niedziela, 30 września 2018

(Idę tam znowu i czekam w cieniu na klucze)

Charles Tomlinson


W Connecticut

Białe są te wioski. Białe
ich kościoły bez ołtarzy. Pierwszy śnieg
sypie się z szarobiałego nieba,
a biel brzozowej gałęzi staje się
bielsza na tle szarości. Biały
jest rząd kolumn (każda to
odrębne drzewo), ściany
bez rzeźb. "Kościół
ten ufundowano
w 1741 roku. W roku 1742
aktem Zgromadzenia Generalnego Connecticut
przejęto tę ziemię
i nazwano Judeą".
Słońce chowa się, wchodzą
wiązy jak koronkowe cienie, by po chwili
zejść ze sceny. Biel...
"Nasz pastor jest w porządku. Jest pastorem
w kościele, poza kościołem - mężczyzną" - powiedziała
z takim samym niewzruszonym przekonaniem,
jak wtedy, gdy
wychylona 
z okna, które myła,
zaprasza la mnie do środka: "Nasze drzwi 
są zawsze otwarte".


Las Trampas, USA

   dla Roberta i Priscilli Bunkersów

Przedzieram się przez malwy
w suchym ogrodzie, do
domu,
pukam, potem proszę
po angielsku o klucze
do kościoła w Las Trampas.
Stara kobieta
mówi do mnie po hiszpańsku: ja
nie mówię po angielsku,
pytam więc: gdzie
są klucze do kościoła,
po hiszpańsku.
Widzisz tych 
trzech robotników: ty 
ich spytaj. Wchodzi 
do środka, ja
ruszam za nią,
mam zamiar zapytać
ich po hiszpańsku:
serwus, mówią
po amerykańsku. Witam,
mówię i pytam 
po angielsku:
gdzie są klucze 
do kościoła, a oni mi
mówią: on je ma,
i wskazują na czwartego,
który pracuje z motyką na polu
niedaleko, a do niego
(po hiszpańsku): gdzie są
klucze do kościoła? A on:
ja mam. - Okej,
mówią
w hiszpańskiej angielszczyźnie:
przynieś je (a do mnie po angielsku)
przyniesie ci je. Ty
poczekaj na niego
przy drzwiach kościoła.
Dziękuję, mówię, a oni
odpowiadają mi po amerykańsku:
nie ma za co. Idę
tam znowu i
czekam w cieniu na
klucze, facet,
który mi je przynosi, to nie ten
z motyka, ale
jeden z trójki
robotników,
z kastylijskim wdziękiem
wpuszcza mnie do
środka,
gdzie chłód, z dala
od tego sierpniowego słońca.


[Wiersze Charlesa Tomlinsona  przepisałem z książki: 100 wierszy wypisanych z języka angielskiego w przekładzie Jerzego Jarniewicza, Biuro Literackie, Stronie Śląskie 2018, s. 109 i 14-15.]

sobota, 29 września 2018

(ale inaczej / aber anders)

Nelly Sachs

ZA MOIM OKNEM
ćwierkający ptak
za uschłym oknem
ćwierkający ptak
Ty widzisz go
słyszysz
ale inaczej
ja widzę go
słyszę
ale inaczej

w tym samym systemie słonecznym
ale inaczej

*      *      *

VOR MEINEM FENSTER
der schilpende Vogel
vor dürrem Fenster
der schilpende Vogel
Du siehst ihn
du hörst
aber anders
ich höre
aber anders

in gleichen Sonnensystem
aber anders


[Wiersz w przekładzie Ryszarda Krynickiego z książki: Nelly Sachs, Rozżarzone zagadki. Glühende Rätsel, Wydawnictwo a5, Kraków 2006, s. 216-2017]


czwartek, 27 września 2018

(Dzieciom przykazano szczęście)

Taki oto świeży nabytek z mojego ulubionego antykwariatu o nazwie... Królicza Jama. Wydawnictwo Literackie w Krakowie, nakład 1000 egzemplarzy, rok wydania 1962, layout autorstwa Zofii Darowskiej (!). Zbiorowa wystawa zdjęć Family of Man, której kuratorem był Edward Steichen miała duży oddźwięk w Polsce - jak widać - nie tylko wśród fotografów. Zdjęcie komentowane przez Witolda Wirpszę wykonał Ralph Crane.



środa, 26 września 2018

W najnowszym Helikopterze (10/2018)

5 tekstów, które być może znajdą się w nowej książce. Jeżeli zdecyduję się ją wydać? Czego wcale nie jestem pewien... Brakuje mi jeszcze kilku tematów/motywów/historii, które powinny się w niej znaleźć.

wtorek, 25 września 2018

Jelcz-Laskowice, Aleja Niepodległości

[23.09.2018]

Przedstawiony na muralu autobus to Jelcz 043, produkowany w latach 1959-1986 w fabryce w Jelczu-Laskowicach na licencji zakupionej w czechosłowackich zakładach Škoda. 

Škoda 706 RTO, której polskim odpowiednikiem był popularny "ogórek", wytwarzana była w latach 1958-1972. 

Następcą Škody 706 RTO była Karosa ŠL 11, produkowana w latach 1970-1981. 

Podobno polska fabryka chciała pozyskać licencję także na ten model, jednakże strona czechosłowacka nie chciała jej udzielić. Można przypuszczać, że przyczyną odmowy był oddziałów Ludowego Wojska Polskiego w interwencji państw Układu Warszawskiego na CSRS w sierpniu 1968 (niemal równo 30 lat po haniebnej aneksji Zaolzia, wysłaliśmy tam 24 tysięcy oficerów i żołnierzy, 647 czołgów, 566 transporterów, 191 dział i moździerzy, 84 dział przeciwpancernych, 96 dział przeciwlotniczych, 4798 samochodów i 36 śmigłowców).

Ogórki wytwarzane w połowie lat osiemdziesiątych, w czasach mizerii rządów generała Wojciecha Jaruzelskiego, malowane były na kolor beżowy, żółty lub karminowy, prawdopodobnie w celu upodobnienia ich do autobusów po remontach, co miało ukryć fakt produkcji mocno już wtedy archaicznego pojazdu...

Na koniec najważniejsze. Mural z Jelcza jest być może jakimś nawiązaniem do słynnych Szoferów Andrzeja Wróblewskiego (lub tylko ich powidokiem), cyklu obrazów z wnętrzami autobusów, przedstawiających zawsze przód pojazdu wraz z kierowcą siedzącym tyłem do widza. O ile seria Wróblewskiego ma wymiar egzystencjalny, pesymistyczny czy wręcz nihilistyczny (np. Szofer niebieski), to mural z Jelcza tryska naiwnym, plakatowym optymizmem. Oto marszałek Józef Piłsudski, siedząc za kierownicą wyprodukowanego na czechosłowackiej licencji pojazdu, którego pudło pomalowane jest w kolory narodowej flagi, PSTRYK!, deus ex machina, stoliczku nakryj się!, wiezie nam wolność... 

Autobus z napisem "Wolna Polska" podróżuje jednak bez pasażerów.

niedziela, 23 września 2018

(szyld Pasmanteria wzlatywał jak sęp)

Adam Ważyk


NIEZNANY DZIEŃ

W ten dzień zagubiony trzydzieści lat temu
kobiety szły mijając kałuże po deszczu
śmiech gasnął powracał zmienionym refrenem
a piekło było piekłem taksujących spojrzeń
jak gdyby inny piekieł nie było
kamienie jezdni były jak kamienie
szyld Pasmanteria wzlatywał jak sęp
a czułość była za pobliskim rogiem
i miała błędne oczy przechodnia
zasapanego z rozpiętym kołnierzykiem

Chłopiec od piekarza
chłopiec od piekarza niósł na głowie tacę
chłopiec od piekarza szedł za swoim cieniem
jak wspomnienie zastępcze
wspomnienie alibi


TAMTO

Są rzeczy których domyślam się dopiero po latach
Nieznajoma w żałobie byłą starsza niż mnie się zdawało
Ktoś nam owił pana N do napaści na mnie
Kiedy Z mówiła że filmy na nią źle działają
nie miała na myśli pięknych amantów

Ślepa ulica w śródmieściu obsadzona drzewami
ładnie obrębiona trawnikiem
nazywała się jak kobieta jak kwiat jak wiśnia ogrodowa
Hortensja
Mówiono przy stole o kimś kto mieszkał na tej ulicy
nie dosłyszałem o kim i to już przepadło


Przeszłość jest to dziś tylko cokolwiek dalej
To zdanie wziąłem z Norwida ale nie jest to moją prawdą
Ja muszę jeździć o ileż dalej
Ja muszę jeździć za ciemne morze
po dwie rękawiczki które nie są do pary


[Chyba najlepsza książka poetycka Adama Ważyka, wydany w 1962 roku w Państwowym Instytucie Wydawniczym tom Wagon (z piękną okładką Danuty Staszewskiej), zawierający zaledwie dwadzieścia dwa utwory. Wiersze przepisałem ze stron 9 i 23. Nakład tego wydawnictwa to 2000 egzemplarzy.]

czwartek, 20 września 2018

"Moc pozdrowień z Oświęcimia śle Józek"

Czyli niejako tropem Pawła Szypulskiego i jego świetnej książki Pozdrowienia z Auchwitz, gdzie zreprodukowane są awersy i rewersy pocztówek z motywami obozowymi. Jak widać praca ta może być kontynuowana (może sam to nadal ciągnie?), ponieważ bez problemu wciąż można trafić na karty pocztowe z Oświęcimia, na których znajdziemy teksty mocno zaskakujące w kontekście tego, co widać na zdjęciach... Kupiłem ostatnio na Allegro trochę takich kart, które potrzebne mi są do pokazania ikonograficznych odniesień, istotnych w przypadku rzeźby Jana Wojtarowicza Deutsche Fabriken. Pracę tę oraz kilkanaście innych obiektów sztuki naiwnej nawiązujących do Zagłady, będziemy (oprócz mojej skromnej osoby zespół kuratorski tworzą: Erica Lechrer, Roma Sendyka i Magdalena Zych) pokazywać w trakcie wystawy w Muzeum Etnograficznym w Krakowie, która otworzy się w trzecim tygodniu listopada bieżącego roku. Będę jeszcze o tym obszerniej i konkretniej informować.


środa, 19 września 2018

(Ciemna materia)

Rae Armantrout


Odpowiedź


Chwilowy bezruch
który domaga się odpowiedzi.

Kiedy kończy się chwila?


*
Modlitwa ze Starbucksa:
"Niech dzień znów dobry będzie".


*
Cienie liści na chodniku:

słowo, które znaczy ślizgać się
niedbale,
po wielokroć,
bezwiednie pieścić.


*
Bowiem tak ukochałem świat

że wrobiłem 
jedynego syna

i go aresztowali.



[Wiersz w przekładzie Kacpra Bartczaka z tomu: Rae Armantrout Ciemna materia, Biuro Literackie, Stronie Śląskie 2018, s. 37. W ten oto sposób zadebiutowała w naszym kraju przedstawicielka poetyckiej formacji L=E=N=G=U=A=G=E, która to powstała w latach siedemdziesiątych ubiegłego wieku... Holy shit! To po szkole nowojorskiej coś się jeszcze w poezji amerykańskiej wydarzyło? Najwyraźniej... A czy po publikacji Ciemnej materii, per analogiam do oharyzmu*, jaki dał znać o sobie po wydaniu Twojej pojedynczości, pojawi się teraz masowy l=e=n=g=ł=y=c=z=y=z=m? Tzn. on już właściwie jest... Kto zgadnie, którego autora mam na myśli?]



Jakkolwiek termin ten wprowadził Krzysztof Koehler dla oznaczenia poezji rezygnującej z odniesień wysokokulturowych (celem ataku była ówczesna twórczość Marcina Świetlickiego), to jednak szybko zaczął on być używany dla określenia dykcji poetyckiej "robię to i robię tamto". Zjawisku temu przypatrywał się uważnie Krzysztof Jaworski, który ułożył antologię Oharyzm polski, niestety nigdy nie wydaną na papierze. Była ona kiedyś dostępna w sieciowym piśmie Hiperrealizm, co spowodowało zresztą komiczną sytuację, gdy Jarosław Klejnocki (szeroko reprezentowany w tym zestawie polskich oharystów) zaczął grozić pozwami sądowymi jego redaktorom...

wtorek, 18 września 2018

Tarnowiec, ul. Tarnowska

[17.09.2018  09:38]

Tak sobie na szybko podliczyłem, że mam już sfotografowane 24 murale, na których przedstawiony został Witold Pilecki (w tym na 11 jest głównym bohaterem). To znacznie więcej niż grafy z Janem Pawłem II (18 - z tym, że to głównie solówki) czy Danutą Siedzikówną "Inką" (14). A praca nad projektem wcale nie jest skończona... Iluzjonistyczny mural z Tarnowca (kiedy trafiłem w sieci na jego zdjęcia, byłem przekonany, ze został namalowany na szybie) jest swoistym rekordzistą, ponieważ pojawia się na nim jednocześnie 10 wizerunków Pileckiego, namalowanych na podstawie zdjęć. Widzimy tu także jego żonę i córkę, co również jest wyjątkowe, ponieważ bohaterowie patriotycznych murali to głównie mężczyźni (mimo ewidentnych procesów modernizacyjnych, jakie zaszły w naszym kraju po transformacji ustrojowej w 1989 roku, ciągle żyjemy w mocno patriarchalnym modelu społecznym...).

------------
Co słychać u Nikona (aktualizacja 09:27)?

poniedziałek, 17 września 2018

Ciężkowice, ul. Łuczkiewiczów

[17.09.2018  08:32]

------------
Co słychać u Nikona (aktualizacja 14:52)?



Jak to napisał Krzysztof Jaworski w kapitalnym wierszu Cud w Brugsenie:

   Kto jeszcze raz powie, że Dania jest więzieniem,
   ten chuj.

niedziela, 16 września 2018

(Chlusnęło narodem)

Kazimierz Wierzyński

ZAWRACANIE GŁOWY

Co mi pan głowę zawraca?
Godność ludzka?
Ja panu mówię - gnój,
Podnieśliśmy śluzy,
Chlusnęło narodem,
Popłynął jak powódź
I płynie, mówią, na nowe życie,
A ja panu mówię 
Jeden procent jest nasz,
Jeden procent jest czegoś wart
A reszta 
Do kina płynie, do żarcia,
Na ubaw wiejski, 
Na chamstwo z kastetem,
Nie pytaj pan co to kosztuje
I co z nimi potem robić
I na co ich wynieść,
Na godność ludzką?

Nie zawracaj pan głowy,
Ja panu mówię - gnój,
Zaorze się to i zasieje,
Trudny płodozmian, wiadomo,
Ale od czego nasza kultura,
Agrykultura, humanizm,
Inżynierowie dusz
Obmyślą od czego zaczynać,
Jak podciągnąć tę nadbudowę,
Tylko, mój panie, bazą jest gnój,
Gnój pospolity,
Łajno ojczyste,
Nawóz pod ziarno,
Gówno za pozwoleniem,
Nie żadna godność,
Nie żadna ludzkość,
To się wyprodukuje
Gdy przyjdzie czas.

[Wiersz pochodzi z tomu Czarny polonez (1968), a przepisałem go z książki Poeta pamięta. Antologia poezji świadectwa i sprzeciwu. Wybór: Stanisław Barańczak (Puls Publications, Londyn 1984), s. 17-18. Bardzo dziwnie czyta się ten tekst w realiach IV RP w budowie...]

czwartek, 13 września 2018

(a gęsi przelatują kaligraficznie przez krajobraz oziminowego śniegu)

Breyten Breytenbach


20 sierpnia 2016

szary świt z lekką wilgocią
kiedy drzewo i krzew wydychają noc

nad wzgórzem księżyc oko czuwające
co wszystko rozumie

nie pokazuj palcem
usiądź na balkonie ze skrzyżowanymi nogami
i wdychaj zapachy ogrodu
drżenie fraz chwytaj w rytmach
ciało zwał kości zakopanych w mięsie
opiętych skórą

wspomnienie to dziwna rzecz
były nawoływania szakala noc w oddali
i jakie cisze ustąpią teraz
                          śpiewom słowików
dawniej cykady nawet nocą
przędły swoje dźwięczne sutry
by przybliżyć poruszenia
                          fałd na szatach
                          modlących się

a może to przewidzenie?

daleko w dolinie szczekanie psa
chwila drżącej śmierci także jest dobra
by w momencie życia
                           znów wolno było przeminąć

czy to przewidzenie
to zapamiętane życie?

skłoń się głęboko             odmawiaj po cichu
z niewidoczności wychyliło się światło
z wolna jak oddech
a księżyc do czysta
rozpłynął się w błękitnej bezdenności


Z cyklu:
skłoń się i mamrocz skłoń się i mamrocz
wiele słów o wiele słów

(w zakurzonym mieszkaniu)

Pośród zakurzonego mieszkania zapełnionego martwymi książkami,
już niezamieszkiwanego, i stertami niegdysiejszych nowin
i strojami, które kiedyś noszono w ogrodzie
letnimi popołudniami, rozkwitł przez jedną noc wazon
śnieżnobiałych róż, przyniesionych w prezencie
przez mężczyznę o poranionej dłoni. Tak jakby usta o wielu wargach
 z melancholijnym nieco pąsem wypowiedziały
za dużo wierszy. Piękno musi być wieczne, jest takie niespodziane
i ulotne. Nagle satynowy rękaw pojawia się nad stołem,
waży chropawe dźwięki, a gęsi przelatują kaligraficznie
przez krajobraz oziminowego śniegu. Nagle wszystko to jest
warte dystansu. Nawet gdy człowiek małowiele wie o metafizyce.


[Wiersze w przekładzie (z afrikaans) Jerzego Kocha z książki: Breyten Breytenbach Ciało wędrowne, Wydaswnictwo a5, Kraków 2018, s. 131-132, 106.]

środa, 12 września 2018

Krzysztof Jaworski ZNANI-NIEZNANI, ale zawsze ciekawi

Książka dotarła do mnie dzisiaj pocztą, DZIĘKI!


A w środku tej naukowej i eseistycznej zarazem książki (jej tematyczną zawartość widać na skanie strony tytułowej), znalazłem też kawał fascynującej, acz i przerażającej poezji! Którą Krzysztof Jaworski zredagował wyśmienicie, korzystając z tzw. rybki, jaką przygotował dla niego "Wielki Żniwiarz Narodów Radzieckich (© Bertolt Brecht w przekładzie Witolda Wirpszy) oraz jego współpracownicy w osobach Gienricha Jagody, Mikołaja Jeżowa oraz Ławrientija Berii. Poemat ten wklejam poniżej in extenso:




wtorek, 11 września 2018

Moment decydujący mocno rozwleczony w czasie

[Międzygórze, ul. Wojska Polskiego, 29.07.2018]

Historia związana z tym muralem jest taka, że namierzyłem go dość dawno temu, chyba jakoś pod koniec 2016 lub na początku 2017. Informację, a właściwie to tylko zdjęcie, znalazłem na stronie fanów Śląska Wrocław i byłem przekonany, że malowidło znajduje się gdzieś we Wrocławiu właśnie. Ponieważ kibice chwaląc się nowymi grafami w necie, nie podają ich lokalizacji w obawie przed wrzutami oponentów, więc znalezienie tego obiektu wydawało się być mocno problematyczne. Szukając w sieci murali o patriotycznej czy niepodległościowej treści (takie właśnie przymiotniki do słowa mural zadawałem googlowi),  graffiti to bez przerwy pojawiało mi się w wynikach, aż w końcu pod obrazkiem na forum kibicowskim wywiązała się mini dyskusja, gdzie ktoś z komentatorów wymienił miejscowość Międzygórze. Od razu spróbowałem przy pomocy google street view ustalić lokalizację muralu, ale mimo podróżowania tam i z powrotem ulicą Wojska Polskiego żaden z oglądanych budynków nie przypominał swym kształtem tego z wiszącej w necie fotografii. Postanowiłem więc pojechać do Międzygórza i znaleźć graffiti z marszu, co na miejscu okazało się równie problematyczne jak w sieci... Po półtorej godziny bezowocnych poszukiwań (owszem trafiłem przy okazji na "patriotyczny przystanek autobusowy" przy ulicy Śnieżnej), zaparkowałem auto przy tablicy informującej o zlokalizowanej w pobliżu zaporze oraz elektrowni wodnej. Olśniło mnie wtedy, że przecież muszą się tam gdzieś znaleźć domy dla pracowników obsługujących siłownię, więc na piechotę udałem się w kierunku tamy i okrężną mocno drogą trafiłem na mini osiedle mieszkaniowe oraz pawilon handlowy (dobrze pamiętający czasy PRL-u), na którego tylnej ścianie namalowano ten graf.

poniedziałek, 10 września 2018

Jaki w sumie miły dzień...

Odezwał się Nikon... Koszt naprawy i wymiany trzech części to 1,4K... Ciekawe czy się wyrobią w 2 tygodnie (tydzień już minął)?
Rano zapuściłem Concerti per le Solennita Vivaldiego (teraz też lecą) w fenomenalnym wykonaniu Giuliamo Carmignoli - skrzypce i orkiestry - Sonatori de La Giociosa Marca (próbowałem kupić ich inne wspólne nagrania, ale nakłady są wyczerpane, co wcale nie dziwi). Carmignola był uczniem dwóch moich ulubionych wykonawców sonat i partit na skrzypce solo Jana Sebastiana Bacha - Nathana Milsteina oraz Henryka Szerynga, co fajnie daje znać o sobie w jego grze.
Po powrocie do domu, odebrałem na poczcie przesyłkę z sklepu www.multikulti.com z motetami Jana Dismasa Zelenki w wykonaniu Alexa Pottera (kontratenor) i Capriccio Barockorchester.


Ściągam więc celofan z opakowania CD i wkładam płytę do odtwarzacza...
Jest 13:36.

niedziela, 9 września 2018

(z łokciami opartymi o szafkę ręcznie malowaną w kwiaty i gruchające gołąbki)

Jiří Kolář

- MA MINĘ NIEWINIĄTKA

czy ta stara świnia
nie mogła zaczekać na mój powrót? -
piekliła się dziewczyna.
- Zimno mi, 
chcesz żebym zamarzła?
Oby Bóg chciał mnie już zabrać do siebie,
mamrotała staruszka
pochylona nad miednicą,
w podciągniętej do góry koszuli nocnej,
z łokciami opartymi o szafkę
ręcznie malowaną w kwiaty
i gruchające gołąbki.
- A kiedy mnie zabierze?
Chyba nigdy, boby uciekł,
gdyby przyszedł i zobaczył
ten gnój w twoim łóżku,
niech go codziennie sprząta,
wtedy zobaczy, jakie to szczęście! -
odpowiedziała dziewczyna i dalej
zmywała szczotką kał
z sinych, sflaczałych ud.
Chłopczyk z szabelką,
w papierowej czapce na głowie
przyglądał im się zza pieca
wytrzeszczonymi oczami.
W drzwiach stanęło słońce.

[Tekst w przekładzie Renaty Putzlacher-Buchtovej z książki: Jiří Kolář Naoczny świadek, Dziennik z roku 1949, Muzeum Sztuki Współczesnej w Krakowie, Kraków 2012, s. 110. Trochę to przypomina sytuacje z Obrzędów intymnych Zbigniewa Libery, ale zapis Kolářa powstał 35 lat wcześniej...]


piątek, 7 września 2018

Krzysztof Miller ROK 1989

Niestety nie dotarłem do Domu Spotkań z Historią na wystawę zdjęć Krzysztofa Millera Rok 1989, ale udało mi się kupić katalog tej ekspozycji w świetnej krakowskiej Głównej Księgarni Naukowej przy ulicy Podwale 6*. Ta licząca 64 strony książeczka jest sensownie-minimalistycznie złożona i zawiera 48, głównie czarno białych zdjęć oraz dwa nieprzegadane teksty autorstwa Pawła Smoleńskiego oraz Waldemara Gorlewskiego (z tym, że ten drugi mógłby sobie naprawdę dać spokój z przypominaniem, jak to koledzy fotoreporterzy mieli zwyczaj nazywać Millera "Nikiforem fotografii"). Oglądam ten albumik tam i z powrotem, patrzę na zdjęcia Krzysztofa przedstawiające świat, sytuacje, zdarzenia, które doskonale pamiętam, a jednocześnie "wyciskające" z nich esencję tamtego czasu, kadry idealnie trafione pod względem kompozycyjnym oraz semantycznym. Ponure zdjęcia wykonane podczas rewolucji w Bukareszcie zimą 1989, zaraz na wiosnę 1990 oglądałem prezentowane w Krakowie (tylko gdzie to było? w przestrzeni Bunkra Sztuki, który nosił wtedy nazwę Galeria BWA? nie mogę sobie tego przypomnieć...). Dobrze natomiast pamiętam, że na wystawie była zamieszczona informacja, iż wszystkie fotografie zostały wykonane na negatywie Fotopan HL. Czy ktoś jeszcze kojarzy te świetne filmy  śp. Fotonu-Bydgoszcz (wytwarzane zresztą na licencji Ilforda)? Wertując katalog wystawy Rok 1989 pomyślałem sobie, że zastosowana tu oszczędna metoda prezentacji zdjęć tragicznie zmarłego fotoreportera (może w kilku miejscach zbyt "katalogowa"), dobrze się sprawdza, więc może w taki sposób należałoby przygotować jakąś większą publikację albumową? Wydana dwa lata temu przez Agorę książka Niedecydujący moment to niestety porażka... Owszem, wiem że sam Krzysztof Miller ją układał (i zapłacił za to wysoką cenę, bo powrót do wojennych kadrów wykończył go psychicznie), ale też layout tej publikacji jest beznadziejny, nieznośnie nonszalancki wobec klasy zamieszczonych w tym albumie fotografii.


----------
Niestety byt tej instytucji jest zagrożony, ponieważ budynek, a właściwie to cały kwartał domów, kupił pewien ekspansywny biznesmen, co się lubuje w ściganiu na quadach (dodatkowo jest kuzynem znanego krakowskiego europosła) i chce tam urządzić galerię handlową... 

czwartek, 6 września 2018

(Trzeba to wszystko zniszczyć)

Jarosław Iwaszkiewicz

*     *     *

Jak wygląda negatyw kolorowej fotografii?
Po co są anteny przy telewizorach?
Jaska jest podstawowa zasada maszyn matematycznych?
Co musi umieć człowiek
lecący na księżyc?

Czemu równa się objętość
kopuły świętego Piotra?
Dlaczego struktura kryształu?
Co mówi Piaget, Ricoeur, Adorno, Starobinski?
Dlaczego Lévi-Strauss nie lubi Malinowskiego?
Czy badania Jacobsona zmienią strukturę Pana Tadeusza?
Co znaczy okrzyk Galilaee vicisti?

Dlaczego Golem wszedł do mojego domu?
Dlaczego Mr. Hyde siedzi przy moim biurku?
Dlaczego pogrzeb biesa odbywa się pod moimi oknami?

Trzeba to wszystko zniszczyć
Niech będzie cicha plaża i zupełny brak
pytań

wszelkich pytań

[No proszę, i on to wiedział... Wiersz kończący Śpiewnik włoski (s. 77). Ewidentnie się starzeję i coraz bardziej mi podchodzą teksty podszyte takim rozliczeniowym nihilizmem. Z którym zresztą nie radzą sobie rodzimi akademiccy literaturoznawcy, tzn. omijają temat szerokim łukiem bidule.]

środa, 5 września 2018

(a przed nią dymią wszystkie cementownie)

Jarosław Iwaszkiewicz

Pożegnanie

Etna ta wielka pani zbiera fałdy sukni
i schodzi na dół ciągnąc tren swój biały
a przed nią dymią wszystkie cementownie
świece stawiając jak przy katafalku

jedwab glicynii i aksamit
bougainvilli czerwonych jak krew pod równikiem
niedobrze wyglądają razem deszcz je przekreśla
nad ruinami mocniej pachną pomarańcze.

To już ostatnia chwila. Po czterdziestu latach
jak obojętne z kochanką rozstanie
nawet nie widzi mnie ona zbłąkanego
pośród mizernych starych i zwątpiałych.

Jeszcze tylko blask jeden jeden biały obłok
i obłąkana droga pełna karaluchów
i nic i świat się nie skończy tak zaraz
i chora suka wyszła na drogę. Żegnajcie.

[Jarosław Iwaszkiewicz, Śpiewnik włoski, Wydawnictwo Polskiego Towarzystwa Wydawców Książek, Warszawa 1989, s. 39. Nawet nie pamiętałem, że kupiłem kiedyś tę książkę... I chyba nie czytałem jej zbyt często? A teraz, kiedy oddałem się lekturze podczas kąpieli - jak to zawsze czynię - wpadła mi do wody... Czytam ten tom i szukam wrażeń, obrazów, sytuacji, jakich sam doświadczyłem podczas wyjazdów do Włoch. Bardzo dziwna interpunkcja jest w tym pięknym wierszu...]

wtorek, 4 września 2018

Warka, ul. Wichradzka

[03.09.2018]

Chwilowy powrót do D700 jest doświadczeniem specjalnej troski...
Jasnym jest też, że to zdjęcie nie wejdzie do książki.
Na razie otrzymuję korespondencję wysyłaną automatycznie. Wyrok (wyszczególnienie usterek oraz ich wycena) jeszcze nie zapadł.