Ważna książka! Amerykański poeta Charles Reznikoff przez wiele lat pracował na aktach sądowych procesów w USA i z opisanych w sprawach zdarzeń, wypadków, przestępstw, tworzył epickie wiersze. Piotr Sommer, wybitny poeta i tłumacz, który od wielu lat przyswaja twórczość Reznikoffa polskim czytelnikom, wybrał i przetłumaczył sto dziewiętnaście świadectw. Opisane w nich zdarzenia wydarzyły się między 1885 a 1915 rokiem, zaś lektura tych tekstów to mocne doświadczenie. Czytając Świadectwo Reznikoffa można też lepiej zrozumieć relacje społeczne we współczesnych Stanach Zjednoczonych Ameryki Północnej, niekoniecznie pod prezydenturą Donalda (Agent Orange) Trumpa. Skala przemocy, jej intensywność i bezsensowność, jest zadziwiająca. Rasizm, seksizm, morderstwa rabunkowe lub z nienawiści, przemoc werbalna i fizyczna, zupełny brak empatii... Jeżeli ktoś chciałby mieć wizualne (dokumentalne) tło do lektury wierszy, możne je czytać na przemian z oglądaniem zdjęć Lewisa Hine'a, które robił dla National Child Labor Committee. Można też spojrzeć na fotografie z archiwum Farm Security Administration, jakkolwiek powstawały one później, w latach 1935-1942.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą PIW. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą PIW. Pokaż wszystkie posty
czwartek, 23 kwietnia 2026
poniedziałek, 23 marca 2026
Donald Trump nie spadł nam z nieba
Książka wejdzie do sprzedaży akurat dzień moich imienin :) Świetnie się stało, że świadectwa Charlesa Reznikoffa w dużym wyborze trafią do polskiego czytelnika. Chociaż sądowe akta, na których opierał się poeta konstruując te epickie recytatywy, dotyczą lat 1885-1915, to opisane w utworach sytuacje, obecna w nich skala bezsensownej przemocy i zbrodni, spokojnie mogą się odnosić także do współczesnych realiów Stanów Zjednoczonych Ameryki Północnej. Donald Trump nie spadł nam z nieba...
niedziela, 2 sierpnia 2020
(Za każdym żołnierzem kryje się kobieta)
Edgar Lee Masters
KONOWLT HOHEIMER
Byłem pierwszym owocem bitwy pod Missionary Ridge.
Kiesy czułem, jak pocisk przeszywa mi serce,
żałowałem, żem nie w domu i nie w więzieniu
za kradzież świń Curla Trenary,
ale uciekłem zaciągnąć się w szeregi.
Lepsze tysiąc razy stanowe więzienie
niż leżeć pod skrzydlatą figurą z marmuru,
pod granitowym cokołem
dźwigającym słowa „Pro patria‟.
Co one właściwie znaczą?
LYDIA PUCKETT
Knowolt Hoheimer uciekła na wojnę
dzień wcześniej, niż Curl Trenary
zaprzysiągł przed sędzią Arnettem
nakaz posadzenia go za kradzież wieprzy.
Ale nie dlatego poszedł za żołnierza.
Złapał mnie na zabawach z Luciusem Athertonem.
Po kłótni powiedziałam, żeby nigdy więcej
nie pokazywał mi się na oczy.
Wtedy skradł wieprze i poszedł na wojnę.
Za każdym żołnierzem kryje się kobieta.
[Z wydanej w 1981 roku w PIW-ie Antologii Spoon River w tłumaczeniu Michała Sprusińskiego. Czytam sobie to dzisiaj po kolei i do wpisu na blogu doszedłem do epitafium Voltaire Johnsona.]
piątek, 31 lipca 2020
(Obszar na wschód i południe to Warszawa)
Piotr Sommer
Prowincja
Miejskie Przedsiębiorstwo Gospodarki Mieszkaniowej w Otwocku
POZDRAWIA BRATNIE NARODY KRAJÓW SOCJALISTYCZNYCH
każdą z czterdziestu czterech liter umieszczonych na oddzielnych żerdziach,
tylko odstępy między wyrazami nie maja drzewców.
Jest jedenasty maja 1979 roku.
Drzewce wbite w trawnik tworzą falochron.
Miejskie Przedsiębiorstwo pozdrawia bratnie narody od ponad trzech tygodni,
lecz one po dziś dzień nic o tym nie wiedzą.
Przestrzeń
(według Wang Wei)
Żyjemy w odosobnieniu pod dymami huty.
Obszar na wschód i południe to Warszawa.
Słońce dopala się i prześwietla pył.
Rzeka jest niewidoczna, nasz dom zbudowały małe mrówki.
Jest mróz i prawie ciemno, biali ludzie wracają do domów.
Autobusy poruszają się z trudem ‒
psy w domach miały dzisiaj ciężki dzień.
Dziś, tak samo jak dawniej, są ludzie niepotrzebni,
lecz każdy z nich potrafi wiele zrobić i wiele znieść.
Gwiazda stycznia
Tak, przypominam sobie kobietę
którą minąłem 31 grudnia 1976 roku,
po pożegnaniu matki i mojego dziecka,
idąc w stronę stacji, tuż przy reklamie optyka,
obok górki, z której zjeżdżały na sankach dzieci.
Był już wieczór
i wkrótce świat miał zostać przeniesiony
w noc nowego roku.
Widywałem ją przedtem w różnych puntach miasta,
a przed laty moja matka
była od niej bezpośrednio zależna.
Przez jakiś czas kłaniałem się jej.
Teraz szła z drugiej strony i nie poznała mnie,
opatulona po uszy tanim futrem,
drobniutka i stara, nieznacznie ułomna
i jak zawsze w szkłach.
I przypomniałem sobie, że mijając ją
pomyślałem jak długo pracowała
na to futro, w którym teraz szła.
Myślałem o tym pewnie w sposób zbyt oderwany
od tego grudnia i dzieci na sankach,
od całego świata, bym można było w tym dostrzec
jakiś sens, bez zestawienia jej
z kimkolwiek, z szczęśliwszymi od niej.
Widziałem ją u schyłku życia
i przelotnie, nad dworcem puchła gwiazda stycznia,
a w pociągu już jakaś inna stara kobieta
usiadła obok mnie.
Prowincja
Miejskie Przedsiębiorstwo Gospodarki Mieszkaniowej w Otwocku
POZDRAWIA BRATNIE NARODY KRAJÓW SOCJALISTYCZNYCH
każdą z czterdziestu czterech liter umieszczonych na oddzielnych żerdziach,
tylko odstępy między wyrazami nie maja drzewców.
Jest jedenasty maja 1979 roku.
Drzewce wbite w trawnik tworzą falochron.
Miejskie Przedsiębiorstwo pozdrawia bratnie narody od ponad trzech tygodni,
lecz one po dziś dzień nic o tym nie wiedzą.
Przestrzeń
(według Wang Wei)
Żyjemy w odosobnieniu pod dymami huty.
Obszar na wschód i południe to Warszawa.
Słońce dopala się i prześwietla pył.
Rzeka jest niewidoczna, nasz dom zbudowały małe mrówki.
Jest mróz i prawie ciemno, biali ludzie wracają do domów.
Autobusy poruszają się z trudem ‒
psy w domach miały dzisiaj ciężki dzień.
Dziś, tak samo jak dawniej, są ludzie niepotrzebni,
lecz każdy z nich potrafi wiele zrobić i wiele znieść.
Gwiazda stycznia
Tak, przypominam sobie kobietę
którą minąłem 31 grudnia 1976 roku,
po pożegnaniu matki i mojego dziecka,
idąc w stronę stacji, tuż przy reklamie optyka,
obok górki, z której zjeżdżały na sankach dzieci.
Był już wieczór
i wkrótce świat miał zostać przeniesiony
w noc nowego roku.
Widywałem ją przedtem w różnych puntach miasta,
a przed laty moja matka
była od niej bezpośrednio zależna.
Przez jakiś czas kłaniałem się jej.
Teraz szła z drugiej strony i nie poznała mnie,
opatulona po uszy tanim futrem,
drobniutka i stara, nieznacznie ułomna
i jak zawsze w szkłach.
I przypomniałem sobie, że mijając ją
pomyślałem jak długo pracowała
na to futro, w którym teraz szła.
Myślałem o tym pewnie w sposób zbyt oderwany
od tego grudnia i dzieci na sankach,
od całego świata, bym można było w tym dostrzec
jakiś sens, bez zestawienia jej
z kimkolwiek, z szczęśliwszymi od niej.
Widziałem ją u schyłku życia
i przelotnie, nad dworcem puchła gwiazda stycznia,
a w pociągu już jakaś inna stara kobieta
usiadła obok mnie.
[Dalej Nowe stosunki wyrazów i tym razem trzy wiersze, które pierwotnie pojawiły się w wydanym przez PIW w 1983 roku tomie Kolejny świat.]
czwartek, 4 czerwca 2020
(Mógłbym spojrzeć na niego ale spłoszę słońce)
Konstanty Puzyna
Lasy białostockie
Słońce mam na policzku i trochę na szyi.
Przede mną liście klonu ostro wycinane
nade mną jest ich więcej czuje ten tłum
patrzący i kolegów w tym krótkim szeregu
i dół mokry króryśmy wykopali.
Nieruchomi i cisza. Nigdy nie słyszałem
takiej ciszy choć obok chodzą pokrzykują
tych nie słyszę. Za to traktor daleki
będzie z dwa kilometry równiutko terkocze
umilkł dlaczego umilkł. Szczęknęła komenda.
Liście się rozmazują plamy zielone i złółte
zaraz przy schodach. Chyba to były nasturcje.
Mój z lewej napiął mięśnie jak na starcie czeka
na dźwięk którego nie zdąży usłyszeć.
Mógłbym spojrzeć na niego ale spłoszę słońce.
1979
Pamięci G..W.F. Hegla
Mokrą wiosną w czterdziestym pierwszym, kiedy po roku z kawałkiem
zwalniano moją matkę z Ravensbrück bei Fürtsenberg
nieznacznie zdarła, co było zakazane
i łatwo było wrócić do łopaty w rudawej glinie,
swój numer 3228
z rękawa. niski numer. Został mi po niej.
Schowała go zdając pasiak, pobierając rzeczy,
a piegowaty esesman, który wydawał dokumenty,
powiedziała nagle: Es war eine Umschulung.
Może miał takie instrukcje, może drwił,
może poczuł, że chce się jakoś wytłumaczyć
przed obcą kobietą w płaszczu, kiedy zgarniała
zbite lusterko, niepotrzebne już klucze
i dziwny przedmiot z innej epoki, szminkę do ust.
Lecz może wiedział. Rozkwita pedagogika
skoro historia ma Cel. Rozumny, bo jest rozumna
jako bicz dla nadzorcy. Z gazetą w ręku
coraz to nowych krajów szukając w atlasie
piszę dziś po nich oczami: Na, es war...
i zawsze usiłuję spamiętać, co mówią
prości funkcjonariusze Ducha Dziejów.
Może za rzadko myślę: zerwij numer.
1985
Lasy białostockie
Słońce mam na policzku i trochę na szyi.
Przede mną liście klonu ostro wycinane
nade mną jest ich więcej czuje ten tłum
patrzący i kolegów w tym krótkim szeregu
i dół mokry króryśmy wykopali.
Nieruchomi i cisza. Nigdy nie słyszałem
takiej ciszy choć obok chodzą pokrzykują
tych nie słyszę. Za to traktor daleki
będzie z dwa kilometry równiutko terkocze
umilkł dlaczego umilkł. Szczęknęła komenda.
Liście się rozmazują plamy zielone i złółte
zaraz przy schodach. Chyba to były nasturcje.
Mój z lewej napiął mięśnie jak na starcie czeka
na dźwięk którego nie zdąży usłyszeć.
Mógłbym spojrzeć na niego ale spłoszę słońce.
1979
Pamięci G..W.F. Hegla
Mokrą wiosną w czterdziestym pierwszym, kiedy po roku z kawałkiem
zwalniano moją matkę z Ravensbrück bei Fürtsenberg
nieznacznie zdarła, co było zakazane
i łatwo było wrócić do łopaty w rudawej glinie,
swój numer 3228
z rękawa. niski numer. Został mi po niej.
Schowała go zdając pasiak, pobierając rzeczy,
a piegowaty esesman, który wydawał dokumenty,
powiedziała nagle: Es war eine Umschulung.
Może miał takie instrukcje, może drwił,
może poczuł, że chce się jakoś wytłumaczyć
przed obcą kobietą w płaszczu, kiedy zgarniała
zbite lusterko, niepotrzebne już klucze
i dziwny przedmiot z innej epoki, szminkę do ust.
Lecz może wiedział. Rozkwita pedagogika
skoro historia ma Cel. Rozumny, bo jest rozumna
jako bicz dla nadzorcy. Z gazetą w ręku
coraz to nowych krajów szukając w atlasie
piszę dziś po nich oczami: Na, es war...
i zawsze usiłuję spamiętać, co mówią
prości funkcjonariusze Ducha Dziejów.
Może za rzadko myślę: zerwij numer.
1985
[Z książki Kamyki wydanej w 1989 przez PIW, s. 13, 40-41. Eliza Kącka pisząc recenzję Minimalizmu przywołała ten tom, którego wcześniej nie czytałem, choć pamiętam moment jego wydania. Pani bibliotekarka w Wojewódzkiej Bibliotece Publicznej w Krakowie wręczając tę cieniutką książeczkę powiedziała mi - szybko pan to przeczyta... Jak widać z karty bibliotecznej, czytelników nie ma zbyt wielu.]
piątek, 28 czerwca 2019
(myślę o tobie śmierdzący bracie)
Dramatycznie aktualny (i jak zwykle świetny) Hans Magnus Enzensberger w przekładach Jana Prokopa z książki opublikowanej przez Państwowy Instytut Wydawniczy w 1968 roku. Ciekawe jak było z odbiorem tych wierszy w Polsce sprzed pół wieku? Wydaje mi się, że ślady lektury Enzensbergera można znaleźć w tekstach Tadeusza Różewicza z lat sześćdziesiątych. Poeci się zresztą znali.
No i fajnie kiedyś książki wydawano. Okładka autorstwa Danuty Staszewskiej. A nakład tomu to 1000+250 egzemplarzy. Czyli zasięg raczej niewielki...
czwartek, 28 czerwca 2018
Rekord Wielkanocnego Poniedziałku
Eugenio Montale
CZERWONY NA CZERWONYM
Już prawie wiosna i już baldaszki
sięgają okna od podwórza.
Niedługo zaczną wdzierać się liście i mrówki.
Chrząszcz usiłuje przejść na ukos moją książkę
podatków, czerwony na czerwonym. Gdyby jeszcze
potrafił zetrzeć jej zawartość. Bije
południe, brzęczy gdzieś telefon,
radio bełkocze dwieście ofiar
na autostradzie, rekord Wielkanocnego Poniedziałku.
Subskrybuj:
Posty (Atom)




