Pokazywanie postów oznaczonych etykietą John Davies. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą John Davies. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 1 września 2020

Stocznia Gdańska bezimienna

[Gdańsk - ul. Lisia Grobla - maj 2008]

Puste miejsce jest po im. Lenina (patrona tego zakładu przemysłowego w latach 1967-1989, właściwie był to pseudonim rewolucjonisty), skąd litery oderwano...
Nie wiem, czy to wejście jeszcze istnieje? Dlaczego więc nie skorzystać z pomocy google street view? Owszem, w 2014 brama jeszcze istniała, ale Stocznię Gdańską też wycięto ze zwieńczenia.
Zdjęcie zrobiłem do międzynarodowego projektu Cities on the Edge, którego kuratorem był John Davies. 
Fotografia jako atrapa pamięci? Jej nieludzki substytut?

niedziela, 31 marca 2013

NORMALIZM


Zamówiłem niedawno u Jana Rogalo dwie edycje Normalizmu. Książki miały przyjść przed Wielkanocą, ale ponieważ zwlekałem z przelewem, a Poczta Polska dostała tradycyjnej sraczki przedświątecznej, pewnie odbiorę je we wtorek. No i jestem bardzo ciekaw zawartości (choć dokonania autorów takich jak: Krzysztof Eberle, Krzysztof Pacholak i Łukasz Biederman znam raczej dobrze) oraz manifestu wspomnianego w pierwszym zdaniu wydawcy i inicjatora całego przedsięwzięcia.

Normalizm? 
Hm... Zawsze gdy kupuję bilety komunikacji miejskiej i proszę o bilet taki-a-taki, pada pytanie.
- Normalny?
I mam ochotę zwykle wtedy odpowiedzieć.
- Nie, popierdolony.
Ale ponieważ... ponieważ, mówię najwyżej.
- Jeżeli ma pani/pan nienormalne, to proszę sprzedać mi jeden.

Krzysztof Eberle, jeden z uczestników drugiej edycji Normalizmu, którego bloga śledzę od jakiegoś czasu, zamieścił w lutym dwa kapitalne zdjęcia z Gdańska. Fotografie prezentują okolice ulicy Robotniczej i są idealnie trafione. Znam trochę potencjał tego miejsca, ponieważ fotografowałem je wiosną 2008 do projektu Cities on the Edge (kuratorem przedsięwzięcia był John Davies). A Krzysztof - któremu dwukrotnie wpisałem dedykację do książki i nie zapamiętałem przy tym twarzy - doskonale odebrał atmosferę ulicy Robotniczej i świetnie wykorzystał  wizualne walory tamtejszego krajobrazu.

Krzysztof Eberle, zdjęcie z bloga mouthstrappedinstatic.blogspot.com
Krzysztof Eberle, zdjęcie z bloga mouthstrappedinstatic.blogspot.com

środa, 30 maja 2012

Fotografia jako narzędzie krytyczne – spojrzenie na współczesne miasto


Dzisiaj o 16:00 w Bunkrze Sztuki. ZAPRASZAM!
Będzie o Johnie Daviesie, Jeffie Brouwsie, Alejandro Cartagenie oraz także o projekcie „Nowe Miasto”, który wspólnie z Elżbietą Janicką właśnie realizujemy.

Elżbieta Janicka/Wojciech Wilczyk NOWE MIASTO, Warszawa, ul. Chłodna, 14.04.2012

A właśnie, na widocznym na zdjęciu beżowym domu, pojawiła się kilka tygodni temu tablica o treści Aleja Ofiar Szmalcowników. Tablica ta w barwach czerwono-niebieskich, czyli typowych dla nazw ulic w stolicy, powisiała przez parę godzin i ją oczywiście ją zdjęto. „Nowa nazwa” tej arterii zaproponowana przez anonimowego jak dotąd autora (autorów?) jest niestety jak najbardziej adekwatna dla tego miejsca...

sobota, 5 marca 2011

NOWY PROJEKT JOHNA DAVIESA


John Davies, Metal recycling, Widnes and Fiddler's Ferry Power Station, Warrington 2010 

Dawno nie zaglądałem na stronę Johna Daviesa, dobrych kilka miesięcy. Tymczasem pojawiła się na niej informacja o nowym, rozpoczętym właśnie projekcie angielskiego fotografa, który zatytułowany jest (?) „Metal Recycling”. No i pierwsze zdjęcie, jakie go zapowiada, każe spodziewać się kolejnej świetnej serii. John Davies w mistrzowskiej formie (można by powiedzieć, jak zawsze). Poniżej autorski opis przedsięwzięcia:

This photograph is part of ongoing research by John Davies into the impact of waste disposal, landfill sites and recycling plants in North West England. The image was first published in the Financial Times Weekend Magazine on 8 January 2011 (click here to view the FT feature Britain: what lies ahead?) with additional extended text below:

If you were passing through the magnificent steel arches of the 1950's Runcorn Bridge over the River Mersey towards Liverpool on a freezing afternoon in December the plumes of steam from the Fiddler's Ferry coal-fired power station would dominate the skyline. Over the bridge into Widnes a mountain of scrap metal comes into view. On top of this pile of recycled steel is a St. George's flag. The flag, now a little thread bare, was erected during the summer to show support for England's football team in the 2010 World Cup.

The site of this metal processing company and surrounding areas are planned to be cleared in the next few years to make way for the new Mersey Gateway project. The Chancellor, George Osborne, recently gave the government's commitment to provide funding for the new toll bridge over the River Mersey. Construction for the 6 lane road bridge is due to start in 2012 with the new landmark bridge opening in 2015.

The new bridge will span the railway line which carries six 1000 tonne train loads of coal a day when the power station is at full generating capacity. In the 1980's British coal was exported from Liverpool docks all over the world - now the railway delivers coal from Merseyside docks imported from South America and elsewhere.

The graded piles of steel are destined to be transported to Liverpool docks where they are likely to be exported to China, melted down and reformed into fridges and other consumer products available for sale in British shops. It's now easy to imagine that tubular steel imported from China might be used to build the new Mersey Gateway Bridge.

wtorek, 11 maja 2010

Fakty z życia


John Davies, Hulme, Manchester 1984

Z rozwinięciem – Fotografia brytyjska „1974-1997”, to tytuł obszernej prezentacji w Muzeum Narodowym w Krakowie w ramach tegorocznej edycji Miesiąca Fotografii, w której udział wzięli: Richard Billingham, John Davies, Anna Fox, Paul Graham, Tom Hunter, Chris Killip, Martin Parr, Chris Steele-Perkins, Jem Southam oraz Tom Wood. Właściwie można by powiedzieć, że kuratorka tej ekspozycji w osobie Katy Barron, specjalnie się nie „namęczyła” opracowując jej scenariusz, ponieważ na krakowską wystawę wybrała po prostu same hity, autorstwa wspomnianych reprezentantów „nowego dokumentu” z Wielkiej Brytanii. W salach Narodowego na drugiej kondygnacji oglądamy więc, obrazy często reprodukowane w albumach i dobrze obecne w obiegu wizualnym, no ale przecież książki, prasa lub internet, nie zawsze są w stanie oddać walory fotograficznego powiększenia (obojętne czy jest to: baryt, c-print, lambdaprint lub wydruk pigmentowy) i w drugą stronę, fotografie dobrze wyglądające na ekranie komputera, nie zawsze się sprawdzają w realu.

John Davies, Stalybridge, Cheshire 1983

Oczywiście, to co pokazano w krakowskim Muzeum Narodowym, taką real-wystawową weryfikację zalicza z powodzeniem. Spora cześć pokazanych to prac, to powiększenia o dużych rozmiarach, co daje tym większą frajdę w trakcie ich oglądania, pokazując też jednocześnie biegłość warsztatową autorów. Tak więc, z dużą przyjemnością patrzyłem na znane mi z reprodukcji fotografie Martina Parra (zdjęcia z New Brighton), Toma Wooda czy Paula Grahama (cykl Beyond Caring), ale w prawdziwy zachwyt wprawiły mnie olbrzymich rozmiarów fotografie Chrisa Killipa (tu szczególnie dwa obrazy ze Skinningrove w North Yorkshire – zatytułowane Bever i Crabs and People) oraz siedem absolutnie rewelacyjnych kadrów, wyjętych z cyklu British Landscape Johna Daviesa.

John Davies, Durham Ox, Sheffield 1981

W przypadku krajobrazowych zdjęć Daviesa (wykonywanych w zakreślonym w podtytule czasie - średnioformatową Mamiyą Press o kadrze w rozmiarach 6x9cm) możemy śmiało mówić o nawiązywaniu w nich do tradycji europejskiej fotografii pejzażowej sprzed mniej więcej 100 lat, a sięgając nieco dalej także malarstwa wedutowego. Jednak tym, co odróżnia tutaj obrazy angielskiego fotografa, jest pewien rodzaj krytycznego i analitycznego zarazem spojrzenia, nierzadko zaprawionego sporą dawką ironii (świadczy o tym zresztą sam tytuł, wspomnianego albumu Daviesa, ponieważ „brytyjski pejzaż” w tamtejszym powszechnym wyobrażeniu to ciągle sielska/anielska wieś z polami, wydzielonymi przez niskie mury z kamieni).

John Davies, Easington Colliery, County Durham,1983

Rejestrując przemiany angielskiego krajobrazu, jakie następowały w momencie likwidacji przemysłu, opartego o uzyskiwanie energii z węgla kamiennego, rozrost miast i ekspansję suburbiów (podróżując przez zurbanizowaną środkową Anglię, ma się często wrażenie jazdy przez niekończące się przedmieścia), John Davies przedstawia perfekcyjnie skomponowane obrazy, które jednak w każdym niemal przypadku pozwalają widzowi, nie tylko kontemplować ich walory wizualne, ale także sięgnąć do pokładów znaczeniowych, ewokowanych przez motywy jakie znalazły się w kadrze. A więc, nie „zaklinanie rzeczywistości”, utrwalanie „magicznych momentów”, jak to się czasem w Polsce pisze o jego fotografiach, ale wnikliwa, metodyczna wręcz obserwacja angielskiego krajobrazu i modernizacyjnych zmian, jakim ulega. Wspomniana wielowarstwowość, będąca w połączeniu ze zdolnością do budowania atrakcyjnych wizualnie kadrów, to ideał fotografii dokumentalnej.

John Davies, Agecroft Colliery, Salford 1983

środa, 23 grudnia 2009

CITY ON THE EDGE

Liverpool, widok z wieży opactwa Naświętszej Marii Panny,
Church St (Birkenhead), 04/2008

Wiosną 2008 roku, wziąłem udział w projekcie „Cities on the Edge”, w ramach którego miałem za zadanie sfotografować Liverpool i portowe miasto w Polsce (padło na Gdańsk).  Kuratorem tego przedsięwzięcia był John Davies, który występował także w roli fotografa. Oprócz wymienionych wcześniej uczestników, w akcji wzięli udział: Gabriele Basilico (Neapol), Philippe Conti (Marsylia), Sandy Volz (Brema), Ali Taptik (Istanbuł).

Liverpool, widok z Melrose Rd w stronę
Stanley Rd (Bootle), 04/2008

Pracując intensywnie przez dwa kwietniowe tygodnie 2008 roku, cały czas miałem nieodparte wrażenie, że przyjechałem do miasta nad rzeką Mersey o kilka, kilkanaście, może nawet o kilkadziesiąt lat za późno. Bo właściwie poruszałem się tylko po śladach dawnej jego potęgi, kiedy znajdował się tutaj olbrzymi port i pracujące pełną parą stocznie. Wertując album z archiwalnym fotografiami, który pożyczył mi John Davies (zapewne w jego intencji, miał być to rodzaj „podpowiedzi”), ale też oglądając inne książki ze starymi zdjęciami w tamtejszych księgarniach, zdałem sobie sprawę, że właściwie nikt specjalnie tego Liverpoolu w czasach industrialnej i handlowej świetności nie sfotografował… Oczywiście mam tu na myśli, pewien rodzaju długofalowego działania, ze sprecyzowanym wyborem tematu i sposobem jego prezentacji, czyli to, co zazwyczaj cechuje fotograficzne projekty dokumentalne.
Liverpool, Regent Rd (Bootle), 04/2008

W tym momencie może ktoś zaoponować, mówiąc: zaraz, zaraz, przecież świadomość wizualna w Wielkiej Brytanii dotycząca fotografii, to w porównaniu do Polski, niebo a ziemia lub subtelna różnica między RFN i NRD. I będzie miał tutaj rację, ale… tylko częściową. Jeżeli mówimy o trzech ostatnich dziesięcioleciach fotografii brytyjskiej, to zgoda. Ale wcześniej, to znaczy w latach 60., 50., czy 40., jakoś nikomu nie przyszło do głowy (chciałby się w tym miejscu mylić), żeby popracować z kamerą fotograficzną nad brzegami rzeki Mersey, a jak można się przekonać ze wspomnianych przez mnie albumów z archiwaliami, było co fotografować! Zresztą nie chodzi tu tylko o Liverpool, ale o całą środkową Anglię i jej zurbanizowany czy zindustrializowany krajobraz. Większe zainteresowanie takim rodzajem pejzażu pojawia się właściwie dopiero w momencie, kiedy następuje kres epoki industrialnej, a stocznie, kopalnie, przędzalnie czy huty, ulegać zaczynają likwidacji, po krachu ekonomicznym za czasów leburzystowskiego rządu Harolda Wilsona.
Liverpool, Howe St (Bootle), 04/2008

Zdjęcia Johna Daviesa, Crisa Killipa, czy Grahama Smitha, przedstawiające środkowoangielski krajobraz w momencie wspomnianej zmiany, wydawały mi się czymś oczywistym i naturalnym, ale dopiero w Anglii, a konkretnie po zobaczeniu  tamtejszych malarskich zbiorów z XIX wieku, zrozumiałem jak bardzo radykalny mają charakter. Bo ten angielski industrializm w przedstawienia wizualnych, praktycznie rzecz biorąc nie istnieje, podobnie zresztą jak wszechobecna w miejskim krajobrazie szeregowa zabudowa, czyli tzw. terraced houses. Powszechne wyobrażenia dotyczące typowego „brytyjskiego krajobrazu”, to wciąż folderowe obrazki sielskich farm, pól ogrodzonych kamiennymi murkami, na których szczypią trawę ufryzowane owce. I faktycznie, takie miejsca można znaleźć, jednak gdy przemierza się samochodem teren środkowej Anglli, to przede wszystkim podróżnika nie opuszcza przekonanie, że wciąż jedzie przez niekończące się przedmieścia jakiegoś niezidentyfikowanego miasta.
Liverpool, Stanley Rd (Bootle), 04/2008

Liverpool, Stanley Rd (Bootle), 04/2008

Wracając do Liverpoolu, to na miejscu zaskoczył mnie niemal kompletny brak portowych instalacji. Owszem, część magazynów dawnych doków, przekształcono na apartamentowce, biura i muzea (np. słynny Albert’s Dock gdzie swą siedzibę ma miejscowa Tate Gallery z zupełnie niezłą kolekcją sztuki współczesnej). Potężny i piękny gmach Tobacco Warehouse nie został zlikwidowany i wciąż sterczy przy Waterloo Road w oczekiwaniu na jakąś sensowną adaptację. Ale inne obiekty i elementy infrastruktury dawnego portu miały już takiego szczęścia, podobnie zresztą jak sąsiadujące z nimi osiedla terraced houses (po upadku doków i stoczni Liverpool utracił niemal połowę mieszkańców). Nawet w ścisłym centrum miasta, tuż obok znanego powszechnie budynku Royal Liver Building (tego z kamiennymi figurami pelikanów, na zwieńczeniu dwóch wież), stojącego vis à vis Albert’s Dock, nad brzegiem Mersey, dosłownie wykoszono stare magazyny i „szeregowce”, żeby ustawić w tym miejscu przeciętną bryłę galerii handlowej (skąd my to znamy?).
Liverpool, Regent Rd (Bootle), 04/2008

Liverpool, Waterloo Rd (Vauxhall), 04/2008

Liverpool, Regent Rd (Bootle), 04/2008

Podczas tych dwóch wiosennych tygodni 2008 poruszałem się głównie po rozległej dzielnicy Bootle, a także po Vauxhall i Kirkdale, fotografując magazyny portowe, spichlerze, hotele, puby, oraz monumentalne elewacje danych kin w stylu art déco, położonych przy przecinającej te tereny Stanley Road. Za sugestią Johna Daviesa, zrobiłem też zdjęcie z widokiem na ostatni funkcjonujący suchy dok w Birkenhead (miasto sąsiadujące z Liverpoolem przez rzekę Mersey). W tym celu wydrapałem się na kamienną wieżę kościoła dawnego benedyktyńskiego opactwa pod wezwaniem Najświętszej Marii Panny (akurat przez cały dzień padał wtedy deszcz, ale na szczęście nastąpiła 10 minutowa przerwa w ulewie, którą natychmiast wykorzystałem, naświetlając kilka klatek).
Liverpool, widok w stronę centrum z ostatniego piętra
parkingu przy Hanover St, 04/2008

poniedziałek, 7 grudnia 2009

Obrazy z Fuji City

John Davies  przebywał w japońskiej prefekturze Shizuoka wiosną 2008 roku, biorąc udział w programie „European Eyes on Japan”, podczas którego, zaproszeni z Europy fotografowie, realizują projekty dokumentalne w rejonach wyznaczonych z góry przez organizatorów. Jednak oprócz pracy zleconej kontraktem, postanowił wykonać też cykl zdjęć na własną rękę. Tak powstała seria fotografii z regionu o nazwie Fuji City, najbardziej zindustrializowanego obszaru na wyspie Honsiu. Sam wulkan Fuji Jama, pojawiający się tu w tylnym planie zdjęć Daviesa, jest niejako znakiem rozpoznawczym Kraju Kwitnącej Wiśni od czasów popularności drzeworytu Ukiyo-e, a i obecnie znajdziemy go niemal każdym folderze reklamowym, którego zawartość dotyczy Japonii. Odmiennie, niż we wspomnianych wydawnictwach, John Davis swoją uwagę skupia na industrialnych motywach, które na pierwszy rzut oka mogą się wydać raczej przeciętne, banalne i nudne (choć większość z nas przebywa przecież na co dzień, właśnie w tego rodzaju miejskich realiach). Davies od trzydziestu kilku lat penetruje takie właśnie obszary na terenie środkowej Anglii, a zarejestrowanym przez niego kadrom trudno odmówić (wręcz przeciwnie!) wizualnej atrakcyjności, którą tradycyjna estetyka w przypadku fotografii, rezerwuje zwykle dla wizerunków reprezentacyjnego budownictwa, widoków nieujarzmionej przyrody lub portretów celebrytów. Seria fotografii z Fuji City, to mistrzowskie podjęcie tematu eksploatowanego przez artystów Ukiyo-e, jednak przy pomocy całkowicie współczesnych rekwizytów pojawiających w kadrze. Żadnej więc nostalgii się tu nie zobaczy, żadnego „zaklinania rzeczywistości”, utrwalania „magicznych momentów”, etc. I o to chodzi!