws odnosi się tutaj do konceptu typologii industrialnych Hilli i Bernda Becherów, o czym zresztą wspomina w posłowiu.
Najpierw obszerna seria typologiczna, a po nie topografie.
Od kilku godzin przeglądam ten album zafascynowany jego zawartością!

sobota, 14 czerwca 2025

Zbliżając się do nikąd

Czytając opowiadania Tobiasa Wolffa, najpierw przyszły mi na myśl zdjęcia Bryana Schutmatta z książki Grays The Mountain Sends, a potem pomyślałem o fotografiach Jeffa Brouwsa z albumu Approaching Nowhere. Akurat tydzień temu kupiłem tę publikacje na Allegro i jestem świeżo po jej lekturze (tu muszę od razu zaznaczyć, że znam jego zdjęcia od dobrych nastu lat, ale tylko z sieci, co jest ułomną znajomością w porównaniu do oglądania książki). Nie chcę przez to powiedzieć, że proza Wolffa wymaga jakichś dodatkowych ilustracji, wręcz przeciwnie. Jednak wymienieni przez mnie fotrografowie odnoszą się do amerykańskiej rzeczywistości w podobnych do niego rejestrach. Czytając przejmująco smutne opowiadanie Usterka na pustyni, 1968 niejako automatycznie pojawiły mi się po powiekami obarazy z serii The Hihway Landscape Brouwsa. Skądinąd ciekawe, czy zna on prozę Wolffa? Ponieważ jesteśmy "znajomymi" na tym parszywym portalu firmy Meta, być może zadam mu to pytanie. Wydany przez Czarne książka Oto początek naszej historii Tobiasa Wolffa to rewelacja! Jeżeli ktoś z Was miałby szczerą ochotę od razu mocno się zdołować, polecam zacząć lekturę tomu od opowiadania Myśliwi na śniegu.

środa, 25 lipca 2018

NIE WIDZĄC NAWET SŁOŃCA

To tytuł eseju mojego autorstwa, który można przeczytać w najnowszym numerze pisma AUTOPORTRET, poświęconego przestrzeniom pracy. W swoim tekście piszę, jak to wygląda w fotografii (komentując zdjęcia: Edwarda Burtynsky'ego, Lewisa Hine'a, Maksa Steckla, Charlesa Sheelera, Lee Friedlandera, Larsa Tunbjörka, Marka Ruwedela, Jeffa Brouwsa, Konrada Pustoły i Katarzyny Zolich), od razu też dodam, że nazwę szkicu zaczerpnąłem od tytułu wiersza Grzegorza Wróblewskiego, który zresztą w całości jest przytoczony na końcu.


Zapraszam do nabywania AUTOPORTRETU i czytania zamieszczonych tam esejów! Za jakieś 3 miesiące pismo  będzie też dostępne w sieci za free, więc jak ktoś ściubi grosza, niech wytrwale czeka. Piękny wiersz Grzegorza Wróblewskiego Pan Robin umiera na zapalenie płuc (o irlandzkich zdobywcach Ameryki Północnej) pochodzi z książki Prawo serii, wydanej w 2000 roku przez Instytut Wydawniczy „Świadectwo” w Bydgoszczy.  

Grzegorz Wróblewski

PAN ROBIN UMIERA NA ZAPALENIE PŁUC
(O IRLANDZKICH ZDOBYWCACH AMERYKI PÓŁNOCNEJ)

12 godzin dziennie przez 50 lat, nie widząc nawet słońca,
w zakładach mięsnych i kopalniach, reperując cudze spodnie,
aby móc w każdą sobotę upić się do nieprzytomności,
potem trzeźwieć na niedzielnej mszy u św. Patryka,
od poniedziałku znów pracować, nie widząc nawet słońca,
wmawiając sobie, że kiedyś to na pewno się zmieni,
by na sam koniec rozkręcić starą komodę i wyjąć z niej
plik banknotów i dać je zdziwionej żonie, która powie,
że przecież można było za te pieniądze wyjechać do Honolulu
albo choćby kupić 2 świnie, a teraz to już nie ma po co,
i że ona mogła wyjść za miejscowego lekarza, ale popełniła błąd
i wybrała, głupia, tego łajdaka, nierozgarniętego Robina
i zmarnowała sobie przez niego życie, zamiast kupić 2 świnie,
a on zostawi ją teraz samą i czy takie życie w ogóle miało sens?

Ale to nie jedyny poetycki tekst, jaki przytaczam w eseju zamieszczonym w AUTOPORTRECIE. Swój szkic zaczynam od przywołania wiersza Umieralnia chińskiego poety Xu Lizhi, który przełożony przez Wiolettę Grzegorzewską znalazł się w tomie Nekrolog orzeszka ziemnego, wydanym w zeszłym roku przez oficynę Eperons-Ostrogi.

Xu Lizhi

UMIERALNIA

Nawet przy odłączonej maszynie
zamknięte warsztaty zakażają metalami,
wypłaty są potajemnie redukowane
niczym miłość, którą młodsi robotnicy spychają na dno serca.
Z braku czasu wszystko obojętnieje.
Ich wnętrzności wypełniają metale ciężkie
trujące kwasy azotowy i siarkowy.
Na produkcji łzy są tłumione zanim zdążą opaść.
Czas się kurczy, pogrąża w omamach.
Wychudzeni, podstarzali, dzień i noc zmagają się z bólem,
siłą woli podtrzymując omdlenia i zawroty głowy.
Wyrzynarka nadrywa im skórę,
Która za chwile pokrywa się stopem aluminium.
Jedni dogorywają, podczas gdy drudzy poddają się chorobie.
Przysypiam miedzy nimi, czuwam
na tym zapomnianym cmentarzysku naszej młodości.

środa, 30 maja 2012

Fotografia jako narzędzie krytyczne – spojrzenie na współczesne miasto


Dzisiaj o 16:00 w Bunkrze Sztuki. ZAPRASZAM!
Będzie o Johnie Daviesie, Jeffie Brouwsie, Alejandro Cartagenie oraz także o projekcie „Nowe Miasto”, który wspólnie z Elżbietą Janicką właśnie realizujemy.

Elżbieta Janicka/Wojciech Wilczyk NOWE MIASTO, Warszawa, ul. Chłodna, 14.04.2012

A właśnie, na widocznym na zdjęciu beżowym domu, pojawiła się kilka tygodni temu tablica o treści Aleja Ofiar Szmalcowników. Tablica ta w barwach czerwono-niebieskich, czyli typowych dla nazw ulic w stolicy, powisiała przez parę godzin i ją oczywiście ją zdjęto. „Nowa nazwa” tej arterii zaproponowana przez anonimowego jak dotąd autora (autorów?) jest niestety jak najbardziej adekwatna dla tego miejsca...