Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Andrzej Ślusarczyk. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Andrzej Ślusarczyk. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 9 marca 2026

Koksownia Victoria

[Wałbrzych - Koksownia Victoria - 11.10.2003]

Jedenastego października 2003 roku razem z śp. Andrzejem Ślusarczykiem weszliśmy na górne piętro baterii koksowniczej "Victorii". Andrzej miał tej firmie niezłe wejścia, więc bez problemu mogłem fotografować pracujący pełną parą obiekt. Oczywiście (jak wiele osób robiących zdjęcia koksowniom) poczekałem, aż dojdzie do procesu gaszenia koksu, bo wtedy z wieży zaczynają się unosić kłęby pary (co widać na załączonym obrazku). Andrzej Ślusarczyk nie żyje od sześciu lat. W 2003 roku w Galerii Zderzak miała miejsce wystawa Fotorealizm (byłem jej kuratorem), na której pokazałem jego prace z cyklu Wałbrzych-powidoki.
 

piątek, 1 stycznia 2021

R.I.P. Andrzej Ślusarczyk (1953-2020)


[Andrzej Ślusarczyk - z cyklu Wałbrzych-powidoki - 1999-2008]

Ostatni dzień roku 2020 i sms od Rafała Swosińskiego z informacją o śmierci Andrzeja. Jego cykl Wałbrzych-powidoki to najlepszy zapis z poindustrialanych terenów w tym niegdyś górniczo-przemysłowym mieście. Miałem przyjemność zaprezentować zdjęcia z tej serii na wystawie Fotorealizm w Galerii Zderzak w 2003 roku. Wielka strata i żal.

niedziela, 13 grudnia 2020

Koksownia „Victoria‟

[Wałbrzych (Sobięcin) - 11.10.2003]

Nigdy wcześniej nie byłem na terenie pracującej koksowni. Andrzej Ślusarczyk, który miał chody w tym zakładzie, załatwił zezwolenie i wleźliśmy na górę pracującej baterii koksowniczej. Było tam gorąco i śmierdziało jak cholera... 
No i tego zdjęcia raczej nie dołączę do składu.

wtorek, 1 grudnia 2020

Wałbrzych, Zakład Koksowniczy nr 4 (Mieszko)

[12.10.2003]

A raczej to, co z niego jeszcze zostało w 2003 roku. Skądinąd świetny pomysł, żeby handlarza niewolników uczynić patronem koksowni... Choć na usprawiedliwienie pomysłodawców tej nazwy trzeba zauważyć, że wiedza na temat specyfiki rządów Mieszka I i jego synów wyglądała 74 lata temu inaczej niż obecnie. Zakład koksowniczy powstał na początku XX wieku obok kopalni Melchior i należał do rodziny Kulmitz. W 1946 roku Melchiora (patronował on obu przedsiębiorstwom) zastąpiono Mieszkiem, a koksownia działała do roku 1989 i można ją było obserwować całkiem z bliska, jadąc pociągiem między stacjami Wałbrzych Główny i Wałbrzych Miasto (kilka razy zaliczyłem tę trasę w latach siedemdziesiątych i osiemdziesiątych). W 2003 roku wybrałem się do Wałbrzycha na spotkanie z Andrzejem Ślusarczykiem, którego zdjęcia z cyklu Wałbrzych-powidoki chciałem pokazać na wystawie Fotorealizm, przygotowywanej dla Galerii Zderzak. Oczywiście pojechałem ze sprzętem i w ciągu trzech dni naświetliłem kilkanaście filmów, używając X-Pana, Horizona 202 oraz Mamiy 6 (którą na jeden dzień wymieniłem się z Andrzejem za X-Pana - razem szwendaliśmy się po wałbrzyskich postindustrialach). Przypomniałem sobie o tych kadrach, oglądając makietę książki z panoramami z Górnego Śląska (pokazaną premierowo 17 listopada podczas spotkania w siedzibie Warsztatów Fotograficznych w Katowicach) i pomyślałem - dlaczego by nie włączyć kilku klatek z tego zestawu do przygotowywanego albumu? Dwie, może trzy rozkładówki? Zeskanowałem więc te filmy i widzę, że spokojnie da się z tego materiału coś wykroić.

niedziela, 13 marca 2016

Sebastien Erôme "Back to La Houve"

Linka do projektu Sebastiena Erôma wkleił ostatnio na facebooku Aleksander Wasilewski*. Zajrzałem więc i się zachwyciłem. Erôme w 2004 roku zrealizował dla pisma Libération materiał o górnikach pracujących w ostatniej czynnej kopalni węgla kamiennego we Francji. Reportaż, jak reportaż, bardzo dobrze zrobiony, ale też - w kwestii obrazowania czy pomysłu na narrację wizualną - niczym specjalnym się nie wyróżniający. Po dziesięciu latach Erôme postanowił wrócić do Loraine i sfotografować to, co zostało po zlikwidowanej kopalni La Houve oraz pracowników kiedyś w niej zatrudnionych. Oglądamy więc pokopalniane krajobrazy, jakie bez problemu można by zarejestrować w okolicach Wałbrzycha, Nowej Rudy, Zabrza, Bytomia, Katowic, Jaworzna, etc., tyle że nikt (czy raczej prawie nikt - bo trzeba pamiętać o albumie Wałbrzych, powidoki Andrzeja Ślusarczyka) u nas tego nie zrobił**. Oglądamy portrety byłych górników La Houve i tutaj sytuacja znowuż przedstawia się tak, iż wyraźnie widać, że francuski system socjalny nie pozostawił zredukowanych pracowników w czarnej d*pie, tak jak to miało miejsce podczas likwidacji kopalń na Dolnym Śląsku. Seria Sebastiena Erôma przypomina mi trochę głośny projekt i album Briana Schutmaata Greys the Mountain Sends, tyle że Loraine to nie American West, więc krajobrazy mają mniej spektakularny kształt, co nie znaczy wcale, że nie da się ich ciekawie sfotografować.

Sebastiene Erôme z serii Back to La Houve- Patrick Fisher. Mule driver.




Sebastiene Erôme z serii Back to La Houve - Jean-André Bersweiler. Cutting operator.


-----------------------------------------
* Ubolewam, że niedługo cała nasza aktywność przeniesie się na facebooka... Znikną i tak już niszowe pisma sieciowe oraz blogi - nisza nisz.
** Uprzejmie proszę o nieprzywoływanie w tym miejscu nazwiska Arkadiusza Goli, który mimo wydania dwóch albumów o Górnym Śląsku, w żadnej z tych książek nie zamieścił zbliżonej (w sensie ujęcia tematu) narracji.

sobota, 19 kwietnia 2014

Dwa Trabanty Wielkanocne



Tego z Wałbrzycha fotografowałem dwukrotnie, Hasselbladem i na Ektarze (ale nie jestem jednak zbyt zadowolony z owych "sesji"). A po raz pierwszy tę żółtopomarańczową skorupkę zobaczyłem w albumie Andrzeja Ślusarczyka Wałbrzych, powidoki.
No to zabrałem dzisiaj D700, żeby sprawdzić jaka będzie różnica i znowu musiałbym powtórzyć, że "szału nie ma"... Jednak ponieważ w netbooku nie dysponuję żadnym przyzwoitym programem graficznym, więc jest to w zasadzie lekko skorygowana (i przycięta w przypadku powyższej klatki) surowizna z puszki Nikona (owszem, mam też RAW-y).


Taaa... "szału nie ma"...
A tę pomarańczową wydmuszkę ze Słotwiny, która - co ciekawe - reklamuje serwis silników diesla, sfotografowałem dziewięć lat temu (też Hasselbladem, ale na Fuji 160 S) i zdjęcie weszło do zestawu, pokazywanego na wystawie Życie po życiu/Life after Life (CSW Zamek Ujazdowski, 2007)..
Od tamtego czasu wyraźnie urósł chojak we wnętrzu tego, hm... kabrioletu, no i zmieniło się ozdobne oblepienie reklamowe całości.

Inne rówieśnicze samochody, które używano w podobnej roli, dawno już zeżarła korozja! A tu proszę, błotniki co najwyżej popękane.
DOROPLAST RULEZ!

poniedziałek, 21 stycznia 2013

Rurociąg. Termitiera.



Tekst skończony (i wysłany).
Więc na koniec zdjęcie, które też bardzo lubię. W ogóle ta sekwencja z "Powidoków", gdzie na kolejnych kadrach pojawiają się nieczynne rurociągi, przecinające raz po raz krajobraz jest kapitalna!


Andrzej Ślusarczyk, z cyklu Wałbrzych-Powidoki (skan z katalogu wystawy z 2000 roku)

I jeszcze może skan wstępu, jaki do katalogu wystawy z 2000 roku napisała Olga Tokarczuk. W tym krótkim tekście autorka "Domu dziennego, domu nocnego" bezbłędnie rozpoznaje intencje autora cyklu, chociaż nie pisze dosłownie o wybranej przez niego konwencji obrazowania, mogącej kojarzyć się z fotografiami amerykańskich modernistów z lat 30. i 40. XX w., którzy robili zdjęcia tzw. "dzikiej przyrody".


sobota, 19 stycznia 2013

...skrzyżowanie publicystyki, reportażu i refleksji humanistycznej...


Dwa skany z "odkopanego" wczoraj katalogu wystawy "Wałbrzych-Powidoki", którą najpierw pokazywano w Muzeum Przemysłu i Techniki w Wałbrzychu (maj-sierpień 2000), a potem w Dolnośląskim Centrum Fotografii - Domek Romański we Wrocławiu (luty 2001). Moje ulubione kadry (szczególnie ten drugi).

 Andrzej Ślusarczyk, z cyklu Wałbrzych-Powidoki (skan z katalogu wystawy z 2000)
Andrzej Ślusarczyk, z cyklu Wałbrzych-Powidoki (skan z katalogu wystawy z 2000)

A na okrasę tekst (zapewne fragment większej całości) autorstwa Wojciecha Zawadzkiego, który nosi wszelkie cechy rekomendacji, napisanej dla adepta, starającego się o członkostwo w ZPAF (Ślusarczyka przyjęto do związku w 1999), ale ponieważ jest... hm, by tak to określić... bardzo "charakterystyczny", więc go poniżej w całości przepisuję:

"...Jego cykle zdjęć dotyczące zderzeń świadomości ludzkiej ze współczesną urbanistyką i dążenie do normalności czy kameralności (osiedla ogródki działkowe), czy też obserwacje miasta zza okien samochodu podczas śnieżycy, stanowią skrzyżowanie publicystyki, reportażu i refleksji humanistycznej dotyczącej kondycji ludzkiej..." 

środa, 16 stycznia 2013

Zakład koksowniczy nr 4 "Mieszko"



a raczej to co z niego zostało w okolicach 2000 roku. Kiedy byliśmy tam trzy lata później jesienią 2003, ukośnej rampy kryjącej taśmociągi już nie było. Tak mi się wydaje, że tę właśnie koksownie widziałem parokrotnie z okien pociągu jadącego do Jeleniej Góry (lata 70. i 80. XX w.), kiedy jeszcze obficie dymiła i bluzgała w powietrze ogniem.


[Andrzej Ślusarczyk, z cyklu Wałbrzych-Powidoki]

I zdjęcie też wykonane w chyba w okolicach roku 2000, przedstawiające szyb kopalni "Mieszko" (ciekawe skądinąd, o którego "Mieszka" tu chodzi: tego o normańskim imieniu Dagome, syna Bolesława Chrobrego czy jakiegoś dolnośląskiego księcia?) o nazwie "Staszic". Kopalnia powstała w 1840 pod nazwą "Melchior", po połączeniu w 1909 z kopalnią "Ernestine", zmieniła nazwę na "von Kulmiz". Po 1945 powrócono na rok do nazwy "Melchior", po czym ochrzczono ją ostatecznie imieniem Mieszka.

 [Andrzej Ślusarczyk, z cyklu Wałbrzych-Powidoki]

Czytając teraz opracowania dotyczące likwidacji kopalń i koksowni w Wałbrzyskim Zagłębiu Węglowym, po raz pierwszy zdałem sobie sprawę, jak błyskawicznie ten proces został przeprowadzony. Porozumienie zawarte w 1990 roku ze związkami zawodowymi określało proces likwidacji i restrukturyzacji wałbrzyskich kopalń na 15 lat, tymczasem wydobycie w ostatnim czynnym zakładzie wstrzymano już w roku... 1998. Jak się należy domyślać, taki sposób postępowania zaowocował potężnym strukturalnym bezrobociem oraz  ekonomiczną stagnacją miasta i regionu (co mimo utworzenia specjalnej strefy ekonomicznej, trwa do tej pory). Pracując w 2000 i 2001 nad swoimi "Powidokami" Andrzej Ślusarczyk wstrzelił się idealnie w moment, kiedy industrialny krajobraz zaczęto poddawać intensywnej dekonstrukcji. Studiując teraz jego zdjęcia z albumu i mając w pamięci, jak wyglądało to w przypadku Górnego Śląska (np. kilkunastoletnie trwanie ruin koksowni Huty "Kościuszko" czy koksowni "Walenty"), po raz kolejny zdałem sobie sprawę z niezwykłej szybkości likwidacyjnego procesu. Kiedy podczas wspomnianego spotkania jesienią 2003, odbyliśmy turę po okolicznych miasteczkach, gdzie funkcjonowały wcześniej kopalnie, wszędzie było już właściwie pozamiatane...

wtorek, 15 stycznia 2013

Victoria


czyli: koksownia i elektrownia o tej samej nazwie (była jeszcze kiedyś kopalnia, a więc rodzaj triady...), zdjęte z hałdy na jej zapleczu. Uwielbiam to zdjęcie!

[Andrzej Ślusarczyk, z cyklu Wałbrzych-Powidoki]

I sama koksownia, też od zaplecza. Gdy zobaczyłem tę fotografię po raz pierwszy w ś.p. piśmie Pozytyw, nie miałem żadnych wątpliwości, że Andrzej Ślusarczyk powinien znaleźć się gronie uczestników wystawy "Fotorealizm". 

[Andrzej Ślusarczyk, z cyklu Wałbrzych-Powidoki]

poniedziałek, 14 stycznia 2013

Hałda w Wałbrzychu


na zdjęciu Andrzeja Ślusarczyka.

[Andrzej Ślusarczyk, z cyklu Wałbrzych-Powidoki]

Pora zabrać się wreszcie za pisanie tekstu o jego świetnym albumie "Wałbrzych-Powidoki", który przeszedł jakoś bez echa (i bez recenzji - co w przypadku Polski niestety nie dziwi...). Książka wydana została w 2010 roku przez oficynę Fine Grain przy wsparciu finansowym Funduszu Regionu Wałbrzyskiego.
Bardzo lubię zdjęcia Ślusarczyka z tej serii (był on jednym z czterech autorów, których wybrałem na wystawę "Fotorealizm" w Galerii Zderzak w 2003), szczególnie te przedstawiające pogórnicze hałdy, gdzie wybrana konwencja obrazowania przypomina amerykańskie fotografie "dzikiej przyrody" z lat 30. i 40. XX wieku. Z tym, że Ślusarczyk stosuje taką poetykę do krajobrazów postindustrialnych i na tym polu nie właściwie ma u nas żadnej konkurencji, to jego wynalazek.
Wkleiłbym chętnie tutaj więcej skanów z albumu, ale niestety zastosowanego przy druku książki rastra (mozaikowego?) nie rozkminia oprogramowanie Epsona  V700 i mimo, że mam włączoną opcję "usuwania mory", szatkuje mi  niebo w kwadraciki...

poniedziałek, 9 stycznia 2012

Wałbrzych, ul. Skarżyska



A właściwie zaplecze ulicy Skarżyskiej. Namiary na widocznego tu Trabanta znalazłem w albumie Andrzeja Ślusarczyka pt. Wałbrzych powidoki” (oczywiście była to fotografia czarno-biała). Ponieważ jednak zdjęcia w tej książce nie są podpisane, zgooglowałem pojawiające się w tle obiekty i na satelitarnej mapie odnalazłem nawet wspomniany wrak (w postaci kreseczki na dachu). 
Tak w ogóle, to muszę wreszcie napisać o albumie Andrzeja, który jest ważnym i ciekawym wydawnictwem. A gdy weźmiemy pod uwagę dokumentalne dokonania tzw. „szkoły jeleniogórskiej”, to w wielu aspektach widać też zdecydowaną przewagę autora „Powidoków”. 

Wczoraj dzienna liczba odwiedzin przekroczyła po raz pierwszy liczbę 200 (konkretnie licznik stat4u pokazał 235 wejść), więc z w/w okazji kolejny motyw z serii byle co i byle jak albo jak to kiedyś napisał mi w komentarzu pewien troll z warszawskim IP (pisownia oryginalna) w TEJ! oplsce  ;)

poniedziałek, 26 grudnia 2011

Wałbrzych, ul. Skarżyska, 26.12.2011, 09:26


(Nokia 2700)
  
Tego pięknego "kartona" zobaczyłem najpierw w albumie Andrzeja Ślusarczyka "Wałbrzych powidoki" (zdjęcie było oczywiście czarno-białe i byłem przekonany, że naturalny kolor tej sześcsetjedynki to jasny beż). Na podstawie tego co widać w tle i przy pomocy maps.google.com zlokalizowałem obiekt. Na miejscu okazało się, że druga połowa "kartonika" przymocowana jest na dachu hali napraw samochodów, od Skarżyskiej właśnie. Ale ponieważ dzisiaj zakład był oczywiście zamknięty i było to idealnie pod słońce (które akurat zaczęło coraz mocniej przebłyskiwać zza chmur), więc odpuściłem sobie fotografowanie drugiej części tego wraku. Muszę się tam wybrać jeszcze raz popołudniową porą.

czwartek, 3 marca 2011

„WAŁBRZYCH POWIDOKI” NARESZCIE!!!


Trochę pod wpływem ostatniej korespondencji z Wojtkiem Sienkiewiczem, wrzuciłem dzisiaj rano do googola hasło wałbrzych powidoki i na drugim miejscu listy odpowiedzi, znalazłem informację następującą informację:

Spotkanie z Andrzejem Ślusarczykiem i promocja jego książki „Wałbrzych – Powidoki”. Zapraszamy do Galerii pod Atlantami o godz. 17.30.

Galeria pod Atlantami mieści się w Wałbrzychu w budynku Powiatowej i Miejskiej Biblioteki Publicznej pod adresem: Rynek 9.

Już się cieszę!
I czekam niecierpliwie na możliwość zobaczenia/nabycia książki.

 Andrzej Ślusarczyk, z cyklu Wałbrzych Powidoki, 1999

 Andrzej Ślusarczyk, z cyklu Wałbrzych Powidoki, 1999

 Andrzej Ślusarczyk, z cyklu Wałbrzych Powidoki, 1999

niedziela, 14 listopada 2010

Palestyna


Michał Cała, z cyklu „Śląsk”, Sobięcin, 1979

Pociąg TLK z Poznania do Krakowa, dystans 429 kilometrów „połyka” w siedem i pół godziny… Tempo doprawdy atomowe. Zdezelowane wagony z lat 80. ubiegłego wieku, pomalowano w niebiesko-srebrne barwy spółki Intercity i do tego właściwie sprowadziła się modernizacja tego taboru. Wracając dzisiaj ze stolicy Wielkopolski, po raz kolejny w ciągu krótkiego czasu, obserwowałem tereny Górnego Śląska. Tym razem światło było bardzo ostre, tzw. „blacha”. Mijając pozostałości huty cynku „Wilhelmina” w Katowicach-Szopienicach (spostrzegłem teraz, że w dawnym budynku administracyjnym z tą charakterystyczną wieżyczką po środku, wszystkie okna zasłonięto deskami) przypomniałem sobie zdjęcia Michała Cały, który fotografował Górny i Dolny Śląsk w pierwszej połowie lat 80. W krakowskiej Galerii ZPAF, która mieściła się wtedy na ulicy św. Anny, widziałem te zdjęcia po raz pierwszy i zrobiły na mnie wtedy kolosalne wrażenie (po prostu nikt z szanownego grona fotografików-fafików-zpafowych, takich tematów wówczas i w taki sposób nie podejmował). Po latach nakładem Galerii Zderzak ukazała się książka Cały pt. „Śląsk”, niestety nie do końca poprawnie wyprodukowana. Z zamieszczonego tam zestawu zdjęć, bardzo lubię fotografię przedstawiającą elektrociepłownię „Victoria”, którą autor „Śląska” zdjął zimową porą z sąsiadującego z nią wzniesienia przy pomocy teleobiektywu. W 2003 kiedy w Zderzaku kuratorowałem wystawie „Fotorealizm”, „Viktoria” pojawiła się w secie zdjęć autorstwa Andrzeja Ślusarczyka, jakie wybrane zostały z jego projektu „Wałbrzych-powidoki”. W tym wypadku, autor wspomnianej fotografii posłużył się też teleobiektywem, a było to trzystupiędziesięcio-milimetrowe szkło, podpięte do jego Mamiy RB67 (Michał Cała fotografował małym obrazkiem). No i teraz na jesieni (czyli jak najbardziej teraz) w wydawnictwie Fine Grain Jerzego Piątka, mają się wreszcie ukazać wałbrzyskie powidoki Andrzeja Ślusarczyka (wcześniej album był zapowiadany na jesień 2009), z czego już się bardzo cieszę! Tytułowy Sobięcin, czyli dzielnica Wałbrzycha, ze względu na specyficzne sposoby zachowań miejscowej ludności, popularnie nazywany jest „Palestyną” i stąd właśnie nazwa tego posta.

Andrzej Ślusarczyk z cyklu „Wałbrzych-powidoki”, 1999