Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Helikopter. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Helikopter. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 1 lutego 2022

(a Nicolaus Copernicus kim był?)

W najnowszym wydaniu Helikoptera (2/2022) cztery nowe wiersze, które być może (?) znajdą się w książce Dekady (jeżeli w ogóle będzie taka książka?). Zapraszam do lektury!

piątek, 17 września 2021

Dawno nie występowałem na żywo...

...na tego typu imprezie, nawet już nie pamiętam, kiedy to mogło być? Jak widać na plakacie wydarzenie będzie miało miejsce 2 października 2021 we Wrocławiu w Ośrodku Postaw Twórczych przy ul. Działkowej 15. Jest to promocja antologii Przewodnik po zaminowanym terenie II, w której znalazło się pięć moich tekstów, wcześniej opublikowanych w sieciowym piśmie Helikopter. Sprawcą całości jest Krzysztof Śliwka, który redaktoruje też wspomnianemu periodykowi. Występują osoby widoczne na sztrajfie, start o godz. 17:00. Jak kto wtedy we Wrocławiu, to zapraszam serdecznie!

środa, 26 września 2018

W najnowszym Helikopterze (10/2018)

5 tekstów, które być może znajdą się w nowej książce. Jeżeli zdecyduję się ją wydać? Czego wcale nie jestem pewien... Brakuje mi jeszcze kilku tematów/motywów/historii, które powinny się w niej znaleźć.

poniedziałek, 30 kwietnia 2018

poniedziałek, 27 marca 2017

„Realizm‟ w księgarniach od 6 kwietnia 2017


Własnie dotarła do mnie pula autorskich egzemplarzy :))
No to się autentycznie wzruszyłem...
To może teraz tytułowy tekst z książki (chyba się minimalnie różni od wersji, jaka była prezentowana w sieciowym Helikopterze):


REALIZM

- A więc i pan do nas w końcu przyszedł - w taki sposób
lekarka, prowadząca wcześniej moją matkę, przywitała ojca
w Krakowskim Centrum Onkologii. Ojciec zbladł. Odprowadzałem
go potem długim, mrocznym korytarzem, w którym lśniła
sinoniebieska lamperia. Wszystko to przypomina
PIEPRZONY włoski neorealizm - pomyślałem wtedy
(całkiem niesłusznie zresztą).

wtorek, 28 czerwca 2016

WIERSZ ZAANGAŻOWANY SPOŁECZNIE

Adam Zdrodowski

WIERSZ ZAANGAŻOWANY SPOŁECZNIE

jak chuj w SUV-ie.

Z TELEWIZJI ŚNIADANIOWEJ

Od dwóch lat
pani Gertruda
rzeźbi w kości -
wołowej
i wieprzowej.

[Z tomu: PRZEWODNIK PO ZAMINOWANYM TERENIE. HELIKOPTER, antologia tekstów z lat 2011-2015, wybór i opracowanie - Krzysztof Śliwka, Marek Śnieciński, Ośrodek Postaw Twórczych / Biuro Festiwalowe IMPART, Wrocław 2016, str. 120]

sobota, 11 czerwca 2016

DZIEWCZYNKA BEZIMIENNA

Genowefa Jakubowska-Fijałkowska


JUTRO POWINNAM SMAŻYĆ PLACKI ZIEMNIACZANE W POŁUDNIE

pod wieczór małym fiatem 126 p (jutro) na porodówkę powinnam jechać
gdy nic mnie nie bolałaś i nie byłaś w terminie

gdy nie przygotowałam nocnej flanelowej z guzikami
nie wygoliłam włosów na wzgórku łonowym na łydkach pod pachami

nie zabrałam do fiata żyletek ani brzytwy
tylko Marlboro i czechowickie zapałki

(och lata siedemdziesiąte:
kartki na żarcie papierosy wódkę żółty ser mleko w proszku)

gdy się tak bardzo nie przygotowałam matka po raz drugi
mogły mi przecież pękać żylaki na wargach sromowych i w odbycie

(kurwa jak się bałam wtedy gdy jechałam tym małym fiatem)

na izbie szok że rodzę że rozwarcie że pośladkowy że kleszcze
a ty po kawałku ze mnie w czwartą RP


NOC W WIELKIM MIEŚCIE

wzięłam pokój w hotelu Royal miałam spać w Zamkowym
ale na dziedzińcu paw ogonem zasłaniał mi widok twarz

jadłam barszcz czerwony z kołdunami
poeta w ciągłym napięciu drganiu wpisywał mi w Drugie ja dedykację

w hotelu noc przy otwartym oknie gorąco duszno nadchodziła burza
lądowały awaryjnie wszystkie jumbo jety (spałam bez majtek)

złoty księżyc po burzy napierdalał w oczy jak słońce
lunatykowałam na krawędzi okna potem śniła mi się Krystyna Janda

człowiek z żelaza chodził po schodach tam i z powrotem
od moich drzwi hotelowych w ciasny korytarz po bordo dywanie

i jeszcze raz tam i z powrotem po schodach kruszył się marmur
o świcie wiertarki młoty pneumatyczne gwoździe do krzyża

autoalarmy napady na banki i ten zamkowy paw też
miała od samego rana rozpierdolony mózg kosmetyki i bieliznę


DZIEWCZYNKA BEZIMIENNA

nadano mi wszystkie imiona: Słowian Barbarzyńców Germanów
i żydowskie i imiona bogiń greckich (któraś z nich byłą kurwą i żoną boga)

wybierałam też imiona własne
chciałam być Matką Bożą z Guadalupe mieć swojego Juana Diego i lilie

(między nogami)

na bierzmowaniu dostałam na imię Michalina
nie o to chodziło chciałam być piękna jak Michele Morgan

a byłam tylko kobietą twojego życia
o plecach z linią horyzontu z meszkiem wodorostów bliżej łona

w ramie okna miałam perłowe włosy i dla ciebie przycięłam udo szkłem drzwi
żebyś smakował słodycz mej krwi

kot ciągle mi liże tę bliznę na udzie i nie krwawię
stoję w śniegu kryształowa naga zimna

ktoś otwiera mi nożem zamarznięte usta
mam swoją opowieść o nieśmiertelnym głodzie kolonii mrówek


[Jak to się stało, że wcześniej przeoczyłem te teksty i ich autorkę? Więc pożytek z czytania antologii... W której dominują liczbowo faceci, kobiety to zaledwie 1/7 staffu (jak sobie to policzyłem), jednakowoż świetnej Genowefy Jakubowskiej-Fijałkowskiej nie uświadczymy np. w Solistkach. Antologii poezji kobiet... 
Wiersze przepisałem z tomu: PRZEWODNIK PO ZAMINOWANYM TERENIE. HELIKOPTER, antologia tekstów z lat 2011-2015, wybór i opracowanie - Krzysztof Śliwka, Marek Śnieciński, Ośrodek Postaw Twórczych / Biuro Festiwalowe IMPART, Wrocław 2016, str. 58-59]

środa, 13 kwietnia 2016

BAD HAIKUS

Henry Aldrige-Cartwright

***
Pezja. Strumień
moczu znika w sedesie.
Armitage Shanks. Tak

***
Lubię the Slits, the
Au Pairs, the Raincoats, the X-
-Ray Spex, Gang of Four.

***
Nie lubię Lisy
Stansfield i Belindy (choć
bębniła w the Germs)

***
Niebo to miejsce
we wschodnim Londynie (po
zatraśnięciu drzwi)

***
Piekło to miejsce
we wschodnim Londynie (tuż
pod kośćmi czaszki)

***
Syp sól na ten świat
Jak na marynowane
Bizonie mięcho

***
Znowu strajk metra.
Czytam "Evening Standard" i
boli mnie łokieć.

***
Mój zwiędły członek
jak kwiat tamaryszku. Ach!
W wonnych bąbelkach.

***
Nic w telewizji.
Zrobię sobie kanapkę z grillo-
wanym oscypkiem

***
Sałata. Czosnek.
Szpinak. Jak Święta Trójca,
jak wierny druh.

***
Kropki biedronek,
któż je zliczy. Jak włosy
lecz już nie moje.


[Prawdę mówiąc sprawia to wrażenie lekkiej ściemy... Czytam sobie te wierszyki jako rodzaj (skutecznej) odtrutki na antologię anglo-amerykańskiego imagizmu, którą co dopiero wydał IBL (Leszek Engelking, Andrzej Szuba Obraz i wir). Notka bio autora też... wygląda jak żart: HENRY ALDRIDGE-CARTWRIGHT – ur. w 1963 roku. Poeta. W 1996 roku postanowił odwalić całą robotę za kiepskich poetów. Od tamtej pory regularnie wydaje zbiory złych haiku. Będąc prawdziwym entuzjastą DIY założył undergroundowe (a raczej podwodne) wydawnictwo Underwater Press, którego jest jedynym pracownikiem i jedynym autorem. Opublikował m.in.: 37 Bad Haikus (1997), 58 Bad Haikus (2000), More Bad Haikus (2007), Still More Bad Haikus (2012), The Definitive Bad Haiku Collection (w przygotowaniu). Unika rozgłosu. Mieszka we wschodnim Londynie, nieopodal stacji Mile End, skąd wszędzie ma daleko. Nie korzysta z Internetu.
Bad Haikus w przekładzie (?) Adama Zdrodowskiego przepisałem z antologii: PRZEWODNIK PO ZAMINOWANYM TERENIE. HELIKOPTER, antologia tekstów z lat 2011-2015, wybór i opracowanie - Krzysztof Śliwka, Marek Śnieciński, Ośrodek Postaw Twórczych / Biuro Festiwalowe IMPART, Wrocław 2016, str. 167-168]

piątek, 11 marca 2016

PRZEWODNIK PO ZAMINOWANYM TERENIE (Ilona Witkowska)

Ilona Witkowska

KÓŁKO GRANIASTE

łódź zatonęła koło Lampedusy.
śmialiśmy się: Łódź zatonęła? miasto?

my tu się śmiejemy, oni tam umierają.

więc co? mamy się nie śmiać?
kiedy się nie śmiejemy, to też umierają.

[wiersz Ilony Witkowskiej zamieszczony w książce: PRZEWODNIK PO ZAMINOWANYM TERENIE. HELIKOPTER, antologia tekstów z lat 2011-2015, wybór i opracowanie - Krzysztof Śliwka, Marek Śnieciński, Ośrodek Postaw Twórczych / Biuro Festiwalowe IMPART, Wrocław 2016, str. 158]

niedziela, 28 lutego 2016

PRZEWODNIK PO ZAMINOWANYM TERENIE (Sławomir Elsner)

Sławomir Elsner

LEKCJA SZCZEROŚCI

W Gorzycach pod Wodzisławiem
mieszkałem w jednym pokoju
z człowiekiem,
który ze wszystkich kończyn
miał tylko lewą rękę.

Któregoś dnia zapytał mnie,
dlaczego tak mało mówię.
Po chwili milczenia skłamałem,
że taki już jestem,
a on poprosił, bym podszedł

i mnie tą ręką przytulił.

JEDNO ZDANIE O ŚMIERCI

Smutne są sytuacje,
kiedy bierzesz numer telefonu
od pielęgniarki,
która ma nocną zmianę
na oddziale intensywnej terapii
(gdzie leży twój ojciec);
potem wracasz do domu
i po dwóch godzinach,
w momencie kiedy obejmujesz
szlochającą matkę,
ktoś do ciebie dzwoni
z tego numeru.

[wiersze Sławomira Elsnera przepisałem z książki: PRZEWODNIK PO ZAMINOWANYM TERENIE. HELIKOPTER, antologia tekstów z lat 2011-2015, wybór i opracowanie - Krzysztof Śliwka, Marek Śnieciński, Ośrodek Postaw Twórczych / Biuro Festiwalowe IMPART, Wrocław 2016, str. 79 i 332]

czwartek, 25 lutego 2016

PRZEWODNIK PO ZAMINOWANYM TERENIE (2)


Lubię te dwa teksty.

[Coś kolory mi się nieco dziwne wyświetlają, gdyż albowiem mam nieskalibrowany monitor... Co wynika z faktu wymiany kompa, który licznymi przestojami w pracy dawał mi ostatnio znać, że pora na odpoczynek w krainie swobodnych bajtów i pikseli (co jednak w naszych realiach oznacza utylizację w jakimś biednym państewku w Afryce...). No więc, nowy komp (na poprzedniku opracowałem wszystkie swoje projekty, począwszy od pierwszego częściowego pokazu Życia po życiu w Galerii 2ΠR w Poznaniu w 2005 roku...), nowy system operacyjny, nowy Photoshop, Lightroom (wszystko na legalu) i konieczność nabycia nowego kalibratora, ponieważ stary Spyder2 (kupiony właśnie przy okazji wspomnianej wystawy w 2ΠR) niejako lojalnie także odmówił współpracy. Szkoda, że komputery żyją równie krótko jak niektóre psy...]

środa, 24 lutego 2016

PRZEWODNIK PO ZAMINOWANYM TERENIE (Marcus Slease)

Marcus Slease

FABRYKA TURBIN ALSTOM
(Elbląg, Polska, 19 listopada 2009 r.)

wstać
o 6
nasypać kawy
do filiżanki
zamieszać
to się nazywa kawa po turecku
ale nią nie jest
wyjść
na deszcz
minąć chłopaka z łopatą
włosy i kości
okazać dokument
wbiec do sali
uczyć 
negocjacji
wrócić 
do domu
zjeść płatki

ELBLĄG>KATOWICE>ELBLĄG

starzy żule
trzymają twarze 
w dłoniach


ZALEW WIŚLANY
(część polska)

oda do bikini
zapiekanki
lepsze niż soczysta
polędwica

[wiersze Marcusa Slease'a w przekładzie Adama Zdrodowskiego z książki: PRZEWODNIK PO ZAMINOWANYM TERENIE. HELIKOPTER, antologia tekstów z lat 2011-2015, wybór i opracowanie - Krzysztof Śliwka, Marek Śnieciński, Ośrodek Postaw Twórczych / Biuro Festiwalowe IMPART, Wrocław 2016, str. 16-17]



wtorek, 23 lutego 2016

PRZEWODNIK PO ZAMINOWANYM TERENIE (1)

czyli antologia sprokurowana przez Krzysztofa Śliwkę (są to teksty, jakie pojawiły się w internetowym miesięczniku HELIKOPTER) właśnie do mnie dotarła. Z czego niezmiernie się cieszę i w związku z powyższym wklejam widoczną niżej fotkę z jednym z trzech moich setów.


Właściwie to pewnego czasu mam gotową książkę (pierwszą jej wersję czytał Krzysiek Jaworski i udzielił mi pewnej istotnej wskazówki), tylko nie wiem, co z tym wszystkim zrobić i gdzie? I czy w ogóle? ITD.

niedziela, 3 listopada 2013

3 LISTOPADA 2001

Raegan Butcher

3 LISTOPADA 2001

siedzę
przy
metalowym biurku
naprzeciw
okna
patrząc
na zwoje
kolczastego drutu

siedzę tu
obolały z grypą
podczas gdy oni
uprzątają gruz
w Nowym Jorku
i obawiają się
wąglika w liście

mam swoje własne problemy:

córkę
która mieszka teraz
w innym stanie

matkę
która wyszła za
religijnego fanatyka

neurotyczną siostrę
nękaną przez
stany lękowe
i wysoki cholesterol

(mój też jest zbyt wysoki, jak na 32-latka)

więc
siedzę tu
z gorączką
flegmą i cholesterolem zapychającym serce

kiedy deszcz bomb spada
na Afganistan
i świat kręci się dziko w przestrzeni

nie wierzę
że umrę dzisiaj
a nawet oszaleję

myślę, że zamiast tego
wezmę prysznic

i zwalę konia

[Raegan Butcher – ur. w 1969 roku. Amerykański poeta, reżyser, aktor i wokalista w punkowej kapeli Pale & Skinny. W 1996 roku aresztowany i skazany na osiem lat więzienia. Mieszka w Seattle. 
Wiersz 3 LISTOPADA 2001 pochodzący z tomu Stone Hotel (2003) w przekładzie kolektywu AJJK, Głębokie 11 oraz notkę biograficzną autora przekopiowałem ze strony internetowego pisma HELIKOPTER (11/2013).
Jakiś czas temu Grzegorz Wróblewski polecał mi wiersze Reagana Butchera (skopiowałem sobie wtedy z sieci cały tom Stone Hotel) i miał rację!]

czwartek, 1 listopada 2012

REALIZM


REALIZM

- A więc i pan do nas w końcu przyszedł - w taki sposób
lekarka, prowadząca wcześniej moją matkę, przywitała ojca
w Krakowskim Centrum Onkologii. Ojciec zbladł. Odprowadzałem
go potem długim, mrocznym korytarzem, w którym lśniła
sinoniebieska lamperia. Wszystko to przypomina
PIEPRZONY włoski neorealizm - pomyślałem wtedy
(całkiem zresztą niesłusznie).

-----

Eugeniusz Wilczyk (1931-1991), luty 1989

-------
Powyższy wiersz był opublikowany w październikowej edycji internetowego pisma HELIKOPTER.