Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Lars Tunbjörk. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Lars Tunbjörk. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 29 lipca 2019

Powrót do

Trudny powrót na kamienne Ojczyzny łono, by nawiązać do słów poety, którego nie trawię, nie lubię i nie cenię. Postanowiłem, że podczas urlopu nie będę nic wrzucał na bloga, w czym zrobiłem jednak wyjątek publikując robocze kadry z Kvibergs Kyrkogård w Göteborgu. Nie przeglądałem też specjalnie sieci, co było rozsądnym krokiem, ale owszem dotarły do mnie informacje na temat wyczynów polskich neonazistów podczas marszu równości w Białymstoku. Żadne jednak zdziwko, narastanie brunatnych tendencji obserwuję od lat... Wczoraj wieczorem, zaraz po powrocie do Krakowa, zanurzyłem się znów w mętne odmęty facebooka i po tym dwutygodniowym okresie internetowej abstynencji, ze zdumieniem patrzyłem i czytałem, jak można tak pierdolić trzy po trzy (także w dobrej sprawie), jak można się tak radośnie oddawać mentalnemu ekshibicjonizmowi... błee! W świetnie zaopatrzonej księgarni Muzeum Sztuki w Göteborgu natknąłem się na retrospektywny album Larsa Tunbjörka (w mieszczącym się w tym samym budynku Hasselblad Center miała miejsce wystawa nawiązująca do pięćdziesiątej rocznicy lądowania na Księżycu - czegoś tak beznadziejnego nie widziałem nawet w Bunkrze Sztuki za ostatniej dyrekcji...), który kupiłem, bo nadzwyczaj poważam zdjęcia tego fotografa. Obrazy Szwecji zarejestrowane okiem jego kamery (zwykle Mamiya 7 + mocarny flesz) ciekawie uzupełniały to, co można zaobserwować w realu. Zawsze się zastanawiałem czy w nihilistycznym oglądzie realnego da się twórczo pójść dalej niż Diane Arbus (taka percepcja rzeczywistości w sztuce to coś, czego polska akademicka krytyka boi się jak diabeł święconej wody)? Larsowi Tunbjörkowi z pewnością się to udało... choć cena była wysoka (choroba alkoholowa + przedwczesna śmierć). Na jego zdjęciach ze Szwecji da się też zauważyć, że społeczeństwo tamtejsze jest w wysokim stopniu zlaicyzowane, czego sobie i Państwu w najbliższej przyszłości życzę!


środa, 25 lipca 2018

NIE WIDZĄC NAWET SŁOŃCA

To tytuł eseju mojego autorstwa, który można przeczytać w najnowszym numerze pisma AUTOPORTRET, poświęconego przestrzeniom pracy. W swoim tekście piszę, jak to wygląda w fotografii (komentując zdjęcia: Edwarda Burtynsky'ego, Lewisa Hine'a, Maksa Steckla, Charlesa Sheelera, Lee Friedlandera, Larsa Tunbjörka, Marka Ruwedela, Jeffa Brouwsa, Konrada Pustoły i Katarzyny Zolich), od razu też dodam, że nazwę szkicu zaczerpnąłem od tytułu wiersza Grzegorza Wróblewskiego, który zresztą w całości jest przytoczony na końcu.


Zapraszam do nabywania AUTOPORTRETU i czytania zamieszczonych tam esejów! Za jakieś 3 miesiące pismo  będzie też dostępne w sieci za free, więc jak ktoś ściubi grosza, niech wytrwale czeka. Piękny wiersz Grzegorza Wróblewskiego Pan Robin umiera na zapalenie płuc (o irlandzkich zdobywcach Ameryki Północnej) pochodzi z książki Prawo serii, wydanej w 2000 roku przez Instytut Wydawniczy „Świadectwo” w Bydgoszczy.  

Grzegorz Wróblewski

PAN ROBIN UMIERA NA ZAPALENIE PŁUC
(O IRLANDZKICH ZDOBYWCACH AMERYKI PÓŁNOCNEJ)

12 godzin dziennie przez 50 lat, nie widząc nawet słońca,
w zakładach mięsnych i kopalniach, reperując cudze spodnie,
aby móc w każdą sobotę upić się do nieprzytomności,
potem trzeźwieć na niedzielnej mszy u św. Patryka,
od poniedziałku znów pracować, nie widząc nawet słońca,
wmawiając sobie, że kiedyś to na pewno się zmieni,
by na sam koniec rozkręcić starą komodę i wyjąć z niej
plik banknotów i dać je zdziwionej żonie, która powie,
że przecież można było za te pieniądze wyjechać do Honolulu
albo choćby kupić 2 świnie, a teraz to już nie ma po co,
i że ona mogła wyjść za miejscowego lekarza, ale popełniła błąd
i wybrała, głupia, tego łajdaka, nierozgarniętego Robina
i zmarnowała sobie przez niego życie, zamiast kupić 2 świnie,
a on zostawi ją teraz samą i czy takie życie w ogóle miało sens?

Ale to nie jedyny poetycki tekst, jaki przytaczam w eseju zamieszczonym w AUTOPORTRECIE. Swój szkic zaczynam od przywołania wiersza Umieralnia chińskiego poety Xu Lizhi, który przełożony przez Wiolettę Grzegorzewską znalazł się w tomie Nekrolog orzeszka ziemnego, wydanym w zeszłym roku przez oficynę Eperons-Ostrogi.

Xu Lizhi

UMIERALNIA

Nawet przy odłączonej maszynie
zamknięte warsztaty zakażają metalami,
wypłaty są potajemnie redukowane
niczym miłość, którą młodsi robotnicy spychają na dno serca.
Z braku czasu wszystko obojętnieje.
Ich wnętrzności wypełniają metale ciężkie
trujące kwasy azotowy i siarkowy.
Na produkcji łzy są tłumione zanim zdążą opaść.
Czas się kurczy, pogrąża w omamach.
Wychudzeni, podstarzali, dzień i noc zmagają się z bólem,
siłą woli podtrzymując omdlenia i zawroty głowy.
Wyrzynarka nadrywa im skórę,
Która za chwile pokrywa się stopem aluminium.
Jedni dogorywają, podczas gdy drudzy poddają się chorobie.
Przysypiam miedzy nimi, czuwam
na tym zapomnianym cmentarzysku naszej młodości.

piątek, 5 maja 2017

Mięso jako metafora (8)

Lars Tunbjörk, Munkfors 1989.

Powyższe zdjęcie przefotografowałem z albumu: Lars Tunbjörk Landet utom sig. Bilder från Sverige. Country beside itself. Pictures from Sweden, wyd. Journal, Stockholm 1994 (wydanie drugie). Na końcu książki Lars Tunbjörk zamieścił następujący komentarz do tej fotografii: I asked if I could take a picture. "Sure, but wait", said the man and took plastic packages out of the bag - one with sausage and one with meat.