Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wioletta Grzegorzewska. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wioletta Grzegorzewska. Pokaż wszystkie posty

środa, 21 listopada 2018

(Na tej wyspie, jak między snami, kręcę się wolno)

Wioletta Grzegorzewska

Czas mew

Na tej wyspie, jak między snami, kręcę się wolno,
jestem podwójna, choruję na przewlekle tygodnie.
Mgła na stromych ulicach jak ruchliwy Ariel
wypływa z drzew, skręca włosy kobiet.

W czasie odpływu żaglówki kiwają się na piasku.
Lokale przy High Street cuchną frytkami, groszkiem
i baraniną w miętowym sosie. Turyści nad rumem
od zmierzchu do świtu trwonią się w knajpkach.
Poduszkowce jak białe skorupiaki uciekają z wody.
Do filiżanek spadają piwonie: usta - płatki - usta.
Wypełniają się salony gier. Zwijają pola golfowe.

Zabierz mnie z tego raju, gdzie czuję się mdło
jak herbata z mlekiem. Zabierz zanim wyparuję.


[Lubię wiersze Wioletty Grzegorzewskiej, choć zapewne nie dogadalibyśmy się w wielu sprawach, także (czy przede wszystkim) tych dotyczących sztuki. Ostatnio autorka Czasów zespolonych przeżyła załamanie nerwowe, a na facebooku szczegółowo opisała swoją próbę samobójczą. Takie to czasy, że odbieranie sobie życia także zagarnęły social media... Ponieważ właśnie na facebooku umieszcza ona regularnie selfiki, czyli kolejne wersje swej persony (większość poetek, pisarek tak postępuje), wrzuciłem do googla jej nazwisko i popatrzyłem na wyniki w grafice. Bardzo symptomatyczne, nie tylko w kontekście biograficznym czy aspekcie autokreacyjnym... W momencie załamania psychicznego jej profilowym zdjęciem była ta sama fotografia, która pojawiła się na skrzydełku Czasów zespolonych.]

[Trochę autokreacji...]

środa, 25 lipca 2018

NIE WIDZĄC NAWET SŁOŃCA

To tytuł eseju mojego autorstwa, który można przeczytać w najnowszym numerze pisma AUTOPORTRET, poświęconego przestrzeniom pracy. W swoim tekście piszę, jak to wygląda w fotografii (komentując zdjęcia: Edwarda Burtynsky'ego, Lewisa Hine'a, Maksa Steckla, Charlesa Sheelera, Lee Friedlandera, Larsa Tunbjörka, Marka Ruwedela, Jeffa Brouwsa, Konrada Pustoły i Katarzyny Zolich), od razu też dodam, że nazwę szkicu zaczerpnąłem od tytułu wiersza Grzegorza Wróblewskiego, który zresztą w całości jest przytoczony na końcu.


Zapraszam do nabywania AUTOPORTRETU i czytania zamieszczonych tam esejów! Za jakieś 3 miesiące pismo  będzie też dostępne w sieci za free, więc jak ktoś ściubi grosza, niech wytrwale czeka. Piękny wiersz Grzegorza Wróblewskiego Pan Robin umiera na zapalenie płuc (o irlandzkich zdobywcach Ameryki Północnej) pochodzi z książki Prawo serii, wydanej w 2000 roku przez Instytut Wydawniczy „Świadectwo” w Bydgoszczy.  

Grzegorz Wróblewski

PAN ROBIN UMIERA NA ZAPALENIE PŁUC
(O IRLANDZKICH ZDOBYWCACH AMERYKI PÓŁNOCNEJ)

12 godzin dziennie przez 50 lat, nie widząc nawet słońca,
w zakładach mięsnych i kopalniach, reperując cudze spodnie,
aby móc w każdą sobotę upić się do nieprzytomności,
potem trzeźwieć na niedzielnej mszy u św. Patryka,
od poniedziałku znów pracować, nie widząc nawet słońca,
wmawiając sobie, że kiedyś to na pewno się zmieni,
by na sam koniec rozkręcić starą komodę i wyjąć z niej
plik banknotów i dać je zdziwionej żonie, która powie,
że przecież można było za te pieniądze wyjechać do Honolulu
albo choćby kupić 2 świnie, a teraz to już nie ma po co,
i że ona mogła wyjść za miejscowego lekarza, ale popełniła błąd
i wybrała, głupia, tego łajdaka, nierozgarniętego Robina
i zmarnowała sobie przez niego życie, zamiast kupić 2 świnie,
a on zostawi ją teraz samą i czy takie życie w ogóle miało sens?

Ale to nie jedyny poetycki tekst, jaki przytaczam w eseju zamieszczonym w AUTOPORTRECIE. Swój szkic zaczynam od przywołania wiersza Umieralnia chińskiego poety Xu Lizhi, który przełożony przez Wiolettę Grzegorzewską znalazł się w tomie Nekrolog orzeszka ziemnego, wydanym w zeszłym roku przez oficynę Eperons-Ostrogi.

Xu Lizhi

UMIERALNIA

Nawet przy odłączonej maszynie
zamknięte warsztaty zakażają metalami,
wypłaty są potajemnie redukowane
niczym miłość, którą młodsi robotnicy spychają na dno serca.
Z braku czasu wszystko obojętnieje.
Ich wnętrzności wypełniają metale ciężkie
trujące kwasy azotowy i siarkowy.
Na produkcji łzy są tłumione zanim zdążą opaść.
Czas się kurczy, pogrąża w omamach.
Wychudzeni, podstarzali, dzień i noc zmagają się z bólem,
siłą woli podtrzymując omdlenia i zawroty głowy.
Wyrzynarka nadrywa im skórę,
Która za chwile pokrywa się stopem aluminium.
Jedni dogorywają, podczas gdy drudzy poddają się chorobie.
Przysypiam miedzy nimi, czuwam
na tym zapomnianym cmentarzysku naszej młodości.

wtorek, 31 października 2017

Nekrolog orzeszka ziemnego

Xu Lizhi

Nekrolog orzeszka ziemnego

Nazwa towaru: Masło orzechowe
Skład: orzeszki ziemne, maltoza, cukier, olej
roślinny, sól, dodatki (sorbinian potasu)
Numer produkcji: QB / T1733,4
Metoda konsumpcji: Gotowy do spożycia po
otwarciu opakowania.
Sposób przechowywania: Przed otwarciem
przechowywać w suchym miejscu z dala od światła
słonecznego, po otwarciu należy przechowywać
w lodówce. 
Producent: Shantou City Bear-Note Foodstuff 
Company, LLC
Adres: Budynek fabryki B2, Far East Industrial Park,
Brooktown North Village, Dragon Lake, Shantou City.
Telefon: 0754-86203278 85769568
Faks: 0754-86203060
Data przydatności do spożycia: 18 miesięcy
Miejsce produkcji: Shantou w prowincji Guadong
Strona internetowa: stxiongji.com
Data produkcji: 8.10.2013




[wiersz w przekładzie Wioletty Grzegorzewskiej z tomu widocznego powyżej: Xu Lizhi Nekrolog orzeszka ziemnego, Wydawnictwo Eperons-Ostrogi, Kraków 2017, str. 22]

czwartek, 14 września 2017

Oczkami okrągłymi jak ziarna soczewicy

Wioletta Grzegorzewska

Karmicielka szczurów na farmie w Wootton Bridge

Wyłaziły z nor, gdy stukała drewniakami
po betonowej wylewce. Niosła kosz
z odpadkami chleba, kaszy i buraków.

Za nią na podwórko wylewała się
ciemna masa, piszcząc przeraźliwie,
jakby nożem ktoś jeździł po niewidzialnej tafli.

Wciąż śni i mi się ten wypełzający za szczelin
demon głodu - samice z poszarzałymi dziąsłami,
które zagryzały się za ochłap marnego żarcia.

Gdy farmerka wracała do przybudówki,
przewodnik stada obserował ją bacznie
oczkami okrągłymi jak ziarna soczewicy.

[wiersz z tomu: Wioletta Grzegorzewska Czasy zespoloneWydawnictwo Eperons-Ostrogi, Kraków 2017, str. 59]

Myślę, że tekst w sam raz na ten dzień... Ewidentnie wieje halny w Tatrach, które zapewne (jak zawsze w takich okolicznościach) doskonale widać dziś z Wawelu czy jakiegoś wyższego budynku. Więc na Podhalu i nie tylko tam, fruwają ciupagi, ludzie kopią pod sobą stołki lub próbują dewastacji układu krwionośnego na rękach. Wiatr typu fenowego skutkuje myślami samobójczymi lub co najmniej depresją. Zdaje się, że właśnie podczas wiania mistrala Vincent van Gogh postanowił podarować swoje ucho Racheli...
Czytam sobie ostatnio Grzegorzewską na przemian z poetkami angielskimi i widzę, że on też je czytała. I fajnie. Taki rodzaj dykcji, który w Polandzie nie jest specjalnie popularny w poezji, bardzo mi odpowiada.

niedziela, 27 sierpnia 2017

Coś pomiędzy listem, liściem i snem

Wioletta Grzegorzewska

Lis

Wyskoczył zza śmietników
w połowie East Hill Road w Ryde,
przeciął ulicę i pomknął w stronę zagajnika.
Fox! krzyknęłam tak głośno,
że przestraszyłam idące przede mną Angielki.

Lis, powtórzyłam ciszej
i w tej chwili zdałam sobie sprawę,
jak piękne polskie słowo wypowiadam:
coś pomiędzy listem, liściem i snem.

                                                                                                       East Tilbury
                                                                                                       20.03.2017

[Przepisane z tomu: Wioletta Grzegorzewska Czasy zespoloneWydawnictwo Eperons-Ostrogi, Kraków 2017, str. 75]

piątek, 25 sierpnia 2017

Pierwsi po Bogu

Wioletta Grzegorzewska

Inspekcja z Londynu

Pierwsi po Bogu wkraczają do pokoju załogi,
aby uzupełnić grafik. Błogosławieni, którzy się godzą
na nadgodziny, albowiem w tym miesiącu dostaną
dwa pensy premii orz ci, którzy podpisali deklarację
pracy na nocki, bo tylko oni odbiorą zaproszenia
na Christmas Party. Reszta może sobie skoczyć
do konkurencji albo postrzelać po pracy w paintballa.

Pierwsi po Bogu przy stanowisku kolegi z Afganistanu,
który od czterech godzin bez przerwy smaży frytki,
prezentują, jak bezpiecznie zmieniać filtr,
wyławiać chochlą skwarki z frytury.
Gdy sól jątrzy rany po oparzeniach na dłoniach Asifa,
spalony olej podrażnia jego płuca i krtań,
Pierwsi po Bogu poklepują go po plecach:
"Tylko tak dalej, chłopcze, tylko tak dalej".

[Przepisane z tomu: Wioletta Grzegorzewska Czasy zespolone, Wydawnictwo Eperons-Ostrogi, Kraków 2017, str. 60]




środa, 29 czerwca 2016

Zawiązki

Wioletta Grzegorzewska

Zawiązki

Coś nas łączy jeszcze? - pomyślała nad ranem,
gdy szybkie numerki w długie popołudnia
były od dawna tylko mglistym wspomnieniem,
a ich zniekształcone ciała zanurzane w wannie
wypierały się zgodnie z prawem Archimedesa.

Węzeł spuchł jej pod lewą pachą.
Światło zahaczyło o aluminiowy wieszak.
Spragniony pies w kuchni lizał puszkę po piwie.
Mąż wyrwany ze snu jak ze studni pełnej
nocnych bezdechów zganił ją - Śpijmy! -
lecz coś ich już kiedyś uśpiło cichaczem.

[Ruchy Browna, 2011]


Justyna Bargielska

Harfa daje radę

To jest ten moment, w którym wszystko jest na swoim miejscu,
mąż przy stola a nie mąż w pociągu,
dzieci donoszone w kojcach a upuszczone w otchłani,
pies w czystej pościeli a śmierć zawsze za progiem.
Nic, o czym chcielibyście pisać, się nie wydarzyło,
więc moc nie musi truchleć.
I nie truchleje.
Nikogo tu nie zapraszam,
z nikim się nią nie dzielę.

[Bach for my baby, 2012]


[Czytam sobie ostatnio książkę Warkoczami. Antologia nowej poezji i stamtąd te dwa wiersze, które mi wpadły w oko/ucho. Tom liczy nieco ponad 400 stron i zawiera dobrze ponad 300 tekstów 25 poetek i 2 poetów. Prawdę powiedziawszy, wiele z nich to utwory niespecjalnie udane, trochę jak w przypadku wydanej także w tym roku antologii Przewodnik po zaminowanym terenie. Niezależnie więc, jak ustawimy kwestie parytetu, reprezentacji lub nadreprezentacji, wynik jest zbliżony i - biorąc pod uwagę charakter rodzimej sceny literackiej - jak najbardziej reprezentatywny... Myślę, że paradoksalnie takie antologie są bardzo potrzebne (podobnie jak galerie BWA...)! Czekam więc niecierpliwie na zapowiadaną przez Biuro Literackie pozycję Zebrało się śliny ;)) 
Wiersz Harfa daje radę Justyny Bargielskiej znajdziemy na str. 134 Warkoczy, a Zawiązki Wioletty Grzegorzewskiej na str. 137. Antologię wydał Staromiejski Dom Kultury w Warszawie.]