Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Elżbieta Janicka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Elżbieta Janicka. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 10 grudnia 2023

Wojciech Wilczyk vor seiner Fotoserie

W recenzji wystawy 
Materializing. Zeitgenössische Kunst und die Shoah in Polen NS-Dokumentationszentrum w Monachium, opublikowanej w gazecie Münchener Merkur, oprócz mojej skromnej osoby na zdjęciach widać także Zuzannę Hertzberg oraz Pawła Kowalewskiego. Poniżej wrzucam w czytelniczej rozdzielczości stronę z omówieniem wspomnianej ekspozycji, której skutecznymi kuratorami byli Anna Straetsmans i Piotr Rypson. A wystawa potrwa do 25 lutego 2024, więc warto zaglądnąć do budynku przy Max-Manncheimer-Platz 1, gdzie nasze prace (także Agnieszki Mastalerz, Natalii Romik Wilhelma Sasnala, Artura Żmijewskiego i Zofii Waślickiej-Żmijewskiej) są pokazane w ścisłym kontakcie ze świetnie pomyślaną wystawą stałą, traktującą o narodzinach, rozwoju i upadku nazizmu w Bawarii. 

czwartek, 2 lipca 2020

O tym, co (nie)widzialne

Piszę w eseju opublikowanym w lipcowym numerze Miesięcznika Znak. Zapraszam do lektury!


Cały tekst jest dostępny w płatnej subskrypcji lub w wydaniu papierowym. Myślę, że po pewnym czasie (jak się uleży i za zgodą redakcji) udostępnię go tutaj w całości.

czwartek, 19 kwietnia 2018

Widok z Zamenhofa 13 w kierunku północno-zachodnim - 22 marca 2012


Na pierwszym planie ulica Miła. Za drzewami, po schodkach, tzw. kopiec Anielewicza, usypany z pozostałości Miłej 18 na zwłokach około stu osób, w tym komendanta głównego oraz członkiń i członków Żydowskiej Organizacji Bojowej. Grupa Mordechaja Anielewicza popełniła samobójstwo po tygodniu oczekiwania na pomoc AK (plany kanałów, kryjówki po "aryjskiej stronie"), otoczona przez Niemców w dniu 8 maja 1943 roku.  Na dalszym planie, przy prawej krawędzi obrazu, surowa cegła budowy w miejscu dawnej bocznicy kolejowej na Umschlagplaztu. Między budowa a blokiem z żółtą okładziną szczytów i zielonymi balkonami fragment budynku przy Stawki 5/7 (szara fasada), gdzie stacjonowała komenda SS nadzorująca wywózkę Żydów z Warszawy na śmierć. W prześwicie między blokami z żółta okładziną szczytów zabudowania parzystej strony Umschlagplatzu (Stawki 4/10), w których latem 1942 roku skoszarowano połączone żydowskie szpitale, dla dorosłych i dla dzieci. Na horyzoncie wieżowiec Babka Tower nieopodal północnego krańca dawnego getta oraz kopuła kościoła rzymskokatolickiego pod wezwaniem św. Karola Boromeusza na Starych Powązkach, przy zachodniej granicy dawnej dzielnicy zamkniętej.

[Z katalogu wystawy JANICKA&WILCZYK, INNE MIASTO /OTHER CITY, Zachęta - Narodowa Galeria Sztuki, Warszawa 2013, s. 86-87]

niedziela, 5 marca 2017

W samym sercu świata...

...tego świata. Na 5 Ave w Nowym Jorku. W Arnold and Sheila Aronson Galleries mieszczącej się w Parsons School of Design. 
Małgorzata Bakalarz-Duverger, kuratorka wystawy Far Aware from Where pokazała na niej 5 fotografii z projektu Inne Miasto/Other City, który wspólnie z Elżbietą Janicką zrealizowaliśmy w latach 2011-2012.
No i świetnie. Kapitalnie, że w tym miejscu, jakkolwiek - gdyby kto pytał - nie jest to instytucja komercyjna.
Małgorzata (druga osoba od lewej na szóstym zdjęciu) pisała mi wcześniej, że bez przerwy do galerii wchodzą ludzie z ulicy, których przyciągają nasze fotografie widoczne za szybą. No i miałem okazję zobaczyć to kilka dni temu na własne oczy. Co oczywiście cieszy, chociaż - jak uważa kuratorka tej ekspozycji - wspomniane zainteresowanie wynika też z faktu, że fotografia traktowana jako wypowiedź o charakterze artystycznym, oddała w USA pole sztuce wideo i działaniom pokrewnym, więc stąd też ta curiosity...
Młodzi ludzie widoczni na kilku fotografiach to studenci Małgorzaty, którzy chwilę wcześniej wzięli udział w wykładzie, w trakcie którego pokazywałem i komentowałem zdjęcia z Innego Miasta oraz Świętej Wojny.









sobota, 25 lutego 2017

FAR AWAY FROM WHERE? czyli INNE MIASTO w Nowym Jorku

Jak już to było wcześniej anonsowane w Arnold and Sheila Aronson Galleries. Zdjęcia przesłała mi właśnie kuratorująca tę ekspozycję Małgorzata Bakalarz-Duverger (DZIĘKI po raz wtóry!). A wystawę już przyszłym tygodniu będę mógł zobaczyć na własne oczy, z czego bardzo się cieszę!









czwartek, 16 lutego 2017

piątek, 3 lutego 2017

FAR AWAY FROM WHERE?

To kuratorowana przez Małgorzatę Bakalarz-Duverger wystawa w Arnold and Sheila Aronson Galleries, Sheila Johnson Design Center w Nowym Jorku, w której weźmie udział 5 prac z naszego wspólnego z Elżbietą Janicką projektu Inne Miasto/Other City. Wernisaż 16 lutego 2017 roku. Z czego już się cieszę i SERDECZNIE WSZYSTKICH BĘDĄCYCH W POBLIŻU ZAPRASZAM! Ekspozycję będzie można oglądać do 5 marca 2017.

niedziela, 14 lipca 2013

JANICKA, WILCZYK: WARSZAWA. POLSKA. ŚWIAT NIEPRZEDSTAWIONY


Czyli wywiad, jaki  przeprowadziła z nami Lidia Ostałowska, który znalazł się w katalogu wystawy Inne Miasto, a teraz można go także w całości przeczytać na portalu Krytyki Politycznej. Na zachętę wklejam początek tej rozmowy:

Lidia Ostałowska: Wystawa Inne Miasto pokazuje Śródmieście Warszawy nieznane.

Wojciech Wilczyk: Oglądamy je z wysokiej perspektywy, chociaż nie z lotu ptaka. W XIX wieku tego typu zdjęcia nazywano widokiem administracyjnym. Perspektywa wysoka, w przypadku malarstwa nazywana napowietrzną, to także nawiązanie do XVIII-wiecznej weduty. Podobny typ działania fotograficznego nigdy nie był w Polsce szczególnie popularny.

Nadal pozytywnie wartościowany jest natomiast wzorzec stworzony przez grupę fotografów związaną z Janem Bułhakiem. Najpierw była to, anachroniczna pod względem obrazowania, konwencja piktorializmu. Później „mistrz Jan” — zainspirowany niemiecką Heimatphotographie — przekształcił ją w rodzimy, etnocentryczny program „fotografii ojczystej”. Zaczęto wówczas akcentować tzw. narodową specyfikę pejzażu, a fotografię zaprzęgnięto w służbę idei „Polski mocarstwowej”.

„Zdjęcia powinny obrazować naszą ziemię ojczystą i ludzi ją zamieszkujących z najlepszej strony oraz posiadać wartość artystyczną i piętno narodowe” — pisał wtedy Bułhak.

Elżbieta Janicka: Kiedy czyta się w pismach Bułhaka pochwałę „tradycji i rasy” wymierzoną w „pasożyty przybłędy”, skóra cierpnie. W Innym Mieście sięgamy do wcześniejszych, pierwotnych funkcji fotografii. Karol Beyer, pierwszy zawodowy fotograf warszawski, wykonał serię widoków ze świetlika kopuły kościoła ewangelicko-augsburskiego św. Trójcy, sąsiadującego dzisiaj z Zachętą. Powstała panorama miasta złożona z 12 zdjęć. Beyer sfotografował to, co jest, a nie to, co i jak powinno być. W wydanym niedawno albumie z jego zdjęciami znalazły się tylko dwa widoki z serii. Idea opisania przestrzeni wyraźnie nadal nie znajduje w Polsce uznania nawet w gronie specjalistów.

WW: Tym bardziej doceniamy np. archiwum Detroit Publishing Company pokazujące amerykańskie miasta na przełomie XIX i XX wieku lub całkiem świeże prace angielskiego fotografa Johna Daviesa zainteresowanego współczesnymi procesami urbanistycznymi. Widoki miasta zarejestrowane z wysokiej perspektywy pozwalają spojrzeć inaczej i zobaczyć więcej niż zdjęcia z poziomu chodnika. Jest to tym ważniejsze, że operujemy na terenie postrzeganym jako pozbawiony wyrazu, banalny i opatrzony. Zmiana perspektywy na bardziej zdystansowaną jest kluczowa w sytuacji, w której przez sposób opisu przestrzeni chcielibyśmy się przyczynić do zmiany potocznej świadomości.

Dlaczego pokazujecie dawną Dzielnicę Północną, która stała się terenem getta?

EJ: Chcemy pokazać centralne usytuowanie obszaru, który Jacek Leociak nazwał „miejscem-po-getcie”. Takie ujęcie wchodzi w polemikę z przekonaniem, że miejsce Żydów, a później Zagłady, było w historii Polski marginalne. Postrzegamy Warszawę jako stolicę, a więc wizytówkę kraju. W tym sensie jest to dla nas przestrzeń reprezentacyjna i reprezentatywna. Nasz projekt przynosi wizualizację tego, co na wierzchu i co tkwi w centrum kultury i społeczeństwa, a co kultura i społeczeństwo dotąd pomijały. Próby leczenia snem i milczeniem nie przyniosły rezultatu. Pora dokonać bilansu i podjąć konfrontację ze stanem faktycznym. 

[JANICKA & WILCZYK  INNE MIASTO / OTHER CITY, 17x21cm, 112 str., wstęp Hanny Wróblewskiej, esej Gabrieli Świtek Grunt i horyzont, 30 kolorowych fotografii z opisami, wywiad przeprowadzony z autorami przez Lidię Ostałowską, biogramy, podziekowania oraz mapa getta opracowana przez Roberta Marcinkowskiego - użyczona nam przez Barbarę Engelking i Jacka Leociaka, autorów książki Getto warszawskie. Przewodnik po nieistniejącym mieście. Wyd. Zachęta - Narodowa Galeria Sztuki, Warszawa 2013]

wtorek, 9 lipca 2013

Bałwanienie do entej potęgi


Podobnie jak Krzysztof Varga pasjami czytam bloga Wojciecha Wencla (mam nadzieję, że jednak nie zaszkodzi mi to tak jak Vardze, felietonista Gazety Wyborczej popełnił bowiem swego czasu idiotyczny artykuł na temat Festung Warschau Eli Janickiej). Czytam Wencla w miarę regularnie i mam wrażenie, że każdym swoim felietonem pisanym dla Gościa Niedzielnego lub Gazety Polskiej, próbuje on przebić poprzednie teksty. Jeżeli więc artykuł dla pierwszego z wymienionych tygodników jest bałwanieniem do kwadratu (by przywołać termin użyty przez Jaroslava Haška w nieśmiertelnych Przygodach dobrego wojaka Szwejka), to w drugim mam już do czynienia z bałwanieniem do sześcianu, itd., itd. Przykładem bałwanienia do entej potęgi jest jeden z nowszych wytworów pióra Wencla, a mianowicie zamieszczony w Gościu Niedzielym (nr 27/2013) felieton pod tytułem Młodziankowie z Wołynia. Dzieci obmyte we krwi Baranka triumfalnie wstepują do nieba. Rzecz dotyczy czystki etnicznej na Wołyniu, której latem 1943 oddziały OUN i UPA dopuściły się na polskich mieszkańcach tych terenów, a czego skutkiem było brutalne wymordowanie ok. 60.000 osób. Wencel z właściwą sobie swadą pisze o tych tragicznych wydarzeniach w takiej oto poetyce (ręce opadają i nie tylko one zresztą...):


W centrum rzezi wołyńskiej znajduje się Jezus Chrystus. Ci, którzy Jego ofiarę sprowadzają wyłącznie do historycznej drogi krzyżowej, mają pewnie problem z faktem, że nasi męczennicy na Wołyniu – fizycznie rzecz biorąc – doświadczyli okrutniejszych, bardziej bolesnych tortur niż wcielony Bóg. Jednak Boża miłość nie dlatego jest bezgraniczna, że Chrystus na Golgocie wycierpiał najwięcej, lecz dlatego, że dobrowolnie zszedł na Ziemię, by uświęcać nasz los swoją krwią. Był także tam, na Wołyniu, przed siedemdziesięciu laty. Bóg mocny, przedziwny Doradca, Książę Pokoju. Szczęśliwi młodziankowie, ich rodzice i dziadkowie, których ze spalonego raju poprowadził ku bramom niebios.

sobota, 22 czerwca 2013

Po otwarciu


Miałem robić komórką zdjęcia na wernisażu, ale przyszło tyle znajomych osób, że o tym... zapomniałem.
Na całe szczęście Przemek Pokrycki cykał foty iPhonem, więc wklejam zdjęcie, jakie zamieścił na Facebooku.

fot. Przemysław Pokrycki

Prezentacji Innego Miasta w Zachęcie towarzyszy katalog. Polecam to wydawnictwo, ponieważ znajduje się tam 30 fotografii z lat 2011-2012 (bardzo starannie wydrukowanych), esej Gabrieli Świtek i wywiad z Elą i ze mną, który przeprowadziła Lidia Ostałowska. Wystawa trwa do 28 lipca 2013.

Natomiast w czwartek 27 czerwca 2013 o godz. 18:00 także w Zachęcie, odbędzie się moje spotkanie autorskie pt. Dlaczego hiperrealizm?, które poprowadzi Joanna Kinowska. ZAPRASZAM!

czwartek, 20 czerwca 2013

Wystawa już wisi,



ja siedzę,
Ela robi zdjęcie.
Podpisów jeszcze nie ma (14:09).
Tzn. pewnie (na pewno) już są.
Jutro o 12:00 konferencja prasowa.
A o 19:00 wernisaż.
Z A P R A S Z A M Y !!!

poniedziałek, 17 czerwca 2013

ZAPROSZENIE DO ZACHĘTY


21 czerwca 2013 w piątek o godz. 19:00 w Narodowej Galerii Sztuki - Zachęta odbędzie się wernisaż wystawy INNE MIASTO autorstwa Elżbiety Janickiej i Wojciecha Wilczyka, na który niniejszym SERDECZNIE WSZYSTKICH ZAPRASZAM!


poniedziałek, 13 maja 2013

INNE MIASTO już wkrótce


08.04.2011 [widok z budynku przy ul. Grzybowskiej 5 w kierunku południowo-zachodnim]

Właśnie (od kilku dni - Ela w tym czasie robi opisy do zdjęć) siedzę nad plikami do katalogu wystawy Innego Miasta w Zachęcie (wernisaż 21 czerwca 2013). Negatwy zeskanowane w skanerach niewiarygodnych są ostre jak brzytwa i wreszcie (w przeciwieństwie do  używanego przez mnie do robienia prewek urządzenia o nazwie Epson V700) mają właściwie kolory. Ale też niewiarygodne ilości kurzu, a więc duposiedzenie przed ekranem nad opracowaniem plików do druku wystawowych odbitek, zajmie trochę (i jeszcze trochę więcej) czasu... 

Zdjęcie okładkowe i zaproszeniowe.

niedziela, 28 kwietnia 2013

BIAŁE KWADRATY Elżbiety Janickiej


Elżbieta Janicka, z cyklu Miejsce nieparzyste - Bełżec (03.07.2003)

Na wystawie Sztuka polska wobec holokaustu w Żydowskim Instytucie Historycznym, która otwarła się 17 kwietnia (i na którą już tutaj zapraszałem), pokazywane są także prace Elżbiety Janickiej wybrane z jej świetnego cyklu Miejsca nieparzyste. I patrząc przedwczoraj na trzy całkowicie białe kadry w czarnych negatywowych ramkach, które są fotografiami powietrza nad  obozami zagłady w Polsce, nagle dotarła do mnie oczywistość dość przewrotnego dialogu, jaki autorka prowadzi tutaj z... Kazimierzem Malewiczem, jego Czarnym kwadratem na białym tle (1913) oraz późniejszym Białym kwadratem na białym tle (1918). Przeciwstawienie bieli i czerni w pierwszym obrazie zastąpiona zostaje w drugim tylko jednym kolorem, a geometryczną figurę, tym razem umieszczoną asymetrycznie i ukośnie, rozpoznać można wyłącznie fakturze nakładanej farby. I chociaż ten drugi obraz w interpretacji samego Malewicza mający być "supremację czystego uczucia lub percepcji w sztuce malarskiej", zaś komentatorzy jego dzieła wskazują też na postrzeganie rewolucji bolszewickiej, jako przewrotu torującego drogę do nowego społeczeństwa, sam proces znikania czarnego kwadratu (tak wyraźnego w opozycji do bieli) jest jednak... nad wyraz niepokojący.

Elżbieta Janicka, z cyklu Miejsce nieparzysteKulmhof am Ner (31.08.2004) 

Przy okazji prezentacji Miejsc nieparzystych w Galerii Atlas Sztuki w Łodzi w 2006 roku, ukazał się katalog z tekstami Eleonory Jedlińskiej, Rafała Jakubowicza oraz wywiad z autorką wystawy, przeprowadzony przez Krzysztofa Cichonia. Warto przeczytać tę interesującą rozmowę.

PORTRETY POWIETRZA z Elżbietą Janicką rozmawia Krzysztof Cichoń

Krzysztof Cichoń: Skąd wzięła się ta praca?
Elżbieta Janicka: Z powietrza i z tego, co piszczy w trawie. Z codziennej krzątaniny tu i teraz. Z wypraw do Bełżca, Sobiboru i tak dalej.
KC: Kiedy Pani zaczęła tam jeździć?
EJ: Przed sześcioma laty.
KC: Podróżuje Pani samochodem?
EJ: Nie, autobusami PKS, pociągiem osobowym, a trochę piechotą, bo to zupełnie inne
doświadczenie czasu i przestrzeni. I nieporównanie szersze pole obserwacji.
KC: Rozumiem, że na początku nie robiła Pani zdjęć.
EJ: Nie.
KC: Za którym razem zaczęła Pani fotografować?
EJ: Podczas trzeciej podróży, czyli po dwóch latach. Wtedy wiedziałam już, co chcę zrobić. Wcześniej nie fotografowałam, świadoma pułapki konwencji. Nie wyobrażałam sobie, że wyjmę aparat, spojrzę w obiektyw, zacznę kadrować, szukać najdogodniejszego punktu widzenia, czekać na najlepsze oświetlenie, bo jakimi właściwie kryteriami miałabym się kierować - tymi co zawsze? I co by to w ogóle miało być? Reportaż? Pejzaż? Martwa natura? Dlatego z góry założyłam, że nie wykonuję żadnego zadania, żadnej pracy, a już zwłaszcza ze sztuką daję sobie spokój. To znaczy, wie Pan, trochę fotografowałam. Aparatem małoobrazkowym. Turystycznie. Fotografowałam i nie fotografowałam. Dosyć w sumie przypadkowo. Na pewno pamiętam zdjęcie stacyjnej chatki i kuriozalnego pomnika „ofiar faszyzmu” w Sobiborze, który wygląda jak pomnik Matki Polki i który - mam nadzieję - w końcu zniknie na rzecz czegoś bardziej do sensu. Z Treblinki przywiozłam zielnik fotograficzny - bardzo starannie, metodycznie sporządzony. Bo, wie Pan, człowiek rusza w podróż wypełniony po brzegi obrazami - na przykład ziemi wymiotującej trupami w rozkładzie. Obóz w Bełżcu położony był na wzniesieniu, więc to spuchnięte, gnijące, śmierdzące i ociekające cieczami mięso zsuwało się po zboczu. Te doły się tak właśnie przelewały. Słowem, robiło się coś, co jeden z SS-manów określił jako „straszny bałagan”. Również jednak tam, gdzie zamiast strasznego bałaganu panował straszny porządek, trwało przemysłowe przerabianie ludzi oznaczonych sześcioramienną gwiazdą na trupy, następnie zaś toczyła się zażarta walka z wyprodukowanymi trupami. Wyciąganie z samochodów czy z komór - rękami albo hakami - rozrąbywanie, dźwiganie, ciągnięcie i upychanie w dołach albo od razu palenie. Psujące się i zapychające krematoria o zawsze niewystarczającej mocy przerobowej. Młynki do mielenia kości, które też nie były doskonałe, bo nie mełły tak znowu na zupełny proch i pył. Tam gdzie ciała zakopywano w ziemi, odkopywano je i wydobywano na powrót po upływie miesięcy. Znowu dźwigano, ciągnięto - mimo odpadających kończyn i głów - upychano na stosach i palono na tak zwanym świeżym powietrzu. Spalone szczątki mielono. No więc dociera człowiek na miejsce, a tam jest... Są zioła i kwiaty. Grzyby, jagody, jeżyny, maliny, poziomki, motyle i ptaki, pszczoły i świerszcze. Zaskrońce wygrzewające się leniwie na słońcu. Opadające lub wstające mgły. Balsamiczne aromaty. Czyste niebo albo niebo z chmurami. Słońce i księżyc, planety i gwiazdy. Zieleń, zieleń i zieleń. To są miejsca piękne, dobre, bezpieczne - figury raju po prostu. I komunikat jest jeden: „Nic się nie stało. Wszystko w porządku”. Oczywiście dopóty, dopóki człowiekowi nie wejdzie w ciało drzazga z ludzkiej kości. Przywiozłam coś takiego z Lasu Rzuchowskiego, czyli z Kulmhof am Ner - niechcący, w skarpetce. Przywiozłam i odwiozłam z powrotem - na miejsce. Najkrócej rzecz biorąc, ląduje człowiek w kosmosie. To są naprawdę wyprawy w kosmos. A jednocześnie to jest dwa kroki stąd - na wyciągnięcie ręki.
KC: Dlaczego zwróciła Pani uwagę właśnie na powietrze?
EJ: W powietrzu krążą popioły. My tym powietrzem oddychamy. A wiatr, chmury, deszcz, Popioły są w ziemi, w rzekach, na łąkach i w lasach - poddawane nieprzerwanemu recyklingowi, w którym uczestniczymy, nie ruszając się z miejsca zamieszkania, kupując w osiedlowym spożywczym ser żółty ze spółdzielni mleczarskiej w Kosowie Lackim, miód z tamtych terenów czy sos tatarski z Wizny. Bo tam się pasą zwierzęta. W Treblince stoją przy drodze żółte, trójkątne znaki drogowe z krową. Znak z krową obok znaku „Treblinka”. Jesteśmy skonfrontowani z problemem niepochowania i niemożności wyprawienia pochówku. Problem ten ma wymiar zarówno symboliczny, jak fizyczny - by nie rzec: fizjologiczny. Nie ma pogrzebu bez, tak czy inaczej rozumianego, sarkofagu - „sarkofag” znaczy po grecku mięsożerny - którego funkcja polega na pochłanianiu doczesnych szczątków i wyłanianiu duchowego wizerunku zmarłego. W największym skrócie można powiedzieć, że pogrzeb to sarkofag. Tu sarkofag nie wchodzi w rachubę, chyba że to my jesteśmy sarkofagami - absorbującymi te szczątki zewsząd i na różne sposoby.