Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Michał Sprusiński. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Michał Sprusiński. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 6 lipca 2025

[Potem znów zatopiło mnie słońce i widziałem mgły skrywające wszystko]

Czytam sobie ostatnio Spoon River Antology Edgara Lee Mastersa, którą kapitalnie przetłumaczył Michał Sprusiński. No i wśród tych dwustu czterdziestu pięciu monologów osób zmarłych z fikcyjnego miasteczka Spoon River znalazłem taki niezwykły wiersz. Książka wyszła drukiem w 1915 roku...

niedziela, 2 sierpnia 2020

(Za każdym żołnierzem kryje się kobieta)

Edgar Lee Masters


KONOWLT HOHEIMER

Byłem pierwszym owocem bitwy pod Missionary Ridge.
Kiesy czułem, jak pocisk przeszywa mi serce,
żałowałem, żem nie w domu i nie w więzieniu
za kradzież świń Curla Trenary,
ale uciekłem zaciągnąć się w szeregi.
Lepsze tysiąc razy stanowe więzienie
niż leżeć pod skrzydlatą figurą z marmuru,
pod granitowym cokołem
dźwigającym słowa „Pro patria‟.
Co one właściwie znaczą?


LYDIA PUCKETT

Knowolt Hoheimer uciekła na wojnę
dzień wcześniej, niż Curl Trenary
zaprzysiągł przed sędzią Arnettem
nakaz posadzenia go za kradzież wieprzy.
Ale nie dlatego poszedł za żołnierza.
Złapał mnie na zabawach z Luciusem Athertonem.
Po kłótni powiedziałam, żeby nigdy więcej
nie pokazywał mi się na oczy.
Wtedy skradł wieprze i poszedł na wojnę.
Za każdym żołnierzem kryje się kobieta.

[Z wydanej w 1981 roku w PIW-ie Antologii Spoon River w tłumaczeniu Michała Sprusińskiego. Czytam sobie to dzisiaj po kolei i do wpisu na blogu doszedłem do epitafium Voltaire Johnsona.] 

niedziela, 17 lutego 2019

(oślizgły krąg koloru popiołu)

Edgar Lee Masters


BERT KESSLER

Trafiłem ptaka w skrzydło,
choć mknął wprost w zachód słońca:
lecz gdy strzał przebrzmiał, szybował 
coraz wyżej przez odpryski złotych promieni,
aż wywinął kozła i z nastroszonymi piórami,
w wirującym w koło puchu 
runął w trawę niby ołowianka.
Krążyłem w koło, rozplątując gąszcze,
aż ujrzałem kroplę krwi na pniaku
i przepiórką tkwiącą w spróchniałych korzeniach,
wyciągnąłem rękę: choć głogu nie było
coś ją ukłuło, sparzyło, uczyniło drętwą.
I nagle zobaczyłem grzechotnika ‒
szeroko rozwarte żółte ślepia,
główka wyprężona i cofnięta w kręgi,
oślizgły krąg koloru popiołu
albo dębowych liści zblakłych pod innymi.
Stałem jak wryty: skurczył się i wyprostował:
gdy zaczął wpełzać pod pień,
leżałem już bez czucia w trawie.

*


BERT KESSLER

I WINGED my bird,
Though he flew toward the setting sun;
But just as the shot rang out, he soared
Up and up through the splinters of golden light,
Till he turned right over, feathers ruffled,
With some of the down of him floating near,
And fell like a plummet into the grass.
I tramped about, parting the tangles,
Till I saw a splash of blood on a stump,
And the quail lying close to the rotten roots.
I reached my hand, but saw no brier,
But something pricked and stung and numbed it.
And then, in a second, I spied the rattler 
The shutters wide in his yellow eyes,
The head of him arched, sunk back in the rings of him,
A circle of filth, the color of ashes,
Or oak leaves bleached under layers of leaves.
I stood like a stone as he shrank and uncoiled
And started to crawl beneath the stump,
When I fell limp in the grass.


[Tłumaczenie Michała Sprusińskiego pochodzi z książki: Edgar Lee Masters, Antologia Spoon River, Państwowy Instytut Wydawniczy, Warszawa 1981, s. 160. ]

czwartek, 14 lutego 2019

(Z biegiem czasu wielkie rysy naznaczyły lustro)

Edgar Lee Masters


PENNIWIT, ARTYSTA

Straciłem wzięcie w Spoon River,
bo koniecznie chciałem kamerą
uchwycić całą duszę człowieka.
Najlepsze moje zdjęcie 
to sędzia Somers.
Siedział sztywno, każąc mi czekać,
aż uspokoi się jego zezowate oko.
Wreszcie był gotów i rzekł: „Teraz.‟
Ja na to: „Uchylam‟, i oko mrugnęło.
Wtedy uchwyciłem go tak, jak wygląda
mówiąc: „Protestuję.‟


ERNEST HYDE

Umysł mój był lustrem:
widziałem, co ujrzało, znałem, co ono znało.
W młodości mój umysł był właśnie jak lustro
w szybko mknącym powozie,
które chwyta i gubi ułamki krajobrazu.
Z biegiem czasu
wielkie rysy naznaczyły lustro
i nimi świat wszedł we mnie,
i poprzez nie wnętrze moje wyjrzało na świat.
Tak rodzi się dusza w zatroskaniu,
rodzi ze strata i z zyskiem.
Umysł ogląda świat jako coś odrębnego,
a dusza czyni świat jednością z sobą.
Spękane lustro nie odbija obrazów
i to jest milczenie mądrości.


[Wiersze w przekładzie Michała Sprusińskiego z książki: Edgar Lee Masters, Antologia Spoon River, Państwowy Instytut Wydawniczy, Warszawa 1981, s. 126 i 131.
Dawno, dawno temu, była to książka kultowa, trudno dostępna... Trudno dziś uwierzyć, że po niektóre książki ustawiały się pod księgarniami kolejki. I że np. drugie wydanie Ulissesa Joyce'a (w przekładzie Macieja Słomczyńskiego ) zniknęło z księgarń w ciągu kilku godzin... A nie jest to bynajmniej literatura popularna. Dawne, dziwne czasy. 
Wyjątkowo dobrze czyta mi się teraz Mastersa, choć język przekładu momentami wydaje się być nieco anachroniczny.]


niedziela, 12 kwietnia 2015

Trzy wiersze Carla Sandburga

którego sobie ostatnio podczytuję. Wydanie PIW-u (słynna "celofanowa seria") z 1971 roku, co zresztą widać na ostatnim skanie.
Bibliteka z Tczewa pozbyła się tego tomu na początku lat osiemdziesiątych.
Państwowy Instytut Wydawniczy jest w stanie likwidacji, a na jego siedzibę przy ulicy Foksal w Warszawie ostrzy sobie zęby Instytut Książki.
Wiersze Carla Sandburga sprzed mniej więcej stu lat, przełożone czterdzieści parę lat temu przez Krzysztofa Mętraka i Michała Sprusińskiego brzmią bardzo aktualnie...