Całkiem dosłownie, bo obudziwszy się przed chwilą i otworzywszy oczy, w balkonowym oknie zobaczyłem prawdziwie zimowy krajobraz... I całkiem dosłownie też, jeśli idzie o wczorajszą wieczorną lekturę, bo dalej czytam sobie LnŚ, poświęconą Williamowi Carlosowi Williamsowi, a tam znalazłem wiersz pod takim własnie tytułem. Tekst zaskakujący, tym razem mocno in plus, którego tematyka i sposób jej podania... no właśnie, czy miałaby szansę zaistnieć w polskiej poezji? Oczywiście tekst Williamsa trudny byłby do akceptacji przez tych panów posłów z polskiego parlamentu, co słyszą "płacz zamrożonych zarodków" ;)
William Carlos Williams
Zimny front
Ta kobieta z martwą twarzą
ma siedmioro przybranych dzieci
i jedno własne małe na
dodatek. Chce pigułki
na aborcję i odpowiada
yhm, podczas gdy jej
opatulone niemowlę wydaje
niezborne powitalne pomruki.
Kobieta patrzy na mnie z ustami
otwartymi i mruży wycięte ładnie
oczy bez wyrazu jak kot na gałęzi
zbyt zmęczony żeby wyżej uciec
swoim prześladowcom. A
dziecko rechocze i się ślini
i przytłumiony, prawie piękny rumieniec
zjawia się na twarzy kobiety
kiedy mówi, patrząc na mnie
spokojnie: ani jednego więcej.
W przypadkach takich jak ten wiem
że najważniejsze to działać szybko.
[przekład Krystyny Dąbrowskiej, wiersz z tomu The Wedge, 1944; LnŚ, nr 1-2/2009]
Mocny, dobry wiersz. Akceptacji wspomnianych przez Ciebie (p)osłów by nie zdobył... Wszak żeby zaakceptować, trzeba najpierw zrozumieć :);)
OdpowiedzUsuńGłówny specjalista od "płaczu zamrożonych" jest moim rówieśnikiem i podczas studiów nasze drogi się kilka razy przecięły... I jak go pamiętam, to już wtedy był taki "dorosły"? Do tego zero poczucia humoru...
OdpowiedzUsuńUuuu, tacy są najgorsi. A Williams jako lekarz pewnie dobrze wiedział, co pisze...
Usuńpzdr
Wszak moherowy beret to nie wiek, to stan umysłu...
OdpowiedzUsuń;)))
Usuń