Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wojciech Prażmowski. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wojciech Prażmowski. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 26 listopada 2019

Nowe widzenie Śląska

Od 6 grudnia 2019 w Czytelni Sztuki w Gliwicach. Wernisaż 5 grudnia o godz. 17:00 w siedzibie muzeum przy ul. Dolnych Wałów 8a.  A ja dostałem właśnie plakat anonsujący wystawę oraz zaproszenie. WOW! Cieszę się, że w tych materiałach promocyjnych występuję z Andrzejem Tobisem! Na stronie Muzeum wystawa opisana jest w następujący sposób:

Są to prace koncentrujące się na nowym widzeniu Śląska jako przestrzeni – urbanistycznej, przemysłowej, kulturowej – przez fotografów tu żyjących, wywodzących się stąd lub Śląskiem zainspirowanych. W fotografiach tych odnajdziemy prawdziwy i zarazem zniekształcony obraz miejsca i ludzi. Pejzaż lub jego fragment stanowią punkt wyjścia do rozważań natury pozaestetycznej. Choć autorzy czerpią z bezpośredniej obserwacji otoczenia, natura fotografii i dzieł sztuki powstałych przy użyciu fotografii jest konceptualna. Prace te wypełniają jedną z najpoważniejszych luk w zbiorach Muzeum w Gliwicach. Są to dzieła przedstawicieli generacji niemal nieobecnych w gliwickim muzeum. Tworzą zwarty blok, gotowy do prezentacji na wspólnych lub osobnych wystawach. Ich autorami są: Wojciech Prażmowski, Wojciech Wilczyk, Nicolas Grospierre, Rafał Milach i Andrzej Tobis.


sobota, 23 września 2017

ODLOT, a pykanie

W kwestii samolotu ze strony 169 Jedynki Macieja Rawluka przeprowadziłem małe śledztwo z pomocą wuja googla, z którego wynika, że rzeczona restauracja „Odlot” mieszcząca się w Kościelsku vis a vis DK-1, rozpoczęła swą działalność w roku 1994. Podobno latający wcześniej w barwach LOT-u Ił-18, miał zagrać w filmie Bohdana Poręby Katastrofa w Gibraltarze (1983), ale chyba nie wystąpił w roli Liberatora, który uległ wypadkowi, bo tutaj obsadzony był An-26. Wydawało mi się, że samolot w Kościelsku stał tam już nieco wcześniej, bo jego widok był stałym elementem podróży jedynką, ale oczywiście moment jego pojawienia się może być późniejszy (ostatecznie minęły od tego momentu ponad dwie dekady).

 [Wojciech Prażmowski, zdjęcie z cyklu biało-czerwono-czarna, str. 35]

Jak wspomniałem w komentarzu pod poprzedni wpisem, zdjęcie Iła pojawiło się w dokumentalnym projekcie Wojciecha Prażmowskiego biało-czerwono-czarna (1999-2000), który jest w ogóle pierwszym tak obszernym zapisem dotyczącym Polski po ustrojowej transformacji z 1989 roku. Prażmowski swój cykl realizował używając średnioformatowej kamery Mamiya 6, której specyfikacja (tryb automatyczny przy preselekcji przysłony) umożliwiała mu błyskawiczne robienie zdjęć, jak sam to określał „podnoszę aparat do oka i pyk” (oczywiście potem należało przewinąć film na następną klatkę). No i pyk, i mam zdjęcie z Kościelska. Do swojej książki Prażmowski wybrał dwie setki pykniętych kadrów.


Olympus Mju 2, którego używał Michał Szlaga robiąc zdjęcia do swojego cyklu Polska, pracuje tylko w trybie automatu, ma autofokus i silnik przewijający film, więc można nim pykać do woli (do końca taśmy) i w miarę szybkim tempie. I to trochę widać na załączonym obrazku, który skleiłem z kadrów wykonanych podczas jednego pobytu w „Odlocie”, zamieszczonych w blogowym wpisie z 25 maja 2010 roku. Pyk, pyk, pyk... czy raczej pyk-pyk-pyk-pyk-pyk... Podczas autorskiego oprowadzania po wystawie Polska, którą można obecnie oglądać w sali im. Heleny Modrzejewskiej Starego Teatru w Krakowie, Szlaga mówił, że podczas pracy nad cyklem naświetlił 1000 małoobrazkowych negatywów, co daje sumę ok. 36000 pykniętych klatek...

środa, 8 stycznia 2014

"Ślady" Wojciecha Prażmowskiego

w MCK w Krakowie na zbiorowej wystawie Pamięć. Rejestry i terytoria. To zupełnie nowy cykl z 2013 roku, o którego istnieniu nie miałem pojęcia, tym bardziej więc byłem zaskoczony, dodatkowo jak najbardziej in plus.


Teraz jestem trochę w kropce, bo reprodukcje zamieszczone w katalogu nie oddają do końca, tego co można oglądać na wystawie. Po pierwsze zdjęcia mają rozmiary 52,5x44cm (czyli nie jest to nawet dziesięciokrotne powiększenie klatki z Mamiy RB67, a więc nie siada plastyka obrazu). Po drugie, a właściwie to po pierwsze, prezentowanym w MCK-u wydrukom wykadrowano negatywową ramkę (arcysłuszna decyzja!), więc bez tej "fotogenicznej żałoby", obrazy mówią całkowicie własnym głosem. I chociaż mamy przed oczami całkiem konkretne miejsca, to jednocześnie i fajnie ujawnia się w tych kadrach abstrakcyjny charakter ich kompozycji.

Co oglądamy?
Strona lewa, lewy kadr od góry: Drohobycz, Miasto Schulza.
Strona lewa, prawy kadr od góry: Breslau, Dom Clary Sachs.
Strona lewa, lewy kadr od dołu: Wilno, Dom mojej Mamy.
Strona lewa, prawy kadr od dołu: Wilno, Dom Miłosza.
Strona prawa: Lwów, Dom Herberta.

Jak już wspomniałem na wstępie, najnowsza seria Prażmowskiego (właściwie mogę przecież napisać "Wojtka") mocno mnie zaskoczyła, bo po cyklu Miłosz.Tutejszy spodziewałem się już... tylko gorszych rzeczy. A tu kapitalny zapis, artysta w świetnej formie, idealnie trafiający w kadr i temat. Chapeau bas!

niedziela, 11 listopada 2012

BIAŁO-CZERWONO-CZARNA


Tytuł świetnego cyklu Wojciecha Prażmowskiego sprzed ponad 12 lat, nabiera ostatnimi czasy nowych znaczeń, jeżeli wziąć pod uwagę wzrost popularności  - by tak je tu eufemistycznie określić - partii konserwatywno-nacjonalistycznych ... ;)
Kiedy po raz pierwszy, chyba na wystawie w Małej Galerii ZPAF we wrześniu 2000, zobaczyłem prace z tej serii, pomyślałem, że projekt ten, biorący za  temat  rodzimą rzeczywistość w okolicach millenijnego przesilenia, sporo u nas zamiesza. Że będą recenzje, omówienia, analizy... Oczami wyobraźni widziałem wtedy też rozkładówkę z sobotnim Magazynie Gazety Wyborczej... No i pomyliłem się tutaj całkowicie, nie zamieszał (prezentacji w Magazynie oczywiście nie było). Jakkolwiek cały czas mam przekonanie, że jest to fotograficzne przedsięwzięcie dużego kalibru. 
Być może, stało się tak częściowo na skutek całkowicie położonej książkowej publikacji tego cyklu, gdzie zdjęcia wydrukowano z jednego przejazdu i gdzie nie pojawiły się w roli przerywników, fotografie kolorowe, jak to pierwotnie planował Prażmowski. Bo właśnie podczas ekspozycji w Małej Galerii, czarno-białym kwadratowym kadrom z Mamiy-6, towarzyszyły zdjęcia barwne (w tym momencie nie pamiętam ich liczby), na których pojawiała się w różnych odsłonach tytułowa czerwień oraz biel.

Wojciech Prażmowski, z cyklu Biało-czerwono-czarna (1999)

-----

Wspomniany album Wojciecha Prażmowskiego Biało-czerwono-czarna można za jedyne 4 PLN nabyć w sklepiku Muzeum Częstochowskiego.

środa, 29 czerwca 2011

Komorów, 25.06.2011



Jechałem na rowerze w kierunku Wałbrzycha i przed Świebodzicami, po lewej stronie drogi zobaczyłem przysadzisty budynek o kształcie wieży. Zboczyłem więc w najbliższą przecznicę, żeby go obejrzeć z bliska. Boczna droga do wsi o nazwie Komorów, po której teraz jechałem, zrobiona była z betonowych płyt, przypominających nawierzchnię starej A czwórki, budowanej jeszcze za Hitlera. Betonowa droga do wsi? Niesamowite, pomyślałem. Jednakże trakt ten nie prowadził bynajmniej w kierunku gospodarskich zabudowań. Tylko do zespołu olbrzymich budynków majątku rolnego.  Zobaczyłem dziurę w murze i przeprowadziłem przez nią rower. Po chwili znalazłem się na kompletnie opustoszałym gumnie o rozmiarach boiska do footballu, które z trzech stron otaczały potężne stajnie, stodoły, magazyny, a od zachodu, budynek zrujnowanego pałacu, za którym rozpościerał się zdziczały i zarośnięty kompletnie ogród. Zapewne w latach 1945-1989 funkcjonowała tu instytucja gospodarcza o nazwie PGR, o czym zresztą świadczył tragiczny stan tego obiektu. Było sobotnie popołudnie, na pałacowym ganku najwyraźniej dochodziło do konsumpcji napojów wysokoprocentowych, jednakże moje przemieszczanie się po terenie tego obiektu i proceder robienia zdjęć (wprawdzie komórką), nie zwracał niczyjej uwagi.


Przy okazji tej eskapady (potem dotarłem do wspomnianej wcześniej wieży, przebudowanej całkiem udanie na dom mieszkalny) i później w trakcie zrzucania zdjęć na netbooka i ich oglądania, przypomniał mi się fenomenalny projekt Wojciecha Prażmowskiego pt. „Biało-czerwono-czarna”. Podczas realizacji tego cyklu, Prażmowski podróżował na motorowerze (ew. dowoził samochodem ten środek lokomocji w interesujący go teren, a potem się na niego przesiadał). Decyzja o wyborze takiego właśnie sposobu przemieszczania się była jak najbardziej trafna i wydatnie wpłynęła na kształt samej serii oraz wykonywanych zdjęć. Z tego co pamiętam, tereny Dolnego Śląska nie zostały przez autora „Biało-czerwono-czarnej” specjalnie spenetrowane. Specjalnie spenetrowany, zanalizowany czy skomentowany, nie został także sam projekt Prażmowskiego, a była to pierwsza od dłuższego czasu, tak duża fotograficzna akcja o dokumentalnym charakterze, mająca za swój temat wygląd (współczesnej wówczas) Polski. Pamiętam, że czekałem wtedy na jakiś tekst krytyczno-analityczny, który by się ukazał na łamach Gazety Wyborczej lub dającej się wówczas jeszcze czytać – Rzeczpospolitej i… jak się słusznie domyśla czytelnik tego posta, NIE DOCZEKAŁEM SIĘ. Nic, zero, null. Podsumowująca projekt wystawa miała miejsce w Muzeum Miejskim w Częstochowie, przy tej okazji nakładem wspomnianej instytucji ukazała się beznadziejnie wydana książką (fotografie wydrukowano z jednego przejazdu), a w przedmowie autorstwa Elżbiety Łubowicz, jeż pierwszym zdaniu tego tekstu znalazło stwierdzenie, że między dawniejszymi fotografiami Wojciecha Prażmowskiego, zawartymi w wystawie „100 fotografii”, a nowymi, składającymi się na cykl „Biało-czerwono-czarna” jest taka różnica, jak między poezją a prozą (sic!).