Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Państwowy Instytut Wydawniczy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Państwowy Instytut Wydawniczy. Pokaż wszystkie posty

środa, 28 kwietnia 2021

Dziś dwie pochwały

od Bertolta Brechta (Wiersze wybrane, Państwowy Instytut Wydawniczy, Warszawa 1954). Z dedykacją dla posłów naszej Lewicy włażących w dupę Zjednoczonej Prawicy.

poniedziałek, 12 kwietnia 2021

(Zabity. I znikł)

Miron Białoszewski z tomu OHO, upublikowanego przez Państwowy Instytut wydawniczy w 1985 roku. A gdyby w poniższej konwencji opisać pisowskie rytuały, odprawiane pod krzyżem smoleńskim na Krakowskim Przedmieściu lub pomnikiem na Placu Marszałka Józefa Piłsudskiego (tak pomyślałem sobie w czasie lektury...)? 

środa, 10 lutego 2021

piątek, 18 grudnia 2020

(Nie każcie mi już niczym więcej być!)

Po wielu, wielu latach, czytam znów OHO Białoszewskiego. Świetne momenty i ciągnące się mielizny, mozolne zapisywanie/nadpisywanie pustki (czy jak kto chce - próżni). Na końcu książki jeden z najlepszych tekstów zbioru Wywiad, czyli mironowska wersja Dialogus inter Mortem et Magistrum Polikarpum.

sobota, 28 listopada 2020

(Polska krążyła nad głową natrętna jak osa)

Wiersz Jarosława Markiewicza rozpoczynający jego książkę i, którą w 1980 roku wydał PIW. 
Szykuje się wydanie nowego wyboru wierszy Jarosława Markiewicza w opracowaniu Rafała Wawrzyńczyka, Davida Kujawy i Jakuba Skurtysa, a książkę opublikuje na dniach Wydawnictwo ConVivo. Z czego się należy cieszyć, w przeciwieństwie do decyzji Miejskiej Biblioteki Publicznej w Jaśle, która z udostępnianego księgozbioru pozbyła się książki świetnego autora. 

czwartek, 14 lutego 2019

(Z biegiem czasu wielkie rysy naznaczyły lustro)

Edgar Lee Masters


PENNIWIT, ARTYSTA

Straciłem wzięcie w Spoon River,
bo koniecznie chciałem kamerą
uchwycić całą duszę człowieka.
Najlepsze moje zdjęcie 
to sędzia Somers.
Siedział sztywno, każąc mi czekać,
aż uspokoi się jego zezowate oko.
Wreszcie był gotów i rzekł: „Teraz.‟
Ja na to: „Uchylam‟, i oko mrugnęło.
Wtedy uchwyciłem go tak, jak wygląda
mówiąc: „Protestuję.‟


ERNEST HYDE

Umysł mój był lustrem:
widziałem, co ujrzało, znałem, co ono znało.
W młodości mój umysł był właśnie jak lustro
w szybko mknącym powozie,
które chwyta i gubi ułamki krajobrazu.
Z biegiem czasu
wielkie rysy naznaczyły lustro
i nimi świat wszedł we mnie,
i poprzez nie wnętrze moje wyjrzało na świat.
Tak rodzi się dusza w zatroskaniu,
rodzi ze strata i z zyskiem.
Umysł ogląda świat jako coś odrębnego,
a dusza czyni świat jednością z sobą.
Spękane lustro nie odbija obrazów
i to jest milczenie mądrości.


[Wiersze w przekładzie Michała Sprusińskiego z książki: Edgar Lee Masters, Antologia Spoon River, Państwowy Instytut Wydawniczy, Warszawa 1981, s. 126 i 131.
Dawno, dawno temu, była to książka kultowa, trudno dostępna... Trudno dziś uwierzyć, że po niektóre książki ustawiały się pod księgarniami kolejki. I że np. drugie wydanie Ulissesa Joyce'a (w przekładzie Macieja Słomczyńskiego ) zniknęło z księgarń w ciągu kilku godzin... A nie jest to bynajmniej literatura popularna. Dawne, dziwne czasy. 
Wyjątkowo dobrze czyta mi się teraz Mastersa, choć język przekładu momentami wydaje się być nieco anachroniczny.]


czwartek, 18 października 2018

(Czyżbyś chciał zdechnąć przed siewem, ty psie?)

Bertolt Brecht

PRZEMOWA CHŁOPA DO BAWOŁU
(według pieśni staroegipskiej)

O wielki bawole, bożku, pług ciągnący,
Racz orać równo! Łaskawie
nie plątaj bruzd! Ty 
idziesz przodem, ty prowadzisz, nuże!
Staliśmy zgięci, by żąć tobie paszę,
Racz ją spożyć, drogi żywicielu!
Kiedy żresz, nie troszcz się o bruzdę, żryj!
Stękając przywlekliśmy belki
Na oborę dla ciebie, obrońco rodziny. My
Leżymy w wilgoci, ty w suchości. Wczoraj
Kaszlałeś ukochany przewodniku. 
Nie posiadaliśmy się z trwogi. Czyżbyś chciał
Zdechnąć przed siewem, ty psie?

[Stary dobry Brecht w przekładzie Adolfa Sowińskiego z książki: Bertolt Brecht, Wiersze wybrane, Państwowy Instytut Wydawniczy, Warszawa 1954, s. 63. Ponieważ często czytam ten tom, zaczął się on rozlatywać, więc na przekór rozpadowi, a także przez szacunek dla autora, kupiłem jeszcze jeden egzemplarz tej publikacji. Tak w ogóle, to dziwna sprawa z całym tym Brechtem (cytat nieprzypadkowy), bo ten wybitny poeta języka niemieckiego nie doczekał się do tej pory obszerniejszego wydania polskich tłumaczeń swoich wierszy. Może dobrym pomysłem byłoby też wznowienie tomu Elegie bukowskie i inne wiersze, który na początku lat osiemdziesiątych wydał w drugim obiegu Ryszard Krynicki.]

środa, 3 października 2018

(i narzędzia mokrej roboty)

Adam Ważyk

ZAPAŁKA

Na strychu, gdzie suszyła się kiedyś bielizna,
gdzie szło się po krętych schodach,
gdzie nie wolno było zapalać zapałki,
gdzie deska skrzypiała pod nogą,
gdzie bajki o nietoperzach i myszy,
gdzie był dziecinny strach,
zapal zapałkę,
zobaczysz las posągów,
patos na miarę kołtuna,
pajęczynę grozy
i narzędzia mokrej roboty.

Zapałka w palcach parzy jak wstyd.

[Z książki: Adam Ważyk, Poemat dla dorosłych i inne wiersze, Państwowy Instytut Wydawniczy, Warszawa 1956, s. 36. Taki bardzo brechtowski wiersz... nie wiem jednak, jaki był stosunek Ważyka do twórczości niemieckiego poety. Co oczywiście można sprawdzić. I pewnie to zrobię. Całkiem świeży nabytek, fajnie się obcuje w epoce e-booków, netu oraz całego tego cyfrowego syfu z książką wydaną 62 lata temu. Książką istotną, bo IMHO Poemat dla dorosłych to jeden z najważniejszych tekstów poetyckich, jakie napisano w języku polskim po 1945 roku. Co z tego, że (podobno) na zamówienie Romana Zambrowskiego...]

wtorek, 15 maja 2018

(Ten krajobraz przebija strzała)

Aleksander Wat

*     *     *

Naprzeciw skwer.
Dzieci bawią się w klasy.
Mleczne mamy robią na drutach.
Ten krajobraz przebija strzała, 
a nikt jej nie widzi. Poza starcem,
choć głowę ma zwieszoną,
patrzy w piasek, liczy ziarnka,
słucha jak po blasze nieopodal ściekają wody.
Te wody dają mu wspominać inną - wielką
wielką. Opływającą kontynenty.
Którą skaziła ongi jedna kropla
goryczy.

[Z książki: Aleksander War Wiersze wybrane, Państwowy Instytut Wydawniczy, Warszawa 1987, s. 259. W wydanych pięć lat później przez ZNAK Poezjach zebranych nie ma tego wiersza...]



niedziela, 4 marca 2018

Rywale także piszą dzieła

Konstandinos Kawafis


Wieczność

Król indyjski Arsunas, miłujący ludzi, łagodny
nienawidził rzezi. Nigdy nie toczył wojen.
Lecz groźny wojny bóg miał tego wreszcie dosyć.
(zaćmiła się jego chwała, opustoszały świątynie)
i przyszedł bardzo gniewny do królewskiego pałacu.
Zadrżał z lęku Arsunas i rzecze: „Panie wielki,
przebacz mi, że ludziom życia odbierać nie mogę.
Ten wzgardliwie odrzekł: „Czyżbyś mniemał, że jesteś
sprawiedliwszy ode mnie? Nie daj się słowom ogłupić
Życia się nie odbiera. Wiedz o tym, że przenigdy
nikt się nie urodził, ani też nikt nie kona.


Wrogowie

Trzej sofiści przybyli powitać Konsula.
Naprzeciw siebie Konsul posadził swych gości.
Grzecznie z nimi rozmawiał, a potem żartując,
mówił im, by się mieli na baczności: „Sława
rodzi zawiść. Rywale także piszą dzieła.
Macie wrogów.‟ ‒ Rzekł na to jeden z trzech poważnie:

„Dzisiejsi nam nie mogą zaszkodzić wrogowie.
Wrogowie przyjdą później. Ci nowi sofiści,
gdy my starzy, będziemy leżeli żałośnie
w łóżkach, a już w Hadesie niektórzy. Dzisiejsze
słowa nasze i dzieła wydadzą się dziwne
(a może śmieszne), zmienią bowiem ci wrogowie
styl, materię i prądy ‒ jak i ja, i inni
przekształciliśmy wszystko, co było przed nami.
Co nam się wydawało i piękne, i słuszne,
to wrogowie określą jako głupie, zbędne,
znowu te same rzeczy mówiąc (bez wysiłku)
inaczej ‒ jak my dawne zmieniliśmy słowa.


[2 teksty w przekładzie Zygmunta Kubiaka z książki: Konstandinos Kawafis Wiersze zebrane, Państwowy Instytut Wydawniczy, Warszawa 1981, str. 276, 296. Kiedyś, przeszło trzydzieści lat temu, zaczytywałem się tym tomem...]


sobota, 9 grudnia 2017

ZAPISKI NIEMIECKIE (1938)

Bertolt Brecht


U WYSOKO POSTAWIONYCH
Mówienie o jedzeniu jest czymś przyziemnym.
Przyczyna: oni
Już zjedli.

Ci z dołu musza zejść z tej ziemi,
Z dobrego mięsa 
Nic nie skosztowawszy.

By pomyśleć, skąd przychodzą i
Dokąd idą, są
W piękne wieczory
Zanadto zmęczeni.

Gór i olbrzymiego morza
Nie widzieli jeszcze,
Gdy skończył się już ich czas.

Jeśli ci z nizin
Nie pomyślą o rzeczach niepodniosłych,
Nie podniosą się nigdy.


CHLEB GŁODNYCH ZJEDZONO.
Nie zna nikt już mięsa. Rozlał się pot ludu
Bez pożytku.
Lasy laurowe
Wyrąbano.

Z kominów fabryk broni
Wstępuje dym.


PACYKARZ MÓWI O WIELKICH CZASACH, KTÓRE IDĄ.
Lasy jeszcze rosną.
Ziemia jeszcze rodzi.
Miasta jeszcze stoją
Ludzie jeszcze żyją.


ROBOTNICY KRZYCZĄ O CHLEB.
Kupcy krzyczą o rynki.
Ręce, co na brzuchu leżały, działają znów:
Robią granaty.


CI, KTÓRZY BIORĄ MIĘSO ZE STOŁU,
uczą zadowolenia.
Ci, którym dar ten przeznaczony, 
Żądają poświęcenia.
Ci, co najedli se do syta,
Mówią glodującym
O wielkich czasach, które nadejdą.
Ci którzy wiodą państwo w przepaść,
Twierdzą: rządzenie jest cieżkie
Dla prostego człowieka.


CI WYŻSI MÓWIĄ: POKÓJ I WOJNA
To dwie różne rzeczy.
Lecz pokój wasz i wasza wojna
Są jak burza i wiatr.

Wojna wzrasta w waszym pokoju
Jak syn w łonie matki,
I nosi
Jej straszliwe rysy.

Wasza wojna zabija
To, co wasz pokój
Jeszcze pozostawił.


JEST JUŻ NOC
Małżonkowie
Kladą się do łóżek. Młode kobiety
Urodzą sieroty.

NA MURZE WIDNIEJE KREDA:
Oni chcą wojny.
Ten, który napisał,
Już padł.


KONSTRUKTORZY SIEDZĄ
Zgarbieni w salach projektów:
Jedna cyfra fałszywa i miasta wroga
Pozostaną nietknięte.


Z BIBLIOTEK
Wychodzą rzeźnicy.
Matki stoją zamarłe,
Tulą dzieci do siebie i szukają
Na niebie znaków uczonych.


GDY PRZYJDZIE DO MARSZU, WIELU NIE WIE
Że wróg maszeruje na ich czele.
Głos dowodzącego
Jest głosem wroga.
Ten, co o wrogu mówi,
Wrogiem jest sam.


GENERALE, TWÓJ CZOŁG JEST MOCNYM WOZEM,
Zwala las i miażdży stu ludzi,
Lecz jedną wadę ma:
Potrzebuje kierowcy.

Generale, twój bombowiec jest mocny,
Leci szybciej niż burza, dźwiga więcej niż słoń,
Lecz jedną wadę ma: 
Potrzebuje montera.

Generale, człowiek jest pożyteczny,
Umie latać, umie zabijać,
Lecz jedną wadę ma:
Umie myśleć.


[Z książki: Bertolt Brecht Wiersze wybrane, Państwowy Instytut Wydawniczy, Warszawa 1954, str. 101-105, pierwsza część w przekładzie Stanisława Jerzego Leca, pozostałe Lecha Pijanowskiego. W sumie poemat ten pasuje też do cyklu "Mięso jako metafora", ale wklejam go tutaj pod wrażeniem ostatnich rządowych przetasowań... Czyli namaszczenia na stanowisko premiera Mateusza Morawieckiego, "miękkiego nacjonalisty gospodarczego i politycznego" (© Adam Szostkiewicz), co zaowocować może polityką społecznoekonomiczną, będącą połączeniem kultu żołnierzy wyklętych i praktyk Forexu...]

wtorek, 12 września 2017

Maska złego demona, pociągnięta złotym lakiem

Bertolt Brecht


WIOSNA 1938

Dziś, w niedzielę wielkanocną rano,
Nagła burza śnieżna przeszła przez wyspę.
Między zielonymi krzewami legł śnieg. Mój młodszy syn
Powiódł mnie do drzewka morelowego u muru domu
Oderwawszy mnie od wiersza, w którym wskazywałem palcem na tych,
Co szykują wojnę, która
Kontynent, tę wyspę, mój naród,
Moja rodzinę i mnie
Musi zniszczyć.
Milcząc położyliśmy worek
Na marznące drzewko.


MASKA ZŁA

Na mojej ścianie wisi japońska rzeźba,
Maska złego demona, pociągnięta złotym lakiem.
Współczując widzę
Napięte żyły u skroni, świadczące
Co to za wysiłek być złym.

[dwa wiersze Bertolta Brechta w przekładzie Stanisława Wygodzkiego przepisałem z książki: Bertolt Brecht, Wiersze wybrane, Państwowy Instytut Wydawniczy, Warszawa 1954, str. 151, 152]




Polowałem na tę książkę od kilku miesięcy... I w końcu pojawiła się na allegro, i do tego w przyzwoitej cenie. Chciałem ją mieć ze względu na mocny zestaw wierszy rewolucyjnych, które teraz niezbyt chętnie są przekładane (...a tak zniesmaczyły znajomego z okolic bruLionu, co wyznał mi w rozmowie, kiedy popijaliśmy w Pięknym Psie po poetyckim wieczorku Kultury Niepodległej, jaki się odbył w Lokatorze). Mam zamiar powrzucać tu niebawem trochę takich komunizujących tekstów Brechta, które sìę nieźle bronią po tych siedemdziesięciu-osiemdziesięciu latach... Oczywiście nie wszystkie.
Czytelnicy hiperrealizmu z pewnością odnotowali, że fotografie pojawiają się teraz na blogu dość rzadko. Owszem, zamierzam wspomnieć o kilku fotograficznych albumach, które stały się ostatnio moją własnością, ale też - proszę wybaczyć - mam poczucie, że nie bardzo jest o czym pisać... Być może, gdy wrócę do realizacji (co stanie się jesienią) obszernego projektu, nad którym pracuję od kilku lat, jakieś foty z marszu się tutaj pojawią. Być może.
Stanisław Wygodzki, którego przekłady przepisałem powyżej, to bardzo ciekawa postać, niestety zupełnie (i niesłusznie) dziś zapomniana. Jego życiorys zamieszczony na wikipedii jest dość dobrze opracowany (co nie zawsze ma miejsce na tym portalu), więc warto się z nim zaznajomić, a potem przystąpić do lektury utworów Wygodzkiego, np. opowiadania Sprzymierzeńcy.  

wtorek, 25 kwietnia 2017

RUINA HISZPAŃSKA

Blaise Cendrars

RUINA HISZPAŃSKA

Nawa skonstruowana jest w stylu hiszpańskim XVIII wieku
W wielu miejscach widoczne są rysy
Wilgotne sklepienie jest białe od saletry i nosi jeszcze ślady złoceń
Promienie latarni ukazują w kącie pokryty pleśnią obraz
To Czarna Matka Boska
Wysokie mchy i grzyby jadowicie pręgowane kropkowane usiane
                                      [perłami pokrywają posadzkę sanktuarium
Jest także dzwon z łacińskim napisami


[niniejszy wiersz w tłumaczeniu Julii Hartwig przepisałem z książki: Blaise Cendrars Poezje. Redagował Adam Ważyk, Państwowy Instytut Wydawniczy, Warszawa 1962, str. 128. A książkę kupiłem kilka dni temu na Allegro za... 3 zł (+ koszty wysyłki). Czytelnictwo nam w Polszcze kwitnie, jak widać...
Myślę, że tych którzy znają Realizm, nie zdziwi wcale, iż wiersze Cendrarsa mi się podobają, a powyższy tekst szczególnie.]


Była sobie kiedyś seria książek poetyckich wydawanych przez PIW, "celofanową" zwana - ponieważ faktycznie okładki tomików obkładane były przezroczystą obwolutą ze wspomnianego materiału. Ale już od dawna jej nie ma (choć chyba egzystowała jakiś czas po transformacji ustrojowej?). I komu to przeszkadzało?

niedziela, 12 kwietnia 2015

Trzy wiersze Carla Sandburga

którego sobie ostatnio podczytuję. Wydanie PIW-u (słynna "celofanowa seria") z 1971 roku, co zresztą widać na ostatnim skanie.
Bibliteka z Tczewa pozbyła się tego tomu na początku lat osiemdziesiątych.
Państwowy Instytut Wydawniczy jest w stanie likwidacji, a na jego siedzibę przy ulicy Foksal w Warszawie ostrzy sobie zęby Instytut Książki.
Wiersze Carla Sandburga sprzed mniej więcej stu lat, przełożone czterdzieści parę lat temu przez Krzysztofa Mętraka i Michała Sprusińskiego brzmią bardzo aktualnie...