Słowo na niedzielę od Genowefy Jakubowskiej-Fijałkowskiej z książki Paraliż przysenny (Instytut Mikołowski, Mikołów 2016).
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Genowefa Jakubowska-Fijałkowska. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Genowefa Jakubowska-Fijałkowska. Pokaż wszystkie posty
niedziela, 9 stycznia 2022
poniedziałek, 2 października 2017
Szkoda...
Tak sobie myślałem (żywiłem tzw. nadzieję), że może tym razem Szanowne Żuri Nagrody Najki wyłamie się ze schematu i nagrodzi (jednak zerknąwszy na skład żurorów oraz ich szefa, wiedziałem od razu, że to nieprawdopodobne) np. Genowefę Jakubowską-Fijałkowską... Co oczywiście nie nastąpiło, ponieważ trzeba było wyróżnić przedstawiciela rodzimej literatury zastępczej, czyli reportażu ;)) Więc na pohybel (wiadomo komu) wklejam poniższy skan z książki Paraliż przysenny. Szkoda...
niedziela, 10 września 2017
i mroczne kwiaty wiosny
Genowefa Jakubowska-Fijałkowska
Telefon
farbuję swoje pierdolone siwe włosy
henną rubin spływa cała wanna farbą
ręczniki zajebane (dzięki Bogu spierają się)
jak fazy księżyca to menstruacyjne farbowanie
(pamiętam komunistyczną ligninę ocierała mi co miesiąc uda)
pod siedemdziesiątkę znowu się z tym wszystkim pierdolę
z farbą do włosów jak wtedy z krwią
jeszcze przypominam sobie:
radio marki Stolica Rozgłośnię Wolna Europa
stację Radia Luksemburg
kultową reklamę PRL-u prusakolep
pierwszy jabol tamto rzyganie
i mroczne kwiaty wiosny
Stalinogród (dokument na Planete+HD)
wracanie pamięci
najlepsi synowie tej ziemi budowali hotele robotnicze
azbest len kamieny brał nas w ramiona
w pokojach hotelowców palenie picie skat
śląski brydż do rana
straciłam błonę dziewiczą (w kolejowym hotelowcu)
sucha była komunistyczna prezerwatywa
krwawiłam lekko różą dziką
bardziej w drodze na PKP
szpilki otarły mi pięty
w pończochach skrzywił sie szew
tyle mam z komuny odebranie cnoty na żywca
pod koniec kwietnia
i pochód pierwszomajowy
[dla własnej i czytelników hiperrealizmu przyjemności pozwoliłem sobie przepisać dwa wiersze Genowefy Jakubowskiej-Fijałkowskiej z jej najnowszej książki: Genowefa Jakubowska-Fijałkowska Paraliż przysenny, Instytut Mikołowski, Mikołów 2016, str. 12, 25, 38.]
Bardzo lubię wiersze, w których pojawiają się konkretne miejsca, sytuacje, obiekty. I tego całkiem sporo można znaleźć w tekstach Genowefy Jakubowskiej-Fijałkowskiej, jakkolwiek "kultowa reklama" wynalazku o nazwie Prusakolep, to już głęboki schyłek PRL-u. Spot reklamowy powstał i był emitowany w 1989 roku, czyli w momencie transformacji gospodarki centralnie sterowanej w stronę modelu neoliberalnego (czego teraz radośnie wszyscy doświadczamy...).
sobota, 11 czerwca 2016
DZIEWCZYNKA BEZIMIENNA
Genowefa Jakubowska-Fijałkowska
JUTRO POWINNAM SMAŻYĆ PLACKI ZIEMNIACZANE W POŁUDNIE
pod wieczór małym fiatem 126 p (jutro) na porodówkę powinnam jechać
gdy nic mnie nie bolałaś i nie byłaś w terminie
gdy nie przygotowałam nocnej flanelowej z guzikami
nie wygoliłam włosów na wzgórku łonowym na łydkach pod pachami
nie zabrałam do fiata żyletek ani brzytwy
tylko Marlboro i czechowickie zapałki
(och lata siedemdziesiąte:
kartki na żarcie papierosy wódkę żółty ser mleko w proszku)
gdy się tak bardzo nie przygotowałam matka po raz drugi
mogły mi przecież pękać żylaki na wargach sromowych i w odbycie
(kurwa jak się bałam wtedy gdy jechałam tym małym fiatem)
na izbie szok że rodzę że rozwarcie że pośladkowy że kleszcze
a ty po kawałku ze mnie w czwartą RP
NOC W WIELKIM MIEŚCIE
wzięłam pokój w hotelu Royal miałam spać w Zamkowym
ale na dziedzińcu paw ogonem zasłaniał mi widok twarz
jadłam barszcz czerwony z kołdunami
poeta w ciągłym napięciu drganiu wpisywał mi w Drugie ja dedykację
w hotelu noc przy otwartym oknie gorąco duszno nadchodziła burza
lądowały awaryjnie wszystkie jumbo jety (spałam bez majtek)
złoty księżyc po burzy napierdalał w oczy jak słońce
lunatykowałam na krawędzi okna potem śniła mi się Krystyna Janda
człowiek z żelaza chodził po schodach tam i z powrotem
od moich drzwi hotelowych w ciasny korytarz po bordo dywanie
i jeszcze raz tam i z powrotem po schodach kruszył się marmur
o świcie wiertarki młoty pneumatyczne gwoździe do krzyża
autoalarmy napady na banki i ten zamkowy paw też
miała od samego rana rozpierdolony mózg kosmetyki i bieliznę
DZIEWCZYNKA BEZIMIENNA
nadano mi wszystkie imiona: Słowian Barbarzyńców Germanów
i żydowskie i imiona bogiń greckich (któraś z nich byłą kurwą i żoną boga)
wybierałam też imiona własne
chciałam być Matką Bożą z Guadalupe mieć swojego Juana Diego i lilie
(między nogami)
na bierzmowaniu dostałam na imię Michalina
nie o to chodziło chciałam być piękna jak Michele Morgan
a byłam tylko kobietą twojego życia
o plecach z linią horyzontu z meszkiem wodorostów bliżej łona
w ramie okna miałam perłowe włosy i dla ciebie przycięłam udo szkłem drzwi
żebyś smakował słodycz mej krwi
kot ciągle mi liże tę bliznę na udzie i nie krwawię
stoję w śniegu kryształowa naga zimna
ktoś otwiera mi nożem zamarznięte usta
mam swoją opowieść o nieśmiertelnym głodzie kolonii mrówek
[Jak to się stało, że wcześniej przeoczyłem te teksty i ich autorkę? Więc pożytek z czytania antologii... W której dominują liczbowo faceci, kobiety to zaledwie 1/7 staffu (jak sobie to policzyłem), jednakowoż świetnej Genowefy Jakubowskiej-Fijałkowskiej nie uświadczymy np. w Solistkach. Antologii poezji kobiet...
Wiersze przepisałem z tomu: PRZEWODNIK PO ZAMINOWANYM TERENIE. HELIKOPTER, antologia tekstów z lat 2011-2015, wybór i opracowanie - Krzysztof Śliwka, Marek Śnieciński, Ośrodek Postaw Twórczych / Biuro Festiwalowe IMPART, Wrocław 2016, str. 58-59]
Subskrybuj:
Posty (Atom)




