Pokazywanie postów oznaczonych etykietą William Carlos Williams. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą William Carlos Williams. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 25 stycznia 2024

[Artyści czekają na zagranicznych klientów]

Anna Świrszczyńska wyraziła to kilka dekad wcześniej, niż Kazik Staszewski w swym popularnym szlagierze, jakkolwiek użyła eufemistycznego określenia. Coś w tym jest ;) Ciekawe, że w przypadku nazw osób prostytuujących się więcej jest deprecjonujących określeń w formie feminatywów, niż maskulatywów, a przecież w realu nie ma takiej przewagi... No cóż, czasami (często) zdarza się, że to ogon merda psem.
Widoczny poniżej tom (prezent mikołajowy) to wciągająca lektura, chociaż nie wszystkie teksty się po latach bronią. Minimalistyczna poetyka, tak świetnie sprawdzająca się w pierwszej części tomu Jestem Baba czy w książce Budowałam barykadę, nie zawsze działa w innych sytuacjach. Co przypomniało mi lekturę wierszy Williama Carlosa Williamsa i pojawiające się dość często w jego twórczości mielizny.

środa, 24 stycznia 2018

książka-okno

Julian Kornhauser


w samo południe

Ulica szewska pachnie
herbatą, chłopiec w beżowym
płaszczu je gaufre, dwa 
jabłka toczą się po chodniku,
podnoszę jedno i z całej 
siły rzucam je do góry.


osiem linijek

Pamiętasz ten piękny wiersz
Williamsa Czerwone taczki?
Często wracam do niego,
do jego białych i czerwonych
plam, i gdy czytam na głos to
jedno krótkie zdanie, rozbite
na osiem linijek, wydaje mi się, 
ze stoję nieruchomo na deszczu
w miasteczku Rutherford. 


książka-okno

Dylan Thomas pisze o słońcu:
łosoś słońca. Powtarzam to kilka
razy - łosoś słońca, łosoś słońca,
The salmon sun. Spoglądam
w ciemne okno, skąd dochodzi
warkot rozpędzonego samochodu.


----------
Wiersze z tomu Zjadacze kartofli (1978), przepisane z książki: Julian Kornhauser 148 wierszy, Wydawnictwo Literackie, Kraków 1982, str. 105, 103, 99. Publikacja to jest w moim posiadaniu od... 36 lat. Miło było powrócić podczas lektury do wielu wspaniałych tekstów Juliana Kornhausera z lat siedemdziesiątych.

niedziela, 24 maja 2015

Dzień wyborów

William Carlos Williams

Dzień wyborów

Ciepłe słońce, ciche powietrze
stary człowiek siedzi

w drzwiach
zniszczonego domu -

z deskami na oknach
zaprawą wypadającą

spomiędzy kamieni
i głaszcze po głowie

łaciatego psa

[przekład Krystyny Dąbrowskiej, Literatura na Świecie, nr 1-2/2009, str.60]

niedziela, 18 listopada 2012

Jak wiele zależy od...


Tak wiele zależy od... tłumaczenia, ale nie tylko.

I przyszła mi na myśl też przedmowa Anki Ptaszkowskiej do albumu 6 mètres avant Paris Eustachego Kossakowskiego, gdzie pisze o "prostym pytaniu", jakie nurtowało wówczas autora tych rewelacyjnych zdjęć: Dlaczego przesunięcie aparatu fotograficznego o jeden centymetr w lewo czyni arcydzieło, a o jeden centymetr w prawo - złą fotografię?

William Carlos Williams

THE RED WHEELBARROW

so much depends
upon

a red wheel
barrow

glazed with rain
water

beside the white
chickens.

[z tomu wierszy i prozy Spring and All, 1923]
* 
CZERWONE TACZKI

Jak wiele zależy
od

czerwonych
taczek

z glazurą deszczu
która spływa po nich

obok białych
kurcząt

[przekład Leszek Elektorowicz, w: William Carlos Williams Poezje, PIW, 1972]
* 
CZERWONE TACZKI

tak wiele zależy
od

pokrytych szkliwem
deszczu

czerwonych ta-
czek

tam koło tych białych
kurcząt

[przełożył Leszek Engelking, LnŚ nr 1 (162) 1985, str. 142]
* 
CZERWONA TACZKA

Tak wiele zależy
od

czerwonej
taczki

lśniącej
po deszczu

obok białych
kurcząt

[przekład Julia Hartwig, w: William Carlos Williams Spóźniony śpiewak, Biuro Literackie, 2009]
* 
CZERWONA TACZKA

Tak wiele zależy
od

czerwonej
taczki

polewanej
deszczem

obok białych
kurcząt

[przekład Piotr Sommer, w: LnŚ, nr 1-2/2009, str. 219-220]

poniedziałek, 5 listopada 2012

Śliwki



Czytam sobie dalej LnŚ poświęconą Williamsowi i kolejne próby lektury wiersza z 1934 roku (tekstu bardzo znanego i często komentowanego), którego angielski tytuł ma brzmienie This Is Just To Say, nie bardzo mi wychodzą. Zupełnie do mnie nie trafia ten prosty, ale też w sumie dość karkołomny tekst. Nie gniewaj się / były takie pyszne / słodkie / i takie zimne. I już zaczyna mi się robić niedobrze...

William Carlos Williams

Chcę tylko powiedzieć

że zjadłem
śliwki
które były
w lodówce

i które
ty najpewniej
schowałaś 
na śniadanie

Nie gniewaj się
były takie pyszne
słodkie
i takie zimne

[przełożył Piotr Sommer, LnŚ nr 1-2/2009, str. 222]


Chcę tylko tutaj powiedzieć, że prosty zapis, który bierze za temat prostą sytuację, może doprowadzić do ugrzęźnięcia w banale. W pewnym sensie ryzyko zawodowe... oczywiście przy wyborze takiej poetyki i poszanowaniu norm, dopuszczających w danym czasie, co może być tematem wierszy, a co nie. No, więc w kwestii wspomnianych (niekoniecznie zapisanych ma papierze) norm, podejmujący temat "śliwek" wiersz Grzegorza Wróblewskiego i podobnie jak tekst Williamsa, rozgrywający się w aurze prywatności, jest rodzajem odważnej transgresji, która zresztą spowodowała histeryczne reakcje kilku rodzimych krytyków...

Grzegorz Wróblewski

(DLACZEGO TĘSKNIĄC ZAWSZE POPEŁNIAMY BŁĘDY?)

Czekając niecierpliwie na twój powrót do domu
zjadłem najpierw paczkę suszonych śliwek
a potem niczego się nie spodziewając
włączyłem The Blue Aeroplanes

Gdy otwierałaś drzwi do mieszkania
siedziałem już na dobre uwięziony
w naszym trzęsącym się na wszystkie strony
i przypominającym oblężoną fortecę kiblu

Zamiast uroczystej kolacji którą tak bardzo
chciałem ci zaimponować... przywitała cię
moja walcząca, kompletnie rozregulowana
dupa

[wiersz z tomu Symbioza, 1997]

piątek, 2 listopada 2012

Obrazek klasyczny


Ale wcale nie taki oczywisty jako wiersz czy poezja, jakby się to mogło aktualnie wydawać (biorąc np. pod uwagę rodzime rozumienie poezji i poetyckości nie tylko zresztą w odniesieniu do rejestracji fotograficznych...). Kiedy go przeczytałem, pomyślałem machinalnie o industrialnych obrazach Charlesa Sheelera. I gdy przy pomocy dra googla próbowałem ustalić, z którego tomu wierszy pochodzi, jeden z pierwszych wyników na jaki trafiłem, był to fragment książki Dickrana Tashjiana William Carlos Williams and the American Scene, 1920-1940, gdzie właśnie Sheeler był przywoływany jako wizualne odniesienie (obok obrazów Louisa Lozowicka). Czyli: bingo! Jest to o tyle ważne, że malarze łączeni z amerykańską sceną, byli rodzajem odniesienia oraz inspiracji dla kilku późniejszych ważnych ruchów w malarstwie i fotografii, bo bez ich sposobu traktowania/wykorzystywania konkretu, bez wyboru banalnych (w powszechnym odbiorze) motywów miejskich lub industrialnych, nie byłoby pop-artu, hiperrealizmu czy nowej topografii.

William Carlos Williams

Obrazek klasyczny

Elektrownia
w kształcie
krzesła z czerwonej cegły
o wysokości 90 stóp

na którym
siedzą postacie
dwóch metalowych
kominów - z aluminium -

panujące nad kolonią
nędznych chałup
jedna przy drugiej -
z jednego

unosi się płowożółta
smuga dymu tymczasem
pod szarym niebem
ten drugi

nieczynny dzisiaj -

[przekład Piotr Sommer, LnŚ 1-2/2009, str. 229-230]

-------

Classic Scene

A power-house
in the shape of
a red brick chair
90 feet high

on the seat of which
sit the figures
of two metal
stacks - aluminum -

commanding an area
of squalid shacks
side by side -
from one of which

buff smoke
streams while under
a grey sky
the other remains

passive today -

[1937, z tomu Poems 1936-1939]


Charles Sheeler, River Rouge Plant, Ford Motor Company, 1927 [fotografia ta 
była wykorzystana przez artystę przy malowaniu muralu Industry z 1932]

 Charles Sheeler, Classic Landscape,1931 [National Gallery of Art, Washington, D.C.]

niedziela, 28 października 2012

Zimny front


Całkiem dosłownie, bo obudziwszy się przed chwilą i otworzywszy oczy, w balkonowym oknie zobaczyłem prawdziwie zimowy krajobraz... I całkiem dosłownie też, jeśli idzie o wczorajszą wieczorną lekturę, bo dalej czytam sobie LnŚ, poświęconą Williamowi Carlosowi Williamsowi, a tam znalazłem wiersz pod takim własnie tytułem. Tekst zaskakujący, tym razem mocno in plus, którego tematyka i sposób jej podania... no właśnie, czy miałaby szansę zaistnieć w polskiej poezji? Oczywiście tekst Williamsa trudny byłby do akceptacji przez tych panów posłów z polskiego parlamentu, co słyszą "płacz zamrożonych zarodków" ;)

William Carlos Williams

Zimny front

Ta kobieta z martwą twarzą
ma siedmioro przybranych dzieci
i jedno własne małe na
dodatek. Chce pigułki

na aborcję i odpowiada
yhm, podczas gdy jej
opatulone niemowlę wydaje
niezborne powitalne pomruki.

Kobieta patrzy na mnie z ustami
otwartymi i mruży wycięte ładnie 
oczy bez wyrazu jak kot na gałęzi
zbyt zmęczony żeby wyżej uciec

swoim prześladowcom. A
dziecko rechocze i się ślini
i przytłumiony, prawie piękny rumieniec
zjawia się na twarzy kobiety

kiedy mówi, patrząc na mnie
spokojnie: ani jednego więcej.
W przypadkach takich jak ten wiem
że najważniejsze to działać szybko.

[przekład Krystyny Dąbrowskiej, wiersz z tomu The Wedge, 1944; LnŚ, nr 1-2/2009]

wtorek, 23 października 2012

Całkowita zagłada


I jeszcze jeden wiersz Williamsa. Bardzo dziwny, sam w sobie i też w kontekście poprzedniego wpisu. Te jego skojarzenia...

William Carlos Williams

Całkowita zagłada

Był lodowaty dzień.
Pochowaliśmy kotkę,
a potem wynieśliśmy jej pudełko
i na podwórku za domem

przytknęliśmy do niego zapałkę.
Pchły które wymknęły się
ziemi i płomieniom
zginęły od mrozu.

[przekład Piotr Sommer, LnŚ nr 1-2, 2009, str. 219]

poniedziałek, 22 października 2012

Niewinne oko nie istnieje


Dwa bardzo ładne wiersze Williama Carlosa Wiliamsa, które wydają się być aż nadto proste, jakkolwiek napisanie takiego utworu łatwe czy proste wcale nie jest, jak sądzą o tym prostacy…

William Carlos Williams

MIĘDZY MURAMI

tylnych skrzydeł
szpitala

nic
nie wyrośnie

leży tam
popiół

w którym błyskają
zielone

odłamki stłuczonej
butelki

[przełożył Leszek Engelking, LnŚ nr 1 (234) 1991, str. 166]


CZERWONE TACZKI

tak wiele zależy
od

pokrytych szkliwem
deszczu

czerwonych ta-
czek

tam koło tych białych
kurcząt

[przełożył Leszek Engelking, LnŚ nr 1 (162) 1985, str. 142]

Ale jednak autor tych – powtórzmy to jeszcze raz - bardzo ładnych wierszy, miał trochę za uszami… Więc teraz fragment eseju Eliota Weinbergera pt. „Moderniści w piwnicy a gwiazdy na niebie”, traktującego generalnie o Ezrze Poundzie, chociaż znajdują się tam też smakowite fragmenty dotyczące e. e. cumingsa, Thomasa Sternsa Eliota i Williama Carlosa Williamsa. Niewinne oko (słowo) nie istnieje.

Pisarstwo Williamsa, choć w tym względzie mniej rażące (w głębszy sposób związane z suburbiami) od twórczości Pounda, również zanieczyszczone jest plamami, o których ujawnianiu w druku nikt nawet nie myśli. Jest takie jego opowiadanie, które zaczyna się do zdania: „Był jednym z tych żydowskich typków, które chciałoby się zabijać na sam ich widok, typków udających biedaka, których wyraz oczu zmienia się w ciągu sekundy, kiedy się tylko napomknie o pieniądzach”. A jego esej „Na przekór pogodzie” wyraża przekonanie autora, iż judaizm jest „plemiennym kultem religijnym” stanowiącym „dokładny odpowiednik faszyzmu” – esej ów powstał w roku 1939. W biografii Marianiego cytuje się – bez komentarzy – opinie Doktora o Żydach: „lubieżne żydowskie typy”, „pewien zasrany bękart żydowski”, „Jakiś obrotny gudłaj” (to o prawniku, który miał podstawy do oskarżenia Williamsa o zniesławienie) i tym podobne. Jednak Mariani, w jednym akapicie swej liczącej 900 stron książki, odnosi się do rasistowskich i antysemickich uprzedzeń jej bohatera, zamazując je stwierdzeniem, iż William Carlos Williams był „wytworem swych czasów”, który nie zawsze „unikał popularnych w jego epoce mitów rasistowskich”.

[przełożył Wacław Sadkowski, LnŚ nr 1-2 (282-283) 1995, str. 310-311]

niedziela, 21 października 2012

Williams, "Huragan", Morin...



Przyszły książki kupione na Allegro (w piątek) i zabrałem się (wczoraj) do czytania. Williams w tak dużej objętości (bądź co bądź, numer monograficzny LnŚ) trochę jednak rozczarowuje. Ale też nie do końca. Np. wiersz pt. "Huragan".

William Carlos Williams

Huragan

Drzewo runęło
na dach garażu
jak długie, Masz
swoje niebo,
powiedziało,
idź tam. 

[z tomu The Clouds, 1948. przekład Krystyna Dąbrowska, LnŚ nr 1-2, 2009]

No i Edgar Morin... Czytam uważnie, ponieważ w początkowych rozdziałach "Kina i wyobraźni" definiowane jest pojęcie fotogenii, skąd zresztą zaczerpnął je Andrzej Saj. Fassscynująca lektura... ;)))